Zdjęcie w tle

Społeczność

Podróże

386

Życie nad oceanem, to zupełnie coś innego. Praktycznie każdy dzień przynosi coś nowego. Tym razem spotkałem na zakupach w lokalnym markecie, freedivera polującego na kraby. Tym razem, był to niewielki spidercrab i wiadomo, najlepiej go podać w jogurcie greckim, więc koleś prosto z polowania poszedł na zakupy


#kornwalia #emigracja #uk #anglia #mojezdjecie

42314546-f0d2-466b-b88a-6f5d4dc82fc3
a7ded39e-0a35-4b59-bcf3-b7ada191cc28

@Mielonkazdzika można, tylko muszą mieć odpowiednie wymiary, to samo z homarami. Widziałem też, że poluja na ryby z taką bronią ze strzałą i liną. Bardziej pewnie kontrowersyjne jest tu noszenie przy sobie na ulicy takiego sprzętu

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Szybka relacja z dzisiejszego motourbexu. I jednocześnie tradycyjna reklama artykułu z okazałej, opuszczonej miejscówki.

Główną atrakcją miał być opuszczony pałac, ale po zajechaniu na miejsce, okazało się, że jest pozamykany, chroniony, obczujkowany itd. Po drodze miałem zaznaczony "NOO" czyli Niezidentyfikowany Obiekt Opuszczony, który okazał się starym młynem. Prawie na 100% był to spory młyn, bo dostrzegłem resztki instalacji koła wodnego.

Żeby zaspokoić ciekawość @Abcdef90 i @NiebieskiSzpadelNihilizmu to oprócz puszek, zbitych butelek i gówien (choć w sumie na gówno nie trafiłem), była dziwna hm... "instalacja"? W każdym razie, albo to był jakiś chory performance, albo bezdom wietrzył pościel i dywan. Wracając do reklamy. Dopiero w drodze powrotnej, trafiłem przypadkowo na piękną bazę PKSu, wobec tego zapraszam do lektury i oglądania fot. Link poniżej, tak jak i zlepek pozostałych fot z młyna (° ͜ʖ °)

https://www.hejto.pl/wpis/pks-piekny-koniec-samobusow

#urbex #motocykle #fotografia #ciekawostki #tworczoscwlasna

5f110797-df5b-43e5-a607-35738c1b90ed
833aa241-f04e-46df-b34e-f7cfce7e5ec1
ec922ab6-0db5-497f-b359-b9ba0fee651b
a6640820-eaa5-46aa-8ddc-e8fe8b9aa0ed
0702536b-d7da-4144-9719-964029c70074

Zaloguj się aby komentować

@NiebieskiSzpadelNihilizmu na klocka można się naciąć wszędzie, kiedyś prawie wdepnąłem w takiego, na kotłowni nowego bloku energetycznego w Kozienicach xD

Zaloguj się aby komentować

Wyjazd do Andory chodził za mną od dłuższego czasu, a plan był prosty: pochodzić po górach. Fajnie byłoby, gdyby jeszcze śnieg był na szczytach, co nadałoby klimatu całej wyprawie. Tak jak zaplanowałem, tak się stało. Wieczorem dotarłem do hotelu, a z samego rana, tuż po śniadaniu, wyruszyłem na mój pierwszy spacer w kierunku najwyższego szczytu Comapedrosa o wysokości 2943 m n.p.m.

Początek szlaku zaczynał się niespełna pół kilometra od mojego miejsca pobytu, więc po krótkim spacerku byłem już na właściwej drodze.


Na początku mojej wędrówki przywitał mnie górski strumień z wodospadem, który oświetlany przez wschodzące słońce prezentował się niezwykle okazale. Następnie, podążając wzdłuż rwącej wody, powoli przemieszczałem się w górę. Trasa była zróżnicowana, obejmując mosty, kładki i wąskie przejścia, ale jednocześnie była bardzo dobrze oznaczona, co pozwalało mi bezproblemowo określić kierunek przemieszczania się. Widoki stawały się coraz bardziej imponujące, a po pewnym czasie zacząłem docierać do gór, których tylko szczyty były pokryte śniegiem, na razie. Jedyne problemy, jakie napotkałem do tej pory, to nachylenie terenu i szybko rosnące przewyższenie.


Kontynuując wędrówkę i chłonąc klimat na mojej drodze, napotkałem śnieg. Początkowo było go niewiele, ale z czasem zrobiło się go na tyle dużo, że musiałem zrezygnować z oficjalnego szlaku i znaleźć sobie alternatywną drogę. Początkowo szedłem po śladach dwóch turystów, których spotkałem wcześniej, natomiast wspinając się po zboczu pozbawionym śniegu, za to pełnym luźno leżących kamieni, dogoniłem ich i po krótkiej wymianie zdań stwierdzili, że dalej nie pójdą. Ja postanowiłem się nie poddawać i przy pomocy drona obrałem drogę pozwalającą dostać mi się powyżej. Ruszyłem w górę. Po pewnym czasie zauważyłem, że moi nowi koledzy zmienili zdanie i zaczęli za mną podążać.


Dotarłem do doliny w pełni pokrytej śniegiem, ale w oddali droga wyglądała na w miarę dobrą i dającą się przejść. Musiałem tylko pokonać kilkaset metrów idąc w śniegu oraz przechodząc przez zaspy. Nie było lekko, ale powoli i ostrożnie dawałem sobie radę. Koledzy jeszcze chwilę szli za mną, ale ostatecznie zawrócili. Ja, pełen sił i dobrej myśli, podążałem przed siebie z nadzieją, że może się udać. Niestety, nie trwało to zbyt długo i dotarłem do miejsca, gdzie wkładany trud nie przynosił efektów, a śnieg spowalniał mnie bardzo. Traciłem dużo energii, a droga na szczyt, który już był w zasięgu wzroku, nie miała dalszego sensu.


Z jednej strony trochę zawiedziony, ponieważ widziałem się dziś na tym szczycie, z drugiej znalazłem się w tak niesamowitym miejscu, że nie miałem ochoty wracać. Samotne spędzanie czasu z dala od wszystkiego jest czymś niesamowitym i bardzo relaksującym. Siedziałem na wielkim i ciepłym od słońca kamieniu i zachwycałem się klimatem. Po pewnym czasie trzeba było zacząć wracać i było to dużo łatwiejsze niż się spodziewałem. Wracałem po własnych śladach, co było bardzo pomocne, natomiast zdarzyło się wpaść pod strumień znajdujący się pod śniegiem i przemoczyć buty. Na szczęście powrót ze śnieżnych stoków trwał krótko, lekko ponad 2 godziny, a dzień był bardzo ciepły i mokre buty nie były dużym problemem.


Dzień bardzo udany, a jutro czekała mnie kolejna przygoda.


#podroze #podrozujzhejto #andora

619d7083-7779-40ef-86ed-5a190f8c4b3d
d209a080-8da0-4558-94ed-d50f464d5eff
a2c481d8-634e-407e-a60e-7cd12a65968b
dbe3432c-73eb-4cbc-9622-6973ac030de8

Zaloguj się aby komentować