Zdjęcie w tle

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 461wpisów
  • 1974komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories

73 + 1 = 74


Tytuł: Kill Bill: Vol. 2

Rok produkcji: 2004

Kategoria: Thriller / Akcja

Reżyseria: Quentin Tarantino

Czas trwania: 2h 16m

Moja ocena: 9/10


Kontynuacja moich zachwytów nad kunsztem Tarantino.


Druga i ostatnia część historii jest jeszcze lepsza niż pierwsza. Ktoś może powiedzieć, że przegadana - no ale kurczę, Quentin ma ogromny talent do pisania wciągających dialogów nawet o z pozoru nieciekawych tematach, jak ciekawostki o Mambie czarnej.


No i przejawia odwagę w realizowaniu niektórych scen, na przykład tej z zakopaniem głównej bohaterki żywcem. Ciekawy zabieg - wszystko obserwujemy z perspektywy bohaterki zamkniętej w trumnie, pogrążonej w całkowitych ciemnościach, która dopiero po chwili przypomina sobie o latarce, jedynym źródle znikomego światła. Brak tu szerokiego kadru, który dobitnie pokazałby widzowi, że bohaterka właśnie zostaje zakopana. Ba, nie widać nawet odjeżdżającego samochodu - trzeba się wsłuchać, żeby usłyszeć oddalający się dźwięk silnika.


No i stereotypowa, ale jakże dobrze pasująca, historia o mistrzu sztuk walki, który początkowo upokarza i zadręcza swojego niby nielubianego ucznia, ale który finalnie uczy go sekretnej techniki, wykorzystanej później do zabicia wroga.


#filmy #filmmeter #ogladajzhejto

1a2e288f-7dab-4cad-833f-09380ff8c734

Jako dzieciaka bardzo bawiły mnie te wodotryski i odpadające kończyny, ale jako dorosłego zdecydowanie trafia do mnie to jak ta historia jest opowiedziana. Oba filmy zestarzały się na poziomie, warto zobaczyć.


Nawet partnerce, która nie lubi kina akcji, się podobało. Tak wiem, tak naprawdę to nie jest kino akcji. Pewnie dlatego.

Zaloguj się aby komentować

Lubię „Path of Exile 2” za to, że rzadko kiedy trafiają się jakieś fajne przedmioty. Na przykład przez ponad kilkanaście godzin biegałem z jedną laską, ponieważ nie mogłem znaleźć lepszej. A jak w końcu trafiłem, to strzał w dziesiątkę - nagle zyskałem ponad 1k DPS'a więcej. : D


#poe2 #gry #pathofexile2

2e876d79-1339-48bf-898a-0b3365c1e7e4

Zaloguj się aby komentować

62 + 1 = 63


Tytuł: Kill Bill

Rok produkcji: 2003

Kategoria: Thriller / Akcja

Reżyseria: Quentin Tarantino

Czas trwania: 1h 51m

Ocena: 8/10


Nie wiem, jak Tarantino to robi, że wszystko tak ładnie współgra. Genialne dialogi, świetne ujęcia, dbałość o często zabawne szczegóły. Nawiązanie do filmów akcji co najwyżej klasy B, krew sikająca na prawo i lewo prawie jak w „Martwicy mózgu” Jacksona, odcinane ręce i odstrzeliwane nogi, klasyczne też dźwięki uderzeń. Ba, nie przeszkadza nawet silna miłość Tarantino do pokazywania kobiecych stóp. Wydawałoby się, że to nie ma prawa się udać, a jednak.


Quentin to zdecydowanie mój ulubiony reżyser.


#filmy #filmmeter #ogladajzhejto

5b1bb5dd-2d48-47e2-87d0-3e8c6cdf872c

Zaloguj się aby komentować

61 + 1 = 62


Tytuł: Dune: Part Two

Rok produkcji: 2024

Kategoria: Science fiction

Reżyseria: Denis Villeneuve

Czas trwania: 2h 46m

Ocena: 8/10


Dobrze, że w tamtym roku przeczytałem książkę, ponieważ jakoś w drugiej połowie filmu zorientowałem się, że... można włączyć napisy dla kwestii wypowiadanych w języku Fremenów. X) Problem w tym, że jak to zrobiłem, to z kolei nie pokazywały się napisy na kwestii mówionych po angielsku, ale że akurat język nie był skomplikowany, to postanowiłem poćwiczyć słuchanie. Bądź co bądź myślałem, że tak właśnie ma być - Fremeni w końcu mówili w obcym języku.


Nie uważam, żebym dużo stracił. Zresztą, wciąż nie wszystkie dialogi zostały przetłumaczone na angielski - jedynie te ważne dla fabuły kwestie.


Sam film - wspaniały. Cudowne widowisko, do czego pan Denis Villeneuve zdążył już przyzwyczaić chociażby w „Blade Runnerze 2049”, o pierwszej części „Diuny” nawet nie wspominając.


Jak oglądam ekranizację, to staram się nie porównywać ich do książkowych pierwowzorów. Nie ma to najmniejszego sensu, ponieważ te dwa media rządzą się różnymi prawami. Zabrakło mi między innymi wątku przejęcia kobiety po zabitym przez Paula Fremenie, jednakże to nie było istotne dla opowiedzianej historii. Zresztą, jakby reżyser chciał wcisnąć jeszcze więcej wątków, to film byłby znacznie dłuższy - już teraz trwa prawie trzy godziny. I to był także powód, dlaczego zrezygnowałem z pójścia do kina. Ledwo wysiedziałem na pierwszej części, więc drugą wolałem obejrzeć w zaciszu domowym.


Długość filmu może stanowić wadę, ale to zależy od osobistych preferencji. Mnie aż tak to nie przeszkadzało. Za to przeszkadzała mi gra aktorska Zendayi. Nie wiem, jakoś nie potrafię się przekonać do tej aktorki i odnoszę wrażenie, że w każdym obejrzanym przeze mnie do tej pory filmie z jej udziałem zagrała dokładnie w ten sam sposób. Nawet jak są to różne gatunkowo dzieła.


#filmy #filmmeter #ogladajzhejto

6e92ae1c-f04f-4249-a056-f231fb6b4387

Zaloguj się aby komentować

91 + 1 = 92


Tytuł: Przemiana

Autor: Franz Kafka

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Masterlab

Format: e-book

Liczba stron: 70

Ocena: 7/10


Tekst przeczytany w ramach Kawiarenkowego Klubu Czytelniczego #klubczytelniczy


Po przeczytaniu opowiadania momentalnie przypomniały mi się różne historie.


Chociażby o tacie mojego chrzestnego, którego na starość dopadła demencja i moja chrzestna, pielęgniarka, nie potrafiła sobie z nim poradzić. No bo jak sobie poradzić z dorosłym mężczyzną, który jak został sam, to postanowił wymazać własnym kałem jak największą powierzchnię w domu?


Albo o wujku wujka, który po ciężkiej chorobie musiał bez przerwy być podłączony do butli z tlenem - strach było go zostawić samego na dłużej niż pół godziny, co zdezorganizowało całe życie opiekującej się nim jego siostry.


Bądź o człowieku, który został sparaliżowany od szyi w dół i w żaden sposób nie kontrolował swojego ciała. Nawet nie potrafił powstrzymać się od defekacji - ciało samo o tym decydowało, kiedy tylko pojawiała się potrzeba. On nie miał na to żadnego wpływu.


W szczególności ta ostatnia sytuacja, poznana przeze mnie w wieku dziecięcym - moja babcia lubi oglądać Sprawę dla reportera - wytworzyła we mnie ogromny lęk przed niepełnosprawnością i uzależnieniem od drugiej osoby.


„Przemiana” uderzyła w czułe struny mojej duszy, poruszając bliskie mi tematy.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

f7d52327-76f2-4ea7-9031-b1cb58f62bc6

Zaloguj się aby komentować

57 + 1 = 58


Tytuł: The Truman Show

Rok produkcji: 1998

Kategoria: Dramat pod płaszczykiem komedii

Reżyseria: Peter Weir

Czas trwania: 1h 43m

Ocena: 9/10


Cóż mogę napisać? Rewelacyjny film.


Podobało mi się to, jak Prawdziwy Człowiek powoli uświadamiał sobie, że coś jest nie tak. Tu drobne anomalie, tam większe błędy w Matriksie i niewyjaśnione sytuacje jak ta z ojcem czy później z „żoną”.


I mimo że nie brakuje okazji do uśmiechu, to jednocześnie jest to na swój sposób przerażający film. Począwszy od głównego bohatera, w którego zachowaniu można było zauważyć zalążki schizofrenii (mania prześladowcza, węszenie spisków) - chociaż w jego przypadku było to co najmniej uzasadnione.


Bardziej jednak przeraziło mnie społeczne przyzwolenie (z chwalebnymi wyjątkami w postaci przeciwników tego reality show) na trzymanie w zamknięciu człowieka bez jego wiedzy, a tym bardziej zgody. A co gorsza, miliony na całym świecie śledziły każdy ruch Trumana - co prawda pod koniec filmu widzowie cieszyli się, że Prawdziwemu Człowiekowi udało się dotrzeć do końca znanego mu świata i wyjść z klatki, jednakże zabrakło mi jakiejś refleksji, że kurczę, co oni właściwie robią?


Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co musiałby czuć w takiej sytuacji człowiek, który przez całe życie tkwił w bądź co bądź ładnie spreparowanym kłamstwie. Jak tu komukolwiek zaufać? Jak nie zacząć panikować i podejrzewać, że to wszystko jest częścią planu? Może dotychczasowe reżyserowane życie to był tylko „pierwszy sezon”, a w drugim w końcu będzie mógł polecieć na Fidżi? Wiecie, jak w „Incepcji”, kiedy nie jest się pewnym, czy wreszcie udało się obudzić i jesteśmy na jawie, czy tkwimy w kolejnym śnie.

#filmy #filmmeter #ogladajzhejto

47e4ce81-6c83-42f5-bcf0-b519bf146e9d

@cyberpunkowy_neuromantyk dzięki za przypomnienie o tym filmie, z 15 lat już go nie widziałem. Z jednej strony przyszła teraz ochota na powtórkę, z drugiej jest na tyle dołujący, że ciężko do niego przysiąść. Bardzo podoba mi się tez rozkmina z ostatniego akapitu, raczej nie ma innej opcji niz paranoja i samobój w takiej sytuacji.

Ja szanuję fest liczbę ester egów w filmie i drobnych detali które mają uzasadnienie w tym, że ludzie to statyści. Typu kierowca busa nie wiedzący jak się jeździ busem, bo jest tylko od stania.

@cyberpunkowy_neuromantyk oj daaawno nie widziałem, ale te dwie dekady temu dosyć często latał w TV. Pamiętam że młodego mnie uderzyła końcówka, jak są pokazani ci wszyscy ludzie którzy się cieszą, że Trumanowi udało się wydostać, odwrócić od swojego "stwórcy" i w ogóle... Po czym typ mówi do drugiego "dobra, przełącz". Dla nich po prostu show się skończył, nic więcej. Bardzo dobry film.

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio wysłałem nowo zakupiony monitor na gwarancję - przycisk służący do wyłączania/włączania zaczął się buntować i czasem nie mogłem włączyć monitora, a czasem wyłączyć.


Trochę czasu minęło, ale wiadomo, okres poświąteczny i potem Nowy Rok, Trzech Króli. Jestem cierpliwy, mam monitor zastępczy, więc mi to nie przeszkadzało.


W weekend dostałem informację, że w najbliższy dzień roboczy kurier mi go dostarczy.


No i właśnie przyszedł. Tylko że przysłali mi nie mój monitor.


Dzwonię na infolinię sklepu z pytaniem, o co chodzi. Nawet nie dostałem żadnej informacji z serwisu, że zamiast naprawy nastąpi wymiana monitora nawet nie na ten sam, ale na inny model. No ale okej, poprosiłem, żeby sprawdzili. Serwis potwierdził, że tak właśnie miało być.


Pokusiło mnie, żeby sprawdzić, co to w ogóle za model. I okazało się, że nie dość, że jest nawet troszkę lepszy, to w sklepie prawie dwa razy droższy. xD


Wysłałem zwykłego Della, z powrotem otrzymałem Alienware'a. : D


#chwalesie

Wszystko fajnie, jeśli tylko to nie jest np. twój 2+ monitor i np. powinien mieć taki sam rozmiar, ramki, podstawkę i być może kolory jak ten wysłany, żeby pasował do reszty setupu

Poza "jakością" komunikacji Dell a, to finalnie wyszło super 🙂

Generalnie, to taki standard, że producent ma obowiązek przy wymianie oddać taki sam, albo lepszy model 🙂

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

49 + 1 = 50


Tytuł: Oldboy

Rok produkcji: 2003

Reżyseria: Chan-wook Park

Kategoria: Thriller

Czas trwania: 2h

Ocena: 8/10


Pokręcony film o zemście - trudno mi cokolwiek więcej napisać, żeby przypadkiem nie zaspoilerować fabuły, którą zdecydowanie trzeba odkryć samemu.


Dużym plusem bardzo fajna scena walki w korytarzu, zrealizowana w jednym długim ujęciu bez cięć. Mimo to wciąż dynamiczna i wciągająca.


UWAGA, MAŁO ZNACZĄCY, ALE WCIĄŻ SPOILER


I nieco obrzydliwa ciekawostka: sprawdziłem i okazało się, że w scenie, w której główny bohater zjada żywą ośmiornicę... zwierzę rzeczywiście było żywe. Aktor musiał zjeść ich aż cztery, żeby w końcu udało się odpowiednio nakręcić tę scenę. Nie ukrywam, że trochę mną to wstrząsnęło.


#filmy #filmmeter

56f7d45e-c409-42f3-b841-f1be255d46ef

Zaloguj się aby komentować

40 + 1 = 41


Tytuł: Cena honoru

Autor: Maciej Para

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: self

Format: książka papierowa

ISBN: 9788395330209

Liczba stron: 360

Ocena: 7/10


Z reguły nie sięgam po samodzielnie opublikowane powieści (tak jak po te wydane przez wydawnictwa vanity). Stereotyp jest taki, że to zazwyczaj teksty odrzucone przez tradycyjne wydawnictwa, których autorzy zdecydowali się wziąć sprawy we własne ręce i zająć wszystkim sami. Z różnym skutkiem, ponieważ zazwyczaj początkujący autor nie będzie miał zbyt dużego pojęcia o procesie wydawniczym et cetera.


„Cena honoru” to chlubny wyjątek. Powieść przeszła przez ręce redaktora, który chociażby założył inicjatywę „Fantazmaty”, więc jakieś doświadczenie w redagowaniu ma. Została też bardzo ładnie wydana - serio, chciałbym, żeby więcej książek mogło pochwalić się takim wydaniem. Na przykład takie „Rozdroże kruków” Sapkowskiego nie ma w ogóle podjazdu, co tylko źle świadczy o superNOWIE. : P


Główną tematyką zbioru opowiadań są krasnoludy. Autor nie postanowił wymyślać koła na nowo - opowiadania są dosyć bezpieczne i nie znajdziemy tutaj niczego innowacyjnego. Z jednej strony to dobrze: zabrakło niepotrzebnego wydziwiania, które często towarzyszy młodym autorom. Z drugiej strony nie przeszkadza to aż tak bardzo, ponieważ nie ma aż tak wiele książek poświęconych krasnoludom. Czytało się bardzo dobrze.


Każde opowiadanie stanowi zamkniętą całość, jednakże warto trzymać się chronologii. Czasem kolejne teksty odwołują się do wydarzeń z poprzednich, a nowym bohaterem przeważnie postać, którą zdążyliśmy już mniej lub bardziej poznać.


Całkiem udany debiut.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #fantasy #fantastyka

5a3e1cd0-fc05-465e-bca4-d6312f9d0104

Zaloguj się aby komentować

36 + 1 = 37


Tytuł: The Hurt Locker

Rok produkcji: 2008

Reżyseria: Kathryn Bigelow

Kategoria: Wojenny

Czas trwania: 2h 11m

Moja ocena: 7/10


Obejrzałem w czasach nastoletnich i zapamiętałem tylko scenę, w której żołnierz gra na konsoli w „Gears of War”. :') Dlatego postanowiłem sobie przypomnieć ten film.


I nie wiem, czy to kwestia tego, że oglądałem mając gorączkę, ale nie potrafiłem się przejąć losem głównego bohatera. Wpisuje się w archetyp nieco szalonego wojownika, który po udanej akcji topi swoje demony w dużej ilości alkoholu. Kiedyś na pewno zrobiłby na mnie wrażenie, teraz zaś zastanawiałem się, kto go dopuścił do służby. No ale jak to powiedział kumpel wojskowy: nie ma ludzi normalnych, są tylko niezdiagnozowani. :')


Niemniej to wciąż dobry film, pokazujący tego mniej widzialnego, acz wciąż bardzo niebezpiecznego wroga - czyli różnego rodzaju materiały wybuchowe.


#filmy #filmmeter

d4d04ec9-dd9e-42b0-bb7d-5ae0ccb71457

@cyberpunkowy_neuromantyk ten film pokazuje zjawisko 'war junkies'. Jak i wiele innych filmów przedstawia obraz żołnierzy calkowicie odmiennych do tych ktorzy walczyli w 2 wojnie światowej.

Zaloguj się aby komentować

35 + 1 = 36


Tytuł: Furiosa: Saga Mad Max

Rok produkcji: 2024

Reżyseria: George Miller

Kategoria: Sensacyjny

Czas trwania: 2h 28m

Moja ocena: 6/10


Niby oglądało się dobrze, jednakże niczym nie umywa się do poprzedniego filmu z Tomem Hardym. Z drugiej strony chyba żaden film akcji nie ma podjazdu do "Na drodze gniewu". :')

#filmy

#filmmeter

54270f35-3b7a-419b-a70c-992ddba20271

Uwielbiam Fury Road, ale po ocenach tej części nawet nie podszedłem do oglądania. A tu mi mówicie, że nie jest źle. Na weekend seans!

@cyberpunkowy_neuromantyk dla mnie był nawet przyjemnie zrobiony, ogladało się dobrze, ale na koniec zadałem żonie pytanie " i na c⁎⁎j to wszystko?". W skrócie, ok ale fabuła mnie specjalnie jakoś nie kupiła, też dalem 6 albo 5/10.

Zaloguj się aby komentować

2 + 1 = 3


Tytuł: RAGE 2

Developer: Avalanche Studios, id Software

Wydawca: Bethesda Softworks

Rok wydania: 14.05.2019

Gatunek: strzelanka

Sceneria: science-fiction - postapokalipsa

Użyta platforma: PC

Ocena: 5/10


Średnia gra.


Początek był niemrawy - zacząłem wątpić, czy chcę dalej w to grać.


Po prologu przed graczem staje otwarty świat wypełniony aktywnościami pobocznymi - dla mnie pogłębiający wątpliwość, czy naprawdę powinienem kontynuować rozgrywkę. Dałem szansę ze względu na świetny model strzelania. Naprawdę, strzela się bardzo dobrze.


Jednakże szybko zaczęło mi towarzyszyć uczucie, jakbym już grał w tę grę. Nie myliłem się - „RAGE 2” baaardzo przypomina „Mad Maxa”. Kolega uświadomił mnie, że nad tymi grami pracowało to samo studio. I kurczę, mogli się wykazać większą kreatywnością. Mam wrażenie, że postanowili wykorzystać wszystko, co już wcześniej stworzyli.


Struktura fabuły opiera się na trzech głównych zadaniach, których wykonanie pozwoli nam na pokonanie Głównego Złego. Dokładnie tak samo było w „Mad Maxie” - trzeba było udać się do trzech miast i zyskać przychylność ich przywódców. Pomagało w tym wykonywanie aktywności pobocznych, które również zostały przeniesione prawie jeden do jednego do „RAGE 2”. Mamy Wieże Władzy do zniszczenia, forty/bazy bandytów do wyczyszczenia, ba, po pustkowiach jeżdżą nawet konwoje podobne do tych z „Mad Maxa”. Twórcy wykazali się ogromnym lenistwem.


Dlatego mimo że rdzeń rozgrywki został wykonany bardzo przyzwoicie, bardzo szybko znudziłem się wykonywaniem aktywności pobocznych i po ulepszeniu postaci oraz interesujących mnie broni (a tych było niewiele, o czym za chwilę), zająłem się głównym wątkiem. Który w ogóle nie jest interesujący i w żaden sposób nie zaskakuje. Fabuła jest po to, żeby była.


Początkowy zachwyt nad modelem strzelania uległ rozczarowaniu, jakie mnie spotkało przy zdobywaniu nowych pukawek. Jedynie strzelba sprawiała mi ogromną frajdę - na wysokim poziomie trudności (3/5) przeciwnicy z czasem stali się niezłymi gąbkami na pociski i korzystanie z podstawowego, mimo że ulepszonego, karabinu było bezsensowne. Lepiej było podbiec do niemilców i wpakować im trochę śrutu z bliska. Czułem się trochę jak Teddy "T.K." Baha z „Borderlands 1”. :')


Kolejny raz stwierdzam, że otwarte światy, które są wypełnione nudnymi i powtarzalnymi aktywnościami, to zdecydowanie rzecz nie dla mnie. Wiem, że nikt nie każe mi robić wszystkiego, jednakże nie po to gram w grę, żeby olać większość nieinteresującej mnie zawartości.

#gry

#gamesmeter

31498639-e1f4-4ee4-bc50-7d261a41a689

@cyberpunkowy_neuromantyk Mam podobne zdanie, takie 5-6/10 to maks, grę również ukończyłem.


W każdym razie Mad Max był dużo dużo lepszy (łącznie z lepszą fizyką głównego samochodu) i tam jedynie końcowa misja pozostawiała niedosyt.

Zaloguj się aby komentować

Postanowienia (albo raczej lista celów do zrealizowania) na 2025 rok.


Ponownie nic szalonego ani niemożliwego do spełnienia.


Chcę napisać te 2 opowiadanie, które miałem skończyć w tamtym roku.

Chcę napisać 12 tekstów na bloga.

Chcę przejść 24 gry z listy zaległości.

Chcę przeczytać minimum 24 książki.

W tym kolejne podejście do ƒ„O sztuce”.

Chcę przeczytać 183 opowiadania.

Chcę obejrzeć minimum 52 filmy. Nie jestem za bardzo filmowy, a wypadałoby obejrzeć niektóre klasyki.

Dokończyć „Star Trek: Enterprise”, obejrzeć „Discovery” i jak starczy mi czasu, to zabrać się za kolejny serial.

Pojechać na zlot z kumplami z klanu. W tym roku wracamy do stałej miejscówki, w planach mamy zwiedzenie chociażby kompleksu Riese

I jak się uda z urlopem, to w lato chciałbym pojechać do rodziny nad morzem.

Napisać pracę licencjacką i zdać ostatni rok studiów.

Zejść do wagi 80 kg.

Osiągnąć średnią kroków 9k.

W końcu kupić rower. W poprzednim mieszkaniu nie za bardzo miałbym gdzie go trzymać, w nowym jakoś go upchnę. :')

Wykazać się w nowej pracy, żeby przedłużyli mi umowę po okresie próbnym.

Przestać obgryzać paznokcie i zdrapywać skórki.

Regularnie ćwiczyć jogę i jak wyrobię nawyk ćwiczenia w domu, to chciałbym zapisać się na zajęcia.


#postanowienia #postanowienia2025

@cyberpunkowy_neuromantyk powodzenia! By łatwiej kontrolować postępy,

Polecam podsumowywać częściej niż raz w miesiącu - jest specjalny tag od @AdelbertVonBimberstein

Za jego namaszczeniem.

Zaloguj się aby komentować

Podsumowanie 2024 roku.


Najpierw rozliczenie się z planami na ten rok:


https://www.hejto.pl/wpis/co-prawda-nie-mam-jako-takich-postanowien-noworocznych-a-bardziej-cele-do-zreali


Opowiadania:

Nie udało mi się napisać żadnego z planowanych. Mimo że próbowałem i byłem na dobrej drodze do ukończenia pierwszego, to jednak zabrakło motywacji.


Teksty na bloga:

Z planowanych 12 udało mi się napisać... 2.


Teksty na Wattpada:

Udało mi się napisać jeden krótki. To bardzo poboczny projekt, więc jestem zadowolony.


Przeczytane książki:

Planowałem 12, przeczytałem 20. Może byłoby więcej, ale utknąłem na „Diunie” - jeden tom potrafiłem czytać przez miesiąc, do trzeciego podchodziłem wielokrotnie, ale w końcu odpuściłem. Moim zdaniem czytam zbyt mało, głównie przed snem. Czasem godzinę, ale najczęściej kilkanaście minut i już zasypiam. :')


Niestety, nie udało mi się przeczytać w całości „O sztuce”. Dotarłem jakoś do połowy. Zacznę czytać od nowa, tylko tym razem rozdział na tydzień.


Przeczytane opowiadania:

Z planowanych 183 udało się przeczytać 131, więc nie jest źle. Ale wciąż nie jest to zrealizowany cel.


Zaległości w gierkach:

Łącznie przeszedłem 37 gierek z planowanych 12. Problem jest taki, że to syzyfowa praca - co miesiąc na mojej liście pojawiają się nowe tytuły, głównie z darmowego rozdawnictwa czy Prime Gaming. Dodatkowo spędziłem sporo godzin na graniu w „Helldivers 2”, przez prawie miesiąc co wieczór grałem z kumplami po parę godzin. :')


Obejrzane filmy:

Chciałem obejrzeć chociaż jeden na tydzień, udało się obejrzeć ich więcej, bo 70.


Star Trek: /

Obejrzałem „Voyagera” i jestem w połowie „Enterprise”. Połowicznie spełniony cel, ponieważ chciałem obejrzeć całego „Enterprise'a”


Waga:

Nie osiągnąłem założonego przez siebie celu. Waga ani trochę się nie zmieniła - na gorsze też nie. Niby więcej się ruszałem, ale jednocześnie łakomstwo sprawiło, że też sporo jadłem. X)


A teraz bardziej refleksyjna część:


Udało mi się zdać drugi rok studiów bez żadnego drugiego terminu. Wiem, co to za student, który nie brał udziału w kampanii wrześniowej, ale jestem z siebie dumny, że udało mi się zaliczyć wszystko w pierwszym terminie i w lato miałem wolne od nauki.


Pojechałem też na połowicznie fajne wakacje w Zakopanem. Napisałem „połowicznie”, ponieważ same okoliczności były super - nocowaliśmy w świetnym miejscu. W nocy było bardzo cicho, nie licząc przepływającej obok rzeki, i okropecznie ciemno. Bardzo miła odmiana od wiecznie oświetlonego miasta. Samo Zakopane i okolice, tak samo jak góry, wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Spędziłem tydzień na górskich wędrówkach i drugi na podziwianiu zakopiańskiej architektury.


Niestety, błędem było pojechanie z ciocią i jej nowym partnerem, który okazał się strasznym bucem, prostakiem i rasistą - nie przesadzam. Niby był w porządku wobec mnie i mojej byłej już dziewczyny, ale ostatniego dnia, tuż przed wyjazdem z Zakopanego, naskoczył na mnie, bo nie chciałem zrobić czegoś po jego myśli i jak tylko zwróciłem mu uwagę, to zachował się jak typowy patus. Najgorsze było to, że moja ciocia stanęła po jego stronie - osoby, którą znała wtedy zaledwie rok - a nie siostrzeńca. No i od tego czasu jest obrażona, mimo że to ja powinienem być (a jestem, ponieważ bardzo nie spodobało mi się, że obcy dla mnie człowiek śmiał podnieść na mnie głos i wręcz mi grozić, że jak jeszcze raz się odezwę, to coś tam).


Za to zlot z kumplami poznanymi prawie siedem lat temu w gierce okazał się ogromnym sukcesem. Pojechaliśmy na Mazury, do domków nad jeziorkiem, z prywatnym pomostem i łódkami. I te łódki zrobiły robotę - pierwszy raz pływałem canoe. Z początku bałem się jak cholera, ale finalnie przekonałem się i pływaliśmy praktycznie każdego dnia. Świetna sprawa, na pewno w przyszłości wybiorę się na jakiś spływ kajakowy. ^ ^


To dla mnie niesamowite, że ludzie z różnych części Polski potrafią się zorganizować i spotkać w jednym miejscu. Z reguły na zlotach jest nas od piętnastu do lekko ponad dwudziestu osób, a niektórzy mieszkają w zachodniopomorskim, śląskim czy podlaskim, więc czasem na zlot trzeba przejechać całą Polskę. :') No i podziwiam to, że pomimo tylu lat, zmieniających się sytuacji życiowych et cetera, wciąż siedzą (siedzimy) i grają (gramy) w gierki. Klanowicze z najdłuższym stażem znają się już prawie dwadzieścia lat - dla porównania, nie utrzymuję kontaktu z nikim z czasów szkolnych.


Lato ogółem było super. Korzystałem z dobrej pogody, jak tylko się dało. Z byłą dziewczyną i jej suczką - najwspanialszy piesek, z jakim miałem do czynienia w życiu, a przewinęło się ich już parę - potrafiliśmy chodzić na wielogodzinne spacery. Ba, udało mi się nawet zorganizować wyjazd nad morze, co nie było wyzwaniem, bo stamtąd pochodzę. :') No ale bardzo chciałem pokazać pieskowi morze i szkoda tylko, że była bardzo nerwowa - szczekała na członków mojej rodziny, na każdy usłyszany hałas czy głos, więc byliśmy zmuszeni skrócić wyjazd, żeby się nie męczyła. Zresztą, dla mnie też to było męczące. A szkoda, bo plaża bardzo jej się spodobała.


I po całkiem fajnie spędzonych dziesięciu miesiącach przyszedł czas na dwa niefajne.


Pod koniec października otrzymałem wypowiedzenie umowy o pracę. Zresztą, nie tylko ja, bo do zamknięcia poszła cała firma. Spodziewałem się tego, ponieważ od dwóch lat nieciekawie się działo i przez ostatni rok co jakiś czas odchodziły kolejne osoby bądź były zwalniane. Miałem ogromne szczęście, że nie wydarzyło się to miesiąc wcześniej - akurat minęły mi trzy lata pracy, więc przysługiwały mi trzy miesiące okresu wypowiedzenia. Gdyby podjęli decyzję pod koniec września, miałbym tylko miesiąc. :')


Bądź co bądź trzy miesiące okresu wypowiedzenia plus dwa miesiące odprawy nie napawały mnie optymizmem. Przez ponad rok bezskutecznie szukałem lepszej pracy i nie mogłem niczego znaleźć, więc obawiałem się, że nie uda się to w pięć miesięcy. Na szczęście udało się w trzy tygodnie. Przy okazji spełniłem swoje małe marzenie zawodowe - przejdę na „drugą stronę barykady” i teraz to ja będę klientem dla spedytorów, a nie spedytorem. :') Nową pracę zacznę dopiero od lutego i już się nie mogę doczekać. Mam nadzieję, że spełni moje oczekiwania i będę zadowolony.

Jestem bardzo wdzięczny @moll, że pomogła mi przy CV.


Niestety, utrata pracy znacząco pogorszyła moją relację z byłą już dziewczyną. Krótko mówiąc, nie otrzymałem od niej żadnego wsparcia emocjonalnego, wręcz przeciwnie. Wyjaśniłem jej sytuację, opowiedziałem o swoich obawach i zaproponowałem, czy nie mogłaby porozmawiać ze swoimi rodzicami o większym wsparciu finansowym - to niestety są ludzie, którzy nie za bardzo przejmują się dobrem swojej córki - ponieważ nie wiedziałem, czy będę w stanie dalej utrzymać taki sam standard życia. Powtórzę się, ale bezskuteczne poszukiwania pracy nie wskazywały na to, że uda mi się znaleźć coś fajnego w moim zawodzie, i nastawiałem się, że w styczniu będę szukał jakiejkolwiek pracy, byleby tylko móc cokolwiek zarobić. Wolę nie ruszać oszczędności bez potrzeby, a zasiłek dla bezrobotnych pokryłby niewielką część potrzebnych wydatków.


Nie spotkałem się ze zrozumieniem. Dowiedziałem się, że nie tak się umawialiśmy, że jest stratna w związku, nie przejmuję się jej studiami et cetera. I że mam się wyprowadzić do końca tygodnia. Poczułem się jak śmieć - niepotrzebny, to można się mnie pozbyć. Wielokrotnie wcześniej przy kłótniach groziła mi tym, że mam się wyprowadzić - ogromny minus, że mieszkałem u niej - ale zazwyczaj na drugi dzień było już w porządku. W tamtym momencie poczułem jednak, że to naprawdę koniec. Uświadomiłem sobie, że moja była rzeczywiście mogła być ze mną głównie z wygody, o co zresztą podejrzewałem ją od jakiegoś czasu. To nie był jednoznacznie zły związek - był bardzo burzliwy, z obu stron. Od dłuższego czasu się to psuło, ale podejmowaliśmy próby naprawy. Niby było dobrze, do czasu. I potem od nowa.


Zerwała ze mną po miesiącu, ponieważ dowiedziała się, że napisałem do innej dziewczyny. W momencie, kiedy trzymała mnie w limbo - nie wiedziała, czy chce dalej ciągnąć ten związek, nie potrafiła się określić - coś we mnie pękło i postanowiłem odezwać się do kogoś, kto z opisu wydawał się miły. Tylko że moja była musiała się o tym dowiedzieć praktycznie od razu, ponieważ wpis tej osoby zniknął po paru dniach, a była powiedziała mi o tym dopiero po miesiącu. Musiała wiedzieć o tym przez cały ten czas, mimo to zachowywała się normalnie i cóż, korzystała z moich pieniędzy, kiedy gdzieś jeździliśmy czy chodziliśmy coś zjeść. Przy okazji dowiedziałem się, że powiedzenie komuś, że ma się wyprowadzić do końca tygodnia, to nie rozstanie, a PROPOZYCJA rozstania.


Ogółem przypadek podobny do tego z „Przyjaciół”, kiedy Ross i Rachel mieli przerwę od związku.


Nie jestem nawet smutny, tak szczerze. Tęsknię jedynie za psem byłej i poniekąd trwałem w tym związku z powodu tej wspaniałej psiny. Rodzice mojej byłej to okropni ludzie, którzy nie powinni mieć nawet kamienia pod opieką. Parę lat temu, gdy suczka potrzebowała operacji tylnej nogi (w młodym wieku siadły jej kolana, bardzo pechowa suczka, jeśli chodzi o zdrowie), to powiedzieli, że musi poczekać kilka miesięcy, bo we wrześniu idą na wesele. Pies miał się męczyć, miał mieć dalsze problemy z chodzeniem, bo dla nich jest ważniejsze wesele. Dobrze, że wtedy byłem, bo bez wahania wyciągnąłem potrzebną kwotę z konta oszczędnościowego i zapłaciłem za operację. Na szczęście mi oddali za nią.


Niestety, nie mam możliwości spotykać się z pieskiem ani tym bardziej zabierać jej na spacery. Poryczałem się, gdy wybiegła na korytarz, żeby się mną przywitać, gdy odbierałem swoje rzeczy z mieszkania. Wiedziałem, że widzę ją po raz ostatni w życiu, no chyba że przypadkiem trafimy na siebie. Ale też nie chciałbym się wtedy jej pokazać, ponieważ zawsze okropecznie płacze, kiedy widzi kogoś znajomego.


A tak to jestem zły na siebie, że poświęciłem kilka lat swojego życia na osobę, która finalnie okazała się nieodpowiednia dla mnie. Z drugiej strony tak też pewnie można powiedzieć o mnie, bo sam musiałem się wiele nauczyć w tym związku - po raz pierwszy w życiu zamieszkałem z dziewczyną, więc to była dla mnie nowość. Z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że pewne przesłanki było widać już trzy lata temu i jestem zły, że wtedy tego nie dostrzegłem. A raczej dostrzegłem, tylko postanowiłem zignorować, ponieważ byłem zakochany. Cenna nauczka na przyszłość.


I wiem, że nie powinienem aż tak się obwiniać. Tylko że to dosyć świeża sprawa i emocje wciąż są we mnie silne. Na szczęście ten rozdział mam już zamknięty za sobą.


Na koniec pozytywne akcenty: okazało się, że mam w swoim (niestety dalszym, z racji odległości, która nas dzieli) otoczeniu osoby, na które mogę liczyć. Może po tym wpisie tego nie widać, ale w życiu prywatnym nie jestem wylewnym człowiekiem i nie lubię mówić o swoich problemach. Mimo to przełamałem się i otrzymałem bardzo potrzebne mi wtedy wsparcie emocjonalne: od mamy, z którą kontakt polepszył mi się dopiero po przeprowadzce na drugi koniec Polski, od kumpli z klanu czy kolegów z jednego serwera Discordowego. Sam fakt, że miałem komu się wygadać i to, że zostałem zrozumiany, a nie oceniony czy wyśmiany, dużo mi pomógł. I mimo że jestem dość samotny na co dzień, to bardzo pociesza mnie myśl, że mam z kim porozmawiać czy spotkać się, kiedy jest taka okazja.


W krótkim terminie udało mi się też znaleźć pokój do wynajęcia. Nie miałem zbyt dużego wyboru - w końcu musiałem znaleźć coś na już, w miarę sensownej lokalizacji i przystępnego cenowo. Stąd decyzja wynajęcia pokoju, a nie całego mieszkania. Trafiły mi się dwie fajne współlokatorki, których zresztą przez większość czasu nie ma. To nie jest powód, dlaczego uważam, że są fajne. :') Można z nimi pogadać o pierdołach, pośmiać się i w ogóle.


Święta też dobrze minęły. Przede wszystkim spokojnie. Dzień przed Wigilią spotkałem się z kumplem z klanu, poszliśmy pograć w bilard, napić się piwa i coś zjeść. Bardzo mile spędzony wieczór i równie miła odmiana od siedzenia samemu w mieszkaniu. :')


Pomimo stresu związanego z utratą pracy i znalezieniem nowej oraz rozstania z dziewczyną, uważam, że to był całkiem niezły rok. Oby kolejny był jeszcze lepszy.


#postanowienia #postanowienia2024

@cyberpunkowy_neuromantyk wspaniały opis, świetnie piszesz.


"O sztuce" mam zaplanowane na 2025 więc doceniam Twój wybór, ale to książka która wymaga spokojnego czasu na czytanie i skupienie nad treścią.


Oby udało Ci się znaleźć kogoś wartego Ciebie. Dużo odwagi na 2025 rok - chyba wszystkim przyda się jej więcej

@ciszej


Dziękuję bardzo!


Do „O sztuce” podchodzę już od paru lat i jest tak, jak piszesz - wymaga czasu i skupienia. Popełniłem błąd, że starałem się przeczytać rozdział dziennie, przez co nagromadziło się w głowie zbyt dużo wiedzy w krótkim czasie. :')


Odwaga na pewno się przyda. Jeszcze nigdy nie miałem tak, że żałowałem wybrania się na jakiś event czy coś, a zawsze odczuwam lęk przed takim wyjściem/wyjazdem. : D I często ten lęk sprawia, że odpuszczam.

@cyberpunkowy_neuromantyk mi to wygląda na całkiem dobry rok, taki prawdziwy, życiowy. Trochę pozytywnych doświadczeń, trochę tych cięższych, ale najważniejsze, że się nie łamiesz, wyciągasz naukę z tych doświadczeń i nie podchodzisz do nich zero-jedynkowo tylko bardziej refleksyjnie, to się ceni.

@splash545 miałem dokładnie w podobnym tonie napisać odpowiedź, bo z mojej perspektywy to też właśnie wygląda jak taki dobry, życiowy rok z dużą dozą doświadczenia, które przyda się później

@Loginus07 @splash545


Nie łamię się, ponieważ uważam, że dobrze się stało. W pracy się męczyłem, w związku się męczyłem, podobnie z mieszkaniem razem. Odeszły mi trzy bardzo stresogenne czynniki, z czego bardzo się cieszę. : D


Na pewno wyciągnę z tego nauczkę na przyszłość.


Dziękuję bardzo za miłe słowa. : )

@cyberpunkowy_neuromantyk widze dużo się działo u ciebie, mam nadzieje że przyszły rok będzie obfitował w więcej pozytywnych, niż tych negatywnych chwil! Trzymaj się tam!

Zaloguj się aby komentować

1100 + 1 = 1101


Tytuł: Invincible. Tom 2

Autor: Bill Crabtree, Robert Kirkman, Ryan Ottley

Tłumaczka: Agata Cieślak

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Egmont Polska

ISBN: 9788328135710

Liczba stron: 352

Ocena: 8/10


Ponownie bardzo podoba mi się ludzkie podejście do głównego bohatera - pokazanie nastoletnich problemów superbohatera, który stara się cieszyć normalnym życiem i swoją dziewczyną, dla której niestety ciągle nie ma czasu, ponieważ co chwilę musi latać na akcje. Podobnie jak problemy w szkole czy później na uniwersytecie - Mark nagminnie opuszcza zajęcia, no ale kurczę - jeśli może zrobić coś o wiele ważniejszego dla świata, to miałby to porzucić dla edukacji? :')


Kirkman wprowadził też wiele pobocznych wątków i postaci i jak sam przyznaje w posłowiu, zrobił się z tego niezły bajzel. Ale to dobrze, bardzo dobrze. Przez to historia jest o wiele ciekawsza i co chwilę dzieje się coś nowego. Skakanie z wątku na wątek może męczyć, jednakże zaskakująco dobrze to pasuje do prowadzonej opowieści. Wcześniej trochę na to narzekałem, porównując moim zdaniem ulepszoną serialową wersję do komiksu, jednakże w tym tomie ani trochę mi to nie przeszkadzało.


No i fajna ciekawostka: w tym wydaniu na samym końcu pokazywane są szkice różnych postaci, okładek et cetera, opatrzone ciekawostkami Kirkmana. A co najważniejsze, został przedstawiony chyba w całości scenariusz 23 zeszytu. To bardzo fajna okazja do zajrzenia, jak to wygląda w przypadku komiksu, czyli medium, o którym wiem tyle, co nic. :')


Jestem zachwycony serią i mam nadzieję, że pozostałe tomy będą równie dobre, a nawet lepsze.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytajzhejto #hejtoczyta #komiksy

8f83605f-bbbc-453e-b5a9-18c1af090f93

Zaloguj się aby komentować

„Exist: Loner”


Tekst można przeczytać także na moim blogasku: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/2024/05/exist-loner.html


#neuromantykpisze


„EXIST. Loner” to pierwszy tom z trzech zaplanowanych na ten moment (14 grudnia 2024 r.) komiksów autorstwa Moniki Laprus-Wierzejskiej.


Pierwotnie autorka publikowała go w internecie, na stronie tapas.io, gdzie jest dostępny nawet dzisiaj. I jak to czasami bywa w przypadku internetowej twórczości, po dwóch latach autorka postanowiła wydać komiks na papierze. W tym celu utworzyła zbiórkę na Wspieram.to, podczas której zebrała 139% zakładanej kwoty. Również dołożyłem swoją cegiełkę, dzięki czemu zostałem posiadaczem papierowego egzemplarza.


Młoda hakerka, Senes, jest jedną z Uzdolnionych (albo Magów, jak sami siebie nazywają). „Dzięki naturalnie zmodyfikowanemu kodowi genetycznemu potrafią wchodzić do Cyberprzestrzeni bez wykorzystywania kabli i środków farmakologicznych, kontrolować elektryczność, leczyć rany, a nawet wchodzić do umysłów innych, aby poznawać ich tajemnice, manipulować nimi czy zabijać” - taki fragment ekspozycji zostaje nam przedstawiony na wstępie, wyjaśniając między innymi wyjątkowość bohaterki.


Ta wiąże się także z tym, że dziewczyna nie wykorzystuje swoich umiejętności, by zarobić niebotyczne pieniądze czy dla samego faktu zaszkodzenia złym korporacjom. Poszukuje odpowiedzi na pytanie, kim jest zawsze obecny w Cyberprzestrzeni czarnooki mężczyzna. W poszukiwaniach tych trafia najpierw do kapłanki voo-doo (pisownia oryginalna), a potem staje się przedmiotem zainteresowania „Czarnego Krzyża”, który wyszukuje oraz obserwuje Uzdolnionych, by odpowiednich kandydatów zaprosić do organizacji. Sama główna bohaterka przypomina mi trochę typową Mary Sue - wyjątkowo uzdolniona, ironiczna/sarkastyczna, nawet z największych opałów wychodzi cało.


Niestety, nie mogę wypowiedzieć się pozytywnie o fabule. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest jednoznacznie zła - po prostu mi się nie spodobała. Wyraźnie widać, że stanowi jedynie wstęp do czegoś większego. Problem mam także z dialogami, które w moim odczuciu wydają się strasznie niedojrzałe – główna bohaterka często rzuca tekstami w stylu dowcipnych uwag i ripost, wymyślanych przez początkujących poszukiwaczy przygód czy superbohaterów.


„EXIST. Loner” przede wszystkim oczarowuje rysunkami. Monika Laprus-Wierzejska wykonała świetną pracę. Jej styl z lekka przypomina mangę. Ilustracje utrzymane są w czerni, bieli i odcieniach szarości, inne kolory, głównie niebieski, pojawiają się bardzo rzadko. Autorka postarała się o zachowanie proporcji postaci – nie są przerysowane. Realistyczne rysunki zdecydowanie wpadają w mój gust.


Dlatego chciałbym zobaczyć współpracę autorki z jakimś scenarzystą/pisarzem, podczas której mogłaby w pełni skupić się na warstwie wizualnej, zostawiając opracowanie fabuły komuś bardziej uzdolnionemu literacko.


Autorce udało się przemycić także kilka nienachalnych easter-eggów, jak ogłoszenie o sprzedaży opla czy nazwa klimatyzacji „Turbo Klima 2000”. Fajne smaczki.


Na koniec muszę pochwalić dwie rzeczy: to, że komiks ujrzał światło dzienne po udanej zbiórce (a to wcale nie jest takie oczywiste) oraz samą jakość druku/wykonania. Nie mam do czego się przyczepić.


Czy polecam komiks? Trudno powiedzieć. Kiedy przeczytałem go po raz pierwszy, bardzo mi się spodobał - na tyle, że gdy pojawiła się informacja o zbiórce na drugi tom, bez wahania ponownie wsparłem projekt. Dzisiaj, po prawie pięciu latach od premiery i ponownym przeczytaniu, uważam, że jak to na debiut przystało, historia jest niestety niedojrzała literacko i nie dorównuje warstwie estetycznej, która z kolei jest fenomenalna według mnie.


Krótkie info:


Scenariusz: Monika Laprus-Wierzejska

Rysunki: Monika Laprus-Wierzejska

Wydawca: Monika Laprus-Wierzejska

Liczba stron: 52

Premiera: 18.09.2019


#cyberpunk #czytajzhejto #hejtoczyta #komiksy #komiks

f61766c5-9b97-44c7-8809-bc5ec2e10f2e
f9fc4fdb-043b-42d1-9c7b-34bd69d4aef0

Zaloguj się aby komentować

1088 + 1 = 1089


Tytuł: Rozdroże kruków

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

ISBN: 9788375782073

Liczba stron: 292

Ocena: 8/10


Dzięki panu Andrzejowi ponownie poczułem się jak nastolatek, który po przegraniu paru godzin w pierwszego „Wiedźmina” postanowił przeczytać książki, żeby móc rozpoznać różnorakie nawiązania do powieści. I jestem za to bardzo wdzięczny.


Nie będę ukrywał, że historia Geralta to mój ulubiony, przynajmniej na ten moment, cykl polskiego fantasy. Albo może fantasy w ogóle. Stąd na moją ocenę trzeba patrzeć z przymrużeniem oka albo najlepiej obniżyć ją o oczko lub dwa.


Sapkowski postanowił opowiedzieć o początkach wiedźmińskiej kariery Geralta, tuż po tym, jak wyjechał z Kaer Morhen. Jest to nie lada gratka dla fanów i mimo że to prequel, zdecydowanie zalecane jest przeczytanie go po zakończeniu wcześniej wydanych książek. Autor wyjaśnia wiele tajemnic - prawdziwe imię Eskela, dlaczego Geralt tak samo nazywa każdego konia, co tak naprawdę wydarzyło się podczas pierwszego ataku na Kaer Morhen et cetera. Nie zawsze te wyjaśnienia mogą się spodobać, no ale co cierpliwsi się doczekali. :')


Ciekawie było poznać młodego Geralta, który nadużywa zwrotu „no weź”, za co zostaje skarcony przez starszego stażem wiedźmina. Geralta, który tak naprawdę poznaje świat – w końcu ma osiemnaście lat i dopiero co wyruszył na Szlak.


Co mi nie pasowało? Ano to, że Geralt naturalnie i zupełnym przypadkiem musi wpakować się w większą kabałę, naturalnie i zupełnym przypadkiem pomaga odpowiednim ludziom, którzy potem odwdzięczają się i ratują mu tyłek. Taka to przypadłość imć wiedźmina, że od problemów ustrzec się nie może.


A szkoda, ponieważ chętniej przeczytałbym o przyziemnych tajnikach wiedźmińskiego rzemiosła. Więcej ubijania stworów, mniej zabijania potworów w ludzkiej skórze. No ale to osobiste preferencje i oczekiwania, nie mające wpływu na finalną ocenę.


Jako że to prequel, to też trudno się przejmować opisywanymi wydarzeniami. W końcu wiadomo, że Geralt przeżyje starcie ze stworem, który go mocno poharatał et cetera.


No i ponownie dodałem do słownika kilka nowych słów. Bardzo mi się to podoba w prozie Sapkowskiego, że wymaga coś niecoś od czytelnika. Nie ukrywam, że przynajmniej kilkukrotnie w trakcie lektury sięgnąłem po telefon w celu poznania znaczenia danego słowa.


Fanom: jak najbardziej polecam.

Tym, którzy nie mieli wcześniej do czynienia: najlepiej zacząć od opowiadań.


Na koniec: ogromny minus dla wydawnictwa, jeśli chodzi o zamieszanie z okładkami. Co prawda mnie informacja o różnych wydaniach nie zrobiła różnicy (posiadam bardzo ładne i niestety zapomniane białe wydanie), ale rozumiem, że wiele osób mogło poczuć się po prostu źle, że nie wiedziało, iż będzie mogło kupić powieść w pasującej wersji kolorystycznej.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta #wiedzmin #fantasy #fantastyka

70a6e843-6272-4bf4-8854-2ec4547c20fa

@cyberpunkowy_neuromantyk Btw, nie wiem, czy widziałeś, ale na fejsie mi mignął post, w którym ktoś stworzył fanowską białą okładkę do tej wersji. Można sobie wydrukować i obłożyć.

Zaloguj się aby komentować

Secret Level


Obejrzałem wszystkie dostępne do tej pory odcinki i ogólnie jestem zawiedziony. Po twórcach „Love, Death & Robots” spodziewałem się czegoś znacznie lepszego.


To wciąż są bardzo dobrze wykonane animacje - artystom z Blur Studio nie można odmówić talentu. Chyba tylko o jednej animacji mogłem powiedzieć, że mi się nie spodobała. Reszta była bardzo ładna, często bardzo klimatyczna i w przypadku odcinka „Crossfire" czasem miałem wątpliwości, czy przypadkiem nie oglądam normalnego filmu - z drugiej strony nie wiem, czy twórcy korzystali z motion capture. Pewnie tak, bo myślę, że to sporo ułatwia.


Zachwyt ulatnia się niestety w odcinkach, w których walka nie jest główną częścią. „DnD", „New World", „PAC-MAN" to kiepsko napisane historie. Jeszcze w przypadku „DnD" mogę zrozumieć, że to po prostu kolejna generyczna historia w tym uniwersum, tak pozostałe dwie wspomniane animacje były złe fabularnie.


Za to bardzo spodobały mi się „Armored Core" (z tego, co widzę, historię napisał Peter Watts), „Warhammer 40k", wspomniany „Crossfire". Tylko że te animacje stawiały nacisk na akcję właśnie, a nie na fabułę. :')


Pewnie obejrzę kolejne odcinki, które ukażą się 17 grudnia, jednakże nie nastawiam się już pozytywnie.


#seriale #animacja #amazonprime

26059990-5b56-484b-a0b3-a5a0758691db

@cyberpunkowy_neuromantyk Spodziewałem się wiecej po UT. Wiadomo że UT nie miał nigdy fabuły ale i jednoczesnie nie było tam nigdy botów. Baaardzo luźna adaptacja gier UT.

@American_Psycho W sumie to mogli by zrobić w oparciu o Unreal. Oryginalny Unreal miał fajną fabułę, do tej pory z nostalgią wspominam.

Zaloguj się aby komentować

Jakoś tak mnie naszło nocną porą na przemyślenia, dwa dni po zakończeniu związku i w pierwszą noc w nowym mieszkaniu - miałem ogromne szczęście, że udało mi się znaleźć coś tak szybko, chociaż wiadomo, idealnie nie jest. Ale nie śmiem narzekać.


Mój ledwo co zakończony związek był burzliwy z obu stron. I ja nie należałem do najlepszych partnerów, i moja była dziewczyna nie była ideałem - mimo że mój mózg mówił coś zupełnie odwrotnego.


Na przyszłość będę wiedział, że jeśli w związku jest więcej złych dni niż dobrych, albo nawet po równo, to nie ma co tego ciągnąć. Trzeba to zakończyć, im wcześniej, tym lepiej dla wszystkich. Nie wiem, czy powodem, dlaczego po każdej kłótni i prawie że rozstaniu stwierdzaliśmy, że jednak chcemy to ratować, była może niechęć do zostania samemu? Brak gotowości przyznania przed samym sobą, że spotkała nas porażka? Lęk przed wywróceniem do góry nogami w miarę poukładanego życia?


Powodem finalnego zakończenia związku, bez możliwości powrotu, nie były jednak wieczne kłótnie, a mój lęk przed poniesieniem konsekwencji. Jedna wiadomość wysłana w chwili słabości, która była efektem kolejnej niepotrzebnej kłótni i brakiem wsparcia od mojej byłej, a potem miesiąc kłamstw z mojej strony, ponieważ bałem się tego, jak mogłaby zareagować była dziewczyna. Mimo że uważałem, że nie zrobiłem niczego złego (czuję się jak Ross z „Przyjaciół”, kiedy Rachel zadecydowała o przerwie w ich związku), ponieważ byłem przekonany, że tym razem związek się zakończył, bałem się przyznać i powiedzieć prawdę. Mimo że byłem o to pytany, ponieważ miała przeczucie. Wolałem zaprzeczyć.


To nauczyło mnie, może nieco zbyt szybko, że lepiej powiedzieć najgorszą prawdę, niż męczyć się z wyrzutami sumienia. Lepiej samemu się przyznać, niż jakby druga osoba miała się o tym dowiedzieć w inny sposób niż ode mnie.


Czuję się źle, że zraniłem kogoś, na kim mi zależało (zależy?) i do kogo żywiłem (wciąż żywię?) uczucia, mimo że nie chciałem jej skrzywdzić. Jednocześnie czuję ulgę, że ten związek się zakończył - odczuwam spokój, a tego brakowało mi przez ostatnich wiele miesięcy.


Szkoda tylko, że finał był tak paskudny.


#zwiazki #zalesie #przemyslenia

Jesteś na prostej bez obciążeń…teraz tylko łatwiej!

Ja jebnałem wszystko w podobnej sytuacji…reset - najlepsza djecezja mojego życia.


Trzymam kciuki za Ciebie mordo!

@AndrzejZupa


To obopólna korzyść - ja też byłem sporym obciążeniem.


W sumie u mnie tylko studia zostają te same, a przynajmniej taką mam nadzieję, bo jednak chciałbym je dokończyć. Praca będzie nowa, brak dziewczyny = nowa sytuacja, nowe lokum.


Dziękuję bardzo!


najlepsza djecezja mojego życia


Diecezja, tak? Czy chcesz nam o czymś powiedzieć?


Ot, literówka, a jak bardzo mnie rozbawiła.

Zaloguj się aby komentować