Dzisiaj byłem już tylko z psem. Prócz tego, że 3 razy mi się zatrzymał aby się złamać, nic nie odwalał. Za to mnie dopadła kolka:/ więc bieg mocno średni. Wiem że stać mnie na więcej ale też nie ma co przesadzać. Zacząłem też używać Garmin coach. Cel 5 km w dobrym tempie. Na razie mi się podoba to podejście, chociaż trening z coach skończył się po 9 minutach. Więc dobiegłem sobie resztę. Będę chyba biegał co drugi dzień na razie, ponieważ codziennie będzie dla mnie w pierwszych tygodniach zbyt męczące.
Wczorajszy bieg, drugi z kolei po długiej przerwie
Nowa apka i od razu chce się ćwiczyć, pobijać aktualne rekordy (życiowe będzie ciężko po ponad rocznej przerwie bez regularnych ćwiczeń po za drążkiem i pompkami na 1/3 gwizdka ), mierzyć postępy, wyznaczać cele po których jest satysfakcja itp.
Moim było przebiec 6 km co się na szczęście udało pomimo licznych kryzysów. Ciężko było jak mijałem miejsca gdzie normalnie bym skończył ale do szóstki brakowało wiec kontynuowałem na oparach energii.
Forma? Kiepskawa ale nie dramat. Mięśnie, szczególnie łydki były w szoku, przyzwyczajone do siedzenia lub leżenia w ostatnim czasie
Waga niecałe 88, nadwagi 6-7 wiec do zrobienia dość szybko, za miesiąc chciałbym mieć Max 85 i to moje wyzwanie dla siebie
Oczywiscie zamierzam nadal dużo jesc ale rozsądniej, wykluczyć słodycze, Pizza bez zmian
@tyci_koks A dziękuję, bardzo się przyda Mam gigantyczne zakwasy dzisiaj i chodzę jak połamaniec aaale nie od razu Rzym zbudowano. Trochę pokory się przyda i przede wszystkim regularność i konsekwencja;)
Wyszedłem pierwszy raz pobiegać od roku, po operacjach i tygodniach spędzonych w szpitalu, domowym przymusowym siedzeniu na D... Z powodu leczącej się otwartej rany po operacji.
Wziąłem psa, z którym biegam. Do tego poszła ze mną córka lat 7. Co chwila stop bo pies sra albo kolka u córki.
Ale i tak jestem dumny. Z siebie i z dziecka, że chce mnie wspierać i wie, że walczę ze sobą i przeciwnościami losu dla niej.
Dzisiaj wyruszyłem nieco późno i trzeba było zrobić wolniejsze bieganie, żeby nie wykitować w tej temperaturze
Finalnie wyszedł przygodowy bieg z 8x1km na przerwie 90s spokojnego (średnie tempo z interwałów 4:55).
Kurde, nawigacja z kursami w garminie to coś fantastycznego. Zaczęła się kończyć leśna ścieżka, normalnie bym powoli zwracał, albo zatrzymywał się i szukał w telefonie co zakręt czy czasem nie wybiegnę nią do sąsiedniego województwa, a tu cyk jedno kliknięcie w zegarku i już wiem, że mogę nią spokojnie truchtać
Ale żeby nie było tak kolorowo to przyczepiła się mnie jakaś kontuzja. Wczoraj czułam że coś nie tak z prawa stopa, ale myślałam że to chwilowa sprawa. Rano lekki dyskomfort nadal był, stwierdziłam że potestuję co i jak na miejscu, najwyżej odpuszczę. Zrobiłam sobie lekkie truptanko po Jordanie i wydawało mi się że jest ok. No i poszłam na tego parkruna. Początek git, ale pod koniec biegu z nogą zaczęło być słabo. Najgorzej jak zaczynałam maszerować, a potem chciałam biec znowu. Aktualnie kuśtykam lekko przy chodzeniu. Doktor pierwszego kontaktu (Google) postawił mi diagnozę, że to może być coś że scięgnem Achillesa. Coś czuję że kilka dni pauzy przede mną.
Sam parkrun mega fajna rzecz. Atmosfera przyjemna, tylko ta trasa dla mnie trochę monotonna. Nie ma to jak gubić się w uliczkach.
Urocze było jak na końcówce kiedy coraz częściej musiałam maszerować to jakaś pani zaczęła mnie dopingować .
A i jeszcze ciekawostka, dziś mija dokładnie 3 miesiące od mojego pierwszego biegu. Wtedy 2.71km biegłam tempem 8:00/km i myślałam że umrę w trakcie i po też. A o przebiegnieciu 5km to nawet nie myślałam. Także zadowolony człowiek bo progress jest, tylko ta noga mi trochę pomieszała teraz. Ale weekend odpoczynek, smarowanko maściami i myślę że będzie ok.
To jest piękne jak się zaczyna że progress widać z treningu na trening. Ale niestety musisz wiedzieć, że tak nie będzie zawsze. Jak już dojdziesz do pewnego poziomu musisz się spodziewać małej stagnacji, a nawet regresu. Ważne, żeby wtedy się nie poddać i utrzymać regularność. Warto trochę zluzować, zmniejszyć trochę intensywność i trochę poczekać na dalszy progress.
Ale ogólnie szacun! I ciesz się tym. Wiem ile radości dają takie sukcesy i przesuwanie własnej granicy
@kalimer Faktycznie zauważyłam że coraz trudniej teraz zauważyć jakieś postępy, ale pewnie jest tak jak mówisz, że z czasem wszystko przyjdzie. Będę to mieć na uwadze, żeby przypadkiem nie odpuścić. Dzięki!
@Aya Dla mnie wielkim game changerem było zrozumienie, że "żeby biegać szybciej, trzeba biegać wolniej". Kiedyś się katowałem na każdym treningu i to szybko zatrzymało postępy. Kiedy zacząłem biegać luźniej na większości treningów a tylko np. jeden-dwa w tygodniu to mocniejsze interwały itp. to postępy zaczęły wracać. Też w głowie poukładało mi się to trochę bo czułem często głód tych mocniejszych treningów.
Jak piątek to u mnie zazwyczaj dłuższy bieg. Tym razem wykombinowałem delikatne 18km z narastającą prędkością, ale trochę źle wycyrklowałem bo finalnie wyszło 19 z hakiem i wcale mnie to nie zmartwiło ( ͡º ͜ʖ͡º)
12km BNP od 5:40 do 5:25min/km + 6km 5:05 - 5:10min/km + 1km schłodzenie
Nastawiłem sobie budzik na 5:17. Obudziłem się sam o 4:58, ale stwierdziłem, że 20 minut jeszcze warto dospac. Zrobiłem mrug i obudziłem się o 5:48 z soczystym "k***aaa, jak to się dzieje" xD
2 raz mi się cos takiego zdarzyło, ze mi budzik nie zadzwonił. Dobrze, że młody ma nad ranem twardy sen to wymknąłem się z domu o 6.02.
Na dziś rozgrzeweczka, 13km przy tętnie poniżej 159 i do domu. Trasę zaplanowałem idealnie, bo 13km styknęło mi akurat na początku podbiegu do domu. A górkę pokonałem też na niższym tętnie, więc tempo poleciało łeb na szyję.
Piąteczek, więc minął tydzień bez biegania (lekko oszukany jedną piątką po drodze). Trzeba więc coś więcej pohasać - z takim planem wyleciałem na tuptanko. Standard wokół miasta z przerwą na kółeczka na stadionie ale dzieciaki na WF przyszły, więc poleciałem dalej. Do 8 km było git, potem mi bateryjka padła, cóż obiecuję poprawę ;D
@enron Nie no też bez przegięć chodziło mi o centrum, jakbym miał lecieć wokół miasta, to też by się ponad setka zebrała (a gdzie Racibórz do Krakowa... Swoją drogą herb Raciborza jest w Sukiennicach zaraz od kościoła mariackiego
Miała być czwartkowa dyszka. Najpierw młodemu odwołano trening z powodu ciągle padającego deszczu.
Trudno, pobiegam jak młody pójdzie spać. Tak przynajmniej wtedy pomyślałem.
Wieczorem, żeby nie tracić czasu przebrałem się na trening i poszedłem kłaść juniora spać. Nie przewidziałem jednej rzeczy - że sam zasnę
Obudziłem się, była gdzieś 21:30. Niby wcześnie ale stwierdziłem, że to nie ma sensu, przestawię budzik i pobiegam rano, chociaż ostatni raz biegałem przed pracą ze 3 lata temu i to jakieś 3km.
Jak postanowiłem, tak zrobiłem (na tym polega #chlopskadyscyplina). Energii brak (co w sumie mnie nie dziwi, bo ostatni posiłek jadłem gdzieś o 17 czyli 12,5h wcześniej ).
Doczłapałem
"minimum przyzwoitości"
prysznic i do pracy. Ciekawe doświadczenie ale raczej prędko na poranne bieganie się nie przestawię.
@czomik Też wolę późniejsze bieganie, rano mam wrażenie że wszystko jeszcze takie nie rozkręcone. ¯\_(ツ)_/¯ Ale za to wtedy czuje się większą satysfakcję bo jak się kocha spać to jest to dodatkowy wyczyn, że człowiek się zebrał tak wcześnie na biegi.
@czomik generalnie tez mialem co do tego opor, ale u mnie chodzilo w gre bieganie o 21-22 albo wczesnie rano jak dzieciaki spia. Wybralem bieganie rano, nie pamietam jak sie dlugo meczylem, ale bylo uczucie braku sil i ze generalnie po poludniu mam wiekszego powera. Teraz chyba nie robi mi to roznicy. Przy okazji, zrzucilem szybciej nadmiar tluszczyku
@mkbiega U mnie temat jest prosty, biegam albo jak młody jest na piłce albo jak dzieci śpią więc też 21-22.
Dzisiejsze poranne bieganie trochę z przypadku ale żeby biegać w ten sposób regularnie, to musiałbym cały dzień przeorganizować, między innymi zacząć jeść kolacje. Rano miałem taki zjazd energii, że ósmy kilometr przebiegłem w tempie gorszym niż dwudziesty pierwszy kilometr w ubiegłą niedzielę i prawie każdy międzyczas słabszy niż w dużo dłuższym biegu (nie mam innych danych, tylko czas).
Tak jak kiedyś pisałem, na razie nie przywiązuje większej uwagi do czasów bo cel mam inny ale dobrze to obrazuje brak energii rano
@czomik na luzaku - też dzięki dzieciom biegam rano, bo wtedy jeszcze śpią :D. Ja na przykład nie miałem siły wbiegać na górkę do domu i musiałem czlapac, podczas gdy to samo tempo po południu i wchodziło na miękko. Kwestia przyzwyczajenia tak naprawdę. Ja poranne bieganie sobie chwalę bo mi też to się dobrze zgrywa z całym dniem - na 7.20 muszę być w domu żeby się ogarnąć i córke do przedszkola odprowadzić. Więc długie bieganie to rozpoczynanie biegu gdzieś koło 5
Planuje raz na tydzień człapać nieco większy (przynajmniej dla mnie) dystans. Udało mi się znaleźć w u rodziców stary (choć prawie nieużywany) plecak z softflaskiem 1,5l, zakupiony bodajże w Lidlu. Próbowałem go przetestować w niedzielę i zwyczajnie w świecie mi nie pasował. Irytujące chlupanie wody chyba jest nieuniknione ale nie w tym problem. Picie z tej śmiesznej rurki jakoś mi nie podeszło, ogólnie ergonomia tego rozwiązania jest straszna (brak klamry na klacie to porażka).
Teraz zasadnicze pytania – co polecacie? Pas, czy plecak? 2 mniejsze softflaski czy jeden duży? Mocowane z przodu, czy na plecach?
Wiem, że mnogość rozwiązań wynika z różnych zastosowań i upodobań i każdemu przypadnie co innego do gustu. Ciekawi mnie jednak jakie macie doświadczenia i preferencje, może coś podchwycę. Potrzebuje mieć miejsce na picie, telefon i klucz, czyli standard.
W przypadku butów dobrze doradziliście, bym w sklepie specjalistycznym dobrał i pomierzył różne modele. Tu jednak sprawa jest nieco inna bo każde rozwiązanie trzeba by było wypróbować w terenie.
Na koniec jeszcze jeden aspekt może i nie najważniejszy ale jednak ważny. Cena . Przeglądając różne akcesoria w internecie, ceny potrafią zwalić z nóg. Bieganie to podobno najtańszy sport… tiaa.
Bukłak po napełnieniu woda obracamy do góry nogami i za pomocą rurki odsysamy cale powietrze. Nie będzie chlapało, przynajmniej nie powinno. W przypadku softflaskow to samo - jak napełnisz to musisz odciągnąć trochę bo flaski tez dają radę chlapać.
Testowałam różne plecaki i jestem zdecydowanie fanką Salomona, ale to nie są tanie rzeczy, chociaż jeżeli jesteś skłonny polowac na promo albo masz w okolicy jakiś factory Outlet Salomona (na Ursusie jest podobno jakiś cudowny ale ja oczywiście tam nie bywam i mam daleko) - to plecaki z serii Adv Skin są doskonałe. Decathlonowe są przyzwoite, chinczyki typu Aonijie mam jakieś niepasujące wymiary ciała bo są albo za małe albo za duże ale ogólnie ch⁎⁎⁎we.
Wtykanie flasków w paski mnie tam osobiście wkurwia, bo mi zawsze coś się majta albo uciska albo obciera, ale you do you.
@mozgogrdyczka @Zioman proszę o protipy nt tego, jak wywalić powietrze z soft flask - kupiłem w Decathlon plecak i on ma bukłak 1 litr napełniany od góry i w pozycji docelowej zwisa rurką w dół, więc chyba nie powinno chlupać, a jednak tak się dzieje. Jakieś pomysły? Zaraz zrobię zdjęcie, jak to wygląda
@czomik buty kup sobie jakie ci sie beda podobac w kwocoe 500-700 to jeden c⁎⁎j, plecak jup sobie wygodny i zawsze jak mierzysz sprawdzaj z obciazeniem, moj chujowo nosi sie pusty, ale z obciazeniem jest 11/9
A do picia kuo butelkę filtracyjalna albo poprostu termos, zwilingi maja opcje ala kubek termiczny nawet
A sory, napisałeś człapać myslalem se to chodzenie a na koncu jest o bieganiu xD
Mijają dni na wiosłowaniu... Ale stwierdziłem, że wypada przed załamaniem pogody przetestować czy organizm nie zapomniał o bieganiu. Tym razem krótka 5, z uwagą postawioną na kadencję.
@urlaubowicz a to z podbiegu do domu - zawsze wracam trasa gdzie mam 560m podbiegu na średnio 8% wzniesieniu ( wiem że stravy, a znak jest na 11%). Czasem jest tak że na szczycie to mam wyskok pikawy jak tutaj
Kolejna niedziela to i kolejne interwały! Dzisiaj siadło 1km rozruchu, 6x1.5km na przerwie 90s spokojnego (średnie tempo z interwałów 4:42) i spokojny do końca. Przy okazji w trakcie zwykłego treningu poprawiła się życiówka na 10km na 48:55
Pamiętam jak parę miesięcy temu próbowałem złamać 50 minut i jakie to było do mnie cholernie ciężkie, a teraz w sumie to ez xD
Dostałem bana na bieganie na tydzień od fizjoterapeuty, więc skromnie. Nic, pozostaje wiosłowanko i spacery - z jednej strony trochę spocony, z drugiej ładny ten Racibórz.
@tyci_koks Pasmo biodrowo-piszczelowe... Przygiętą miednicę miałem, już naprostowana, a mięśnie rozluźnione - w tydzień powinno się wszystko zagoić i będzie można komfortowo coś więcej niż 5 biegać.