Ostatnie miesiące II wojny światowej i pierwsze dni powojennego chaosu w Europie. Dlaczego wystrzelone na Londyn rakiety V-2 trafiają w miejsca, w których pewien amerykański oficer dokonuje podbojów sercowych?
Pynchonowskie opus magnum, kontrkulturowy mariaż Rainera Marii Rilkego ze słonikiem Dumbo, to apokaliptyczna opowieść o kresie cywilizacji, w której wojna tworzy porządek. Nie ma stref okupacyjnych, jest tylko Strefa – świat, w którym upadają wszelkie struktury, wymazywane są definicje i zacierane granice: między jawą i snem, techniką wojskową i nadprzyrodzonością, doczesnością i zaświatami. Dokonują się transgresje, a jedyną zasadą jest wszechobowiązująca kalwińska doktryna predestynacji, podział na zbawionych oraz skazanych na zagładę jak dodo, gatunek endemicznego nielota wybity na Mauritiusie do ostatniej sztuki przez holenderskich kolonizatorów.
Wśród ruin i dymów, obozowisk uchodźców i czarnorynkowych szajek, wśród agenturalnych spisków i obsesji trwa po bezdrożach Strefy paranoiczna pogoń za nieuchwytną ostatnią rakietą. Numer 00000 to zwieńczenie wszystkich rakiet, ostateczne narzędzie w służbie śmierci i zarazem nieodparty fetysz.
Początkowo planowałem wybrać któreś ze współczesnych tłumaczeń "Hamleta", ale w rezultacie, ze względu na łatwiejszą dostępność, zdecydowałem się na lekturę tego utworu w klasycznym już (bo wszak to z tego właśnie tłumaczenia pochodzi ryczący z bólu ranny łoś) przekładzie Józefa Paszkowskiego.
Cóż, Szekspira czyta się w gruncie rzeczy dosyć łatwo, bo nawet jego tragedie zawierają elementy komiczne (vide: scena z grabarzami, dialog Hamleta z Ofelią o możliwości położenia głowy na jej kolanach albo "kolacja Poloniusza"). Oczywiście dogłębna interpretacja takiego dzieła to już inna bajka - tutaj już łatwo być nie musi i dlatego różnych teorii dotyczących "Hamleta" i jego bohaterów zostało stworzonych całe mnóstwo.
Fabuła, choć niezbyt skomplikowana, jest całkiem ciekawa, zaś równowaga między dialogami a słynnymi hamletowskimi monologami też została moim zdaniem odpowiednio zachowana. Warto też pamiętać, że jest to utwór, z którego pochodzi chyba największa ze wszystkich sztuk Szekspira liczba powszechnie znanych cytatów i powiedzonek. Żeby nie być gołosłownym, przytaczam kilka z nich (pomijając już słynne "To be or not to be"):
Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie,
Niż się ich śniło waszym filozofom
Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda.
Reszta jest milczeniem
Słowa, słowa, słowa
Źle się dzieje w państwie duńskim
Z perspektywy polskiej można natomiast zwrócić uwagę na kilka akcentów związanych z naszym krajem. Poczynając od imienia jednego z bohaterów - Poloniusza (niestety umierającego w jednej ze scen, no ale ostatecznie któż w tym dramacie nie ginie... ;D),a skończywszy na dziwnych wzmiankach o konfliktach norwesko-polskich i prawdopodobnym myleniu Gdańska (Danzig) z jakimiś terenami leżącymi blisko Danii.
"Przemianę" już od dawna miałem gdzieś na swojej liście książek do przeczytania, ale ponieważ wczoraj natknąłem się na hejtowy #klubczytelniczy, to podjąłem (niestety ze spóźnieniem, ale cóż - na lutowe spotkanie na pewno się wyrobię, bo "Piknik na skraju drogi" już mam dawno przeczytany :D) wyzwanie i wreszcie zapoznałem się z tą lekturą - w 80% słuchając w wersji audio, a pozostałe 20% doczytując w ebooku.
"Przemiana" to książka krótka, ale zarazem bardzo bogata w treść - taką właśnie literaturę lubię! Mocną i konkretną.
Gregor Samsa to bohater, który od razu wzbudził moją sympatię. Ciężko pracował, by utrzymać swoją rodzinę (zaniedbując przy tym własne życie osobiste),ambitnie planował wspomóc edukację i rozwój swojej młodszej siostry, zdawał się być osobą sumienną i odpowiedzialną.
Jednak czy po przemianie było to pamiętane przez innych? Niestety nie - na pierwszy plan wysunął się fakt, że Gregor stał się dla nich ciężarem. Obrzydzenie, odczłowieczanie, oskarżanie. Gregor Samsa nie doczekał się należnej mu dawki troski, współczucia, a nawet żałoby. Zamienił się w ciężar, który w końcu zniknął, pozostawiając złudne uczucie wolności.
Smutna książka, pozwalająca na różnorakie interpretacje przemiany Gregora - choroba psychiczna lub fizyczna, depresja, niepełnosprawność. Gregor zachowuje pewną świadomość tego, co dzieje się wokół niego, ale w oczach innych nie jest już człowiekiem i tak też zaczyna być traktowany. Jak robak.
Kolejne zmagania Uhtreda. Ten tom szczególnie na początku jest dosyć rozwlekły, zbyt dużo tu rozmów i rozważań bohaterów a niewiele się dzieje. Ale wkrótce bohater przystępuje do kolejnej próby odbicia swojej siedziby rodowej i akcja nabiera tempa. Jak ktoś przeczytał wszystkie poprzednie tomy to i ten łyknie. Na pewno nie jest to jeden z najlepszych tomów serii ale poniżej pewnego poziomu Cornwell nie schodzi więc się jakoś specjalnie nie wynudziłam.
Dzięki za przypomnienie, że muszę się kiedyś wreszcie zabrać za ten cykl, bo na razie tylko go zacząłem, a pozostałe tomy póki co jedynie zdobią półkę.
Wydawnictwo: Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
Format: książka papierowa
ISBN: 9788373069329
Liczba stron: 510
Ocena: 10/10
Podobnie jak "Iliadę", również "Odyseję" przeczytałem w najnowszym tłumaczeniu dokonanym przez Roberta R. Chodkowskiego. Ten styl przekładu zdecydowanie mi odpowiada - współczesny język ułatwia odbiór dzieła, a zastosowanie (nierymowanego) heksametru polskiego sprawia, że możemy poczuć podniosłość eposu.
W porównaniu do homeryckiej opowieści o wojnie trojańskiej, "Odyseja" jest znacznie bardziej dynamiczna i "przygodowa". To, co mocno zaskoczyło mnie przy jej lekturze to struktura dzieła - nie mamy tutaj (jak w przypadku "Iliady") wydarzeń opisywanych w porządku chronologicznym, ale kompozycję zupełnie jak na owe czasy nowatorską.
Zaczynamy od Telemachii, a więc opowieści nie o głównym bohaterze, ale o jego synu, który to zostaje przez Atenę wysłany, aby zasięgnął wieści od Nestora (tu mała ciekawostka - warto zauważyć, że zarówno imię Nestora, jak i towarzyszącego Telemachowi Mentora weszły m.in. do polszczyzny jako eponimy) oraz Menelaosa.
Następnie przenosimy się do końcówki przygód Odyseusza, kiedy to nimfa Kalipso przestaje go więzić, dzięki czemu po małych perturbacjach trafia on do królestwa Feaków. Feakowie lada chwila przetransportują Odysa do jego rodzinnej Itaki, ale… zanim to nastąpi, nasz bohater opowiada im swoją historię. I właśnie w ten retrospektywny sposób, z narracji samego Odysa poznajemy jego wcześniejsze przygody - poczynając od wizyty u Kikonów i Lotofagów, poprzez nieszczęsne spotkanie z cyklopem Polifemem, aż po wyrzucenie u brzegów Scherii.
Nie byłoby jednak "Odysei", gdyby nie jej ostatnia część, opisująca krwawą zemstę Odysa na zalotnikach, objadających jego domostwo. Jako, że główny bohater słynie ze swej przemyślności, to po wylądowaniu w Itace nie rzuca się od razu do walki, ale dokładnie planuje zasadzkę, a później rzetelnie ją realizuje - wykorzystując przebranie (wspomagany przez tym przez olimpijskie bóstwa) i podstęp.
W fabule nie brak momentów prawdziwie wciągających, a Homer, zamiast od razu zaspokajać nasze pragnienia wartkiej akcji, czasami serwuje nam retardację, pauzując zmierzające do finału wydarzenia i skupiając się na przywołaniu jakichś odległych i mniej istotnych wydarzeń (np. historii rany zadanej w młodości Odysowi przez dzika).
Reasumując, z czystym sercem mogę polecić "Odyseję" (zwłaszcza we wspomnianym wyżej przekładzie) każdemu. To bowiem nie tylko kluczowe dla europejskiej literatury dzieło, którego znajomość otwiera możliwości lepszego rozumienia wielu innych tekstów kultury, ale też po prostu dobra historia, która broni są sama - swoją fabułą, stylem oraz oczywiście postacią głównego bohatera.
---\
bo nic nie ma lepszego ani bardziej cennego
niż gdy mąż oraz żona w domu we wszystkim są zgodni.
Sprawia to zawsze wielkie cierpienie tym, co zazdroszczą,
lecz także radość życzliwym. A samym im sławę przynosi.
Gdy już zaspokoili potrzebę jedzenia i picia,
pomyśleli o spaniu i dar Hipnosa przyjęli
Patrząc na nią spode łba, tak odrzekł Odys przemyślny:
"Zaraz Telemachowi powiem suko, jak szczekasz.
Kiedy on tutaj przyjdzie, posieka cię na kawałki".
Tymi słowami Odys przestraszył służebne kobiety.
Porozbiegały się po komnatach, a nogi pod nimi
gięły się z lęku, ponieważ myślały, że mówi poważnie.
Tak on powiedział, a u niej słowo zostało bez skrzydeł.
Trudno by znaleźć inną wieczerzę tak niegodziwą,
jak ta, którą wkrótce mieli zastawić Atena
i mąż mocarny. Lecz tamci pierwsi zbrodniczo knowali.
@informatyk O, właśnie czytam — tylko w najnowszym tłumaczeniu Antoniego Libery z ubiegłego roku Tylko podobno to właśnie tej liberowy jest napisany "czystym heksametrem polskim" z racji braku istniejącego przekładu w tej formie... Jestem ciekawa, jak by wypadło porównianie tych dwóch wersji.
Ale i tak czyta się o wiele łatwiej, niż Iliadę w tłumaczeniu Jeżewskiej, którą czytałam miesiąc temu
@Wrzoo przypuszczam, że w twierdzeniu o tym, że Antoni Libera jest pierwszym tłumaczem, który przełożył "Odyseję" "czystym heksametrem polskim" kluczowe jest określenie "czysty". Ale specjalistą od heksametrów nie jestem, więc trudno mi to ocenić.
Tłumaczenie Chodkowskiego wybrałem m.in. dlatego, że czytałem już wcześniej "Iliadę" w jego przekładzie i bardzo mi się on spodobał, a ostatnim (wydanym już niestety pośmiertnie, bo w tym roku) translatorskim dziełem tego autora jest "Eneida", która też czeka w kolejce na mojej półce.
Cieszę się, że "Odprawa posłów greckich" doczekała się transkrypcji na współczesną polszczyznę (w wykonaniu Antoniego Libery), dzięki czemu przesłanie Jana Kochanowskiego może dotrzeć również do tego grona ludzi, którzy niekoniecznie mają ochotę obcować z oryginalnym XVI-wiecznym tekstem. Ja akurat na to wydanie trafiłem zupełnie przypadkowo, chcąc po prostu, na kanwie przeczytanej niedawno "Iliady", zapoznać się z dziełem polskiego poety, ale nie omieszkałem skorzystać i zapewne, dzięki temu, przeczytanie całości zajęło mi mniej czasu.
Dramat nie jest zbyt długi, a jego przesłanie bardzo jasno wybrzmiewa z kart utworu. W wyniku egoistycznego działania Parysa i ignorowania mądrze uargumentowanych rad Antenora, całe miasto zostaje skazane na zagładę. Rządzący, zamiast obiektywnie spojrzeć na sprawę i w swoich decyzjach odwołać się do sprawiedliwości, wolą wyciągać na wierzch jakieś sprawy z przeszłości, zupełnie nieprzystające do obecnej sytuacji. Aktualne od 450 lat (a dokładniej od 447).
Lektura "Fausta" nie sprawiła, że stałem się fanem Goethego, a być może nawet wywołała skutek odwrotny. O ile, jeśli dobrze pamiętam z czasów szkolnych, "Cierpienia młodego Wertera" były dla mnie dość poprawnym dziełem, to niestety "Faust" mocno mnie wymęczył.
Pierwsza część jest jeszcze całkiem w porządku i gdybym miał oceniać tylko ten fragment, to spokojnie pokusiłbym się o 6.5/10. Pragnący od życia więcej niż to możliwe Faust wchodzi w układ z Mefistofelesem i pierwszą ofiarą jego zachcianek staje się Małgorzata. Wszystko jasno i zwięźle przedstawione, a długość tej części sprawia, że nic, tylko wystawiać na teatralnych scenach.
Natomiast część druga (dodajmy, że napisana przez Goethego wiele lat później) - uuu, tu już dzieją się takie rzeczy, że zrozumienie o co w tym wszystkim chodziło autorowi jest naprawdę sporym wyczynem. Rozumiem więc, że jeśli patrzy się na "Fausta" pod tym właśnie kątem - jako na wyzwanie interpretacyjne, to może być w tym coś ciekawego.
Niestety dla przeciętnego czytelnika, który jedynie próbuje zapoznawać się z klasyką europejskiej literatury, część druga "Fausta" może być trudnym doświadczeniem. Mnóstwo nawiązań mitologicznych (doktor Henryk Faust, który ma dziecko z Heleną? Proszę bardzo, czemu nie!),dziesiątki epizodycznych bohaterów, sceny, które nie do końca spinają się z pozostałymi, a ich sens oraz cel nie jest zbyt jasny. To tylko wybrane powody, dla których rozsądnym może być decyzja o unikaniu tej lektury.
Najwyraźniej Goethe chciał przedstawić w tej sztuce tak dużo swoich poglądów i zapatrywań na różne kwestie (ekonomia, władza, filozofia, teologia),że przedobrzył i stworzył coś, co na na pierwszy rzut oka jawi się jako ciężkostrawny nieporządek.
--
Kiedy natura przędzę nieskończoną
tak obojętnie zwija na wrzeciono,
gdy żywioł wszelki rozbrzmiewa niestrojnie,
skłócony z sobą i we wiecznej wojnie -
czyjaż go godzi ożywcza potęga
i rytmem spina, i w melodie sprzęga?
kto każdy szczegół w wielką pieśń sprzymierza,
która akordem wspaniałym uderza?
kto namiętności rozpętuje burze?
kto zachodzącej każe skrzyć purpurze?
i kto kwiatami najwonniejszej wiosny
stroi kochanej gościniec miłosny?
Kto liście niepozorne splata w wieniec trwały
dla zasług przerozmaitych, dla wieczystej chwały?
Kto bogów zabezpiecza i godzi w wszechświecie?
Potęga człowieczeństwa zaklęta w poecie.
Ja jestem częścią owej siły, której władza pragnie zło zawsze czynić, a dobro sprowadza
Nieco dziwnie czyta się książkę która zaczyna się od tego że bohater jak gdyby nigdy nic obudził się jako wielki robal. I ja z reguły nie lubię takich niewyjaśnionych zjawisk w dziełach które poznaje - jak ktoś mi poleca serial w którym samolot magicznie ląduje 5 lat później niż powinien, to ja zaczynam od sprawdzenia czy to się na koniec wyjaśni, a dopiero potem włączam,
Tutaj jednak jest zupełnie inaczej - podanie tego faktu na chłodno, bez wsparcia klątwą, zaklęciem, czy nieopatrznym zekrnięciem w Necronomicon, pozwala nieco odseparować się od tego co dokładnie zaszło, a skupić na konsekwencjach.
Nie wiem czy można mówić o spoilerach w przypadku książki która ma 3 razy więcej lat niż stron, ale powstrzymam się od nadmiernego zdradzania treści.
Książka mimo surrealistycznego początku, jest niesamowicie przekonująca i realistyczna, co w połączeniu z tym jak smutną historię opowiada, sprawia że człowiek po skończeniu lektury potrzebuje chwilę ochłonąć.
Autor zwraca uwagę na detale tak drobne, że aż zastanawiam się jak wiele ich ominąłem. Przykładowo moment gdy ojciec zagania Gregora kijem do pokoju, a ten niechący wykonuje ruch w złym kierunku (bo nie opanował jeszcze wielu nóżek) wydaje się odpowiadać na tak wiele pytań o relacje rodzinne, że aż trudno uwierzyć że to przypadek.
Co mam na myśli: te detale, te drobne detale w jego zachowaniu, nadają Gregorowi takiej robaczej naturalności, że ciężko momentami posądzać rodzinę o okrucieństwo, czy zaniedbanie kwestii komunikacji. Ot, uznali że ich syn/brat jest robakiem, i przepadł. Widać też wielokrotnie, że przemiana odbyła się nie tylko w jego fizjonomi ale i w umyśle.
Widzę tu historię rodziny dotkniętej osobistą tragedią, która może i jest opisana jako magiczny robal, ale może być odczytana jako paraliż potomka, wypadek brata, czy nagła choroba kogoś bliskiego. I to jest najbardziej przerażające w tej książce - że to wszystko jest takie realne, mimo przykrywki fantasy.
Pogłębiająca się niechęć do Gregora też wydaje się uzasadniona, tym bardziej że nikt nie jest świadom, że chłopak nadal zachował świadomość. Widać jak każdy traktuje go jako okropny i niechciany ciężar, i więzy rodzinne zaczynają pękać. A przecież to on był głównym dobrodziejem rodziny, poświęcał się dla nich całe życie! Zresztą nadal widać jak przejmuje się nimi, mimo że to on jest tragicznym bohaterem.
Całość pisana jest w sposób bardzo przystępny, wspomniane detale są umieszczone pewnie, choć nieinwazyjnie, i niewątpliwie widać tu kunszt tłumacza. Widać też, że Kafka miał niezwykłą wrażliwość na ludzkie emocje.
Sam byłem świadkiem, jak alienacja z powodów zawodowych zmienia człowieka, i pośrednio całe jego otocznie, chociaż nie była to oczywiście rzecz tak nagła jak w przypadku przemiany w robaka. Ale to jest właśnie siła tej książki - że można ją odczytać na tyle różnych poziomach, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
Biorąc pod uwagę że całość ma 40 stron, to żałuję że nie przeczytałem jej wcześniej. Ale z drugiej strony, może to był dobry moment, bo cośtam chyba dotarło.
Odejmuję 1 punkcik bo niektóre fragmenty były dla mnie zbyt długie, ale to chyba kwestia gustu. Pełna strona opisu pracy komiwojażera totalnie wybijała mnie z rytmu.
@smierdakow Mnie mocno wciągnęło, na jedno posiedzenie zjadłem, a nie jestem bardzo dobry w czytanie xDDD No ale pewnie będę miał tendencję do zawyżania ocen, więc patrzcie przez jakiś współczynnik na mnie
Trzeci tom "Cyklu klimatycznego" Mai Lunde. Tematem przewodnim tej części jest ochrona zagrożonych gatunków na przykładzie koni przewalskiego. Tradycyjnie dla tego cyklu książka ma trzy plany czasowe które spina ten jeden element - dziki koń. Bohaterem pierwszego wątku dziejącego się w 1881 roku, jest Michaił, pracownik ogrodu zoologicznego w Petersburgu który marzy o sprowadzeniu do ogrodu niedawno odkrytego dzikiego konia z Mongolii. Namawia na wyprawę znanego podróżnika Wolffa. Wyruszają razem na wyprawę na mongolskie stepy, wyprawę która zmieni życie Michaiła.
Drugi wątek rozgrywa się w 1992 roku, Karin, która dorastała podczas wojny w posiadłości Hermana Göringa gdzie po raz pierwszy zetknęła się z koniami przewalskiego, teraz jako dorosła kobieta stara się przywrócić ten gatunek naturze. W parku narodowym w Chustajn w Mongolii mierzy się z tym niełatwym zadaniem i dodatkowo z trudną relacją ze swoim dorosłym synem.
Trzeci wątek jak zwykle dotyczy przyszłości - rok 2064, Norwegia. Europa stoi nad przepaścią, nie istnieją właściwie żadne struktury państwowe, brakuje energii, żywności. Ludzkość zaczyna migrować. Bohaterka tego wątku Eva mieszka samotnie z córką Isą dbając o niedobitki zagrożonych gatunków, dla których kiedyś jej rodzina prowadziła coś w rodzaju rezerwatu. Teraz pozostało już tylko kilka zwierząt, których nie ma czym karmić. Między innymi para koni przewalskiego. Wszyscy z sąsiedztwa a także siostra Evy - Anna dawno już wyjechali. Eva jednak nie chce opuścić zależnych od niej zwierząt. Sytuacja zmieni się gdy przygarną pod swój dach migrującą z południa Louise, która dodatkowo okazuje się być w ciąży.
Najbardziej poruszające w całym tym cyklu są wątki dotyczące przyszłości, autorka w bardzo sugestywny sposób przedstawia jak może już wkrótce wyglądać nasza przyszłość jeśli ludzkość nie zastanowi się nad swoimi działaniami. Opowiada o tym bez moralizowania, opisując po prostu zmagania z życiem zwykłych ludzi przy coraz bardziej kurczących się zasobach i braku środków do życia. Przynajmniej do takiego jakie znamy.Przy tym zręcznie wchodzi w psychikę swoich postaci, które dodatkowo zmagają się ze swoimi jednostkowymi, prywatnymi problemami. Lektura ta nie napawa optymizmem ale też nie epatuje grozą, raczej napełnia smutkiem. Ciekawa jestem kolejnego tomu.
To już dziewiąty tom sagi o Uhtredzie i mam wrażenie że jest trochę gorszy. To znaczy jeśli chodzi o warsztat to książka nie odstaje od poprzednich tomów ale mniej się tu dzieje. Całą akcję można by pewnie streścić w kilku zdaniach. Nie wpływa to na przyjemność czytania. Cornwell ma tak lekkie pióro że czyta/słucha się równie dobrze dialogów, jak i opisów miejsc, opisów walk czy pojedynków.
W tym tomie Wikingowie znów łupią saskie ziemie i okazuje się, że na ich czele stoi brat zięcia Uhtreda - Ragnall a towarzyszy mu dawna towarzyszka i kochanka Uhtreda i żona jego przybranego brata Ragnara - Brida. Zarówno Ragnall Ivarson jak i Brida dopuszczają się wyjątkowych okrucieństw i zagrażają nie tylko Anglii ale i rodzinie Uhtreda. Brida okalecza jego najstarszego syna a Ragnall wchodzi w spór ze swoim bratem Siggtygrem gdyż żąda by ten oddał mu swoją żonę - Stiorrę czyli córkę Uhtreda. Tak więc nasz bohater musi nie tylko walczyć o bezpieczeństwo przyszłej Anglii ale i w obronie swoich dzieci. Wszystko to opisane w interesujący sposób więc mimo że nie jest to jeden z najlepszych tomów cyklu ale na pewno nikogo nie znudzi.
@Dagonet Cykl ma taki poziom że nie tylko różnorodność wydarzeń jest ważna. Cornwell to dobry gawędziarz więc potrafi i tak przykuć uwagę. Jak na taki dlugi cykl to dobrze przyciaga uwage.Ciekawa jestem ostatnich tomów które nie były już zaadaptowane na serial.
@UmytaPacha @s_____ widzicie rozne sa metody. Niektorzy sama kaszanke smaza dosc krotko, ja dlugo i jak bym dal najpierw cebule to by mi sie zaczela przypalac. A na koniec dodaje jeszcze jajka. Pycha
Tytuł: Czujące istoty. Zmysły i emocje roślin, zwierząt i mikroorganizmów
Autor: Brian J. Ford
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 83-7169-796-1
Liczba stron: 224
Ocena: 6/10
Kolejna książka która udało mi się skończyć przed nowym rokiem.
Ogólnie rzecz biorąc książka przybliża nam zmysły zwierząt oraz ich odpowiedniki u roślin. Początkowo myślałam że to taka przeglądówka z której nie dowiem się niczego nowego ale autor dużo pisze też o bakteriach, pierwotniakach, płazińcach a także grzybach czy glonach. Wszystkie te organizmy mają swoje sposoby żeby odbierać bodźce ze świata zewnętrznego i odpowiednio na nie reagować. Podaje przy tym ciekawe przykłady poparte badaniami. Ale nieraz też puszcza wodze fanatazji i pisze też o swoich przypuszczeniach. Generalnie autor przekonuje nas że nie jesteśmy wyjątkowi w swoim postrzeganiu wszechświata i w naszym odczuwaniu go zmysłami a co za tym idzie skoro inne organizmy czują tak jak my, należy im się szacunek i nie narażanie ich na zbędne cierpienie bo w jednym możemy być wyjątkowi - w tym by nasze zachowanie podporządkowywać nie impulsom i instyktom ale kierować się w życiu etyką
Wszyscy się rzucili żeby zdążyć dodać przeczytane lektury na tag więc i ja się dołączam. Miałam nadzieję że uda mi się jeszcze na koniec skończyć więcej lektur ale niestety a raczej bardzo stety mojemu dziecku udało się odwiedzić nas na święta i zamiast czytania było wspólne oglądanie. No ale dwie książki udało mi się skończyć - jednej wysłuchać, drugą doczytać.
Dosłuchałam kolejny tom Wojen Wikingów Bernarda Cornwella - "Pusty tron". Nie będę się rozpisywać bo to już 8 tom cyklu, tak jak pozostałe trzyma poziom, Cornwell pisze ciekawie i w zasadzie nie czytałam słabej książki jego autorstwa. Tym razem umiera kuzyn Uhtreda, mąż Aetelfled i tron Mercji jest gotowy do obsadzenia. Król Edward ma swoje zamiary co do przyszłości Mercji, które jednak nie są zbieżne z zamiarami Uhtreda. W tym tomie córka naszego bohatera - Stiorra znajduje miłość i męża choć pierwsze spotkanie teścia z przyszlym zięciem nie przebiegło zbyt fortunnie. Jak ktoś czytał pozostałe tomy to polecam również i ten bo warto (zamierzam w nadchodzącym roku zakończyć ten cykl)
Druga część Kwartetu klimatycznego Mai Lunde, rozpoczętego słynną "Historią pszczół". Tak jak i poprzednia część dotyczy zagrożeń związanych z wpływem człowieka na zmiany klimatyczne prowadzące do katastrofy. Pierwsza część przestrzegała nas przed następstwem wyginięcia zapylaczy. Drugi tom koncentruje się na tak ważnym do życia zasobie jakim jest woda. "Historia pszczół" rozgrywała się w trzech planach czasowych. "Błękit" kontynuuje ten zabieg stylistyczny tylko tym razem są dwa plany czasowe - współczesność i niedaleka przyszłość. Bohaterką jednej opowieści jest siedemdziesięcioletnia Signa, córka radykalnego bojownika o środowisko, która też swoje życie podporządkowała temu celowi. Signe dowiaduje się że Magnus - jej ukochany z młodości pozyskuje lód z lodowca żeby sprzedawać go jako drogi dodatek do drinków. Signe nie może na to pozwolić. Wyrusza na swej łodzi "Błękit" do Fracji zeby stawić czoła Magnusowi. Opowieść Signe przeplata się z opowieścią Dawida. Jest rok 2042. Południe Francji jest suchą pustynia pustoszoną przez pożary. Ludzie uciekają na północ ale granice są pozamykane. Obozy dla uchodźców upadają jeden po drugim. Dawid z córeczką Lou trafiają do takiego obozu w ucieczce przed pożarem, który pochłonął ich miasteczko. Czekają aż do obozu dotrze jego żona z maleńkim synkiem, z którymi rozdzielili się podczas ucieczki. W jednym z domostw niedaleko obozu znajdują łódź.
Ta powieść jest ostrzeżeniem przed tym jak może wyglądać nasza przyszlość kiedy dalej beztrosko będziemy zużywać zasoby naturalne. Ostrzeżenie bardzo ponure i katastroficzne. Pomimo bardzo jasnego i wręcz nachalnego przekazu to wciąż bardzo dobry kawał literatury. Autorka bardzo sugestywnie przedstawia świat po katastrofie klimatycznej a ta odrobina nadziei którą tam dodaje nie jest w stanie sprawić by uwierzyć że rzeczywiście możliwe jest dobre zakończenie. Według mnie świetna lektura choć trochę przerażająca.
No i przekroczyłam już połowę cyklu Wojen Wikingów. Tym razem pan Uhtred doprowadzony do ostateczności postępkiem swojego najstarszego syna, który wstąpił do zakonu przy próbie wydobycia go zabija opata za co zostaje wyklęty przez Kościół, pozbawiony majątku i skazany na wygnanie. Ale że coś w życiu trzeba robić Uhtred z garstką wiernych sobie ludzi i młodszym synem, który od teraz przejmuje imię Uhtreda jako przyszły następca ojca wyruszają do Bebbanburga celem odbicia rodowej siedziby z rąk uzurpatora. Przy okazji odkrywa knowania Duńczyków mające na celu podbicie Mercji, którym będzie musiał zapobiec.
Lektura trzyma poziom poprzednich tomów. Cornwell umie w takie książki i pomimo tego że to już siódmy tom to cały czas fabuła potrafi przykuć moją uwagę i sprawiać przyjemność. Polecam