Czołem Mirasy! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Szukam graczy do najlepszej gry o bilardzie na jaką natknąłem się przeszukując internet, być może jest to najlepsza taka gra ostatnich lat, mianowicie ShootersPool
Mam wizje stworzenia polskiej społeczności gry w bilard na serwerze discord, ponieważ po przeszukaniu disboarda wygląda na to, że takiego jeszcze nie ma, a szkoda.
Ciężko mi scharakteryzować tę grę. Nie wiem czy bardziej jest to gra połączona z mini-serialem, czy serial połączony z grą.
Dlaczego mini-serial? Ponieważ pomiędzy aktami gry są odcinki serialu. Nie są to takie przerywniki jak w "Red Alert" - to jest normalny serial. Cztery odcinki po ok. 25 minut każdy. A w zasadzie to nawet trochę więcej tych odcinków, bo wybory pomiędzy aktami powodują, że te odcinki troszkę się różnią. Tak samo jak trochę się różnią akty w zależności od naszych decyzji. Niewiele, bo albo przez kilka scen idziesz z postacią A albo B. Ktoś tam ginie albo nie, ale całość i tak dąży do jednego zakończenia.
A sama gra? Trochę się czułem jak w "Max Payne", trochę łażenia, trochę walki (im dalej, tym więcej).
Ogólnie fabula jest powiązana z maszyną czasu, różnymi mocami związanymi z czasem. Pomysł może nie nowy, ale mieli kilka fajnych pomysłów na mechaniki w grze. Tyle, że jakby nie wykorzystali ich potencjału. Masz jakąś tam "moc", ale w fabule używasz jej dosłownie kilka razy w miejscu wskazanym przez autorów i tyle. Potem już nie jest potrzebna.
A mogli spokojnie zrobić tam więcej kombinowania.
Walki są fajne (właśnie przez tę manipulację czasem), wymagające. Grafika jak na 2016 rok bardzo dobra.
Muzyka - fajna. Znane kawałki nawet lecą
Sama fabuła gry i filmów. Też ciekawa, oglądałem o wiele gorsze seriale
Całość mi zajęła jakieś 10 godzin, więc spoko, zwłaszcza, że kojarzę, że gra była kiedyś free (bo bym na pewno jej za prawie 150 zł nie kupił
O że szybko zeszło myślałem że na więcej godzin ta gra. Odpaliłem z ciekawości ze spolszczeniem ale jakoś nie przypadła mi do gustu i nie kontynuowałem. Kiedyś marudziłem że jak się ta gra pojawiła na Xbox to nie była po polsku chodź gra Microsoftu a może i dobrze bo bym się zawiódł
Aż tyle lat od premiery mi zeszło, żeby w końcu odpalić 'Henryczka'. Może to i dobrze, bo załatali wszystko i nie było niespodzianek podczas gry.
Spędziłem w okolicach Sazawy i Talmberka ponad 80 godzin. Nie spieszyło mi się z ciągnięciem głównego wątku. Cieszyło mnie chodzenie po lesie, polowania na zające, przygotowywanie jakichś eliksirów, odpalanie trybu ninja i wchodzenie nocami do domów mieszczan na włam.
Pomimo tego, że gra ma już parę lat, graficznie uważam, że jest najprawdę świetna (zwłaszcza z paczką tekstur HD). Muzyczka nie jest nachalna (choć się po pewnym czasie nudzi), walki są wymagające, ale nierówne. W sensie, że dwóch Kumanów potrafiło mnie złoić bez większego problemu, a "boss" z głównego wątku padł po 15 sekundach, przy takich samych moich statystykach.
Turnieju nigdy nie wygrałem, zawsze mnie Czarny Piotr tłukł niemiłosiernie
Niestety, im bliżej końca, tym więcej było długich przerywników a mnie samej gry. Co nie zmieniło mojego pozytywnego nastawienia do tego tytułu.
Oczywiście "dwójeczka" już czeka (z dodatkami oczywiście), ale najpierw trzeba ograć jakieś inne tytuły, żeby nabrać jeszcze większej ochoty.
Na te 80 godzin raz wywaliło mnie do pulpitu, bardzo rzadko jakiś glitch się pojawił. Walka - tutaj coś przekombinowali i mieli problemy z kolizjami, ale ogólnie było ok.
@LovelyPL strzelanie z łuku - lo kurde, zające które się glitchują, jazda koniem jak czołgiem, najbardziej mi się podobało w misji gdzie się wracało do tej spalonej wioski i typ biegł - gonilem go 15 minut, myślę o jakiś fajny quest poboczny - nagle gość przeniknął przez budynki i zniknął - zajebiscie. Otwieranie skrzynek na padzie - o ja pierdole xd
Grałem na ps5, może na PC z modami jest lepiej, ale w 2 części wszystkie bolączki były poprawione, także to co mnie wkurzało, nie wkurzało tylko mnie : p
Co do głównego bossa to w zwykłym trybie chłop nie ma hełmu, więc łatwo zrobić 'bonk' i go poskładać na strzała, zwłaszcza jak gra się obuchami. W trybie trudnym w końcu na czapkę, więc można powalczyć xd
@LovelyPL Mnie też długo zajęło zabranie się za to ale jak już się wbiłem to nie mogłem się oderwać. Przezajebista gra, czułem się tak samo jak grając za gówniaka w Gothiczka, lepszego komplementu chyba nie wymyślę xD. Dwójka czeka w kolejce ale jeszcze mam kilka pozycji które już spatchowane i potanione
Jak już obcykalismy Avela, to przyszła kolej na fizyczną wersję minigierki z Wiedźmina Dziki Gon, czyli Gwinta. Redzi mieli szlachetny zamysł rozwinięcia minigierki w prawilną i autonomiczną grę karcianą na urządzenia mobilne (pierwotnie była dostępna również na konsole) i to się stało. Wersja beta była za⁎⁎⁎⁎sta. Tylko, że zaczęto rozbudowywać i modyfikować talie, dodano kolejną talię, której nie było w Wiesku, no i ostatecznie wyszedł przekombinowany potworek, choć bardzo estetyczny. Szkoda, że nie zostawiono możliwości wyboru między wersją rozwiniętą a betą.
Zatęskniłam za wiedzminowym Gwintem i nabyłam karciankę w wersji fizycznej. Talie jak u Wieśka, ale z planszą to się nie postarali. Zwykła papierowa płachta, zadrukowana na drugiej stronie czymś w rodzaju plakatu. Za to duży minus.
Karty już ubrałam w osłonki, żeby mi dziecior nie pozaginał i rozegraliśmy kilka partii. Młody lvl 10 po kilku rozgrywkach zadał mi dziś cios porażki. Duma, bo gra jest 16+ i dość skomplikowana i trzeba znać właściwości kart. A on mnie wziął i rozwalił.
Tak jak w gwinta w wieśku mogę grać wiecznie, tak jakoś fizyczna wersja mnie nie przekonuję. Z pewnością plansza, która jest zrobiona po prostu tragicznie, a po drugie liczenie punktów na bieżąco.
@Pawelvk to prawda, ale dla młodego fajny trening liczenia, bo sam wiesz, że róg dowódcy itp to już liczenie wyższe dla młodzika no i trochę nad strategią główkuje. Ogólnie to mam te grę bo kocham estetykę kart, a przy okazji młody trochę poglowkuje sam
Dawno nie zaglądałem na kanał FailArmy na YouTube, ale okazuje się, że czasem warto tam poszperać i coś z głupia frant obejrzeć.
Kiedyś oglądało się kompilacje „faili”, nagrania z wypadków samochodowych czy inne zestawienia i miało się nadzieję (pomijając rozrywkę), że takie filmy sprawią, iż ludzie staną się ostrożniejsi, a może i samemu zacznie się bardziej uważać.
Nic bardziej mylnego XD
Acz muszę przyznać, że po obejrzeniu setek nagrań z wypadków samochodowych i motocyklowych faktycznie zacząłem unikać pewnych zachowań.
Tak czy inaczej, składanki z kategorii close call zawsze były przyjemne w odbiorze, a ta konkretna nadaje się do obejrzenia w wolnej chwili... na kiblu ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Conkers, czyli po naszemu "kasztany", to tradycyjna gra z kategorii dziecięcych gier podwórkowych, popularna przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, Irlandii i w niektórych regionach Stanów Zjednoczonych i Kanady. W rozgrywce biorą udział dwaj gracze, z których każdy trzyma nawleczonego na sznurek kasztana. W trakcie gry uczestnicy na zmianę uderzają swoim kasztanem w kasztana przeciwnika do momentu, aż jeden z nich pęknie.
Gry tego rodzaju, rozgrywane za pomocą nawlekanych na nitki muszli ślimaków lub orzechów laskowych, były wzmiankowane w brytyjskich źródłach pisanych już w latach 20. XIX wieku - kasztany, jak się zdaje, weszły w użycie nieco później, jednak bardzo szybko zyskały popularność.
Punktacja w grze jest przypisywana do konkretnych kasztanów. Kasztan, który nie rozbił jeszcze żadnego innego i który jest nowy w grze, jest określany jako none-er. Kasztan jednopunktowy (one-er) to taki, którym skutecznie pokonano jednego przeciwnika - two-er ma na koncie dwa zwycięstwa, three-er trzy, four-er cztery i tak dalej. Jeśli kasztan przegranego miał już zebrane jakieś punkty, zanim został rozbity, punkty te przechodzą na konto zwycięzcy.
Do dziś popularne są zawody w rozbijaniu kasztanów, organizowane głównie w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Największe tego typu wydarzenia gromadzą setki uczestników. Zdarza się, że gracze nieuczciwie "tuningują" swoje kasztany, np. pokrywając je warstwą lakieru, który dodatkowo utwardza ich powierzchnię, mocząc je w occie lub podpiekając je w piekarniku.
Jak ktoś lubi strategie na heksach, to ten tytuł powinien mu się spodobać.
Mamy tutaj wszystko, co tego typu grze jest wymagane. Mapy z różnymi biomami, różne typy jednostek, bohaterowie, drzewko rozwoju, levelowanie jednostek, trochę magii, jakąśtam historię, przedmioty zmieniające statystyki.
Jak dla mnie plusem jest to, że misje nie trwają po dwa dni grania, ale dosyć szybko możemy sobie jedną misję przejść i zając się czymś innym.
Mechaniki nie są trudne, nie jesteśmy zalewani tysiącem parametrów każdej jednostki - jest ich dosłownie kilka. I to jest dla mnie plusem, bo nie muszę przez godzinę czytać co dana jednostka potrafi.
"AI" gra nawet sensownie - lubi wykańczać osłabione jednostki, ucieka kiedy może zginąć, poprawnie wybiera cel ataku. Trzeba pokombinować, żeby wygrać przy jak najmniejszych stratach.
Hues and Cues to gra polegająca na komunikacji, w której macie za zadanie połączyć kolory ze słowami. Używając tylko podpowiedzi składających się z jednego lub dwóch słów, próbujecie naprowadzić innych graczy do odgadnięcia określonego odcienia spośród 480 kolorów na planszy.
O jakim kolorze myślisz, kiedy słyszysz hasło "jabłko"?
Ponoć każdy chłopach w pewnym wieku chce zostać strażakiem. Jeśli jego losy potoczą się inaczej, to grając w ten tytuł, ma szansę zobaczyć, w bezpiecznych warunkach, jak taka praca może wyglądać.
A to płonący kosz na śmieci, a to jakaś buda z kebabem się zajęła. Czasami trafi się płonący domek, czy hala magazynowa.
Misji w grze jest masa - od prostych, po bardzo złożonych.
Trzeba gasić, wynosić poszkodowanych z płonącego budynku, odłączać zasilanie, uważać na podmuchy, wybijać okna, itd.
Wszystko w czteroosobowych drużynach - albo z innymi graczami, albo z komputerowymi. Nie nazwę tego AI, bo z inteligencją mają mało wspólnego. Ganiają czasem bez sensu, albo stoją cieć przy hałdzie żużla i nic do nich nie dociera. A ponoć to ty jesteś dowódcą i wydajesz rozkazy.
Najlepiej grać z ludźmi, akcje zazwyczaj idą szybko, jak znajda się ogarnięci, to wszyscy wiedzą co robić.
Niestety - gra nie oferuje jakiegoś porozumiewania się w grze, trzeba to samemu ogarnąć.
I największa wada, jak na dziś - brak graczy. Często lobby jest puste, albo jest jedna osoba i kiszka z fajnej gry.
Postanowiłem sprawdzić 'remake' kultowego tytułu z roku 2002. Tak, 'Mafia' jest już dawno pełnoletnia, a w USA nawet może kupić piwo.
Zacząłem trochę nietypowo - zainstalowałem oryginał, odpaliłem pierwszą misję i... grafika w 2002 roku była na pewno topowa, ale w 2025 już trochę wyblakła. Fajnie wygląda, ale człowiek przyzwyczaił się do czegoś innego.
No to odpalam nową wersję i... kurde, ale to ładnie wygląda. Od razu wróciły wspomnienia i w głowie pojawiła się mapka Lost Heaven.
Żeby zobaczyć, czy mnie wciągnie zagrałem 3 pierwsze misje, a potem kolejną i kolejną i kolejną. Powiem tyle, że w trzech podejściach zakończyłem fabułę
W kilku miejscach mnie zaskoczyli - w sensie, misjami, których nie było w oryginale (tak mi się przynajmniej wydaje).
Muzyka - motyw przewodni wyśmienity, radio w samochodzie też dodaje nastroju.
Co mi się podobało: to, że to nie był taki prosty remake typu 'damy lepsze tekstury i niech spadają', ale faktycznie tutaj się napracowali. Dodali nawet motocykle, których nie było.
Co mi się nie podobało: no hej, dlaczego nie mogę pojeździć tramwajem i oglądać okolicę? Tak się nie bawię
Reasumując - nie żałuję tych 12 godzin. Miło było wrócić do tego miasta zła, które pięknie odżyło i odmłodniało.
@LovelyPL Model jazdy tragiczny. Ja rozumiem że to są stuletnie auta, ale mam wrażenie że lotniskowce mają mniejszy promień skrętu niż samochody w tej grze.
A tak ogólnie to bardzo fajna tylko trochę krótka. Strasznie mi się podobała oprawa głosowa, a dokładniej wręcz przerysowany włosko-gangsterski akcent bohaterów. Zwłaszcza Pauliego.
No właśnie to jest dziwne. Możesz ustawić realistyczną skrzynię biegów i masz ograniczony zapas paliwa, ale samochody wciąż prowadzą się jak zdechła łasica. Trochę jakby twórcy sami nie wiedzieli czy chcą być bardziej realistyczni czy arcade'owi. Do tego te realistyczne elementy nijak nie wpływały na rozgrywkę.
Paulie to był najlepszy ziomal. Szkoda że skończył jak skończył. Ale cóż, takie było całe przesłanie gry.
@LovelyPL 12h tylko? Kurcze, za gowniaka jak to ogrywalem to mialem wrazenie ze znacznie wiecej. Choć moze stracone godziny na misję wyscigową tak to rozciagnely?
@cebulaZrosolu dla tych co nie wiedzą, miałem możliwość zajechać po drodze do Puław pod blok @cebulaZrosolu , ale wygrała przytomność umysłu i s17 prosto do Chełma.
Gra zachwalana jako RTS kładący nacisk na taktykę i dowodzenie drużynami.
Może i tak, ale większość misji była dla mnie męcząca. Pomimo tego, że mamy do ogarnięcia maksymalnie 10 drużyn.
Możliwe, że takie ograniczenie jest po to, żeby nadążyć nad "dowodzeniem" drużynami, ale mimo wszystko dziwnie mało tych drużyn.
Drużyny oczywiście można leczyć, awansować, uzupełnić.
Budowa posterunku? Jest, ale w postaci klikania jaki budynek chcemy, ale nie mamy wpływu na to gdzie zostanie postawiony. Autorzy wcześniej wszystko zaplanowali. Do tego mamy raptem kilka rodzajów budynków.
Pomimo tego, że są Polacy i tak mnie nie przekonała do siebie.
Nacje (których mamy 5 - dla każdej po 10 misji) różnią się wizualnie i dodatkowymi atutami. Cudów tutaj nie ma, ale w końcu do średniowiecze
Graficznie - bardzo ładna, to trzeba przyznać. Wstawki fabularne, zwłaszcza początkowa sekwencja, dobrze zrobione.
Muzyka i efekty - też bardzo dobre.
Niby wszystko wygląda super, wszystko na swoim miejscu, ale jakoś mnie nie wessała. Może dlatego że strategia Zergów dobrze się nawet sprawdziła, choć według różnych recenzji nie powinna
Pewnie do niej kiedyś wrócę, ale na półeczce czeka jeszcze parę rzeczy do ogrania.