#wroclaw

141
1421

@Nighthuntero znam pare ludzi z Zimbabwe ( ͡° ͜ʖ ͡°) no generalnie czuć że potomkowie Czaki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

Wpis @John_polack o rynku nieruchomości zainspirował mnie do opisania trochę rynku z mojej perspektywy tj. sprzedającego.

  1. Słowem wstępu - tu opis chaty

Mam do sprzedania lokal w bliźniaku. Mieszkam tu z rodziną 7 lat, jest położony na spokojnym, niewielkim osiedlu bliźniaków, tuż przy lesie, 4km od Wrocławia. W promieniu 4km żłobki, przedszkole prywatne i państwowe, podstawówka, liceum, przychodnia, siłownia, żabka, dino, biedra, lidl, kilka odświeżonych parków i placów zabaw. Do przystanku autobusowego i sklepu rzut kamieniem. Jednocześnie cisza jak makiem zasiał, droga mało ruchliwa dojazdowa tylko do posesji właścicieli. Las malowniczy, pełny cieków wodnych, stawów pełnych ptactwa i mnóstwo ścieżek na rowery i spacery.

Dodatkowo podwórko ~130m2 (niedużo, ale też niemało, jest piaskownica, taras, szopka na rowery i kosiarkę, a dla dzieci huśtawki i trampolina, mogę robić obiad i mieć na nie oko.).

Jest gdzie zrobić grilla, rozstawić mały basen, poopalać cztery litery. A koszenie zajmuje 30 minut.

Nawet upchaliśmy kilka krzaków malin, borówek i jabłonkę. Dwa dedykowane miejsca postojowe.


Mam fotowoltaike na starych zasadach (zimą grzeję klimą bo mam ciągle nadprodukcję prądu), piecem gazowym dogrzewam tylko CWU. Rachunki ogólnie tanie jak barszcz. Jest też światłowód 600mbps.

Nie wyprowadzałbym się stąd gdyby nie to, że rodzinka się sporo rozrosła i nam tu za ciasno. Jak pójdą do szkoły to będzie dopiero ciasno.


  1. Nie jest to stan idealny, 3 małych dzieci robi swoje, tutaj lekko ściana odrapana, tam trzeba coś dokręcić bo się uwieszały. Oczywiście nie jest to też żadna rudera. Ot dom w którym się mieszka i jest pełny życia.

  2. Jakich oglądających napotykam?
    - państwo ciumkający - a to fronty w kuchni się jej nie podobają, a ona wolałaby podłogówkę jednak, no ja nie wiem te żyrandole to już takie nieświeże.
    - Państwo gotówka na stół i zabieram, nie będziemy się w żadne kredyty bawić - tylko opuść pan 25% bo ja tu musze wszystko zmienić.
    - Państwo turyści - Oni jednak po namyśle będą szukać czegoś we Wrocławiu, bo dojazdy będą dla nich zbyt niewygodne. Super, ale mogliście to wydedukować przed umawianiem się na oględziny.


Jak wystawiałem swój dom na rynek to równolegle jakiś deweloper postawił kilkaset metrów dalej 6 lokali w zabudowie bliźniaczej w tej samej cenie co ja (tylko tam stan deweloperski)
Tyle, że podwórko mniejsze, tuż przy przepompowni ścieków (nie wali zawsze, ale zdarza się), ogrzewanie tylko pompą ciepła (bez pv), metraż ten sam, wewnętrzna uliczka dużo ciaśniejsza, goście już nie mają gdzie stanąć.


Podczas gdy moje wciąż wisi, tamtych 6 lokali już dawno się sprzedało. Nikomu nie wadzi smród, ważne, że można dorzucić 300 tyś zł (przecież to grosiki) i dodatkowych kilka miesięcy remontu byleby wykończyć po swojemu. Mam nadzieję, że chociaż mają dobrze docieplone i rachunki za prąd na pompę ich nie rujnują.

Ja rozumiem, że każdy ma swój gust, ja robiłem pod siebie a nie na sprzedaż, to że spodobało się nam, to nie znaczy że trafię w gusta kupujących. Ważnym atutem jest to, że można wstawić walizki od kopa i mieszkać. A jeśli się nie podoba kolor ścian, czy żyrandole, to sobie można ustalić listę priorytetów i powoli zmieniać pod swój sznyt.

Klienci jednak wychodzą z założenia, że skoro płacą to ma być wykończone dokładnie tak jakby oni chcieli, choć sami nie wiedzą jakby to miało być ale ma się podobać. Nie są istotne niskie rachunki, dobra lokalizacja, tylko to jak się prezenci i ślad po bramce bezpieczeństwa dla dzieci na ścianie jest już passe. W zasadzie mam wrażenie, że sprzedaję im swój styl jako projektant wnętrz a nie lokal. Oczywiście wszystko jest zrobione pragmatycznie do bólu bo lubię funkcjonalność a nie dysputy o boho.


I oczywiście mógłbym odświeżyć wszystko, odmalować, zrobić na cacy. Tylko ja wiem jak to się skończy, będzie świeżo, ładniej ale nie w tym kolorze co oni by chcieli.

#nieruchomosci #wroclaw #mieszkanie #zalesie #dom

Zdecydowałeś się sam ogarniać sprzedaż to się musisz poużerać trochę. Sam kupowałem bliźniak z rynku wtórnego, również ludzie się wyprowadzali z uwagi na przyrost rodziny. Oglądnąłem, poczułem, że mógłbym tu mieszkać i już poszło. Od odbioru kluczy do wprowadzenia - miesiąc. I to jest ten ogromny plus takiej transakcji. Byliśmy chyba 2 lub 3 oglądającymi ten dom.

Zaloguj się aby komentować

Wy w tym Breslau to chorzy na głowy jesteście!


Obowiązki służbowe spowodowały, że musiałem się tu pojawić. Na moje nieszczęście spadły 2 cm śniegu, i okazało się, że breslauczycy nie potrafią jeździć nawet po czarnych drogach.


Przejechanie 23 km zajęło mi 1h 50min.


TRAGEDIA.


#gownowpis #wroclaw

@kim_jestesmy_dokad_zmierzamy podczas gdy mieszkańcy Wrocławia stoją w takich korkach w dzień dzień, niezależnie czy jest śnieg, czy deszcz, czy słońce. A że trafiłeś akurat na pierwszy dzień szkoły po feriach, to masz za swoje.

Czasami sobie myślę, że ludzie są jak bezmózgie lemingi. Mieszkam niedaleko ulicy Zwycięskiej we Wrocławiu. To jest taka ulica, która jest zakorkowana, bo miastu brakuje kawałka obwodnicy i cały ruch idzie nią. Na niej korki są nawet w weekendy, a w tygodniu stoi się nawet o 21 xD

Ludzie jeżdżą nią codziennie do pracy rano i z pracy po południu. Codziennie stoją w tym cholernie wielkim korku. I co? I nic... Ja po 3 razach, gdy wiozłem córkę do lekarza stwierdziłem, że nigdy więcej, i umawiam się do lekarza po drugiej stronie Wrocławia, bo jest szybciej xD A jakbym miał tamtędy do roboty jeździć, to po prostu jezdziłbym rowerem/hulajnoga/motocyklem czy nawet wybrałbym spacer połączony z chorym wrocławskim MPK.

@kim_jestesmy_dokad_zmierzamy Właśnie stwierdziłeś że jakiś 1 000 000 Ukraińców nie potrafi jeździć autem po mieście xD Ja to już mam wyjebane, slalomem omijam kogo się da.

Zaloguj się aby komentować

XDDDD Twn konserwator pierdolony. Kiedyś słyszałem, że to on zabrania wyrzucić kostkę brukowa z ulic. Niech sobie te kostkę weźmie do mieszkania, a mieszkańcom pozwoli jeździć po normalnych drogach.

XD W Krk też była taka sytuacja. Zgodę na mural dostały łebki, które zajmowały się do tej pory głównie wandalizmem. No i powstało takie cudo, które trzeba było przemalować, bo poszły skargi o naśmiewaniu się z papieża.

Tak, zdjęcie jest już po poprawkach :)

108136fd-37fc-4adf-8009-1009d408bf71

Konserwatorzy to są serio wrzody na d⁎⁎ie. Budynek przegnily, rozpadający się, rury przerdzewiałe, kable sparciale i podjedzone przez szczury, wilgoć w c⁎⁎j, jedyny ratunek to żeby się samo zburzyło.


Zburzyć? nie.

To wielki zabytek. Trzeba zostawic te kilka cegieł bo to zabytek.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Historia pewnych schodów

#wspomnienia #nostalgia i trochę #historiapewnegozdjecia


Mój dziadek pracował jako spawacz w Centrum Szkolenia Wojsk Inzynieryjnych w #wroclaw przy ulicy Obornickiej. Jako pracownik otrzymał mieszkanie w barakach na przeciwko jednostki.

Moja rodzina mieszkała tam od około 1960 do 2004 kiedy została przeniesiona do nowych bloków czynszowych, a baraki z czasem, kolejno burzono.

Osobiście mieszkałam tam przez pierwszy rok swojego życia. Natomiast przez resztę mojego dzieciństwa mieszkała tam moja kuzynka z rodzicami oraz babcia. My z rodzicami i bratem wyprowadziliśmy się do bloku w centrum, ale przyjeżdżałam do babci w każde wakacje i ferie, to był dla mnie inny świat.

Warunki nie były najlepsze. Barak był drewniany, nie ocieplony, z dachem pokrytym papą. Grzało się węglem w piecach, a woda w kranie ogrzewana była z boilera, przynajmniej u nas, biedniejsze rodziny radziły sobie na własne sposoby.

Początkowo baraków było 5. W każdym 5 mieszkań podzielonych zwykle na 2 rodziny, choć moja rodzina miała całe mieszkanie dla siebie, oraz po bokach po jednym mieszkaniu wielkości średniego pokoju, nigdy w żadnym z tych skrajnych nie byłam, pomieszkiwala tam zazwyczaj największa patologia.

Mieszkanie dwurodzinne zawierało 3 pokoje oraz wspólną łazienkę i kuchnię. Nie wszystkie rodziny żyły ze sobą w zgodzie, co przy współdzieleniu kluczowych pomieszczeń sprawiało, że wielu żyło się tam źle, ale zwykle nie mieli oni możliwości wyprowadzki 'na swoje'.

Wśród młodych dorosłych zawiązywały się bandy, które sprawiały różnorodne problemy z braku perspektyw na ambitniejsze spędzanie czasu. Niektórzy trafiali do więzień, inny bez konsekwencji wykorzystywał swoją młodszą siostrę. Za dzieciaka nie wywoływało to we mnie tylu emocji co teraz.

Ale nie tylko patologia tam pomieszkiwała, moja rodzina miała szczęście, ponieważ najbliźsi sąsiedzi byli ludźmi porządnymi. Jak i my, chociaż ja długo uważana byłam za czarną owcę w rodzinie.

Miałam tam też własną bandę, składającą się głównie z dzieciaków młodszych ode mnie, mojego brata, kuzynkę i parę innych, choć miewaliśmy w swoich szeregach częste roszady. Jako najstarsza i najkreatywniejsza w głupich zabawach, zwykle stałam na czele grupy i od rana do wieczora walczyliśmy z wrogami na patyki z gównem.

Zwykle mi się za to obrywało, bo dzieciaki za mną lazły, znikaliśmy na całe dnie, po czym wracaliśmy poobijani i brudni.

Mimo że miejsce znajdywało się w granicach Wrocławia, była to dla mnie wieś. Do najbliższego sklepu daleko, a wokół pola, działki i jednostka wojskowa. Zaraz obok baraków był mały park. Ten park kręcił mnie jak cholera, ponieważ wcześniej w jego miejscu znajdował się cmentarz żydowski. Ciocia mi mówiła że jak była mała, to ze zniszczonego grobu wystawała noga nieboszczyka, ale ja tam jej nie wierzę. Wierzyłam za to w jedno: w parku w wykopany był dół, niezbyt głęboki ale rozmiarami wydawał się być przeznaczony na pochówek do którego nigdy nie doszło. Jak można nie skorzystać z takiej okazji i nie bawić się w pogrzeby? Zwykle to ja grałam nieboszczyka, choć nieco mnie ten dół schizował.

Poza tym w parku było sporo cmentarnych pozostałości, jakieś słupki, resztki nagrobków oraz klimat. Niepowtarzalny klimat, wysokie szumiące drzewa, ścieżki wysypane białym żwirem, stare ławki na których obmyslaliśmy plany oblężenia wrogiej grupy, która miała swoją siedzibę przy garażach. Wokół parku szła asfaltowa ścieżka, którą potrafiłam objeżdżać rowerem setki razy kiedy wiało nudą.

Moja babcia miała w pobliżu 3 działki oraz zajmowała się ogródkiem z przodu i z tyłu domu. Była w tym niezła, mieliśmy niezliczone ilości owoców i warzyw, które częściowo sprzedawaliśmy a reszta szła na bieżące potrzeby oraz w słoiki na zimę. Uwierzcie mi, odchowana jestem na najzdrowszych dobrach, uprawianych bez pestycydów. A najsmaczniejsze były owoce jedzone z drzewa na które trzeba się było wspiąć. Na szczęście nigdy nic nie złamałam a co pojadłam jabłek i czereśni to moje.

Wydaje mi się że te ogródki w dużej mierze nauczyły mnie ciężkiej pracy. Mimo że kręciłam nosem i wolałam się bawić to wiedziałam że trzeba przekopać grządki, oblecieć wszystkie ogródki z wodą w konewce bo pomoc babci to rzecz święta. W zimie też nie było lekko, węgiel przechowywaliśmy w szopie po drugiej stronie baraków, trzeba go było przynieść do domu, co nawet z sankami nie było łatwą sprawą.

Ale odbiegłam od tematu schodów.

W cieplejszym sezonie było to najfajniejsze miejsce w domu. Mój dziadek zbudował nad schodami zadaszenie i ławkę. Wykładałam ją poduszkami i w leniwe popołudnia czytałam na niej książki. Obok pięły się piękne różnokolorowe róże, o które moja babcia bardzo dbała.

Mieszkania nie były zbyt duże, dlatego siedząc na własnych schodach można było rozmawiać z sąsiadami obok bez podnoszenia głosu.

Grill. Wiadomo, to co Polacy lubią najbardziej. Na niezbyt szerokim pasie zieleni przed domem, stawiało się grilla, plastikowy stół i krzesła jeśli zjechało się nas więcej.

Basen. Miałam własny, dmuchany. Dzieciaki z okolicy zazdrościły, ale z przykazu babci, oprócz mnie mógł korzystać tylko mój brat i kuzynka.

Barak na przeciwko. Jak daleko sięgam pamięcią, to pamiętam tam tylko jedną starszą babkę, którą uważaliśmy za wiedźmę. Prawdopodobne zmarła, a cały barak pozostał nie zamieszkamy, powoli staczając się w ruinę. A to było to co najbardziej mnie pociągało. Szybko przedni ogród zarósł, zaczęliśmy nazywać to miejsce wysoką trawą, a rodzice nie pozwalali nam tam chodzić. Czy może być większa zachęta? Tam po raz pierwszy spotkałam się z pornografą, chociaż potrzebowałam paru lat aby zrozumieć, co widziałam w tej porzuconej gazetce, którą przypadkowo znaleźliśmy na wysokiej trawie.

Najwięcej emocji dawał mi sam opuszczony budynek. Zawsze miałam świra na punkcie historii, w dzieciństwie chciałam zostać archeologiem a ten budynek był moim małym guilty pleasure, kiedy odkrywałam w nim różne pozostałości cywilizacji sprzed kilku lat. Ale najlepszy był wieczorem po zmroku, kiedy siedząc na ławce przy moich schodach, czarne okna jak otchłań dotykały mojej dziecięcej duszy. A czytywałam wtedy dużo horrorów i interesowałam się zjawiskami paranormalnymi, więc dla mnie to było przeżycie, którego smak pamiętam do dziś.

Wkrótce barak zburzono, co otwarło nam kolejne drzwi do poszukiwań zaginionych skarbów.

Ehh, dużo mogłabym opowiadać a i tak się rozpisałam za bardzo.

Po decyzji o zburzeniu przybytku i przeniesieniu mieszkańców miałam straszną chandrę. Mimo że miałam już z 17 lat i przestałam jeździć do babci na wakacje, to strasznie kochałam to miejsce.

Moją rodzinę, oraz tych bardziej zaradnych szybko wysiedlono, została tylko garstka bezrobotnych, którzy żyli ze zbierania puszek, widocznie był problem z rozwiązaniem ich sytuacji. Zakładam że w końcu pomarli, bo baraki kilka lat temu całkowicie zniszczono.

Z niektórych rzeczy nigdy nie wyrosłam. Do opuszczonych ale wciąż stojących baraków zaciągałam po nocach różnych znajomych, oprowadzalam ich po pustych salonach opowiadając historie z dzieciństwa, które wspominam z wielką nostalgią.

To miejsce to dla mnie to symbol mojego dzieciństwa, pomnik historii mojej rodziny.

Obecnie zarośnięty krzakami i zdziczałymi drzewkami owocowymi mojej babci.


Na zdjęciach:

1. Moja mama, ok 1970 r.

2. 1988 mój tata i ja

3. Ja, tata, mama, babcia trzymająca mojego brata i wujek ok 1991 r.

4. 2014 r. Moje odwiedziny opuszczonego baraku

5. 2025 r. z Google maps bo coś nie mogę znaleźć własnego zdjęcia


Pozwoliłam sobie nie cenzurować twarzy bo osoby ze zdjęć nie żyją lub wyglądają zupełnie inaczej

747d8d60-c958-4699-be63-1f3e2af3c6b1
474d621a-af97-4310-966f-8fae34e28847
c9496da1-20fd-410f-81b3-b62cffdb297a
e3b17da1-7b0a-4acb-b4bd-9e7106c72c63
b4867356-3d03-4887-bdb4-c59ddcce52b8

Zaloguj się aby komentować

Wystawa pajonkuw we wrocławskim siusiaku. Właściwie to wystawa głównie ptaszników, o pełnej godzinie można jednego pomacać, dzieciaki zadowolone, zaraz obok wejście na taras widokowy więc jest ciągłość atrakcji a nie snucie się po pustych przestrzeniach pitola. Bilet całodzienny, można wracać do 20 i dotykać się po kryjomu do stawonogów.


#wroclaw #pajaki

65215551-1fa9-457a-b1b3-b23ae302b856

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Znalazłem fajnego gruza, w fajnej cenie. Co się akurat rzadko łączy. Lokalizacja trochę średnia, ale do przejechania. Nie dziwi ona, jak się spojrzy na kolejny punkt bo trudne wylosowało.


Samochód zarejestrowany na Ukrainie. Stoi oczywiście we #wroclaw


Dlatego ogłoszenie wisi.


#samochody #zawszegratem

Zaloguj się aby komentować

Dla tych co nie znają a będą jutro w okolicy rynku #wroclaw, zachęcam wpaść do cukierni Łomżanka na ruskiej po ich pączki lawendowe, zajedwabiste są.

@wonsz Się kurła nasłuchałem o importowaniu zmielonych pazurów zamiast mąki to pi⁎⁎⁎⁎le te pączki niezależnie od źródła xD

Zaloguj się aby komentować

Hej wrocławskie dinozaury, pamiętacie Goliata na Placu Grunwaldzkim? Mieliśmy tam stosunkowo blisko, więc byliśmy stałyśmy bywalcami. Moi rodzicie mieli dobrze obcykaną ścieżkę, która omijała stoiska z zabawkami, dzięki czemu łatwiej było przejść tamtędy ze mną i moim bratem xD Że to miejsce nazywało się Goliat, dowiedziałam się dopiero w dorosłości bo my zawsze nazywaliśmy je po prostu Namiot. Miałam stamtąd całą kolekcję dinozaurów, głównie średniej wielkości gumowe figurki, ale miałam też większego t-rexa, który powtarzał co się mu powiedziało, a wypowiedź kończył potężnym rykiem xD Książkę o dinozaurach też miałam stamtąd. Młodsi nie zrozumieją tej gadziej fascynacji z tamtych lat xD

Dla osób które nie znają miejscówki: Goliat to był ogromny namiot położony w pobliżu centrum Wrocławia, oprócz zabawek można było w nim kupić spożywkę, owoce, warzywa, ubrania, drobną elektronikę i chemię. Działała od 1991 do 2000 roku, kiedy nakazano ją zlikwidować pod zarzutem samowoli budowlanej. Na jej miejscu dziś znajduje się centrum handlowe Pasaż Grunwaldzki.

#wroclaw #nostalgia

77d73b83-6075-44e3-b661-a931f11b1014
31600727-73f2-4262-abfc-fac742b71a90
7edc5a9f-02bf-41a2-88ff-2eddc3fcba3f
24aeeeb9-66c4-4293-962d-d3276b40aa33

Zaloguj się aby komentować

Dworcowa, niezaprzeczalnie :)


Stara, niemiecka nazwa ulicy Dworcowej we Wrocławiu to Bahnhofstraße. Nazwa ta funkcjonowała od około 1841 roku do zakończenia II wojny światowej w 1945 roku, kiedy to została zmieniona na polską nazwę Dworcowa, nawiązującą do prowadzenia ulicy w stronę dworca kolejowego.

Zaloguj się aby komentować

Bardzo to pouczające. Imo na pewnym etapie edukacji mogło by coś takiego być obowiązkowym elementem edukacji. Kiedyś byłem w wwa i oprócz tych eksponatów super była obsługa - świetnie wszystko tłumaczyła i odpowiadała na wszystkie najgłupsze nawet pytania. Martwią nieco zastrzeżenia co to pochodzenia ciał - podobno to chińscy wiwzniowie. Nie wiem czy to fake czy nie ale już dobre lata temu słyszałem o tym.

Zaloguj się aby komentować

Ludzie, jak stoicie pierwsi na światłach, nie ma zbytnio miejsca zjechać, a z tyłu jedzie karetka, i zaświeci się zielone - to nie ciśnijcie się na boki jak karaluchy nadal blokując przejazd, tylko jedźcie do przodu udrażniając drogę. K⁎⁎wa czemu tak trudno to niektórym zrozumieć #jebacwroclaw #prawojazdy #wroclaw #samochody #ruchdrogowy #stopcham #polskiedrogi

b4bdea63-f8c8-4344-8a51-79825419c0d3

Zaloguj się aby komentować

Uwaga #wroclaw , dla tych co jeszcze nie mieli okazji wyjść z domu - przyszklaniło tak, że po wyjebaniu się na pierwszym zakręcie i ocenie stanu CPRu, zawróciłem do domu i na basen pojadę później. Jest grubo...

Zaloguj się aby komentować

@Kaligula_Minus co zobaczyć to ciężko bo całe życie w mieście to tak człowiek nie wie co fajnego do zobaczenia u siebie ale lubię z Żoną dobrze zjeść i jedzeniowo mogę polecić kilka miejsc:

Ato ramen - bardzo dobry ramen ale można postać w kolejce na stolik

Vegan AF ramen - wegańska alternatywa dla ramenu ale też bardzo smaczna (inne wege lokale raczej bym omijał szerokim łukiem ale dobrą wiadomością dla wrocławskiej gastronomii jest fakt, że praktycznie większość takich lokali padła i się zamknęła)

Oliwa i ogień - włoska godna polecenia restauracja

Czarnomorka - świeże smaczne owoce morza, duży wybór, raczej proste menu,

Burger LTD - jak burgery stały się czymś zwykłym tak tam mi zawsze smakują

Olio Pizza napoletana - byłem raz, coraz więcej lokali, w których po prostu smaczną pizzę na włoskich składnikach, jak co druga pizzeria już więc zwykła polecajka

Kawałek dalej od rynku ale dalej w miarę blisko też poleciłbym

CULTO

Woo thai przy kredce i ołówku

Chai Thai Sienkiewicza

Ragu pracownia makaronów

Zaloguj się aby komentować

Coś mnie nosiło żeby dokręcić licznik wieczornym spacerem, więc poszedłem zobaczyć jak tam idą prace przy CPR na Trawowej we #wroclaw . No i jakoś idą, natomiast przy kładce dalej schodki wyłączone. Jak to schodki wyłączone? A tak to, że projektant albo wykonawca dał d⁎⁎y, na górze schodków jest wystający próg i po hucznym otwarciu, w testach na produkcji, wyszło że lipa bo się starsza kobita na tych schodkach przez ten próg zabiła. No ale jak wyłączone? No normalnie - szwagry gruby hajs wzięli i do takich pierdół nikt przyjeżdżać nie będzie - postawimy barierki a ty podatniku wypierdalaj...znaczy po zapłaceniu podatków oczywiście.

ccfe564c-1d34-4977-8dfc-e64a7d92018e
dde0de53-5a98-434e-a190-2c5d1a283912

Zaloguj się aby komentować

Kobieta na balkonie wieżowca numer 8 na wrocławskim Manhattanie mieszka dziś w Kłodzku i jest dentystką. Latem 1982 roku była tuż po maturze i właśnie przygotowywała się do egzaminów wstępnych na Akademię Medyczną. W mieszkaniu numer 12, na drugim piętrze budynku, mieszkała wraz z koleżanką. Ten dzień pamięta jako wyjątkowo upalny; wyszła na balkon by chwile odpocząć od nauki i zaczerpnąć świeżego powietrza... https://www.wroclaw.pl/kultura/chris-niedenthal-zdjecie-wroclaw-1982-kobieta-manhattan

@Konto_serwisowe Jaciesuna, wyjdziesz sobie na balkon żeby za kilkadziesiąt lat jacyś stalkerzy cię wyśledzili i pytali o twoje życie xD

Zaloguj się aby komentować