Kiedys juz dzieliem sie tlumaczeniem przemowienia senatora Claude'a Malhuret, wczoraj znowu odstawil masterclass i ze stoickim spokojem skomentowal ostatnie poczyniania pomaranczowej malpy, tlumaczone pierwsze perplexity potem sprawdzone i dopieszczone, enjoy.
Panie Przewodniczący, Pani Minister, Panowie Ministrowie, drodzy koledzy, ten nowy świat rodzi się na naszych oczach, a my z trudem go pojmujemy. Pierwsza potęga planety, gwarant obecnego porządku, stała się jego contestatorem. Była naszym sojusznikiem. Dziś jest naszym przeciwnikiem, by jutro stać się być może wrogiem. Była bastionem przeciw dyktaturom. Sama wydaje się na dobrej drodze, by jedną z nich zostać. Jeśli z trudem go pojmujemy, to przede wszystkim dlatego, że trumpizm to niekonsekwencja – uproszczona doktryna i czyny, które nieustannie ją dementują. Izolacjonizm głoszą wraz z cłami i polowaniem na cudzoziemców. A jednak żaden prezydent nie ingerował tak bardzo. W rok przeprowadził tyle nalotów, ile Biden przez całą kadencję. Od wojny Izrael-Iran z bombardowaniami, przez uderzenia w Nigerii, Somalii, Jemenie, Syrii, aż po Wenezuelę. Proklamuje się prezydentem pokoju i kandydatem do Nobla, grożąc nowymi interwencjami: Kanada, Grenlandia, Kambodża, Kuba, Kolumbia, Meksyk. Jedynym krajem, z którego się wycofuje, jest Ukraina. A przeciągające się negocjacje, ustępstwa wobec Putina, porzucenie Europejczyków są tak rażące, że czynią wiarygodnym to, co oskarża jako Krasnowa – rosyjskiego agenta zwerbowanego w latach 90., obiekt szantażu. Druga absurdalność to całkowity brak wytrwałości w działaniu. Trump chełpi się zatrzymaniem ośmiu wojen w rok. Żadna nie została zatrzymana. Najwyżej kruche rozejmy. Najgorsze – walki trwają, nigdzie nie podpisano traktatu pokojowego. Liczy się nie rezultat, lecz dobre ujęcia dla telewizji. Trzy rundki i znika. Jego polityka zagraniczna to four-year-old płaczący po lalkę z witryny, by po trzech dniach wyrzucić ją do skrzyni po wyrwaniu nogi.
Niewyjaśniona jest wola zniszczenia systemu międzynarodowego budowanego przez USA od 45 lat. W paranoicznym urojeniu trumpiści widzą globalny spisek przeciw swemu krajowi. Poza hipotezą psychiatryczną zrozumiała obsesyjna krytyka wszystkiego, co robili jego poprzednicy. Zrozumiała napaść na wiekowych sojuszników, by nawiązać nić z dyktatorami walczącymi z zachodnim porządkiem, pogarda dla prawa międzynarodowego na rzecz jego osobistej moralności, destrukcja multilateralizmu i wycofanie z dziesiątek instytucji dających USA światową moc, by zamknąć się w swych precinctach – wychodząc tylko po to, by zrzucić bomby. W końcu najgorsze: wzmocnienie Chin. Jedyny wiarygodny rywal, główne zagrożenie dla demokracji. Totalitarne Chiny wygrywają na cłach, jawiąc się światu jako stabilizująca potęga wobec militarystycznego i technologicznego monstrum uderzającego wedle kaprysów prezydenta, nim znudzi się chaosem, który sam zasiał. Oto Stany Zjednoczone w 2026 roku.
Dla Europy sytuacja jest tragiczna. Główny sojusznik stał się przeciwnikiem, NATO na krawędzi przepaści, groźby na jej terytorium, wojna handlowa, porzucenie Ukrainy, które ledwo nadrabiamy. Wszystko pogarszają morały z geniusza Appalachów, wiceprezydenta o obyczajach rottweilera, który z arogancją głupców przychodzi nas zbawić i narzucić moralność swej bigoteryjnej konserwatyzmu. Ten konstat każdy zna – pozostaje go zinterpretować. Dlaczego Trump deptałby po Europie na Grenlandii? Dlaczego Putin uwierzył, że może najechać Ukrainę bez reakcji? Dlaczego Chińczycy zalewają Europę towarami, zawsze znajdując życzliwe wejście? Dlaczego Europa o PKB porównywalnym z USA czy Chinami, dziesięciokrotnie większym niż Rosji, traktowana jest jak ilość pomijalna? Bo Europa nie jest krajem, potęgą ani konfederacją. Zależna energetycznie od Rosji, militarnie od USA, handlowo od Chin. Jej historyczny błąd w odczycie ostatnich 30 lat wiedzie do wymazania z historii świata – jak twarz z piasku na brzegu morza.
Jej osiągnięcia są jednak godne podziwu: pokój między dawnymi wrogami, wolny ruch, jednolity rynek i waluta, ochrona praw podstawowych, najhojniejsza polityka społeczna. Lecz nie sprostała trzem wielkim wyzwaniom: zapewnić własne bezpieczeństwo, stworzyć efektywny system decyzji i wpisać się w wielką rewolucję XXI wieku – technologiczną, poznawczą i finansową. Jeśli nie podołamy, alternatywa prosta: wasalizacja u sojuszników lub poddanie wrogom. Rozwiązania znane. Réarmement z reindustrializacją i masywnymi inwestycjami ku Europie-potędze militarnej. Federalny skok – m.in rozszerzenie większości kwalifikowanej – ku europotędze politycznej. Wreszcie wdrożenie raportów Draghiego i Letty ku Europie-potędze gospodarczej i handlowej. Wszyscy wiedzą, lecz nic się nie dzieje. Od 2022 prezydent Francji ogłosił wejście Francji i Europy w gospodarkę wojenną. Cztery lata później przemysł mówi: brak zamówień. Ukraina w gruzach produkuje 60% swych potrzeb wojskowych. My bez skoku ilościowego czy jakościowego.
W gospodarce wielka europejska idea – jednolity rynek – daleka od celów z 93, pełne bariery. Co do rewolucji technologicznej, jesteśmy latami świetlnymi od narzędzi finansowych do dogonienia USA i Chin. Przed zbliżającym się niebezpieczeństwem zaczęliśmy reagować: miliardy dla Ukrainy przeciw trumpistowskiej zdradzie, koalicja ochotników przeciw szantażowi popleczników Putina w Europie, rozpoczęto wdrażanie Draghiego. Lecz nie odważono się zająć zamrożonych aktywów rosyjskich. Odrzucono Skyshield chroniący kobiety i dzieci ginące pod bombami zbrodniarza wojennego. Wreszcie, dwa lata po publikacji, tylko 10% Draghiego wdrożone. Groźby na Grenlandii to próba prawdy. Instrument anticœur zaproponowany, adekwatny jak ćwiczenie Arctic Endurance. Ryzyko duże, lecz przeciwne większe – okazja do przejęcia inicjatywy. Trump nie wieczny. Jego popularność tonie. Amerykanie w Minneapolis i gdzie indziej podnoszą głowy przeciw przemocy tego, którego coraz bardziej potępiają za sen o cezarizmie przypominającym techno-faszystowski.
Trump nie ma politycznych środków na realizację gróźb. Jeśli wyśle wojska, to sygnał do impeachmentu – tak mówią liderzy republikańscy w Kongresie. Jeśli ustąpi, sygnał dla wszystkich Amerykanów, że da się zatrzymać marsz ku autokracji. Dla Europejczyków pozwolić na aneksję Grenlandii znaczyłoby zaakceptować poddanie. Sprzeciw byłby pierwszym krokiem oporu, potem odbudowy – wiemy, że potrzeba ich wiele więcej.
#polityka #retoryka #politykazagraniczna
\