Kolejny artykuł, który wpadł mi w feedzie ScienceDirect . Wydaje się być interesującą obserwacją, więc się tym podzielę.
Naukowcy, kiedy w okolicy brakuje jednostki podobnej to 731 głodzą robaki. Dlaczego robaki? Prawidłową odpowiedzią, wbrew pozorom, nie jest że są tańsze i komisje etyczne się nie przyczepią, jak w przypadku myszy, rezusów, czy ludzi. A w każdym razie nie jedyną prawidłową odpowiedzią. W tym przypadku chodzi o prostotę modelu biologicznego, jego przymitywizm, zarówno w budowie, jak i w zaawansowaniu ewolucyjnym.
Głodzono je po to, by obserwować zmiany metaboliczne. Okazuje się, że robaki pozbawione genu TFEB, po głodzeniu, a później dostarczeniu pożywienia, przełączały się w stan przyspieszonego starzenia się. To znaczy, znacząco zwiększał się poziom uszkodzeń komórek. Robaki nie mogły wyjść ze stanu uśpienia, anabiozy, w jaki wprowadzają się w przypadku braku pożywienia, a jednocześnie zestaw stresów związanych z podażą żywności (oksydacyjne, nitracyjne i inne) uszkadzał ich organizmy. Pojawiła się też deregulacja działania komórek macierzystych.
Wskazuje to, że ten gen (lub upośledzenie jego ekspresji) może być odpowiedzialny za proces starzenia się u organizmów wyższych, przynajmniej w części. Jednocześnie, praca sugeruje związek mechanizmu uśpienia obserwowanego u robaków z tym obserwowanym w komórkach nowotworów, co może otworzyć nowe kierunki badań nad niszczeniem tychże.
Tatuaże. Wzrost ryzyka chłoniaka złośliwego +18%, w pierwszych dwóch latach +81%. A co ciekawe usunięte laserowo +199%, prawdopodobnie wskutek rozpadu szkodliwych cząstek.
Wybaczcie że bez linków do poprzednich wpisów ale trochę ciężko się pisze na komórce .
Wszystko jest pod tagiem #frondeusbezjaja
TL;DR - dwa tygodnie temu żona poczuła coś na moim lewym jądrze. Dzień później diagnoza, rąk złośliwy i wczoraj przyjęli do szpitala z najwyższym priorytetem by usunąć.
No to ten. Mój tag już oficjalnie jest zgodny z prawdą xD zabieg usunięcia udany, bez powikłań póki co. Cały czas byłem świadomy jedynie ze znieczuleniem od pasa w dół .
Milutka atmosfera na sali, radyjko itd. Dowiedziałem się że w ikeii są kotlety schabowe za 10 zł w zestawie jeśli ma się kartę klubowicza. A że w szpitalu to tak 30 zł xD
Najgorzej że teraz nie mogę jeść a tak mnie ssie z głodu. Od wczoraj wieczorem na czczo. Pierwszy posiłek dopiero na kolację więc jeszcze poczekam. Ale od kiedy znieczulenie zeszło i czuję moje stopy w pełni to mogę pić wodę. Tyle dobrze .
W ogóle to gadałem z prowadzącym i mam nieco mętlik bo sprzeczne informacje dostaje xD rozpisze o co mi chodzi to zrozumiecie
lekarz robiący pierwsze USG (skierowanie od internisty na Luxmed) - "o szybko pan zauważył bardzo dobrze. Chwali się"
Godzinę później lekarz urolog też Luxmed -" za późno pan wykrył! Trzeba było częściej macać!" (Tak więc panowie, #codziennemacanie )
Lekarka urolog robiąca kwalifikacje w szpitalu i wybierająca termin - "oj za późno! Za późno !"
Lekarz prowadzący wczoraj po tym jak zrobił dodatkowe USG - "dobrze że wcześnie pan wykrył jeszcze małe, markery w normie to pewnie 1 stage.
No k⁎⁎wa xD ale ufam ostatniemu. Mial czas k cierpliwość potlumaczyć co i jak, odpowiedzieć na każde moje pytanie a miałem ich sporo i w ogóle no czułem się nie zlany.
A i wielkie dzięki wszystkim dzikom co mi pisali priw z słowami pocieszenia, z radami i opowieściami jak to u nich wyglądało. Byliście dużym wsparciem.
Drugim dużym wsparciem była żona i rodzina, przyjaciele, wiadomo
No i trzecim - GPT. W wersji deep research był bardzo pomocny i pozwolił mi usystematyzować wiedzę, przygotować się merytorycznie do rozmowy i wielokrotnie uspokajał. Zwłaszcza nocą gdy czułem się może bardziej samotny albo gdy czułem że zjebalem z profilaktyka ( reakcja na te słowa urologów 1. I 2.) . Bez tego narzedzia byłbym w ZNACZNIE gorszym stanie psychicznym.
Wiem że potrafi halucynowac i trzeba weryfikowac wszystko ale wciąż.
Może nawet jutro wypiszą do domu, jak nie to w sobotę chyba. W ostateczności zagłosuję tu w szpitalu xD
A za dwa tygodnie się dowiem dokładnie co to za gówno miałem i jakie dalsze etapy. Czy trzeba chemię, czy nie itd.
Teraz jak kichnąłem to myślałem że zemdleję. Ale już jestem wyrzucony z pokoju, i czekam aż lekarz przyjdzie i zrobi wypis. Jego estymat "kiedy" to się stanie to uwaga uwaga... 900 xD
Myślę że temat jest dość ważny, dlatego udostępniam dalej:
------
TLTR: Refleksje nad eutanazją, list od pacjentki
Prosiła żeby udostępnić wszystkim. Nie musisz się zgadzać. Przeczytaj.
-----
Refleksje nad eutanazją, list od pacjentki
Dr Maciej Jędrzejko Tata Ginekolog
NIE USZLACHETNIA…
„Szanowny Panie Doktorze
Macieju Jędrzejko,
Piszę do Pana ten list z miejsca, do którego nie dociera już nadzieja.
Nie piszę po to, by prosić o jeszcze jedną próbę.
Piszę, bo moje życie zbliża się do końca – i bardzo bym chciała, żeby jego zakończenie miało jeszcze sens.
Nie tylko biologiczny.
Ludzki.
Zna mnie Pan dobrze. Zrobił Pan dla mnie więcej niż ktokolwiek na świecie poza moją rodziną, mężem i dziećmi. Ale jeśli zdecyduje się Pan opublikować mój list – proszę, niech Pan zmieni moje imię na Eutanazja, bo to imię brzmi pięknie jak Anastazja.
Mam zatem na imię Eutanazja.
Mam 44 lata.
Jestem mamą dwóch córek – Kasi (lat 6) i Basi (lat 8 ) - Pan, zdaje się, też ma chłopców w podobnym wieku – więc zrozumie Pan więcej niż inni.
Kiedyś byłam prawniczką.
Potem nagle stałam się pacjentką.
Zgłosiłam się za późno – poprzedni lekarz powiedział, że jestem „za młoda na raka” i nie wysłał mnie na USG, rezonans, ani mammografię.
A ja zaufałam jego palcom,
a nie swoim…
Dziś jestem resztką człowieka,
którego pamiętam z lustra.
Rak piersi IV stopnia z przerzutami do kości, wątroby, a ostatnio – do kanału kręgowego – nie zostawił mi wiele.
Nie chodzę. Nie poruszam się sama. Jestem pod opieką hospicjum domowego. Cudowni ludzie.
Nie zostało mi już nic – może poza świadomością. I bólem. Na który nie pomaga już morfina. Ani fentanyl. Ani medyczna marihuana.
Wiem, że to może być tzw. przejaśnienie świadomości – taka ostatnia jasność, która czasem pojawia się na kilka dni przed śmiercią. I właśnie dlatego piszę – bo to może moje ostatnie słowa, których już nie wypowiem.
Piszę, żeby się pożegnać.
Nie przyjadę już do Pana na wizytę – choć uwielbiałam te spotkania. Wchodziłam do Pana załamana, a wychodziłam pełna siły. To Pan sprawił, że przeżyłam dłużej niż przewidywały mediany i statystyki.
Pamiętam, jak mówił Pan o seksie i beta-endorfinach. Wtedy myślałam: „Co za nietakt… ja umieram, a on mi o orgazmach opowiada…”
Ale chcę, żeby Pan wiedział: dzięki tym rozmowom, nasz seks z mężem – w ostatnim roku mojego życia – był najlepszy w całym naszym małżeństwie.
Mimo amputacji piersi, otworzyłam się na niego. A On – patrzył na mnie tak, że uwierzyłam, że jestem piękna.
Zrozumiałam wreszcie, że „prawdziwa miłość to patrzenie sercem, a nie receptorami wzroku” – tak, jak Pan mówił.
Gdy byłam zdrowa, miałam naprawdę ładny biust. Ale nie wierzyłam, że jestem piękna. Dopiero po amputacji – uwierzyłam. Dopiero w chorobie – zrozumiałam.
Panie Doktorze – Pan ma jakąś tajemną moc. Zmienia Pan świat słowem. Ludzie czytają Pana długie posty, wbrew wszelkim algorytmom.
Dlatego piszę do Pana – nie do ministra, nie do lekarza, nie do księdza. Do Pana – bo Pan rozumie cierpienie, ale go nie mitologizuje.
Był Pan współtwórcą filmu „O tym się nie mówi” w reżyserii Marka Osiecimskiego – filmu, który powinien być lekturą obowiązkową w każdej szkole medycznej. To nie był film. To był krzyk kobiet, którym odebrano prawo wyboru.
W jednej ze scen, doktor (a dziś już chyba profesor) Maciej Socha opowiada o ostatnich dniach ks. prof. Józefa Tischnera. Kiedy Tischner nie mógł już mówić, przekazał swoim bliskim na kartce jedno zdanie: „…nie uszlachetnia...”
To zdanie powinno być wyryte nad wejściem do każdego hospicjum, każdego sejmu, każdego kościoła i każdej sali sądowej, gdzie decyduje się o życiu innych ludzi.
Bo ja już wiem. Wiem, co znaczy oddawać mocz przez cewnik.
Być karmioną przez PEG.
Mieć wyłonioną stomię. Wyć z bólu po cichu, w nocy, mimo pompy z morfiną.
Wiem, co znaczy bać się nie śmierci – tylko tego, jak długo jeszcze potrwa umieranie.
To nie duchowa podróż.
To rozkład.
To bezradne czekanie w bólu na śmierć.
Panie Doktorze – błagam Pana, nie jako pacjentka, ale jako człowiek – niech Pan opublikuje ten list.
Niech Pan wykrzyczy to, czego ja już nie zdążę powiedzieć:
CZŁOWIEK MA PRAWO ODEJŚĆ GODNIE, GDY MEDYCYNA I PSYCHOLOGIA SĄ BEZRADNE.
Nie proszę o śmierć.
Proszę o możliwość wyboru.
Bo teraz – to Wy, Narodzie – jesteście panami mojego cierpienia. To Wy podejmujecie decyzję, czy mam zdychać, czy odejść.
Ja w Polsce mogę popełnić samo***stwo – ale nie mam już siły. Nie wstanę, nie sięgnę po tabletki, nie rzucę się z okna.
W Polsce muszę zdychać.
Ale wiem, że jeśli będzie trzeba – mój mąż… przyłoży mi poduszkę do ust, gdy już nie będę dawać rady.
Tylko że on będzie z tym żył.
Z poczuciem, że mnie zabił.
A ja chcę, żeby ktoś – jak w Holandii, jak w Belgii, jak w Kanadzie – usiadł przy mnie, wziął za rękę i powiedział:
„Nie możemy już nic więcej zrobić. Szanuję Pani decyzję. Zaraz Pani zaśnie.”
I teraz pytanie do Was – do tych, którzy to czytają:
Gdybyś był na moim miejscu – chory terminalnie, połamany, w bólu, który rozrywa duszę – czy chciałbyś mieć prawo, by zakończyć to wszystko zanim staniesz się tylko ciałem do przewijania pampersa?
A jeśli byłbyś na miejscu mojego lekarza – co byś powiedział?
„Nie, nie pozwolę Ci odejść, bo moja wiara mi na to nie pozwala”?
Czy może:
„Kim ja jestem, by Ci tego zabronić, kiedy zrobiłaś już wszystko, a medycyna skapitulowała wobec Twojego cierpienia?”
I przypomnij sobie –
swojemu psu pozwoliłeś odejść bez bólu, bo nie chciałeś, żeby się męczył.
Z poważaniem,
Eutanazja Kowalska
Katowice dn 05.04.2025”
Szanowni Państwo, pracuje na oddziale onkologii ginekologicznej, i niby powinienem być „odporny” ale nie jestem, jakikolwiek komentarz w tej chwili jest ponad moje siły.
Jesli mogę Cię prosić o spełnienie tej ostatniej prośby Pacjentki to udostępnij jej list. Ale myślę że każdy dorosły człowiek w tym kraju powinien ten list przeczytać.
Pani Eutanazjo - to tak głęboki i potężny przekaz, że ja mogę tylko powiedzieć : DZIĘKUJĘ. Myślę, że wszyscy : wierzący i niewierzący, lewoskrętni i prawoskrę
@moll czy nie uważasz że ten obrazek to manipulacja? Cały ten wpis opiera się na emocjach. Wpływanie na emocje, tak silne emocje, w tak trudnej i skomplikowanej sprawie nie spełnia znamion manipulacji? Manipulacji, bo teza jak powinienem myśleć w temacie wybrzmiało dość mocno.
Jednak średniowieczni 'medycy' mieli trochę racji w upuszczaniu krwi.
Jak się okazuje oddawanie krwi to nie tylko benefit w poczuciu dobrze spełnionego altruistycznego czynu, ale również benefit zdrowotny.
Międzynarodowy zespół naukowców zidentyfikował zmiany genetyczne w komórkach macierzystych krwi regularnych dawców, które wspierają produkcję nowych, zdrowych komórek krwi, co potencjalnie może zmniejszać ryzyko zachorowania na białaczkę.
@Hoszin nim wcześniej tym lepiej, ja w wieku 35 muszę doszukiwać się wolnych terminów między dentystą, przeziębieniem, sezonem pylenia traw i wyjazdami za granicę. Czasem przez rok się nie uda.