Waga i wymiary dalej w dół, już trochę wolniej po szoku pierwszotygodniowym.
Względem zeszłego tygodnia -1,1kg i -1cm w talii, a nawet wjechała baranina u turka w międzyczasie
Oficjalnie dołączam do klubu #chudnijzhejto bo przytyłam 6kg Po lekach I czas najwyższy coś z tym zrobić. Nie tylko dlatego, że styczeń, ale też kończę za 2 dni magiczne 36lat i za półmetkiem 40 chcialabym zrobic dla siebie coś dobrego i żyć znacznie zdrowiej niz dotychczas.
Jest: 66
Cel: 58
Czas do osiągnięcia celu: do końca maja.
Jak macie jakieś tipy z własnych doświadczeń to biorę po 1000 i słucham Państwa :)
Wg AI Pocałunek spala od kilku do 20 kalorii na minutę (nawet 12 w intensywnym), a seks spala średnio około 100 kcal na 30 minut (mężczyźni) / 69 kcal (kobiety)
, choć intensywny stosunek może osiągnąć 360 kcal/20 min, dużo zależy od zaangażowania, pozycji i czasu trwania. Seks jest bardziej intensywny, ale całowanie, szczególnie namiętne, również aktywnie spala kalorie i angażuje mięśnie.
@hatti-vatti Dodam jeszcze, że po pierwsze najgorzej zacząć, a po drugie łatwo nie będzie. Nie jesteś w tej samej sytuacji, co chłop ważący 130 kg, żywiący się pizzą, pijący litr coli i czteropakiem piwa codziennie wieczorem - bo tu wystarczy żeby w sumie odstawił to gówno na rzecz zdrowszego żarcia i kilogramy lecą. Jak nie masz dużo do zrzucenia, a dietę masz w miarę zdrową już, to trzeba się mocno napocić obierając taktykę i komponując posiłki. Ale da się
Cześć i czołem, przybywam z upadającego (a w zasadzie upadniętego już wykopu).
Pomyślałem sobie o Was, bo właśnie szykujemy się do 7 już edycji zabawy
#igrzyskabebzonow
O co właściwie chodzi?
Umawiamy się na 12 tygodniu wspólnej diety, gdzie monitorujemy i zapisujemy wagę, tworzymy z tego rankingi lepszych i gorszych w chudnięciu. Mamy swojego discorda, gdzie dzielimy się doświadczeniami i radami, wspieramy się i dużo na siebie krzyczymy i się wyzywamy, żeby się zmotywować.
W każdej edycji bierze kilkadziesiąt osób (część odpada po drodze, bo nie wpisuje wagi raz w tygodniu do specjalnego excela).
Niektórzy z nas biorą już udział w kolejnej edycji. Niektórzy dla wsparcia, inni dla towarzystwa (dla tych mamy grupę dla ludzi na masie lub utrzymaniu wagi). Ogólnie mamy za sobą kilka sporych sukcesów, gdzie użytkownicy przyznają, że bez udziału by się raczej nie udało zrzucić nadmiarowych kilogramów.
Byłby ktoś z Was zainteresowany taką zabawą? Co ważne, akcja nie ma żadnego związku z wykopem, tam się rekrutujemy, ale ogolnie cała zabawa żyje na discordzie. Zaczynamy po 5 stycznia i już zbieramy zapisy.
@apost a weź, z półtora roku temu 97kg przy 188cm, tragedii nie było ale tatuskowe BMI wjechało, wziąłem się za siebie i 11.12.2025 przed wyjazdem z kumplami w góry 85kg, 2 tygodnie później w święta 89,9kg Człowiek sobie chwilę pofolgował i +5kg w 2 tygodnie! Ide na siłkę.
@apost ja nie bawię się w takie zabawy. Napierdzielam treningi 3 razy w tygodniu, mam siłę konia, sylwetkę Apolla i apetyt Bachusa. Nie mam potrzeby się tym chwalić chociaż pewnie wielu by to zdziwiło
Jednocześnie zachęcam do liczenia kalorii i jedzenia minimum 1.5-2g białka na kg masy ciała, około 30-40% zapotrzebowania kalorycznego dostarczać ze zdrowych tłuszczy (oliwa z oliwek, tłuste ryby, jaja, olej z awokado). Węglowodany traktować jako narzędzie i jeżeli nie uprawiasz sportu ograniczyć ja do minimum.
@AdelbertVonBimberstein a ja Ci powiem, że ponownie wróciłem do masła i dziś do posiłku dołożyłem 50g i czuję się syty i zadowolony. Posiłek składał się z wieprzowiny - szynka, dyni i masła.
1. To czy tyjesz czy chudniesz zalezy bezposrednio od tego czy jestes na surplusie czy deficycie kalorycznym. Innymi slowy czy twoj organizm spala wiecej energii niz mu dostarczasz.
2. Mozna tyc jedzac najwspanialsze “organiczne”, zdrowie czy jakkolwiek nazywane jedzenie. Wystarczy ich jesc wiecej niz przerobisz.
@bartek555 A ile powinno się obcinać kalorii na tydzień/miesiąc, żeby było widać efekty? Mam wyliczone 2300kcal, jadłem 2000kcal i nie było efektów, potem 1800kcal i dopiero coś się ruszało, ale po pierwsze powoli, a po drugie chodziłem głodny. Najlepiej było na koniec xD Jadłem po 2500kcal, byłem najedzony po korek, ale też ćwiczyłem co drugi dzień (w lato). Teraz znowu pogoda do d⁎⁎y, szybko ciemno więc znowu wejdę w taktykę obcinania, ale już sam nie wiem ile mam jeść...
@bartek555 Dziadek zawsze żartował na temat chudnięcia. Mawiał, że po prostu trzeba wcześniej wstawać. Kiedy gość dopytywał, ale jak to? Wtedy z uśmiechem dodawał "wcześniej wstawać od stołu".
@AdelbertVonBimberstein raczej jestem ostrożny jeśłi chodzi o słuchanie porad od kulturystów i strongmanów. Nie twierdzę, że Bampsted się myli (nie ogladałem, nei chce mi się), ale goście ładujący w siebie całą aptekę funkcjonują na trochę inncyh zasadach.
Dłuższy czas zamierzałem się do napisania tego wpisu o tak zwanej diecie- dlatego, że czasami pytacie.
DIETA- CZYLI "NIE-DIETA"
Wielu ludzi pyta mnie: „Na jakiej jesteś diecie? Jaki rodzaj diety masz? Przyślij mi jakąś rozpisaną.” Generalnie- nie jestem na żadnej diecie w takim pospolitym, powszechnych ale błędnym ujęciu. Dieta to ogólnie rzecz mówiąc pewien sposób żywienia. Może być dieta dobra, zła, niskowęglowodanowa, niskotłuszczowa, wysokotłuszczowa, może być keto, paleo- różne są diety.
Jeżeli myślisz o diecie jako o czymś tutaj, na teraz, aby schudnąć, nabrać może lepszej sylwetki i skończyć z nią, to takim myśleniem skazujesz się na porażkę. Skoro dieta to sposób żywienia, to musisz traktować ją holistycznie, jako całość. Musisz zbudować swoje nawyki i dietę tak, aby móc trzymać się jej całe życie. To, że dzisiaj przejdziesz na przykład na żywienie, w którym są tylko warzywa, obetniesz 1000 kalorii, może 1500, schudniesz- super. Ale przy okazji stracisz też masę mięśniową. Pytanie brzmi- czy będziesz trzymać się tej diety całe życie? Odpowiedź jest prosta- nie.
*PIERWSZE ZMIANY*
Ja wyszedłem z założenia, żeby obciąć węglowodany- ale nie całkiem. I to był u mnie największy problem- słodkie i słone przekąski, pełne cukrów. Dodałem za to białko i zdrowe tłuszcze. Nowe zalecenia Polskiego Towarzystwa Żywieniowego mówią o tym, aby do 40% zapotrzebowania kalorycznego pochodziło ze zdrowych tłuszczów. Takich jak oliwa, awokado, tłuste ryby, tłuszcze z mięsa, nabiału, jajek.
Oczywiście- wszystko to, co piszę, dotyczy osób zdrowych. Ty możesz mieć chore nerki, wątrobę, cukrzycę. Możesz potrzebować więcej lub mniej tłuszczów, węglowodanów. Jedno moje zdanie zostaje- większość populacji spożywa zbyt dużo węglowodanów względem trybu życia. Duża ich ilość w pewnym stopniu prowadzi do insulinooporności i finalnie cukrzycy, magazynowania tkanki tłuszczowej otrzewnej, mgły mózgowej (nadpodaż węglowonów zwiększa poziom homocysteiny, której wysokie stężenia korelują z pogorszeniem funkcji poznawczych, demencją, chorobą Alzheimera, zwiększa ryzyko depresji!). To nie dotyczy sportowców, bo skoro jesteś w stanie spalić węglowodany tu i teraz, nie stanowią one dla ciebie problemu.
KALORIE- CAŁA TAJEMNICA
Przypuśćmy, że masz taki cel jak ja miałem- schudnąć. Co musisz zrobić? Czy musisz jeść więcej ciemnego pieczywa? Więcej twarogu? Więcej mięsa, białka?
Nie.
Tak naprawdę musisz jeść mniej kalorii.
Nie ma tu magii. Nie ma magicznego środka, magicznego dania, które nagle zrobi robotę. Po prostu musi zgadzać się bilans kaloryczny. Jesz za dużo kalorii- tyjesz. Jesz mniej kalorii niż spalasz- chudniesz. Proste. Pierwsza zasada termodynamiki musi być zachowana.
Oprócz ilości kalorii ważna jest też ich jakość. Można zjeść 300 kalorii mniej niż potrzebujesz i mogą to być tylko produkty z McDonalda- czyli głównie węglowodany i tłuszcze trans, czyli nic wartościowego; ale możesz też zjeść posiłek o tej samej kaloryczności, a bogaty w warzywa i objętościowo duży. Da ci sytość na długo, a jednocześnie nie „zapycha” organizmu pustą energią.
Bo chudnąć chcesz być zdrowy, a nie tylko chudy.
Nie chcesz tylko tracić tłuszczu. Z tłuszczem schodzi woda, więc spadają kilogramy, ale nie tylko o to chodzi. To przyjemny efekt psychologiczny- spadające cyferki, pierwsze dwucyfrowe wskazanie; pierwsze 8xkg, 7xkg, ale kiedyś trzeba będzie zmienić podejście i z tej redukcji wyjść.
Dlatego też, musisz też chronić masę mięśniową, bo to właśnie ona sprawia, że twoja przemiana metaboliczna wzrasta. Im więcej mięśni, tym więcej kalorii możesz zjeść, a i tak utrzymasz wagę. Dlatego zdrowy deficyt kaloryczny to 300–500 kalorii dziennie. Więcej- i tracisz mięśnie, niezależnie od tego, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą.
Dlatego też trening siłowy, sport ma sens nie tylko jako spalacz- ale jako budulec dobrych nawyków, masy mięśniowej dla estetycznej sylwetki i zmian metabolicznych, które pomogą wyrwać się z błędnego koła: mam dużo tłuszczu -> nabieram tłuszczu (w przypadku mężczyzn, bo ten temat zbadałem, jest w organizmie mechanizm biochemiczny, który sprawia, że po przekroczeniu pewnej bariery ilości zbędnej tkanki tłuszczowej, wymaga to dużo pracy aby się z niego wydostać).
Być może będzie taki moment, w którym dojdziesz do limitu i ludzie zaczną mówić: „Stary, jedz więcej, zaczynasz słabo wyglądać”. I to może być sygnał, że straciłeś zbyt dużo mięśni względem tłuszczu i wody. Zaczynasz wyglądać na chorego. Wtedy warto pomyśleć o dodaniu białka, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, i poprawie treningu.
Jeżeli jednak uczciwie będziesz się stosował do rozsądnych założeń: sport, odpowiedni ilość białka i tłuszczy, powoli acz sukcesywnie spadająca waga, objętość talii, pojawiający się zarys mięśni- to ich nie słuchaj. Grubasy wokół ciebie będą starały za wszelką cenę ciągnąć cię w dół, abyś pozostał w ich bagnie.
LICZENIE KALORII
Jak osiągnąć deficyt kaloryczny? Są dwie szkoły. Jedna- mniej jeść. Druga- więcej się ruszać. Złoty środek to znaleźć SWÓJ balans.
Żeby mniej jeść, musisz chociaż na tydzień, dwa zacząć ważyć swoje posiłki. TO MOJA DROGA I WG NIEJ MUSISZ.
Brzmi to okropnie? Na początku może, ale da się do tego przyzwyczaić. Z czasem zaczyna to przypominać grę.
Czy będziesz musiał ważyć jedzenie całe życie? Prawdopodobnie nie. Wystarczy jakiś czas, potem złapiesz metodę. Nauczysz się, ile mniej więcej waży porcja ziemniaków, mięsa, ile mają kalorii. Nauczysz się też jeść takie posiłki, które cię sycą, ale nie sprawiają, że jesteś przejedzony.
GŁÓD
Dopóki uczysz się kontrolować jedzenie, zaprzyjaźnij się z uczuciem głodu- to normalny stan człowieka.
Żyjemy w świecie nadpodaży jedzenia, pierwszy raz homo sapiens ma go więcej niż potrzebuje, a nasze ciało i mózg nie są do tego przystosowane ewolucyjnie. Głowa zawsze będzie ci podpowiadać: „Zjedz teraz, na zapas, później nie będzie”. Musisz więc polubić to uczucie głodu. Zrozumieć, że przez większość doby będzie ono z tobą. Polecam przespać ten moment, wypij szklankę albo dwie wody- nawodnienie to kluczowa sprawa!- i zadbaj o sen- również główny bohater odchudzania. Oszukaj mózg czymś, co ma objętość, a mało kalorii: gotowany kalafior, ogórki kiszone, skyr, twaróg. Słodkie przekąski i sosy zamień na ich wersje fit. Totalnie zrezygnuj ze słodzonych napojów- nie pij soków owocowych! To zagęszczony cukier z owoców. Lepiej zjeść owoc bogaty w błonnik- przyjaciel twojego zdrowia jelit.
Naucz się delektować jedzeniem- nagle warzywa zaczną mieć smak, słodycz i teksturę.
RUCH I DROBNE ZMIANY
Więcej się ruszać- nie oznacza od razu czterogodzinnej wyprawy rowerowej czy zarzynania się na siłowni. Królem spalania kalorii jest CHODZENIE.
Codzienne decyzje- nie jadę 800 metrów do sklepu samochodem, tylko idę pieszo. Takie wybory sprawiają, że twoja pula kalorii rośnie, a początek redukcji jest łatwiejszy, bo możesz zjeść więcej.
Teraz robię około 10–12 godzin kardio w tygodniu, a z siłownią to około 15 godzin. Czy tak było od początku? Nie. Zaczynałem od roweru, bo przez kontuzję pięty nie mogłem biegać. To był strzał w dziesiątkę.
Raz, dwa razy w tygodniu, pełne zaangażowanie, spalanie po 1500–2000 kalorii- nawet w posiłki po treningu, nie uzupełnisz wszystkich brakujących kalorii (zakładając pewną, minimalną uwagę). W połączeniu z kontrolą jedzenia- miesiąc po miesiącu spadała waga.
Z czasem kondycja rosła, więc mogłem dokładać ruchu. I przychodzi taki moment, że kiedy chcesz budować mięśnie i masz więcej kalorii do zjedzenia- czasami nie wiesz, co jeszcze położyć na talerzu.
To fajne uczucie, ale wymaga ogromu pracy.
Pułapki i konsekwencja
Najgorszą rzeczą na redukcji jest głodzenie się. Deficyt 300–500 kalorii dziennie i konsekwencja to klucz.
Potknięcia będą- to wojna. Możesz przegrać bitwę, ale jutro poprawić się i iść dalej. Uczciwość wobec siebie jest tu najważniejsza.
Mimo wszystko- i tak dopadnie cię głód.
Dlatego "diety" zakładające jedzenie 800–1000 kalorii dziennie (u mężczyźny) to droga donikąd. To dramat dla organizmu. Lepiej policzyć swoje zapotrzebowanie w kalkulatorze ( https://legionathletics.com/calorie-calculator/ polecam ten i wybrać cel slow, maksymalnie wstrzelić się gdzieś pomiędzy slow/moderate) i trzymać się rozsądnych liczb.
Głodzenie się to najprostsza droga do efektu jojo. 80–90% ludzi, którzy stosują krótkoterminowe diety, wraca do wyjściowej wagi albo jeszcze ją przebija. Dlaczego? Bo nie budują nawyków, a głodzenie niszczy homeostazę hormonalną, zwiększa apetyt, spowalnia podstawę metaboliczną i kończy się na jojo.
Sukces to zmiana krok po kroku- mniej kalorii, duże objętościowo posiłki, sycące, niskokaloryczne, dużo warzyw. Chodzi nie tylko o to, żeby schudnąć, ale żeby schudnąć zdrowo.
PRO TIPY
Nie mogę więc nikomu rozpisać gotowej diety, posiłek po posiłku. Każdy musi znaleźć własne rozwiązania. Co mogę polecić?
ograniczenie pieczywa
kontrolę dodawanych tłuszczów (kupiłem dozownik typu spray na olej, jedno, dwa, trzy psiknięcia to 20-40 kcal; porównywalnie nalanie "kropli" z butelki na patelnię to już łyżka- około 80-100 kcal.
mniej smażenia, więcej pieczenia (frytki z piekarnika-nie z oleju, pieczeń zamiast kotletów)
rezygnację z masła na kanapki i z sosów, majonezów- poszukaj wersji fit, albo takiego sosu, który będzie miał 150-180 kcal i używaj go z ROZWAGĄ
CZYTANIE ETYKIET i to uważne
najlepszy tłuszcz według mnie- oliwa z oliwek
zrezygnuj z jedzenia na mieście i zamawianych potraw na rzecz gotowania w domu- podziękuje ci zarówno zdrowie jak i portfel.
nie KUPUJ przekąsek. Decyzję, czy będziesz gruby, szczupły, zdrowy czy nie, podejmujesz W SKLEPIE (nie idź na zakupy głodny). Łatwiej jest raz wykazać się siłą woli- nie sięgając po coś na półkę sklepową- niż potem dziesiątki razy walczyć z pokusami w domu- wiedząc, że na stole, w szafce w kuchni albo w lodówce czeka coś, co cię w końcu pokona. Ludzie z najsilniejszą wolą, wcale nie mają jej najsilniejszej, ale dokonują takich wyborów, aby nie musieć jej testować.
ZREZYGNUJ z płynnych kalorii: cole z cukrem zamień na wariant bez cukru, soki to zagęszczony cukier z owoców- nie ma w nich nic zdrowego- zjedz po prostu owoc.
psychologicznie ważne: nazwij swój problem. Stań przed lustrem i wyartykułuj: JESTEM GRUBASEM, ZJEBAŁEM, ALE ZAWALCZĘ O SIEBIE, NIE BĘDĘ GRUBASEM.
Dzisiaj już tak o sobie nie myślę. Teraz wiem i mówię: jestem sportowcem, jestem zdrowy, jestem samiec T (twaroży)!
Narzędzia- zainstaluj Fitatu albo inną aplikację do liczenia kalorii. Kup wagę kuchenną. Waż każdy posiłek. Skanuj kody kreskowe produktów. Dodawaj własne przepisy. Dopiero z czasem, gdy się nauczysz, możesz przejść na szacowanie „na oko”.
Dodaj do wszystkiego ruch, ale taki, który lubisz.
Spacery, rower, siłownia- nie ma znaczenia. Ważne, żebyś mógł robić to całe życie. I nie słuchaj influencerów, że musisz wstać o piątej rano i ćwiczyć na czczo. Jeśli lubisz biec z pełnym brzuchem- proszę bardzo. Jeśli wolisz spacer wieczorem- proszę bardzo.
Zrób sobie zdjęcie- dzisiaj. Gdy czujesz, że wyglądasz najgorzej. Dokumentowanie swojej drogi jest ważne- dla monitoringu postępów i obiektywnej oceny zmian. Bo, gdy zaczniesz, obiecuję ci, że może przyjść taki moment, że waga nie będzie odpowiednim wyznacznikiem- a ja dzisiaj żałuję, że nie mam porównania, gdy byłem największym tucznikiem. Na zdjęciu poniżej ważę już 99kg (zaczynałem od ok. 108kg).
Brak czasu na ruch? Znaczy, że musisz z czegoś zrezygnować. Z seriali, filmów, scrollowania social mediów. To rozwala ci system dopaminowy, odbiera energię i siłę na rzeczy naprawdę istotne- zadbanie o jedyną sprawę pozostającą z tobą od początku do końca- o własne ciało.
@AdelbertVonBimberstein @AdelbertVonBimbersteindenerwują mnie te kalkulatory, mając 40% tłuszczu mam mniejsze zapotrzebowanie kaloryczne niż sportowa sylwetka o tej samej wadze - czyli 3000kcal. Nie ma gdzieś kalkulatora który uwzględniałby tkankę tłuszczową?
Mam średnio 3,5h treningów (biegi + siłka) tygodniowo z ostatniego roku. Średnio tygodniowo od roku przebiegam 14,6km. Zredukowałem alkohol o 90% (wcześniej piłem mało, teraz prawie wcale). Porzuciłem białe pieczywo na rzecz pełnoziarnistego którego jem sporo mniej i w rok straciłem pół kilo.