Jakiś czas temu stworzyłem artykuł dotyczący dziwnej, satanistycznej i neonazistowskiej organizacji terrorystycznej Atomwaffen Division. Chciałem dodać kilka ciekawostek na jej temat znalezionych w sieci. Jak pisałem początki AD sięgają rosyjskiego forum neofaszystowskiego i w późniejszym okresie zostali oni zinfiltrowani przez inną satanistyczną organizacje O9A. Samo O9A miało być z kolei założone w latach 70 przez neonazistowskiego filozofa Davida Myatta. Jak się okazuje David Myatt miał być też zaangażowany w inną skrajnie prawicową organizacje terrorystyczną Column 88 . Ta grupa z kolei istniała w ramach Operacji Gladio za którą stało CIA. Fakt, że jeden z członków AD był informatorem FBI każe przypuszczać, że to wszystko do samego początku było pośrednio kontrolowane przez służby. Obecnie jednak znaczna część ludzi powiązanych z AD została aresztowana i skazana za posiadanie, rozpowszechnianie, a nawet tworzenie dziecięcej pornografii...
Kaczyński miał racje (ten amerykański). My ludzie jesteśmy zwyczajnie ewolucyjnie nie przystosowani do życia w obecnej cywilizacji. Stworzyliśmy sobie sztuczne środowisko które nam nie służy.
Teza, antyteza, synteza: jeżeli społeczeństwo industrialne to wysoki stopień rozwoju technologicznego kosztem sztucznego środowiska, które potęguje cierpienie jednostki, a społeczeństwo prymitywne to życie w zgodzie z naszym modelem ewolucyjnym i podążanie za naturalnymi instynktami kosztem niskiego poziomu rozwoju i krótką spodziewaną długością życia, to fałszywą dychotomią będzie wszechwładza technokratycznej mniejszości nad żyjącymi w kapsułach i żrącymi mąkę z owadów masami, a syntezą tez - zdecentralizowany solarpunk, miasta-ogrody i zastąpienie medycyny nanotechnologią i bio-implantami.
Czipowanie ludzi na masową skalę powoli przestaje być żartem i teorią spiskową i staję się prawdą.
Elon Musk poinformował w mediach społecznościowych, że implant mózgowy Neuralink został po raz pierwszy wszczepiony do mózgu ludzkiego pacjenta. "Pierwszy człowiek otrzymał wczoraj implant od @Neuralink i wraca do zdrowia" — napisał Musk na platformie X. "Wstępne wyniki pokazują obiecującą aktywność neuronów" — dodał.
Od dawna je wszczepiają implantując słuch, a nawet wzrok. Nad tym pracował Neuralink, Musk dodał do tego mix Matrixa, Pamięci absolutnej i kilku innych sci-fi.
A jak masz ochotę na Ja, Robot 2, to odpal filmiki z tym ich śmiesznym Optimusem
@Al-3_x Chipowanie ludzi wydaje mi się że jest o wiele prostsze bo wystarczyłby zwykły RFID pod skórą przechowujący twoje dane i umożliwiający płacenie zbliżeniowe i jesteś ugotowany.
Moja: myslalem nad jakimis politycznymi wjazdami, tylko nie moglem zdecydowac ktory jest najbardziej, ale wtedy przypomnialo mi sie, ze nuklearna potega wlasnie sie wykrwawia kilkaset kilometrow od rogatek okcydentu, wiec jezeli chodzi o realne zagrozenie dla cywilizacji, to nuklearna wojna rozpetana przez politycznych wladcow. Najbardziej prawdopodobne? Nie, ale zdecydowanie najwieksze i dla calej cywilizacji.
Prawicy zdarza się przywoływać od czasu do czasu postać Rudiego Dutschke, niemieckiego socjologa, który inspirując się doktryną marksisty Gramsciego, miał zaproponować alternatywny sposób zdobycia władzy przez komunistów. Miał to być tak zwany długi marsz przez instytucje, mający doprowadzić do przejęcia władzy przez lewice dzięki zdobycia kluczowych stanowisk w administracji władzy czy instytucjach kultury. W efekcie miał on odpowiadać za powstanie tak zwanego marksizmu kulturowego, którego celem miałoby być zniszczenie cywilizacji zachodu poprzez nauki gender, małżeństwa gejów, seksualizacje dzieci, obalenie tradycji, podkopanie autorytetu kościoła i masę innych rzeczy o które prawica ma współcześnie ból d⁎⁎y. Pomijają tu jednak rzeczywiste poglądy jakie reprezentował ten pan, które są już nieco bardziej złożone.
Faktem jest, że rzeczywiście Dutschke zaproponował taką strategie i miał on też spory wpływ na wydarzenia z maja 1968. Natomiast on sam pomimo lewicowych poglądów ekonomicznych zdawał się być przychylny chrześcijanom. Cytując samą Wikipedię:
Dutschke claimed both Christian and Marxist inspiration for a socialism that rejected both the Leninist model of party dictatorship that he had experienced as a youth in East Germany, and the compromises of West German social democracy.
Dutschke allowed that religion played an "important role" in his life: that he "incorporated" its "fantastical explanation of the nature of man and his possibilities" into his later political work.
Miał on też dość patriotyczne stanowisko jak na lewicowca. Opowiadał się on między innymi za zjednoczeniem Niemiec gdy trwała jeszcze zimna wojna.
Dutscke believed that, even after Hitler, Germans had the right to decide for themselves whether to live in a single state once more.
Dosłownie krytykował lewice za to, że ignoruje ona kwestie narodowościową. (dość częsty moim zdaniem błąd na lewicy)
Dutschke confessed himself perplexed as to why the German left did not "think nationally"; the socialist opposition in the GDR and the Federal Republic should work together, recognizing that "the GDR is not the better Germany. But it is part of Germany
Jego podejście do koncepcji narodu zapewniło mu szacunek na prawicy po jego śmierci i to tej skrajnej.
Others have taken a different view. The Bavarian Information Center against Extremism (BIGE) notes that some of Dutschke's remarks on the German question have been cited by right-wing extremists. On the 40th anniversary of his death, the neo-Nazi grouping The Third Way (III. Weg) claimed that if he were alive Dutschke would be one of them
Ogólnie jednak jest to po prostu ciekawa i bardziej niejednoznaczna postać niż prawica byłaby gotowa to przyznać.
Dugin ma wiele twarzy. Jedną z nich jest geopolityk i zwolennik ruskiego imperializmu, oraz wielobiegunowego świata. Inną jest filozof którego osobiście lubię określać mianem prawicowego postmodernisty. Jest jeszcze jednak jedna twarz Dugina o której się czasami wspomina. Jest to Dugin ezoteryk. Głównie mówi się tu o jego zainteresowaniach tradycjonalizmem integralnym i postacią Evoli i Guénona. Na tym się jednak to nie ogranicza. Dugin fascynuje się też Crowleyem, gnostycyzmem czy neoplatonizmem. Był też fanem zespołu Psychic TV, który jest znany z odwoływania się do okultyzmu, a w latach 90 był nawet oskarżany o promowanie satanizmu. Wykazuje też sporą wiedzę na temat różnych tajnych organizacji czy symboliki.
Choć Dugin jest postrzegany jako ortodoksyjny chrześcijanin to wielu krytyków po prawej stronie zarzuca mu wręcz... satanizm. Jako symbol swojego ruchu 4 teorii politycznej wykorzystuje on bowiem symbol chaosu. Dugin też otwarcie odwołuje się do podążania ścieżką lewej ręki, która w ezoteryce bywa kojarzona właśnie z czarną magią. W tantrze o czym Dugin sam piszę, ścieżka prawej ręki odwołuje się do magicznych grup, które przestrzegają określonych kodeksów etycznych i przyjmują konwencje społeczne , podczas gdy lewa ścieżka ręki przyjmuje postawę odwrotną, opowiadając się za przełamaniem tabu i porzuceniem ustalonej moralności.
W praktyce u Dugina oznacza to promowanie wojen, terroryzmu czy rewolucji, które jego zdaniem miałyby w tym przypadku charakter metafizyczny. Wszystko to ma bowiem doprowadzić do końca świata. Wizja Dugina jest bowiem mocno eschatologiczna. Dugin chce doprowadzić do apokalipsy by prawdopodobnie przyspieszyć nadejście Chrystusa i wyznaczenie rosji jako świętego królestwa tu na ziemi czy coś w tym stylu. Osobiście uważam w każdym razie, że to właśnie ten pierwiastek ezoteryczny jest w jego filozofii najniebezpieczniejszy. W jego teoriach jest coś skrajnie nihilistycznego i mrocznego co mnie osobiście do pewnego stopnia przeraża. Ciesze się zresztą z tego względu, że jego wpływ na Putin jest często na zachodzie wyolbrzymiany bo w innym przypadku rzeczywiście mógłby doprowadzić do wojny atomowej.
@Al-3_x Dugin to nie jest żadny prawicowiec. zresztą określenie prawica i lewica są już nieaktualne od dziesiątek lat, jedynie przydają się do dzielenia ludzi przez establishment
Fajny tekst na temat podejścia mojego drugiego, ulubionego, postmodernistycznego filozofa Baudrillarda. Zamieszczam tu kilka moich ulubionych fragmentów z całego tekstu. Ogólnie jednak Baudrillard jest mocno krytyczny względem twórczości współczesnych artystów za nadmierną estetyzacje swoich dzieł.
Wraz z awangardą Baudrillard obserwuje dążenie sztuki ku coraz większej dozie rzeczywistości. Dadaiści pragnęli zniszczyć barykady dzielące sztukę od rzeczywistości, za pomocą abstrakcji poszukiwano ukrytej struktury przedmiotów (głębszej, bardziej pierwotnej rzeczywistości). Jednakże efektem finalnym tych dążeń stała się estetyzacja, postrzegana przez Baudrillarda jako zdecydowanie negatywne zjawisko, rozumiana w ten sposób również przez Marquarda i Welscha. Baudrillard przedstawia jej mechanizm, rozpoczęty przez awangardę, wraz z wynalazkiem ready-made Marcela Duchampa. Okazuje się, że wystarczy pozbawić dowolny przedmiot jego funkcji, niczego w nim nie zmieniając, by stał się on obiektem muzealnym, dziełem sztuki. Zasada bezużyteczności staje się narzędziem estetycznej przemiany.
W dalszym fragmencie autor tekstu odwołuje się do koncepcji symulakrów. Symulakry to najprościej ujmując imitacje danej rzeczy lub zjawiska. Baudrillard wyróżnił 4 poziomy rozwoju symulakrów. Pierwszy ma za zadanie odtwarzać rzeczywistość. Tutaj mogę podać przykład dokładnego obrazu danej osoby. Na poziomie drugim symulakry już nie pokazują wiernie rzeczywistości, a ją wypaczają. Tutaj obraz pokazywałby już osobę z cechami których nie posiada, jak zbyt wielkie uszy, czy cztery pary oczu itp. Symulakry na trzecim poziomie już nie wypaczają, a zwyczajnie maskują rzeczywistość. Tutaj obraz przedstawiałby osobę której zwyczajnie nie ma. Symulakry na czwartym poziomie nie odnoszą się już do niczego i dosłownie zastępują nam rzeczywistość. Zdaniem Baudrillarda nasza cywilizacja doszła do poziomu czwartego przez co utraciliśmy kontakt z tym co realne o czym tu piszę.
Narzędziem estetycznej kreacji rzeczywistości jest symulacja. Pop-art i hiperrealizm według Baudrillarda obrazują sposób, w jaki symulakry replikują, kopiują rzeczywistość, pokazują trudność, a być może i niemożliwość odróżnienia symulacji i rzeczywistości w skutek globalnej estetyzacji. Obydwa nurty sztuki dowodzą, że hiperrzeczywiste modele zaczynają determinować i dominować w sztuce i życiu społecznym.
Zdaniem Baudrillarda niemożność odróżnienia iluzji od rzeczywistości, skutkiem estetyzacji, znakomicie oddaje hiperrealizm. „Między wnętrzem i zewnętrzem nie ma łączności. Szklane fasady odsyłają otoczeniu jego własny obraz. Są bardziej nieprzekraczalne niż jakikolwiek mur z kamienia.(…) Wszystko komunikuje, ale spojrzenia nigdy się nie spotkają” . Hiperrealizm oddaje zagubienie człowieka we współczesnym świecie, obrazuje świat człowieka uwięzionego po drugiej stronie lustra, niemożność dotarcia do obiektywnej rzeczywistości, brak zaufania we własne zmysły, medialne zapośredniczenie rzeczywistości
Tutaj z kolei zostaje wspomniane, że zdaniem Baudrillarda sztuka zatraciła swoją autonomiczność.
Baudrillard nie poprzestaje na tezie o wyczerpaniu się sztuki, ogłasza zniknięcie sztuki jako autonomicznej sfery. Wprowadza pojęcie transestetyki, które odnosi do pokrewnych transpolityki, transekonomii czy transseksualności, które mówią, że teraz wszystko stało się polityczne, seksualne i powiązane z ekonomią, jak również estetyczne. Zatem granice sztuki zniknęły. Rezultatem jest brak kryteriów oceny, nadawania wartości, smaku, pozostaje inercja i niezróżnicowanie. Czy tak miało wyglądać spełnienie marzenia dadaistów o stopieniu sztuki i życia codziennego? Sztuka wraz z odczarowaniem utraciła swoją magiczną, rytualną formę zyskując za to wartość estetyczną, teraz utraciła również to.
W końcowych słowach autor tekstu wskazuje, że Baudrillard zarzucał współczesnej sztuce banalność i brak większego znaczenia. Jest to dość zabawne, że postmodernistyczny filozof stawia wniosek, który jest podobny do tego co głoszą często konserwatyści... tyle że robi to mądrzej.
Sztuka i rynek sztuki rozkwitają w miarę jak postępuje ich upadek i rozkład. Według Baudrillarda to właśnie banalność, brak znaczenia i pustka zapewnia sztuce współczesnej powodzenie, gdyż maskuje obecność kryzysu w całym społeczeństwie, ukrywa absurdalność i brak znaczenia w świecie.
Taka moja dygresja nad materiałem Jonathana Pageau, o przedstawieniu kobiet we współczesnej popkulturze. Ogólnie zgadzam się z jego tezą, że "silna, niezależna kobieta" w obecnym wydaniu to często zideologizowana mary sue, która ma jedynie pokazać jakie kobiety są silne i niezależne, a jedyne co je ogranicza to zły patriarchat. Zgadzam się też, że ma to charakter wręcz karykaturalny i jest przykładem złego pisania. Natomiast on i konserwatyści bardzo lubią mówić przy tym, jak to obraz wojowniczej kobiety jest mało kobiecy. W opozycji odwołują się albo do obrazu kobiety matki, lub ewentualnie kobiety władczyni/kapłanki (tutaj autor filmu podaje przykład Galadrieli z filmów), lub kobiety czarodziejki/wiedźmy (tutaj na wykopie spotykałem się z wymienianiem Yennefer jako przykład prawdziwie silnej, niezależnej kobiety).
W istocie jednak archetyp kobiety wojowniczki jak najbardziej się pojawia. Rzeczywiście achetyp matki jest najmocniej związany z kobiecością. W końcu jednym z najbardziej pierwotnych i powszechnych religii był kult Gai, matki ziemi. Jednak to nie znaczy, że w panteonie bogów nie mieliśmy też bogiń takich jak chociażby Atena, bogini mądrości, ale i wojny sprawiedliwej. W mitologi greckiej mieliśmy też amazonki, które były niezwykle walecznym, niezależnym narodem, tworzyły społeczność wyłącznie kobiecą, a mężczyzn uważały za gorszych. Pageau wspomina w filmie Wonder Woman jako przykład kobiecej postaci, która stała się zbyt męska przez swój wojowniczy charakter. Tymczasem ona w komiksach jest przedstawiona właśnie jako córka królowej amazonek. Dosłownie więc odtwarza dawny mit w bardziej modernistyczny sposób, co Pageau ignoruje.
Z historycznych przykładów walczących kobiet mamy też postać Joanny d’Arc, która została uznana za świętą więc również ma ona charakter do pewnego stopnia mityczny. Oczywiście motyw wojny, rycerskości i waleczności zawsze będzie bardziej kojarzony z mężczyznami. Nie oznacza to jednak, że się do mężczyzn ogranicza bo sama tradycja temu przeczy, a konserwatyści to zwyczajnie ignorują. Zresztą nie tylko to. Mam osobiście wrażenie, że wiele konserw kobiecość kojarzy głównie z obrazkiem kobiety w kuchni z amerykańskich reklam lat 50. To z kolei pokazuje jak bardzo konserwatyzm stał się wypaczony i bezwartościowy we współczesnych czasach.
Mam osobiście wrażenie, że wiele konserw kobiecość kojarzy głównie z obrazkiem kobiety w kuchni z amerykańskich reklam lat 50. To z kolei pokazuje jak bardzo konserwatyzm stał się wypaczony i bezwartościowy we współczesnych czasach.
@Al-3_x Aż tak źle to nie jest. Ale poza tym mimo wszystko jak na krótki wpis dobre,łap tego pioruna.
Z historycznych przykładów walczących kobiet mamy też postać Joanny d’Arc
Po co sięgać tak daleko w przeszłość dla przypadku pojedynczej kobiety.
Jeszcze 150 lat temu w królestwie Dahomej była armia złożona z 4000 Amazonek, istniejąca tam co najmnie 150 lat.
Jedną z najbardziej osobliwych instytucji Dahomeju jest armia kobiet, czyli Amazonki, jak je nazywano. Nie wiadomo, kiedy te żołnierki zostały po raz pierwszy wprowadzone do kraju; lecz w roku 1728 Agajasz, czwarty król, poniósł porażkę z rąk Eyeos, nieprzejednanych wrogów swojej rasy, zorganizował w pałacu pułk kobiet i wraz z nimi zaatakował starych Whydahów pod wodzą ich króla Ossue i całkowicie je rozgromił.
Jednakże pod rządami Gezu korpus osiągnął swój największy prestiż, co podniosło go ze zwykłej pozycji pomocniczej do statusu równego, jeśli nie wyższego, niż mężczyźni.
cytat z
DAHOMEY AS IT IS;
BEING A NARRATIVE OF EIGHT MONTHS’ RESIDENCE IN THAT COUNTRY, WITH A FULL ACCOUNT OF THE NOTORIOUS ANNUAL CUSTOMS,
AND THE SOCIAL AND RELIGIOUS INSTITUTIONS OF THE FFONS
Niestey większość tzw. "silnych ról kobiecych" w filmach jest po prostu kiepsko zagrana i często też kiepsko napisana. Zamiast silnej kobiety mamy na ekranie kobietę próbującą udawać mężczyznę typu macho. Zazwyczaj wychodzi to żenująco, nieudacznie i kompletnie nieautentycznie.
Obecnie mamy stan, w którym materiał sztuki nie odgrywa już żadnej roli, najważniejsze jest to, co wyraża dzieło, a więc nie to, czym jest, lecz co przekazuje, jakie idee niesie, zrezygnowano zatem z resztek obiektywizmu, z resztek czegoś poza człowiekiem. Cech sztuki nabrały niepościelone łóżko, kilka kopiarek w pomieszczeniu, motocykl na suficie. Sztuką stała się też sama publiczność, stały się nią jej reakcje, to co pisze o niej prasa; artysta jest kimś, kto gra. Tak jest. Sztuka nie czerpie z zewnątrz, nauka nie czerpie z zewnątrz, religia nie czerpie z zewnątrz. Nasz świat zamknął się wokół samego siebie, zamknął się wokół nas i nie ma już żadnej drogi pozwalającej się z niego wydostać. Ci, którzy w tej sytuacji wołają o więcej ducha, o więcej duchowości, niczego nie zrozumieli, bo problem polega na tym, że duchowość przejęła wszystko. W s z y s t k o stało się duchem, nawet nasze ciała – one nie są już ciałami, tylko ideami ciała, czymś, co znajduje się w niebie obrazów i wyobrażeń w nas i o nas, w którym rozgrywa się coraz większa część naszego życia. Zniesiono granice oddzielające nas od tego, co do nas nie przemawia, tego, co niepojęte. Rozumiemy wszystko, ponieważ ze wszystkiego uczyniliśmy nas samych. Typowe jest to, że ci, którzy w sztuce zajmowali się tym, co neutralne, negatywne, nieludzkie, w naszych czasach zwrócili się w stronę języka, właśnie tam szuka się tego, co niezrozumiałe i obce, na krawędzi ludzkich środków wyrazu, na skraju tego, co rozumiemy. Właściwie to logiczne: gdzie indziej miałoby się to znajdować w świecie, który nie akceptuje już tego, co jest poza nim?
Ta statystyka dowodzi, że powszechny dobrobyt wcale nie musi się przekładać na wole danej jednostki do obrony swojego kraju. W krajach bogatych jak Niemcy ten wskaźnik jest niższy niż w Polsce. Z kolei Ukraina czy Rosja mają jeszcze lepsze statystyki niż Polacy choć u nas żyje się lepiej. Oczywiście nie należy myśleć, że to bieda w takim razie daje człowiekowi większą skłonność do poświęceń. Przeczy temu statystyka krajów skandynawskich i Bułgarii oraz Rumuni. To co więc według mnie naprawdę ma znaczenie to system wartości jaki dany naród promuje, a nie sam materialny status życia obywateli. W Polsce mimo wszystko karmi się nas historiami o dzielnym poświeceniu dla ojczyzny podczas wojen od małego. W krajach zachodnich mamy większy nacisk na liberalizm i stawianie na interes indywidualny ponad dobrem kolektywu. Oprócz tego promowany jest też większy pacyfizm. Dochodzi do tego relacja danego narodu z własną historią. My zwykle odczuwamy dumę z osiągnięć naszych przodków. Mamy skąd czerpać pozytywne przykłady postaci, które możemy naśladować. Na zachodzie historia kojarzy się głównie z erą kolonializmu, albo nazizmu w przypadku Niemczech. Nie odczuwa się dumy z własnej przeszłości lecz poczucie wstydu. Oczywiście to tylko statystyka. Nie wiemy jak naprawdę dane narody zachowałyby się w sytuacji gdyby rozpętała się faktyczna wojna.
Ciekawe jak wygląda rozkład głosów za w stosunku do wieku i płci ankietowanych. Jeszcze przypadkiem by wyszło że mający bronić ojczyzny wcale tego nie chcą.
@Al-3_x Może odpowiedź jest bardziej trywialna, po prostu mieszkańcy bogatych krajów uważają, że płacą dość żołnierzom ochotnikom, żeby jeszcze mieli nadstawiać kark za polityków ?
Dorabiasz filozofie do bardzo prostej rzeczy. Przecież z tej mapy czarno na białym wynika, że wyższy wskaźnik skłonności do obrony ojczyzny jest w tych krajach, które mają za sąsiada Rosję lub zatargi z jakimiś sąsiadami. Dla Niemca i Włocha otoczonego przez przyjazne i bogate demokracje pytanie, czy stanąłby do walki brzmi jak pytanie "czy jakby cię wysiedlili na Marsa, to bardzo byś tęsknił do ojczyzny?"
@Al-3_x Pisałem u niego pierwszy licencjat, więc jestem trochę biased, ale tylko on chciał przyklepać mój temat o robieniu filmów z gier komputerowych.
Jest coś dziwnie niepokojącego w koncepcji samobójstwa bez żadnego żalu czy smutku. Uśmiechnięty samobójca w jakiś sposób wydaje się nam absolutnie nienaturalny. Ogólnie ten temat zawsze wzbudza nas uczucie pewnego lęku i przygnębienia. W cywilizacji zachodniej gdzie życie jest najwyższą wartością motyw dobrowolnego odebrania sobie życia jest zaprzeczeniem całego fundamentu naszej cywilizacji. Mimo wszystko jesteśmy wstanie jeszcze zrozumieć sytuacje tragicznego samobójcy który płaczę przed śmiercią. Pokazuje w ten sposób, że odczuwa on żal i wciąż jest w nim pewna tęsknota za dalszą egzystencją. Ktoś kto umiera całkowicie bez żalu jest już absolutną anomalią. To absolutnie godzi we wszystko w co wierzymy. Śmierć nagle przestaje być traktowana jako coś przerażającego lecz staje się drogą do prawdziwego szczęścia, wyzwolenia itp.
Oczywiście nie zawsze tak było. W dawniejszych czasach bardziej popularna była idea, że wszystko to marność nad marnościami. Wielu filozofów postrzegało życie doczesne z pewną dozą pogardy. Platon bardziej cenił świat idei, a naszą rzeczywistość uznawał jedynie za pewną formę iluzji. Gnostycy postrzegali materialne ciało jako formę wiezienia dla duszy. Buddyzm głosił, że ludzie są niewolnikami cyklu reinkarnacji i oświecenie prowadzi do usunięcia się w prawdziwą nicość. Wtedy pogląd samobójstwa z uśmiechem na ustach pewnie wydałby się bardziej racjonalny. Śmierć zawsze była też dla nas od zawsze momentem sacrum. Człowiek przechodził wtedy na drugą stronę gdzie docierał do świata bogów. Gdyby ludzie nie umierali, możliwe, że religie w ogóle by nie powstały. Według mnie to co powoduje sekularyzacje zachodu to właśnie uczynienie ze śmierci tabu. Religia odrodzi się dopiero wtedy gdy ludzie przestaną traktować życie doczesne jako najwyższą wartość.
Po przeczytaniu „chlop i pan” raczej skłoniłbym się w kierunku, że samobójstwo to było „okradanie” szlachty z robotnika. Samobójcy byli przez kościół i szlachtę źle widziani, za to dawano obietnicę pięknego życia po śmierci jeśli byłeś grzeczny.
@milew Błędem jest zakładać, że to co głoszą naukowcy to prawda obiektywna. Thomas Kuhn dość słusznie zauważył, że nauka przechodziła przez różnego rodzaju rewolucje i gwałtowne zmiany danego paradygmatu, które potrafiły wywrócić rozumienie świata do góry nogami. Przykładem niech tu będzie mechanika klasyczna i powstanie mechaniki kwantowej. Co więcej nauka nawet nie próbuje aż tak bardzo odpowiadać na te same pytania co religia. Fizyk może ci odpowiedzieć jak powstał wszechświat, ale nie powie ci dlaczego powstał i jaki jest sens tego wszystkiego. Natomiast co do pytania, która religia jest prawdziwa to odpowiem, że nie wiem. Jung czy Mircea Eliade jednak pokazali, że wszystkie religie mają pewne cechy wspólne. Pojawiają się w nich podobne motywy czy symbole. Osobiście jednak najbardziej lubie hinduizm.
@Al-3_x coś się tak uczepili ludzie tego sensu, czy wszystko musi mieć sens, powstało sobie takie życie bez żadnego celu i po prostu jest a ludzie oszukują się w tym jakiegoś głębszego sensu którego po prostu nie ma
Jakby nie patrzeć syndykaty przestępcze są tak naprawdę prywatnymi firmami na których działalność nie zgadza się państwo. Większość z nich po prostu zajmuje się handlem konkretnym towarem, który jest uznawany za nielegalny na czym zarabiają. To, że korzystają z środków przemocy wynika z braku możliwości reprezentowania swoich interesów w sądzie. Dlatego rywalizacja między gangami toczy się przy pomocy niejawnych porozumień i wojen. Daje nam to jednak odpowiedź jakby wyglądał akap gdyby nie było nadzoru państwa mającego formalnie monopol na stosowanie przemocy. Firmy nie mogąc się odwołać do wyższej instancji bardzo szybko zaczęłyby rekrutować najemników jak to robiła kompania wschodnioindyjska by bronić swoje interesy. Dlatego cieszę się każdego dnia, że państwo istnieje.
Tyle że państwu "zależy" (jest to w interesie instytucji państwa zatem jego funkcjonariusze sprzyjają tej tendencji) ,żeby społeczeństwo było zdziecinniałe i zależne od organów państwa.
W rezultacie przy braku podtrzymywanego przez obywateli oporu wobec państwa dochodzi do rozpadu instytucji demokratycznych a następnie zmierza to wszystko gospodarczo ku socjalistyczno-faszystowskiemu syfowi. W rezultacie zatem dojść musi do głębszej lub płytszej zapaści - i aby doszło może do odbudowy musi zostać zapłacona i tak potencjalna "danina krwi". O ile do odbudowy dojdzie. Obecnie jesteśmy w tym stadium upadku,pikowania ku dołowi właśnie. Państwa są zbyt silne w stosunku do obywatela.
Instytucja państwa nie jest tożsama zbiorowości obywateli/narodowi z tego prostego względu,że jeżeli nie kontrolują jej wszyscy obywatele - jest to władza części nad całością.
Osobiście uważam, że Dugin ma racje z krytyką globalizmu, oraz neoliberalnego uniwersalizmu, proponując za to świat wielobiegunowy. Lepiej jest gdy panuje pewna, kulturowa różnorodność. Wtedy mamy kilka niezależnych cywilizacyjnych projektów które mogą się swobodnie rozwijać i wymieniać doświadczeniami. Globalizm z kolei odgórnie narzuca konkretny (zachodni) model rozwoju jako jedyny słuszny, a wszyscy inni muszą się do niego dostosować. Problem w tym, że zachód obecnie jako jedyny w ogóle ma na siebie pomysł, że tak powiem. Inne cywilizacje bowiem nie tyle nie mogą, co zwyczajnie nawet nie oferują żadnej sensownej alternatywy dla neoliberalizmu. Rosja jest konserwatywna tylko z nazwy. W praktyce ten kraj trawi głęboki nihilizm i poczucie beznadziei. Elity mają naród gdzieś i jedynie zarabiają na sprzedaży surowców by móc sobie budować kolejne pałace. Samo społeczeństwo jest zawiedzione teraźniejszością, nie ma nadziei na lepszą przyszłość i ucieka w mityczną przeszłość kiedy istniał jeszcze ZSRR.
Chiny z kolei są komunistyczne jedynie z nazwy. W praktyce mamy tam kapitalizm tyle, że ściśle nadzorowany przez partie. Mamy tam co prawda narracje o powrocie do Konfucjusza i socjalizmie o chińskiej specyfice, ale to tylko pusta propaganda. Na prowincji panuje wciąż bieda, a młodzi z wielkich miast żyją dość... zachodnio. Też uczestniczą w korporacyjnym wyścigu szczurów by potem kupować w galeriach i konsumować. Różnica jest taka, że mają nad sobą większy nadzór kamer. Nic więc dziwnego, że młodzi czują się zawiedzeni kapitalizmem i zwracają się w stronę dawnych ideologii.
The chairman’s call for struggle and violence against capitalists is winning over a new audience of young people frustrated with long work hours and dwindling opportunities.
Zamiast brać udział w wyścigu szczurów, coraz więcej młodych Chińczyków praktykuje tang ping: spędzają całe dnie w domu, śpiąc czy grając w gry. To przewrotny sprzeciw wobec braku perspektyw i konsumpcjonizmu.
Z drugiej strony popularność tam zdobywa też przecież i samo chrześcijaństwo czy inne religie. Nowe pokolenie więc pomimo wzrostu jakości życia, odczuwa egzystencjalną pustkę i coś co nazywam metafizycznym głodem. Osobiście jestem zdania, że żeby cywilizacja zaistniała nie wystarczy wytworzyć dobrobyt. Potrzebna jest też kultura która zaoferuje ludziom pewien system wartości i poczucie wyższego celu. Partia komunistyczna albo nie jest wstanie tego ludziom zaoferować, albo zwyczajnie nie chce. Zamiast tego podporządkuje sobie ludzi poprzez wychowanie w kulcie posłuszeństwa i rozwój środków nadzoru (system zaufania społecznego).
Co do świata islamu to ta religia jest obecnie bardziej żywa niż chrześcijaństwo i ciągle zdobywa wyznawców. Problem w tym, że muzułmanie są zbyt mocno podzieleni i skupieni na konfliktach między sobą by jakiś większy projekt cywilizacyjny mógł tu zaistnieć. Ameryka południowa choć religijna to jest póki co trawiona przez biedę, korupcje i wysoką przestępczość. Brakuje tam też stabilności politycznej, a i miedzy samymi krajami nie ma jakieś zgody. O afryce szkoda natomiast w ogóle mówić. Pozostają jeszcze Indie, które choć mierzą się z wieloma problemami to są dla mnie wielką niewiadomą i jestem bardzo ciekawy jak ten kraj się rozwinie w przyszłości.
Problem w tym, że zachód obecnie jako jedyny w ogóle ma na siebie pomysł, że tak powiem.
Cywilizacje upadają nie przez parcie z zewnątrz tylko przez dialektyczne sprzeczności od początku w nie wpisane. Liberalny kapitalizm zachodu od nich trzeszczy od dawna, choć takie wydarzenia jak wygrana w zimnej wojnie pozwalają zamieść pewne problemy pod dywan.
Nie wiem czy teoria pizzagate jest słuszna bo nie ma na to jednoznacznych dowodów, ale fakt, że przypadki zorganizowanej i zbiorowej pedofilii wśród elit w ciągu naszej historii pojawiały się dość często każe wskazywać, że coś może być na rzeczy. Wystarczy wymienić kilka z nich.
Wszyscy słyszeli o sprawie Epsteina, ale mniej ludzi słyszało o jego Kanadyjskim odpowiedniku.
Kanadyjski miliarder Peter Nygard oskarżony i aresztowany - gwałcił i dopuszczał się korupcji? Magnat branży odzieżowej został oskarżony przez 57 kobiet o to, że bił je i wykorzystywał. Czy jeden z najbogatszych ludzi w Kanadzie okaże się seksualnym drapieżnikiem z piekła rodem? Pojawiają się też doniesienia o "handlu seksualnym i haraczach".
Na tym jednak lista się nie kończy bo przecież jeszcze kilkanaście lat temu w Belgii głośna była sprawa seryjnego mordercy i pedofila Marca Dutrouxa, która do tej pory nie została w pełni wyjaśniona. Choć sam Marc Dutroux został skazany (na 19 lat, ale wyszedł po 7 xD) to według zeznań jednej z ofiar, miał on być częścią jedyne większej siatki pedofilskiej do której miały przynależeć wpływowe osoby z tamtejszych elit. Opieszałość policji i spore niejasności wydawały się raczej potwierdzać te zarzuty niż je potwierdzać. Nigdy jednak nie zostało to udowodnione.
W Wielkiej Brytanii bardzo głośna była za to sprawa Jimmiego Savile, brytyjskiego dziennikarza i prezentera BBC, który miał spore znajomości wśród elit. Znał nawet rodzinę królewską, Jana Pawła 2 i dostał tytuł szlachecki oraz order imperium brytyjskiego. Choć kochały go miliony, a on sam miał być zaangażowany w pomoc dla sierot i dzieci w praktyce był potworem.
Jak wynika z najnowszego raportu opublikowanego przez brytyjskich śledczych, uczestnicząc w wolontariacie w ramach działalności charytatywnej Savile często odwiedzał szpitale, szkoły i sierocińce. Wśród jego ofiar znaleźli się pacjenci, ale też personel i członkowie rodzin odwiedzający chorych. W raporcie opisany jest przypadek 10-letniego chłopca czekającego ze złamaną ręką na prześwietlenie, który był napastowany przez Savile'a. Pedofil miał też molestować i gwałcić dzieci leżące na szpitalnych łóżkach po trudnych operacjach.
Oczywiście jak już przy rodzinie królewskiej jesteśmy to warto wspomnieć samą postać księcia Andrzeja, który kumplował się i z Epsteinem, jego współpracownicą Maxwell, jak i Peterem Nygardem.
Zaczęło się od informacji, że brytyjski Home Office, czyli resort spraw wewnętrznych, zniszczył 114 teczek akt związanych z wielką aferą pedofilską. Zniknął również bez śladu raport posła z lat 80. demaskujący jako pedofilów grupę brytyjskich parlamentarzystów. Skandal rzuca ponury cień na elitę epoki Margaret Thatcher – zamieszani są brytyjscy posłowie, lordowie, sędziowie, nauczyciele prywatnych szkół i celebryci.
Komisja ustaliła ponad wszelką wątpliwość, że co najmniej od 1945 r. do dnia dzisiejszego dzieci były molestowane seksualnie, gwałcone, fizycznie i psychicznie maltretowane. Na masową skalę. W warunkach bliskich społecznemu przyzwoleniu. Za wiedzą rządzących. Lekceważone przez wszystkich ofiary długo siedziały cicho, a kiedy przestały, jedyna gazeta na wyspie napisała, że dzieci dostawały klapsy na goły tyłek mokrym ręcznikiem.
Nastolatki, a właściwie jeszcze dzieci, eksportowano bowiem do Belgii. „W jednym z niesławnych domów w Brukseli więzi się małe dzieci, angielskie dziewczynki, w wieku od dziesięciu do czternastu lat, wykradzione, porwane, zdradzone, uprowadzone z wiejskich miejscowości za pomocą przeróżnych sztuczek i sprzedane do tych ludzkich gnojowisk” – alarmowała sufrażystka Josephine Butler w 1880 r. – „Zwykli goście nic o nich nie wiedzą; to tajemnica znana jedynie bogatym mężczyznom, takim, którzy mają dość pieniędzy, aby zapłacić za męczeństwo tych niewinnych istot”.
Teraz przechodząc do Niemiec i tutaj wyszła na jaw spora afera związana z pedofilią.
Władze Berlina przez 30 lat celowo przekazywały bezdomne dzieci pod opiekę pedofilom w ramach tzw. eksperymentu Kentlera - wynika z raportu dotyczącego działalności seksuologa Helmuta Kentlera, przygotowanego przez Uniwersytet w Hildesheim.
Można by tu pewnie jeszcze wymienić inne afery jak porwanie Johnnego Goscha, które do dziś nie zostały one wyjaśnione. Przechodząc do konkluzji, od lat karmi się nas narracją, że w kościele i to na wysokich stanowiskach istnieje problem ukrywania pedofilii. Dlaczego w świecie polityki i biznesu miałoby być inaczej? Według statystyk aż 20% polityków i biznesmenów to psychopaci. Od dawna wiadomo, że sukces najczęściej osiągają osoby niemoralne. Już w 18 wieku, francuski pisarz, a przy okazji znany historycznie szaleniec, zboczeniec i psychopata Markiz de Sade od którego pochodzi w ogóle pojęcie sadyzm, pisał, że elity tak naprawdę uważają świat za zły z natury. Bóg jeśli istnieje to też jest zły i wymaga od panujących elit by również czynili zło za co są nagradzani. Być może to rzeczywiście jest ideologia ludzi którzy nami rządzą. Czy cokolwiek z tego co tu opisałem dowodzi, że pizzagate jest prawdziwe? Absolutnie nie, lecz nie powinniśmy jej odrzucać z góry jako fałszywej pomimo pozornej absurdalności.
"Nie wiem czy teoria pizzagate jest słuszna bo nie ma na to jednoznacznych dowodów"
Nie jest słuszna, bo zakładała, że wszystko działo się w Piwnicy tej Pizzeri. Problem był, że ta Pizzeria nie ma piwnicy.
Właściwie Pedofilia i Gwałty w elitach to zawsze były od czasów Caligula. Problem w tym, że takie debilne teorie spiskowe tylko sprawiają, że poważne śledztwa tracą wiarygodność i zainteresowanie mediów.
ie jest słuszna, bo zakładała, że wszystko działo się w Piwnicy tej Pizzeri. Problem był, że ta Pizzeria nie ma piwnicy.
@VanQuish Nieistniejąca piwnica konkretnej pizzerii jako dowód na nieprawdziwość pizzagate. A weź ustaw się 10 metrów od ściany ,głowa do przodu i rozpędź się.
Problemem z #teoriespiskowe - i to problemem który i mi nie sprzyja jest to,że jak się wyciąga konkretne szczegóły to zawsze znajdzie się choć jeden który nie pasuje. I nie,to nawet nie musi być głupota. Jak coś takiego lepiej ośmieszyć jak dorzucając fałszywy szczegół anonom na forach a potem łapać ludzi za niego. FBI i CIA lubią to... Choć oczywiście tylko część takich fałszywych szczegółów to sabotaż, są i błędy wynikłe i z głupoty,oczekiwania,że coś będzie łatwiejsze niż jest...
@dsol17 Czytając to co piszesz to faktycznie mam ochotę uderzyć w ścianę głową.
Bo najważniejsze jest to, że to nie jest dowód na nieistnienie czegoś. Bo to logiczny bezsens. Tylko już od zawsze, odpowiedzialność dowodzenia czegoś spada na osobie, która rzuca oskarżenia. Czego nie potrafili zrobić.
No tak ale to ja mam się uderzyć w głowę, a nie dziesiątki tysięcy osób, które protestowały przez lata przed tą pizzerią myśląc, że mają piwnicę i przetrzymują tam dzieci.
@Al-3_x hedonic treadmill, jak ludzie maja za dużo czasu, władzy i pieniedzy to im odpierdala po jakimś czasie bo wszystko przestaje dostarczać emocji. Szkoda, że te zjeby zamiast r⁎⁎⁎ać dzieci nie pójdą w kierunku narkotykow tak hardcorowych, że wykańczają człowieka w kilka dni.
Dugin od lat wykazywał zainteresowanie psychologią głębi Junga i powstałą na jej bazie socjologią głębi. Kilka lat temu opublikował on artykuł o znamiennym tytule "Post-antropologia" gdzie przedstawia on tam swoją wizje (przepowiednie) jak jego zdaniem ewoluować będzie cywilizacja zachodu. Zdaniem Dugina zachód opiera się na micie wszechmogącego rozumu, który jest dla nas gwarantem dalszego cywilizacyjnego postępu. Tym samym odwołuje się on do tezy stawianej przez przedstawicieli szkoły frankfurckiej, Theodora Wiesengrunda Adorna i Maksa Horkheimera w ich wspólnej książce "dialektyka oświecenia". Mit ten miał formalnie narodzić się wraz z nastaniem epoki oświecenia, ale Dugin odwołując się do twórcy socjologi głębi, G. Duranda uznaje raczej, że istniał on już dużo wcześniej pod postacią mitu prometejskiego. Sam Prometeusz natomiast miał się później ukazywać jako chociażby postać Fausta. Zdaniem niemieckiego filozofa, Spenglera to właśnie typ faustowski, a nie apoliński miał reprezentować typowego przedstawiciela zachodniej kultury.
20 wiek jednak doprowadził do upadku mitu ciągłego postępu rozumnego człowieka. Wiązało się to z 1 i 2 wojną światową, powstaniem licznych totalitaryzmów i rozwojem broni atomowej. Dało to jednak pole do narodzin nowej epoki zwanej powszechnie postmodernizmem. Dugin utożsamia ten okres z nastaniem społeczeństwa spektaklu opisanego przez G. Deborda i władzą symulakrów co z kolei opisał J. Baudrillard. Zdaniem Dugina nastał więc okres gdzie władza logosu upadła i obudziliśmy się w czymś co Bauman określa mianem płynnej nowoczesności gdzie nie ma już żadnych pewników ani stałych wartości. Wszystko zostało zrelatywizowane, a prawda została zastąpioną ciągle powielającymi się symulakrami. Mówiąc krótko nastał okres chaosu co Dugin utożsamia z zejściem człowieka cywilizowanego ponownie w ramiona zbiorowej nieświadomości. Jung pisał, że logos różnicuje byty, gdy w nieświadomości wszystko stapia się w jedno. Stąd też zdaniem naszego rosyjskiego filozofa tożsamości narodowe, religijne czy nawet płciowe zaczynają być coraz bardziej rozmyte. Człowiek współczesny to wieczny nomad Deleuzego. Nie jest przywiązany do swojej ojczyzny bo jest kosmopolitą. Jeśli w coś wierzy to tylko powierzchownie. Płeć natomiast jest obecnie czymś całkowicie płynnym jak to mówi nauka Gender. Nie ma już problemu by ktoś rano czuł się kobietą, popołudniu mężczyzną, a wieczorem uważał się za kogoś całkowicie bezpłciowego.
Tym samym nastał więc zmierzch zachodu co przewidywał wcześniej wspomniany Spengler. Oczywiście dalej istnieje jeszcze opisana przez Junga anima i animus które symbolizują esencjalny pierwiastek kobiecy i męski. Jest on jednak rozmyty i objawia się on już co najwyżej w świecie wirtualnym (Dugin przewidział wirtualne youtuberki xD). Z nieświadomością jednak zawsze związany jest cień i to właśnie on ma panować w naszej epoce. Archetyp cienia natomiast objawia się często pod postacią chociażby szatana w naszej kulturze. Dlatego właśnie Dugin określa naszą cywilizacje satanistyczną. Dugin nie pisze tam dokładnie jak się temu przeciwstawić, ale wiąże pewne nadzieje z narodzinami postaci, którą określa mianem radykalnego podmiotu o której kiedyś już tutaj pisałem. Tak czy inaczej mam nadzieje, że ten wpis nieco wam przybliżył lepiej poglądy tego pana, które choć mocno kontrowersyjne uważam za bardzo ciekawe, nawet jeśli z wieloma jego tezami się nie zgadzam.
Staram się do pewnego stopnia śledzić rozwój sztuki współczesnej. Nie mam tu jednak na myśli sztukę którą możemy zobaczyć w galeriach, gdzie banda snobów może zachwycać się nad głębią czarnej kropki na białym tle i puszki z kałem. Chodzi mi o twórczość oddolną, stworzoną często na łamach społeczności internetowych jak chociażby Vaporwave kilka lat temu. Ogólnie to zgadzam się przy tym z tezą Junga, że w dziełach artystów często można dotrzeć treści naszej zbiorowej nieświadomości. Dlatego też popularyzacja estetyki liminal space, czy weirdcore oraz muzyki breakcore uważam za przejaw pewnego sygnału, że w zbiorowej psychice coś się jednak dzieje. Mam tu na myśli coraz powszechniejszy problem zaburzeń depersonalizacji–derealizacji. Weirdcore czy Liminal Space raczej odwołują się do naszego powszechnego poczucia wyalienowania. Nie chodzi tu jednak już o wyalienowanie społeczne o którym pisał Erich Fromm tylko o poczucie wyobcowania z samej rzeczywistości. Heidegger pisał, że człowiek egzystuje zawsze w świecie/przestrzeni. Co jednak jeśli świat zaczyna się nam wydawać nierzeczywisty, odrealniony? Podstawa naszej egzystencji zostaje wtedy utracona. W takim przypadki nic dziwnego, że przekłada się to na naszą własną depersonalizacje. Człowiek traci w ten sposób poczucie realności własnej egzystencji. Do zaburzeń naszej tożsamości nawiązuje z kolei właśnie muzyka breakcore. Wydaje mi się, że winę za ten problem ponosi postmodernizm w sensie epoka postmodernizmu lub jak by to powiedział Bauman, epoka płynnej nowoczesności. W świecie symulakrów gdzie nic nie jest już święte, gdzie wszystko można poddać krytyce, zironizować lub podważyć i gdzie nie ma już pewnych stałych człowiek naturalnie czuje się zagubiony. Osobiście uważam jednak, że ten problem się pogłębi w kolejnych.
@Al-3_x akurat ponowna moda na breakcore to nie powiedziałbym że wynika z czegokolwiek innego niż z brzdąców które się tego osłuchały jak ich młodociani rodzice grali w gry w okolicach 2000 roku. Mnóstwo gier wtedy miało soundtrack oparty na breakcore.
@Al-3_x pojęcia nie mam, jak wpisałem breakcore na YT to mi dało po prostu podobny breakcore do tego starego.
Ty chyba jakiś konkretny podtyp masz na myśli ale to już nie jest moja wina, że zamiast opisać dokładnie dałeś samo breakcore.
Niestety, jasnowidzem nie jestem.
Inna rzecz, że zazwyczaj dobrym tropem do zrozumienia konkretnej muzyki nie są wcale jakieś abstrakcyjne tropy tylko bardziej przyziekne elementy. Na przykład jakie narkotyki są współcześnie popularne. Jak muzykę z lat 70tych słuchałem po białym proszku to bylo to zupełnie inne przeżycie, jakby zaskoczyła poprawnie.