Tytuł: Bezsenność
Rok produkcji: 2002
Kategoria: Kryminał / Thriller
Reżyseria: Christopher Nolan
Czas trwania: 1h 58min
Ocena: 7/10
Robote w tym filmie robi rola chorego na bezsenność Al Pacino. Czasem jak sie na niego patrzy w tym filmie, to aż oczy pieką samego oglądającego. Poza tym nie wyróżnia sie niczym, jak uwielbiam Nolana a szczegolnie Incepcje, tak tutaj nie czuć nic "Nolanowskiego", ale rozumiem, ze to dawne czasy i jeszcze nie mial wyrobionego tego czegoś co ma dzisiaj.
Generalnie dobrze sie bawiłem, ale niczym specjalnym sie ten film nie wyróżnia.
Krótki opis: Nastolatek przez przypadek odcina sobie penisa. Z pomocą przyjaciół stara się odzyskać cenny narząd, zanim będzie za późno.
Miałem ochotę i potrzebę na coś idiotycznego i ten film nawet spełnił to zadanie odmóżdżenia. Szkoda, że uśmiechnąłem się może ze dwa razy oglądając to bo film ma potencjał na idiotyczne poczucie humoru, niestety niewykorzystany. Plusem też jest moim zdaniem uroda aktorki Sadie Calvano, podobała mi się.
Zmieniłem zdanie i stwierdzam, że jednak czasem warto wrócić do raz obejrzanych filmów. Szczególnie, jeśli ogląda się je z potteromaniaczką, która zna je na pamięć. Wtedy w trakcie seansu można śmiało podyskutować o różnych niespójnościach (na przykład w kwestii finansów) czy zastanowić się nad różnymi aspektami świata przedstawionego.
Ciekawe, czy obecne dzieciaki również czują magię związaną z Harrym Potterem. Ja się w pewien sposób wychowałem na książkach, szóstą część czytałem tuż po polskiej premierze, w trzeciej klasie podstawówki i do dzisiaj odczuwam sentyment do tej serii. Podsycany regularnymi ponownymi seansami, na przykład w wakacje na TVN. : D
Dzień z życia grupy nastolatków wychowujących się na ulicach Nowego Jorku.
Rozprawka o wpływie braku konstruktywnych autorytetów na dojrzewajace młode umysly i nieuchronne konsekwencje, które może przynieść życie pełne beztroski i nieprzestrzegania żadnych norm.
Norm narzuconych przez przodków. Często wydających się nie pasować do rzeczywistości, w której przychodzi nam dorastać, ale wciąż na tyle uniwersalnych, że trzymają w ryzach pokrętną konsystencję gatunku homo sapiens.
Temat stary jak świat, ale w tym przypadku poruszany bez oceniania, moralizowania i wskazywania jakiegokolwiek rozwiązania. Ot chłodne bezstronne spojrzenie na zjawisko.
Film raczej dla rodziców niż nieletnich rowiesnikow bohaterów opowieści. Krzyczący "Patrz! jest źle, zrób coś".
Młody odbiorca może wynieść zgoła co innego, czego najlepszym przykladem niech będę ja i moi rówieśnicy z dokładnie tamtych lat, ktorym życie dzieciaków z filmu po prostu imponowało.
I tak. Zdawalismy sobie sprawę z ostatecznego wydźwięku seansu. Ale czy palacza odstraszają zdjęcia wyciętych płuc na paczce papierosów?
Mnie ten film po ponownym obejrzeniu mocno zasmucił, bo przypomniał mi minone już dla mnie czasy i bliskich mi ludzi, ktorzy zakonczyli swoje życie na tak wczesnym etapie, nie mając okazji dojrzeć i zrozumieć co w tej naszej patologicznej codzienności było nie tak.
Ciężko mi się to pisało, co chyba widać po pewnej chaotyczności.
6. O jeden film z Jamesem Wanem na reżyserce za mało
7. I o jeden film z Michaelem Chavesem na reżyserce za dużo
8. Nie było punktu nr 5
Co tu dużo napisać. Pożegnanie serii, niestety najgorszym filmem ze wszystkich, aczkolwiek nie słabym. Potrafił wciągnąć, czasem przestraszyć, ale raczej do niego nie wrócę.
Za epilog recenzji niech posłuży plakat. Podoba Wam się? Zapamiętacie? Ja już go zapomniałem, jest tak do szpiku kości przeciętny. A ten z Ludzkiej Stonogi czy Piły pamiętam.
Tytuł: Na noże
Rok produkcji: 2019
Kategoria: Komedia kryminalna
Reżyseria: Rian Johnson
Czas trwania: 2h 10m
Ocena: 7/10
Detektyw Blanc bada sprawę śmierci bogatego pisarza, głowy ekscentrycznej rodziny. Wszyscy jego krewni są podejrzani.
Na początku troche mnie nudził, ale potem delikatnie sie rozkręcił, nie bardzo ale wystarczająco, doszło do tego kilka zabawnych sytuacji, imo dobra gra i dosyć zabawna Jamesa Bonda. Drugie podejście do tego filmu to było w moim wykonaniu bo przy pierwszym wlasnie mnie znudził z początku, ale nie zaluje, ze dałem mu szanse i z chęcią sprawdzę druga część.
Krótki opis: Szkocja, XVIII w. Przywódca klanu MacGregorów Robert Roy zostaje okradziony i oszukany przez angielskich szlachciców oraz wyjęty spod prawa.
Kawał porządnego kina przygodowo-historycznego: piękne plenery + nostalgiczna muzyka + świetne aktorstwo.
Tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Rok produkcji: 2007
Kategoria: Psychologiczny / Thriller
Reżyseria: Gregory Wilson
Czas trwania: 1h 31m
Ocena: 7/10
Nastoletnia Meg, po śmierci rodziców trafia wraz z niepełnosprawną siostrą pod opiekę ciotki Ruth, która wraz z mlodocianymi synami i ich kolegami zaczyna się nad dziewczynami znęcać.
Bardzo trudny w odbiorze film na podstawie książki Jacka Ketchuma, który utrzymywał, iż zdarzenia w niej przedstawione miały miejsce naprawdę.
Bezsensowna przemoc i nienawiść wystawiają niemoc widza na ciężką próbę, aż do nieuchronnej kulminacji.
To jest ten nieuchwytny "Prawdziwy horror" o jakim mówił pułkownik Kurtz w Czasie Apokalipsy.
Krótki opis: losy trzech pokoleń chilijskiej rodziny Estebana Trueby, bogatego właściciela ziemskiego i później polityka, które znajdą swój finał podczas dyktatury Pinocheta.
Piękne zdjęcia, świetne role aktorskie, ale sama historia nie ujęła mnie na tyle, bym mogła dać wyższą ocenę - momentami wyszło za bardzo patetycznie jak na mój gust.
Do tych paru scen z Estebanem i Clarą, gdy byli 20+ lvl, to mogli dać młodszych aktorów, bo jednak rzucało się w oczy, że Irons i Streep są za dojrzali (niestety, zwłaszcza Streep ucharakteryzowana na podlotka wyglądała jak dzidzia piernik).
Klasyczny napad na bank, zakładnicy, mnóstwo policji i negocjator. Okazuje się jednak, że wcale aż tak klasyczny nie był, a skończył się konsternacją. Niestety skoro już pokazali co i jak, to nie da się tego powtórzyć. Dlatego przestałem napadać na banki.
Tytuł: Burza mózgów
Rok produkcji: 1983
Kategoria: Sci-Fi
Reżyseria: Douglas Trumbull
Czas trwania: 1h 46m
Ocena: 7/10
Grupa naukowców opracowuje urządzenie rejestrujące i odtwarzajace przeżycia wraz z działaniem wszystkich zmysłów. Gdy jedna z naukowców dostaje zawału w laboratorium, postanawia zarejestrować moment swojej smierci. Jej kolega Michael zrobi wszystko by odtworzyć to nagranie.
Ciekawe kino popularnonaukowe z nutą metafizyki. Nie należy jednak oczekiwać niczego po za dobrą rozrywką.
Scenariusz jest konsekwentny, główne role odegrane poprawnie.
Bardzo ciekawy efekt odtwarzania przeżyć uzyskano dzięki użyciu obiektywu fisheye.
Pierwszy sezon był świetny i trwale zapisał się w polskiej memografii (i moim serduszku). Niestety, drugi sezon to kompletna pomyłka.
Nie powiem, było trochę śmiesznych gagów, ale reszta wątków, które miały bawić, robiła wrażenie mocno wymuszonych (ot, choćby wątek Gerarda z Rumii - lepsze parodie Wiedźmina zrobili parę lat temu Darwini). Nawet Jan Paweł w tym sezonie bardziej żenuje, niż śmieszy (chociaż pan Topa jak zwykle starał się w roli). Wątki obyczajowe, w tym sezonie wyeksponowane mocniej, niż w pierwszym, raziły swoją kliszowatością.
Osobiście irytowały mnie też niepotrzebne mhroczne wstawki w niestrasznych scenach, czyli jak np Zofia siedziała sobie sama w ciemnym pokoju. Wgl w tym sezonie było dużo fantastyki wciśniętej na siłę, czyżby #netflix celował w zagraniczną widownię kojarzącą słowiański folklor z Wiedźminem?
Szkoda takiej świetnej franczyzy, wątpię, by sezon trzeci wrócił do klimatów pierwszego.
Jak dla mnie humor w pierwszym sezonie to tez byl cringe (ale jeszcze taki smieszny) i za wiele sie nie zmienilo. To po prostu troche smieszniejsze i troche blizsze nam ze wzgledu na produkcje i swiat opisany, gowno z netflixa ¯\_(ツ)_/¯ drugi sezon oceniam tak samo jak pierwszy - no spoko, zero oczekiwan i pare razy sie usmiechnalem, czyli na plus
Tytuł: Siedem
Rok produkcji: 1995
Kategoria: Psychologiczny / Thriller
Reżyseria: David Fincher
Czas trwania: 2h 7m
Ocena: 10/10
Wypalonemu zawodowo detektywowi Williamowi Somerset, który odlicza swoje ostatnie 7 dni do przejscia na emeryturę, zostaje przydzielony za partnera, młody porywczy detektyw David Mills.
Pech chce, że trafia im się sprawa seryjnego mordercy.
Kryminał absolutny, który wziął co najlepsze z poprzedników i zdefiniował gatunek na nowo.
Film, który będzie zawsze aktualny w swej rozprawce na kondycją ludzkości.
Wybitne role (to ta, która do dziś zaszufladkowała Freemana), reżyseria, zdjęcia, muzyka.
Najlepszy i najdoskonalszy film Finchera.
Wysmakowana uczta dla zmysłów.
Byłem na tym w kinie jako młody szczyl. Do dziś nie wiem jak mnie wpuścili, ale emocje w końcówce były niesamowite. Film w swoim gatunku prawdziwie 10/10.
Jaggerzy to Zawodnicy brutalnej futurystycznej dyscypliny sportowej uprawianej po wojnie nuklearnej.
Ich celem jest zwycięstwo w mistrzostwach ligi.
Takich filmów są dziesiątki. Ot drużyna, która ma aspiracje wygrywać stawiając czoła sportowym przeciwieństwom losu. Od zera do bohatera.
Jednak akcja żadnego innego nie dzieje się w tak ponurym i brudnym świecie jakim bez wątpienia może być świat postapo.
Brutalne, pełne przemocy starcia na błotnistych boiskach dwóch bezwzględnych drużyn robią ogromne wrażenie. Dyscyplina to trochę wariacja na temat futbolu amerykańskiego.
Sam wątek jest dość typowy. Mamy tu wypalonego lidera w postaci jak zwykle znakomitego Rutgera Hauera, mamy świeżą krew, której rola przypadła bardzo czesto partnerujacej temu pierwszemu Joan Chen i drugoplanowe tło (m.in. D'onofrio, Lindo), które nie odstaje i dodatkowo kipi testosteronem o co nie łatwo we współczesnym kinie.
Film wciąga w swoj bezwzględny klimat i udanie angażuje widza w dopingowaniu przedstawionej drużyny.
Za reżyserię i scenariusz w jednym odpowiada autor scenariuszy do takich dzieł jak Blade runner, 12 małp czt Bez przebaczenia. To już powinna byc wystarczająca rekomendacja.
Horroru w tym niewiele, ale fajna zagadaka, nawet trzyma w napięciu. Może trochę klimatu odbierał dubbing, przy którym choćby wulgaryzmy brzmiały nieco komicznie, zresztą wiecie jakie są dubbinigi. Choć nie oglądałem filmu z dubbingiem polskim lata, to tutaj już mi się nie chciało szukać wersji bez dubbingu i się poświęciłem, podejrzewam, że nieco sobie filmu trochę tym popsułem, ale trudno. Mimo wszystko film polecam (choć z napisami) aktorsko na wysokim poziomie, nie nudzi i jest ok.
Stu jest aroganckim bufonem. Specem od reklamy celebrytów traktującym ludzi jak pionki do rozgrywania na szachownicy swojej kariery. Stu załatwia interesy przez telefon komórkowy. Jednak codziennie znajduje chwile by skorzystać z budki telefonicznej i porozmawiać ze swoją kochanką. Stu jest żonaty. Stu nie wie, że dzisiejsza wizyta w tym komunikacyjnym relikcie minionych czasów doprowadzi do dimetralnych zmian w jego postrzeganiu własnego życia. Po zakończeniu rozmowy ze swoją panną na boku, telefon w budce dzwoni do Stu. Stu odbiera. (piękna grafomania, co nie?)
To jest ten rodzaj kina, które wrecz krzyczy: patrzcie jak utrzymać widza w napięciu do ostatniej minuty, mimo, ze akcja dzieje się nieprzerwanie w jednym miejscu.
Jest to jeden z tych nielicznych filmów, kiedy cały ciężar całej opowieści skupia się na jednej roli, która będzie rolą życia lub totalnym upadkiem kariery. Paradoksalne, biorąc pod uwagę tematykę obrazu.
Collin Farrell wywiązuje się z zadania wybitnie. Przemiana jego Stu jest konsekwentna i realistyczna. Facet, aż kipi od slusznych, w sytuacji w jakiej się znalazł emocji.
Tym większe brawa, ze pomimo naszej niechęci do jego odpychajacej osobowości, kibicujemy mu, choć podświadomie uważamy, że zasłużył na to całym sobą.
Wspaniała rezyseria i montaż. Tylko Whitaker jakis taki nie do konca zaangażowany.
Roli głównego "złego" nie oceniam, bo jest dokładnie taka jaka powinna być. Nieprzeszarżowana.
Krótki opis: pewna atrakcyjna brunetka traci pamięć w wyniku wypadku samochodowego. Wraz z nowo poznaną początkującą aktorką usiłuje odkryć, kim jest.
Jak zwykle u Lyncha, mega specyficzny film. Podchodziłam do niego dwukrotnie i przyznam bez bicia, przez pierwszą godzinę seansu wcale mi się nie podobał, czułam się, jakbym oglądała Pulp fiction kręcone przez Tommy'ego Wiseau. Dopiero druga połowa filmu i końcówka (jak na Lyncha dość klarowna) sprawiły, że zmieniłam zdanie o Mulholland (ale nie na tyle, by paść przed nim na kolana i wielbić jako arcydzieło).
A teraz pora na kącik ciekawostkowy: nie od dziś wiadomo, że amerykańscy reżyserzy uwielbiają nawiązywać do starego kina. Mulholland Drive pełen jest nawiązań do życia aktorki Rity Hayworth, za Filmwebem:
Bohaterka grana przez Laurę Harring, widząc plakat z Ritą Hayworth przybiera jej imię. Tak naprawdę Hayworth również przybrała sobie imię, nazywała się Margarita Carmen Cansino. Ma to również związek ze sceną kiedy Rita (Laura Harring) mówi przez sen po hiszpańsku (Hayworth była pochodzenia hiszpańsko-irlandzkiego).
Bohaterka Mulholland Drive traci pamięć, prawdopodobnie związane jest to z tym że Rita Hayworth w prawdziwym życiu zachorowała na Alzheimera.
W klubie 'Silencio' bohaterki filmu trafiają na występ hiszpańskiej śpiewaczki. W tą rolę wcieliła się Rebekah del Rio (nie musiała się za bardzo wcielać ;]). Co ciekawe córka Rity Hayworth i Orsona Wellesa miała na imię Rebecca. Natomiast wcześniejszą partnerką Wellesa była aktorka Dolores del Rio.
[przyp. Andżeli] Ja tych smaczków dostrzegłam trochę więcej: 1. Filmowa Rita nosi krótką blond perukę, co wydaje się być nawiązaniem do "skandalu", jaki Hayworth wywołała, obcinając i farbując na platynę włosy do filmu Dama z Szanghaju. 2. Postać iluzjonisty/konferansjera w teatrze Silencio może być pewnym nawiązaniem do Wellesa, który lubił bawić się w iluzjonistę.
Swoją drogą, Laura Harring była w młodości podobna do Hayworth. W sumie szkoda, że nie powstał w latach 90. żaden porządny biopic Hayworth albo Wellesa, w którym Harring mogłaby zagrać Ritę.
Grupa amerykańskich badaczy na Antarktydzie przygarnia do swojej bazy psa, którego gonił i próbował zastrzelić pilot helikoptera z bazy norweskiej.
Pilot zostaje zastrzelony w obronie własnej przez naukowców, po tym jak ten krzycząc po norwesku omyłkowo trafia jednego z nich w nogę. Na nieszczęście dla siebie, nikt z kraju Wuja Sama nie zna tego języka.
Klasyk gatunku, który niesłusznie poniósł klęskę finansową w czasie premiery.
Niesamowite napięcie, uczucie beznadzieji i odizolowania. Wybitne praktyczne efekty specjalne, które w większości po dziś dzień ani trochę się nie zestarzały.
Paranoja badaczy spowodowana niemożnością ustalenia, który z nich stanowi dla nich zagrożenie wydatnie udziela się widzowi.
Bardzo dobre role z przewodzacym stawce Kurtem Russelem w latach swojej największej świetności.
Jedno z najlepszych dzieł Carpentera.
**Ciekawostka:** Do dziś pamiętam końcową scenę z ekipą ratunkową przylatującą do bazy i zabierającą ze sobą ocalałego psa na pokład śmigłowca. Ostatnie ujęcie bylo z widokiem na nowy jork z pokladu lecącego w jego kierunku helikoptera.
Przeszukując kiedyś Internet znalazłem tylko trzy świadectwa osób, które twierdzą, że też to pamiętają. Wersja reżyserka nie zawiera tej sceny, a sam reżyser twierdzi, że została nakręcona ale nigdy nie dodana do żadnej wersji filmu.
@FodiJoster - ale temat ciekawy bo mózg potrafi fabrykować obrazy - zwłaszcza jak ma ku temu materiały - jak na przykład alternatywne zakończenie złożone z rolą Kurta w Ucieczce z Nowego Jorku.
Taki sobie kryminalik, może książka jest lepsza nie wiem bo nie czytałem, ale tutaj od połowy już się nudziłem delikatnie, nadrabiał te nudy widok młodej i seksownej Angeliny.
@FodiJoster ja w mlodszyn wydaniu Angelinę lubie w kryminałach czy Tomb Raider. Później coraz mniej jej było i juz nie ogladalem, a jak grała gdzies to nie moje gusta