Przypadkiem natrafiłem na zdjęcie porównawcze wcześniejszych odtwórczyń Lary Croft z Sophie Turner i stwierdziłem, że gwiazda „Gry o Tron” przy Angelinie Jolie wypada dość blado. Żeby jednak nie krakać po próżnicy, że kiedyś to było i w ogóle, postanowiłem obejrzeć i pierwszą ekranizację, i tę z Alicią Vikander, żeby nie opierać się wyłącznie na wspomnieniach.
Angelina Jolie nie do końca pasuje mi na Larę Croft - wydaje się być zbyt elegancka. Mimo to wyglądem najbardziej ją przypomina. Sama ekranizacja jest niezła, ale nie, żeby poprzeczka została wysoko zawieszona. Dobrze oddaje ducha gier i to jest w tym najważniejsze, a na niektóre nieprawdopodobne sytuacje trzeba po prostu przymknąć oko, żeby się w miarę dobrze bawić.
Warto tu utrzymać pewien kontekst historyczny, to jedna z tych pionierskich ekranizacji gier, które dostały dobrą obsadę i utrzymały poziom, który broni się nawet do dziś. Alicia Vikander gra już postać która nawiązuje do najnowszych gier, bardzo realistycznych i filmowych w samym swoim rdzeniu. Postać nastoletniej Lary w grach jest niezwykle rozbudowana i przez rozmach gier ukazuje znacznie więcej aspektów psychologicznych bohaterki. Mówiąc wprost - przez dwie dekady, gry przegoniły kino jakością rozrywki, głębią narracji i interakcją, której kino nie oferuje. Filmy z Angeliną w momencie kiedy wychodziły oferowały więcej niż gry - teraz role się odwróciły.
Niech w Nowym Roku wszystkie Wasze rzuty będą krytami, a jedyne potwory, jakie napotkacie, to te, które sami chcecie pokonać.
Życzymy Wam dni pełnych many, regenerujących punktów odpoczynku i drużyny, która zawsze ma przygotowane Natchnienie!
Niech backlog maleje szybciej niż rośnie, a kampanie nigdy nie kończą się cliffhangerem bez kontynuacji.
Niech Wasze GPU się nie przegrzewa, Wi-Fi nie laguje, a ulubione światy — od Faerunu po postapokaliptyczne pustkowia — dostarczają samych epickich przygód.
Niech 2025 będzie dla Was rokiem +5 do Szczęścia, +10 do Kreatywności i +100 do Funu.
A jeśli pojawią się jakieś smoki… oby strzegły skarbów, które zasługują na zdobycie.
Szczęśliwego Nowego Roku — niech moc, kości i questlog zawsze będą po Waszej stronie!
Z tego, co widzę, po pierwszym przejściu gry można wybrać nowe stroje. Pierwszy nazywa się „klasyczna 1”, więc strzelam, że można zagrać oryginalną Larą.
W końcu ukończyłem finał nowej trylogii i, oh boy, ale się dobrze bawiłem.
Trylogia zmieniała element, na który kładła nacisk z walki w pierwszym TR, na balans elementów w Rise, aż do położenia głównego nacisku na eksplorację w Shadow, co zdecydowanie trafiło w moje gusta. Mało walk, a jak już są to dość szybkie do zakończenia, za to bogactwo grobowców (grałem w wersję Definitive Edition), niektóre z nich z absolutnie rewelacyjnym designem. Mnóstwo znajdziek, większość ciekawa. Bardzo podobał mi się setup w Ameryce Południowej i kulturach Inków/Majów, w końcu coś świeżego.
Fabuła podsumowuje przejścia z Trójcą i nie jest zła, ale kilka rzeczy można było rozwiązać inaczej (głównie końcówkę, bo wygląda na to, że kończył sie czas na development i kilka rzeczy zostało potraktowanych po macoszemu).
Ludzie narzekają, że Shadow ma dość powolny sposób prowadzenia opowieści, a jak się trafia do głównego hubu w grze to już w ogóle narracja umiera. W ogóle mi to nie przeszkadzało, fabułę zarzuciłem na dobre kilkanaście godzin w tym miejscu i skupiłem się na eksploracji.
Design Lary w Survivor Trilogy świetny. Na pewno zagram ponownie i to we wszystkie części, bo po prostu się ten cykl udał i sprawia mnóstwo funu.
Pierwszy raz w tego TR zagrałem pewnie zaraz po premierze, na piracie. To były czasy, a teraz nie ma czasów, więc ograłem wersję Steam.
No i gra się nie zestarzała. Grafika daje radę, animacje fajne, dużo się dzieje. Czasami aż za dużo i tak na oko to Lara powinna tam umrzeć z 10 razy od obrażeń, a ona nadal piękna i młoda, tylko ubłocona
Podoba mi się w tej grze to, że nie przytłacza całą swoją mechaniką. Nowe możliwości wprowadzane są powoli, tak, żeby gracz je zapamiętał, a nie w pierwsze 5 minut pokazujemy graczowi wszystkie 50 czynności i niech sobie dalej sam radzi.
W TR jesteś już bliżej końca gry, a gra nadal wprowadza jakieś nowości, nowe możliwości. I to się mnie podoba.
Jak ktoś lubi szukać jakichś książek, proporców, geoskrzynek, to będzie zadowolony, bo jest tego masa.
Do tego ulepszenia broni, umiejętności, jakieś ukryte grobowce.
Oczywiście gra jest liniowa do bólu, trochę szkoda, bo miałem ochotę tak w połowie gry zabić jedego z bohaterów, tak mnie wk...ła a nie mogłem.
Przechodziłem pk raz pierwszy w covida, bo wiecie - śmieszne czasy to sobie memową gierkę ogram. I się bardzo pozytywnie zaskoczyłem. TR uświadomił mi jak lubię tzw. Metroidvanie, czyli, że w danej lokacji nie wszystko jestem w stanie zrobić od razu, tylko muszę sie czegoś nowego nauczyć i wtedy cofnąć by coś odblokować ^^ po ukończeniu gry od razu kupiłem Rise of TR, który jest moim zdaniem najlepsza częścią trylogi. I tak ogólnie to chyba przejdę sobie wszystko jescze raz jak skończę Horizona xd
Ps. A licznik nie powinien lecieć do góry zamiast w dół?
@LovelyPL No fajny reboot to był, bawiłem się nieźle, ale rzeczywiście niektóre numery kaskaderskie które tam Lara odwala to chyba tylko w Bollywoodzie by przeszły xD
Ograłem też Rise of The Tomb Raider ale jakoś już nie był taki dobry, jeszcze ostatnia część trylogii w kolejce ale słyszałem że ta najsłabsza więc nie wiem czy mi się chce
Z tej najnowszej trylogii najlepsza. Jasne - w Rotr można się skradać a ai przeciwników jest dużo lepsze ale klimat i ogólna konstrukcja wyszły w TR2013 najlepiej.
@Sauronus czy tylko wybrane kody można odbierać? Uaktywnilem Gaming i nie wiem jak to działa, a nie wszystkie gry chcę dodać - wziąłem priest Simulator na epicu i tam dostałem od razu na konto, bo połączyłem
@Zielczan Jak klikasz "odbierz grę", to przekieruje Cię na kolejną stronę. Jak tam będzie kod, to możesz go posłać w świat, a jak nie będzie, to i tak nie miałeś takiej możliwości. Gry na Epicu i platformie Amazona są bezkodowe.
Ja mam to na 98%. Brakuję mi kilku osiągnięć w multi i achievement'a za zebranie wszystkich znajdziek. Serio nie chciało mi się szukać tych totemów z gałązek zawieszonych na gałązkach w lesie.
Jako że mogę się chyba nazwać fanem Lary Croft, to nie mogłem przejść obok tej pozycji obojętnie. Książka została napisana w formie miniwywiadu z twórcami (autor też dorzuca od siebie trzy grosze i ma się wrażenie jakby czytało się dialog pomiędzy twórcami - super sprawa) i opisuje jak powstawały dwie pierwsze części słynnej gry Tomb Raider. Z niej się dowiemy o początkach zespołu CORE, skąd twórcy czerpali pomysły przy produkcji, trochę aspektów technicznych (np. czemu w pierwszej części nie ma skyboxa, czemu w dwójce skakanie jest bardziej responsywne itp.), jak narodziła się Lara Croft (pierwotnie Laura Cruz) i przede wszystkim jak wyglądała praca nad grą. Jednocześnie też jest tutaj pokazane, czemu często gęsto gry wychodzą na premierę niedopracowane oraz dlaczego zostaje z nich wycięta zawartość. Rozwaliło mnie, gdy przeczytałem, jak pracownicy wyrazili sprzeciw, gdy szef podpisując umowę z SEGĄ, skrócił czas do wydania o 3 miesiące, a on odpowiedział tylko „pokombinujecie”.
Szkoda, że taka krótka i że autor skupił się jedynie na dwóch pierwszych częściach (bez słowa o dodatkach do tychże części), jedynie dając krótkie wzmianki na temat trzeciej i czwartej części. Niemniej czytało się bardzo przyjemnie, a przy okazji dowiedziałem się parę nowych smaczków.
Jeśli kogoś zapytasz, kto stworzył Myszkę Miki, to odpowie, że Walt Disney. Ale według mnie, ktoś inny ją narysował, a Walt zyskał do tego prawa. To zawsze byli Toby i Paul. Paul był geniuszem technicznym, a Toby był geniuszem kreatywnym; oni obaj to zaczęli.
Jak w każdego Sylwestra wszyscy przypominają sobie największego miłośnika Tomb Raidera. Nie każdy wie, że Bartek Nowak (bo tak się jegomość nazywa) otrzymał od polskiego dystrybutora gry reklamową propozycję, z której nie skorzystał.