Hejto.pl

#bookmeter

171
5083

693 + 1 = 694

Tytuł: Romeo i Julian

Autor: Agata Suchocka

Kategoria: młodzieżowa

Wydawnictwo: Empik Go

Format: epub

ISBN: 9788327283160

Liczba stron: 238

Czas czytania: 4h38m

Ocena: 5/10


Stara baba napisała książkę o nastoletnich gejach dla nastoletnich dziewczynek. Bardziej poza strefą komfortu byłbym, gdybym dorwał wydanie z komentarzem księdza proboszcza.


#bookmeter #czytelniczebingo #ksiazki

c49ad161-eb21-4427-8555-b2539f383918

Zaloguj się aby komentować

692 + 1 = 693

Tytuł: Ucieczka z Chinatown

Autor: Charles Yu

Kategoria: powieść satyryczna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: książka papierowa

ISBN: 9788396481221

Liczba stron: 250

Ocena: 7/10


"OD DZIECIŃSTWA MARZYŁEM BY ZOSTAĆ GOŚCIEM OD KUNG-FU"


"Ucieczka z Chinatown" równie dobrze mogła by się nazywać "ucieczka od schematów". Książka napisana jest w formie scenariusza i jest satyra na rzeczywistość jaka dotyka wielu imigrantów azjatyckiego pochodzenia zamieszkujące chińskie dzielnice w USA.


Satyra ta jednak jest przykrywką dla przekazu o tym jak ludzie sami siebie wrzucają w pułapkę schematu. Nie ma znaczenia jakiego koloru masz skórę i jakiego jesteś pochodzenia jeżeli dążysz co celu którego motywacji nie potrafisz wyjaśnić. Uważam, że podobna tematykę poruszaja "Chłopi" gdzie każdy musi odegrać swoją rolę. Dlaczego? Tego nikt nie wie, po prostu już tak jest.


Na pewno jest to jedna z tych książek która pobudza autorefleksje i zastanawianie się nad sobą czy sami czasem unieszczesliwiamy się na siłę że względu na to, że otoczenie czegoś od nas wymaga i się męczymy dążąc do celu, który nic w naszym życiu nie zmieni, a jego osiągnięcie nie da nam spełnienia, jedynie uczucie pustki i bezsensowności. Podobnie jak miał główny bohater, kiedy został już wymarzonym od dziecka gościem od KUNG-FU.


Po za tym sama powieść bawi wielu momentach, kilka razy głośniej wypuściłem powietrze nosem po przeczytaniu dialogów, których humor idealnie wpasowuje się w mój. Minusem jest to, że powieść jest bardzo nierówna, miejscami trochę odpływa w rejony które za bardzo brzmią jakby autor pisał je pod wpływem jakiś substancji, przez co wychodzi trochę przerost formy nad treścią, ale z drugiej strony rozumiem zamysł który miał mieć wydźwięk oniryczny.


Podsumowując: bardzo polecam!


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki

b91c0b39-050a-4697-8c53-650cb146af7c

Zaloguj się aby komentować

691 + 1 = 692

Prywatny licznik: 8+1=9


Tytuł: Znachor

Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Wydawnictwo: Bellona

Format: książka papierowa

ISBN: 9788311153127

Liczba stron: 335

Ocena: 8/10


Przy okazji perspektywy Wielkanocy i niewątpliwego pokazu Znachora w telewizji (którego wcześniej widziałem zaledwie 1x w życiu) stwierdziłem, że warto będzie też zapoznać się z powieściowym pierwowzorem. Nie ma co przedstawiać fabuły, bo i tak niemalże każdy ją dobrze zna


To, co przy okazji książki rzuciło mi się w oczy, to zdecydowanie pełniejszy świat przedstawiony. Autor naprawdę dobrze pokazywał ówczesne życie, co siłą rzeczy przez ograniczony czas musiało zostać w sporej części wycięte z filmu. IMO na plus dużo bardziej życiowy, ale kompletnie niefilmowy sposób pokazania zakończenia. Niemniej nie żałuję, że w klasyku filmowym delikatnie zostało ono zmienione, bez tego nie byłoby takich pięknych memów xD


Na drobny minus to, że autor niezbyt dobrze radził sobie z chronologią wydarzeń i np. najpierw tuż po zniknięciu dra Wilczura szybko skończył wątek warszawski i kliniki wybiegając w parę lat później, po czym wrócił do Wilczura i "bieżących" wydarzeń. Podobnie wątek losów żony i dziecka trochę na siłę wepchnięty kolanem, zamiast jakoś ładniej do tego wrócić w retrospekcji w późniejszym czasie.


Na kolejne święta zdecydowanie polecam dla możliwości porównania sobie książki z wszystkimi trzema wersjami filmowymi


#bookmeter #ksiazki

#owcacontent

829eecd8-2340-419b-ae87-d5bd87525a11

@bojowonastawionaowca znachor został napisany jako scenariusz ale nie chcieli mu go wówczas zekranizować. Więc wydał jako powieść i koniec końców powstal film. Najwierniejszą adaptacją jest ta pierwsza wersja (tej najnowszej nie oglądałem)

Zaloguj się aby komentować

690 + 1 = 691

Prywatny licznik: 7+1=8


Tytuł: Trzymaj się z dala, kochanie. Opowieść o miłości w Afryce Wschodniej

Autor: Konrad Piskała

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Szczeliny

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381353830

Liczba stron: 352

Ocena: 6/10


"Opowieść" to to nie była, po prostu zbiór opowieści i reportaży z wybranych 5 krajów regionu: niektóre dłuższe, inne krótsze, inne nieco dłuższe, większość przeciętnych, część niezłych, ale nic takiego zachwycającego - ba, parę razy nawet uznałem, że komentarze autora czy wchodzenie przez niego z butami w czyjeś życie było dosyć niestosowne i potencjalnie szkodzące. Ale przede wszystkim często są tylko liźnięciem tematu przez szybkę, gdzie aż prosiło się o szersze przedstawienie problemu (w zasadzie chyba tylko ugandyjska polityka wobec osób LGBT wyszła naprawdę dobrze).


Autor szuka odpowiedzi na pytanie, czym dla tamtejszych ludzi jest miłość. Ale mam wrażenie, że to szukanie jest dosyć wybiórcze - albo są to historie smutne, albo kontrowersyjne z punktu widzenia europejskiego czytelnika. Nie neguję tego, że życie miłosne w Afryce Wschodniej może być trudne i bolesne, ale jednak wolałbym zobaczyć cały jego przekrój, a nie tylko bardziej smakowite z niego kąski.


W dużym skrócie książka bez szału, ale za te parę złotych z promocji była nawet dobra. W cenie okładkowej nie polecam


Dobrze, że obyło się bez cytatu z Mandeli #pdk @Dziwen


#bookmeter #ksiazki #afryka

#owcacontent

f6110059-369a-4c72-90d5-d38e5d68ea65

@bojowonastawionaowca swoją drogą miałem kontakt z kilkoma książkami tego wydawnictwa i jak widzę ten jego symbol na okładce [ta grafika powycinana w obrazku], to jakoś z automatu mam wrażenie, że to musi być pod ocenę między 6, a 4 na 10.

Zaloguj się aby komentować

689 + 1 = 690

Prywatny licznik: 6+1=7


Tytuł: Czekając na aresztowanie nocą. Relacja ujgurskiego świadka z ludobójstwa w Chinach

Autor: Tahir Hamut Izgil

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Znak Koncept

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324094288

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10


Ciąg dalszy książek kupionych dzięki polecajce promocyjnych @WujekAlien - tematyka bardzo dobrze mi znana, począwszy od 2014 roku i zamachów w Urumczi śledziłem wydarzenia w Xinjiangu na bieżąco, ale za tę cenę (bodajże dyszka) szkoda było książki nie wrzucić na półkę


Na początek małe wyjaśnienie - Xinjiang (po polsku Sinciang, acz ja zdecydowanie wolę używać oryginalnej nazwy) to najbardziej na zachód wysunięta prowincja Chin, będąca jednocześnie jednym z kilku regionów autonomicznych. Ludność tamtejszego obszaru to Ujgurzy, będący w większości muzułmanami i przynależący do ludów tureckich, których chińscy Hanowie chcą odnarodowić, na co radykalni Ujgurzy starali się odpowiedzieć terrorystycznymi atakami, na co restrykcje wymierzone we wszystkich Ujgurów zaczęły się nakręcać (szczególnie od czasów regionalnego przywódcy Chena Quanguo).


Autor jest ujgurskim intelektualistą i tylko dzięki temu i swoim znajomościom zdołał uciec z Chin na zachód i opublikować swoje wspomnienia z życia w swojej ojczyźnie, gdzie wszyscy Ujgurzy stopniowo, ale nieuchronnie ludzie są poddawani coraz silniejszym restrykcjom, na czele z odbieraniem paszportów i byciem zatrzymywanym bez żadnego wyroku i wysyłanym do obozów reedukacyjnych - ten los spotkał przynajmniej 1-2 miliony z nich (na 10-milionową społeczność). Wielu więcej pierwszoosobowych relacji z życia pod takim zacieśniającym się kagańcem nie ma i chociażby z tego względu warto się z książką zapoznać.


Książka pokazuje bardzo dobitnie jak represje i kontrola społeczna w Xinjiangu są niestety skuteczne. Analogicznie sytuacja miała miejsce w Tybecie, na nieco mniej drastyczną skalę również w Mongolii Wewnętrznej. Chiny to nie tylko piękne turystycznie miejsca czy niebywały rozwój technologiczny i o tej ciemniejszej stronie "rozwoju" (bo Ujgurzy byli i są również wykorzystywani w formie pracy przymusowej w tamtejszych zakładach przemysłowych) warto pamiętać.


#bookmeter #ksiazki #chiny #xinjiang #ludobojstwo

#owcacontent

d9a1e2b0-1505-4a38-878e-3235fcdc49a8

Zaloguj się aby komentować

688 + 1 = 689

Tytuł: Zima Muminków

Autor: Tove Jansson

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Liczba stron: 160

Ocena: 10/10

Żałuję, że nie potrafię tak ładnie pisać, aby oddać moje emocje podczas czytania Zimy Muminków.

Muminki tradycyjnie od pokoleń przesypiają okres od października do kwietnia. Zdaje się, że dlatego są takie szczęśliwe, bo nie zaznają zimowych trosk, mrozu, braku jedzenia, ciemności.

Tym razem Muminek niespodziewanie budzi się w środku zimy i nie może już zasnąć. Samotność i ciekawość tego zupełnie innego świata, wyciąga go na zewnątrz.

Po raz pierwszy w życiu doznaje takiego zimna, tęsknoty za swoją rodziną, która nie potrafi się obudzić oraz zaskakujących aktywności, które możliwe są tylko zimą. Wraz z nowymi przyjaciółmi oraz Małą Mi, stawia czoła nowym trudnościom. Dużo rozmyśla, a są to myśli wielkie i mniejsze.

Przychodzi też śmierć, po niej pogrzeb a wszędzie wokół czuć mroczny klimat zimy.

Bardzo filozoficzna opowieść.

#bookmeter

73856bc1-3f65-4407-8a72-915246a854b2

U Stawiszyńskiego kiedyś był rozmówcą jakiś poważny profesorek i rozmawiali o książkach i mówił, że po wielu latach wrócił do Muminków i właśnie Zima bardzo go zaskoczyła tym jak głęboko opowiada o śmierci

@JapyczStasiek jestem absolutnie zauroczona tą powieścią, dawno żadna książka nie wywołała u mnie gęsiej skórki i takiego wzruszenia A napisane w tak prosty i łagodny sposób

Zaloguj się aby komentować

687 + 1 = 688


Tytuł: Ostatnie rozdanie

Autor: Wiesław Myśliwski

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 10/10


"Ostatnie rozdanie" to dla mnie przykład literatury pięknej kompletnej. Takiej, w której nie ma ani jednego elementu zbędnego, a forma, temat, język i sens tworzą spójną całość. Punkt wyjścia jest pozornie prosty: bezimienny narrator przegląda stary notes z nazwiskami i adresami, próbując go uporządkować. Nie jest to też pierwsza próba ogarnięcia tego chaosu, złapanego kilkoma gumkami, żeby się nie rozleciał (nie wybuchł). Każde nazwisko otwiera jednak nie tylko wspomnienie konkretnej osoby, ale całe warstwy pamięci, zaniechań, utraconych możliwości, dawnych miłości i pytań o to, czym właściwie było dotychczasowe życie. I nagle okazuje się, że ten notes jest nie tylko rejestrem kontaktów, pamiętanych dobrze, źle lub wcale, ale metaforą egzystencji.


Najbardziej fascynuje mnie to, że Myśliwski z czegoś tak skromnego buduje powieść o wszystkim. O pamięci, przemijaniu, przypadku, miłości, szczęściu, samotności, wolności, niespełnieniu. To książka, która nie ma klasycznej fabuły w zwykłym rozumieniu (jest tu kilka wątków, które w obliczu przesłania nie mają dużego znaczenia), a mimo to niesie czytelnika swoim rytmem. U Myśliwskiego opowieść jest jak myśl, ona nie płynie - ona meandruje, znika, wraca, zatacza kręgi. I właśnie dlatego działa tak mocno.


Jest w tej książce coś z wciąż żywej korespondencji. Nie tylko dosłownie, przez listy i ślady po ludziach, ale przez samą ideę, że relacje nigdy nie znikają całkiem, tylko przechodzą w pamięć, w język, w sposób, w jaki opowiadamy siebie samym sobie. To piękna myśl, i Myśliwski potrafi ją unieść bez cienia pretensjonalności.


I jest jeszcze język. To jest właśnie ta "kompletność". U Myśliwskiego nie ma rozdziałów zbędnych. Wszystko jest zawarte między tym, co opowiedziane i jak opowiedziane. Ta kompletność objawia się też w połączeniu najlepszych cech z innych jego dzieł: gawędziarstwa znanego z "Traktatu o Łuskaniu fasoli", melancholii z "Widnokręgu", filozoficzności z "Ucha igielnego" i ironii z "Drzewa". W mojej ulubionej książce Pana Wiesława ("Traktacie o łuskaniu fasoli") już te elementy były na miarę arcydzieła, ale mam wrażenie, że tu nie wypada to gorzej.


To jedna z tych rzadkich książek, które nie tylko opowiadają o życiu, ale zdają się działać według jego logiki - fragmentarycznej, nieuporządkowanej, złożonej, a jednak ostatecznie sensownej. Książka, która nie tyle daje się przeczytać, co pyta: A jak wygląda Twój notes teleadresowy? Ile z zapisanych w nim osób dalej pamiętasz, ile z nich odegrało jakąś rolę w Twoim życiu (pozytywną lub negatywną)? a ile na przestrzeni lat stało się tylko nic nie znaczącym wpisem, który możesz bez konsekwencji wyrzucić. I wreszcie, czy piszesz jeszcze odręczne listy? kiedy napisałeś ostatni i do kogo?

Słowo pisane ręcznie jest bowiem innym słowem niż na maszynie czy komputerze. To jakby krwi własnej pieczęć.


Szkoda, że miałem przyjemność widzieć autora tylko raz na żywo i przed jego śmiercią nie udało mi się otrzymać choć 1 autografu.

Okładka z mojego ulubionego wydania, Znak zrobił rewelacyjną robotę wydając te książki w tak pięknej i zarazem prostej oprawie, która świetnie współgra z treścią książek i twórczością Pana Wiesława.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

50b85623-63bf-436e-9cca-48d04643a6db

@WujekAlien Właśnie przed sekundą skończyłem ją czytać. Dla mnie to jest zdecydowanie najlepsza książka Myśliwskiego jaką miałem okazję przeczytać. Śmiem nawet twierdzić, że jest lepsza niż Traktat o łuskaniu fasoli. W Traktacie było kilka fragmentów, które mnie... zmęczyły? Ostatnie rozdanie natomiast, dotyka jakichś takich obszarów we mnie, że im dłużej ją czytałem, tym bardziej chciałem, żeby ona w ogóle nie miała końca. Ale książki Myśliwskiego są o życiu i tak jak życie - mają swój koniec. I tak samo jak życie zostawiają czytelnika z głębokim poczuciem niedosytu. A "relacja" z Marią - zarówno w idei, formie i języku - to jest po prostu majstersztyk!

@fonfi dla mnie te 2 książki plus “Widnokrąg” to najlepsze, co Myśliwski napisał i trudno mi wybrać, która jest lepsza. Fakt “Ostatnie rozdanie” jest bardziej kompletne i porusza ważniejsze wątki, niż Traktat, do tego ma odrobinę wątków fabularnych, które też są na plus. Ale Traktat to mistrzostwo gawedziarstwa, które u autora uwielbiam.

No i książka wylądowała właśnie w czytniku kompletnie zaburzając kolejność tego, co miałem czytać dalej. Wydaje mi się jednak, że to, że ten wpis pojawił się akurat wtedy, kiedy wybrałem się do Sandomierza, to musi być jakiś znak.

eadb20b6-20ba-4a41-b40d-607f5465c363
9549005d-645a-4219-8551-a2cdf47c0bb6

Zaloguj się aby komentować

686 + 1 = 687

Tytuł: Lato Muminków

Autor: Tove Jansson

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 176

Ocena: 7/10

Do Doliny Muminków znów zawitała powódź. Kuchnia, salon, wszystko zatonęło w wodzie wraz z meblami, imbrykiem i kawą. Ale Muminki nie należą do gatunku zamartwiającego się, płyną na spotkanie kolejnej przygodzie, podczas której niespodziewanie tworzą pierwszą w życiu sztukę teatralną. Pojawiają się nowi przyjaciele i zaskakujące rodzinne powroty. Książka dość krótka, ledwo się zaczęła a już skończyła 😉

#bookmeter

aee992cf-9b04-4ade-8191-8e13df797bc1

Zaloguj się aby komentować

685 + 1 = 686

Tytuł: Pamiętniki Tatusia Muminka

Autor: Tove Jansson

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 224

Ocena: 8/10

W tej części poznajemy niesamowite przygody z czasów młodości Tatusia Muminka, które rozpoczynają się od czasu podrzucenia go w papierowym worku do domu podrzutków Ciotki Paszczaka, a kończą na pierwszym spotkaniu z Mamusią Muminka.

Pamiętniki świetnie prezentują przekorną naturę Tatusia, oraz jego zamiłowanie do przygód.

Pojawia się też sporo nowych postaci, jak na przykład Mała Mi, czy też rodzice Włóczykija oraz Ryjka. I w tej części nie brakuje pięknych grafik Tove ♥️

#bookmeter

eecace0b-b109-4861-8138-10dd13770422

Zaloguj się aby komentować

684 + 1 = 685


Tytuł: I nie poznają, co to strach

Autor: Dan Abnett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 432

Ocena: 10/10


“Wszyscy na Calth otrzymali taki wyrok (śmierci) [...] Możemy jedynie wybrać jak zachowamy się w jego obliczu.”


XIX część cyklu Herezja Horusa


Fabularnie jest to kontynuacja wątków zapoczątkowanych w Bitwie o Otchłań i Pierwszym Heretyku, więc jak zwykle nie da się o wydarzeniach za dużo powiedzieć bez spalenia poprzednich tomów, ale podtytuł na okładce mówi sam za siebie.


Jedno jest pewne: tą książką Dan Abnett utwierdził swoją pozycję lidera wśród autorów piszących dla Black Library i pokazał, że doskonale potrafi operować formą.


Po pierwsze samo dramatis personae zajmuje 4 strony (najczęściej mieści się na 1-2 stronach), co odzwierciedla ogrom najliczniejszego spośród wszystkich legionów - Ultramarines, ale także podkreśla wagę opisywanych wydarzeń.


Po drugie język. Nie jest to już wzniosły, melodramatyczny styl będący odbiciem chwały Horusa czy pasji Lorgara, tylko język precyzyjny i bardziej techniczny oddający opanowanie i zmysł taktyczny Guillimana oraz militarną dyscyplinę XIII Legionu. Poszczególne podrozdziały oznaczone zostały wojskowym znacznikiem czasu, odliczającym czas do umownego początku bitwy o Calth. Wraz ze zmniejszeniem wartości licznika napięcie czytającego wzrasta. W pewnym momencie powieść przeradza się w porażającą rozmachem narrację katastroficzną, by przerodzić się w zapis epickiej kampanii wojennej.


Niebiescy pokazali, że też mogą być fajni, szczególnie Ventanus, Selaton oraz ich sztandar.


Kor Phaeron umocnił się na pozycji najpodlejszej mendy uniwersum.


Intrygujący wątek z Ollem Perssonem i jego wizją łysego mordercy pdk.


Przy okazji dowiedziałem się, że kilkadziesiąt tomów Herezji to pikuś, ponieważ:

“Księga Lorgara [...] została spisana ręcznie w dziewięciu tysiącach siedmiuset pięćdziesięciu dwóch tomach. Ich ilość regularnie wzrasta.”


Zdecydowanie jedna z najlepszych części Herezji Horusa, na pewno najbardziej emocjonująca.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k

f661f0d1-64d7-4485-ae07-db5105de84c6

Dembski-Bowden lepszy. Abnett na dobre pióro, a ww pozycja jest świetna, ale takie szmiry jak wciskanie Gramaticusa i jego zgrai w niemal każdej pozycji, czy problemy z zakończeniem, gdzie najpierw historia się ciągnie niemiłosiernie, a potem wszystkie wątki są kończone w ekspresowym tempie(vide Duchy Gaunta, czy Eisenhorn) irytują mnie u niego. No i to jak zrobił z babola, jakim była pomylenie płci jednej trzecioplanowej postaci, a następnie zrobienie z tego plot twista w zakończeniu Duchów Gaunta, to jest jedno z największych partactw, jakie czytałem w książkach Black Library.

@saradonin_redux raczej się nie rozczarujesz: bromance Argell Tala i Kharna, skomplikowane uczucia Pożeraczy Światów w stosunku do ich prymarchy, Lothara Sarinn, Legion Vulpa, tytan klasy Imperator i Erebus to huj, a to wszystko w ramach jednej książki ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

@saradonin_redux te książki z HH są mega nierówne. Niektóre to arcydzieła, a niektóre to czysta grafomania. Teraz czytam cykl o Eisenhornie, bo ukazało się wznowienie przetłumaczonego wydania od Copernicusa. Na razie bardzo polecam!

@AdministratorDanychOsobowych tak, nowsze tłumaczenia różnią się od starszych i widać nadal czasem takie rozbieżności

Horus Rising - Wywyższenie Horusa, wcześniej Czas Horusa

False Gods - Fałszywi bogowie, wcześniej Kłamliwi bogowie

Galaktyka też raz jest w płomieniach, innym razem w ogniu


Nawet nazwy legionów mają niekiedy różne tłumaczenia np. Word Beares raz są Głosicielami Słowa, innym razem Niosącymi Słowo

Zaloguj się aby komentować

683 + 1 = 684


Tytuł: Kwantechizm 2.0, czyli klatka na ludzi

Autor: Andrzej Dragan

Kategoria: popularnonaukowe

Wydawnictwo: Otwarte

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383990132

Liczba stron: 344

Ocena: 8/10


Książka jest zestawem wykładów o fizyce kwantowej w przystępnej formie. Większość tematów była mi już znana, a lektura mocno je rozjaśniła, pozwoliła spojrzeć na nie z innej perspektywy. Dowiedziałam się z niej również o koncepcjach, z którymi wcześniej się nie zetknęłam - jak próba wytłumaczenia superpozycji tym, że specyficznych warunkach obserwujemy odwrotną kolejność zdarzeń, czyli widzimy najpierw skutek, a potem następuje przyczyna. Trudno mi powiedzieć, jak zrozumiana byłaby przez osobę, której wiedza o fizyce zakończyła się na materiale ze szkoły średniej i zetknie się dopiero po raz pierwszy z dziwacznym światem kwantowym.


Narracja autora posiada specyficzny format, odwzorujący moim zdaniem dosyć dobrze formę wykładów - w których prowadzący używa mowy potocznej, całość jest strumieniem wiedzy i przemyśleń związanych z tematem, zdarzają się np. powtórzenia, dygresje, anegdoty. Nawet wykresy w książce, nie są przygotowane w programie graficznym, ale narysowane odręcznie, niczym kredą na tablicy. Mi osobiście taki format pasuje, można zostać wciągniętym i dać się ponieść na fali przemyśleń autora.


Podczas czytania zakręciła mi się też łezka. Do tematów związanych z fizyką, autor wplata też trochę wątków osobistych - odrobinę wspomnień ze swojego życia - amigowa demoscena, początki internetu w Polsce. Kto wie, być może mijaliśmy się na tych samych kanałach IRC. Takie momenty uświadamiają mi, jak starzy jesteśmy - dzieciaki lat '90, dzisiaj szanowani profesorowie, wykładowcy, autorzy książek, prezesi czy milionerzy. Za każdym takim razem mam straszny dysonans poznawczy, że jesteśmy już poważnymi, dorosłymi ludźmi. Kolega @BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta wspomniał, że anegdoty autora przypominają mu "opowieści wujka mitomana" - być może po prostu jest od nas dużo młodszy i takie wspomnienia z jego perspektywy wyglądają jak pierdolenie starych ludzi.

Całość przeczytałam za jednym posiedzeniem wieczorem na kanapie, co rzadko już w tym wieku mi się zdarza.

#bookmeter #ksiazki

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta Wystarczy dycha, to już inny świat, jak miałeś neostradę a nie 0212223 ppp/ppp z zegarkiem w ręku, bo impuls bił co trzy minuty XD

Zaloguj się aby komentować

682 + 1 = 683

Tytuł: Cienie

Autor: Mirosław P. Jabłoński

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Stalker books

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368439250

Liczba stron: 129

Ocena: 6/10

Hard science-fiction w czystej postaci.

Mam niewielkie doświadczenie z książkami, które mocno się skupują na tłumaczeniu prawideł fizycznych, dlatego ciężko mi ocenić czy "Cienie" są dobre w swoim gatunku. Jednak na pewno zachęcają do dalszego jego poznawania.

Książka to zbiór 6 opowiadań. Jedno z nich jest nawet napisane wierszem, jedno jest bardziej z gatunku fantasy. Jednak tytułowe opowiadanie jest tym dlaczego bardzo się cieszę się, że trafiłam na tą książkę. Dawno tak cudownego i oryginalnego sci-fy nie czytałam, aż żal że było takie krótkie. Kurcze podziwiam ludzi za taką fantazje i którym zdecydowanie warto za nią płacić. Opowiadanie to jest 10/10 i bardzo podnosi ocenę całego zbioru. "Lato ciemnych ptaków" również oceniam bardzo wysoko 8/10. Reszta to 5/10. Wiersz ciężko mi ocenić bo poezja totalnie do mnie nie trafia.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki

278b5175-1c7b-4b85-a4c6-013d84095a39

Zaloguj się aby komentować

682 + 1 = 683

Tytuł: Świadek numer 8

Autor: Steve Cavanagh

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10


Ósmy tom przygód Eddiego Flynna ponownie wrzuca byłego oszusta, a dziś adwokata, w sprawę, która z pozoru wygląda jasno, ale bardzo szybko okazuje się znacznie bardziej skomplikowana. W centrum jest proces o morderstwo, któego miał się dopuścić znany i ceniony chirurg, a Eddie podjął się bronić. Do tego kłamliwi świadkowie, manipulacje i gra pozorów, w której, jak to u Cavanagha - prawda nigdy nie leży tam, gdzie wydaje się na początku. Flynn znów porusza się na granicy prawa, wykorzystując nie tylko wiedzę prawniczą, ale też dawny instynkt człowieka, który kiedyś sam żył z oszustwa i liczne kontakt w przestępczym półświadku.


Największą siłą książki jest klimat. Czuć napięcie, czuć stawkę, a historia ma ten charakterystyczny dla serii nerwowy puls, który sprawia, że czyta się szybko i z zaangażowaniem. Cavanagh bardzo dobrze buduje poczucie, że Flynn po raz kolejny zadziera z niewłaściwymi ludźmi i że tym razem cena może być naprawdę wysoka i wyjątkowo, w tym tomie, jest. Motyw zagrożenia życia protagonisty działa, bo wpisuje się w jego charakter: to bohater, który regularnie igra z ogniem.


Podoba mi się też, że Flynn nie jest nieskazitelnym bohaterem. Nadal działa po swojemu, czasem balansując na granicy etyki, czasem ją obchodząc, jeśli uzna, że prowadzi go to do celu. To właśnie odróżnia tę serię od bardziej klasycznych thrillerów prawniczych - tu nie chodzi tylko o salę sądową, ale o ciągłą grę, w której bohater sam bywa częścią problemu. Eddie jest oszustem, a dopiero później prawnikiem i autor nigdy tego nie ukrywał.


Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do tego, że seria zaczyna momentami korzystać z własnych sprawdzonych schematów. Flynn po raz kolejny wpada w śmiertelne tarapaty, po raz kolejny ryzykuje za dużo, po raz kolejny gra nie do końca czysto. Po raz kolejny rani to (dosłownie) kogoś z jego najbliższych. To działa, ale nie ma już efektu świeżości z pierwszych tomów.


Jest to solidny, klimatyczny thriller prawniczy, który może nie należy do najmocniejszych części serii, ale dobrze wykorzystuje to, co w Eddiem Flynnie najlepsze i co najważniejsze, nie wymaga właściwie znajomości poprzednich tomów, żeby się dobrze bawić.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

4406eb48-63c5-48bb-bc59-a996f6068f31

Zaloguj się aby komentować

681 + 1 = 682

Tytuł: Paradyzja

Autor: Janusz A. Zajdel

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Liczba stron: 196

Ocena: 7/10

Podobnie jak w Limesie, kiepsko napisane, brakuje rozmachu, wygląda na rozciągnięte opowiadanie, a nie powieść. Zakończenie lepsze, chociaż trochę takie z generatora zaskakujących zakończeń, a historia zbyt często ociera się o banał. Może by to bardziej działało, gdyby na pierwszym planie był rozwinięty i ciekawy świat sci-fi, zamiast tego jest mało subtelny przekaz o systemie komunistycznym i ulepiona do tego jako taka fabuła.

#ksiazki #zajdel #scifi

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter

d4c8344b-ada2-4f8f-9b15-c1482b9595e6

@JapyczStasiek mi się akurat Paradyzja podobała znacznie bardziej niż Limes Inferior. Mimo ewidentnej jeździe po komunistycznym ustroju, miała w sobie jakiś pierwiastek kosmicznej tajemnicy. To może być po części zasługa rewelacyjnie przygotowanego słuchowiska.

Zaloguj się aby komentować

681 + 1 = 682

Tytuł: Malorie

Autor: Josh Malerman

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Akurat

Format: audiobook

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10


Drugi tom historii zapoczątkowanej w "Nie otwieraj oczu" wraca do świata, w którym patrzenie wciąż oznacza śmierć. Tym razem jednak perspektywa jest szersza - Malorie nie jest już tylko samotną bohaterką walczącą o przetrwanie, ale matką, która musi chronić dorastające nastoletnie dzieci w rzeczywistości, której one właściwie nie znają inaczej. Gdy pojawia się nadzieja na bezpieczne miejsce i odnalezienie rodziców/dziadków, bohaterowie wyruszają w kolejną niebezpieczną podróż, gdzie każdy błąd może mieć ostateczne konsekwencje.


Największą siłą tej części jest sposób, w jaki Malerman rozwija znany świat. Nie próbuje wymyślać wszystkiego od nowa, tylko dokłada nowe elementy do tego, co już działało - pogłębia zasady rządzące rzeczywistością i pozwala czytelnikowi spojrzeć na nią z innej strony. Dorzuca też pociąg ocalałych, który odgrywa ogromną rolę w przygodzie naszej trójki.


Kluczową zmianą jest przerzucenie części narracji na dzieci, które urodziły się i dorastały w świecie bez wzroku. To daje bardzo ciekawy efekt - dla nich to nie jest apokalipsa, tylko norma. Oni widzą... dźwiękami. Świetnie wypada też wątek nastoletniego buntu. W świecie, gdzie zasady są absolutne i ich złamanie oznacza śmierć, naturalna potrzeba sprawdzenia granic nabiera zupełnie innego ciężaru. To jeden z tych pomysłów, które wydają się oczywiste dopiero po fakcie i tutaj działa naprawdę dobrze, dodając historii napięcia i emocjonalnej głębi. Konflikt na linii matka - syn dodaje historii emocji, których nie oczekiwałem, ale przyjemnie się o nich czytało. Każda z postaci ma też swoje sekrety, które wyjdą na jaw i będą sporym zaskoczeniem.


Książka utrzymuje klimat pierwszego tomu - nadal jest duszno, niepewnie i bardzo klaustrofobicznie - choć momentami czuć, że to już bardziej rozwinięcie świata niż jego odkrywanie. Nie ma tu aż takiego efektu świeżości jak wcześniej, ale w zamian dostajemy bardziej świadomie zbudowaną historię. Nie jest też aż tak horrorowo, są momenty, ale to bardziej zaskoczenie, niż strach. To bardzo dobra kontynuacja, która pokazuje, że ten świat nadal ma potencjał i można go rozwijać w ciekawy sposób.

Wołam @Shivaa


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

875a63f9-c760-4102-9587-ac3512deef91

Zaloguj się aby komentować

680 + 1 = 681


Tytuł: Wieża Jaskółki

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: audiobook

Ocena: 8/10



Dzień dobry. Ja tu z recenzyją - taką, po której niejeden gotówby chwycić za widły, a inni mogą o herezji krzyczeć. Tak naprawdę to nie. No ale dość gadania - jadło stygnie, a gości nie wypada trzymać w progu. Rozgośćcie się. XD


Gdyby tego dnia po zapadnięciu zmroku ktoś zdołał cichaczem podkraść się do zagubionej wśród moczarów chaty z zapadniętą i obrośniętą mchem strzechą, gdyby zajrzał przez szpary w okiennicach, zobaczyłby w skąpo oświetlonym łojówkami wnętrzu jak Dziw cierpi katusze przez pierwsze 30% "Wieży Jaskółki". Ale to nie było możliwe. Nikt nie mógł tego zobaczyć. Chata pustelnika Dziwisza była dobrze ukryta wśród mokradeł. Na wiecznie pokrytym mgłą pustkowiu, na które nikt nie odważał się zapuszczać.


Tak, początek tego tomu był bardzo frustrujący. Nudny. Jedynym co go ratowało, to wszystko, co było związane z pustelnikiem. Nie opowieść, jaką słyszał, tylko on sam, jego historia, jego interakcje z ... . To było fajne i potrzebne. Cała reszta jednak wydawała mi się po prostu tragiczna. Od szczurów, którzy totalnie mnie nie interesują, jako postaci, przez postaci losowe, które ponownie muszą odpowiadać o świecie, kończąc na czymś, co jest typowe w seriach książkowych, a mnie mierzi prawie za każdym razem.


Chodzi o potrzebę streszczenia tego, co było wcześniej, uciekając się do sztucznych scen i dialogów. Jako, że do serii podchodzę najczęściej jednym ciągiem - ja wiem co się działo i takie rzeczy działają na mnie jak płachta na byka. Marnują mój czas. Ale jak zaznaczyłem to mój personalny problem. Ja po prostu jestem dziwny i wolałbym streszczenie ważnych rzeczy jako wstęp do książki, który mogę pominąć, niż coś narzuconego w losowym miejscu, oderwanego od historii.


Tu robi się nawet gorzej, bo streszczenie nie ogranicza się wyłącznie do przeszłości, ale zahacza też o przyszłość. W efekcie, jeśli ktoś - tak jak ja - liczył, że sceny po walce na moście doczekają się sensownego epilogu w Wieży Jaskółki, to się rozczaruje. Co więcej, coś, co było w pewnym sensie punktem zwrotnym poprzedniego tomu, czyli akceptacja przez Geralta, że nie musi dźwigać wszystkiego sam - zostaje tutaj cofnięte. Nie "na żywo". W streszczeniu. I jasne, bez tego pewnie nie byłoby sceny z Milvą, przy której po raz pierwszy prawie na głos parskłem śmiechem. Problem w tym, że sam sposób pokazania regresu Geralta po prostu mi nie siadł. Jeśli chodzi o Milvę, to też istotna rzecz z końcówki poprzedniego tomu, krwawa, zostaje rozwiązana "poza ekranem", gdzieś między wierszami relacji Jaskra.


Ale potem przychodzi moment Milvy i nagle wszystko robi się automatycznie lepsze, ciekawsze. Historia wychodzi z chaosu i zaczyna się porządkować. Każdy wątek zaczyna coś wnosić i gdyby nie te pierwsze 30%, spokojnie mówił bym o ocenie na poziomie dziesiątki. Ten "moment Milvy" jest dla mnie punktem zwrotnym - bo choć wcześniej coś już zaczynało się ruszać, dopiero wtedy naprawdę zaczęło wciągać. Tak, jak poprzednie tomy.


W mojej osobistej topce scen na pewno znalazłyby się: pewna jaskinia i rozmowa, finałowa walka, wydarzenia na wyspach - i chyba nawet Kovir. Już wcześniej pisałem, że Dijkstrze nie kibicuję, ale sposób, w jaki jest napisany, to dla mnie absolutna czołówka postaci. Bardzo podobał mi się wątek pustelnika i jego rozmowy z ... . Zakończenie tej relacji, też świetne. Fajnie, że jest, mimo okoliczności.


Przy okazji sceny z druidami też zrobiły swoje. Frustrujące to było, zwłaszcza koniec, ale potrzebne. No i wiecie które sceny z Cahirem. Nie ukrywam, że trochę to miejscami naiwne było, bo chłop miał być w sumie niemal oskalpowany, a kilka dni później, normalnie walczył. No ale nie odbiera to nic fajnym scenom z Geraltem. Plus nowa osoba w kompanii też mi się podoba. Zadziorna, fajny kontrast. Dobrze pasuje do ciotki i wujka.


Czyli w sumie ocena to:

Pierwsze ~ 30% książki: 4/10

To, co potem: 10/10


Z takich mniej oczywistych rzeczy, to całkiem ciekawie obserwuje się konflikt ras w tej serii. Chyba Yarpen miał bardzo ciekawy komentarz w "Krwi elfów", że parafrazując, to, że elfy przyszły tu pierwsze i zrobiły ze starszymi rasami to samo, co ludzie potem z nimi, daje im w ich mniemaniu prawo, by czegokolwiek żądać. Oczekują pójścia pod ramię z tymi, których wcześniej sami zniewalali. Bardzo fajny aspekt, zwłaszcza przez pryzmat rozmowy Geralta z pewnym elfem. Z pewnością da mi do myślenia podczas kolejnego podejścia do gier, już po ukończeniu cyklu.



Pisane jak zwykle na telefonie, to może być chaos, ale dzisiaj nie mam czasu poprawiać.


> #dziwensieodchamia <

#bookmeter #ksiazki #wiedzmin #audiobook #dziwenrysuje #perypetiedziwena

b0b75006-4a2b-4c66-b98f-a0fa9fc84300

Wszystko jest potrzebne i wiedźmina zawsze za mało. Jak dla mnie to mógłby wydać książkę w ogóle nie o nim, a opisującą świat i chłonąłbym to.

Zaloguj się aby komentować

679 + 1 = 680

Tytuł: Szafarz

Autor: Grzegorz Brudnik

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Filia

Format: audiobook

ISBN: 9788383573243

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10


Ok, tutaj mam poważny problem z oceną. Bo dałbym dwie - 8 a może nawet 8+ za kryminał, ale 3/10 za to, że wygląda jakby autor połowę pisania książki spędził z ręką w spodniach. Ta książka to połączenie porzadnego klimatycznego thrillera i taniego romansidła dla Grażyn wszelkiej płci i orientacji seksualnej. Akcja dzieje się jakiś tydzień, bohaterów jest kilkanaście - a różnej konfiguracji scen łóżkowych to jest chyba ponad 10. Po jakimś czasie już przewijałem, bo ile kurna można słuchać kto, z kim, ile i jak głęboko.


Sam wątek kryminalny wciągający, choć mam też dość konkretne zarzuty - tak samo jak w innych późniejszych książkach autora trochę przesadza z ilością dodatkowych wątków i dodatkowych zbrodni. Główna oś fabuły też naciągana jak stare majtki (których w tej książce chyba nikt i tak nie nosi), ale mimo to fabuła kryminalna wciągająca. Nawet jeśli główny plot twist był do przewidzenia od czwartego rozdziału.


A, jeszcze bohaterem jest John Wick z pragnieniem śmierci. I znów ten sam zarzut co przy Rocie - do jasnej cholery, może głównemu bohaterowi nie zależy czy umrze czy nie. Ale by poinformować kogoś o tym co odkrył ZANIM pójdzie ryzykować, tak na wypadek jakby jednak mu się nie udało? Duh? Tak by może ktoś inny powstrzymał mordercę. Heloł?


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki #kryminal

35f770c9-9724-48b9-818d-4c332b9f7cda
Ragnarokk userbar

@Hoszin Tutaj lekka przewaga audiobooka. Przewijanie jest dość wygodne


Ale po kolejnych ksiązkach (znaczy tych ostatnich, kolejnych nie znam jeszcze) widać, że wziął do serca te opinie, bo tam jest odpowiednia ilość sprośności.

Zaloguj się aby komentować

678 + 1 = 679

Tytuł: Atomowe nawyki Autor: James Clear Wydawnictwo: Galaktyka Format: książka papierowa Liczba stron: 286 Ocena: 8/10

Właśnie skończyłem „Atomowe Nawyki” Jamesa Cleara i muszę przyznać, że pozytywnie się zaskoczyłem. Spodziewałem się kolejnego coachingowego lania wody, a dostałem konkretną i logiczną instrukcję obsługi własnych przyzwyczajeń. Książce daję mocne 8/10, bo autor nie udaje guru, tylko pisze bardzo po ludzku i konkretnie. Największy plus tej pozycji to podejście do zmian. Zamiast rzucać się na wielkie cele, które zazwyczaj porzucamy po tygodniu, Clear proponuje metodę małych kroków i poprawianie się o 1% każdego dnia. Dużo miejsca poświęca budowaniu systemów. Tłumaczy, jak tak poukładać sobie otoczenie, żeby dobre nawyki wchodziły naturalnie, a te złe stawały się po prostu uciążliwe. Nie ma tu gadania o mitycznej silnej woli, jest za to sporo praktycznych wskazówek, jak działa nasz mózg i jak to wykorzystać na swoją korzyść. Czyta się to rewelacyjnie, bo rozdziały są krótkie i nie ma w nich zbędnego zapychacza. Jeśli ktoś szuka czegoś sensownego o tym, jak ogarnąć codzienną rutynę bez zbędnej walki z samym sobą, to zdecydowanie polecam. Teraz pozostaje tylko sprawdzić, ile z tych rad faktycznie uda mi się wdrożyć w życie, bo teoria teorią, ale prawdziwa zabawa zaczyna się przy praktyce.

#ksiazki #czytajzhejto#atomowenawyki #bookmeter

340c3bf9-6359-413f-a9df-4d192467f131

Zaloguj się aby komentować

677 + 1 = 678

Tytuł: Wielkie polowanie

Autor: Robert Jordan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381167253

Liczba stron: 884

Ocena: 7/10


Tom drugi - co nie zawsze stanowi oczywistość - podejmuje przygodę tam, gdzie skończyła się ona w pierwszym. Tutaj rozdziałów "w drodze" jest jeszcze więcej niż w części poprzedniej, a dłuższe przystanki w tej gonitwie wyodrębnić można co najwyżej dwa.


Miałem oczywiście rację co do ponownego pojawienia się kilku znajomych twarzy, a spotkania z nimi nie mogły zdarzyć się w bardziej odmiennych od siebie okolicznościach - część można nazwać radosną, część sprzyjającą, a jeszcze inną zakrawającą o niesamowity zbieg okoliczności. Epizody poświęcone dwóm spośród tych postaci były rozrzucone na tyle rzadko i na tyle daleko od siebie, że człowiek przypominał sobie o nich dopiero przy natknięciu się na kolejny ich rozdział. Czy wtrącenia te były istotne? Wg mnie jedno z nich nic a nic.


Przechodząc do kwestii bardziej schematycznej, którą nie zawsze lubię się zajmować, bo zajeżdża sztampą: niektóre postacie poddawane są próbom: zarówno dosłownym - przez kogoś, jak i figuratywnym - przez los, choć powinienem raczej napisać - przez Koło. W nielicznych przypadkach pozwala im to głębiej poznać samych siebie, i tak jak wszystko to jest umiarkowanie interesujące, tak czy w jakikolwiek sposób lub w jakimkolwiek stopniu przybliża ich to do pokonania Czarnego? No niezbyt (choć ustęp ten pisałem przed zakończeniem lektury, a ostatnie strony jak zwykle zadają kłam wcześniejszym moim przemyśleniom. Jak dla mnie wieńczące tę część wydarzenia wydają mi się następować za wcześnie w całej przygodzie i wygląda to tak, jak gdyby Jordan nie wiedział, jak to sensownie zamknąć). Ale wracając. "Dosłowne" próby Nyaneve robiły wrażenie, zarówno pod względem światotwórczym dla czytelnika - choć ukazane urywki były bardzo enigmatyczne - jak i zwyczajnie emocjonalnym dla dziewczyny. Dodatkowo blisko końca ma miejsce epizod, w którym niektórzy bohaterowie poznają na własnej skórze definicję słowa "beznadzieja", gdzie na każdy nowy pomysł zaradzenia jej autor bardzo szybko przedstawia kontrargument. Podłe to jak diabli, ale skuteczne, dobrze skonstruowane i napisane; zmusza osoby uwikłane do działania na najwyższych obrotach, by jakoś z tej kabały wyjść. Mogę też powiedzieć, że próba Randa przybiera postać kobiety: Selene nie sposób odebrać jako normalną osobę żyjącą w przedstawionym świecie, tylko sfabrykowaną kukłę o dokładnie dwóch cechach, cechach wręcz prostackich, choć rzekomo jest szlachcianką. Teraz jak o tym piszę, to chyba odkryłem, czemu tak jest, ale tutaj naturalnie tego nie zawrę.


Jeżeli chodzi o kwestię relacji - jest dziwnie. Przez jedną kłótnię z początku książki przez szmat czasu między Randem a resztą chłopaków panuje niewypowiedziany, acz odczuwalny kwas, odbijający się na ich stosunkach. Lwia część zależności między postaciami pozostaje bez większych zmian i jedynie sprawa miłosnych zabiegań o Randa ma tutaj swoje chaotyczne 5 minut - wszystko to komplikowane przez przepowiednię i "przeznaczenie" każdej osoby we wzorze.


Ciekawym zabiegiem jest uczynienie zbawicielem nie osoby wielbionej i przez wszystkich wyczekiwanej, tylko wręcz przeciwnie - przez większość znienawidzonej, będącej źródłem strachu i celem knowań. Niezmiernie ciekawi mnie, jak ten aspekt rozwinie się w części kolejnej.


A z przyjemnych drobnostek: na trasie bohaterowie natykają się na gospodę "Dziewięć pierścieni", do tego w świecie tym istnieje powieść przygodowa o tej samej nazwie. Nie muszę chyba więcej dodawać?


Nie mogę powiedzieć, by większość tego tomu czemukolwiek służyła - jak wspomniałem, znaczna część to po prostu pogoń - ale tak czy siak lektura szła sprawnie i paradoksalnie bez większych dłużyzn. Jordan może i leje wodę, ale robi to w sposób strawny, przynajmniej dla mnie.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #robertjordan #koloczasu #zyskiska #ksiazkicerbera

1dfd5769-a226-4dfa-999c-0f438a490a47

Zaloguj się aby komentować

676 + 1 = 677


Tytuł: Catching Fire, Hunger Games

Autor: Suzanne Collins

Kategoria: literatura młodzieżowa

Format: ebook

ISBN: 0545586178

Liczba stron: 400

Ocena: 9/10


Prywatny licznik: 11/30


Druga część Igrzysk Śmierci.

Nawet nie wiem co napisać, świetnie mi się czyta tą serie. Fabuła bardzo dobrze poprowadzona, trzyma w napięciu. Pojawia się więcej dramatów i dylematów moralnych. Coraz bardziej wyczuwalna jest rebelia. Plot twist na koniec jest genialny.

Czuję się jakbym odkrywała tą serię na nowo. Czytając ją jako nastolatka nie widziałam tego, co się dzieje w tle.


Remember who the real enemy is


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki

6c3b1d43-650c-4083-8089-ef6a9b3abf7c

Zaloguj się aby komentować