Miałem tego ebooka na półce już od jakiegoś czasu ale za pierwszym razem jakoś się od niego odbiłem. Teraz przy drugim podejściu poszło już o wiele lepiej i bawiłem się na tyle dobrze, że na pewno sięgnę też po kolejne tomy.
Kiedyś oglądałem też ekranizację z Danielem Craigiem (swoją drogą nie wiem kto wpadł na pomysł ekranizacji tej książki bo wydaje się ona wybitnie do tego nie nadająca) ale było to na tyle dawno że zapamiętałem w sumie tylko jedną dość pewnie wiadomą scenę, nie mając za bardzo pojęcia o reszcie fabuły.
W książce przyjdzie nam śledzić poczynania Mikaela Blomkvista, zniesławionego dziennikarza gospodarczego który aby nie przysparzać redakcji gazety Millenium, której zresztą jest wydawcą, kłopotów daje się namówić pewnemu podstarzałemu magnatowi przemysłowemu na prywatne śledztwo mające na celu odkrycie co stało się z jego wnuczką Harriet, która niemal 40 lat temu w tajemniczych okolicznościach zniknęła z wyspy na której zamieszkiwała cała rodzina, a raczej klan Vagnerów.
Akcja książki rozgrywa się głównie na wspomnianej wyspie gdzieś na północy Szwecji, skutej lodem i owianej mgłą, w otoczeniu starych i zmurszałych ludzi i w większości skupia się na żmudnej, detektywistycznej pracy. Mikael czyta zapiski, ogląda stare fotografie, rozmawia z dziadkami i nieco młodszymi członkami rodu Vagnerów i pije kawę. Wszyscy piją kawę, dosłownie hektolitry kawy xD Akcja rozgrywa się dwutorowo, bo oprócz Mikaela śledzimy też poczynania Lisbeth Salander, nieco autystycznej ale wyjątkowo błyskotliwej hakerki której losy gdzieś w połowie książki krzyżują się z losami Mikaela.
Ogólnie brzmi to nudno, ale czyta się to naprawdę dobrze mimo że z powyższego opisu może się wydawać że to nic ciekawego. Główny bohater nie za bardzo wierzy w powodzenie swojej misji ale wkręca się w nią tak samo jak ja wkręcałem się razem z nim. Niektóre wątki są trochę naciągane, największy plot twist w książce trochę mnie zniesmaczył i wydawał się mocno z czapy, no ale jakoś to łyknąłem. Reszcie nie idzie za bardzo niczego zarzucić, to kawał dobrego, wielowątkowego kryminału, autor ma lekkie pióro, a fakt że akcja jest osadzona w Szwecji dodaje książce ciekawego, nieco egzotycznego z braku lepszego określenia sznytu.
Standardowo dodaje dojazdy do roboty. Łańcuch zmieniony, kupiony jakoś lepszy. Będę robić co tydzień zdjęcia jak postępuje zużycie no i będę bardziej pilnować naoliwiania. Btw jakiś ekspert może mi powiedzieć jak wygląda zużycie kasety? 😁
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Koloalu Niektóre przełożenia gorzej, ale ogólnie nie ma źle. Dopóki się to pcha i łańcuch się nie ślizga, to jeśli nie startujesz w zawodach i nie liczy się każda sekunda, to jest git.
A co do brudnej kasety, to nie wiem gdzie ona jest brudna. Ja mam permanentnie upierdzieloną. Nie sram się zbytnio ze zbyt częstym czyszczeniem, a lubię mieć posmarowane, więc mojej kasety to do twojego stanu cały dzień nie doczyszczę xd
Niespecjalnie łapię ten puryzm niektórych i rady internetowe. Na jednym rowerku 8k dość intensywnych jazd, na gównianej kasecie i nadal ten sam łańcuch. Jest lekko przeciągnięty, ale kasetę i tak miałem zmieniać, chciałem ją dojechać i staram się, staram, a nie mogę.
Pierwszy solowy koncert! ODJAZD jazz club, Kielce. Grałem chyba ze 3 godziny, miałem opracowanych 100 coverów i jeden swój utwór- "policjant jax" czyli historia z izby wytrzeźwieńxD na drugim planie PePe ze składu TU-154, założonego rok później;)
@Solar W mojej poprzedniej pracy istniały nawet dwa związki. Jeden z nich powstawał już jak pracowałem i uczestniczyłem w nim, a drugi... to był lokalny oddział solidurności, zajęty bardziej sobą niż pracownikami.
Natomiast w obecnej firmie szef nie pozwala ( ͡° ͜ʖ ͡°) #jdg
Dzisiaj zapraszam was do degustacji herbacianej ciekawostki. Przed wami Chenpi Shou Mei, czyli prasowana biała herbata z dodatkiem mandarynki. Chenpi, czyli właśnie suszona i sezonowana skórka z mandarynki jest dość popularnym w Chinach dodatkiem do herbaty, głównie pu-erh oraz właśnie białej. Tutaj mamy białą Shou Mei, zebraną w 2018 roku, przesezonowaną kilka lat. W przypadku tej herbaty połączeniem z chenpi oraz sprasowanie ich w małe 6g ciasteczka nastąpiło w 2024r.
Przejdźmy do herbaty. W składzie jest 80% białej herbaty i 20% Chenpi. Ciasteczka są bardzo cieniutkie, na oko z 0.5cm, widać bardzo dobrze kawałki tej mandarynki. Zdecydowałem się ją parzyć w gongfu cha, jedno ciasteczko do gaiwana o pojemności ok 100ml, parzenie oczywiście wrzątkiem. Cechą charakterystyczną parzenia takich małych, bardzo mocno sprasowanych ciastek jest ich przedłużone płukanie. Tutaj również się na coś takiego zdecydowałem, u mnie to było aż 30s. Później parzenia szły następująco: I:20s; II:20s; III: 30s, IV: 45s, V: 60s, VI: 90s, VII:2min15s, VIII: 3min30s, IX: 5min, X:8min
Parzyłem sezonowaną białą herbatę, więc nie dziwne że napar wyszedł dość ciemny, taki czerwonawo-brązowy. Na pierwszym planie jest smak i aromat Shou Mei, herbata wyszła mocno ziołowa, mało jest sianowatości świeżej, więc to na plus. Z mandarynki wychodzi delikatna kwaskowatość. Powiedziałbym że całkiem fajna herbata. Niestety, jak to Shou Mei, ma ona bardzo drobne liście więc parzenie w gaiwanie to udręka, zawsze ucieknie sporo drobnych kawałków liści, więc dla niewprawionych w gaiwanie polecam jednak parzenie po europejsku, albo w małym czajniczku.
Jako, że jesteśmy odporni na ruską propagandę pomyślałem, że warto byłoby wywrzeć presję na brukowcach internetowych. Często zgłaszam komentarze do moderacji i nic tym nie robią. Mowa oczywiście o nienawiści na tle narodowościowym, której to putin klaszcze. Wychodzę z inicjatywą bombardowania takich stron za bezczynność ino jestem sam jeden. Nienawiść jest najczęściej udzielana w formie komentarzy. Ktoś dołączy?