Przede wszystkim urzekło mnie jak tutaj pokazano relacje rodzinne, nie jeden z nas sie z nimi może identyfikować i pokazane jest to w ekstra humorystyczny sposób. Jest też dużo humoru nawiązującego do dzisiejszych czasów tzn. AI, YouTube, smartfony, Musk itp. Generalnie dobrze zrobiony humor i idzie się pośmiać. Film się trochę pod koniec dłużył i nic by się nie stało, gdyby trwał te pół godziny mniej bo trochę czułem, że na siłe jest niepotrzebnie przeciągany. Dobra animacja, szczególnie polecam obejrzeć z rodzinką
Harry Tasker jest tajnym agentem, co skrupulatnie ukrywa przed swoimi najbliższymi. Podejrzewając żonę o romans ściąga niebezpieczeństwo na całą rodzinę.
Drugi po terminatorze majsersztyk rozrywkowy z pod ręki Jamesa Camerona. Bardzo widowiskowe sceny akcji, humor sytuacyjny, jak i swietnie dobrani aktorzy sprawiają, że seans zlatuje w mgnieniu oka.
Film jest remakem francuskiego obrazu "La Totale!" z 1991, od którego to z wiadomych powodów jest dużo bardziej widowiskowy.
Soundtrack podobnie jak do terminatora komponowal Brad Fiedel.
@Piechur Muszę to tatkowi gdzieś wynaleźć, lubi Arniego ale nie predatory czy terminatory, nawet nie "Pamięć absolutną" (ogólnie sci-fi nie lubi, chyba jednak naprawdę jestem adoptowany ) a to może mu podejść.
Przyszły lider ruchu oporu jest już nastolatkiem. Z przyszłości przybywa kolejny terminator. Tym razem jest to o wiele nowszy model. By uratować chłopca ruch oporu wysyła mu na pomoc model cyborga, ktory 13 lat wcześniej próbował zabić jego matkę.
Skoro odswiezyłem jedynkę, to poszedłem za ciosem i odpaliłem dwójkę.
I nie mogę nic obiektywnego napisac, bo to mój ulubiony film. Dla mnie najlepszy jaki oglądałem. Najlepsza rola Schwarzeneggera, najlepszy film Camerona, soundtrack Fiedela i efekty specjalne, które ani trochę nie zestarzały się do dziś. A te, które raziły zostały poprawione w wresji 4k.
Tak się powinno kręcić kino rozrywkowe i kino w ogóle.
Z ciekawostek. Obydwie części mają identyczny szkielet fabularny. Dwojka w sumie jest po prostu lepszą wersją tego samego filmu.
„Substancję” obejrzałem wcześniej niż „Together” i już wtedy stwierdziłem, że body horror do mnie nie przemawia, o czym więcej kapkę później.
Nie rozumiem zachwytów nad tym filmem, nie rozumiem też nominacji do Oscarów i zdobytej nagrody.
Samo przesłanie nie jest zaskakujące - ludzie często nie potrafią pogodzić się z przemijaniem. Z tym, że ich ciała słabną, mają mniej energii i tak dalej. Kobiety mają trochę trudniej, ponieważ w ich przypadku dochodzi jeszcze uroda. Niektórzy uważają, że wraz ze starzeniem się tracą na wartości, bo to, co mogą zaoferować, to głównie ich młodość i wygląd właśnie. I tak dalej, i tak dalej.
Rozumiem, że skorzystanie z substancji to alegoria różnych zabiegów medycyny estetycznej, mające na celu poprawienie wyglądu i odmłodzenie się. Zrozumiałem, że stworzony potworek to coś, co niektóre kobiety same sobie robią - na myśl przychodzi mi chociażby przypadek Erin Moriarty, która z ładnej, dziewczęcej twarzy zrobiła... obecnie wygląda co najmniej niekorzystnie. Powtórzę się: kobiety same to sobie robią, ulegając modzie, presji i pewnie też kompleksom.
O presji wspominając: pamiętam „aferę” związaną z twarzą głównej bohaterki, do której niektórzy gracze przyczepili się, że... ma włoski. Co jest całkowicie naturalne i oczywiste dla osób, które widzieli kobiecą twarz z bliska. Odbiegam jednak od tematu.
Zdziwiłem się, ponieważ główna bohaterka... nic nie zyskała korzystając z substancji. Początkowo myślałem, że to będzie po prostu druga, młodsza ona, o tych samych personaliach, która na nowo zachwyci świat. A okazało się, że to zupełnie nowa persona, niekojarzona z jej starszym „oryginałem”. Główna bohaterka nawet nie wiedziała, co młodsza robi. Dziwne rozwiązanie.
Najgorsze i tak było zakończenie. Coś, co chyba miało obrzydzać, mnie po prostu rozśmieszyło. Potworek wyglądał przekomicznie i całkowicie zepsuł i tak marny odbiór tego filmu.
Czytałem dużo opinii, ze odpycha ten film i jest obrzydliwy wręcz jesli chodzi o bohaterkę gdy ta substancje bierze/traci właściwości. Ja jeszcze nie ogladalem ale mam zamiar
Nie przypominam sobie, żeby w jakiś sposób poruszyła mnie chociaż jedna scena. Body horror nie jest dla mnie obrzydliwy, ale przyznaję, że najwidoczniej nie jestem targetem tego gatunku. ; )
Z przyszłości zostaje wysłany cyborg mający za zadanie zabić matkę nienarodzonego jeszcze przywódcy ruchu oporu w wojnie ludzi przeciwko robotom. W ślad za nim rusza żołnierz mający ją chronić.
Co tu dużo pisać. Kto widział ten widział, kto nie, niech się wstydzi.
Wybitny klasyk, który ogromnie wpłynął na kinematografię. Bardzo dobre (choć niekiedy trącące już myszką) efekty specjalne, błyskotliwy scenariusz i role, które na stałe wpisały się w świadomość kinomanów.
To był dopiero drugi film reżysera Titanica i Avatara, do tego autorski i od razu ugruntował jego silną pozycję w hollywood.
@FodiJoster Zapamiętałem zwłaszcza ostatnią scenę:
Sarah Connor tankuje swojego jeepa na stacji gdzieś pod Charkowem. Jakiś chłopiec pokazuje na ciemne chmury idące od wschodu, wiatr podrywa tumany kurzu. Chłopiec woła:
Proszę pani, nadchodzi wielka burza!
A zamyślona Sarah odpowiada: "Tak, wiem" i odjeżdża w stronę Połtawy.
Tropiciel dzikich zwierząt oraz młoda agentka FBI próbują rozwiązać sprawę morderstwa w indiańskim rezerwacie.
Film ten fabularnie nie pokazuje nic ciekawego, jest wręcz za typowy - nie ma żadnego plot twistu, zaskoczeń w opowiedzianej historii natomiast nadrabia klimatem. Pokazane jest tu zimowe pustkowie, zagubienie, wyższość natury co robi robotę. Plusem jest też gra Rennera bo świetnie odgrywa swoją rolę.
Luźno oparta na powieści Stephena Kinga historia oskarżonego o zabójstwo cywilów policjanta, który trafia jako uczestnik do futurystycznego teleturnieju, w którym walczy się o przetrwanie na śmierć i życie.
Kolejny klasyk z najlepszych czasów Arnolda. Klimat przywodzi na myśl filmy post apo typu Ucieczka z Nowego Jorku.
Sprawna rezyseria, dobre aktorstwo. Film trzyma w napięciu, które od czasu do czasu rozładowują ponadczasowe onelinery.
Film w swym czasie był ostrzeżeniem na temat moralności telewizyjnej rozrywki.
Nikt jak widać lekcji nie wyniósł, gdyż obecnie jesteśmy zasypywani coraz to glupszymi i obrazoburczymi programami przez większość komercyjnych tv.
Moze jeszcze nikt się nie zabija, ale upadek rozrywki i fakt, że jest tworzona z myślą o idiotach dużo o nas mówi w kontekście tego filmu.
A sam film mimo przygnębiającego przesłania to bardzo solidna rozrywka.
@Hoszin mam książkę w wydaniu kieszonkowym kupioną na dworcu kolejowym za 3zł. Przeczytałem ją chyba ze trzy razy. Świetna młucka. Film jest bardzo luźno powiązany z książką. W zasadzie tylko to, że bohater bierze udział w teleturnieju się zgadza.
Historia sześcioletniej rozrabiaki Moonee i jej zbuntowanej matki Halley, próbujących ułożyć sobie życie w tanim motelu na obrzeżach najszczęśliwszego miejsca na świecie – Disneylandu.
Film pokazuje patologie, ale widzianą przez różowe okulary, oczami małej dziewczynki, która spędza wakacje i dobrze się bawi mimo mieszakania w tanim motelu, patologicznej matki. Opakowane jest to w pstrokate kolory, bo mamy tu gorącą kolorową Floryde, a sama kolorystyka w filmie to kłujące w oczy fiolety, pomarańcz i inne oczojebne kolory co w efekcie daje ciekawe doświadczenie oglądającemu. Chyba ta kolorystyka najbardziej przypadła mi do gustu. Warto obejrzeć.
Krótki opis: Agentka FBI zostaje przydzielona do nierozwiązanej sprawy seryjnego mordercy sprzed lat. Odkrywa dowody na okultyzmu i swoje osobiste powiązanie z zabójcą.
Bardzo dobry film. Raczej nie straszy, ale ma świetne kadry, sposób w jaki został nakręcony budził we mnie ciągły niepokój podczas seansu. Bohaterka i skaza jaką ma na psychice budzi podobne uczucia u oglądającego. W ogóle świetnie zagrane role, do których nie mam zarzutu. Nie spodziewałem się tak dobrego filmu, wziął mnie z zaskoczenia, ogląda się jednym tchem. Sprawdzcie to!
@FodiJoster Kiedyś mój absolutnie ulubiony film. Po latach go odświeżyłem i tak kisnę z tego ile tam jest produkcyjnych niedoróbek że głowa mała. Bitwa na wyspie to moja ulubiona kompilacja wtop. Tak kilka z głowy:
Bomby zostawione przy budynkach wybuchają w środku
Żołnierze strzelają tylko wtedy, gdy Arnie do nich strzela. Gdy Arnie musi przeładować albo ucieka, oni biegną grzecznie za nim
Przebicie typa (w kolczudze xD) naprędce wyrwaną rurą CO. Dodam że gość miał przeładowaną broń, a Arnie zdążył gołymi rękami wyrwać rozgrzaną w ciul rurę z instalacji i cisnąć nią w typa i przebić
I inne bajery typu przewracanie samochodu gołymi rękami
Śmieszy z perspektywy czasu, niemniej film to ubaw Zwłaszcza dialogi:
Pamiętasz Sully jak mówiłem, że zabiję Cię na końcu?
Z trzech animacji, które oglądałem w tym tygodniu ta jest najbardziej skierowana do dzieci, w efekcie najbardziej zabawna. Nie umniejsza to tej animacji w byciu pouczającej i wywołujacej emocje takie jak wzruszenie przynajmniej u mnie. Wygląda bombowo, widać, że przywiązano uwage do szczegółów, dubbing także jest na wysokim poziomie. Bardzo dobrze się przy tej produkcji bawiłem.
Riggs i Murtaugh wracają. Tym razem ich celem jest grupa przestępczą wykradająca broń z policyjnych magazynów.
Film otwiera bardzo widowiskowa scena (w swoim czasie głośna ze wzgledu na wysadzenie prawdziwego budynku), która wręcz krzyczy, że wszystkiego co najlepsze w poprzednich czesciach serii będzie po prostu wiecej. I twórcy dotrzymują słowa.
Sceny akcji są monumentalne, a żart częściej wylewa się z ekranu. Ale ostatecznie autorzy stawiają na to co było największą siłą poprzedników, czyli konsekwentna ewolucja głównych postaci i umacnianie ich przyjaźni poprzez wystawiane na przeszkodzie koleje losu.
Film technicznie i aktorsko bezbłędny.
Udanie wprowadza nową postać do serii pod postacią granej przez Rene Russo, detektyw Lorny, ale i smielej eksploatuje znane już nam twarze, jak choćby Leo Getz, brawurowo zagrany przez Joego Pesci, który tym razem dostaje więcej czasu ekranowego.
Warto zauważyć, że jest to zamknięcie trylogii, która jednak doczekała się następnej części. Większość poruszonych wczesniej wątków zostaje logicznie dokończonych, a sam epilog jest wręcz laurką dla wszystkich, którzy spedzili lata przy powstawaniu franczyzy, jak i widza, który odczuwa spełnienie.
Warto poczekać do końca napisów, gdyż została po nich dodana scena, co bylo dużą nowością w latach premiery.
Jak ktoś polubił poprzednie części, przy tej bedzie czuł się jak w domu.
Moim zdaniem przereklamowane trochę - zarówno Mononoke i Totoro bardziej mi weszły, gdzie Spirited Away jest jakby pomiędzy nimi na skali "heavy" i "light" i... no właśnie - tamte pamiętam, a tutaj pamiętam tylko ze oglądałem, kiedyś. Jest dobry, ale nie rozumiem jego hype'u.
Tytuł: Co w duszy gra
Rok produkcji: 2020
Kategoria: Animacja / Komedia / Przygodowy
Reżyseria: Pete Docter
Czas trwania: 1h 46min
Ocena: 9/10
Wszystko mi się w zasadzie podobało w tej animacji. Zwroty akcji, to jak kilka razy mnie zaskoczyła, a przede wszystkim to jak nakłania mnie do refleksji podczas seansu, oraz po nim. Ciekawa rozkmina ma temat codziennego życia marzeń, pasji. Świetny jazzowy soundtrack, swietnie napisane postaci. Rewelacyjna bajka.
Spokojny farmer zostaje wciągnięty w koszmar, w którym zacierają się granice między dobrem a złem.
Nic specjalnego, dobrze że gra tu Orlando Bloom bo on robił robote jedynie aktorsko w tym filmie. Mógłby trwać z 20min krócej bo się dłużył pod koniec już. Jak ktoś lubi pif paf to się będzie dobrze bawić bo to nie jest zły film, ma niewykorzystany potencjał moim zdaniem.
Krótki opis: Wojna z maszynami doprowadza do zagłady ludzkości. Jedynymi ocalałymi jest grupa szmacianych laleczek, wśród których wyróżnia się ta z numerem 9 na plecach.
Ciekawa animacja pokazująca do czego zmierza dzisiajszy świat i gatunek ludzki.
Mroczna, ale jednocześnie bohaterowie są pocieszający i sympatyczni. Świat trochę przypominał mi Dark Souls. Dzięki za polecenie @ErwinoRommelo
Tuż po swoich 40. urodzinach Zosia przenosi się w czasie o 15 lat, do okresu schyłkowej komuny kiedy była jeszcze żoną cwaniaka Darka. Kobieta postanawia odszukać swojego przyszłego drugiego męża, by związać się z nim parę lat przed tym, zanim rzeczywiście go poznała.
Peggy Sue wyszła za mąż po roku w Polsce.
Moim zdaniem, film gorszy od swojej amerykańskiej „inspiracji”, obraz ratuje tylko Więckiewicz w roli Darka. Druga wielka miłość Zosi i całe jej późniejsze rodzinne życie przesłodzone do urzygu, plus sama postać głównej bohaterki (i też, niestety, gra Ostrowskiej) wyjątkowo irytująca.
Można się też było postarać o lepszą scenografię, bo parę razy rzuciły mi się w oczy współczesne tabliczki z nazwami ulic.
Tytuł: Człowiek z Rzymu
Rok produkcji: 2023
Kategoria: Komedia / Thriller
Reżyseria: Jaap van Heusden
Czas trwania: 1h 47min
Ocena: 6/10
Krotki opis: Filippo, sceptyczny ksiądz katolicki, którego pociąga niema młoda kobieta, zostaje uwikłany w serię pozornie cudownych wydarzeń, podważających jego powołanie.
Chillowy film o wierze, jej braku, przebaczeniu, kłamstwie, a także o cierpieniu.
Oglada sie go przyjemnie, miło relaksuje ale także sprowadza oglądającego do refleksji.
Poszedłem na ten film do kina skuszony zapowiedziami, że to ruchome obrazki, po których pary się rozstają - jeden z zachwalających filmików na YT miał tytuł „Przez ten film zostałem SINGLEM”. Trochę ryzykownie pójść na to z dziewczyną, skoro ludzie po jego obejrzeniu przestają być w związkach, ale czemu nie? Może rzeczywiście historia skłania do przemyślenia, czy warto być w danej relacji? Jako że uwielbiam tematy związkowe, to stwierdziłem, że jest to coś, z czym muszę się zapoznać.
Nic bardziej mylnego.
Może inaczej. Jeśli jesteście osobami świadomymi tego, jak powinien wyglądać zdrowy związek, to niczego nowego się nie dowiecie. Podobnie jeśli lubicie czytać o relacjach, interesują Was różne zagadnienia z nimi związane i tym podobne. Film nagle nie zdejmie Wam klapek z oczu, dzięki czemu będziecie inaczej patrzeć na swojego partnera/partnerkę.
Sama historia nie jest zła. Opowiada o parze - dziewczyna jest nauczycielką, która chce przeprowadzić się do małej miejscowości, żeby uciec trochę od zgiełku dużego miasta. Czuje powołanie do nauczania dzieciaków. Przeprowadzka nie do końca podoba się jej chłopakowi, który z kolei jest niespełnionym muzykiem, lekkoduchem bez stałej pracy, mimo że ma już ponad trzydzieści lat. Przenosiny na wieś, z dala od miasta, odetną go od wielkich możliwości na spełnienie jeszcze większych marzeń. Tym bardziej, że chłop nie ma prawa jazdy i będzie uzależniony od swojej dziewczyny, którą musi prosić chociażby o podwózkę na dworzec kolejowy.
Głównym motywem jest współuzależnienie partnerów od siebie w długoletnim związku. Poważne decyzje muszą podejmować wspólnie. Muszą także chodzić na kompromisy czy nawet ustępstwa - przykładem szczęście dziewczyny kosztem szczęścia chłopaka. Mają wspólnych znajomych i pewnie są też na tyle przyzwyczajeni do swojej obecności, że życie bez siebie na co dzień wydaje się czymś... dziwnym?
Związek to też często przejmowanie nawyków i cech partnera, czasem rezygnacja z własnych w celu dostosowania się do drugiej osoby. Niektórzy potrafią się w tym zatracić i na przykład porzucić dawne hobby, co obserwuję czasem w przypadku znajomych - przestają grać w gierki, ponieważ wolą większość wolnego czasu spędzać z partnerkami. Niektórzy mocno się zmieniają pod wpływem partnera czy partnerki.
Reżyser przedstawia to w bardzo dosłowny sposób - już na wstępie pokazuje, co dzieje się, gdy ktoś albo coś (w tym przypadku pieski) napije się wody z jaskini. Przez co film traci jakąkolwiek szansę, żeby zaskoczyć widza tym, co się stanie. Wiadomo, że główni bohaterowie także wpadną do tej jaskini, w jakiś sposób zostaną zmuszeni, żeby się napić wody i przydarzy im się to samo, co wcześniej pieskom. Odarcie „Together” z tajemnicy sprawiło, że nie byłem aż tak zaangażowany w historię, jak powinienem być.
Dodam, że koncepcja body horroru ani trochę do mnie nie przemawia. Ani nie szokuje, ani nie obrzydza. Jedna scena wprawiła mnie w delikatny dyskomfort (ta z przecinaniem skóry), a tak to nic. Na pewno ta nowa fala (czy aby na pewno) horrorów nie zyska fana w mojej postaci.
Usłyszałem jeszcze argument, że pomiędzy głównymi bohaterami jest świetna chemia, z czym niekoniecznie się zgodzę – ja tej chemii po prostu nie czułem. Aktorzy w życiu prywatnym są parą i to na pewno ułatwiło nakręcenie sceny seksu w szkolnej toalecie (ta scena akurat mnie rozbawiła), jednakże poza tym jakoś nie widziałem, żeby wyróżniali się na plus.
Czy uważam obejrzenie tego filmu za stracony czas? Nie, ponieważ skłonił mnie do pewnych przemyśleń, a to cenię bardziej niż walory artystyczne et cetera. Czy jednocześnie jestem w stanie polecić „Together”? Jeśli nie macie niczego lepszego do obejrzenia, to owszem, czemu nie? Ale na pewno nie będę chciał zobaczyć go drugi raz.