Tytuł: Dwunastu gniewnych ludzi. Najgroźniejsi polscy gangsterzy. Część 1
Autor: Przemysław Słowinski
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Gyldendal Astra
Format: audiobook/synchrobook
ISBN: 9789180765312
Liczba stron: 239
Ocena: 6/10
No bawili się panowie przednio. Jak można być wybranym biznesmenem roku, a potem brać klamkę i strzelać do ludzi? Kwoty którymi operowali też robią wrażenie. Reportaż całkiem dobry, widać napracowanko. To pora na kolejnych z tomu drugiego.
Trzecia książka z serii Langer, a na moje teraz już bardziej Ozyrys. Mróz jak to Mróz, jest kluczenie, krążenie i prawie wszystko (z twistem) wyjaśnia się na końcu. Czyta i słucha się lekko, ot nie arcydzieło, ale dobra rozrywka.
Tym razem jest to model zupełnie innego typu, jeśli chodzi o montaż.
Poprzedni był modelem do samodzielnego wycięcia, sklejenia, łączenia papieru, kartonu i różnych duperelków z kawałkami drewna.
Ten będzie na pewno łatwiejszy i szybszy w montażu.
W komplecie mamy bowiem arkusze z kartonu(?) z odpowiednimi nacięciami i wytłoczeniami, pomalowane w odpowiedni sposób. Niczego nie trzeba ręcznie wycinać i kleić - wystarczy wypchnąć z formy i gotowe.
Do tego jest jeden arkusz naklejek (też wstępnie naciętych) do oklejenia książek na półkach.
Mam nawet pęsetę w zestawie.
Zobaczymy jak mi pójdzie, ale mam wrażenie, że będzie za łatwo i za mało satysfakcjonująco. Po prostu takie puzzle 3D, ale może się zdziwię
mam wrażenie, że będzie za łatwo i za mało satysfakcjonująco
Miałem podobnie. Mój pierwszy to była taka dłubanina, drugi podobny do tego Twojego ze zdjęcia, tylko większy. Ale też dobrze się bawiłem. Pomyśl o tym jak o takim "innym lego"
Dostałem wiadomość z Amazona o zakończeniu wsparcia dla mojego kindla. Pacjent na zdjęciu - gdzieś z okolic 2013 r. Przyciski fizyczne. Brak ekranu dotykowego i podświetlenia. O innych bajerach nie wspominając. Ale wciąż sprawny i na moje potrzeby wystarczający. Bateria już nie trzyma tyle, co kiedyś, ale wciąż nie ma dramatu. Przez chwilę zakołatała mi w głowie myśl, aby wymienić go na nowszy. Ale zaraz pomyślałem - po co? Przecież działa. Mam na nim jeszcze pełno książek, których nie przeczytałem. Lubię go. No i chęć na wymianę mi przeszła. Póki żyje, zostaję ze staruszkiem
@szamaan mam ten sam model, ale że bateria już klękła po kilkunastu latach użytkowania, to kupiłem sobie inkbook, z podświetleniem i dotykiem. I wiesz co? Wróciłbym do starego kindla, ale pojawia się myśl - no to po co było kupować drugi....?
Mam wrażenie, że to King na autopilocie. Warsztatowo wszystko się zgadza - dialogi, postacie, konstrukcja scen - ale brakuje świeżości. Historia dzieci więzionych w tajnej placówce ma potencjał na coś naprawdę mocnego, a tutaj dostajemy raczej bezpieczną, momentami przewidywalną opowieść. Brakuje tylko zagubionego i uzależnionego pisarza, który uciekając przed przeszłością zmienia miejsce zamieszkania na małe miasteczko w Maine. Słuchając audiobooka zacząłem mieć problemy z koncentracją, kiedy fabuła zaczęła robić się przewidywalna i zbyt rozwleczona. Taka książka do przeczytania i odłożenia, bez większego ciężaru.
“[...] kiedy coś idzie nie tak, najpierw zawsze myślę, że to wina Lokiego. Oszczędza mi to mnóstwo czasu.” Thor
Mitologia nordycka opisana na tyle prosto i zrozumiale na ile się dało. Jak to w mitologii, historie są pełne podstępu i zdrady oraz w tym przypadku licznych zakładów, ale bywały również momenty zabawne. Całkiem przyjemnie się tego słuchało, chociaż czasami przynudzało i język był trochę suchy, ale tego należało się spodziewać w tej kategorii.
Całość mogłaby równie dobrze być zatytułowana “Intrygi Lokiego”, bo gdyby nie on, to nic ciekawego by się nie wydarzyło.
Dom Wydawniczy REBIS ogłasza dodruk książki Philipa K. Dicka i Raya Nelsona. "Inwazja z Ganimedesa" wróci na sklepowe półki 28 kwietnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą liczy 248 stron, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Ziemię podbili przybysze z Ganimedesa, obdarzeni zdolnościami telepatycznymi kosmici, którzy wyglądem przypominają wielkie robaki. Ludzkość bez szczególnego oporu ogłosiła kapitulację i jedynie nieliczne grupy partyzanckie podjęły walkę z okupantem. Doktor Rudolph Balkani, szef Biura Badań Psychodelicznych, odkrył sposób na pokonanie Ganimedejczyków. Stworzył urządzenie zniekształcające rzeczywistość, dzięki któremu ludzie mogą się wyrwać spod ich telepatycznej władzy. Niestety, Balkani jest wiernym sługą najeźdźców i nie zamierza pozwolić na to, żeby wynalazek został użyty przeciwko nim.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Stara baba napisała książkę o nastoletnich gejach dla nastoletnich dziewczynek. Bardziej poza strefą komfortu byłbym, gdybym dorwał wydanie z komentarzem księdza proboszcza.
To ta, co ostatnio się spłakała na swoim fanpage'u, że ludzie nie chcą czytać jej książek, a poza tym to pisać powinno się tylko po uzyskaniu licencji?
"OD DZIECIŃSTWA MARZYŁEM BY ZOSTAĆ GOŚCIEM OD KUNG-FU"
"Ucieczka z Chinatown" równie dobrze mogła by się nazywać "ucieczka od schematów". Książka napisana jest w formie scenariusza i jest satyra na rzeczywistość jaka dotyka wielu imigrantów azjatyckiego pochodzenia zamieszkujące chińskie dzielnice w USA.
Satyra ta jednak jest przykrywką dla przekazu o tym jak ludzie sami siebie wrzucają w pułapkę schematu. Nie ma znaczenia jakiego koloru masz skórę i jakiego jesteś pochodzenia jeżeli dążysz co celu którego motywacji nie potrafisz wyjaśnić. Uważam, że podobna tematykę poruszaja "Chłopi" gdzie każdy musi odegrać swoją rolę. Dlaczego? Tego nikt nie wie, po prostu już tak jest.
Na pewno jest to jedna z tych książek która pobudza autorefleksje i zastanawianie się nad sobą czy sami czasem unieszczesliwiamy się na siłę że względu na to, że otoczenie czegoś od nas wymaga i się męczymy dążąc do celu, który nic w naszym życiu nie zmieni, a jego osiągnięcie nie da nam spełnienia, jedynie uczucie pustki i bezsensowności. Podobnie jak miał główny bohater, kiedy został już wymarzonym od dziecka gościem od KUNG-FU.
Po za tym sama powieść bawi wielu momentach, kilka razy głośniej wypuściłem powietrze nosem po przeczytaniu dialogów, których humor idealnie wpasowuje się w mój. Minusem jest to, że powieść jest bardzo nierówna, miejscami trochę odpływa w rejony które za bardzo brzmią jakby autor pisał je pod wpływem jakiś substancji, przez co wychodzi trochę przerost formy nad treścią, ale z drugiej strony rozumiem zamysł który miał mieć wydźwięk oniryczny.
Przy okazji perspektywy Wielkanocy i niewątpliwego pokazu Znachora w telewizji (którego wcześniej widziałem zaledwie 1x w życiu) stwierdziłem, że warto będzie też zapoznać się z powieściowym pierwowzorem. Nie ma co przedstawiać fabuły, bo i tak niemalże każdy ją dobrze zna
To, co przy okazji książki rzuciło mi się w oczy, to zdecydowanie pełniejszy świat przedstawiony. Autor naprawdę dobrze pokazywał ówczesne życie, co siłą rzeczy przez ograniczony czas musiało zostać w sporej części wycięte z filmu. IMO na plus dużo bardziej życiowy, ale kompletnie niefilmowy sposób pokazania zakończenia. Niemniej nie żałuję, że w klasyku filmowym delikatnie zostało ono zmienione, bez tego nie byłoby takich pięknych memów xD
Na drobny minus to, że autor niezbyt dobrze radził sobie z chronologią wydarzeń i np. najpierw tuż po zniknięciu dra Wilczura szybko skończył wątek warszawski i kliniki wybiegając w parę lat później, po czym wrócił do Wilczura i "bieżących" wydarzeń. Podobnie wątek losów żony i dziecka trochę na siłę wepchnięty kolanem, zamiast jakoś ładniej do tego wrócić w retrospekcji w późniejszym czasie.
Na kolejne święta zdecydowanie polecam dla możliwości porównania sobie książki z wszystkimi trzema wersjami filmowymi
@bojowonastawionaowca znachor został napisany jako scenariusz ale nie chcieli mu go wówczas zekranizować. Więc wydał jako powieść i koniec końców powstal film. Najwierniejszą adaptacją jest ta pierwsza wersja (tej najnowszej nie oglądałem)
Tytuł: Trzymaj się z dala, kochanie. Opowieść o miłości w Afryce Wschodniej
Autor: Konrad Piskała
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Szczeliny
Format: książka papierowa
ISBN: 9788381353830
Liczba stron: 352
Ocena: 6/10
"Opowieść" to to nie była, po prostu zbiór opowieści i reportaży z wybranych 5 krajów regionu: niektóre dłuższe, inne krótsze, inne nieco dłuższe, większość przeciętnych, część niezłych, ale nic takiego zachwycającego - ba, parę razy nawet uznałem, że komentarze autora czy wchodzenie przez niego z butami w czyjeś życie było dosyć niestosowne i potencjalnie szkodzące. Ale przede wszystkim często są tylko liźnięciem tematu przez szybkę, gdzie aż prosiło się o szersze przedstawienie problemu (w zasadzie chyba tylko ugandyjska polityka wobec osób LGBT wyszła naprawdę dobrze).
Autor szuka odpowiedzi na pytanie, czym dla tamtejszych ludzi jest miłość. Ale mam wrażenie, że to szukanie jest dosyć wybiórcze - albo są to historie smutne, albo kontrowersyjne z punktu widzenia europejskiego czytelnika. Nie neguję tego, że życie miłosne w Afryce Wschodniej może być trudne i bolesne, ale jednak wolałbym zobaczyć cały jego przekrój, a nie tylko bardziej smakowite z niego kąski.
W dużym skrócie książka bez szału, ale za te parę złotych z promocji była nawet dobra. W cenie okładkowej nie polecam
Dobrze, że obyło się bez cytatu z Mandeli #pdk @Dziwen
@bojowonastawionaowca swoją drogą miałem kontakt z kilkoma książkami tego wydawnictwa i jak widzę ten jego symbol na okładce [ta grafika powycinana w obrazku], to jakoś z automatu mam wrażenie, że to musi być pod ocenę między 6, a 4 na 10.
Tytuł: Czekając na aresztowanie nocą. Relacja ujgurskiego świadka z ludobójstwa w Chinach
Autor: Tahir Hamut Izgil
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Znak Koncept
Format: książka papierowa
ISBN: 9788324094288
Liczba stron: 320
Ocena: 7/10
Ciąg dalszy książek kupionych dzięki polecajce promocyjnych @WujekAlien - tematyka bardzo dobrze mi znana, począwszy od 2014 roku i zamachów w Urumczi śledziłem wydarzenia w Xinjiangu na bieżąco, ale za tę cenę (bodajże dyszka) szkoda było książki nie wrzucić na półkę
Na początek małe wyjaśnienie - Xinjiang (po polsku Sinciang, acz ja zdecydowanie wolę używać oryginalnej nazwy) to najbardziej na zachód wysunięta prowincja Chin, będąca jednocześnie jednym z kilku regionów autonomicznych. Ludność tamtejszego obszaru to Ujgurzy, będący w większości muzułmanami i przynależący do ludów tureckich, których chińscy Hanowie chcą odnarodowić, na co radykalni Ujgurzy starali się odpowiedzieć terrorystycznymi atakami, na co restrykcje wymierzone we wszystkich Ujgurów zaczęły się nakręcać (szczególnie od czasów regionalnego przywódcy Chena Quanguo).
Autor jest ujgurskim intelektualistą i tylko dzięki temu i swoim znajomościom zdołał uciec z Chin na zachód i opublikować swoje wspomnienia z życia w swojej ojczyźnie, gdzie wszyscy Ujgurzy stopniowo, ale nieuchronnie ludzie są poddawani coraz silniejszym restrykcjom, na czele z odbieraniem paszportów i byciem zatrzymywanym bez żadnego wyroku i wysyłanym do obozów reedukacyjnych - ten los spotkał przynajmniej 1-2 miliony z nich (na 10-milionową społeczność). Wielu więcej pierwszoosobowych relacji z życia pod takim zacieśniającym się kagańcem nie ma i chociażby z tego względu warto się z książką zapoznać.
Książka pokazuje bardzo dobitnie jak represje i kontrola społeczna w Xinjiangu są niestety skuteczne. Analogicznie sytuacja miała miejsce w Tybecie, na nieco mniej drastyczną skalę również w Mongolii Wewnętrznej. Chiny to nie tylko piękne turystycznie miejsca czy niebywały rozwój technologiczny i o tej ciemniejszej stronie "rozwoju" (bo Ujgurzy byli i są również wykorzystywani w formie pracy przymusowej w tamtejszych zakładach przemysłowych) warto pamiętać.