Wczoraj wlączyliśmy z żoną pierwszy odcinek “Ołowianych dzieci” z Netflixa (ale nie na netfliksie, jestem piratem) i prychnęliśmy srogo, kiedy to zobaczyliśmy podczas sceny przy basenie mulata 😄ciemnoskóry w katowickich Szopienicach pod koniec lat 70? Ok netfliks, nie dam się nabrać. Poza tym jako ślązak trochę jednak ubodło przedstawienie tej krainy jak trzeciego świata.
Wydaje mi się że deal z Netflixem bym taki, że musieli „ubarwić” postaci albo hajsu nie będzie. Fabularnie nic to nie zmieniło, oglądając zza granicy słyszałem że ludzie i tak zauważają jakie są proporcje w społeczeństwie, a wg mnie lepiej wrzucić kogoś do dwóch czy tam trzech scen (na 6 odcinków, każdy około 50 minut) i jednak serial zrobić.
Żaden serial w zyciu mnie tak nie przykul do ekranu. Sezon 1 to arcydzieło. Budowanie emocji, i sama struktura ze odcinek to godzina z ich życia... Niesamowite. Polecam! Obejrzałem na jeden przysiad. Od sniadania do kolacji.
@Cybulion ja mialem tak, że na początku wydawal mi sie średni, potem troche słaby (taki ciągły harmider i krzyki szpitalne w stylu "20 mililitrów antyretarydyny!, "chirurg na jedenastkę!", bylo to dosc męczące. Ale jak się zaczęła finałowa akcja pierwszego sezonu to zrobiło się mega fajnie.
Co do realizmu, to wydaje mi się, że zbyt mało jest gadek o kosztach leczenia i ubezpieczeniach.
@Spleen w nowym sezonie jest cały wątek o tym jak drogo i dupa kiedy nie masz ubezpieczenia. Oczywiście trochę wygładzony wspaniałomyślnym podejściem szpitala. No ale wiadomo, te z seriali zawsze są wyjątkowo pozytywne.
@Cybulion łyknęliśmy z żoną pierwszy sezon w jeden weekend, teraz jesteśmy na bieżąco i placzemy, ze musimy czekać ;) no i Noah Wyle, weteran medyczny seriali, kto pamięta Ostry Dyżur ten pamięta Cartera ;)
Serial naprawdę dobry, jest zadziwiająco mało fuckupów medycznych jeśli chodzi o procedury leczenia. To co jest najmniej realne, to że ilość poważnych przypadków, które tam są na jednym dyżurze, na prawdziwym sorze wypełniłaby cały miesiąc pracy (ale wiadomo, gdyby go urealnić, to nie byłby tak ciekawy).
Pierwszy sezon był tak dobry, że aż chodziłem struty kiedy skończyłem go oglądać. Bałem się włączyć kolejny przez to, że nie będzie tak dobry jak ten.
Btw. Warto obejrzeć drugi?
@Opornik noo, świetne jest, tylko że był moment z propagandą, wątek z tą kobietą z cyrku i retrospekcja z dzieciństwa, gdzie musiał się pojawić wątek miłosny...
Ten serial to mega zaskoczenie. Nawet nie miałem go oglądać bo jakoś nie było o nim głośno przed premierą. Na szczęście przypadkiem obejrzałem materiał "Na gałęzi" o nim i się skusiłem.
Boli że odcinki są krótkie i jest ich mało. Tylko czy jakby zaczęli go rozciągać na siłę to by go przy okazji nie popsuli.
Jak zacząłem oglądać i zauważyłem że Duncan w sumie to jest słabym rycerzem i w turnieju raczej nie ma większych szans to pomyślałem że będzie kolejne akcja typu "od zera do bohatera" i jakimś cudem pokona "prawdziwych rycerzy". I to miłe zaskoczenie bo zebrał oklep i wygrał tylko dzięki temu że udało mi się zbliżyć do przeciwnika na wyciągnięcie ręki i wykorzystać swój najważniejszy atut czyli brutalna siłę xD Dosyć odświeżające
Reżyseria: Reżyserami 1. sezonu Rodu Smoka (2022) byli przede wszystkim Miguel Sapochnik, Clare Kilner, Greg Yaitanes oraz Geeta V. Patel
Czas trwania: 10x1h
Ocena: 8/10
W końcu wziąlem się za nadrabianie Rodu Smoka i podoba mi się ten serial, tyle że brakuje mi tutaj wielkiego świata jaki byl pokazany w Grze o Tron, byl odcinek, gdzie balem sie, ze pójdzie to już coraz gorzej, ale jednak na szczęście pomyliem sie i bylo coraz lepiej. Jedyny zarzut. to fakt, ze dzieje sie to w zasadzie w jednym zamku, a wolalbym bardziej otwarty teren akcji. Super rozgrzewka przed Rycerzem Siedmiu Królestw.
Jeżeli chodzi o seriale detektywistyczne to Columbo jest bezdyskusyjnie moim ulubionym.
Relacje porucznika ze sprawcą zawsze są wyjątkowe. Jedną z moich ulubionych jest scena w zrujnowanym domu z Trish Van Devere w roli głównej.
Wyjątkowo prosta w środkach przekazu i obrazie, a jednocześnie przepełniona emocjami.
Podczas gdy dzisiejsze filmy są pełne wszelakich efektów ten minimalizm urzeka jeszcze bardziej.
#kino #seriale
Kolejne OGROMNE zaskoczenie, czyli drugi sezon serialu Monsters (The Lyle and Erik Menendez Story). Pierwszy sezon chyba wielu serialomaniaków kojarzy (Monsters: The Jeffrey Dahmer Story). Rewelacyjna rola Evana Petersa (za którą dostał nagrodę Golden Globes) a sam serial też był "dobry".
Drugi sezon o Menendezach całościowo jest dużo, dużo lepszy i szkoda, że nie jest to po prostu osobny serial. Wydaje mi się, że będzie pomijany, bo jest po prostu "kolejnym sezonem" czegoś, co już się zna i nie jest tak widoczny.
W pierwszej kolejności brawa należą się osobom odpowiedzialnym za casting. Role są świetnie dobrane i niczego pod tym względem bym nie zamienił. Sceny 10, różnorodność 10, chemia braci 10. Każdy odcinek czymś zaskakuje i w pewnym sensie manipuluje widza i mocno gra na emocjach, ale robi to bardzo dobrze. Dawno nie miałem efektu, w którym produkcja by mną miotała, ale z drugiej strony przekazała wiele sensownych argumentów i tematów nad którymi warto się zastanowić.
Nie jest to raczej serial/sezon dla osób wrażliwych i temat samego morderstwa nie jest tutaj tym najbardziej obciążającym.
Wisienką na torcie jest 5. odcinek czyli "The Hurt Man". Nie bez powodu jest najwyżej oceniany. Jest to 33 minutowy odcinek który składa się z jednej sceny, rozmowa klient-adwokat. Brzmi znajomo? Rok temu widzieliśmy coś podobnego w serialu Adolescence (Dojrzewanie) i młody Owen Cooper dostał za swoją rolę wiele nagród. Wracając do odcinka "The Hurt Man" ale i całego sezonu o Menendezach, to według mnie Cooper Koch zagrał bezbłędnie. We wcześniej wspomnianym "Dojrzewaniu" odcinek jest bardzo techniczny i przez cały czas kamera się kręci wokół stołu. W przypadku Monstera scena jest po prostu dialogiem, który się koncentruje na jednym z braci Menendez i sprawia wrażenie bardzo realistycznej. Coś, co tutaj się wyróżnia to naturalnie układająca się rozmowa. Ostatni raz wrócę do "Dojrzewania". Tam często dialog sprawiał wrażenie, że aktorzy za szybko chcą powiedzieć zdanie XY i mnie taki efekt zniechęcał.
W każdym razie polecam Potwory: Historia Lyle'a i Erika Menendezów
Wiadomo, że serial skończył się wraz z odejściem trójcy. Próbowałem się przekonać do The Grand Tour, ale powiedzieć że odrzuciły mnie pierwsze 3 odcinki, to jak nic nie powiedzieć. Niebywała dawka cringu, której wisienką na torcie byli "zapraszani", a następnie zabijanie goście.
Czy dalej jest lepiej? Jeśli tak, to od którego momentu warto to oglądać?
@Furto brytyjski humor, przekombinowany na amerykańskie warunki. W mojej opinii The Gran Tour, było świetne, Każdy odcinek i z faktu że jestem fanem tej trójki. Moja opinia się nie liczy...
Nie jestem obiektywny.
@Furto Oni później odeszli od formy studia i właściwie pod koniec to był The Grand Tour, czyli niezwykłe wyprawy. Więc teoretycznie im dalej, tym lepiej.
Już w 7 odcinku 1 sezonu masz wyprawę do Namibii. Od 3 sezonu przestali zapraszać gości, a od 4 są same wyprawy.
Nie widziałem tutaj tego "serialu". Top Gear można kochać albo nie lubieć to fakt. Tak samo jak to, że jest to wyreżyserowane show mające być programem motoryzacyjnym. A co w tym jest innego? Przede wszystkim chemia między trzema prowadzącymi, którzy udowodnili, że łączy ich nie tylko praca a również przyjaźń. Bo nie da się udawać przyjaźni tak długo w programach na żywo. TG jest pełne humoru, sarkazmu i pokory. Jeremy Clarkson, bardzo często naśmiewa się z innych ale najczęściej on wyśmiewa siebie samego, tak, przeczytałem praktycznie wszystkie jego felietony.
Piszę o tym teraz bo przypominam sobię to najlepsze show i polecam każdemu, nawet jak się nie interesuje motoryzacją
@zjadacz_cebuli pełna zgoda. Ja na motoryzacji znam się , a jednak vibe bijący od prowadzących, poczucie humoru i docinki sprawiają, że dla mnie top gear to seria o nich a auta to tylko dodatek. Żałuję tylko, że nie obejrzałam nigdy pierwszych sezonów tego składu. Już raczej marne szanse
@zjadacz_cebuli to nie jest najlepszy program tv o motoryzacji. To jest najlepszy program tv w ogóle, na całym świecie, kiedykolwiek wyprodukowany (° ͜ʖ °)
Już w pierwszym odcinku zakochałem się w głównych bohaterach. I w początkowo małomównym Connellu, i w zadziornej Marianne, choć to tylko pozory, które z każdą kolejną minutą pękają.
Zgadzam się z opinią, że ten serial może działać terapeutycznie dla wszystkich, którzy czują, że nie pasują do grupy. W obojgu zobaczyłem siebie, przez co poczułem się lepiej z moją przeszłością, która wiązała się głównie z poczuciem braku przynależności i zrozumienia przez innych.
Jednocześnie to serial, który wielokrotnie wzbudzał mnie poczucie niepokoju. Łapałem się na tym, że czułem niechęć do włączenia kolejnego odcinka z obawy, że coś przykrego wydarzy się pomiędzy bohaterami albo ogółem w ich życiach. Równie często miałem rację.
Sama ich relacja była trudna. Connell przez długi czas był emocjonalnie niedostępny, z czasem jednak się otworzył. Z kolei Marianne po wielu przykrościach i niedopowiedzeniach coraz bardziej zamykała się w niskim poczuciu własnej wartości, a potem nienawiści do samej siebie, wiążąc się przez to z nieodpowiednimi osobami.
Normalnie ponarzekałbym także na przesyt scenami erotycznymi... ale tutaj zostały nakręcone wyjątkowo ze smakiem, że ani trochę mi nie przeszkadzały.
Dlaczego więc nie wystawiłem najwyższej oceny, mimo że tak bardzo spodobał mi się ten serial? Przez finałową scenę, która jest jedną wielką kliszą. W momencie, gdy w końcu oboje zrozumieli, ile dają sobie nawzajem szczęścia, oczywiście musiało wydarzyć się coś, z czego jedno z nich nie było w stanie zrezygnować. I znowu zamiast być szczęśliwi, to muszą się rozstać i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wrócą do siebie. Być może kolejnego razu już nie będzie.
I tak, jestem trochę zły, że historia nie zakończyła się szczęśliwym zakończeniem, chociaż z tym też można się kłócić, bo gdyby popatrzeć na nich z osobna, to każde z nich miało swój „happy end”. Szkoda tylko, że nie wspólny.
Barney, załamany tym ze zostal przez Moe nazwany "nachlanym gamoniem":
- żebyście wiedzieli ze wezme te lekcje pilotażu
Homer na to: ale do pilotowania trzeba być trzeźwym, nie to co przy jeździe samochodem!
Kurcze obejrzałem sobie wczoraj 4 i 5 odcinek rycerza siedmiu królestw no i one są epickie i piękne.
Opowiadania Martina nie znałem, na początku wydawała się to prosta opowieść od zera do bohatera, gdzie wszystko pójdzie łatwo i sielankowo ale właśnie w tych odcinkach cała esencja świata GoT została wyciśnięta.
Za tydzień ostatni odcinek pierwszego sezonu - czekam z niecierpliwością.
- Ja to proszę pana mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację, więc tylko wstaję i wychodzę.
- No, ubierasz się pan.
- W płaszcz jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
- Fakt.
- Do PKS mam pięć kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS.
- I zdążasz pan?
- Nie. Ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę do mleczarni. To jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do Szymanowa. Mleko – widzi pan – ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny do Stadionu. A potem to już mam z górki, bo tak: 119, przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu. Znaczy w robocie. I jest za piętnaście siódma. To jeszcze mam kwadrans – to sobie obiad jem w bufecie. To po fajrancie nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do domu. I góra dwudziesta druga pięćdziesiąt jestem z powrotem. Golę się, jem śniadanie i idę spać.
9iW ostatni czwartek w robocie coś tam sobie śmieszkowaliśmy i luzie z mojego otoczenia coś o PRLu i filmach z tamtego okresu zaczęli mówić (dla nich to abstrakcja - młodzież po 22-28 lat) no i mówię że był taki za⁎⁎⁎⁎sty serial Zmiennicy (część coś tam kojarzyła)...
I jak się okazało (sam byłem zaskoczony) - znam piosenkę tytułową Gintrowskiego słowo w słowo od początku do końca!
"Jedno życie, a spraw tyle,
ugryźć sam nie jesteś w stanie.
Kto zastąpi Cię na chwilę,
Solidarnie da Ci zmianę..."