Rewelacja. Chyba nie widziałem jeszcze aż tak intensywnego serialu.
Fabuła to praca amerykańskiego SOR. Każdy odcinek to jedna godzina w serialu, cały sezon pokazuje zaledwie pół dnia.
Jest tu ogrom treści medycznej, która wydaje się przedstawiona fachowo, ale nie jest to dla wrażliwych, bo ogląda się dużo ran, krwi, zabiegów i cierpienia. Oprócz tego mamy tu świetnie skonstruowaną fabułę, opierającą się o mnóstwo wyrazistych bohaterów, ich problemów i relacji. Mi się to kojarzyło z serialem Scrubs, tylko bez humoru i dużo mocnej i głębiej.
Jest to trochę podkoloryzowane i upiększone w zestawieniu z rzeczywistością, ale mnie kupiło całkowicie. Małe arcydzieło.
Poronienie tej czarnej lekarki mocno fejkowe w przebiegu. Reszta spraw medycznych -nie znam się, więc się nie wypowiem. Agresywni, pijani, naćpani, bezdomni, antyszczepy - codzienność wszystkich sor-ów. Ogólnie warty obejrzenia.
Trochę wcześnie na grillowanie więc sobie oglądam The Studio i powiem Wam, że jest za⁎⁎⁎⁎sty. W życiu bym nie powiedział, po przeczytaniu opisu na imdb że durny tematycznie serial może być tak dobry.
Po kilku latach regularnego czytania postanowiłem wywalić serwis Naekranie.pl z zakładek oraz z historii przeglądania. Powodów jest kilka:
Wyraźna wybiórczość treści. Wiele premier kinowych jest pomijanych milczeniem, a inne filmy czy seriale wałkowane są do porzygu (przykładowo Superman Gunna, który dopiero za 2 miesiące ma premierę)
Recenzje seriali z platform są nieobiektywne w swojej treści. Jak jakiś serial dobrze się sprzedaje to piszą pochlebnie, a jak jakiś nie i już został przez wydawcę spisany na straty to recenzje są bardziej krytyczne
Recenzje najczęściej spoilerowe, np. w połowie trwania sezonu same już tylko nagłówki i kafelki graficzne ujawniają tajemnice - nie dla ludzi chcących oglądać sezony na raz, odcinek po odcinku
Wiadomości będące masowym omawianiem twittów tłumaczących po latach postępowanie danego bohatera. Jeśli ktoś nie oglądał filmu, po czymś takim na pewno nie obejrzy, bo zawczasu zepsuło mu to zabawę
Choroba całej masy stron i portali: brzemię własnego sukcesu. Przychodzisz tam, bo kontent jest specyficzny, niezbyt masowy i inny niż w masówkach. Z tych samych powodów przychodzić zaczynają inni. Liczby rosną i nagle okazuje się, że wypadałoby jakoś ten sukces skapitalizować. Co dzieje się dalej? Zmieniamy model zarządzania na "profesjonalny" i dostosowujemy portal pod większe rzesze odbiorców. Zatrudniamy też nowych ludzi i ustawiamy im wymagania: wierszówki, terminy, itd. Kiedy przemiana się dokonuje, to portal nie ma już nic wspólnego z tym, po co tam przyłaziliśmy i jest tylko kolejnym molochem nastawionym głównie na wyświetlanie reklam. Cykl się zamyka i następuje odpływ starej gwardii i walka o nowych userów.
Jakiś czas temu dzięki poleceniu natrafiłam na serial "Devs", na który właściwie gdyby nie wspomniane polecenie nawet nie zwróciłabym na niego uwagi, jest to raczej niszowy serial, a przynajmniej mi się tak wydaje. Jednak pomimo tego, ze pod wieloma względami ten serial kuleje, jak chociażby pod względem castingu czy nieprzekonywującej gry aktorskiej, która nie wiem czy wynika ze słabych umiejętności aktorowi czy ich złego poprowadzenia przez reżysera, czy jest wiele ujęć, które w zasadzie pełnią tylko role teledysku do puszczanej muzyki w tle nie wnosząc nic do fabuły, ale ma w sobie ten serial cos czego zazwyczaj szukam w dziełach, czyli myśli z która nas dane dzieło zostawia. Ten serial zostawił mnie z dwoma takimi myślami jedną z nich jest poniższy dialog
"-Co to jest?
-malowidła w jaskini we Francji
-jak dawno temu to było?
-nieco ponad 30tys lat temu
......
-Ludzie tam nie żyli w jaskini przez dekady czy stulecia a przez milenia, niektóre malunki dzieli 5 tysięcy lat, 5 tysięcy lat, te samo miejsce te same malunki, jak mogło nic sie nie zmienić przez taką ilość czasu?"
Sam ten dialog daje myśl, która jest często poruszana, o tym ze rozwój technologiczny rośnie wykładniczo i im więcej wiemy tym szybciej się cos zmienia, ale jednak daje to pewien obraz tego jak dziwne to jest, co musiało się stać i jaka myśl musiała wykiełkować w kimś kto ten rozwój popchnął do przodu i jak to się działo właśnie, że przez te 5 tysięcy lat nie wiele sie zmieniło, albo pozornie nie wiele się zmieniło?
Druga myśl dotyczy wolnej woli i tego czy ona istnieje czy świat jest zdeterminowany czy nie, serial nie odpowiada na to pytanie, została tam odpowiedz do wolnej interpretacji przez widza. Jednak autor w ciekawy sposób ugryzł ten temat tworząc myśl, iż grzechem pierworodnym człowieka właśnie była wolna wola, wyjście po za schemat przeznaczonych ścieżek. Czyli stawia tezę, że być może jest jakaś szansa na wyjście po za schemat, ale czy to coś zmienia? Czy i tak rzeczywistość dostosuje sie do określonej linii wydarzeń.
Podobną tematykę poruszał serial "Dark", ktory pod względem technicznym jest znacznie lepszym serialem, jednak to w przypadku "Devs" bardziej można sobie pozwolić na "rozkminy", jeżeli ktoś lubi tematykę związaną z fizyką kwantową i rozmienieniem pojęcia wolnej woli, może się na tym serialu dobrze bawić choć uprzedzam, ze pod względem realizacji nie do końca może to każdemu podpasować.
Sam ten dialog daje myśl, która jest często poruszana, o tym ze rozwój technologiczny rośnie wykładniczo i im więcej wiemy tym szybciej się cos zmienia, ale jednak daje to pewien obraz tego jak dziwne to jest, co musiało się stać i jaka myśl musiała wykiełkować w kimś kto ten rozwój popchnął do przodu i jak to się działo właśnie, że przez te 5 tysięcy lat nie wiele sie zmieniło, albo pozornie nie wiele się zmieniło?
Nieprawdaż? : D
W 1903 roku pierwszy lot samolotem. Niecałe 60 lat później pierwszy lot w kosmos - niesamowite, jak w tak krótkim czasie ludzkość dokonała tak dużego postępu w technologii.
Też mnie to zastanawia, jak to jest, że przez wiele stuleci pozornie niewiele się zmieniło. I też mocno uderza mnie to, jak wielu zmian doświadczyła moja babcia przez całe swoje życie. W końcu urodziła się w czasach, w których telewizja była czarno-biała, telefony komórkowe nie istniały, a o internecie to nawet nikt chyba nie śnił.
Już minął z tydzień, dwa tygodnie a ja nadal myślę o tym jak dziennikarz poprawił Trzaskowskiego podczas debaty, bo ten powiedział o serialu Netflixa "Dorastanie", że chyba miał na myśli "Dojrzewanie".
Mamy o tym oczywiście artykuł na Niezależnej od Michała Kowalczyka:
Kolejna wpadka Rafała Trzaskowskiego na własnej debacie. Nie pomogło koło ratunkowe z TVN-u
[...]
- Dziś sieć to coś niebywałego, wszyscy oglądaliśmy serial "Dorastanie", dla niektórych to był szok, dla mnie nie był - powiedział Trzaskowski.
Oczywiście serial, o którym mówił Trzaskowski, to "Dojrzewanie", jeden z ostatnich hitów Netflixa, opowiadający historię dramatu młodego człowieka i jego rodziny.
Prowadzący debatę pracownik TVN-u postanowił rzucić koło ratunkowe Trzaskowskiemu. "Ten serial to nie był Dojrzewanie? Dojrzewanie, nie dorastanie?" - zapytał.
- Dorastanie! - potwierdził Trzaskowski.
Ale nawet w Spider webie MIchał Jarecki z tego drwi:
Rafał Trzaskowski, kandydat na prezydenta Polski, już dwukrotnie w swych wystąpieniach przytoczył bijący rekordy popularności serial Netfliksa: „Dojrzewanie”. Choć posłużył się nim po to, by zwrócić uwagę na dość istotny problem społeczny, już drugi raz przekręcił tytuł - wystawiając się na kolejną falę drwiących komentarzy.
Nie chodzi o to, żeby się pastwić. A jednak fakt, że już drugi raz kandydata na prezydenta - podczas jego wystąpienia i omawianiu dość istotnych kwestii - musiał poprawiać dziennikarz, to, wybaczcie, śmiech na sali.
Już podczas wiecu w Lesznie dwa tygodnie temu Rafal Trzaskowski, poruszając niewątpliwie ważny temat zagrożeń czyhających w sieci na najmłodszych, pomylił tytuł hitu Netfliksa - zamiast „Dojrzewaniem” nazwał go bowiem „Dorastaniem”. Przejęzyczenie, które każdemu może się zdarzyć (i zdarza). Świetny serial Netfliksa porusza m.in. problematykę braku ograniczeń i cyfrowej kontroli ze strony dorosłych w kontekście surfujących po sieci dzieciaków. O tym samym opowiadał na wiecu Trzaskowski.
Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, Michały, tępe dzbany.
Trzaskowski jak rzesze ludzi w Polsce oglądał serial "Adolescence" w oryginalne. I ja czuję 2 tygodnie później zażenowanie jak myślę, że są ludzie którzy myślą, że złapali Trzaskowskiego na gafie je⁎⁎⁎ym faux pas.
Adolescence bez problemu można przetłumaczyć jako "dorastanie" i "dojrzewanie" na polski.
I ktoś zwraca uwagę Trzaskowskiemu, że oni to nazwali inaczej i on, że ok sorry faktycznie, jak każdy cywilizowany człowiek po tym jak ktoś daje znać, że przetłumaczono coś inaczej niż on.
Większą pomyłką jest Polak który myśli, że Trzaskowski się j⁎⁎⁎ął.
miałem już na niego głosować jak był przystojnym mencelem ale znowu zaczął coś gadać o dzieciach i jakimś dojrzywaniu czyli znowu pederastyzm, niestety ale mój głos idzie w pierwszej turze do nawrockiego i mencela
SAS Rogue sezon 2, kto jeszcze nie widział niech się nie zastanawia bo jest jeszcze lepszy niż 1 od którego radzę zacząć. Ciary po każdym odcinku przypomina się kompania braci ale moim zdaniem lepsze.
Przekonałeś. Jestem na trzecim odcinku pierwszej serii i...nie ma polotu do Kompanii Braci. Band of Brothers to moje top 3 seriali, na IMDB oceniłem na 9/10, bo nic nie jest perfekcyjne. Po dwóch odcinkach oceniam SAS na 6. W BoB miałeś ciągłe uczucie, że jest to serial o wojnie, atmosfera zagrożenia. SAS to za dużo pierdolenia z elementami wojny, jest zbyt cukierkowy. Szef wywiadu jest też drag queen? Nigga please.
Oglądam dalej, może się polepszy, ale bardzo wątpię.
Ryan Coogler potwierdza: pracuje nad nową wersją Z Archiwum X
Reboot jest częścią umowy Cooglera z Walt Disney Television. Powrót oryginalnej obsady nie jest pewny, ale Gillian Anderson już prowadzi negocjacje. Co do Davida Duchovnego na razie cisza, choć wcześniej deklarował chęć powrotu. Premiera? Na razie bez daty. Wiemy jednak, że projekt już ruszył.
Jak wam się podoba wizja reboota X-Files pod skrzydłami Disneya?
#xfiles #film #seriale #paranormalne #ciekawostki
Reboot X-Files pod skrzydłami Disneya to dobry pomysł?
@Michumi też mi się podobało, w sumie cały sezon na plus. Hotel rzeczywiście specyficzny, patrzyłem potem na oceny odcinków to ma najniższą, ale dla mnie całkiem ciekawy i z klimatem.
Hotel Reverie mnie rozwalił (pozytywnie) od razu poczułem vibe odcinka z poprzedniego sezonu San Junipero czy jakoś tak.
Wspaniały, melancholijny klimat, odcinek powoli się toczy wciągając w tą dziwną miłosną historię. "Świadomość" postaci filmu, super pomysł - zastanawiałem się czy mieli pojęcie swojego tragicznego losu.
A początek tak mnie zamulił, że chciałem wyłączać i wiem że wiele osób tak zrobiło.
@Michumi no ja tak samo, oglądam początek i nawet przeszło mi przez myśl żeby włączyć coś innego... Ale myślę nie no, w sumie pomysł i stylistyka ciekawa, poza tym to tylko jeden odcinek, i w sumie nawet nie wiem czemu miałem takie odczucie że "to nie dla mnie". A potem jak się zaczęło rozkręcać to byłem ciekaw każdej kolejnej sceny i przeżywałem to razem z bohaterkami. Interesujące zjawisko, bo widać że wiele osób musiało pomyśleć tak samo, że to niby nie dla nich.
Zkonczylem 4y sezon True Detective I powiem ze sie mi podobal, mroczny paranormalny klimat jak w The Sinner, I pani Foster super poziom aktorski, Reis tak samo. Estetyka tego sezonu supcio, scenariusz dopiety na ostatni guzik.
@ErwinoRommelo Ja nie dałem rady czwartego sezonu obejrzeć. Zupełnie nie ten klimat, od razu widać było, że reżyserowany przez babę i to w tym najgorszym tego słowa znaczeniu.
Kurde, ktoś ostatnio wrzucał to już i pisałem, że mi w ogóle nie przeszkadza. Wczoraj odpaliłem pierwszy odcinek drugiego sezonu i musiałem wyłączyć, tak mnie drażniła. Warto to oglądać? Bo pierwsze 30 min było dosyć miałkie...
Mi sie tam podoba gra tej aktorki, ale to z perspektywy typa co w gry nie gral bo szanujmy sie uja w konsolowe produkcje nie wloze mam honor i godnosc czlowieka
Jestem ogólnie wielkim fanem opowiadania "Nie mam ust, a muszę krzyczeć". Znam je zanim zdobyło jakąkolwiek popularność. Chciałbym więc wiedzieć o co chodzi z tym ptasio-humanoidalnym wyglądem AM co ostatnio często widzę w formie jakiś fanartów czy animacji. Słyszałem, że ta historia zdobyła popularność na Tumblrze co samo w sobie wydaje mi się obrzydliwe. Cała idea polegała na tym, że AM nie ma ciała i na tym polegała tragedia tej postaci.
Mam wrażenie, że ludzie mają dziwną obsesje na punkcie konieczności humanizowania wszystkiego. Nawet w przypadku najbardziej antyhumanistycznej maszyny z fikcji nie mogli się od tego powstrzymać i dlatego nadali jej ciało które choć trochę przypominałoby ludzkie. Kosmici spotykają się z tym samym problemem. Wielu naukowców mówi, że prawdziwie obcy gatunek nie będzie w ogóle przypominać kosmitów z filmów.
Nawet anioły ukazane w obrazach mało przypominają faktyczne opisy aniołów z Biblii. Nie chodzi zresztą tylko o wygląd, ale i kwestie charakteru. Widać to w przypadku innych historii o robotach. Choć przedstawia się je często jako pozbawione uczuć to zwykle jest to traktowane jako ich wada. Wtedy maszyny albo uczą się czym są emocje i stają się bardziej ludzkie, albo robią za antagonistów.
Z jakieś powodu jest to strasznie powszechny banał. To co lubię w powieściach Lovecrafta to właśnie jak bardzo nieludzka była charakterystyka wielkich przedwiecznych. Twórcy sztuki powinni w końcu odejść od ciągłego ukazywania ludzkiej perspektywy jako tej domyślnej czy słusznej. Chciałbym zobaczyć więcej historii gdzie maszyny, kosmici, mutanci, potwory czy istoty nadprzyrodzone choć świadome to ich sposób egzystencji miałby własną specyfikę i nie byłoby to ukazane jako jakaś wada czy wybrakowanie.
@Al-3_x Na Discordzie na serwerze ludzie zaczęli wrzucać obrazki i memy z jakąś postacią i ktoś wytłumaczył że jest to Mon3tr która jest w kręgosłupie lub samym kręgosłupem innej bohaterki która umiera czy coś takiego.
@Al-3_x Moim zdaniem to pokłosie powszechnego braku wyobraźni. Utarte schematy spowodowały że możemy wyobrazić sobie tylko drobne odstępstwo od normy.
Antropomorfizm oswaja odbiorce z rzeczami dziwnymi. Jeżeli kwiatki w bajce dla dzieci zaczynają śpiewać - to muszą robić ruszając ustami, bo to jest dla nas naturalny aparat mowy. Skoro jest to naturalne, to nie drażni tak odbiorcy swoim widokiem i może on się skupić na treści śpiewanej piosenki, nie wywołując mieszanych uczuć. Jeżeli taki kwiatek, śpiewałby na przykład rezonując i drgając całym swoim ciałem, co jest bliższe fizyce - wtedy wydawałoby się to dla nas nienaturalne. Nawet jeżeli zrozumielibyśmy istotę jego porozumiewania, dalej byłoby to dla nas obce i wywoływało mieszane uczucia - a nie o to chodzi, pokazując przyjaznego kwiatka w bajce dla dzieci
Żyjąc ciągle w utartych schematach nie czelendżujemy (wybaczcie za neologizm) swojego umysłu i nie próbujemy przestawiać swoich granic percepcji. Dobrze czujemy się kiedy obcy mają ręce, może być nawet kilka ale nie będziemy traktowali obcego na równego albo przewyższającego ludzkiej rasie, jeżeli będzie przypominał żuka gnojarza. Do tego trzeba mieć otwartą głowę, czyli wyobraźnie. To wyobraźnia sprawia że potrafimy spojrzeć na rzeczy inaczej, niż nam to zawsze się przedstawia. Żyjemy w coraz bardziej utartych schematach, bo tak wygodniej. Równając do najgorszego, nie miej żalu do pop-kultury że ciągle stawia na te schematy. Jest pewna granica percepcji, w której czujemy się dobrze i od dłuższego czasu nikt nie chce jej przestawiać. Z tego samego powodu ambitne kino jest tylko dla koneserów - bo zwykły odbiorca nie lubi być czelendżowany (jeszcze raz sorry) i wyprowadzany ze swojej strefy komfortu. On włączył film, grę, czy sięgnął po książkę żeby się odprężyć a nie poszerzać horyzonty. Kultura przestała dostarczać refleksji, tylko rozrywki.