Trzeci tom trochę kręci się wokół stałych schematów i trochę jakoś tak za mało się w nim dzieje. Pierwszy Żniwiarz powrócił ale wygląda na to że Żniwiarze mają większego wroga - władcę innych demonów - Niję. Żniwiarze nie są pewni czy powinni zjednoczyć się z Pierwszym przeciwko wspólnemu wrogowi czy to Pierwszy próbuje ich podejść. Ale faktem jest że coraz częściej zdarza się że zwyczajni ludzie widzą nawich.
Akcja nie domyka się w tym tomie więc żeby poznać zakończenie trzeba czytać kolejne tomy. Ale generalnie spoko książka do słuchania podczas codziennych obowiązków.
Odkąd zaczęła mi się jazda z przeprowadzką nie tknęłam żadnej książki ani ebooka, ani audiobooka. W dodatku nie miałam czasu dodać do tagu te które udało mi się skończyć. W tym tygodniu zaczęłam w końcu kolejną książkę (chociaż nie za wiele mam czasu na czytanie) więc wypada dodać w końcu te ukończone. Ale nie będę się rozpisywać z powyższych przyczyn.
Na pierwszy ogień idzie Ken Follet i prequel "Filarów Ziemi" czyli "NIech stanie się światłość" Jak to w prequelu cofamy się w przeszłość i poznajemy początki osady Kingsbridge na początku noszącej nazwę Dreng's Ferry. Osiedla się tam młody szkutnik z matką i braćmi kiedy po najeździe Wikingów na jego rodzinną wioskę ginie jego ojciec. Losy młodego Edgara splatają się z losami lady Ragny, która przybyła z Normandii po poślubieniu rządzącego Shiring Wilwulfa. Trzeci bohater to mnich Alfred, który marzy o założeniu bibliotekiw Shiring. Oczywiście trójce głównych bohaterów bruździć będą źli ludzie, których można będzie pokonać tylko podstępem, sprytem i dyplomacją. Nie jest to może jakaś super wielka literatura ale czyta się bardzo przyjemnie
@serotonin_enjoyer mega mi się podoba ta seria, może po prostu trafia w mój gust czytelniczy poniewierania bohaterem jak szmatą, żeby tenże siłą walki i uporem dotarł dalej niż miał pisane
Tytuł: Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka
Autor: Swietłana Aleksijewicz
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: książka papierowa
ISBN: 9788375368505
Liczba stron: 512
Ocena: 8/10
Książka opowiada o zmianie ustrojowej w rosji z perspektywy ludzi którzy byli świadkami tego okresu. Ale sporą część książki zajmują opowieści z wcześniejszego okresu, nawet do lat 30.
Z książkami Aleksijewicz mam pewien problem. Mam wrażenie że opowieści swoich rozmówców nie przepisuje wprost lecz mocno redaguje je opowiadając swoimi słowami. Tu aż tak mocno tego nie czuć ale w "Cynkowych chłopcach" to bardzo mi się to rzucało w oczy. A druga rzecz która mnie mocno denerwuje to sposób w jaki mówią rozmówcy. Oni nie mówią tylko jęczą jak im źle. I tak samo tutaj to jeszcze idzie wytrzymać to w "Cynkowych chłopcach" to wymęczyło mnie strasznie. No ale akurat moje odczucia są mocno subiektywne więc ktoś może to widzieć całkiem inaczej.
Ponarzekałem trochę na formę ale mimo to książka jest świetna i warto się z nią zapoznać. Gdyby była tylko o czasach po roku 90 to pewnie oceniłbym ją sporo niżej, ale na szczęście tak nie jest. Dostajemy sporo wspomnień z czasów gdy radziecki aparat opresji działał na pełnych obrotach. I bardzo fajnie dzięki temu widać jak rosjanie zapominają o tym, albo nawet czasem usprawiedliwiają dawny reżim i jak tęsknili za kimś takim kim stał się w przyszłości putin. Coś niepojętego. Niektóre historie po prostu wbijają w fotel. Zarówno te starsze jak i z czasów transformacji. Autorka stara się być obiektywna ale czuć lekko że i ona lekko tęskni za czasami schyłku ZSRR.
Na pewno nie jest to książka miła w odbiorze. Cytując klasyka: Niby się człowiek brzydzi a wzroku oderwać nie może.
Dlatego napisałem ze to moje subiektywne odczucia. Ale średnio mi się chce wierzyć że byli żołnierze (Cynkowi chłopcy) czy ludzie mieszkający na ulicy mówią o swojej historii tak elokwentnie i z opisem swoich uczuć
Próbowałem znaleźć info to tej ostatniej kobiecie co wyjechała za morderca ze snu na środek Syberii, niestety mi się nic nie udało znaleźć, ktoś miał więcej szczęścia?
Kolejna po Białej gorączce książka Jacka Hugo-Badera o Rosji którą czytam i kolejna znakomita.
Opowiada ona o wyprawie autora traktem kołymskim, z Magadanu do Jakucka. A jest to dosyć fascynująca trasa bo ma lekko ponad 2000km i w zasadzie jest jedyną drogą na terenach przez które przebiega.
Można powiedzieć że naprawiono błędy z poprzedniej książki. Więcej jest faktycznej podróży autora, oraz nie ma takiego skakania po tematach tylko skupienie się na opowieściach o ludziach spotykanych po drodze. Dowiadujemy się nie tylko jak obecnie żyją ludzie wzdłuż tej drogi ale też historii z obozów na tym terenie. A trzeba wspomnieć że w przeszłości znajdowało się tam masa obozów do których zsyłano więźniów, w tym Polaków.
Bardzo mi siadła ta historia. Z jednej strony fascynujące jest w jak ciężkich warunkach muszą żyć tam ludzie. I jakie piekło potrafili urządzić własnym rodakom. Z drugiej strony człowiek bardziej docenia że u nas nie jest tak źle xD
@Pstronk jednym z powodów dlaczego jestem wkurzony na Rosję to, że nie można po niej teraz jeździć za bardzo będąc Polakiem. Chciałem z ojcem jechać koleją transsyberyjską na jego 60 urodziny to zaczęło im odwalać. A mnie bardzo fascynuje temat Syberii, tajgii, tej drogi na wschód.
Nie ukrywam, że przez reportaż „Głód” potrzebowałem przeczytać coś bardziej przyjemnego w odbiorze. Dlatego zdecydowałem się na „Witajcie w księgarni Hyunam-Dong” i był to strzał w dziesiątkę - to powieść, którą określiłbym mianem „komfortowej”. Spotkałem się też z zaklasyfikowaniem jej do gatunku „healing” - co było dla mnie czymś nowym i co dodatkowo zachęciło mnie do lektury. Po przeczytaniu rozumiem, dlaczego otrzymała taką etykietę.
Yeong-ju, główna bohaterka, była zmęczona pracą w korporacji oraz swoim związkiem. Postanowiła rzucić wszystko i otworzyć małą księgarnię - wydaje się spełnieniem marzeń (sam chciałbym prowadzić przytulną kawiarnio-księgarnię), mimo że początki nie należą do najłatwiejszych. Do tego stopnia, że właścicielka księgarni odstraszała potencjalnych klientów, siedząc sama i nieco użalając się nad swoim losem. Z czasem jednak poznaje przyjaznych ludzi i wszystko zaczyna się układać. Aż za bardzo.
Warto odpowiednio podejść do tej powieści. Fabuła wydaje się trochę naiwna i trzeba zawiesić niewiarę w niektóre sytuacje, które spotkały główną bohaterkę, żeby czerpać przyjemność z historii. No ale wydaje mi się, że o to właśnie chodzi - że czytanie o wychodzeniu obronną ręką z mniejszych i większych problemów ma pocieszać, oferować nadzieję, że w naszych życiach, o ile z czymś się w danym momencie zmagamy, sprawy też mogą zostać poukładane.
Brak tutaj niespodziewanych zwrotów akcji, brak mrocznych sekretów i tajemnic, za to jest tutaj sporo przemyśleń głównej bohaterki, które niekiedy męczą. To jednak prosta, niewymagająca lektura, raczej nie stymulująca umysłowo. Ot, czyta się to tak, jak ogląda jakiś sitcom.
Powieść oferuje także zaznajomienie się z niektórymi zwyczajami południowych Koreańczyków, co mi się spodobało. Nie ma tego wiele, ale stanowi fajne urozmaicenie.
(sam chciałbym prowadzić przytulną kawiarnio-księgarnię)
No to do dzieła. Mnie drażni czasem to, że wieczorem średnio jest gdzie wyjść, jeśli nie ma się ochoty na alkohol. W Krakowie, gdzie czasem bywam, jest kilka kawiarnio-księgarni i to są za⁎⁎⁎⁎ste dla mnie miejsca z klimatem. Sprzedaż książek papierowych raczej rosła nie będzie, ale dzięki takim miejscom czytanie, zwykle czynność raczej wykonywana w samotności, nabiera aspektu społecznego i moim zdaniem takie miejsca mają przyszłość. Do tego jakieś cykliczne kluby książki i ludzie będą przychodzić, nawet jeśli kawa będzie droga, no z czegoś całość trzeba utrzymać. Trzymam kciuki, że kiedyś Ci się uda.
Wybierając książkę do czytania zauważyłem że już długo nie czytałem nic fantasy. Chwilę poszperałem w zapisanych tytułach i wybór padł na Szóstkę Wron. Wysokie oceny były dosyć zachęcające. Zaciekawiło mnie też że jest to książką young adult. I w sumie chyba nigdy nie czytałem nic z tego nurtu, a że mentalnie nadal jestem nastolatkiem to cóż szkodzi spróbować xD O matko jak się pomyliłem.
Fabuła książki jest prosta jak drut. Pewien gang zostaje wynajęty do odbicia z więzienia człowieka który zna recepturę narkotyku który w znaczący sposób zwiększa możliwości magów z tego świata. Jak się łatwo domyśleć ekipa składa się z sześciu osób. A więzień znajduje się w najbardziej strzeżonej i oczywiście nigdy nie zdobytej twierdzy na północy.
Coś czuję że moje pierwsze spotkanie z young adult będzie moim ostatnim xD Książka była by pewnie lekko bardziej strawna gdyby bohaterowie byli ludźmi w adekwatnym wieku. Wszyscy bohaterowie mają pomiędzy 16-18 lat. I to tak strasznie zgrzyta że aż mnie zęby bolą. Nastolatkowie którzy zachowują się jakby byli starymi wyjadaczami. Szef bandy planujący o krok przed wszystkimi, poruszający się o lasce 17 latek. Oczywiście tajemniczy i niedostępny. Dwie bohaterki w wieku 17 lat zdążyły już być pracownicami burdelu, w tym jedna jest legendarną zabójczynią w mieście. Najstarszy 18 latek też już zdążył być oficerem a od roku siedzi w miejscowym więzieniu gdzie walczy z różnymi zwierzętami na arenie. Czujecie ten klimat xD. No nie byłem w stanie brać tego na poważnie. I tak jest we wszystkim. Żeby dostać się do twierdzy wystarczy wskoczyć do transportu więźniów, bezproblemowa ucieczka z celi, a później Żydowski sposób na ucieczkę czyli przez komin i już możemy brykać po całej twierdzy. Albo następna rzecz. Twierdza z której należy odbić chłopa należy do ludu takich wikingo-niemców którzy pragną czystości ludzkości i nie tolerują magów. Oczywiście. No i raz w roku mają święto gdzie zaprzysięgają nowych kadetów w centrum twierdzy gdzie znajduje się święte drzewo. Są wtedy takie jakby dni otwarte gdzie wpuszczani są goście. No i jak myślicie kogo zaproszono żeby robiły za damy do towarzystwa dla wyższych oficerów? No przecież oczywiste że burdel z miasta naszych bohaterów w którym pracowała jedna z bohaterek xD Jak to zostanie wykorzystane przez ekipę nie będę podpowiadał bo zaskoczenia tu nie ma.
Tak czytam i czytam i myślę sobie: co tu się odpierdziela? Skąd te oceny? Wchodzę w komentarze na lubimyczytac i sprawa się wyjaśniła. Zachwycone są młode dziewczyny. Okazuje się że nie ja jestem targetem. No ale czy to znaczy że można wyłączyć myślenie?
Z plusów trzeba powiedzieć że czyta się całkiem dobrze więc nie jest to całkowita droga przez mękę. Akcja kończy się cliffhangerem i mamy następna książkę ale raczej nie skorzystam.
Nazwijcie mnie mizoginem, ale jeżeli pod postem dot. danej książki, np. na FB komentarze płci żeńskiej stanowią 90% całej puli, to mamy do czynienia z książką tego właśnie typu. Stosuję się do tej metody i zrobiłem od niej wyjątek tylko raz: dla "Wampirzego cesarstwa", które było do zgarnięcia w ŚK za grosze. No i co? Metoda miała rację - straszny kupsztal.
Harold Fry, staruszek którego życie jest typowo emerycko-brytyjskie, pewnego dnia dostaje list od dawno niewidzianej znajomej, w którym ta informuje go że umiera na raka. W pierwszej chwili Harold postanawia po prostu na niego odpisać, ale nie do końca wie jak, więc wybiera się na pocztę aby to przemyśleć. W drodze do placówki zdaje sobie sprawę, że nie zawrze w liście tego co czuje że musi jej powiedzieć, do tego pracownica stacji benzynowej opowiada więc ubrany w koszulę, prochowiec i buty jachtowe rozpoczyna marsz z samego południa Anglii na jej odległą północ wierząc, że jego dawna przyjaciółka będzie na niego czekać i utrzyma się dzięki temu przy życiu. W trakcie drogi Harold rozpamiętuje swoje małżeństwo, ojcostwo, pracę, relacje z rodzicami, spotyka mnóstwo ludzi którzy mu się zwierzają, i swoim tempem idzie na północ.
Dość znany koncept - człowiek, droga, przemiana. W książce, jak na mój gust, jest zbyt wiele zbyt barwnych opisów. Nie jestem typem człowieka który lubi pławić się w opisach odcieni kolorów otoczenia, a one sprawiały że potwornie długo szło mi czytanie. Końcówka książki zaskakuje i mocno wzrusza, więc w mojej opinii warto było przez to przebrnąć.
Napisałem książkę. Prawie gotowa, brakuje kilku elementów. Jeśli ktoś jest zainteresowany to ja zbieram feedback. Proszę wiadomość na priv. Udostępnie do przeczytania chętnym już teraz. Jak skończę to będzie do pobrania na otwartej licencji.
"Praktyczny przewodnik po życiu i śmierci"
Niezastąpiony podręcznik dla zdezorientowanych istot biologicznych próbujących zrozumieć mechanizmy swojej egzystencji
Książka wyjaśnia biologiczne podstawy lęku przed śmiercią i pokazuje, dlaczego umieranie jest warunkiem życia - od mechanizmów ewolucyjnych po naturę ludzkiej świadomości. Autor dzieli się praktycznymi sposobami radzenia sobie z traumą, cierpieniem i utratą, czerpiąc z psychologii, buddyzmu i własnych doświadczeń.
Końcowy wniosek jest prosty: najważniejsze w życiu to być dobrym człowiekiem i zachować spokój w obliczu nieuniknionych trudności.
„Do sprzedaży trafił właśnie wrześniowy numer "Nowej Fantastyki". Jego okładka reklamuje powieść "Księga innych miejsc" Keanu Reevesa i Chiny Mieville'a wydaną nakładem Prószyńskiego i S-ki.
W tym wydaniu mamy nie jeden gwóźdź programu, ale całą naładowaną gwoździarkę. Na początek: relacja Magdy Kozak - fantastycznej pisarki, ale też pani podpułkownik Wojska Polskiego i kierowniczki Centrum Medycyny Lotniczej - z przylądka Canaveral, z przygotowań do wylotu misji Axiom-4, w której wziął udział nasz astronauta, Sławosz Uznański-Wiśniewski.
Ponadto w dziale publicystyki proponujemy artykuł o przeszkodach, które sprawiają, że nie spełniły się jeszcze piękne wizje robotów wyręczających nas na potęgę w pracach domowych i drugi dla odmiany o robotach zaprzęgniętych do eksploracji miejsc szczególnie nieprzyjaznych ludziom, na Ziemi i w kosmosie. Jak widać, maszyny lepiej odnajdują się w żrącej atmosferze Wenus niż w przeciętnym zabałaganionym pokoju. Czeka nas Was również nowy odcinek Lamusa, a także wywiad ze znakomitą, obsypaną nagrodami pisarką T. Kingfisher. A to wszystko obficie okraszone felietonami i recenzjami.
W dziale opowiadań zaledwie trzy teksty, ale za to jakie! Cały dział polski wypełnia "Niewiedźma" Aleksandry Janusz, czyli tegorocznej laureatki Nagrody im. Janusza A. Zajdla. W dziale zagranicznym zaś nowy tekst Laviego Tidhara oraz coś bardziej retro autorstwa brytyjskiego pisarza Williama Fryera Harveya.
"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Przypominamy, że od tego miesiąca pojawimy się w nowych kanałach dystrybucji - m.in. w salonikach prasowych sieci Trafika i Świat Prasy. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej tradycyjnie promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru "Pan Gawen i Zielony Rycerz" J.R.R. Tolkiena lub "Blask fantastyczny" Terry'ego Pratchetta.
NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.
Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:
Słyszałem dużo dobrego o reportażach Jacka Hugo-Badera to pomyślałem że sprawdzę.
Pierwsza połowa książki opowiada o wyprawie autora ruską terenówka z Moskwy do Władywostoku zimą. Ale nie jest to opis samej drogi a ludzi których odwiedza po drodze. I są to przeróżne postacie. Narkomani, chorzy na aids, ludy koczowniczy Syberii, szamani, mieszkańcy miasta sekty, bezdomni. Trochę szkoda ze samej podróży nie ma aż tak dużo. A myślałem że będzie więcej a tu nagle zaczyna się druga część książki która jest zbiorem już mniej powiązanych historii podróży głównie z byłych krajów byłego ZSRR. Historia katastrofy górniczej w Donbasie, Mołdawia (bardzo mocna historia), Krym, Nadniestrze, Wyprawa po Bajkale czy Dzień z życia moskiewskiego bezdomnego.
Wspaniała jest to książka. Czytając ją czujemy cały ten brud i syf upadłego ZSRR. Z jednej strony jest to fascynujące ale z drugiej strony mocno depresyjne. Bardzo dobrze uchwycił to Mariusz Szczygieł we wstępie do książki. Jacek Hugo-Bader wchodzi za nas tam gdzie bali byśmy się zapuścić.
Szkoda tylko że autor nie rozpędził się z opisem drogi do Władywostoku bo coś czuję że z tego materiału by było na osobna książkę.
A faktycznie. Ale nawet nie skojarzyłam jego poglądów bo w książkach na pewno tego nie czuć. Czytam teraz Dzienniki kołymskie i jak na razie sa chyba jeszcze lepsze. Więc może lepiej przeczytać i samemu sobie wyrobić zdanie
Pamiątki z Helu 😏, ceny na kiermaszach takie że grzech nie wziąć.
#hejtoczyta #ksiazki
PS. Po wielu latach postanowiłem dać polskiemu wybrzeżu szansę i kończąc backpackeski trip po Islandii spędzić na tutejszym kampie trzy dni. I ziobro zdziwienia, jakieś polskie robactwo zajumało mi z wspólnej toalety powerbank z kablem i ładowarką, całe szczęście że przedostatniego dnia więc nie ma dramatu, ale mam dość tego miejsca na kolejne dwie dekady.
Tytuł: Historia Polski od 11 listopada 1918 do 17 września 1939
Autor: Stanisław Cat-Mackiewicz
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Universitas
Format: e-book
ISBN: 9788324237401
Liczba stron: 548
Ocena: 8/10
Tytuł mówi sam za siebie ale warto doprecyzować że książka bardzo mocno skupia się na polityce. A można nawet iść o krok dalej i powiedzieć że jest to książka o Piłsudskim. Autor twierdzi że ważną postacią w niej jest też Dmowski, ale faktycznie jest go nieporównywalnie mniej od marszałka. I nie powinno to dziwić bo autor jest zdeklarowanym Piłsudczykiem i był posłem na sejm z ramienia BBWR. Był też właścicielem i redaktorem naczelnym dziennika "Słowo" wydawanego w Wilnie.
Jest to fascynująca książka. Pisana na świeżo na początku wojny już z Anglii. Autor pozbawiony swoich materiałów i książek które zostawił w Polsce opisuje wszystkie zdarzenia i daty z pamięci. Z jednej strony jest to imponujące ale z drugiej strony często myli daty o kilka dni. Ale na szczęście do każdej takiej pomyłki jest przypis ze sprostowaniem. Ciekawe że nie zdecydowano się po prostu zredagować te błędy. Ale mimo tego czyta się świetnie. Język jest bardzo żywy i emocjonalny. A przy okazji jak się można domyśleć po życiorysie autora trochę nieobiektywny. Czuć że Piłsudski jest trochę podkolorowany. Oraz Walery Sławek. Chociaż potrafi też wytknąć im błędy. Ale za to Rydza-Śmigłego jedzie jak burą sukę xD
I jedno trzeba przyznać autorowi że jego analizy czy to sytuacji międzynarodowej czy wewnątrz kraju są zaskakująco trafne i trafiają prosto w sedno sprawy.
Książkę z pewnością warto przeczytać ale przy okazji uzupełnić czymś bardziej krytycznym.
@Pstronk żałuję że Cata jest tak mało w polskiej edukacji (o ile w ogóle w niej jest).
Rzucenie takiego hasła, jak „cud nad Wisłą”, było majstersztykiem dziennikarstwa. Można się na tym uczyć wielkich dziennikarskich uderzeń, podsunięcia, zasugerowania narodowi pojęcia przekonania, w które ten naród uwierzy; ta sugestia miała cel określony, całkiem inny i niezależny od bogobojno-podniosłego nastroju, który wyrazy „cud nad Wisłą” otacza. Rzucenie hasła „cudu nad Wisłą” w intencji zeskamotowania Piłsudskiemu politycznych owoców jego zwycięstwa, może nas pouczyć, w jak decydujący sposób prawdziwie utalentowany dziennikarz wpłynąć potrafi na bieg wypadków i postawę opinii publicznej.
O to to. Mnie wyrwało z kapci jego wyjaśnienie dlaczego Litwini się od nas odsunęli mimo że byliśmy kiedyś jednym państwem i porównanie tego do rozwodu.
Tytuł: Krótka historia niczego. Kryminał filozoficzny
Autor: Jim Holt
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Format: e-book
ISBN: 9788377054130
Liczba stron: 376
Ocena: 6/10
Autor próbuje rozwikłać zagadkę dlaczego istnieje raczej "coś" niż raczej "nic", czyli dlaczego istnieje wszechświat zamiast pustki. W tym celu przeprowadza wywiady z kilkoma naukowcami oraz filozofowami. Obecność tych filozofów zdradza sam tytuł. Sam autor jest też filozofem.
I w sumie z tą filozofią mam największym problem. Bo jak się łatwo domyśleć ciężko znaleźć naukowe dowody na zadane pytanie. Pojawiają się oczywiście teorie naukowe związane z mechaniką kwantową ale niestety nie ma tego aż tak dużo. Więc większość książki to teorie próbujące opierać się na logice lub całkiem dziwne typu że oprócz materii istnieje wymiar matematyczny. Czyta się to całkiem dobrze i ale jakoś nie mogę dać wyższej oceny bo jakoś nie czuję się dzięki niej mądrzejszy
Zacznę od tego, że żałuję, iż wątek Niezwyciężonego pozbawionego superbohaterskich mocy nie został pociągnięty dłużej. Myślę, że to byłoby ciekawe, móc wejść w psychikę postaci, która do tej pory była, no cóż, niezwyciężona, i nagle przestała nią być - nie jest supersilna, tylko zwyczajnie silna jak młody mężczyzna, więc do przeniesienia kanapy potrzebuje dodatkowej osoby. Nie jest superszybka, więc na zakupy musi pojechać komunikacją zbiorową albo samochodem, co wiąże się z korkami. To drugie akurat trochę nadrobiła Atom Eve, która również niejako została pozbawiona możliwości używania swoich mocy.
A tak to ciąg dalszy tego samego, tyle że więcej: Niezwyciężony podejmuje decyzje, które w jego mniemaniu są słuszne, a gdy okazuje się, że wcale tak nie jest (ponieważ został oszukany bądź źle ocenił sytuację), to łapie ogromnego doła i zaczyna wątpić w samego siebie, w to, czy powinien być dalej superbohaterem et cetera. To jak najbardziej jest ciekawe zagadnienie, jednakże powtarzane w praktycznie każdym tomie... Z drugiej strony rozumiem rozterki głównego bohatera - sam często wątpię, czy to, co robię hobbystycznie, ma jakikolwiek sens. Jednak na Niezwyciężonym ciąży o wiele większa odpowiedzialność, gdy przez jedną taką „pomyłkę” mogą zginąć setki tysięcy czy nawet miliony osób.
Powraca też jeden ze starych (nie)przyjaciół. Doszedłem do wniosku, że superbohaterowie nie powinni zakładać rodzin, które zawsze stanowią ich słabe punkty. Jeśli nie możesz pokonać superbohatera, zagroź jego bliskim. To z kolei doprowadza mnie do innej konkluzji - superbohaterowie powinni zabijać superłotrów. Gdy widzę, że superzłoczyńca kolejny raz wydostaje się z więzienia i atakuje ludzi, dochodzi do kolejnej walki pomiędzy łotrem a bohaterem, w trakcie której cierpią miasta i ich mieszkańcy, to jestem zdania, że herosi powinni doprowadzać sprawy do końca. Może byłoby to dobitną przestrogą, że nie ma co zadzierać z superbohaterami, gdy najpewniej skończy się to śmiercią, a nie zamknięciem w więzieniu, z którego prędzej czy później uda się uciec.
Spodobała mi się drobna sugestia ze strony autora, w jednej scenie, zapowiadająca kolejną interesującą mnie historię. Na tyle interesującą, że po skończeniu tego tomu zacząłem czytać kolejny.
I szczęśliwie wątek, który zajął połowę poprzedniego tomu i który niemożebnie mnie wynudził, nie został wyjaśniony/wprowadzony na marne.
To z kolei doprowadza mnie do innej konkluzji - superbohaterowie powinni zabijać superłotrów. Gdy widzę, że superzłoczyńca kolejny raz wydostaje się z więzienia i atakuje ludzi, dochodzi do kolejnej walki pomiędzy łotrem a bohaterem, w trakcie której cierpią miasta i ich mieszkańcy, to jestem zdania, że herosi powinni doprowadzać sprawy do końca.
Polecam komiks "Batman: Under the Hood" lub film animowany "Batman: Under the Red Hood". Trochę zahacza on ten temat.
edit: Jak nie chce ci się czytać albo oglądać to mogę poszukać na YT fragmentu z najważniejszym dialogiem.
„Do sprzedaży trafił sierpniowy numer "Nowej Fantastyki". W tym wakacyjnym wydaniu, z okazji niedawnej premiery nowego filmu o Człowieku ze Stali, przeczytacie fascynującą historię, jak w 1946 roku Superman przyczynił się do klęski zbrodniczego Ku Klux Klanu. Przyjrzymy się też anime "Władca Pierścieni: Wojna Rohirrimów" i temu, jak od czasu premiery trylogii Petera Jacksona zmieniło się postrzeganie twórczości J.R.R. Tolkiena. W tym numerze świętujemy też 35-lecie zaprzyjaźnionego z nami wydawnictwa Rebis, które dosłownie od pierwszego opublikowanego przez siebie tytułu było związane z fantastyką - z tej okazji przeczytanie u nas wywiad z prezesem Tomaszem Szponderem. Drugą rozmowę w tym numerze przeprowadziliśmy z ukraińską pisarką Natalią Matoliniec.
W dziale prozy mamy dla Was aż osiem opowiadań - pięć polskich i trzy zagraniczne - a wśród ich autorów m.in. Wojciech Szyda i Andrzej Miszczak. Przy okazji możemy już teraz uchylić rąbka tajemnicy: za miesiąc zaprezentujemy Wam najnowsze opowiadanie tegorocznej laureatki Nagrody Zajdla, Aleksandry Janusz!
Ponadto w numerze znajdziecie tradycyjnie pokaźną porcję felietonów, trzecie spotkanie z nietypowym superbohaterem Ćmą oraz recenzje książek, komiksów i filmu.
"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej tradycyjnie promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru "Misery" Stephena Kinga lub "Do jasnej Anielki! Balkony i demony" Sylwii Dec.
NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.
Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:
Jak sam tytuł wskazuje książka to dosyć pobieżny opis historii religii.
I od razu trzeba wspomnieć że coś z połowa to opis chrześcijaństwa. A jak podepniemy pod to judaizm i islam jako religie abrahamowe to sporo ponad połowa. Wydaje się to dosyć rozczarowujące jeśli ktoś chciał się dowiedzieć coś więcej o mniej znanych wierzeniach. Ale z drugiej strony jest to dosyć logiczne bo są to religie najbardziej znaczące i z największą liczbą wierzących. Ale i tak można się sporo dowiedzieć o wierzeniach azjatyckich.
Samo chrześcijaństwo też dosyć ciekawie opisane, z dosyć dużym skupieniem się na różnych odłamach.
@Pstronk Kurczę, szkoda, że książka zdominowana przez chrześcijaństwo. Aż by się chciało poczytać o wierzeniach Indian, Majów, Azteków, ludów afrykańskich...
Jakiś czas temu pomyślałem sobie że chcę mieć na półce książkę z historią polski. I to jedną ale porządną. Po krótkim zbadaniu tematu padło na pozycję pana Daviesa. Strzelam że nie tylko ludzie interesujący się historią kojarzą tego pana.
Z jednej strony to ta książka mnie trochę rozczarowała. Bo jeśli ktoś tak jak ja spodziewał się takiej typowej książki historycznej gdzie poznajemy daty bitew, życiorysy władców, przebieg wojen to nie tędy droga. Znaczy się tego też jest trochę ale dosyć pobieżnie. Autor bardziej skupia się na historii polski od strony tego jak działało państwo. Czytając miałem wrażenie że powinienem już znać daty i postaci wcześniej. Co jest w porządku kiedy faktycznie już jesteś zaznajomiony z historią polski. Ale książka ta była kierowana do czytelnika zachodniego więc jest to nieco dziwne.
No a z drugiej strony zachwyciła mnie właśnie dzięki temu że można spojrzeć na historię polski głębiej i zrozumieć jak doszło do niektórych rzeczy od kuchni.
I dzięki niej już wiem że od czytnika nie ma odwrotu, bo przez swoje rozmiary czytanie jej zajęło mi sporo więcej niż gdybym czytał w wersji elektronicznej.
Polecam również "Zaginione Królestwa" pana Daviesa. Każde państwo w tej książce to oddzielny rozdział, także można czytać na raty i niepokolei. Dużo ciekawych przykładów od państw znanych jak ZSRR, czy Wolne Miasto Gdańsk, po takie wynalazki, jak czterodniowe państwo Karpato-Ukraina.
@Olsen Żona kupiła mi na pierwsze moje urodziny jak byliśmy razem. Nie miałem serca powiedzieć jej, że już mam.
Przy pierwszej przeprowadzce ogarnęła, że jest podwójnie
A takie państwa efemerydy to szalenie ciekawy temat. Kto z Polaków w ogóle słyszał np. o Republice Radomskiej albo państwie Karpieńskim (tereny Gór Złotych w Sudetach)