Raz byłem na fizjoterapii i podłączyli mnie pod ten ich elektrostymulator mięśni. Tylko trafiłem na urządzenie, które miało taką małą wadę - zwiększanie mocy działało z opóźnieniem. Przyłożyli mi elektrody w dolnej części pleców i babka naciska przyciski do zwiększania mocy i pyta czy już wystarczy. Ja nic nie czuję, więc mówię, że więcej, więcej, więcej... Jak nagle zaskoczyło, to mnie spięło tak, że bez niczyjej pomocy się wygiąłem prawie jak gość z gifa, prawie bym sobie piętami w łeb przykopał XDDD
Miasto:Zaklików – miasto w województwie podkarpackim, w powiecie stalowowolskim. Zaklików leży na Równinie Biłgorajskiej w północnej części Kotliny Sandomierskiej . Według danych GUS z 1 stycznia 2024 r. miasto liczyło 2780 mieszkańców. Miejscowość została założona w 1565 roku jako miasto na prawie magdeburskim , na gruntach wsi Zdziechowice Drugie . Nazwa i herb miejscowości pochodzą od założyciela i pierwszego właściciela Zaklikowa – kasztelana połanieckiego , Stanisława Zakliki z Czyżowa herbu Topór . Wybudował on około 1576 roku wśród okolicznych rozlewisk nad Sanną niewielki kamienno-drewniany zamek. Z tego czasu (1578) pochodzi też pierwsza wzmianka o zamieszkałych w Zaklikowie Żydach. W czasie trwającej w latach 1700–1721 wojny północnej uległ zniszczeniu zaklikowski zamek. W czasach I Rzeczypospolitej Zaklików leżał w granicach województwa lubelskiego. Po upadku Polski znalazł się w 1795 roku w zaborze austriackim , jednak po klęsce Austrii w wojnie z napoleońską Francją w 1809 roku Zaklików znalazł się w granicach Księstwa Warszawskiego , a po upadku Napoleona w granicach Królestwa Kongresowego , pod panowaniem rosyjskim (1815). W 1833 roku w okolicy miało miejsce tzw. „powstanie Zaliwskiego ” – próba wywołania nowego zrywu narodowego przeciw zaborcom. Mieszkańcy Zaklikowa wspierali również partyzantkę polską w trakcie powstania styczniowego . Podczas I wojny światowej front przechodził przez miejscowość trzykrotnie przyczyniając się do dużych zniszczeń. W latach 1914 – 1915, Rosjanie wybudowali linię kolejową, która połączyła Lublin z Rozwadowem w zaborze austriackim i miała ułatwić dowożenie wojsk i zaopatrzenia na teatr działań wojennych. W 1929 roku powstała przy młynie elektrownia wodna. W czasie okupacji niemieckiej Zaklików znalazł się w Generalnym Gubernatorstwie – dystrykcie lubelskim. Utworzono tu getto żydowskie, w którym znaleźli się Żydzi nie tylko miasteczka i okolic, ale także przesiedleni z dalszych rejonów, m.in. z Krakowa, Łodzi, Lublina, a nawet z Austrii. Getto zostało zlikwidowane 15 października 1942 roku. Część zaklikowskich Żydów rozstrzelano na miejscu, większość zginęła w obozie zagłady w Bełżcu wywieziona tam transportem kolejowym. Około 7 osób uratowało się dzięki schronieniu udzielonemu im przez miejscowych Polaków. W czasie II wojny światowej Zaklików był także zbombardowany. Wycofujące się wojska niemieckie wysadziły w powietrze okazały dworzec kolejowy (identyczny, jak zachowany do dziś w Kraśniku), zwrotnice, rozjazdy i kamienny most kolejowy na Sannie. Na stacji zachowała się tylko zaopatrująca w wodę parowozy wieża ciśnień (nazywana tu „pompką” albo z rosyjska „wodokaczką”), a to dzięki temu, że podłożone pod nią ładunki nie wybuchły. Armia Czerwona zajęła miasteczko 28 lipca 1944 roku. Po wojnie nastąpiła pełna elektryfikacja miejscowości. Powstał też PGR Zaklików, który rozwinął na szeroką skalę produkcję karpi w stawach zlokalizowanych wokół miejscowości. W 1970 roku na fundamentach dawnego powstał nowy „Zamek”, jako ośrodek harcerski. Natomiast w 1971 roku otwarto filię Huty Stalowa Wola , dzisiejszą Fabrykę Elementów Złącznych. W 2000 roku w Gminie Zaklików odbyło się pierwsze w Polsce referendum lokalne mające zadecydować o przynależności administracyjnej całej gminy.
O moje miasteczko rodzinne. Z ciekawostek to jest jeszcze zalew i molo do użytkowania w sezonie letnim. Dodatkowe jak na tak duże miasto przystało to posiada 2 stacje kolejowe
Codziennie lub w miarę możliwość będę wrzucał jakieś historyczne zdjęcie z jakiejś miejscowości w Polsce.
Aby wziąć udział w losowaniu miejscowości wystarczy wygrzmocić ten wpis.
O nazwę miejscowości będę pytał po wylosowaniu pioruna z tego wpisu poprzezhejto los.
Losowanie odbywać się będzie po godzinie 20, jeśli osoba biorąca udział w losowaniu wie, że może być niedostępna po tej godzinie, proszę niech profilaktycznie zostawi komentarz z nazwą miasta lub wsi w tym wpisie.
Nie ma ograniczeń dla użytkowników, można plusować ten wpis za każdym razem nawet jeśli już wygrałeś, i można cały czas prosić o zdjęcie z tego samego miasta nawet jeśli już zostało wylosowane, a jeśli się zdarzy że nie ma już zdjęć z danej miejscowości to użytkownik zostanie poproszony o podanie nazwy innej miejscowości.
Dopuszczam możliwość wpisania nazwy jakiejś wsi, ale nie obiecuje że znajdę zdjęcie z tej miejscowości oraz proszę o podanie dokładniejszych danych jak np. powiat i województwo.
Dziś pod wieczór zrobię losowanie, a jutro z rana dodam zdjęcie z opisem.
Brak odpowiedzi i brak podania nazwy miasta przez wylosowaną osobę w godzinach między 20 a 9 rano, będzie skutkował tym że OP sam wybiera za wylosowanego miejscowość albo nie wybiera i nic nie ma.
Dziś w cyklu #wloskierzeczy wracamy do tematyki miast Italii a na tapet trafia Triest.
O Trieście mówi się, że to najmniej włoskie z włoskich miast. Z jednej strony jest to prawda z drugiej nie Triest należał bowiem w swojej długiej historii do Imperium Rzymskiego, Austrii czasu Habsburgów, Francji napoleońskiej, funkcjonował jako swego rodzaju miasto międzynarodowe - Wolne Terytorium Tresitu, by w końcu trafić do Włoch (formalnie, nie licząc okresu po I wojnie światowej) dopiero w roku 1975.
Kilka ciekawostek o mieście:
architektura Triestu to istna mieszanka typowo włoskich kamienic i wąskich uliczek z szerokimi placami i budynkami przypominającymi te znane z Wiednia. Całości dopełniają pozostałości po rzymskim imperium - pochodzące z I wieku n.e. ruiny Teatro Romano,
główny plac miasta, Piazza Unità d'Italia, to największy rynek w Europie otwarty na morze. Ztrzech stron otaczają go monumentalne budynki, a z czwartej wody Adriatyku,
przez wiele lat w Trieście mieszkał i tworzył słynny pisarz James Joyce. To właśnie w tym mieście napisał część swojego opus magnum - "Ulissesa",
Triest jest uznawany za kawową stolicę Włoch. To tutaj od XVIII wieku przypływały statki z ziarnami z całego świata, a w mieście działa słynna palarnia Illy.
w samym sercu miasta działa historyczne kąpielisko La Lanterna. Jest to ostatnia plaża w Europie, na której obowiązuje ścisły podział ze względu na płeć. Kobiety i mężczyźni opalają się i kąpią w osobnych strefach, które przedzielone są biegnącym przez środek kąpielska murem.
Jako, że miałem okazję być w Trieście, to muszę powiedzieć, że miasto jest bardzo ciekawe i mimo tego, że uznawane za mało włoskie, to jednak czuć w nim ten charakterystyczny klimat, a mało włoskie może wydawać się chyba jedynie ze względu na architekturę. Ponadto czuć w nim literacki klimat. Jest sporo księgarń, odbywają się targowiska na których można kupić używane książki, jest też sporo stoisk na których jacyś starsi panowie sprzedają używane książki i gazety. Poza tym jest stąd blisko do Słowenii i Chorwacji - można dojechać FilxBusem.
Zdjęcie wykonane przeze mnie. Piazza Unità d'Italia w Trieście.
@Zielczan mam podobnie. Niby spędziłem tam kilka dni, ale mam wrażenie, że nie doceniłem tego miasta i za mało zobaczyłem. Po czasie dochodzę do wniosku, że to bardzo ciekawe miejsce.
W internetach zdjęcia małych chruścieli są często przedstawiane jako rzekome zdjęcia małych kruków - bo są puszyste, czarne jak węgielki i urocze. W rzeczywistości małe kruki wyglądają zupełnie inaczej i nie tak słodko
@Yes_Man To mógł być też mały gawron, wyglądają tak podobnie, że trudno się je rozróżnia W sumie to tylko po kształcie dzioba można się w miarę szybko zorientować, jaki to gatunek.
Jak to mówią w teleekspresie: "Człowiek pozytywnie zakręcony"
Miał zaledwie 20 lat, gdy uznał, że nie chce dłużej patrzeć na rzekę tonącą w śmieciach.
Surendra Singh Choudhry, znany w sieci jako Bittu Tabahi, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Zaczął samodzielnie wyciągać z rzeki Ajnar w indyjskim stanie Madhya Pradesh plastik, odpady i wszystko, co przez lata trafiało do wody.
Na początku pomagali mu znajomi, ale z czasem większość pracy wykonywał już sam.
Przez kolejne miesiące, za własne pieniądze i w wolnym czasie, oczyszczał następne fragmenty rzeki.
Zdjęcia pokazujące, jak wyglądały te miejsca przed jego pracą i po niej, zaczęły zdobywać popularność w internecie. Bittu stał się dla tysięcy osób przykładem tego, że czasem duża zmiana zaczyna się po prostu od jednej osoby, która postanawia działać.
@4pietrowydrapaczchmur Strasznie denerwują mnie historie, które mają za zadanie poruszyć czytelnika, a są pozbawione konkretów. W którym roku ten mężczyzna miał zabrać się za czyszczenie rzeki? Jak duży jest ten fragment? Jak mam ocenić ten fragment mając świadomość, że rzeka płynie, a wraz z nią śmieci wrzucone do rzeki wcześniej lub podczas prac tego Hindusa? Gdzie te śmieci potem trafiały, przekazywał je do recyklingu, spalał, wyrzucał na wysypisko śmieci? I dlaczego mam wrażenie, że ten pusty opis brzmi jak wygenerowany przez AI?
Śmieci może nie ma, ale woda nadal jest brązowa. Codziennie jadę mostem przez Wisłę i nie pamiętam, by nasza rzeka była choćby w połowie tak brudna jak ta na zdjęciu.
@4pietrowydrapaczchmur widziałem ostatnio że nawet postawił beczkę żeby ludzie wrzucali śmieci do niej a nie do rzeki. Kilka dni później znalazł beczkę połamaną, wrzuconą do rzeki (╯°□°)╯︵ ┻━┻
Codziennie lub w miarę możliwość będę wrzucał jakieś historyczne zdjęcie z jakiejś miejscowości w Polsce.
Aby wziąć udział w losowaniu miejscowości wystarczy wygrzmocić ten wpis.
O nazwę miejscowości będę pytał po wylosowaniu pioruna z tego wpisu poprzezhejto los.
Losowanie odbywać się będzie po godzinie 20, jeśli osoba biorąca udział w losowaniu wie, że może być niedostępna po tej godzinie, proszę niech profilaktycznie zostawi komentarz z nazwą miasta lub wsi w tym wpisie.
Nie ma ograniczeń dla użytkowników, można plusować ten wpis za każdym razem nawet jeśli już wygrałeś, i można cały czas prosić o zdjęcie z tego samego miasta nawet jeśli już zostało wylosowane, a jeśli się zdarzy że nie ma już zdjęć z danej miejscowości to użytkownik zostanie poproszony o podanie nazwy innej miejscowości.
Dopuszczam możliwość wpisania nazwy jakiejś wsi, ale nie obiecuje że znajdę zdjęcie z tej miejscowości oraz proszę o podanie dokładniejszych danych jak np. powiat i województwo.
Dziś pod wieczór zrobię losowanie, a jutro z rana dodam zdjęcie z opisem.
Brak odpowiedzi i brak podania nazwy miasta przez wylosowaną osobę w godzinach między 20 a 9 rano, będzie skutkował tym że OP sam wybiera za wylosowanego miejscowość albo nie wybiera i nic nie ma.
W Europie występuje sześć gatunków zajęcy (Lepus europaeus, L. timidus, L. granatensis, L. castroviejoi, L. corsicanus i L. capensis). W przeciwieństwie do swoich bliskich krewnych – królików, nigdy nie zostały one udomowione. Choć obecnie ich populacja znacznie zmalała, to niegdyś zające stanowiły powszechny widok, szczególnie na terenach wiejskich. Nic więc dziwnego, że pojawiały się również w niemal wszystkich antycznych kulturach i mitologiach – od Brytanii przez Rzym oraz Grecję po Egipt i Persję.
W starożytności zając był popularnym celem polowań; miał opinię zwierzęcia stworzonego, by być ofiarą dla innych stworzeń i którego jedyną szansą na przetrwanie jest niezwykła płodność. Szczególnie to ostatnie zagadnienie rozpalało ciekawość takich starożytnych badaczy i myślicieli jak: Herodot, Arystoteles czy Pliniusz Starszy. Zaobserwowali oni i opisali bardzo rzadkie zjawisko występujące m.in. u zajęcy, które współcześnie nazywamy superfetacją (oznacza zapłodnienie komórek jajowych w różnych fazach cyklu – pozwala samicy wydawać na świat młode w różnych porach roku). Oczywiście ówczesny poziom wiedzy nie pozwalał im zrozumieć jego natury, dlatego podejrzewali, że zające posiadają zdolności magiczne.
Według Juliusza Cezara Celtowie uznawali zające za święte i nie spożywali ich mięsa, zaś Kasjusz Dion wspomina, że królowa plemienia Icenów Boudika wykorzystywała zająca, jako wieszcza – to, dokąd poszło zwierzę miało wskazywać jej kierunek działań podczas dowodzonego przez nią antyrzymskiego powstania (60-61 r. n.e.).
Również według samych Rzymian zając miał boskie konotacje – kojarzono go z boginią Wenus/Afrodytą oraz Erosem. Wierzono, że spożycie jego mięsa sprzyja atrakcyjności, zachowaniu młodego wyglądu i sprawności w alkowie (warto też nadmienić, że dania z zająca uchodziły za towar luksusowy). Ponoć możni Rzymianie próbowali hodować zające, lecz tutaj nie ma pewności, czy nie dotyczyło to bardziej królików, które, jak wspominam wyżej, udało się oswoić.
Zając licznie pojawiał się również w sztuce starożytnej – na mozaikach, monetach, naczyniach, broszach i pierścieniach. Co, niezaskakujące biżuteria z wizerunkiem zająca, będącego symbolem płodności miała sprzyjać w tej sferze noszącemu i była popularnym prezentem dla nowożeńców.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Włoski rybak Giacomo De Mola nie mógł uwierzyć własnym oczom, gdy to, co uważał za podwodną skałę, okazało się wrakiem 2000-letniego rzymskiego statku transportowego u wybrzeży Sycylii.
De Mola i jego kolega łowili ryby u wybrzeży Mazara del Vallo gdy zobaczyli coś, co uznali za zwykłą skałę 40-50 metrów pod powierzchnią wody. Rybacy następnie powiadomili jednostkę ochrony dziedzictwa Karabinierów, zajmującą się zabytkami. Karabinierzy potwierdzili, że zatopiony statek pochodzi z okresu między II a I wiekiem p.n.e. Na pokładzie znajdowały się setki glinianych amfor używanych do transportu wina i oliwy z oliwek - poinformowało Ministerstwo Kultury w poście na swojej stronie internetowej.
Na dnie morskim znajdują się setki amfor, dwa ołowiane trzony kotwiczne i kolejna konstrukcja wykonana z tego samego materiału. Giuli nazwał to „jednym z najważniejszych podwodnych odkryć archeologicznych ostatnich lat”. Na filmie opublikowanym przez ministerstwo widać nurków mierzących i dokumentujących znalezisko. Amfory ułożono w stos o wysokości prawie dwóch metrów, o długości ponad 20 metrów i szerokości sześciu metrów. Jak podaje Ministerstwo Kultury, niektóre z dzbanów były typu używanego w Afryce Północnej, a jeden z nich jest starszą, neopunicką amforą.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Nocni strażacy Nerona. Jak vigiles walczyli z żywiołem i zbrodnią
Gęsto zaludniony Rzym był miastem permanentnie zagrożonym przez ogień. Wysokie i ciasno ustawione budynki mieszkalne oraz powszechne używanie ognia w życiu codziennym sprawiały, że pożary należały do największych zagrożeń dla mieszkańców. Plutarch opisywał nawet, jak Marek Licyniusz Krassus wykorzystywał pożary do pomnażania majątku, skupując płonące lub zagrożone budynki za bezcen.
Przełom nastąpił za panowania Augusta. W 6 roku n.e. cesarz utworzył cohortes vigilum – zorganizowaną formację przeznaczoną przede wszystkim do walki z pożarami i nocnego patrolowania miasta. Kasjusz Dion podaje, że została ona podzielona na siedem oddziałów i początkowo rekrutowała się z wyzwoleńców. August początkowo zamierzał ją rozwiązać, jednak szybko przekonał się, że jej pomoc jest zbyt cenna, by z niej zrezygnować.
Vigiles nie byli jednak wyłącznie strażakami. Ich zadaniem było również nocne patrolowanie ulic Rzymu i reagowanie na zagrożenia pojawiające się po zmroku. Łapali złodziei, likwidowali burdy uliczne, a poważniejsze sprawy trafiały do prefekta miasta. Byli więc połączeniem straży pożarnej i nocnej służby porządkowej, formacji szczególnie potrzebnej w ogromnym, zatłoczonym mieście.
Największy sprawdzian przyszedł za panowania Nerona. W 64 roku n.e. Rzym ogarnął Wielki Pożar, który przez wiele dni niszczył kolejne części miasta. Walka z ogniem wymagała nie tylko gaszenia płomieni, lecz także usuwania budynków stojących na drodze żywiołu. Pożar pokazał, że nawet zorganizowana służba pożarnicza ma ograniczone możliwości, gdy ogień rozprzestrzenia się w niezwykle gęstej zabudowie.
Katastrofa doprowadziła jednak do istotnej przebudowy miasta. Tacyt opisuje, że podczas odbudowy zastosowano szerzej wytyczone ulice, ograniczono wysokość budynków, pozostawiono otwarte przestrzenie i wprowadzono portyki chroniące fronty zabudowy. Część konstrukcji miała być wykonywana z kamienia odpornego na ogień, budynki miały mieć własne ściany zamiast wspólnych przegród, a w dostępnych miejscach należało przechowywać środki potrzebne do walki z ogniem. Zadbano również o lepszy dostęp do publicznej wody.
W ten sposób największa katastrofa pożarowa epoki Nerona wpłynęła nie tylko na losy mieszkańców Rzymu, lecz także na wygląd miasta. Vigiles byli pierwszą linią obrony przed ogniem, ale dopiero połączenie ich pracy z odpowiednio zaprojektowaną przestrzenią miejską mogło naprawdę ograniczyć ryzyko kolejnej katastrofy.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Z SERII „TO NIE MIAŁO PRAWA SIĘ WYDARZYĆ” – PIŁKARZ, KTÓRY ROBIŁ WSZYSTKO, ŻEBY… NIE GRAĆ.
Carlos „Kaiser” Raposo przez lata kręcił się po brazylijskich klubach i potrafił przekonać wszystkich, że jest niezłym napastnikiem.
Tyle że kiedy przychodziło do pokazania umiejętności na boisku, zawsze znajdował jakiś sposób, żeby tego uniknąć.
Najczęściej „łapał kontuzję” przed meczem albo treningiem, a swoją reputację budował dzięki znajomościom z piłkarzami i działaczami.
Największy hit wydarzył się w Bangu. Kaiser miał wejść na boisko, ale zamiast tego podczas rozgrzewki wszczął awanturę z kibicami rywala. Skończyło się czerwoną kartką… zanim zdążył pojawić się na murawie.
I najlepsze? Właściciel klubu i tak był z niego zadowolony i przedłużył z nim kontrakt.
PRZEZ LATA UDAWAŁ PIŁKARZA, A JEGO NAJWIĘKSZYM SUKCESEM BYŁO TO, ŻE PRAWIE NIGDY NIE MUSIAŁ NIM BYĆ.
Nigdy nie rozegrał pełnych 90 minut. Wśród znajomych zyskał pseudonim 171 co nawiązuje do brazylijskiego kodeksu karnego, w którym paragraf 171 dotyczy oszustwa.