W tym tomie jest już lepiej. Akcja posuwa się trochę do przodu. Żniwiarze i reszta rodziny Wojnów i ich przyjaciół starają się chronić mieszkańców miasteczka przed naporem demonów, Pierwszy jak zwykle coś knuje, Paulina jest rozdarta między lojalnością do wujka a chęcią nauczenia się czegoś od Pierwszego i stara się nie dać mu wykorzystać do jego własnych ukrytych celów. Końcówka jak zwykle wskazuje że będzie kolejny tom.
Próbowałam pierwszy tom, ale nie dotarłam do połowy. Mimo, że się zmusiłam, bo niby polskie, sielskie, mówią że dobre - infantylnie napisane i nieciekawe. Może po prostu nie dla mnie.
@alaMAkota Ja to traktuje jako lekka lekturę do sluchania podczas prac domowych. Nie powiedzialabym ze ma jakies ekstra zalety ale nie ma wielu wad ktore mnie drażnią w książkach. Wiec jak dla mnie ksiazka poprawna.
Dziś recenzje nie będą długie. Ledwie znajduję czas ostatnio na czytanie/słuchanie książek. Udało mi się kilka skończyć ostatnio i chcę je dodać przed końcem roku bo niedługo podsumowanie.
"Droga dusz" to kolejny tom cyklu o żniwiarzach Pauliny Hendel. Ten tom mniej przypadł mi do gustu. Fabuła dzieje się w dwóch miejscach - w Wiatrołomie gdzie wpływy Nii i jego demonów są coraz silniejsze i w Zaświatach gdzie trafia Paulina, główna bohaterka po kolejnej śmierci. Niestety wątek Zaświatów według mnie słabo rozegrany i trochę nudny. To jak rodzina Wojnów radzi sobie z coraz groźniejszą sytuacją w miasteczku też nie bardzo popycha akcję do przodu. Miałam wrażenie że książka jest nadmiernie rozwleczona i można ją było połączyć z innym tomem. Niemniej jednak cała historia mnie już troszkę wciągnęła, trochę przyzwyczaiłam się do bohaterów więc nie słuchało mi się jakoś mocno źle.
Tytuł: Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze
Autor: Łukasz Lamża
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: e-book
ISBN: 9788380499638
Liczba stron: 224
Ocena: 8/10
Książka którą powinien przeczytać każdy kto używa mediów społecznościowych i może spotkać się z teoriami przedstawionymi w książce lub chciałby mieć jakieś podstawy do wyjaśniania szurów. Przedstawione są najpopularniejsze teorie dla ludzi "co wyłączyli telewizor i włączyli myślenie". Autor piszę że to każdego tematu podchodzi z otwartą głową ale gdy czytamy założenia danej teorii to nie można się złapać za głowę. Oprócz tego mamy przy okazji coś co jest chyba nawet ważniejsze czyli wyjaśnienie w jaki sposób prowadzone są badania naukowe. Dzięki temu mamy dzieło kompletne dotykające problemu z każdej strony.
Muszę przyznać że lubię autora za jego cykl Czytamy naturę na youtubie bo świetnie się go słucha. A teraz wiem że autorem książek jest równie sprawnym. Bardzo przyjemnie się czyta.
Polecam sprezentować przy najbliższych świętach każdemu fanowi chłopskiego rozumu xD
Książka opowiada o następstwach wojny nuklearnej. Na początku lat 60 wybucha wojna która szybko się kończy. Cała półkula północna zostaje zniszczona w wyniku użycia bomb kobaltowych. Faktycznie istnieją podstawy teoretyczne do budowy takiej bomby ale nikt do tej pory tego nie sprawdził. Bomba taka dużo mocniej potrafi skazić teren promieniowaniem. No i właśnie cała północ zostaje skażona. Ale zegar tyka ponieważ skażenie powoli przesuwa się na południe. Poznajemy losy kapitana amerykańskiej łodzi podwodnej oraz oficera australijskiej marynarki w realiach czekania na nieuniknione w mieście które prawdopodobnie podda się ostatnie czyli Melbourne.
Od razu trzeba wspomnieć że jak ktoś nastawia się na wartką akcję to może poczuć się rozczarowany. Cała powieść jest bardzo powolna i o dziwo wręcz sielska. Atmosfera jest miejscami wręcz jak z broszurki turystycznej. Wrażenie to podbija lekka archaiczność bo powieść była pisana w latach 50. Co też jest na swój sposób ciekawe. Ale mimo to w tyle głowy mamy ciągły niepokój co faktycznie się wydarzy chociaż sytuacja jest beznadziejna. I to działa. Można się zastanowić co bym zrobił gdybym wiedział że już nie dużo czasu zostało i nic z tym nie można zrobić. Mocno dołujące.
Tytuł: Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję
Autor: Mateusz Pakuła
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Agora
Format: audiobook
ISBN: 9788383804163
Liczba stron: 280
Ocena: 7/10
Książka która niszczy psychicznie.
Bardzo naturalistyczny obraz i pamiętnik autora książki z procesu umierania jego ojca na raka trzustki.
Przez ładunek emocjonalny bardzo trudno mi się ją czytało, dlatego przerzuciłem się na audiobook i to był strzał w dziesiątkę, bo lektor robi fantastyczną robotę.
Historia nie daje oddechu. Ostatnie miesiące życia ojca z chorobą, która nie bierze jeńców i nie daje taryfy ulgowej. Dramatyczne opisy stanu zdrowia ojca mieszają się z tragikomicznymi opisami radzenia sobie z codziennymi rzeczami kiedy ma się w głowie świadomość, że nic się nie da zrobić, nie ma jak pomóc, można tylko czekać i patrzeć jak bliska ci osoba odchodzi w okropnym cierpieniu. Fragmenty z mowami pogrzebowymi słuchałem w dwuminutowych odcinkach, bo wzruszenie brało górę.
Książka to też bunt przeciwko braku prawa do eutanazji. Nie polecam książki osobom z dużą wrażliwością katolicką, bo pociski na Kościół są tu częste, i nie ma w nich hamulców.
Ocena w sumie niska, bo przez drugi rozdział prawie rzuciłem ją w kąt - jeśli ktoś będzie ją czytał, to drugi rozdział można spokojnie pominąć bez szkody dla fabuły.
Głównym bohaterem książki jest Geralt z Rivii – wiedźmin, czyli mutant, który dzięki specjalnym treningom i magicznym preparatom stał się doskonałym łowcą potworów. Geralt, mimo że obdarzony nadludzkimi zdolnościami, zmaga się z własną moralnością oraz dylematami, które stawiają go przed trudnymi wyborami. W „Krwii elfów” pojawia się także Ciri – młoda księżniczka, której losy splatają się z Geraltem. Ciri, będąca w posiadaniu niezwykłych zdolności, staje się obiektem pożądania wielu potężnych sił, które pragną wykorzystać jej moc.
Książka koncentruje się na relacji między Geraltam a Ciri, a także na ich wspólnej walce o przetrwanie w świecie pełnym wrogów. Sapkowski mistrzowsko buduje tło polityczne, ukazując konflikty między różnymi rasami i narodami, a także wyczerpująco przedstawia mechanizmy władzy, zdrady i sojuszy.
„Krew elfów” to pełna emocji opowieść o wyborach, przeznaczeniu i lojalności, w której fantastyczne elementy splatają się z głęboko ludzkimi problemami.
Prawdziwa walka o kształt i losy tego świata zaczyna się dopiero teraz!
Wiedźmiński kodeks stawia tę sprawę w sposób jednoznaczny: wiedźminowi smoka zabijać się nie godzi.
To gatunek zagrożony wymarciem. Aczkolwiek w powszechnej opinii to gad najbardziej wredny. Na oszluzgi, widłogony i latawce kodeks polować przyzwala.
Ale na smoki – nie.
Wiedźmin Geralt przyłącza się jednak do zorganizowanej przez króla Niedamira wyprawy na smoka, który skrył się w jaskiniach Gór Pustulskich. Na swej drodze spotyka trubadura Jaskra oraz – jakżeby inaczej – czarodziejkę Yennefer. Wśród zaproszonych przez króla co sławniejszych smokobójców jest Eyck z Denesle, rycerz bez skazy i zmazy, Rębacze z Cinfrid i szóstka krasnoludów pod komendą Yarpena Zigrina. Motywacje są różne, ale cel jeden.
Tytuł: Odwaga bycia nielubianym. Japoński fenomen, który pokazuje jak być wolnym i odmienić własne życie
Autor: Ichirō Kishimi
Kategoria: psychologia, filozofia
Wydawnictwo: Galaktyka
Format: e-book
Liczba stron: 264
Ocena: 8/10
Tytuł jest trochę mylący. Bo to bycie nielubianym to nie do końca tak jak się wydaje. I nie zajmuje też w książce aż tak dużo miejsca żeby pchać to na tytuł. A druga sprawa to mimo sugestii to nie jest to jakiś japoński wynalazek. Treścią jest przedstawienie filozofii austriackiego psychologa Adolfa Adlera.
Sam Adler to jeden z trzech wielkich psychologów z Wiednia obok Freuda i Junga z którymi się znał i współpracował. Nie zgadzał się z poglądami Freuda i odrzucił je opracowując własne.
Gówno się znam na filozofii i psychologii żeby oceniać jak wypada jego analiza ludzkich zachowań na tle takiego Freuda, ale z tego co poszperałem i potrafię ocenić to Adler wypada dużo bardziej lekko i optymistycznie.
Nie spodziewałem się zbyt dużo po tej pozycji. Skusiły mnie dosyć wysokie oceny i pozytywne opinie. I muszę stwierdzić że dosyć pozytywnie się zaskoczyłem. Może nie jest to coś co wywróci moje życie do góry nogami, ale kilka rzeczy pozwala nabrać innej perspektywy. Sama filozofia według mnie jest mocno "dobra społecznie", bo zasady które przedstawia mają pozytywny wpływ na zdrowe zachowania społeczne. Nawet ta "odwaga do bycia nielubianym" to po prostu nie wchodzenie ludziom do d⁎⁎y własnym kosztem tylko po to żeby zyskać u nich jakiś podziw. Myślę że sporo tematów może być znane dla fanów Marka Aureliusza bo widzę sporo punków wspólnych z stoicyzmem.
Książka jest napisana w formie dialogu pomiędzy młodzieńcem a filozofem. Może to być minus bo raczej nie jest to zbyt porywający dialog.
Kolejna książka na mojej liście gdzie tytuł wprost mówi o czym jest xD
W ostatniej książce którą czytałem był poruszony temat Armenii i tak mnie to zaciekawiło że postanowiłem temat trochę bardziej zgłębić.
Sytuację w Armenii poznajemy dosyć szeroko bo zaczyna się od krótkiego opisu historii przed XX wiekiem, następnie dosyć mocno opisane najważniejsze wydarzenie w ich historii czyli ludobójstwo, następnie kolejne ważniejsze wydarzenia jak wcielenie do ZSRR, trzęsienie ziemi, wojna w Karabachu. Na końcu jeszcze zmieściło się trochę opisu obecnej sytuacji z perspektywy kilku osób i regionów (obecna czyli tak do 2017 roku, bez ostatniego konfliktu i pokoju).
Bardzo smutna to jest opowieść. Nie wiem czy istniej państwo z tak tragiczną historią jak Armenia. O ludobójstwie to pewnie słyszał każdy. Ale nawet bez tego sytuacja kraju po rozpadzie ZSRR to jedna wielka katastrofa. Człowiek czyta o takich miejscach i trochę współczuje ale też trochę jednak docenia że miał szczęście urodzić się w normalnym państwie.
Może nie każdy się skusi więc podrzucę dwie anegdoty które pewnie zapamiętam na dłużej. Pierwsza to armeński dowcip o "braterstwie" z rosjanami.
Rosjanin i Ormianin okradli bank. Siedzą w kryjówce i zastanawiają się jak podzielić łup. Rosjanin proponuje:
-Może podzielimy się po bratersku?
-Nie, nie. Dzielimy się po równo
A druga to ciekawe stwierdzenie które autor chyba sam nie wymyślił tylko też gdzieś przeczytał:
-Jak w reportażu piszesz o czym rozmawiałeś z taksówkarzami to najwidoczniej z nikim więcej nie rozmawiałeś
Jak sam tytuł wskazuje książka opowiada o państwach nieuznawanych. Akurat w tym wypadku chodzi o "państwa" które wcześniej miały dużo wspólnego z ZSRR. Zaczynamy więc od Naddniestrza, Odessa (trochę naciągane), Abchazja, Armenia Zachodnia, Karabach, Osetia i Donbas. Autor oczywiście odwiedził wszystkie te miejsca.
Temat bardzo ciekawy ale książka dosyć nierówna. Część państewek jest szerzej opisanych a część bardzo mało. Najwięcej jest zdecydowanie o Abchazji. Tu autor pofatygował się nawet do Turcji gdzie żyje duża część Abchazów. Był też pod Donieckiem w 2015. Ale co z tego jak rozdział o tym jest bardzo skromny. Armenia też mnie zaciekawiła, a że czułem lekki niedosyt tym co przeczytałem więc aktualnie jestem w trakcie czytania książki konkretnie o Armenii.
Autorka serwuje nam kilka obrazków z życia beskidzkiej wsi. Obrazków takich typowych - paczka kumpli jezdząca po dyskotekach, z których jeden jest nieco "wolniejszy", drugi dynamiczny i łasy na dziewczyny, trzeci posiada więcej rozumu niż przeciętnie mają koledzy z disco z remizy. Któryś nagle znika, inny się wiesza, kolejny wpada nie z tą co chciał. Gdzieś indziej dziewczyna po studiach wróciła na wieś i nie może się odnaleźć. Jeszcze w innym domu poranek jak każdy inny, nie zwiastuje zbliżającej się tragedii.
Zabobon miesza się z rzeczywistością, rzeczywistość zderza brutalnie z marzeniami o, już nawet nie lepszym, a po prostu innym jutrze.
Dla ludzi których młodość czy dzieciństwo to polska wiejska lub powiatowa, będzie to czytanie o bardzo znanych historiach. Każda wieś, czy małe miasteczko, mają jakichś swoich Romków co się powiesili za stodołą, jakąś rodzinę gdzie po pijaku stało się coś dramatycznego, jakąś historię która wstrząsnęła całą wsią, jakiś nagrobek na cmentarzu przy którym, nie wiedzieć czemu, zawsze wszyscy się zatrzymują w zadumie. To właśnie o takich historiach są te opowiadania.
Bardzo ładnie prowadzona narracja, a do tego prosty język. Autorka nie bawi się w kwieciste opisy, dialogi nie są sztuczne, historie trzymają się kupy i nie są przeciągnięte. Długo szukałem wśród krajowych zbiorów opowiadań czegoś tak w punkt.
Tytuł: Długi taniec za kurtyną. Pół wieku Armii Radzieckiej w Polsce
Autor: Grzegorz Szymanik, Julia Wizowska
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: e-book
Liczba stron: 224
Ocena: 7/10
Podtytuł jasno opisuje o czym jest ta książka. Chociaż historia wybiega nieco ponad te pół wieku i zahacza o czasy współczesne i co się działo w bazach już po wyjściu sowietów. Oprócz opisu historii samej obecności mamy też sporo ciekawostek i wspomnień żołnierzy radzieckich.
Książka jest dosyć solidna i można się sporo dowiedzieć ale czegoś zabrakło. Chyba trochę za losowo i i za płytko.
Na wstępie muszę wspomnieć że jestem wielkim fanem Pana Lodowego Ogrodu, a w szczególności pierwszych dwóch tomów. I były to do tej pory jedyne książki autora jakie znałem. I poglądów autora też nie znałem. Niestety czytając Hel 3 poznałem, a bardzo tego nie lubię.
Książka opowiada o niedalekiej przyszłości, powiedzmy niezbyt utopijnej. Główny bohater zajmuje się nagrywaniem filmików z miejsc w których coś się dzieje i wrzucanie ich do sieci za pieniądze. W związku ze swoim zajęciem zostaje wynajęty przez pewnego miliardera żeby relacjonować jego pewne przedsięwzięcie.
Dalej mogę trochę spojlerować.
O matko jak się zawiodłem na panu Grzędowiczu. Jak już wspomniałem w książce czuć poglądy autora. I jest to niezły pokaz spod znaku unia europejska be, dusi nas nakazami i zakazami, odbiera nam wolność xD Dosłownie wylewa się to. Wszystko pozamykane, jedzenie to jakaś papka z glonów, wyłączenia prądu żeby oszczędzać energię i wiele więcej. Dosłownie każde jakieś szurskie pierdolenie o europie tu jest. Z drugiej strony pracodawca bohatera i jego firmy to konserwatyści którzy są ponad ten plebs. Jedzą co chcą, palą cygara, piją prawdziwy alkohol, prywatne odrzutowce xD Ktoś mógłby powiedzieć że to taka krytyka systemu czy coś, ale to po prostu poszło za daleko w wpadło w śmieszność. Jest pewien twist na koniec który mógłby usprawiedliwiać autora ale według mnie to tylko wymówka.
Czasem zdarza się że jakiś niezbyt ważny szczegół potrafi wbić mi się do głowy i ciążyć na całym odbiorze. Tu akurat był on tak głupi że aż muszę się nim podzielić xD W świecie książki istnieje grupa osób zwana "wiochmenami" (tak, serio), czyli ludzie którzy mieszkali na wsi ale nie uprawiali ziemi więc państwo ich dojechało podatkami i są teraz bezdomnymi w mieście. A jak ich dojechało? Otóż nałożony został podatek katastralny w wysokości 1% wartości nieruchomości rocznie. Autor pisze że ludzie którzy brali kredyty na dom na wsi nigdy nie widzieli takich pieniędzy żeby to zapłacić. Czyli bierzesz kredyt żeby spłacić coś powiedzmy w 30 lat, doliczając oprocentowanie to płacisz rocznie minimum 4% wartości nieruchomości. Coś tu się nie spina xD Ogólnie cały świat przedstawiony mi się nie spinał.
Czyta się to w miarę gładko bo autor to jednak nie jakiś amator. Chociaż trzeba wspomnieć że większość książki to taka fabularna zapchaj dziura, bo faktyczna akcja zaczyna się tak pewnie w połowie. Jak już wspomniałem na końcu jest całkiem fajny twist za który lekko podciągam ocenę. Ale niestety to jest dosłownie kilka ostatnich stron.
Jak łatwo zgadnąć książka jest o Mołdawii. I to bardzo ale to bardzo przekrojowo. Bo poznajemy nie tylko historię ale też politykę, problemy społeczne czy opis społeczeństwa.
Dosyć zaskoczyła mnie ta książka. Chciałem się dowiedzieć czegoś o najbiedniejszym kraju w Europie i tak faktycznie się stało, ale była to nauka bardzo przyjemna w odbiorze. Autor pisze tak zręcznie że nawet tematy teoretycznie nudne czyta się z zainteresowaniem. Ale też sama Mołdawia okazała się bardzo ciekawym tematem. Bo dlaczego kraj który kiedyś był jednym z najbogatszych regionów ZSRR tak nisko upadł? Albo dlaczego Mołdawianie mimo że nie są w EU to podróżują i pracują jakby byli? Kto ukradł miliard dolarów z mołdawskich banków?
W sumie książkę warto przeczytać nawet dla samego jednego rozdziału. A jest to temat mołdawskiej polityki a dokładniej postaci Vlada Plahotniuca. Niewyobrażalne jest jak jeden człowiek może podporządkować sobie całe państwo.
Tytuł: Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej
Autor: Barbara Demick
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: e-book
Liczba stron: 368
Ocena: 8/10
Książka opowiada o Korei Północnej która o dziwo nie jest tą lepszą Koreą. Z jednej strony poznajemy zarys historii od czasów konfliktu koreańskiego po czasy współczesne i rządy Kim Dzong Una. Z drugiej strony i w dużo większym stopniu skupia się na opowieściach ludzi którym udało się uciec.
Najpierw minusy. Część historii uciekinierów ma formę fabuły. I nie wiem czy to wina autorki czy słabego tłumaczenia ale właśnie w tych momentach zalatuje trochę amatorką. Takim najbardziej jaskrawym przypadkiem który wrył mi się w głowę to moment jak opisuje pobyt jednego z bohaterów w obozie, i stwierdzenie że więźniowie „śpią na waleta” xD Na szczęście nie jest to aż tak bardzo denerwujące. I w zasadzie jest to mało ważne na tle całej reszty.
Bo na serio warto to przeczytać. Niby każdy zdaje sobie mniej więcej sprawę z tego jak wygląda sytuacja w Korei Północnej, ale rzeczywistość jest jeszcze gorsza. Większość treści skupia się na latach 90, w których z resztą nie bez przyczyny było najwięcej ucieczek. To co się tam wtedy działo poraża. Świadomość że sytuacja ta trwa po dzień dzisiejszy i że niektóre państwa uznają państwo Kima za sojusznika to jest jakiś żart.
Oprócz sytuacji w samej Korei Północnej dowiadujemy się też jak wygląda życie uciekinierów już po.
Polecam bo też fajnie opisane realia życia ale bardziej skupiona na prowincji niż na pjongjangu bo tam to pełna inwigilacja i niezwykle ciezko cokolwiek wyciągnąć
„Do sprzedaży trafiła październikowa "Nowa Fantastyka". Jej okładkę zdobi niesamowita grafika stworzona specjalnie dla naszego miesięcznika przez jednego z najpopularniejszych polskich artystów komiksowych, Michała Śledzińskiego. W numerze znajdziecie pierwszą część wywiadu z nim oraz galerię jego twórczości.
To nie jest jedyny wywiad w tym wydaniu, bowiem czeka na Was także rozmowa z Michaelem Bacallem - scenarzystą nowej ekranizacji "Uciekiniera", na podstawie powieści Stephena Kinga (pod pseudonimem Richard Bachman), w reżyserii Edgara Wrighta, która trafi na ekrany na początku listopada. Po raz pierwszy na naszych łamach goszczą PigOut i Przemek Corso, którzy w ramach promocji swojej nowej książki "VHS - Przewińmy to jeszcze raz" pochylają się nad, hmmm..., polską szkołą tłumaczenia tytułów filmów. I wreszcie proponujemy artykuł o stworzonej przez Netflix animacji na podstawie gry wideo "Devil May Cry".
W dziale prozy tym razem dwa polskie teksty - Anny Hrycyszyn i Pawła Dybały - i cztery opowiadania zagraniczne - Franka Stocktona, Kena MacLeoda, Maksyma Gacha i Eugenii Triantafyllou. A oprócz tego dostaniecie comiesięczną porcję felietonów, recenzji oraz nowy odcinek komiksu "Ćma".
"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Przypominamy, że można nas znaleźć w nowych kanałach dystrybucji - m.in. w salonikach prasowych sieci Trafika i Świat Prasy. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej promocja z prezentem książkowym - do wyboru "Pan Gawen i Zielony Rycerz" J.R.R. Tolkiena lub "Blask fantastyczny" Terry'ego Pratchetta.
NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.
Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:
Ta książka naprawdę działa! Jeszcze podczas jej czytania udało mi się wyrobić pierwszy nawyk - sięgania po książkę podczas jazdy autobusem do pracy.
A tak już poważniej i mniej entuzjastycznie, to tak, krótkie rozdziały zdecydowanie pomogły w codziennym wypełnieniu czasu - z reguły udawało mi się przeczytać cały rozdział, a do pracy mam jakieś dwanaście minut autobusem. Do tego stopnia, że złapałem się na tym, że zamiast przeglądać internet, wolałem przeczytać kilkanaście stron książki.
To też udowadnia jedną z teorii ułatwiających budowanie nowych nawyków - zacząć od prostej rzeczy. Chcesz codziennie czytać książki? Zacznij od przeczytania chociaż jednej strony. Raz, że nie wydaje się to trudne - jedna strona to ile, minuta dla przeciętnego człowieka? Dwa, że powoli uczy systematyczności. Trzy, że ta minuta na ogromną szansę zamienić się w następne.
Pokazuje to też, że metodą małych kroków można dojść wszędzie. Budowanie nowego nawyku lubię porównywać do wchodzenia na szczyt góry. Krok po kroku, w swoim tempie, zmierzamy ku sukcesowi. Nawet jeśli się potkniemy (opuścimy trening/odpuścimy dzień diety czy cokolwiek), to najważniejsze jest to, żeby jak najszybciej odzyskać równowagę (wrócić do tworzącego się nawyku) i kontynuować wędrówkę. Czy zajmie nam to godzinę według znaku na szlaku czy trochę więcej, to bez znaczenia.
Dzień po dniu, rozdział po rozdziale udało mi się przeczytać całą książkę. Zajęło mi to znacznie więcej czasu, niż jakbym czytał także po pracy (co robię w przypadku innych książek). Chodziło mi jedynie o sprawdzenie i udowodnienie sobie, że można zamienić przeglądanie internetu podczas podróży do pracy na czytanie książki. Doprowadziło to do tego, że postaram się wykorzystać tę metodę także w przypadku innych nawyków, które chciałbym w sobie wyrobić.
Najważniejsze jednak jest nieodpuszczanie, szczególnie w dni, kiedy nie jesteśmy zmotywowani, nie mamy na nic ochoty albo jesteśmy bardzo zmęczeni. To wtedy, kiedy nam się nie chce, ale jednak zdecydujemy się zrobić to, co powinniśmy, kształtuje się nawyk - oraz charakter. Że lepiej zrobić coś na pół gwizdka, niż nie zrobić w ogóle.
Autor oprócz przedstawienia, jak kształtuje się nowy nawyk, pokazał także, jak pozbyć się jakiegoś niezdrowego nawyku. Jednak to tylko teoria - trzeba jeszcze umieć wprowadzić ją w życie, a to jest w tym wszystkim najtrudniejsze.
Czy polecam? Zobaczymy, czy uda mi się wyrobić nowy nawyk. ; ) Codzienne czytanie jednak było utrwaleniem istniejącego już nawyku i przeniesieniem go po prostu w nowe środowisko. Za jakiś miesiąc czy dwa dam znać, jak mi poszło.
@cyberpunkowy_neuromantyk już trochę zapomniałem jak to było dokładnie.
Ale przede wszystkim trzymałem się zasady: uczyń to łatwym. Zacząłem robić pompki po 7-8 powtórzeń w serii i zawsze było to gdzieś mimochodem, nigdy nie robiłem treningu. Zacząłem kojarzyć pewne miejsca bądź czynności z robieniem pompek, i tak np. nie zaczynałem jeść obiadu póki nie zrobiłem tych kilku pompek; tak samo gdy szedłem na spacer i mijałem uprzednio wybrane, ustronne miejsce, to też robiłem tam kilka powtórzeń. Gdy już tych kilka przykładów weszło mi w nawyk, to zacząłem dokładać dodatkowe sposobności na robienie pompek np. początek przerwy w pracy - seria; koniec przerwy w pracy - seria; wstaje rano i pierwsze co po toalecie - seria; przed i po każdym posiłku - seria.
Tak naprawdę to pierwszy intencjonalny trening jaki zaliczyłem, to było już z rok po tym jak zacząłem pompować i robiłem wtedy już jakieś 150pompek/dzień.
Znachora zna praktycznie każdy za sprawą filmów, jednego z 1937 kolejnego z 1982 oraz najnowszego z 2023 roku więc nie muszę chyba nic więcej na temat treści książki pisać.
Od razu mówię, nie oglądałem tej najnowszej adaptacji ale jednak ta pierwsza z 1937 roku wydaje mi się najwierniejszą adaptacją książki, ba nawet chyba kręcony na oryginalnym scenariuszu na którego podstawie powstała później książka. Jako że znałem dwie adaptacje filmowe z XX wieku to myślę sobie że 10 zl za książkę to śmieszy pieniądz, więc kupiłem ją i rozprawiłem się z nią w trzy popołudnia.