Po przyznaniu niepodległości Algierii przez prezydenta Francji Charlesa de Gaulle'a, paramilitarna organizacja OAS planuje zamach na jego życie. Postanawiają nająć do tego zadania Szakala, brytyjskiego płatnego zabójcę, ukrywającego się pod tym pseudonimem. Szakal za realizację zadania chcę pół miliona dolarów, w połowie płatne z góry i dostępu do infomacji ze sztabu politycznego de Gaull'a. Film oparty jest na książce pod tym samym tytułem, napisanej przez Frederick'a Forsyth'a.
Film ma dla mnie 1 wadę, zamierzenie, albo niezamierzenie, przez ekran przewija się 100+ postaci, które nie mają żadnego wprowadzenia, przez co łatwo się pogubić kto jest kto. Natomiast jest to świetna ekranizacja książki, w której aż czuć oddech francuskiej żandarmerii na karku i widać kolejne postronne osoby, które Szakal będzie musiał pozbawiać życia dla realizacji swojej misji.
Dość stary film z młodym jeszcze Robertem de Niro ze świetną muzyką skomponowaną przez mistrza Ennio Morricone. Oparty jest na wydarzeniach historycznych i ma miejsce w Ameryce Południowej, na pograniczu dzisiejszej Brazylii i Paragwaju. Opisuje od misję jezuitów w próbach nawiązania kontaktu z lokalnymi Indianami, nawrócenia ich na chrześcijaństwo i rozwoju lokalnej społeczności. W trakcie tej misji dołącza do nich były łowca niewolników Rodrigo (Robert de Niro) szarpany wyrzutami sumienia za swe popełnione zbrodnie i wspólnie z nimi pragnie rozwinąć osadę i znaleźć odkupienie win.
Film ukazuje trudy w kontaktach z tubylcami, ale także problemy z ówczesną biurokracją i polityczną grą ze strefami wpływów mocarstw starego kontynentu. Bohaterowie staną się zarówno świadkami, jak i uczestnikami różnych wydarzeń i przyjdzie im w ich trakcie dokonać trudnych wyborów.
Osobiście film bardzo mi się spodobał, zwłaszcza początkowa scena z grą na flecie przez ojca Gabriela (od 0:55, hejto nie ogarnia timestampów):
Jest to praktycznie główny motyw muzyczny od Ennio Morricone. Szkoda, że nie nagrał tam więcej kawałków. Film ogólnie bardzo polecam, nawet ateistom jak ja
Niestety polska wersja jest chyba niedostępna publicznie necie, nie licząc CDA premium, ale nie wiem czy z napisami czy lektorem. Przynajmniej mi się nie udało, a sprawdziłem kilkanaście stron. Szkoda, że taki Netflix ochoczo umieszcza u siebie gnioty, a pomija klasyki kina. Jest na YouTube, ale tylko oryginalna wersja. Niestety czasem ciężko było mi zrozumieć co mówią postacie, więc znalazłem osobno napisy i w paru miejscach dokonywałem w nich ew. korekt, bo szkoda aby taka perełka poszła w zapomnienie i na końcu całość scaliłem (burn-in). Na życzenie mogę udostępnić na PW.
Pochodzącej z rodziny zastępczej Grace wydaje się, że los się do niej uśmiechnął - udaje się jej wyjść za dziedzica bogatej rodziny Le Domasów, która to dorobiła się ogromnej fortuny na produkcji gier planszowych. Niestety Grace nie wie, że Le Domasowie zawdzięczają to układowi pradziadka z tajemniczym panem Le Bailem, który wymaga od nich dochowania pewnej mrocznej tradycji. W konsekwencji tego zamiast nocy poślubnej odbędzie się polowanie na pannę młodą, by docelowo złożyć ją w okultystycznej ofierze.
Bardzo dobry film, dziwię się że przeszedł bez większego echa. Czarna komedia z wartko poprowadzoną akcją, zróżnicowanymi bohaterami i niebanalną fabułą. Pozycja obowiązkowa dla miłośników gatunku.
Obejrzałem zachęcony przez użyszkodniczkę @Cori01. Uwaga, spoilery.
Podobnie jak z „Full Metal Jacket”, „Braci” także można podzielić na dwie części.
Pierwsza, zarysowująca relacje pomiędzy poszczególnymi postaciami, bardziej obyczajowa, jest bardzo dobra. Mamy dwóch głównych bohaterów, którzy teoretycznie stoją na przeciwległych biegunach. Pierwszym jest kapitan Sam Cahill, przykładny marines, mąż i ojciec, który niedługo musi opuścić swoją rodzinę, ponieważ wyjeżdża do Afganistanu na kolejną misję. Drugim jest jego brat, Tommy, którego Sam osobiście odbierze z więzienia po to, żeby zajął jego miejsce. Nie dosłownie, oczywiście, ale to później widać. Równie oczywiste jest to, że Tommy jest tym nielubianym synem (i przez ojca, i przez Grace, żonę żołnierza), ponieważ pił, wdawał się w bójki i ogółem sprawiał same problemy - nie bez powodu spędził trochę czasu za kratami.
Miło się oglądało, jak Tommy powoli ponownie staje się częścią rodziny. Ma świetny kontakt z bratanicami, dogaduje się z ich matką, wpada nawet na świetny pomysł wyremontowania kuchni.
Druga część opowiada wydarzenia po nieoczekiwanym przez jego rodzinę powrocie Sama do domu. Żołnierz został uznany za zabitego w akcji, gdy tak naprawdę przeżył i był przetrzymywany w niewoli oraz torturowany, co mocno odbiło się na jego psychice. Przez ten czas pogrążona w żałobie żona i jego brat zbliżyli się do siebie - na tyle, że Sam zauważył, że zachowują się jak zakochani nastolatkowie.
Niestety, ta część filmu jest o wiele gorsza. Odniosłem wrażenie, że wątek problemów Sama z powrotem do normalnego świata, w którym nie trzeba zabijać podwładnego, żeby przeżyć, został potraktowany bardzo po macoszemu. Zresztą, komunikacja pomiędzy bohaterami praktycznie nie istnieje. Odniosłem też wrażenie, że często trudne sceny zostały nagle ucięte. Zbyt dużo niedopowiedzeń.
Żołnierz oskarżył swojego brata o sypianie z żoną. Powiedział, że mu wybaczy, byleby tylko dowiedział się prawdy, nieważne jaka by ona nie była. Co zrobił Tommy? Kluczył z odpowiedzią, mimo że doszło *jedynie* do pocałunku. Grace również została o to oskarżona, ale ona przynajmniej postanowiła się przyznać. Szkoda tylko, że nie wpadli na pomysł, żeby usiąść we troje i po prostu porozmawiać, wyjaśnić wszystkie niedopowiedzenia. Chociaż nie wiem, czy by to pomogło.
Sam musiał dokonać strasznej rzeczy, żeby utrzymać się przy życiu i nadziei, że wróci do swojej rodziny. Niestety, zmieniło go to na tyle, że rodzina nie chciała go już znać. Wiedział też, że nikt go nie zrozumie. No bo jak mógłby oczekiwać zrozumienia, że MUSIAŁ zatłuc rurą swojego podwładnego, bo inaczej sam zostałby zabity? Żona zabitego żołnierza na pewno by tego nie zrozumiała - najpewniej oskarżyłaby go o morderstwo i obwiniałaby go. Pewnie padłoby pytanie, dlaczego nie postanowił odmówić. Dlaczego przedłożył swoje życie nad życie jej męża?
Skłaniam się do opinii, że żołnierze nie powinni posiadać rodzin, szczególnie jak jeżdżą na misje. Dzieci wychowują się bez ojca, którego przez wiele tygodni nie ma w domu. Rodzina codziennie zamartwia się, czy przypadkiem do drzwi nie zapuka delegacja ze złożoną flagą. Z drugiej strony może taki żołnierz dzięki temu ma większą wolę przeżycia? Chyba łatwiej jest znosić trudy walk z myślą, że w domu ktoś na niego czeka, że jest dla kogo żyć.
No ale wystarczyłoby nie prowadzić wojen, żeby takich problemów nie było.
A, zapomniałbym. Spodobały mi się dwie podobne sceny: pierwsza, tuż przed wyjazdem, gdy Grace przytuliła się do pleców męża - wtedy jego plecy były gładkie. W drugiej, już po jego powrocie, plecy z kolei były pełne blizn. Ucierpiała nie tylko psychika żołnierza, ale także jego ciało.
Ponarzekać mógłbym także na niewykorzystany potencjał Gyllenhaala, jednakże Maguire nadrobił.
Ja ten film oglądałam dość dawno, ale skupiając się na przesłaniu, które sprawiło, że zapamiętałam ten film, to, że moim zdaniem on nie opowiada o tym jak wojna wpływa na człowieka i jak go zmienia i jak jego trauma wpływa na jego otoczenie i jaki jest bezsens wojny, tylko o tym kogo ludzie postrzegają jako dobrych i złych. Skąd jest to rozróżnienie i kto ma racje. Była tam taka scena w której cała rodzina siedziała przy kolacji i Tommy zadaje pytanie "którzy to Ci źli?", a jedna z córek odpowiada "Ci z długimi brodami". W zasadzie moim zdaniem właśnie ta scena definiuje cały ten film i cały przekaz, większość ludzi nie wie o co walczy ich kraj na wojnach, a jak zapytać społeczeństwo, którzy to ci źli to odpowiedzieli by podobnie do tego dziecka z filmu bo sami nie widzą czym jest zło i dobro i sami sobie przypisują łatkę "tych dobrych" walczących w słusznej sprawie i to samo dzieje się po drugiej stronie. Dlatego tez uważam, że twórcy chcieli przedstawić ten kontrast dwóch braci, jeden ambitny patriota, drugi nieposłuszny chuligan, ale który jest tym złym, w pierwszej połowie filmu jesteśmy przekonywani, że Tommy w drugiej, że Sam, ale prawda jest taka, ze to zależy z jakiej perspektywy będziemy patrzeć o czym wielu ludzi zapomina.
Ben (Robert De Niro) postanawia wziąc udział w programie praktyk aktywizujących dla seniorów. Trafia do internetowego sklepu odzieżowego, którego siedziba mieści się w jego dawnym miejscu pracy. Zostaje osobistym praktykantem założycielki i właścicielki firmy Jules (Anne Hathaway). Wspólnie z naszymi bohaterami przyjrzymy się problemom firmy i jej pracowników, którym Ben spróbuje pomóc.
Jedna z tych komedii, która za honor postawiła sobie przemycić trochę fajnych wartości międzyludzkich i sposobów radzenia sobie ze stresem, problemami i wszystkim, co spada na nas na co dzień. Podobnie jak Skazanych na Shawshank, choć to zgoła inny gatunek, mogę oglądać w nieskończoność.
Na film trafiłem z polecenia. Miało być strasznie i klaustrofobicznie. A wyszło tragicznie.
Film opowiada o małym miasteczku w północnej Alasce, gdzie na 30 dni zapada noc polarna. Fakt ten wykorzystuje gang wampirów, by napaść na jego mieszkańców.
Ten film to w zasadzie 1,5 godzinny slasher. Niestety, ale w mojej opinii wyszedł tragicznie - zamiast być strasznym, wyszedł groteskowo. Większość filmu wypełnia bezcelowa sieczka, wampiry sobie skaczą, a ludzie biegają w panice. Ciężko tu nawet o jakąś większą fabułę. Nawet wampiry, poza przywódcą, wyglądają na lekko opóźnione. Zdecydowanie zmarnowany potencjał.
Są dwa rodzaje filmów, które klasyfikuję jako arcydzieła - takie, które wypełniają moją głowę po wyjściu z kina i takie, które zostawiają w niej pustkę. "Brutalista" zalicza się do tej drugiej kategorii. Minęło parę dni od seansu, a ta pustka jest nadal obecna i nie wiem, jak mam opisać ten film. Cokolwiek bym o nim nie napisał, mam wrażenie, że byłoby to za mało. Idźcie do kina, obejrzyjcie. Historię László Totha po prostu trzeba zobaczyć.
@pingWIN @Piechur @AlvaroSoler Wstawcie swoje recenzje jak obejrzycie, może będziecie w stanie coś więcej opowiedzieć o filmie niż ja Przeglądam teraz jego recenzje, jest on na tyle wielowątkowy, że każdy zwraca uwagę i kładzie nacisk na inne aspekty.
Mnie natomiast nie zachwycił. Wolny, długi, męczący. 3,5h klaustrofobicznych ujęć (no dobra, może 3h, bo było też trochę miłych dla oka). Choć ma swoje plusy; postacie fajnie rozpisane. Przez większość filmu zastanawiałem się po co to wszystko, chyba nie łapię symboliki. ***SPOILER*** Aż do epilogu. Epilog wywrócił mi trochę spojrzenie na ten film. Sprawił, że nawet zaczął mi się podobać, ale drugi raz bym nie obejrzał.
Krótki opis: Minato zaczyna się dziwnie zachowywać. Gdy zauważa to jego matka, Saori, kobieta postanawia przyjrzeć się bliżej sytuacji dziecka. Wkrótce odkrywa, że jej syn ma problemy ze swoim wychowawcą klasowym, Horim.
Film pokazuje dość trudne wydarzenia z perspektywy każdego bohatera, przez co oglądamy niby to samo, a jednak coś innego. Kto jest tytułowym potworem? A no właśnie, wszystko zależy od perspektywy i prawda nie jest taka oczywista, łatwo nam osądzić widząc tylko jedną stronę. Uczy jak oskarżenia mogą mocno zranić, szczególnie dzieci. Bardzo dobry, wielowarstwowy film.
Zdecydowanie jeden z najlepszych seriali jaki oglądałem i napewno najbardziej skąplikowany jaki istnieje xD I to na netflixie, z niemiec! Świetny początek, świetne rozwinięcie, świetny koniec. Serial jest o podróżach w czasie w małym niemieckim miasteczku. Główni bohaterowie odkrywają że podróże w czasie istnieją i z czasem dowiadują się o pętlach czasu których nie da się zmienić. Polecam.
Remake oryginalnej serii o Batmanie z lat 90tych. Pierwszy sezon (i jedyny jaki się do tej pory ukazał) ma 10 odcinków po 25-26 minut. W każdym z nich mamy innego antagonistę, po za 2 ostatnimi, które są finałem. Klimat jest bardzo bliski oryginału, dalej to mroczne, przygnębiające, skorumpowane i moralnie upadłe Gotham City. Kreska jest tylko unowocześnioną wersją oryginału, za co duży plus. Postaci są nieźle nakreślone, ale zgodnie z nową modą, część postaci męskich jest zamieniona na kobiece, kilka osób też zmieniło kolor skóry. Seria jest wciągająca, ale raczej nie na tyle, żeby oglądać po kilka razy, jak oryginał. Ostatni odcinek kończy się zapowiedzią kolejnych wydarzeń, więc jest duża szansa na 2 sezon.
Serial z polskim dubbingiem do obejrzenia na Amazon Prime Video.
Lecimy z moją ulubioną ekranizacją (na podstawie książki Kinga), którą oglądałem już kilkanaście razy i chyba nigdy mi się nie znudzi.
Fabuły nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, ale dopełniając formalności:
W więzieniu Shawshank towarzyszymy Redowi (granemu przez Morgana Freemana), który opowiada nam historię współwięźnia Andy'ego Dufresne’a (Tim Robbins), bankiera niesłusznie skazanego na dożywocie za zabójstwo żony i jej kochanka. Andy zyskuje szacunek więźniów i strażników dzięki swojej wiedzy finansowej, co niestety wymusza na nim współudział w nielegalnych interesach naczelnika więzienia.
Mam nowy za⁎⁎⁎⁎sty film: Śmierć w Wenecji, nieźle brzmi, co?
Zmusiłem się żeby widziałem na własne oczy słynny film o facecie w łódce, który w Polsce niewątpliwie zyskał na popularności dzięki kultowej komedii Chłopaki nie płaczą. Rzecz jasna powyższe słowa stanowią profanację dla koneserów kina przez wielkie „K” – wszakże Śmierć w Wenecji to uznany klasyk światowego kina, wielopoziomowa opowieść o odkrywaniu istoty piękna i ukrytych pragnień, a także o przemijaniu i śmierci. W przeciwieństwie do postaci z polskiej komedii Olafa Lubaszenki zdawałem sobie sprawę, że próżno w nim szukać pościgów, strzelanin, czy też wojen gangów. Niemniej mimo to nadal nie mogę zrozumieć czemu włosko-francuska produkcja zachwyca, jeśli wcale nie zachwyca. Luchino Visconti zafundował nam ponad dwugodzinny seans o akcji wartkiej jak woda w kałuży, z nielicznymi drętwymi dialogami wygłaszanymi przez aktorów równie drewnianych co Grzegorz Rasiak na szpicy reprezentacji dwie dekady temu. Niemniej na plus można zaliczyć ujęcia Wenecji, kostiumy przedstawiające modę z początku XX wieku oraz melancholijną muzykę.
Spokojnie zaraz się rozkręci
Centralną postacią ekranizacji noweli Thomasa Manna jest podstarzały kompozytor Gustav von Aschenbach (w tej roli wystąpił Dirk Bogarde), który wybrał się na wczasy do tytułowej Wenecji, w której dzieje się coś nie niepokojącego. Z pojawiających się retrospekcji wynika, że chociaż jest uznanym i cenionym profesorem, to jego życie prywatne jest pasmem porażek, a chyba najlepszymi momentami były inby kręcone z kumplem po fachu o istotę sztuki.
Główną rozrywką naszego bohatera jest podglądanie Tadzia, nastoletniego polskiego chłopca o dziewczęcej urodzie, którego zagrał Björn Andrésena. Chłopak budzi w nim niezdrowe zainteresowanie, które ostatecznie do śmierci muzyka. Innymi słowy dla współczesnego odbiorcy film Viscontiego prędzej wzbudzi skojarzenia z pedofilskimi Gwiazdeczkami (2020) niż metafizyczną opowieścią o przemijaniu. Ale spokojnie, nasz Gucio to tylko miękka faja o wybujałej wyobraźni, więc żadnemu dziecku na ekranie nie stała się krzywda (jednak jeśli chodzi o reżysera nie byłbym już tego taki pewien).
Sumarycznie zmarnowałem dwie godziny na zapoznanie się z wymownym, ale niezwykle nudnym klaskiem światowego kina. Śmierć w Wenecji jest sztandarowym przykładem film, który zestarzał się naprawdę źle. Owszem można przez chwile pozachwycać się pracą kamerzysty, scenografów, czy kostiumografów, a także udźwiękowieniem, ale nie zmienia to faktu, że na dłuższą metę, biorąc pod uwagę, że trwa ponad dwie godziny, jest po prostu nużący. Obecnie widz oczekuje od produkcji kinowych wartkiej akcji czy też suspensu, podczas tu doświadczymy nudnego jak flaki z olejem zlepku scen, które może wyglądają ładnie i niosą głębsze przesłanie, jednak zanim zostanie ono odczytane widz najzwyczajniej w świecie uśnie. Nie polecam.
Masz elfa w awatarze który wygląda jak wiking. Nazywasz się jak fantazyjny rezus. Zachwycasz się panem Kunta Kinte. Marnujesz ścieżkę najlepszego czasu na hejto, a na końcu recenzujesz film o facecie w łódce. I ty chcesz, abym zostawił tobie pioruna?!
Historia burzliwego związku dwójki, na pierwszy rzut oka, zupełnie niepasujących do siebie ludzi, którzy poznali się w absurdalnie przerysowanych okolicznościach. Dodatkowo przedstawienie fabuły za pomocą serii retrospekcji utrudnia odbiór filmu. Pozornie można mieć wrażenie, że bohaterowie są zachowują się niezwykle irracjonalnie, wręcz kompletnie bezsensownie. Z drugiej strony w prawdziwym życiu nie zawsze dokonujemy właściwych wyborów (nierzadko pozornie dobre decyzje z perspektywy czasu okazują się nietrafione), ulegamy emocjom, a do pewnych rzeczy musimy dojrzeć – z czasem (wiekiem) zmienia się punkt widzenia. Życie to nie idealna bajka i taki też jest ten film, choć wielu i tak będzie narzekać na przerysowane sceny. Ponadto produkcja pokazuje jak ważna jest komunikacja i szukanie kompromisu w związku. Polecam.
Kolejny powrót po latach. Znakomita obsada, zasłużony Oscar dla Robina Williamsa, ale Matt Damon też dowiózł. Nie ma żadnej akcji, są za to próby budowania relacji.
Wyobraź sobie, że masz na imię Jack i zajmujesz się załatwianiem spraw niemożliwych. Jesteś samotnym wilkiem, jedynym "specjalistą" w tej branży. Dzwoni do Ciebie roztrzęsiona kobieta, która mówi, że dostała Twój numer od znajomego i potrzebuje kogoś zaufanego kto rozwiąże jej wstydliwy problem. Jej kochanek, którego zaprosiła do luksusowego apartamentu w hotelu, zginął zupełnie przypadkowo i musisz jej pomóc pozbyć się ciała i śladów jej obecności. Gdy trafiasz do apartamentu, okazuje się, że sprawa wydaje się dość prosta, zaczynasz zadawać jej pytania, żeby ustalić co się stało, gdzie była i co robiła tego wieczoru, a tu do drzwi dzwoni kolejny załatwiacz (Nick) i mówi, że został przysłany na zlecenie właścicielki hotelu w dokładnie tym samym celu, a w pokoju są kamery. Już nie jesteś jedyny w tej branży i to Cię martwi, a do tego wyglądasz jak George Clooney.
Film, który z jednej strony jest kryminałem, a z drugiem czarną komedią. Nie jest to na pewno najlepsza pozycja od Apple, ale fajnie się go ogląda i jest mocno wciągający.
Film jest remakem innego z roku 1959 o tym samym tytule (ang. On the Beach), który zaś jest na podstawie powieści z 1957. Porusza on wątek losu amerykańskich żołnierzy na łodzi podwodnej. Szybko dowiadujemy się, że na świecie, przed wydarzeniami z filmu wybuchła III wojna światowa, która skończyła się skażeniem radioaktywnym całej północnej półkuli. Ostatnim miejscem, gdzie ludzkość przetrwała jest południowa półkula - głównie Australia. Niestety i ona jest zagrożona ze względu na nadciągające promieniotwórcze chmury. Załoga okrętu zmierza ku niej, a następnie dowiaduje się że zaczęto odbierać tajemnicze nadawane sygnały z północy. Dostaje więc zadanie przepłynięcia pod radioaktywnym obszarem i sprawdzenia, kto je nadaje i czy istnieje tam szansa na przetrwanie ludzkości.
Wbrew pozorom akcja filmu nie dzieje się cały czas na łodzi podwodnej. Zamiast tego skupia się na kilku wątkach, zarówno na okręcie, jak i na lądzie. Widzimy tutaj walkę człowieka z nieznanym, dążenie do celu mimo poczucia bezsilności, próby prowadzenia zwykłego życia oraz dość dobrze pokazaną ludzką naturę w obliczu nieuchronnego zagrożenia. Nie zabraknie też tutaj trudnych wyborów przed którymi zostaną postawieni bohaterowie. Czy uda się odnaleźć osobę nadającą sygnał? Czy załodze uda się znaleźć bezpieczną przystań? Czy uda się odwrócić nadciągające zagrożenie? Czy uda się gdzieś schronić? Film odpowie na wszystkie te pytania, trzyma wręcz do samego końca. Klimat miejscami wydaje się lekki, sielankowy, a miejscami bardzo ciężki.
Przede wszystkim film daje jednak do myślenia, że jako gatunek stanowimy dla siebie samych i innych zarówno nadzieję, jak i zagrożenie i pomimo pewnych wad to z czystym sercem go polecam.
Długo wahałem się co do oceny i kusiło mnie dać 7/10, jednak ze względu na przesłanie dodaję mu oczko wyżej. Zaniżają go jednak następujące rzeczy (bez większych spoilerów):
oprawa wizualna, a dokładniej niskiej jakości piana na domach (nie spoilerując). Bardzo mizernie to wygląda. Poza tym efekty i jakość pracy kamery są bardzo dobre,
kilka wstawek pod-erotyczne. Nie było NSFW i przeciąganych spółkowań, ale nie przepadam za takimi działaniami w filmach,
pewne różnice względem książki (czytałem je w internecie). Nie lubię takich zmian względem oryginału, bo później tworzą rozmaite linie czasowe i jest problem gdy potem pojawia się sequel a np. kogoś uśmierciliśmy (jak np. Netflixowy pseudoserial Wiedźmina),
sposób wysłania wiadomości, której nie da się odczytać z powodu błędów - widzimy zarówno wiadomość tekstową o rozmiarze 12 Kb, jak i film co ma ponad 1 Gb, który pobiera się szybciej niż niektórzy nadal mają internety na wioskach. Są to zmiany względem powieści, wszak wtedy internetu nie było, a co dopiero jeszcze z taką przepustowością. Dziwnym dla mnie było to, że tak szybko dane się pobierały, a i tak były uszkodzone i był problem z ich odczytem.
ostatnim minusem jest zakończenie - jest dość książkowe, ale jak dla mnie mało logiczne. Niemniej mimo niego warto sięgnąć po ten tytuł.
Film jest dostępny na cda, niestety wszystkie playery mają coś nie tak z dźwiękiem i aby dało się normalnie słuchać, w ustawieniach Windowsa musiałem zmniejszyć sobie głośność na prawej słuchawce, aby było równe stereo.
PS. Wie ktoś jak dodawać przez ten filmmeter? Jak się na to "zalogować" i połączyć z hejto? Przycisk dodania mam na szaro i dlatego przekopiowałem całość, sformatowałem i dodałem ręcznie.
@SuperSzturmowiec to co to za szary nieaktywny przycisk? Pod przyszłe zmiany? To trochę bez sensu, bo jak dałem "kopiuj" na tym filmmeterze i wkleiłem w hejto to się formatowanie popsuło. Musiałem najpierw dać do notatnika, a potem z niego do hejto. Jedyne co to jest pomocne jako auto-uzupełniacz filmów, choć akurat tego nie było w bazie
Swoją przygodę z tagiem #filmmeter zaczynam ze zdecydowanie najgorszym filmem, jaki jak na razie widziałem w tym roku.
Zarys fabuły:
Jest 2045 rok. Wskutek nieudanych eksperymentów pogodowych, ludzkość sprowadziła na Ziemię wieczną zimę. Nieliczni ocalali kryją się w podziemnych koloniach, rozpaczliwie próbując przetrwać. Śledzimy losy jednej z nich o numerze 7. Pewnego dnia otrzymuje ona wezwanie pomocy i postanawia wysłać ekspedycję na pomoc.
I to by było na tyle. Jak dla nie ma prawie żadnej fabuły, wszystko jest jednowymiarowe, nudne i przewidywalne. Nawet nie czułem klimatu zamknięcia, nie mówiąc o jakimkolwiek dreszczyku emocji. W zasadzie poza zarysem fabuły i Laurencem Fishburnem, ten film nie oferuje nic ciekawego. Tylko dla miłośników takich klimatów.
Tytuł: Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (Perfetti sconosciuti)
Rok produkcji: 2016
Kategoria: Dramat / Komedia
Reżyseria: Paolo Genovese
Czas trwania: 1h 37min
Ocena: 8/10
Dorzucę może do licznika coś od siebie, bo tylko czytam Wasze, a nie widzę tego tytułu, aby był już tutaj recenzowany.
Opis: Siedmioro długoletnich przyjaciół spotyka się na kolacji. Dla urozmaicenia wieczoru rozpoczynają zabawę polegającą na dzieleniu się między sobą treścią każdego SMS-a, e-maila lub rozmowy telefonicznej, jakie otrzymują w trakcie spotkania. Niewinna z pozoru gra sprawia, że na jaw zaczynają wychodzić coraz to nowe tajemnice. Do czego to doprowadzi?
Ano właśnie, film potrafi momentami rozbawić, ale też dać pole do przemyśleń jak i nauczyć co nieco. Nie bez powodu powstały jego późniejsze adaptacje z różnych krajów, w tym jedna polska. Tą włoską oglądnąłem drugi raz już, innych ani razu, więc nie będę tutaj ich porównywał. Ciakawostką jest, że w tej pierwotnej - włoskiej - gra polska aktorka Kasia Smutniak.
Polecam oglądnąć, bo dodatkowo jest tu przewrotne, niespodziewane zakończenie, które tłumaczy trochę lepiej tytuły (zarówno polski jak i zagraniczny). Jeśli macie swoje sekreciki i małe lub większe grzechy przed partnerem to rozważyłbym oglądanie go razem ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
@smierdakow W sumie racja, no każdego oglądniętego filmu nie będę wrzucał, ale może co jakiś czas coś wrzucę nawet jeśli było. Swoją drogą seriale też tutaj recenzujecie albo jest osobny tag do tego?
Btw. Za każdym razem jak widzę Twój avatar to przypomina mi się film "The Lighthouse" i nie mam tu dobrych wspomnień xDD Bardzo trudny film i psychicznie męczący, choć dobry na swój sposób. Chyba gorzej wspominam tylko "Może pora z tym skończyć" pod tym względem, choć oba polecam oglądnąć jak ktoś nie widział, bo opinie są bardzo różne, więc ciekawie byłoby przeczytać tutaj jakieś
@goroncy_kartofel Szukasz legalnego źródła czy nie? Jeśli ta druga opcja to napisz priv to Ci podeślę skąd ściągałem i gdzie ze streamingu można oglądnąć różne filmy, bo nie wiem czy tutaj można piraty wrzucać
@goroncy_kartofel może platforma Mubi? Kiedyś sporo czasu z nią spędzałem, gdy jeszcze miała rotację filmów co 7 dni i trafiłem na sporo nieznanych niszowych perełek.
Trudno ocenić film, do którego się wraca po 30? latach. Pewnie sporo tu sentymentu, bo samo miasto robiło niezwykłe i przygnębiające wrażenie, którego nie da się zapomnieć - za to z resztą dostali Oscara. Wyróżnia się świetna rola Nicholsona - wzorcowego Jokera. Z resztą do dziś odtwórcy głównych ról są dla mnie wyznacznikami tych postaci, jakby byli do tego stworzeni. Nie zapomina się też Kim Basinger oczywiście.
@WujekAlien O tym będzie wpis, bo Dark Knighta odważyłbym się ocenić nawet wyżej, zwłaszcza za Jokera. Całe szczęście nie da się tych dwóch postawić obok siebie i nie trzeba ich porównywać.
Krótki opis: Absolwentka gównostudiów zatrudnia się jako niania w domu nowojorskich bogaczy.
Takie popłuczyny po Diabeł ubiera się u Prady. Ani to zjadliwa satyra na życie amerykańskiej klasy wyższej i wyzyskiwanych przez nią proletariuszy, ani nawet dobra propozycja na romantyczny wieczór z loszkom (są lepsze romcomy).
A Scarlett Johansson lepiej w lekkim brązie, niż blondzie.
Za darmo dostępny na filman, a za szekle na Prime.