Z przyszłości zostaje wysłany cyborg mający za zadanie zabić matkę nienarodzonego jeszcze przywódcy ruchu oporu w wojnie ludzi przeciwko robotom. W ślad za nim rusza żołnierz mający ją chronić.
Co tu dużo pisać. Kto widział ten widział, kto nie, niech się wstydzi.
Wybitny klasyk, który ogromnie wpłynął na kinematografię. Bardzo dobre (choć niekiedy trącące już myszką) efekty specjalne, błyskotliwy scenariusz i role, które na stałe wpisały się w świadomość kinomanów.
To był dopiero drugi film reżysera Titanica i Avatara, do tego autorski i od razu ugruntował jego silną pozycję w hollywood.
@FodiJoster Zapamiętałem zwłaszcza ostatnią scenę:
Sarah Connor tankuje swojego jeepa na stacji gdzieś pod Charkowem. Jakiś chłopiec pokazuje na ciemne chmury idące od wschodu, wiatr podrywa tumany kurzu. Chłopiec woła:
Proszę pani, nadchodzi wielka burza!
A zamyślona Sarah odpowiada: "Tak, wiem" i odjeżdża w stronę Połtawy.
Tropiciel dzikich zwierząt oraz młoda agentka FBI próbują rozwiązać sprawę morderstwa w indiańskim rezerwacie.
Film ten fabularnie nie pokazuje nic ciekawego, jest wręcz za typowy - nie ma żadnego plot twistu, zaskoczeń w opowiedzianej historii natomiast nadrabia klimatem. Pokazane jest tu zimowe pustkowie, zagubienie, wyższość natury co robi robotę. Plusem jest też gra Rennera bo świetnie odgrywa swoją rolę.
Luźno oparta na powieści Stephena Kinga historia oskarżonego o zabójstwo cywilów policjanta, który trafia jako uczestnik do futurystycznego teleturnieju, w którym walczy się o przetrwanie na śmierć i życie.
Kolejny klasyk z najlepszych czasów Arnolda. Klimat przywodzi na myśl filmy post apo typu Ucieczka z Nowego Jorku.
Sprawna rezyseria, dobre aktorstwo. Film trzyma w napięciu, które od czasu do czasu rozładowują ponadczasowe onelinery.
Film w swym czasie był ostrzeżeniem na temat moralności telewizyjnej rozrywki.
Nikt jak widać lekcji nie wyniósł, gdyż obecnie jesteśmy zasypywani coraz to glupszymi i obrazoburczymi programami przez większość komercyjnych tv.
Moze jeszcze nikt się nie zabija, ale upadek rozrywki i fakt, że jest tworzona z myślą o idiotach dużo o nas mówi w kontekście tego filmu.
A sam film mimo przygnębiającego przesłania to bardzo solidna rozrywka.
@Hoszin mam książkę w wydaniu kieszonkowym kupioną na dworcu kolejowym za 3zł. Przeczytałem ją chyba ze trzy razy. Świetna młucka. Film jest bardzo luźno powiązany z książką. W zasadzie tylko to, że bohater bierze udział w teleturnieju się zgadza.
Historia sześcioletniej rozrabiaki Moonee i jej zbuntowanej matki Halley, próbujących ułożyć sobie życie w tanim motelu na obrzeżach najszczęśliwszego miejsca na świecie – Disneylandu.
Film pokazuje patologie, ale widzianą przez różowe okulary, oczami małej dziewczynki, która spędza wakacje i dobrze się bawi mimo mieszakania w tanim motelu, patologicznej matki. Opakowane jest to w pstrokate kolory, bo mamy tu gorącą kolorową Floryde, a sama kolorystyka w filmie to kłujące w oczy fiolety, pomarańcz i inne oczojebne kolory co w efekcie daje ciekawe doświadczenie oglądającemu. Chyba ta kolorystyka najbardziej przypadła mi do gustu. Warto obejrzeć.
Krótki opis: Agentka FBI zostaje przydzielona do nierozwiązanej sprawy seryjnego mordercy sprzed lat. Odkrywa dowody na okultyzmu i swoje osobiste powiązanie z zabójcą.
Bardzo dobry film. Raczej nie straszy, ale ma świetne kadry, sposób w jaki został nakręcony budził we mnie ciągły niepokój podczas seansu. Bohaterka i skaza jaką ma na psychice budzi podobne uczucia u oglądającego. W ogóle świetnie zagrane role, do których nie mam zarzutu. Nie spodziewałem się tak dobrego filmu, wziął mnie z zaskoczenia, ogląda się jednym tchem. Sprawdzcie to!
@FodiJoster Kiedyś mój absolutnie ulubiony film. Po latach go odświeżyłem i tak kisnę z tego ile tam jest produkcyjnych niedoróbek że głowa mała. Bitwa na wyspie to moja ulubiona kompilacja wtop. Tak kilka z głowy:
Bomby zostawione przy budynkach wybuchają w środku
Żołnierze strzelają tylko wtedy, gdy Arnie do nich strzela. Gdy Arnie musi przeładować albo ucieka, oni biegną grzecznie za nim
Przebicie typa (w kolczudze xD) naprędce wyrwaną rurą CO. Dodam że gość miał przeładowaną broń, a Arnie zdążył gołymi rękami wyrwać rozgrzaną w ciul rurę z instalacji i cisnąć nią w typa i przebić
I inne bajery typu przewracanie samochodu gołymi rękami
Śmieszy z perspektywy czasu, niemniej film to ubaw Zwłaszcza dialogi:
Pamiętasz Sully jak mówiłem, że zabiję Cię na końcu?
Z trzech animacji, które oglądałem w tym tygodniu ta jest najbardziej skierowana do dzieci, w efekcie najbardziej zabawna. Nie umniejsza to tej animacji w byciu pouczającej i wywołujacej emocje takie jak wzruszenie przynajmniej u mnie. Wygląda bombowo, widać, że przywiązano uwage do szczegółów, dubbing także jest na wysokim poziomie. Bardzo dobrze się przy tej produkcji bawiłem.
Riggs i Murtaugh wracają. Tym razem ich celem jest grupa przestępczą wykradająca broń z policyjnych magazynów.
Film otwiera bardzo widowiskowa scena (w swoim czasie głośna ze wzgledu na wysadzenie prawdziwego budynku), która wręcz krzyczy, że wszystkiego co najlepsze w poprzednich czesciach serii będzie po prostu wiecej. I twórcy dotrzymują słowa.
Sceny akcji są monumentalne, a żart częściej wylewa się z ekranu. Ale ostatecznie autorzy stawiają na to co było największą siłą poprzedników, czyli konsekwentna ewolucja głównych postaci i umacnianie ich przyjaźni poprzez wystawiane na przeszkodzie koleje losu.
Film technicznie i aktorsko bezbłędny.
Udanie wprowadza nową postać do serii pod postacią granej przez Rene Russo, detektyw Lorny, ale i smielej eksploatuje znane już nam twarze, jak choćby Leo Getz, brawurowo zagrany przez Joego Pesci, który tym razem dostaje więcej czasu ekranowego.
Warto zauważyć, że jest to zamknięcie trylogii, która jednak doczekała się następnej części. Większość poruszonych wczesniej wątków zostaje logicznie dokończonych, a sam epilog jest wręcz laurką dla wszystkich, którzy spedzili lata przy powstawaniu franczyzy, jak i widza, który odczuwa spełnienie.
Warto poczekać do końca napisów, gdyż została po nich dodana scena, co bylo dużą nowością w latach premiery.
Jak ktoś polubił poprzednie części, przy tej bedzie czuł się jak w domu.
Moim zdaniem przereklamowane trochę - zarówno Mononoke i Totoro bardziej mi weszły, gdzie Spirited Away jest jakby pomiędzy nimi na skali "heavy" i "light" i... no właśnie - tamte pamiętam, a tutaj pamiętam tylko ze oglądałem, kiedyś. Jest dobry, ale nie rozumiem jego hype'u.
Tytuł: Co w duszy gra
Rok produkcji: 2020
Kategoria: Animacja / Komedia / Przygodowy
Reżyseria: Pete Docter
Czas trwania: 1h 46min
Ocena: 9/10
Wszystko mi się w zasadzie podobało w tej animacji. Zwroty akcji, to jak kilka razy mnie zaskoczyła, a przede wszystkim to jak nakłania mnie do refleksji podczas seansu, oraz po nim. Ciekawa rozkmina ma temat codziennego życia marzeń, pasji. Świetny jazzowy soundtrack, swietnie napisane postaci. Rewelacyjna bajka.
Spokojny farmer zostaje wciągnięty w koszmar, w którym zacierają się granice między dobrem a złem.
Nic specjalnego, dobrze że gra tu Orlando Bloom bo on robił robote jedynie aktorsko w tym filmie. Mógłby trwać z 20min krócej bo się dłużył pod koniec już. Jak ktoś lubi pif paf to się będzie dobrze bawić bo to nie jest zły film, ma niewykorzystany potencjał moim zdaniem.
Krótki opis: Wojna z maszynami doprowadza do zagłady ludzkości. Jedynymi ocalałymi jest grupa szmacianych laleczek, wśród których wyróżnia się ta z numerem 9 na plecach.
Ciekawa animacja pokazująca do czego zmierza dzisiajszy świat i gatunek ludzki.
Mroczna, ale jednocześnie bohaterowie są pocieszający i sympatyczni. Świat trochę przypominał mi Dark Souls. Dzięki za polecenie @ErwinoRommelo
Tuż po swoich 40. urodzinach Zosia przenosi się w czasie o 15 lat, do okresu schyłkowej komuny kiedy była jeszcze żoną cwaniaka Darka. Kobieta postanawia odszukać swojego przyszłego drugiego męża, by związać się z nim parę lat przed tym, zanim rzeczywiście go poznała.
Peggy Sue wyszła za mąż po roku w Polsce.
Moim zdaniem, film gorszy od swojej amerykańskiej „inspiracji”, obraz ratuje tylko Więckiewicz w roli Darka. Druga wielka miłość Zosi i całe jej późniejsze rodzinne życie przesłodzone do urzygu, plus sama postać głównej bohaterki (i też, niestety, gra Ostrowskiej) wyjątkowo irytująca.
Można się też było postarać o lepszą scenografię, bo parę razy rzuciły mi się w oczy współczesne tabliczki z nazwami ulic.
Tytuł: Człowiek z Rzymu
Rok produkcji: 2023
Kategoria: Komedia / Thriller
Reżyseria: Jaap van Heusden
Czas trwania: 1h 47min
Ocena: 6/10
Krotki opis: Filippo, sceptyczny ksiądz katolicki, którego pociąga niema młoda kobieta, zostaje uwikłany w serię pozornie cudownych wydarzeń, podważających jego powołanie.
Chillowy film o wierze, jej braku, przebaczeniu, kłamstwie, a także o cierpieniu.
Oglada sie go przyjemnie, miło relaksuje ale także sprowadza oglądającego do refleksji.
Poszedłem na ten film do kina skuszony zapowiedziami, że to ruchome obrazki, po których pary się rozstają - jeden z zachwalających filmików na YT miał tytuł „Przez ten film zostałem SINGLEM”. Trochę ryzykownie pójść na to z dziewczyną, skoro ludzie po jego obejrzeniu przestają być w związkach, ale czemu nie? Może rzeczywiście historia skłania do przemyślenia, czy warto być w danej relacji? Jako że uwielbiam tematy związkowe, to stwierdziłem, że jest to coś, z czym muszę się zapoznać.
Nic bardziej mylnego.
Może inaczej. Jeśli jesteście osobami świadomymi tego, jak powinien wyglądać zdrowy związek, to niczego nowego się nie dowiecie. Podobnie jeśli lubicie czytać o relacjach, interesują Was różne zagadnienia z nimi związane i tym podobne. Film nagle nie zdejmie Wam klapek z oczu, dzięki czemu będziecie inaczej patrzeć na swojego partnera/partnerkę.
Sama historia nie jest zła. Opowiada o parze - dziewczyna jest nauczycielką, która chce przeprowadzić się do małej miejscowości, żeby uciec trochę od zgiełku dużego miasta. Czuje powołanie do nauczania dzieciaków. Przeprowadzka nie do końca podoba się jej chłopakowi, który z kolei jest niespełnionym muzykiem, lekkoduchem bez stałej pracy, mimo że ma już ponad trzydzieści lat. Przenosiny na wieś, z dala od miasta, odetną go od wielkich możliwości na spełnienie jeszcze większych marzeń. Tym bardziej, że chłop nie ma prawa jazdy i będzie uzależniony od swojej dziewczyny, którą musi prosić chociażby o podwózkę na dworzec kolejowy.
Głównym motywem jest współuzależnienie partnerów od siebie w długoletnim związku. Poważne decyzje muszą podejmować wspólnie. Muszą także chodzić na kompromisy czy nawet ustępstwa - przykładem szczęście dziewczyny kosztem szczęścia chłopaka. Mają wspólnych znajomych i pewnie są też na tyle przyzwyczajeni do swojej obecności, że życie bez siebie na co dzień wydaje się czymś... dziwnym?
Związek to też często przejmowanie nawyków i cech partnera, czasem rezygnacja z własnych w celu dostosowania się do drugiej osoby. Niektórzy potrafią się w tym zatracić i na przykład porzucić dawne hobby, co obserwuję czasem w przypadku znajomych - przestają grać w gierki, ponieważ wolą większość wolnego czasu spędzać z partnerkami. Niektórzy mocno się zmieniają pod wpływem partnera czy partnerki.
Reżyser przedstawia to w bardzo dosłowny sposób - już na wstępie pokazuje, co dzieje się, gdy ktoś albo coś (w tym przypadku pieski) napije się wody z jaskini. Przez co film traci jakąkolwiek szansę, żeby zaskoczyć widza tym, co się stanie. Wiadomo, że główni bohaterowie także wpadną do tej jaskini, w jakiś sposób zostaną zmuszeni, żeby się napić wody i przydarzy im się to samo, co wcześniej pieskom. Odarcie „Together” z tajemnicy sprawiło, że nie byłem aż tak zaangażowany w historię, jak powinienem być.
Dodam, że koncepcja body horroru ani trochę do mnie nie przemawia. Ani nie szokuje, ani nie obrzydza. Jedna scena wprawiła mnie w delikatny dyskomfort (ta z przecinaniem skóry), a tak to nic. Na pewno ta nowa fala (czy aby na pewno) horrorów nie zyska fana w mojej postaci.
Usłyszałem jeszcze argument, że pomiędzy głównymi bohaterami jest świetna chemia, z czym niekoniecznie się zgodzę – ja tej chemii po prostu nie czułem. Aktorzy w życiu prywatnym są parą i to na pewno ułatwiło nakręcenie sceny seksu w szkolnej toalecie (ta scena akurat mnie rozbawiła), jednakże poza tym jakoś nie widziałem, żeby wyróżniali się na plus.
Czy uważam obejrzenie tego filmu za stracony czas? Nie, ponieważ skłonił mnie do pewnych przemyśleń, a to cenię bardziej niż walory artystyczne et cetera. Czy jednocześnie jestem w stanie polecić „Together”? Jeśli nie macie niczego lepszego do obejrzenia, to owszem, czemu nie? Ale na pewno nie będę chciał zobaczyć go drugi raz.
Tytuł: Bezsenność
Rok produkcji: 2002
Kategoria: Kryminał / Thriller
Reżyseria: Christopher Nolan
Czas trwania: 1h 58min
Ocena: 7/10
Robote w tym filmie robi rola chorego na bezsenność Al Pacino. Czasem jak sie na niego patrzy w tym filmie, to aż oczy pieką samego oglądającego. Poza tym nie wyróżnia sie niczym, jak uwielbiam Nolana a szczegolnie Incepcje, tak tutaj nie czuć nic "Nolanowskiego", ale rozumiem, ze to dawne czasy i jeszcze nie mial wyrobionego tego czegoś co ma dzisiaj.
Generalnie dobrze sie bawiłem, ale niczym specjalnym sie ten film nie wyróżnia.
Krótki opis: Nastolatek przez przypadek odcina sobie penisa. Z pomocą przyjaciół stara się odzyskać cenny narząd, zanim będzie za późno.
Miałem ochotę i potrzebę na coś idiotycznego i ten film nawet spełnił to zadanie odmóżdżenia. Szkoda, że uśmiechnąłem się może ze dwa razy oglądając to bo film ma potencjał na idiotyczne poczucie humoru, niestety niewykorzystany. Plusem też jest moim zdaniem uroda aktorki Sadie Calvano, podobała mi się.
Zmieniłem zdanie i stwierdzam, że jednak czasem warto wrócić do raz obejrzanych filmów. Szczególnie, jeśli ogląda się je z potteromaniaczką, która zna je na pamięć. Wtedy w trakcie seansu można śmiało podyskutować o różnych niespójnościach (na przykład w kwestii finansów) czy zastanowić się nad różnymi aspektami świata przedstawionego.
Ciekawe, czy obecne dzieciaki również czują magię związaną z Harrym Potterem. Ja się w pewien sposób wychowałem na książkach, szóstą część czytałem tuż po polskiej premierze, w trzeciej klasie podstawówki i do dzisiaj odczuwam sentyment do tej serii. Podsycany regularnymi ponownymi seansami, na przykład w wakacje na TVN. : D
Dzień z życia grupy nastolatków wychowujących się na ulicach Nowego Jorku.
Rozprawka o wpływie braku konstruktywnych autorytetów na dojrzewajace młode umysly i nieuchronne konsekwencje, które może przynieść życie pełne beztroski i nieprzestrzegania żadnych norm.
Norm narzuconych przez przodków. Często wydających się nie pasować do rzeczywistości, w której przychodzi nam dorastać, ale wciąż na tyle uniwersalnych, że trzymają w ryzach pokrętną konsystencję gatunku homo sapiens.
Temat stary jak świat, ale w tym przypadku poruszany bez oceniania, moralizowania i wskazywania jakiegokolwiek rozwiązania. Ot chłodne bezstronne spojrzenie na zjawisko.
Film raczej dla rodziców niż nieletnich rowiesnikow bohaterów opowieści. Krzyczący "Patrz! jest źle, zrób coś".
Młody odbiorca może wynieść zgoła co innego, czego najlepszym przykladem niech będę ja i moi rówieśnicy z dokładnie tamtych lat, ktorym życie dzieciaków z filmu po prostu imponowało.
I tak. Zdawalismy sobie sprawę z ostatecznego wydźwięku seansu. Ale czy palacza odstraszają zdjęcia wyciętych płuc na paczce papierosów?
Mnie ten film po ponownym obejrzeniu mocno zasmucił, bo przypomniał mi minone już dla mnie czasy i bliskich mi ludzi, ktorzy zakonczyli swoje życie na tak wczesnym etapie, nie mając okazji dojrzeć i zrozumieć co w tej naszej patologicznej codzienności było nie tak.
Ciężko mi się to pisało, co chyba widać po pewnej chaotyczności.