Selekcja pomidorów na przyszły rok. Sobie sadzę 24 krzaczki, czyli 6 odmian po 4 krzaczki.
Niezawodny Sungold F1 - trzeci rok, to jest kocur wśród pomidorków. Mega plenny, odporny, niewymagający idealnej gleby i długo owocujący. Z 4 krzaczków najadamy się tak że na jesieni mamy już dosyć, oddajemy rodzinie i znajomym.
Z zeszłego roku zostaje też Supersweet 100 F1 - bardzo plenny i też smaczny. Oraz Brandywine - trzeci rok. Pomidor typu befsztyk, malinowy, idealny do bezpośredniego spożycia, bardzo plenny, trzeba mocno podwiązywać solidnymi linami a nie jakimś tam pizdrykowatym sznurkiem.
Doszedł koktajlowy w białym kolorze, White Cherry - białych jeszcze nie miałam oraz Vorlon i Mortage Lifter Bicolor.
Ktoś mnie kiedyś pytał, co to są genetycznie grube łydki, których jestem szczęśliwym posiadaczem - ostatnio trafiłam na takiego mema, więc się dzielę - niestey tylko memem, nie łydkami
@GazelkaFarelka łydy to chyba jeden z bardziej popierdolonych mięśni. Mi je strasznie wypycha na masie, przez co spodnie często mnie uciskają w tym miejscu i mam problem z kupieniem jakichś dobrze leżących. Dawniej byłem grubasem, ale po ojcu dostałem także gen do łyd, więc wyglądam jak jakiś po⁎⁎⁎⁎ny odwrócony Papaj.
W "Powieści Lat Minionych" kronikarz Nestor, ustami Greków, oskarża Bułgarów (muzułmanów) o picie wody, którą myją sobie d⁎⁎y.
Potem zaś przysłali Grecy do Włodzimierza filozofa, mówiąc tak: „Słyszeliśmy, że przychodzili Bułgarzy, ucząc cię by przyjąć wiarę swoją, ich zaś wiara plugawi niebo i ziemię, i są oni przeklęci najwięcej ze wszystkich ludzi, upodobniwszy się Sodomie i Gomorze, na które spuścił Pan kamienie gorejące, i potopił ich, i utonęli. Tak i tych czeka dzień zguby ich, gdy przyjdzie Bóg sądzić narody i wygubi wszystkich czyniących bezprawie i dopuszczających się plugastwa. Ci bowiem obmywszy odbyty swoje, w usta wlewają [tę wodę] i po brodzie mażą się, wspominając Mahometa.
Bliżej nieokreślona przyszłość, gdzie cała Ziemia zamarza. Ocalałe resztki ludzkości żyją w nieustannie pędzącym dookoła świata pociągu.
Spodziewałam się szczerze mówiąc historii typu że sobie tam żyją, ale coś się zaczyna psuć i trzeba naprawić, ale jest jakiś problem i perypetie po drodze, ktoś okazuje się zdrajcą lub świrem - trzeba walczyć nie tylko z nieprzyjaznym żywiołem ale także sami ze sobą - no, taka standardowa historia.
Historia jednak bardziej przypomina mi film "Platforma" a cała akcja i rzeczywistość w której żyją bohaterowie jest raczej satyrą, alegorią. Film chyba jest adaptacją jakiejś książki, wydaje mi się że może być warta przeczytania, a film jest jej skróconą wersją, trochę po łebkach, a postacie drugoplanowe przedstawione po łebkach - gdzie zapewne w książce każda z nich ma jakiś swój charakter i jest metaforą, nad którą możemy się zadumać.
Taka ciekawostka, którą wrzucam z pewną rezerwą, ponieważ jedyne źródło to wpis na Twitterze. Ciężko ze zdjęcia ocenić w jakiej technologii zbudowano ten budynek (elewacja, rodzaj ocieplenia - wełna skalna? - tutaj w klimacie LA chroniącego przed upałem na zewnątrz i stratami nie ciepła ale "stratami zimna").
House designed on Passive House principles survives Cali wildfire
EDIT: Tu link z wyjaśnieniem jak dom pasywny opiera się pożarom. Nie zastanawiałam się nigdy nad tym aspektem, ponieważ w naszym klimacie bardziej interesuje nas opieranie się mrozom.
TLDR: Chodzi o trójszybowe okna, bo (tak piszą) w przypadku pożaru domu pali się głównie to, co jest w środku, a nie ściany. Jeżeli okno pęknie od gorąca i wiatr wwieje tam żarzące się węgielki, to dom spłonie niezależnie od materiału, z jakiego jest zbudowany, bo płoną tekstylia, meble, parkiety w środku. Pasywne trójszybowe okna potrzebują więcej czasu, zeby nagrzac się, pęknąć i wpuścić ogień do środka. Każda szyba jest niezależną zaporą przed ogniem.
Zresztą u nas też cały czas, jednym z przepisów PPOŻ jest kwestia odległości od granicy działki zależna od tego, czy w tej ścianie jest okno czy nie.
@GazelkaFarelka w Grand Designs Australia był dom odporny na pożary buszu, był zbudowany ze specjalnych ognioodpornych materiałów i miał rolety ognioodporne
Za oknem bura zima, ale u mnie też prace przygotowawcze do nowego sezonu w #ogrodnictwo
Jak nigdy udało mi się posprzątać tunel foliowy w terminie. Teraz delikatnie nawiozłam go popiołem z kominka - w glebie najprawdopodobniej brakuje potasu i niektóre odmiany pomidorów nie wybarwiały się przez to u góry. Ogólnie gleba dosyć kwaśna. W kominku palimy czystym drewnem liściastym więc popiół powinien być spoko.
Mówiąc o pomidorach, to przeglądam i zastanawiam się jeszcze nad odmianami na ten rok.
Posadziłam też we wkopanych doniczkach w tunelu sztobry jaśminu, hortensji oraz forsycji żeby sobie ukorzenić na sadzonki.
W lutym, zależnie od pogody, prawdopodobnie posieję szpinak matador - bardzo wczesną odmianę, której nie przeszkadza chłód wczesnej wiosny. Wysadzę też cebule na szczypiorek.
W lodówce zaczęły mi kiełkować nasiona jabłoni antonówki. Po namyśle przesadziłam je do doniczki w domu. Jak będzie cieplej pójdą na dwór do gruntu albo wysokich doniczek wkopanych w ziemię. Za dwa lata będę na tych siewkach ćwiczyć okulizację odmian starych, kilkudziesięcioletnich jabłoni, które u mnie rosną.
@GazelkaFarelka po tych paru latach są jeszcze ludzie nieironicznie przypominający o NJŚ? I o granicy polsko-chińskiej w momencie bardzo ścisłego sojuszu chińsko-rosyjskiego, mającego na celu m.in. rozmontowanie amerykańskiego systemu sojuszów?
Ponieważ wiele osób, jak również najwidoczniej i gmin zostało zaskoczone nowym obowiązkiem sortowania nowej frakcji - tekstyliów od początku tego roku, jako osoba obcykana od dawna w temacie, postanowiłam dodać osobny wpis.
Od dawna oddaję wszystkie* tekstylia do pojemników PCK. Wbrew panującej powszechnie opinii, nie należy tam wrzucać wyłącznie odzieży w dobrym stanie, która może się przydać potrzebujacym. Wrzucamy tam wszystkie tekstylia, nawet zniszczone czy podarte, byle były czyste i wyprane.
Kontenery te działają tak, że tekstylia otrzymują nie potrzebujący, ale firma, która ma podpisaną z PCK umowę. PCK od firmy otrzymuje pieniądze, za które może kupić to, co potrzebujący akurat potrzebują (mało prawdopodobne że przyda im się na przykład suknia balowa w rozmiarze XS). Firma natomiast zebrane tekstylia sortuje - te nadające się do noszenia idą do second handów, te zniszczone stają się surowcem do przetworzenia - do produkcji papieru czy czyściwa do maszyn. Generalnie ciuchy dostają drugie życie w gospodarce, zamiast wylądować na wysypisku.
*) Oprócz w dobrym stanie ubrań dla dzieci, które oddaję dalej w rodzinie oraz ostatnio na Vinted - jakieś jeszcze coś warte ciuchy raz czy dwa włożone, markowe albo z metką, ale minął już termin na zwrot. Fundusze pozyskane na Vinted przeznaczam na zakup innych ciuchów na Vinted
"Wasza wysokość jest zbyt łaskawa" może od razu zakaz i nakaz wszystkiego i samemu zapierdala€ ze śmieciami do punktów- bo przecież te wielkie śmieciarki trują nam planetę, biedne firmy nie dają rady.
U mnie w okolicy kubły na ubrania PCK zaczęły znikać jakoś na jesieni zeszłego roku. Nie dali więc nowych kontenerów na szmaty ale za to wprowadzili kary (podwyższenie opłaty za niesortowanie śmieci) jeśli wrzucisz ubrania do zmieszanych ☠️
Amerykański producent nakręcił wersję Squid Game w rzeczywistości. 456 ochotników w USA bierze udział w rozgrywkach w scenerii z serialu, walcząc o nagrodę 4,56 mln dolarów, którą zgarnie jeden zwycięzca. Oczywiście w rzeczywistej grze nikt nie ginie, uczestnik gry jest po prostu eliminowany z dalszych rozgrywek.
Powiem tak - koncepcja bardzo fajna. Czytałam kiedyś książkę o teorii gier i bardzo fajnie tutaj można patrzeć, jak zachowują się gracze w sytuacji, kiedy tak naprawdę każdy gra o własny interes (nagroda jest tylko jedna) a jak wiele sytuacjach, kiedy należy dokonać wyboru, może poświęcić dla ogółu, co dają umowy społeczne.
Tutaj chciałabym wspomnieć @smierdakow bo już wymienialiśmy na ten temat zdania. Oglądając ten show i porównując z serialem, można zobaczyć, dlaczego wersja koreańska jest ciekawa - bo mamy wgląd w inną kulturę, mentalność, wzorce postępowania. Nawet uwzględniając różnicę taką, że w serialu postacie są odgrywane przez aktorów a bohaterowie walczą o własne życie, a w challenge postacie są autentyczne, ale stawka nie jest tak dramatyczna - to zawsze w filmach/życiu pokazujemy się w postawach jakie uznajemy za istotne w naszej kulturze, czyli w filmach naśladujemy prawdziwych ludzi, a jako prawdziwi ludzie zgrywamy czasem postacie jako znamy z filmów. W wersji zachodniej postacie są po prostu dla nas znane i oklepane, wyskakują tu jacyś liderzy, kołcze z motywacyjnymi amerykańskimi tekstami i gadkami ("damy radę, zrobimy to razem, yeahhhh, go go go", "I love you", "jesteś świetny", "jesteś kochaną osobą"). Ogólnie dużo pierdololo, które przewijałam, bo nie obchodziły mnie jakieś okrągłe grzeczne frazesy co jeden gracz sądzi o drugim, oczywiście wszyscy wszystkich lofciają i tak dalej. Każdy odda jakąś część nagrody na jakiś charytatywny cel. Jakby jakiś reżyser nakręcił amerykańską wersję serialu, to pewnie też tak to by wyglądało.
Ogólnie Amerykanie na plus, z pewnymi zgrzytami dosyć łatwo przyszło im grać w miarę solidarnie, zespołowo i "hackować" w ten sposób system postawiony przed nimi przez twórców, wprowadzać własne sprawiedliwe modyfikacje do niesprawiedliwej rozgrywki, opierające się na zaufaniu do innych graczy, że postąpią tak samo. Ciekawiłaby mnie taka rozgrywka w tym samym formacie w PL czy w (hehe) Rosji, jak bardzo społeczeństwo tych krajow różni się w tym temacie? Co do PL być może będziemy mieli się okazję się dowiedzieć, bo serial zażarł tak, że zapewne będzie mocno eksploatowany.
Dom niskoenergetyczny - zużycie prądu na CO, CWU oraz rekuperację
Podsumowanie roku 2024
Całkowite zużycie na w/w cele: 2120 kWh
czyli ~18 kWh /m2 /rok
Czwarty kolejny pełny rok ogrzewania. Każdego roku było coraz mniej. W pierwszym roku było ok. 3100 kWh - podobno pierwszego roku zawsze idzie więcej na ogrzewanie, aż całość dobrze się wysuszy i wygrzeje. Każdy kolejny rok jednak to ewidentnie ocieplający się klimat. Luty w tym roku to zużycie prądu na ogrzewanie mniejsze, niż w marcu w poprzednich latach. Grudzień to też rekordowo niskie zużycie prądu na ogrzewanie w porównaniu z innymi grudniami z poprzednich lat.
Od kwietnia zmieniony licznik, żeby liczył osobno zużycie rozdzielone na pompę, pompę grzałkę oraz rekuperator. Tak więc od tego okresu, w powyższym zawierało się 40 kWh grzałka od pompy (defrost) oraz 115 kWh rekuperator. Ogólnie rekuperator wychodzi, że pobiera jakieś 12-15 kWh miesięcznie.
Dom 120m2, III, prawie IV strefa klimatyczna, całość na podłogówce, pompa ciepła powietrzna.
Przypadkowo trafił mi się na fejsie ciekawy wpis w temacie #genealogia a mianowicie tego, co można wyciągnąć z badań DNA. Zastanawiałam się nie raz nad takimi badaniami, zwłaszcza za każdym razem jak jest promka na MyHeritage, ale zawsze wydawało mi się, że mój wynik badania będzie w stylu "region pochodzenia - Europa Środkowa", więc gratulacje, wydane 30 euro na coś, co i tak zawsze wiedziałam.
Z tego co opisuje autor tego wpisu, mając badania DNA, można uzyskać dużo ciekawych informacji, jak np. z jakimi szczątkami archeologicznymi ma się wspólnych przodków, na przykład człowiek pogrzebany na jakiś średniowiecznym cmentarzu może być twoim dalekim kuzynem.
Ponieważ opisane tutaj badania DNA dotyczą chromosomu Y, przekazywanego z ojca na syna, przy następnej promce spróbuję namówić swojego ojca. Nie wiem jak wygląda sprawa (baza wiedzy) z badaniami mtDNA, przekazywanego z matki na córkę.
Tak na zamknięcie 2024 roku skleiłem krótki post o tym jak to mogło być z tymi przodkami w znacznie wcześniejszych czasach niż 100, 200 czy 300 lat temu...
"GENETYCZNE POCHODZENIE"
Nie da się ukryć, że badania genealogiczne u większości ludzi badających swoje korzenie kończą się w XVIII, a często nawet i w początkach XIX wieku, a jest też grupa osób, która nie jest w stanie odtworzyć części swojego drzewa ponieważ wszelki materiał do badań został zniszczony z powodu działań natury i samego człowieka. Tylko niewielka część z nas ma szansę dowiedzieć się więcej na temat przodków, którzy żyli przed XVIII wiekiem w odległym średniowieczu. W moim drzewie jest wszystkiego po trochu. Gdzieś zatrzymałem się w XIX, gdzieś w XVIII, a gdzieś indziej dotarłem do XVI wieku. Cieszy mnie to i fajnie to wygląda ale co by nie było to w pewnym momencie wszystkie korzenie zatrzymują się... I co dalej? co było wcześniej?
Niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania. Żeby jednak choć trochę uspokoić moją ciekawość postanowiłem zabrać się za szukanie informacji na temat ludzi, którzy żyli na długo przed tym zanim zaczęto tworzyć jakiekolwiek zapisy dokumentujące linie rodowe. Punktem startowym w tym badaniu był autosomalny test DNA, który wykonałem w serwisie MyHeritage. Tu od razu zaznaczę, że obraz jaki uzyskałem nie przedstawia moich przodków pokolenie po pokoleniu i nie wiąże mnie z odległymi krewnymi np: sprzed XVIII czy XV wieku. Wykorzystując test autosomalny oprócz bliższego pokrewieństwa z zasięgiem do 5-6 pokolenia mogłem jedynie określić moją przynależność etniczną, z której wywodzi się moja męska linia genetyczna.
Na stronie saturdaydna.com można przeczytać, że firmy takie jak 23andMe, AncestryDNA czy MyHeritage zajmujące się wykonywaniem autosomalnych testów DNA sprawdzają również niektóre pozycje na chromosomie "Y". Takie badanie według serwisu wystarcza do ustalenia tz. haplogrupy na poziomie około 1500 p.n.e.
Chromosom "Y" przekazywany jest tylko w linii męskiej czyli z ojca na syna. Co kilka pokoleń przechodzi niewielką mutację, na którą nachodzi kolejna mutacja w dalszych pokoleniach. Obliczając ile mutacji nastąpiło w czasie można orientacyjnie ustalić czas, w którym żył wspólny przodek z domniemanym krewnym w męskiej linii.
Na przykładzie niewielkiego narzędzia "Clade Finder" na stornie saturdaydna podany jest sposób w jaki można uzyskać informację o swojej haplogrupie z pobranych danych z MyHeritage czy Ancestry. I tak w przypadku moich próbek jest to wynik R1a1a1 "M417" – haplogrupa ustalona w okresie około 4,500 p.n.e.
Tu pytanie dlaczego nie 1500 lat p.n.e. jak wskazuje serwis saturdaydna?
Wydaje mi się, że jest to kwestia rozbudowy narzędzia i samej aktualizacji... I oczywiście taki wynik mnie nie usatysfakcjonował...
(Na załączonej grafice wykonanej przez Łukasza Lubicz Łąpińskiego M417 nie określa żadnej grupy etnicznej, uważana jest jedynie za ojcowską dla ludów indoeuropejskich)
Trochę poszperałem w necie i okazało się, że na stronie familytreedna.com (FTDNA) także można wykonać badanie haplogrupy i to bez manualnego pobierania danych z MyHeritage ponieważ oba te serwisy są ze sobą powiązane. Po utworzeniu profilu na FTDNA wystarczyło wyrazić zgodę na automatyczne pobranie danych z MH oraz wykonać opłatę 10$ za odblokowanie dodatkowych opcji związanych z wykonaniem badań na podstawie autosomalnego testu. Po 48 godzinach otrzymałem "potwierdzony" wynik mojej haplogrupy "R1a-S18681"
O ile nic nie pomieszałem to położenie mutacji S18581 włącznie z tym co wskazał "Clade Finder" od najstarszej do najmłodszej można zapisać w taki sposób:
(na grafice pana Łapińskiego pozycja S18681 zaznaczona jest w czerwonej ramce)
Według aktualnych informacji zawartych w FTDNA prawdopodobny ostatni wspólny przodek wszystkich członków haplogrupy S18681 urodził się między 1033-143. p.n.e. (w szacunkach 550r. p.n.e.). Natomiast S18681 wyodrębniła się od wcześniejszej mutacji YP311 około 1500 lat p.n.e. Zgodnie z danymi zawartymi w serwisie do mutacji S18681 z około 550r p.n.e. mam wspólnego przodka ze znaleziskiem archeologicznym nazwanym "Santok 398". Był to mężczyzna, który żył w okresie 1000-1200r. n.e. Jego szczątki znaleziono w regionie wsi Santok w województwie lubuskim w Polsce. Trudno jest stwierdzić kim był ten człowiek ale wskazane jest, że związany był ze słowiańską grupą kulturową państwa piastowskiego...
Innymi starożytnymi przykładami ale już do wcześniejszych mutacji datowanych na ok. 2000-2500r. p.n.e. (to przed S18681) jest znalezisko "Końskie 302", mężczyzna żyjący w latach 1000-1200 n.e., który został znaleziony na terenie miasta Końskie w województwie świętokrzyskim. Kolejne to "Łęgowo 167" tj. mężczyzna żyjący w okresie 1000-1200r. n.e. znaleziony na terenie dzisiejszej Wielkopolski, w regionie wsi Łęgowo. Znalezisko "Śródka 233" to mężczyzna żyjący w podobnym okresie co wyżej, został znaleziony na terenie wsi Śródki w województwie Wielkopolskim. Poza znaleziskami z Polskich terenów jest jeszcze kilka sprzed mutacji S18681 zlokalizowanych na Węgrzech z okresu 600-700r. n.e. Mężczyźni byli związani z grupą kulturową Awarów. Natomiast w Chorwacji znaleziono szczątki chłopca w wieku 1-3 miesięcy, który żył w latach 650-800 n.e. Dziecko związane było ze średniowieczną grupą kulturową Europy Wschodniej. Z terenów skandynawskich to znalezisko "Falköping 221" w Szwecji, mężczyzna żył w latach 1874–1621 p.n.e., w okresie wczesnej epoki brązu...
Ciekawie to wszystko wygląda...
Przyznam się, że trochę dało mi to do myślenia. Brak obecności mutacji S18681 na Węgrzech i Chorwacji, Wielkopolsce i Świętokrzyskim może być wynikiem wcześniejszych migracji słowiańskich plemion ze wschodu ale tereny Lubuskiego i próbka "Santok 398" to już trochę inna historia - i to jest fascynujące...
Na stronie https://urzecze.pl/yp1363/ i temat "Pochodzenie rodzin z mutacją R1a-YP1363" przeczytałem, tu cytuje: "przynajmniej część nosicieli mutacji S18681 najprawdopodobniej należy łączyć z północno-zachodnią Słowiańszczyzną, głównie ze Słowianami Połabskimi, z których większość została zgermanizowana w okresie wczesnego średniowiecza. Archeologicznie ludność ta przynależała do tzw. kultury Sukov-Dziedzice, rozpościerającej się od Meklemburgii, poprzez Pomorze Zachodnie, Wielkopolskę, Kujawy aż po Mazowsze" (Tak dla jasności mutacja YP1363 jest młodszą podgałęzią S18681). M417>>>YP311>S18681>YP1363
W dalszej części na stronie urzecze.pl dowiedziałem sie, cytuję: "obecny król Holandii Wilhelm-Aleksander również przynależy do gałęzi S18681. Jego przodkowie po mieczu – von Amsbergowie – wywodzili się z miejscowości Schwichtenberg w Meklemburgii, mając niewątpliwie zachodniosłowiańskie (połabskie) korzenie".
"Wśród przodków króla Willema-Alexandra można znaleźć zarówno linie szlacheckie, jak i mieszczańskie. Jego ojciec, książę Claus von Amsberg, pochodził z niemieckiej rodziny szlacheckiej, podczas gdy jego matka, królowa Beatrix, była córką królowej Holandii Juliany i księcia Bernharda von Lippe-Biesterfeld. Książę Bernhard był członkiem niemieckiego rodu Lippe i był dalekim krewnym kilku europejskich monarchów. Ze strony matki Willem-Alexander jest potomkiem Wilhelma I, pierwszego króla Holandii i królowej Wilhelminy, która była symbolem oporu przeciwko nazistowskiej okupacji podczas II wojny światowej"...
Nie wiem jak u innych ale ja mam sporą liczbę genetycznych podobieństw lokalizowanych w samych Niemczech... obecnie to niemal 1000 rekordów DNA Match na MH, dwa razy więcej niż w Polsce... Może to jakiś wskaźnik gdzie dalej kierować się w tradycyjnych poszukiwaniach genealogicznych?...
Co do jeszcze starszych mutacji jak np: CTS3402 (pra grupa S18681) mam wspólnego przodka gdzieś około 2000 lat p.n.e. z Maxem von Sydow szwedzko-francuskim aktorem żyjącym w latach 1919-2020. Z grupy Z280 ok. 2500r. p.n.e. to John Ronald Reuel Tolkien 1892-1973 angielski pisarz i poeta oraz Aleksander Siergiejewicz Puszkin 1799-1837 rosyjski poeta i powieściopisarz...
Co tu dużo pisać - wychodzi, że jesteśmy z tej samej gliny tylko nie wiadomo jak to wszystko połączyć...
Niestety ale po mutacji S18681 dla mnie nie widać już późniejszych krewnych po wspólnym przodku oprócz "Sanoka 398" a to dlatego, że serwis wymaga wykonania oddzielnych testów chromosomu "Y" nad którego wykonaniem zastanawiam się już jakiś czas... I w końcu pewnie ulegnę pokusie...
Myślę, że może być ciekawie...
Tak więc po tym co udało mi się ustalić mogę śmiało stwierdzić, że moje korzenie w męskiej linii najpewniej są słowiańskie, nie wypieram się tego i to jest dla mnie dobra wiadomość – współczesne badania archeologiczne jasno wykazują, że pra Słowianie mieli fascynujące życie, w czasie swojego istnienia wyróżniali się od innych ludów pod wieloma względami, a mało tego to znaczące ślady ich bytu na Ziemi przetrwały do dnia dzisiejszego...
I tak na koniec:
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że obecna mapa genetyczna ludzkości jest tylko wycinkiem z przeszłości i w przyszłości obraz ten pewnie się zmieni. To co przedstawiłem również jest krótkim odcinkiem historii słowiańskiej tak więc nie popadam z tego powodu w skrajny zachwyt i traktuję to jako historyczną ciekawostkę..."
Ponadto z ochroną danych genetycznych też jest so-so, jako że w EU to reguluje GDPR (czyli RODO) - a myk jest taki, że dane genetyczne nie do końca są rozpatrywane jako "dane umożliwiające łatwą identyfikację osoby", a nawet jak mamy przypadek, że tak jest, to nie wyklucza to, że w niedalekiej przyszłości nie pojawi się technologia na to pozwalająca. Ogólnie temat jest śliski i ja bym nie ryzykowała.
@GazelkaFarelka Moja różowa jest genealogicznym świrem, drzewo ma opracowane do połowy XVIII wieku, dalej źródeł brak. Trochę się zainteresowałem tematem i na dobry początek dostałem pod choinkę dostałem test z Ancestry, teraz czekam na analizę
Poddana zamrożeniu kobieta zostaje rozmrożona i budzi się w środku kapsuły. Nie pamięta, kim jest i jak się w niej znalazła.
Od jakiegoś czasu mam fazę na filmy, które spełniają cechy klasycznej greckiej tragedii - jedność czasu, miejsca i akcji. Zawsze wydawało mi się to nudne i dziwiło mnie, jak starożytni znajdowali w tym rozrywkę, ale ostatnio odnajduję urok w produkcjach oszczędnych w formie.
Nie najgorsze, można obejrzeć. Końcówka mogłaby być trochę lepsza. 5/10
Jak wam powszechnie wiadomo (albo i nie), w archeologii mając do czynienia z podobnymi charakterystycznymi znaleziskami z podobnego okresu, określa się je mianami "kultury", często pochodzącymi od nazwy pierwszego, najbardziej znanego stanowiska. Mamy więc na przykłąd kulturę halsztacką (od miejscowości Halstatt w Austrii) albo kulturę wielbarską, od Wielbarku.
Mamy też kulturę przeworską, której pierwsze stanowisko odkryto we wsi Gać. Z kompletnie niezrozumiałych powodów używa się jednak nazwy leżącego nieopodal miasta Przeworsk.
@GazelkaFarelka ja myślę że już nagłówek był ułożony tydzień wcześniej, oraz w alternatywie, "Porażka Gaci ze Stolcem" lub "Gać nie zatrzymała Stolca" xD
Mieć taką miejscowość w okolicy to niewyczerpana okazja do żartów
Drugi sezon bardzo spoko. Mimo, że po pierwszym sezonie, tak jak główny bohater, wiemy już co i jak, a to, co w pierwszym sezonie było ukryte cały czas przed naszymi oczami, widzimy teraz od samego początku, to nadal nie brakuje suspensu. Więcej nie powiem, żeby nie spojlerować.
@smierdakow Mi się podoba, taki absurdalny kontrast ponurego życia i komedii. Zastanawiam się, na ile zachowanie i sposób mówienia bohaterów jest właśnie specyfiką tamtejszego kina (czy taka intonacja i przemowa jest typowo teatralna), czy to jest ich zachowanie na co dzień?
Bardzo fajna animacja, ukazująca okres wędrówek ludów. Zmiany klimatyczne, polityczne oraz najazdy koczowniczych ludów wymusiły przemieszczanie się całych ludów na różne krańce Europy. Wandalowie, oryginalnie zasiedlający tereny dzisiejszej Polski, zdobyli na przykład Kartaginę i założyli tam swoje państwo. Jak widać, w dawnych czasach świat wcale nie był aż tak wielki, nieznany i nieprzebyty i nie było problemu, żeby spakować d⁎⁎ę w troki i przeprowadzić się z całym mandżurem z Małopolski do Hiszpanii.
Niestety animacja kończy się w roku 600, w momencie jak Słowianie zaczynają się pojawiać na kartach dziejów. Również w obrębie Słowian były tutaj różne ciekawe migracje, na przykład (najprawdopodobniej) z terenów dzisiejszej Małopolski, zamieszkiwanej przez Białych Chorwatów, część przeprowadziła się i zamieszkała na południu Europy, tworząc Chorwację. Serbowie łużyccy przeprowadzili się, tworząc Serbię - w odróżnieniu od Białych Chorwatów część z nich została nadal na Łużycach.
Jeśli chodzi o pochodzenie współczesnych Polaków, w środowisku naukowym, w świetle kolejnych badań, coraz bardziej popularyzuje się koncepcja, że nie wszyscy z migrujących ludów podejmowali decyzję o ucieczce i przeprowadzce. Część najbardziej zagrożonych najazdami terenów została ewidentnie opuszczona na wiele lat i zasiedlona dopiero przez Słowian, na części jednak osadnictwo jest ciągłe, co oznacza że wielu Gotów, Gepidów czy Wandalów najwidoczniej zostało zasymilowanych przez Słowian, przyjmując ich język i kulturę, a my wszyscy w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy potomkami ludzi, którzy zarówno przybyli gdzieś z bagien Polesia jak i mieszkali tutaj od zawsze.
Tytuł: Barbarica Tysiąc lat zapomnianej historii ziem polskich
Autor: Michael Morys-Twardowski
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324088782
Liczba stron: 380
Ocena: 7/10
Nauka historii, dziejącej się na terenach dzisiejszej Polski, w szkole zaczyna się od chrztu Mieszka I. W umysłach większości ludzi, nie interesujących się zbytnio historią, rodzi to poczucie, że nic tutaj nie było wcześniej, w części rodzi teorie spiskowe czy fantastyczne wymysły.
Książka ta pokazuje, że w rzeczywistości źródeł na temat terenów obecnej Polski i żyjących na nich ludów jest zaskakująco (dla mnie) sporo - zaczynając od źródeł rzymskich, dla których tereny poza limes Imperium nie były czarna dziurą, ale terenami, na których aktywnie uprawiali politykę, aby zapewnić bezpieczeństwo i spokój swoich granic. Mamy więc znane z imienia ludy i ich przywódców, którzy zawierali sojusze i walczyli między sobą, w myśl rzymskiej polityki "divide et impera".
Mamy później pisma bizantyjskie, z państwa Franków czy innych zachodnich "piśmiennych" królestw. Mamy źródła archeologiczne. Wszystko to pozwala złożyć obraz historii, która rozgrywała się przez dziesięć wieków przed Mieszkiem.
Książka pozostawia pewien niedosyt, ponieważ mam wrażenie że wszystko opisane jest po łebkach, niektórym rzeczom poświęcony jest tylko jeden akapit. Z drugiej strony to dobrze, bo widać, że jest jeszcze szerokie pole do rozwinięcia każdej z tych historii, a 380 stron to zbyt mało, aby dokładnie opisać rzekome "nic się tu nie działo".
Oglądamy po raz dziesiąty kręcone jakieś historie ze starożytnego Rzymu czy Egiptu, odgrzewane wiele razy kotlety czy adaptacje nędznych książek, zachwycamy się wikingami (aczkolwiek, żeby być sprawiedliwym, wikingowie zapoczątkowali modę na odkrywanie rodzimej etnicznej spuścizny, kultury, historii czy inspirowanej muzyki) podczas gdy wiele historii z naszej przeszłości byłaby gotowym do ekranizacji pomysłem. Anglosasi mają na przykład króla Artura, o którym napisano i nakręcono już morze adaptacji. Obejrzelibyście historię o Kraku, organizującemu Słowian w pierwszym proto-państwowy organizm, walczący przeciwko Awarom? I jego córce Wandzie, odpierającej ataki Germanów? Oczywiście nie w tej wersji dla dzieci, z szewczykiem Dratewką, ale historię polityki, walki o władzę, walki z wrogami, wszystko w historycznych kostiumach i realiach? Ja oglądałabym jak po⁎⁎⁎⁎na.
Mojej 9 latce mówię, że jest dużym dzieckiem i nie oponuje. Do nastolatki jeszcze chwila, ale już nie da sobie w kaszę dmuchać i myśli coraz dojrzałej.
@GazelkaFarelka Mój młodszy 4lvl, miał wyciągane druty z nogi (nie wiem jak to się fachowo mówi na te druty co wstawiają po złamaniu). Następnego dnia po operacji, przy obchodzić ordynator się go pyta: