Zaloguj się aby komentować
Mam poczucie że zmarnowałem kilka lat swojego życia. Co może brzmieć dla was zabawne skoro nie skończyłem 30. Co ciekawe wtedy miałem poczucie że będzie dobrze, wszystko się ułoży i nadejdzie mój czas. Nie pochodzę z normalnego domu, jak wiele osób. A patrząc na swoje rodzeństwo, że sobie radzą to uznałem że dlaczego ja miałbym sobie nie poradzić?
No i było normalnie. Tylko dla mnie się stawka zwiększała skoro przeżyłeś swoje pierwsze razy z jedną osobą. I gdy budziłeś się obok tej osoby to w głowie było „czekałem na to całe życie”
Gdy się do mnie coś mówiło to było właśnie „wszystko będzie dobrze”. Albo jak zostało mi powiedziane że czegoś jest za dużo to nie zrozumiałem tego jak powinienem i miałem „Nie widzisz jak się staram? Wezmę te uczucia na siebie i jak tylko będziemy razem to damy radę”. Bałem się jednak co prawda że mogę nie dać rady, ale nie sądziłem że będzie aż tak źle. Że jestem o wiele bardziej dojrzały. A dostałem tak że nawet nie trzeba było zaczynać odliczania.
Temu czasowi nie pomagalem. A teraz mam poczucie że za bardzo skupiam się patrząc do tyłu zamiast skupiać się na teraz i na przyszłości. Bo te chwile po prostu przychodzą. Wracasz z roboty, kładziesz się na łóżku i przychodzi na myśl że kogoś byś obok objął. Dzwonisz do jednego, drugiego ziomka i któryś na pewno jest ze swoją. Nie mówiąc że trochę ludzi dookoła się żeni lub już się pożeniło
I znam jedną taką osobą która by się chciała spotkać, ale nie byłbym w stanie być z nią razem. Nie będę się bawić ludźmi
Trzeba chyba zaprzyjaźnić się z siłownią i wyrobić systematyczność.
„Najbardziej bawi mnie to że od razu wierzysz w wielką miłość, gdy tak naprawdę nie znasz drugiego człowieka.”
#przemyslenia #zalesie #refleksje #emocje #zwiazki #chcesiewyzalic
Zaloguj się aby komentować
Niestety od jakiegoś czasu mam w głowie rodzące się ślady frustracji do kobiet. Przy czym wiem, że one są bezsensowne. Bo to ja dalej nie mogę zejść z wagi, nie spełniłem powiedzianego słowa, bo się bałem, ja potrafiłem dzwonić 6 razy dziennie, by usłyszeć ten jeden głos codziennie lub popisać (co ciekawe z nikim innym takich problemów nie miałem) i doskonale wiem, że każda z płci mierzy się ze swoimi problemami, tłem i przeszłością.
Myślałem, że skoro przeżyłem problemy rodzinne, samotność, odrzucenie i inne zawody, to dam radę. Choć wtedy to po prostu cieszyłem się, że kogoś mam i żyłem wierząc, że wszystko będzie dobrze i wszystko ogarniemy. A tak to mnie wyjebało z kapci na miesiące.
Możliwe, że gdybym został zdradzony, to byłoby to łatwiej przeboleć. Bo po prostu bym się wkurwił, a tak to obwiniam siebie.
Gdybym wiedział to, co wiem teraz, to rozpocząłbym randkowanie w wieku 21 lat, gdy osiągnąłem jakąś stabilność finansową. Ale k⁎⁎wa skąd miałem to wiedzieć. I słysząc wtedy, że trzeba „zbierać doświadczenie”, to w głowie miałem coś typu: „ludzie to nie zabawki”.
Mam swoje ego, bywam egoistyczny i może jestem narcyzem, c⁎⁎j wie. Mam też wyjebane na to, co mówią do mnie obcy. To, co mówią bliżsi i kumple, ulatuje po chwili.
Moim problemem jest to, że gdy mi zależy, to między impulsem/emocją a działaniem jest krótka droga.
Widzę znajomych z mojego wieku, którzy się żenią. A u mnie wyszło, że mam lęki, które potrafią rozwalić relacje.
I najgorsze jest to, że wiesz co z czego pochodzi i tak dalej, jednak nie potrafiłeś zachować się inaczej.
Zastanawiałem się nad tym, dlaczego chcę związku. I co może być złego w byciu samemu. Długo to nie trwało xd.
Nie chcę tego życia spędzić sam. Chcę być szczęśliwy z kimś i cieszyć się z tego, co mam. Wychodzić gdzieś na randki czy gdziekolwiek i spędzać czas w różnoraki sposób.
Chcę być tym, kim jestem, bez żadnego osądzania. Jeśli zachce kupić kwiaty, to je kupię, chce obrzucić śnieżkami, to obrzucę. I jestem tym gościem, który powie, że nie chce kogoś stracić, rzuci „dobrze, że jesteś”, jeśli ta osoba jest dla mnie ważna.
Ale boję się, że nie potrafię dać bezpieczeństwa i tego, by druga połówka poczuła się zrozumiana.
Częściej mam doły niż dobry humor.
#przemyslenia #zalesie #refleksje #emocje #zwiazki
A nie mylisz samotności z reakcją na nudne, przewidywalne życie w ktorym każdy dzień wygląda tak samo, że nawet jak coś dodasz od siebie to jest to "twoje" a nie coś z zewnątrz, że prowadzisz życie z którego nie jesteś zadowolony ?
Stąd potrzeba kogoś z kim byś "wychodził gdzieś, spedzał czas w różnoraki sposób" stąd "chce być szesliwy z kimś" - jako kogoś kto rozwiąże ten problem.
U mnie to okazało się nie być samotnością, bo inna osoba to nie źródło problemu tylko jego potencjalne rozwiązanie. Problemem było prowadzenie życia niedostosowanego do kombo autyzmu+ADHD. Z jednej strony parłem na stabilne spokojne życie piwniczaka bo taka jest moja osobowość a z drugiej ADHD domagało się swojego - zmian, nowości. Pomogły mi leki i mogę żyć tak jak chce, bez ratowania się "druga połówka".
Po wejściu na leki tak mnie one rozruszały że wszedłem w związek, i nie byłem pewien czy pomogły mi leki same w sobie czy ten związek, po kilku miesiącach tego związku odczuwałem nude, spotkania były tak bardziej z przyzwyczajenia, niekiedy spotykałem się mimo że wolałbym zostać w domu i pograć. Związek się po kilku miesiącach rozpadł a ja wróciłem do grania i po kilku miesiącach od rozpadu wiem że problemem nie był brak związku, tylko brak leków, które pomogłyby mi akceptować życie takim jakim jest. Przy lekach nie mam takich życiowych rozkmin, po prostu żyje z dnia na dzień.
Zaloguj się aby komentować
Marchew na Urlopie.
Jako że dopadły mnie bóle kolana, zamiast tradycyjnych gór padło na coś mniej chodzonego. Morze, ale z rowerem!
Gdzie? Rowy. Wybrałem to miejsce, ponieważ parę lat temu odwiedziłem je wraz z piękniejszą (byłą) połówką. Miejsce świetnie zapisało się w pamięci, więc jadę.
Zrobiłem sporo kilometrów rowerem. Gorąco polecam szlak czerwony Ustka–Rowy, a w szczególności odcinek Orzechowo–Dębina. Odcinek terenowy, wzdłuż klifów, trochę podjazdów, leśnych ścieżek, sporo pięknych widoków na morze. Momentami jedziemy 0,5 m od krawędzi wysokiego klifu
Bezpośrednio do Rowów przylega Słowiński Park Narodowy wraz z jeziorkami. Park sam w sobie szału nie robi, roślinność wydaje się ciekawsza na wspomnianym wyżej szlaku czerwonym. Jednak jest sporo leśnych dróg, przy upałach to mega opcja, ponieważ mamy do dyspozycji outdoor w cieniu. W parku znajduje się kilka wież widokowych, tarasy widokowe i masa ławeczek.
Park jest połączony z plażą kilkoma zejściami, tak więc legalnie można podjechać rowerem, w zależności od zjazdu, 5, 11, 16 lub nawet 20 km od centrum Rowów. Masa osób zostawia rowerki podpięte do drzewa bezpośrednio przed wejściem na plażę. Jak ktoś chce, to można rower wziąć na plażę, też praktykowane. Dwa najdalsze punkty to już teren kolejnej miejscowości – Czołpino, chociaż na jednej z ich plaż (przy zjeździe) było niemal pusto w porównaniu do plaż w Rowach. Podejrzewam, że to też ludzie z Rowów. W Czołpinie jest tylko kilka pensjonatów, a Rowy są nimi usiane.
Plaże są dostępne na wschód oraz zachód od Rowów. Zachodnie wydają się być węższe, sporo klifów, brak wydm. Niemal brak ludzi. Te wschodnie plaże są piękne z uwagi na sporą szerokość oraz wszechobecne wydmy wraz z charakterystycznymi na nich trawami. Z minusów więcej ludzi w pobliżu, chyba że wyskoczymy kilka km dalej, to już niemal plaża niemal prywatna, pustki. Tylko przechodząc kawałek za Rowami trzeba uważać, można się zdziwić (° ͜ʖ °)
Na plaże można jechać rowerem. Tak, da się! Próbowałem, 6 km, pchać trzeba było dwa razy, łącznie 50 metrów, @macgajster się mylił
Wychodząc odpowiednio wcześnie możemy dostać odcinek plaży o szerokości 1 km niemal na wyłączność, raz na 30 minut pojawia się rowerzysta lub spacerowicz, bajka, takie plusy porannej bezsenności. O 6:30 było naprawdę ciepło i słonecznie : )
Tak, zrobiłem tę samą trasę rowerem co kiedyś z Ex. Zaczęły wracać wspomnienia. Miało być urlopowo, beztrosko i przyjemnie, miał być detoks mózgu. A zaczęły mi się przypominać te wszystkie chwile spędzone z nią kilka lat temu. Ta miejscowość nie jest duża, wszędzie znajome miejsca. W tej knajpie jedliśmy, ona wzięła rybkę, ja kebab. Na tej ławce siedzieliśmy, tym zejściem schodziliśmy na plażę, na tej polanie zrobiliśmy dłuższy postój. Nawet rozbiłem obóz na plaży pod tą samą wydmą, co zauważyłem chwilę później, słupek z kilometrówką plaży, pamiętam go.
Wszędzie wspomnienia...
I wtedy poleciało grubo.
Wszędzie pary, szczęśliwi na rowerach, zajadają pizzę, spacerują plażą, opalają się. Aż serce kiśnie, że nie ma z kim dzielić tych dni. Leżałem na plaży w moim okopie. W pewnym momencie wyobraziłem sobie, że ona (bezimienna kobieta, nie ex) jest obok. Że się obejmujemy. Zrobiło mi się tak lekko na sercu, lekko na umyśle, zeszło ze mnie całe napięcie. To było te kilka minut, wtedy naprawdę odpocząłem mentalnie. Umysł się oczyścił i nawet nie wiem kiedy, zasnąłem. Po przebudzeniu zimny prysznic, nie ma jej. Jestem sam. To „napięcie emocjonalne” jest ze mną stale, na co dzień. Rano, wieczorem i w weekend, nie odpoczywam. Chciałbym móc oczyścić umysł tak jak wtedy na plaży, ale nie potrafię.
Wracam do pensjonatu, plażą, obok ktoś się przechadza. Przypadkiem spojrzałem na niego, kiedy on na mnie. Podszedł, zagadał co tam, jak tam. Później ktoś inny, pomarudził, że w drodze na urlop auto mu się popsuło, ale ma zastępcze na parę dni. Oni też byli sami. Szczęśliwi, że mogli paszczę otworzyć. Dla mnie small talk był super, ale przeciągając się zaczynał męczyć, kończyłem te rozmowy po kilku minutach.
Napełniło mnie mocą szukania nowej drugiej połówki. „To priorytet”.
Rzucam wszystko inne, muszę mieć do kogo się odezwać, kogo wysłuchać, przytulić. Poczuć, że jestem dla kogoś ważny.
Wtedy uświadomiłem sobie że przecież aktywnie szukam. Bagno appek randkowych, bezowocne speed dating. Niczym zderzenie ze ścianą.
Na koniec dnia z plaży, od drugiej strony do tego samego zejścia szła pani, też sama, też z rowerem. Pomyślałem, że ona pewnie też czuje się samotnie, podobnie jak ja. Może spróbuję się zapoznać? Ale w tyle głowy: „Nie narzucaj się, będziesz jak te typki, które cię zagadywały”. Nie zrobiłem nic, nawet „cześć” w celu wybadania reakcji. Po prostu przemknąłem obok szybszym tempem, szanując jej prywatną przestrzeń.
Innego dnia z randomowo napotkaną dziewczyną obserwowaliśmy lisa w lesie. Jeszcze innego dnia przejechałem kilka km z gościem, który wybrał się na bike packing. I co? Też z mojej inicjatywy następował koniec rozmów. Z jednej strony pragnę kontaktu, z drugiej go unikam.
Wracając:
Po powrocie do pensjonatu dół egzystencjalny, bo życie to już było, teraz jedynie szara codzienność i wspomnienia. Ale jeszcze jeden dzień urlopu przede mną! Cała piękna niedziela! No tak, ale dół wszedł tak mocno, że zrezygnowałem z ostatniego dnia, skróciłem pobyt o jeden dzień. Wyjazd w niedzielę rano. Połowa mojego długiego urlopu za mną, nie wiem, co będę robił przez najbliższy tydzień. A powrót do pracy mnie przeraża. Urlopu wypoczynkowego zostało tyle, że mógłbym do końca roku pracować 3 dni w tygodniu.
Wystarczy wyrwać się z tego codziennego, monotonnego rytmu, aby poczuć, że życie jest gdzie indziej, że powinno wyglądać zupełnie inaczej. Pomimo tych problemów, to był naprawdę fajny wypad.
ps. Wybaczcie za chaos czasowy i stylistyczny.
#zwiazki #podroze #randkujzhejto #podrozujzhejto





Ja od siebie tylko napiszę, że chyba Cię rozumiem. Bo też miewam takie chwile, jak wracam do pustego mieszkania i nie mam z kim się podzielić jakąś pierdołą, jak w pracy ciągle słyszę "a my z żoną tamto i tamto"
Na urlopach również zdarza mi się łapać chwile takich zwiech gdzie naokoło widzę wszędzie pary i ludzi dzielących się szczęściem.
Życie w pojedynkę jest trudniejsze, nie ma z kim dzielić kosztów, mentalnie większe obciążenie bo jak coś się wysypie to tylko ty jesteś w stanie się z tego wykaraskać, nawet taka pierdoła jak rozwalone kolano potrafi niesamowicie skomplikować życie bo chcąc czy nie chcąc musisz wyskoczyć po te cholerne zakupy. I czasami to wszystko potrafi przytłoczyć.
Ale życie singla ma też swoje oczywiste plusy, robisz sobie co chcesz i jest pełen chill choć czasami samotność daje nieźle w kość.
Powodzenia dla jego
W tamtych okolicach przeżyłem piekło i niebo jednocześnie. A to za sprawą mojej ex. Przyjechałem tam jako młody chłopak, a po roku wróciłem jako mężczyzna. Upadłem na dno i się z niego powoli wygrzebałem. Od tego czasu mało jest rzeczy, które sprawiają mi ból.
Do dzisiaj mam słodko gorzkie wspomnienia i skojarzenia z rejonem Słowińskiego Parku Narodowego.
Trzymaj się i głowa do góry!
Zaloguj się aby komentować
#tinder #zwiazki #randkujzhejto #aarahonspamuje
"Jest różnica między beczką, gruszką, a dzikiem bojowym"
Jestem bezdzietnym wdowcem i to trzeci z moich wpisów, jak widzę randkowanie po powrocie do normalnego życia singla, piszę to jako pamiętnik, trochę mi to pomaga.
"Size +"
Jestem plus size, więc jeśli ci to nie odpowiada, to daj w lewo. Ok, dam w lewo, ale czy tobie to odpowiada? Sam wyszedłem z okrągłego brzuszka, spalam teraz resztę tłuszczu który mi pozostał i nabieram wiedzy, na temat zdrowszych posiłków, które można przygotować w kilka, kilkanaście minut, oraz tego jak bilansować dietę. Nigdy nie miałem problemów z otyłością, może dlatego, że byłem, choć minimalnie świadomy swojej masy i tkanki tłuszczowej. Ktoś już poruszał ten temat, ale sam chciałbym dodać swoje trzy grosze, bo zwyczajnie laski plus size mi się podobają. Oczywiście, w granicach rozsądnego BMI i faktycznie kobiecych kształtów. Choć wielu może wydać się to dziwne, to chyba jest to zapisane w moich genach i nie przeszkadza mi, gdy dziewczyna, właśnie przez geny, jest bardziej krępa i szybciej niż jej koleżanki przybiera na wadze. W sumie wszystkie moje wybranki były takie i z jakiegoś powodu właśnie to jest dla mnie atrakcyjne. Doszło to do mnie, gdy pewnego razu przeczytałem opis pewnej dziewczyny, który idealnie oddawał właśnie to, czego szukam. No i odpadła, gdy przejrzałem jej zdjęcia. Serio, typowa szara myszka, niższa ode mnie o bezpieczne 13 centymetrów, na oko maksymalnie 45 kg i brązowe oczy, których u szczupłych kobiet nienawidzę z jakiegoś powodu. Dzienny limit wiadomości w tej apce wykorzystałem na inną dziewczynę, która wzrostem i wagą miała bliżej w moją, niż w jej stronę. Oczywiście nie odpisała, ale warto próbować i przekonywać się do zagadywania do innych w realnym świecie, o tym może inny wpis popełnię.
Wrócę niedługo z kolejnymi wpisami, mam już kolejne tematy w planach, a teraz trzymajcie się, życie to nie jest bajka.
----------------------------------------------------------
W planach:
"Nie dla chłopców"
"Bądź na nie i nie zastanawiaj się"
"To nie magnes, przeciwieństwa nie przyciągają się..."
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Ok. 12 lat temu przeprowadziliśmy się z żoną do "obcego" miasta. Od tamtej pory nie dorobiliśmy się żadnego kręgu znajomych. Raczej nie jesteśmy zbyt towarzyscy, więc nie robiliśmy zbyt wiele, aby ich zdobyć. Po prostu najlepiej się bawimy w swoim towarzystwie. Żona miała kilka prób, ale zawsze kończyły się rozczarowaniem. "Baby są straszne, gadają tylko o zakupach, i główną rozrywką jest najeżdżanie na mężów" - jej zdanie. Nie udało się jej znaleźć koleżanki z podobnym do swojego vibem. Ja to jeszcze mam dwóch kolegów. Raz na jakiś czas piwko w garażu. Nie za często, nie za blisko, ale raz na jakiś czas mam się z kim spotkać.
Nadszedł czas kiedy żona trochę tęskni za wyjściem z kimś do kina czy restauracji. Z kimś, kto nie jest mną. Ja ją rozumiem.
I tu na scenę wchodzi, nazwijmy ją, Magda.
Fajna dziewczyna, miła, inteligentna, zabawna i, co jest dość rzadkie, z dystansem do siebie. Żona złapała z Magdą nić porozumienia i bardzo ją polubiła. Nie dziwię się, bo sam bardzo ją lubię i mam o niej podobne zdanie, co moja żona. Żona i Magda czasem heheszkują przez komunikatory. Mieliśmy też okazje być na wyjeździe przez 3 dni i spędzić razem trochę czasu. Żonę bardzo korci, żeby poszerzyć tę znajomość na jakieś wyjście na miasto czy kawę w mieszkaniu.
Jest tylko jeden mały, malutki problem.
Magda pracuje w mojej firmie. Tzn. jestem właścicielem firmy i ją w niej zatrudniam.
Pierwszy mój odruch - to nie jest zdrowe. Wydaje mi się, że ich relacja zawsze będzie obciążona faktem, że jest moją pracownicą. Mam wrażenie, że żona nigdy nie będzie pewna, jaka naprawdę jest ich relacja.
Co o tym myślicie? Czy jest możliwe (i zdrowe), aby poszerzyły tę relację?
Czy mam zwolnić Magdę, aby żona mogła mieć fajną koleżankę? Xd Nie chciałbym, bo to najlepszy pracownik jakiego mam i miałem przez lata.
#gownowpis #relacje #pracbaza #zwiazki
Niech próbują, skąd wiesz kiedy lub czy żona będzie miała kolejne szanse na relacje. Kobiety potrzebują kontaktu z innymi kobietami - obserwacja przypadków, które znam z życia.
Ryzyko jest w każdej drodze, którą wybierzesz. Natomiast zero-jedynkowo i brutalnie dużo łatwiej emocjonalnie będzie Ci zastąpić pracownika jakby sytuacja skrajnie źle wyewoluowała.
Zaloguj się aby komentować
( ͡° ͜ʖ ͡°)
Zaloguj się aby komentować
Jezu jak patrzę na 40latków (facetów) to dla was związki to była gra na easy mode. I nikt mnie nie przekona.
Przykładowo kolega z pracy. Lat 40, dosłownie piotruś pan:
1. Chłop zostawia puste szklanki w zlewie w pracy i se wychodzi z jadalni. Drzemy się za nim, że nie pozmywał. Wtedy dopiero się wraca i myje. W domu nie myje. W domu zostawia szklankę na stole a żona ją zabiera i wkłada do zmywarki
2. Chłop odbiera dzieciaka z przedszkola. Przedszkolanka mówi, że na jutro dzieciaki na galowo bo jakieś święto - dobra, ubierzemy - chłop wraca z dzieciakiem do domu i nic. Wieczorem jego żona na grupie klasowej czyta, że trzeba na galowo, wstaje ona i idzie szykować.
3. Żona pracuje z domu, ogarnia dzieciaki, sprząta, gotuje. Ona i on robią podobną robotę. Robiłem analizę to mają podobną produktywność mimo, że ona ogarnia wszystko w międzyczasie a on siedzi w robocie z kawusią i klika z kąkuter
4. Chłop praktycznie co weekend bierze rower albo jakieś biegi przełajowe albo basen a żona zajmuje się domem i dzieciakami
Jeszcze żeby był jakiś piękny adonis, a on brzydal jak ja xD
Jakby teraz przy pomocy czarnej magii odmłodzić tego chłopa te 15 lat aby znowu miał 25 wiosen to już za sam numer ze szklanką by dostał w ryj patelnią (albo szklanką) od laski gdyby mieszkali razem.
I to tylko jeden gość. A znam jeszcze kilka takich przykładów.
#zwiazki #przemyslenia
@SzubiDubiDU Wyniósł to z domu i jego kobita to akceptuje. Tyle. A może zaraz przestanie. Mam w dalszej rodzinie gościa wypisz wymaluj. Jak nas odwiedza, to sobie nawet kanapki nie zrobi, ani herbaty. Czeka, żeby powiedzieć, najczęściej mojej żonie, żeby zrobiła mu herbatę albo że jego dziecko jest głodne xD
Zaloguj się aby komentować
#tinder #zwiazki #randkujzhejto #aarahonspamuje
"Czasem jest tak, że to nie chodzi o ciebie, tylko o mnie, a konkretniej o to, jak ja odbieram ciebie. "
Jestem bezdzietnym wdowcem i to drugi z moich wpisów, jak widzę randkowanie po powrocie do normalnego życia
singla, piszę to jako pamiętnik, trochę mi to pomaga.
"Pisz Śmiało!"
Pierwszy wpis zebrał trochę piorunów, teraz poruszę drugi temat, który wywoływał mój uśmiech na twarzy. Po pewnym czasie zacząłem zauważać pewne prawidłowości w przeglądanych profilach, jednym z nich był tekst "Pisz śmiało, ja nie gryzę". Niestety, mimo że ten tekst, przeczytałem jeszcze kilkadziesiąt razy, nigdy nie było mi dane na to odpisać, bo samotnym mamom zwyczajnie nie marnuję czasu. Znaczy, pewnie i bezdzietne kobiety mają to w swoich profilach, ale w profilach 30+, które przeglądam, tekst o pisaniu śmiało, oznaczał dziecko na pokładzie. No i mamy prawidłowość, "pisz śmiało = dziecko", ale skąd to wynika? Zacząłem się zastanawiać i wychodzi na to, że ludzie powoli są zmęczeni tym przeglądaniem profili, lecą po samych zdjęciach i nie czytają, że ta zgrabna trzydziestolatka ma córkę. Potem taki mężczyzna widzi jej profil po dopasowaniu i zdaje sobie sprawę, że w grę wejdą krzywe spojrzenia od dziadków, niezręczne odwiedziny podczas śwąt, opieka nad nieswoim dzieckiem, a on nie po to nie ma dzieci na głowie, żeby brać sobie je na głowę w przyszłości. No więc on nie pisze, ona pisze pierwsza i co? No albo jest namawiana na szybki seks, albo olewana, para jest usunięta i tylko przez chwilę była nadzieja, a potem tylko rozczarowanie. No dobrze, ale czemu chciałbym akurat na ten tekst odpisywać? Bo totalnie w moim stylu byłoby odpisanie "Eh, napisałem śmiało, ale wiesz co... ja lubię jak kobieta trochę gryzie".
Wrócę niedługo z kolejnymi wpisami, mam już trzy kolejne tematy w planach, a teraz trzymajcie się, życie to nie jest bajka.
----------------------------------------------------------
W planach:
"Jest różnica między beczką, gruszką, a dzikiem bojowym".
"Nie dla chłopców"
"Na starej karuzeli młodzież się weseli"
Zaloguj się aby komentować
Spróbowałem się umówić na randkę z koleżanką z grupy bo mieliśmy ostatni egzamin a ta:"nie, na tyle co cię poznałam tutaj stwierdziłam, że nie pasujemy do siebie", niestety nie dopytałem dlaczego, może napiszę w tej sprawie. Bardzo pasujemy, jest: spokojna, wycofona, mówi wprost, artystka, gra w gry np wiedźmin 3, lubi siedzieć w domu. Jedyne co nie pasuje to, że jest silną niezależną kobietą a ja jestem incelem. Aż dziwnie, że nie zwyzywała mnie od inceli lub "masz za duże wymagania incelu".
Po mnie wszystko widać bo powiedziała "wiedziałam, że padnie ta propozycja".
#tinder #logikarozowychpaskow #zwiazki #podrywajzhejto
Zaloguj się aby komentować
Mam kilku miesięczną córkę i z żoną zastanawiamy się nad drugim dzieckiem. Chcielibyśmy je miec najlepiej w przyszłym roku, aby różnica wieku pomiedzy dziećmi wynosiła mniej więcej rok. Ostatnio rozmawialiśmy ze znajomymi co mają tak dzieci i bardzo negatywnie wpłynęło to na ich związek, nie śpią ze sobą od roku bo jedno wstaje do jednego a drugie do drugiego dziecka.
Stąd moje pytanie do osob które maja dzieci z małą różnicą wieku. Jak to wpłynęło na wasz związek? Czy znacznie utrudniło wam drugie dziecko życie? W którym momencie zaczęło być łatwiej?
#zwiazki #rodzicielstwo #dzieci
Mamy dwójkę z różnicą trochę ponad 1,5 roku, rocznikowo rok. Na początku było bardzo trudno, starszy jak miał już około pół roku to przesypiał prawie całe noce i myśleliśmy "wow, jacy mu super jesteśmy, że go tak nauczyliśmy"... No, ale okazało się, że mieliśmy na to niewielki wpływ, bo młodszy potrzebował ponad 2 lat na to... Więc było ciężko, do około 3-4 lat właściwie mieli niewiele wspólnych interakcji, dopiero jak zaczęli chodzić do przedszkola.
Ogólnie teraz bym nic nie zmienił, ale w sumie przez 2-3 lata nie wychodziliśmy z etapu pieluch. Wydaje mi się to lepsze niż zaczynać znowu z tym po kilku latach.
Schudłem z 10 kg przez to
Kilka frazesów: 20 lat razem, 3 dzieci:
- Ważne by pielęgnować wspólne chwile: raz w tygodniu planszówka - raz dziennie, Pytanie: jak Ci minął dzien i słuchanie - randka raz w tygodniu - ja dzieci śpią - np. Gotuje coś ekstra albo kupię zakazane chipsy
I jest super!
2 dziecko nie taki problem - stosuje wzór matematyczny X! = y problemów gdzie x to liczba dzieci
Kolejny argument: 2+2 to po jednym dziecku na osobę - spoko
2+3 =5 bilety samolotowe - problem, ilość samochodów z 3x isfix - proble, bilety rodzinę tylko 2+2 - problem
Zaloguj się aby komentować
#tinder #zwiazki #randkujzhejto #aarahonspamuje
Jestem bezdzietnym wdowcem i wokół tego będzie mój pierwszy z wielu wpisów o tym, jak widzę randkowanie po powrocie do normalnego życia singla, piszę to jako pamiętnik, trochę mi to pomaga.
"Czysta Karta"
Czasem czytałem hasło, że w wieku 36 lat, czysta karta to nie powód do dumy. No cóż, jeśli na tej karcie będą zapisane nasze związki to faktycznie, tylko osoby duchowne byłyby dumne z tego. Przy czym poznając nowego partnera, nie jesteśmy w stanie zweryfikować tego, co deklaruje nasza randka, więc czysta karta zaczęła kojarzyć z tym, co można zweryfikować, czyli to, czy mamy dzieci lub ślub. Ja właśnie tak widzę czystą kartę i mam wrażenie, że nie tylko ja.
W moim przypadku, gdybym jeszcze raz klęknął przed kobietą, to w urzędzie stanu cywilnego wyszłoby, że jestem wdowcem, a nie kawalerem. Zresztą, skoro zapisana karta w tym wieku to plus, to bezdzietny wdowiec powinien być raczej dobrze kojarzony, bo przecież potrafi się zaangażować a jedyne zobowiązania z przeszłości, to odwiedzanie od święta jednego grobu więcej.
I wiecie co? Chyba ten tekst o czystej karcie, pisała rozwódka, rozwodnik, albo troll, bo apki randkowe, a właściwie ich użytkowniczki, zareagowały zupełnie inaczej, gdy zmieniłem swój status w profilu. Przy czym, zmieniłem to po dwóch miesiącach korzystania z apek, więc czy źle zrobiłem, że na początku napisałem szczerą prawdę o sobie? Ani trochę tego nie żałuję, więc chyba nie. Zresztą, apki były głównie z ciekawości, chciałem poczuć na własnej skórze, czy szczerzy, mili faceci faktycznie mają tam tak źle. I tak, mają, ale o tym napiszę innym razem, a teraz trzymajcie się, życie to nie jest bajka.
Moje przemyślenia. Ehhh temat związków można podzielić na dwa, jedna część to będzie emocjonalne uniesienie takie jak przeżywasz za nastolatka, gdzie nikt nic nie ma jesteście na utrzymaniu rodziców i drobne gesty i zrozumienie starczą by iść do przodu. Drugi etap to niestety ale "zaczyna się życie" i w jakiś sposób rozumiem, że kobieta jest powiadomie zaprogramowana do utrzymania do zapewnienia jak najlepszych możliwości swoim pociechom (i tu nikogo nie stygmatyzuje ani nie ujmuje - po prostu natura tak działa). Tak więc w czasach gdzie związków można szukać nie tylko we własnym mieście czy swojej "małej ojczyźnie", ale na całym kontynencie - to nie pomaga w nawiązywaniu prostych relacji, które mogą pójść w dobrą stronę. Jak to mój kolega kawaler mówi "zdrowa psychicznie, bez bagażu, atrakcyjna, wolna - z tych 4 cech mogę sobie wybrać 2-3 max". Wcale mnie nie dziwi, że w pewnym wieku kobiety mają coraz to wyższe wymagania do mężczyzn albo angażują się w związek z doskoku - jak to mówi moja znajoma "nie będę służbą za kanapkę".
Zaloguj się aby komentować
Moje życie uczuciowo-prywatne to żart.
Wykonałem sporo pracy nad sobą. Jako człowiek - mentalnie, ale też fizycznie. Jestem teraz dość nabity, kostka na brzuchu, łapa siedzi, wcierki odbudoiwały mi włosy (Serio to gówno działa na zakola xD + dobry barber, dłuższa góra i nie widać). Koleżanki prawią mi komplementy. Kumpela mnie wzięła ze sobą na piwo i były koleżanki to usłyszałem od wszystkich trzech "wylaszczył się nam Lopezik", "ale teraz to wyglądasz fajnie" i tak dalej. Nawet moja psiapsia (jedyna którą miałem w życiu) mnie coś tam tekstami zagaduje, a tu mnie szczypnie i tak dalej XD
D⁎⁎y mnie zagadują na uliczkach gdzie są bary/kluby lub łatwo wchodzą w interakcję, te w sklepach odizeżowych uśmiechają się albo zagadują na szybko to tamto.
A ja mam styrany łeb solidnie i duży strach przed odrzuceniem, bo ostatni rok biegałem za laską, która dawała sprzeczne sygnały, na końcu postawiła twardo "nie", ale mnie lubiła i chciała się kolegować. Ja nie chciałem. A teraz ciężko zachorowała i nie mam sumienia jej olewać, bo wiem że osoba w takim stanie zawsze lgnie do ludzi i nie umiem twardo krechy postawić. Nie wchodzę co prawda w rolę tampona, ale sytuacja na tle poważna, że chcę być przyzwoitym.
No i tak sobie marnuję swój prime time. Co ciekawe - 2 lata temu byłem trochę podlany tłuszczem, miałem mniej włosów, gorzej się ubierałem, ale miałem parcie na d⁎⁎y i co miesiąc się umawialem z inną XD
co najlepsze - umiem flirtować, zagadać, ale nie idę dalej, bo się boję emocjonalnego rollercoastera i odrzucenia.
#zwiazki #seks #randkujzhejto

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Regularnie zapominam o naszej rocznicy ślubu ale za to pamiętam kiedy była pierwsza randka. Wczoraj minęło 10lat od naszej pierwszej randki (że z moją żoną się znaczy)
#zwiazki

Zaloguj się aby komentować