No no. Zapowiada się nieźle. Średniowiecze i fantasy to zdecydowanie moje klimaty, a wyprawa do gór Wamać brzmi bardzo ekscytująco. Pewnie będzie na 30%, ale za to mało ambitnie.
Średniowieczne przygody trzech rycerzy: ser Częstokloca, ser Izydora i ser Podnapletnika. W pierwszym sezonie, wynajęci przez króla rycerze będą musieli uratować porwaną przez złe orki księżniczkę. W tym celu będą musieli się udać do mrocznych i niebezpiecznych gór Wamać, stoczyć walkę ze smokiem, poskromić milion szkaradnych kreatur, pokonać czarownice, zdjąć klątwę z zamienionego w żabę ser Częstokloca, dostać się podstępem do zamczyska orków, a potem już z górki…
Premiera serialu RYCERZE DOLINY ROZDUPY od twórców BLOK EKIPY
Jeśli mowa o wynalazkach i wpływie udostępniania nowo odkrytych technologii, to można sobie ciekawie podumać o tym jak negatywnie na cywilizację wpływa zachowywanie tajnych arkanów przez wynalazców na przykładzie z czasów średniowiecznych. Dokładnie na przykładzie słynnych mieczy Ulfberht. Na czym polega nietypowość tego konkretnego miecza na tle innych? Otóż ich wynalazca opracował patent, który zachował dla siebie i swoich spadkobierców kunsztu kowalskiego. Wyprzedzał on o grube stulecia technologię kuźniczą dostępną w tamtych czasach, bo najwcześniejsze miecze Ulfberhta datuje się już na VII wiek.
W czym miecze Ulfberhta przebijały konkurencję? Sposób w jaki zostały wykuwane sprawiał, że materiał był oczyszczany do poziomu wręcz nieskazitelnego co powodowało trwałość nieosiągalną na tamte czasy tradycyjną metodą wykuwania. Ba, nieosiągalną przez ludzkość przez około następnego tysiąca lat. Pomimo zachowania się do dzisiejszych czasów grubo ponad setki takich mieczy wykutych pomiędzy VII a X wiekiem, to nadal nie wiadomo w zasadzie jak one były wykuwane.
To kto je wykuwał i jak na to wpadł? Jakiś wiking pozytywny świr amator kuźniany. Tyle wiadomo. Na terenach dzisiejszej Norwegii. Czy się dorobił fortuny sprzedając te miecze? Kto wie. Co się stało z jego warsztatem? Przejmowały go kolejne generacje czeladników i ich uczniów trzymając w tajemnicy aż tu zonk. W X wieku już przestano robić te miecze a metoda pozostała tajemnicą bo nikt z konkurencji nie mógł się jej wtedy nauczyć.
Kilka ciekawych informacji nt. tego miecza Ulfberhta uważanego w tamtych czasach za magiczny. Nie łamał się. Przebijał metalową zbroję bez problemu bo tamta była gorszej jakości więc w przypadku gdy zwykły miecz by się złamał dźgając takiego rycerza opancerzonego to tutaj się łamał ten rycerz od miecza marki Ulfberht i Synowie spółka z ograniczoną ufnością. Miecze te z jakiegoś powodu posiadały imię ich wynalazcy wyryte na klindze.
@Rimfire gdzies slyszalem, to zaden patent tylko ruda zelaza z ktorej korzystali. Miala bardzo dobry sklad i przy standardowej obrobce wychodzily magiczne miecze. Ruda sie skonczyla i miecze tez ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Według Ewarta Oakeshott'a (wstęp do książki Swords of the Viking Age) imię Ulfberth jest prawdopodobnie pochodzenia Frankijskiego, a same miecze (a zwłaszcza głownie) robione były w dolinie środkowego Renu (miasto Solingen, dziś zachodnie NIemcy). Inna opcja to rejon Noricum i miasto Passau, znane z miecznictwa od starożytności (dzisiaj Bawaria/Austria).
Najstarsze miecze Ulfbert datowane są na rok 850, najmłodsze z lat 1100. Samo imię pisano na różne sposoby.
Ingelri jest kolejnym znanym producentem z tamtych czasów (znane od roku 925) ale znaleziono także sporo pojedynczych egzemplarzy innych mieczników, wykonanych tą samą techniką.
Najlepsze głownie w tamtych czasach wykonywano więc na terenie dzisiejszych Niemiec.
Dla fanów #kingdomcomedeliverance #kingdomcomedeliverance2 i #sredniowiecze 10 godzinny loop muzyczki z Dziurki. Nie wiem co lepsze, muzyczka, czy animacja
Nie pamiętam czy wrzucałam tutaj, ale wrzucam i podtrzymuję wszystko, co napisałam już ładnych kilka lat temu.
W wielce niesprzyjających warunkach XII-wicznej Anglii znajdujemy bandę wyrzutków zamkniętych na wyspie, a wśród nich bliźniaków syjamskich, młodego epileptyka, rycerza cierpiącego na amnezję, mężczyznę podającego się za zmarłego króla-świętego, starca z wężem w brzuchu, chłopca z zespołem Downa i psychopatycznego mordercę... Pewnego razu zrządzeniem losu udaje im się uciec z wyspy. Tak zaczyna się wspólna podróż tej osobliwej zgrai, która obfitować będzie w wiele przygód, tych przyjemnych jak i tych niebezpiecznych. Jednak nie będę się rozpisywać na ten temat, żeby nie psuć odbioru ewentualnym chętnym na czytanie "Braci Hioba"... No może tylko jeden maleńki spoilerek... gdy ich nieformalny przywódca odkryje swoją tożsamość dopiero się zacznie akcja...
Powiem Wam, że czytanie tej książki sprawiło mi dużą przyjemność. Znajdziecie tu obszernie zbudowaną opowieść bazującą na faktach historycznych, sporo zwrotów akcji, płynną i spójną narrację, ciekawie wykreowane postacie. Losy prawdziwie istniejących osób znanych z historii (m.in. Henryk Plantagenet, Eleonora Akwitańska, Tomasz Becket) przeplatają się z losami zupełnie fikcyjnych postaci.
Poznacie tu podejścia średniowiecznego kościoła do osób kalekich, chorych, ułomnych i nie będzie to przyjemny "widok". Prawdopodobnie uświadomicie sobie, że nigdy nie myśleliście o zagadnieniu niepełnosprawnych na przestrzeni wieków, tego jak żyli, jak sobie radzili, jak byli postrzegani przez otoczenie... Poznacie też kilka aspektów z życia Żydów w średniowiecznej Anglii i wiele innych problemów społecznych... Nie raz poniosą Was emocje przez niesprawiedliwość i zło, ale będzie też dużo dobra i miłosierdzia.
Miało być ciekawie i intrygująco, ale chyba mi nie wyszło ;),jednak z czystym sumieniem mogę polecić "Braci Hioba" wszystkim pragnącym dobrej średniowiecznej rozrywki w przyjemnym opakowaniu. Ja kupuję autorkę Rebeccę Geble, a ponieważ mam "kaca" po przeczytaniu wspomnianej książki, to wkrótce łapię się za koleją jej powieść- "Osadnicy z Catanu".
Podobno są dwie wersje. Albo próbował przepłynąć rzekę, co mu odradzano, i się utopił, albo udało mu się przepłynąć, ale postanowił przepłynąć drugi raz żeby wrócić i się utopił xD