Witam wszystkich poczyniłem przy porannej sobocie taki filozoficzny wysryw, zapraszam do dyskusji jak tam leci weekend u Was! Wróciłem po 10 latach na stałe do Polski, choć miałem już fajnie poukładane życie na zachodzie i własną działalność.
Jednego dnia stwierdziłem, że wracam. Głównie do rodziny ale i do miasta, w którym zgodnie z sumieniem przedstawiam się obcym gdy pytają, jako miejscowy z dziada pradziada. Mieszkałem w wielu skrajnie biednych krajach jak i takich, gdzie lokalsi żyjący od pokoleń są u siebie, kręcą lokalne biznesy, budują region i dbają wspólnie o dobrobyt oraz rozwój swojej małej ojczyzny.
Ukry, szkopki, meksyki czy Polacy, wszędzie spotkasz różnorodnych zjeböw jak i multum wartościowych ludzi, to kim się otaczasz zależy wyłącznie od ciebie samego. W dobie globalizacji, polecam się pogodzić z faktem, że każdy człowiek podąża za lepszej jakości życiem a napływ był, jest i będzie. Polecam zająć się budowaniem własnej okolicy i grona wartościowych znajomych wokół siebie. Ja traktuję i oceniam wszystkich ludzi, według podobnego schematu.
Jeśli jesteś uczciwym, pracowitym, dobrym człowiekiem, takim który chce po prostu żyć w spokoju i wspólnie pomóc dbać o lokalny poziom życia, to zapraszam. Wszelkie miejscowe patole, nieroby oraz czynniki kryminogenne, wystarczy publicznie piętnować, tym samym sprawiać żeby sami wyjechali i elo
P s. Weekend Poljaka czas start, wiadomka zacznijmy od dokończenia oświetlenia i jakiegoś #remontujzhejto #elektryka #budownictwo widać trepy więc dla atencji #stepujacybudowlaniec
Miałem okazje podjąć się ostatnimi czasy dość długiej dyskusji na temat natury faszyzmu ze znajomą. Moja oponentka odwołując się do poglądu Jasona Stanleya, twierdziła, że faszyzm objawia się w mitologizacji przeszłości. Osobiście nie zgadzam się z tym światopoglądem. Każda ideologia bowiem w pewnym sensie mitologizuje historie. Dowodził tego chociażby Sorel. Marcin Napiórkowski w swojej książce "Mitologia współczesna" pisał, że historia nie jest badana jako zestaw obiektywnych faktów, lecz przez pryzmat określonych znaków i kodów, które pozwalają nam rozumieć dawną przeszłość. Są one jednak zakorzenione w naszej teraźniejszości i nasz pogląd na temat historycznych wydarzeń zmienia się z czasem. Również Gadamer pisał, że badanie historii opiera się na akcie komunikacji z tekstami przeszłości i kluczem jest tu hermeneutyka, a nie udawanie obiektywnego znawcy faktów.
Z drugiej strony jak pisał Mircea Eliade mity występują praktycznie w każdej kulturze. To one w ogóle nadają sens całej historii nadając jej formę narracyjną. Inaczej historia byłaby dla nas tylko przypadkowym splotem wydarzeń, których interpretacja nie byłaby możliwa. Z punktu widzenia polityki natomiast to każda ideologia odwoływała się do pewnych wydarzeń, którym nadawała wyjątkowe znaczenie. Dla liberałów byłaby to rewolucja francuska i cały wiek oświecenia. Dla marksistów różnego rodzaju rewolucje, które zdaniem Marksa były punktami przemian systemowych. W Polsce również obcujemy z mitologizacją historii dzięki dziełom Sienkiewicza, które są dla nas lekturami szkolnymi, a kiedyś były tworzone ku pokrzepieniu serc. Nikt jednak nie twierdzi, że Sienkiewicz był faszystą.
Jason Stanley w moim odczuciu forsuje tu rozumienie historii jako obiektywnej nauki o faktach, a w praktyce współczesne rozumienie przeszłości bazuje na interpretacji przez pryzmat ideologii liberalnej. Panująca ideologia zawsze stara się nadawać sobie znaczenie obiektywnej, a wszelkie odstępstwa z góry odrzuca jako fałszywe. Jako postmodernista nie mogę się jednak zgodzić z takim podejściem.
Jason Stanley w moim odczuciu forsuje tu rozumienie historii jako obiektywnej nauki o faktach, a w praktyce współczesne rozumienie przeszłości bazuje na interpretacji przez pryzmat ideologii liberalnej. Panująca ideologia zawsze stara się nadawać sobie znaczenie obiektywnej, a wszelkie odstępstwa z góry odrzuca jako fałszywe. Jako postmodernista nie mogę się jednak zgodzić z takim podejściem.
Szczerze mówiąc zawsze mi się wydawało że postmodernizm jest czymś bliskiemu libertarianizmowi.
Czy to jest właśnie ten motyw, który sprawia, że nie idzie "swobodnie" dyskutować o niewolnictwie? Że niektóre tematy są niejako "tabu"?
Myślę że na stwierdzenie "niewolnictwo to była norma cywylizacyjna i ledwo z tego wypełznęliśmy" to bym został wyjebany z twittera w trybie natychmiastowym. Ponieważ, niewolnictwo wyłącznie kojarzy się z ciężką pracą fizyczną, smaganiem bicza, a już nie wspomnę o afroamerykanach
Plus wbrew pozorom racjonalizm można użyć jako środka manipulacji, propagandy ogólnie sterowania społeczeństwem, np. zamrażając dyskusje, czy wymuszając emocjonalne ochłodzenie tematów na które powinieneś być wkurwiony.
Można też przedstawić dwie moralnie skrajnie różne strony jako równe sobie poprzez merytoryczne podanie równej ilości argumentów za i przeciw.
Oto moja lista książek pięciu filozoficznych/psychologicznych/socjologicznych które miały na mnie największy wpływ, którą postanowiłem opublikować z nudów. Możecie opublikować też swoje pozycje w komentarzach.
Heidegger - Bycie i Czas (Cenie też Gadamera i Levinasa, ale oboje w jakiś sposób nawiązują do tego pana więc no)
Gerardus van der Leeuw - Fenomenologia religii
Jung - Przełom cywilizacji
Piotr Demianowicz Uspienski - Fragmenty nieznanego nauczania
Po skosztowaniu studiów filozoficznych przypomnę tylko, że to wszystko pierdolenie przegrywów oderwanych od rzeczywistości, którzy zmyślają jakieś interpretacje bez poparcia w świecie.
@Al-3_x Pisałem juz raz na Hejto - Pułapki myślenia Kahnemanna. Mind blowing Całkowicie zmieniłem podejscie do tego jak mysle, kim jestem i dlaczego robie niektore rzeczy. Nie tylko zdystansowalem sie od systemu 1, ale tez go docenilem w sprawach takich wlasnie jak wykrywanie zbieznosci.
Hej, może macie do polecenia jakieś wartościowe publikacje na temat egzystencjalnej interpretacji teorii alienacji Marksa? Mniej interesuje mnie sama interpretacja (choć też się przyda), a bardziej zagadnienie alienacji jako osi sporu materialistycznej i egzystencjalnej interpretacji Marksa. Albo po prostu dziejów recepcji teorii alienacji Marksa. Schaffa i Meszarosa już mam.
Zainspirowany krótkim postem @Al-3_x (którego działalność śledzę jeszcze od czasów starego wykopu) na temat Petersona, postanowiłem wtrącić swoje trzy grosze na temat psychologa. W odpowiedzi na liczne komentarze, chciałbym jednak dorzucić troszeczkę miodu do tej dyskusji, pokazując, że tylko ślepiec nie byłby wstanie docenić przynajmniej kilku z jego idei.
Petersona oczywiście można krytykować za wiele rzeczy: za niezrozumienie filozofii postmodernimu, za podejście do ekologii, za pomniejszanie wad kapitalizmu czy za przedstawianie Rosji jako "obrońcy" wartości. Jednak ciężko nie zauważyć również tego, ile faktycznie wniósł na ogólnoświatowe podwórko i ile z tego okazało się czymś dobrym (nie będę roztrząsał się tutaj nad definicjami tego typu pojęć). A więc nie przedłużając, oto 3 (5?) rzeczy za które należy szanować dorobek psychologa.
Rzecz, którą najlepiej da się zmierzyć nienależącą jeszcze do świata idei, ale będąca niezwykle istotną jeśli chodzi o ocenę całej jego działalności. Rzecz prozaiczna, manifestująca się w wielu odbiciach lustr: ludzie, a kokretnie Ci, którym pomógł Peterson. Nie będę tutaj przytaczał poszczególnych statystyk czy liczb, bo każdy chętny znajdzie wiele świadectw na temat tego, jak wykłady psychologa pozwoliły wielu osobom zmienić radykalnie swoje życie. Ktoś powie: banały, każdy coach mówi coś podobego. Ja jednak odpowiem, że żadna z takich osób nie stała się tak popularna jak psycholog, a idąc tropem wręcz psychoanalitycznym, świadczy to o tym, że Peterson dał ludziom coś czego im brakowało, coś co chcieli usłyszeć i w jakiś sposób ich odmieniło. Innymi słowy, nieważne jest co konkretnie mówi Peterson, ważne jest to w jaki sposób przełożyło się to na życie poszczególnych jednostek, a jeśli poprawiło to bytność wielu z nich*, to znaczy, że można to uznać za sukces Petersona.
Rozpoczynamy segment znacznie ciekawszy, a mianowicie Peterson oraz jego idee: Lecąc w kolejności losowej, trzy najważniejsze zasady, które proponuje psycholog. Wybaczcie jeśli je lekko zparafrazuję.
Plecy proste, ramiona wyciągnięte - chyba jedna z najbardziej niedocenianych zasad z jego pierwszej* ksiązki, a w rzeczywistości niezwykle istotna. Zapoznanym od razu skojarzy się zarówno z legendą o Graalu, czy drogą bohatera. W samej książce niestety nie odnajdziemy wielu nawiązań do wspomnianych idei, jednak postawa, którą proponuje tutaj Peterson pozwola zupełnie inaczej spoglądać na sposób w jaki podchodzi się do życia. W skrócie dla tych, którzy nie znają: Cała zasada opiera się na dobrowolnym stawianiu czoła rzeczom, które nas przerażają. Boisz się wind? Wykonaj mały kroczek w jej stronę, potem na chwilkę wyjdź i wejdź. Następnie daj lekko zamknąć się drzwiom, kolejno wjedź jedno piętro. Proste, ale niezwykle skuteczne i w bardzo ciekawej formie przedstawienie zasady "no pain, no gain", którą określiłbym wręcz jako fundamentalną zasadę świata.
Zanim zaczniesz krytykować świat, posprzątaj swój pokój - niezwykle interesująca idea, po raz kolejny źle zrozumiana (a przynajmniej wnioskując po komentarzach). Samej zasady nie będę tłumaczył, bo rozumie się sama przez się, ale pomaga zyskać wiele pokory względem siebie i własnego życia, a przede wszystkim tego, co powinno się w nim robić. Tworzysz wpis na hejto, przekonując ludzi o wyższości kapitalizmu? Może najpierw wyprowadź się od rodziców. Debatujesz na tematy filozoficzne? Oj uważaj kolego, po możesz pokaleczyć siebie i innych. Jesteś człowiekiem w konkretnej depresji i bez znajomych? Może jednak Twój pomysł na życie jest po prostu głupi, a wypowiadanie się na forum publicznym może wyczynić wiele szkód. Przede wszystkim cenię ją jednak za to, że jest wspaniałym uderzeniem w liberalizm i w paradygmat "myślenia po swojemu", któremu z pewnością można poświęcić inny wpis.
Mów prawdę, a przynajmniej nie kłam - piękna zasada, którą po raz kolejny można źle zinterpretować (btw, chyba jednym z problemów Petersona jest to, że łatwo go powierzchownie interpretować). Wspaniała jest ze względu na jej psychoanalityczną naturę, o tym, że kłamać można również w działaniu i każdy z nas dobrze wie, kiedy kłamie: pijesz, a Twoja dziewczyna tego nie lubi - kolego, może Ty jednak tak naprawdę nie kochasz swojej kobiety i chcesz żeby to ona od Ciebie odeszła, bo Ty się boisz? (dopisek: to tylko jedna z możliwych interpretacji). Najcięższa w zastosowaniu, bo wymaga wielkiej odwagi żeby zajrzeć pod łóżko i sprostać potworom, które się tam zalęgły.
Koniec jednak pochylania się nad zasadami. Wiem, że nie wszystkim może przypaść do gustu taka analizo-interpretacja, dlatego chciałbym tylko wskazać powód dla którego je przytoczyłem: są to rzeczy, które po prostu działają, ze względu na swoją psychologiczną trafność, reprezentują postawę, która się sprawdza.
Ostatnim punktem, jaki przytoczę jest to, że Peterson ożywił legendy, mity i psychoanalizę wprowadzając ją do dyskursu publicznego, który przesycony jest empiryzmem. Piękne jest to, że można spojrzeć i jeszcze raz przeżyć te wszystkie opowieści, dostrzec głębię w opowieściach Biblijnych czy literaturze. Peterson również przywrócił do szerszych niż akademickie kręgów Junga (a więc i innych "symbolistów" np.: Campbella) i pokazał zupełnie inny sposób patrzenia na psychikę człowieka, a więc tchnął w życie kawałek skrywanej w człowieku "magii" (bogactwa wewnętrznego). Kończę jednak ten punkt, bo temat symboliki i "braku magii w świecie" (uwaga, bo to metafora nie dostępna każdemu śmiertelnikowi) może przysporzyć szarlatańską łatkę temu wpisowi, dlatego wolałbym skupić się w nim jednak na tych "empirycznych" kwiestiach w pierwszych dwóch punktach.
"Zainspirowany krótkim postem @Al-3_x (którego działalność śledzę jeszcze od czasów starego wykopu) na temat Petersona, postanowiłem wtrącić swoje trzy grosze na temat psychologa."
W tym momencie wiedziałem już że będzie prawactwo i będzie laurka dla Petersona. Jak przychodzi ktoś nowy na tag "antykapitalizm" i robi długi wpis o prawaku to będzie dobrze o prawaku. Wy kuce nie umiecie zrobić długiego wpisu o żadnym lewicowcu, jedyne co macie to jakieś memy, zdjęcia, albo wyklepane formułki w stylu "a w Wenezueli jest inflacja" czy "sto milionów zabitych przez socjalizm". Kuc mało kiedy ledwo umie wymienić jakiś lewicowców, o ile nie zna go z prawackich kanałów lub debat z prawakami (jak Zizek dla Petersona). Chyba że mnie zaskoczysz i zrobisz równie długi wpis i Zizku lub jakimś lewicowym psychologu, ale nie sądzę.
"pokazując, że tylko ślepiec nie byłby wstanie docenić przynajmniej kilku z jego idei."
Przecież dostrzegamy: Konserwatyzm i kapitalizm.
"Nie będę tutaj przytaczał poszczególnych statystyk czy liczb, bo każdy chętny znajdzie wiele świadectw na temat tego, jak wykłady psychologa pozwoliły wielu osobom zmienić radykalnie swoje życie."
Nkt nie neguje że Peterson pomaga studentom uczyć się psychologii a tym samym zdobyć dyplom. W końcu jest wykładowcą i profesorem.
"Peterson, ważne jest to w jaki sposób przełożyło się to na życie poszczególnych jednostek, a jeśli poprawiło to bytność wielu z nich*, to znaczy, że można to uznać za sukces Petersona."
Np. zwiększyło wszelkie problemy wynikające z kapitalizmu, którego Peterson jest ordynarnym propagatorem.
A przynajmniej hamawało pozytywne zmiany.
"Zanim zaczniesz krytykować świat, posprzątaj swój pokój - niezwykle interesująca idea..."
To nie jest "interesująca idea" tylko chamska ordynarna propaganda kapitalistyczna (konserwowa). Chodzi o to że jak masz jakieś problemy w tym systemie to nie krytykuj systemu, bo to nie jego wina tylko to ty jesteś winien swoim problemów i to na sobie powinieneś się skupić a nie na systemie. Zarządzanie, polityka - jest dla ludzi sukcesu (wyzyskiwaczy) a nie dla wyzyskiwanych czy pokrzywdzonych.
Peterson jest przecież psychologiem, sprytnym manipulatorem i przekaz podporogowy w tej je⁎⁎⁎ej "idei" jest taki: "masz problem? to twój problem, zamknij ryj. Systemem mają się zająć elity a nie ty, spierdalaj do swojego pokoju i się nie wychylaj".
"Mów prawdę, a przynajmniej nie kłam"
I dlatego Peterson bredził o dziesiątkach tysięcy zabitych ludzi podczas rewolucji kubańskiej?
Kuc Pękala to jak widać nie tylko łyknął, ale dodał sobie jeszcze jedno zero i mówił o setkach tysięcy.
W Polsce Peterson nikomu nie odmienił nikomu życia, chyba że Mentzenowi, Korwinowi i reszcie skrajnie prawicowych polityków pomagając im robić karierę.
Znany jest przede wszystkim z kanału "Wojna Idei" którego autor prowadzi wojnę ideową z lewicą i tam też są wrzucane kwiatki Petersona w których robi największą prawacką propagadnę.
A to że stricte jako psycholog jest dobry to tego nikt nie neguje przecież.
Największy moim zdaniem problem z Jordanem Petersonem jest taki, że on próbuje być specjalistą od wszystkiego. W pewnym sensie jest to wina jego statusu najbardziej wpływowego intelektualisty na świecie co pewnie mocno podbija jego ego. Z drugiej strony zobowiązuje go to też do pełnienia roli oświeconego mędrca pokroju Sokratesa, Buddy czy nawet samego Jezusa Chrystusa. Stał się kimś więcej niż zwykłym intelektualnym celebrytą i zaczął pełnić funkcje guru dla mnóstwa młodych ludzi szukających jakiegoś autorytetu w dzisiejszym świecie. W praktyce myślę, że to go zdecydowanie przerasta i jego popularność nie odzwierciedla rzeczywistych kompetencji. Kim bowiem jest Jordan Peterson? Psychologiem z pewnymi zainteresowaniami w dziedzinie filozofii. Stawiam go mimo wszystko trochę wyżej niż zwykłego coacha. Może ci wyjaśnić nieco teorii Junga wymieszanych z filozofią Nietzschego i gdyby do tego się ograniczał to nie wzbudzałby tylu kontrowersji. Nawet jego narzekanie na poprawność polityczną dałoby mu się wybaczyć. W końcu dziś to powszechna praktyka. Gdy jednak wyszło, że w ramach przygotowań do dyskusji z Źiźkiem przeczytał jedynie manifest komunistyczny, pokazał jak jałowa jest jego wiedza na temat ideologii, którą tak często krytykuje. Jestem też przekonany, że ten człowiek w życiu nie przeczytał żadnego postmodernisty choć też lubi się na ich temat wypowiadać. Jeszcze gorzej jest gdy stara się zabierać głos w kwestii weganizmu, globalnego ocieplenia czy geopolityki gdzie sugerował jakoby Rosja walczyła zachodnią degeneracją szerząc tym samym zwykłą propagandę Kremla. Tak więc nie demonizowałbym tego człowieka, ale też nie przeceniał jego wiedzy i zdolności intelektualnych. Nie jest faszystą, ale nie jest też oświeconym mędrcem za jakiego bywa przez wielu brany. Na tym kończę ten wpis.
Pamiętam jak debatował z Benatarem o antynatalizmie. Podobno przeczytal jego książkę, ale w trakcie dyskusji powoływał się na argument, który Benatar sam poruszał w książce i obalał kilka razy.
@Al-3_x Peterson nie do konca ogarnial, ze jest roznica miedzy zakonczeniem zycia a niestworzeniem go w ogole. Oprocz tego powolywal sie na to, ze jego corka cierpiala, ale podobno cieszy sie z tego ze sie urodzila, tylko ze czlowiek ktory juz zyje nie jest do konca rzetelnie okreslic czy lepiej byloby sie nie urodzic w ogole, bo automatycznie mysli o tym, co ma w danej chwili i czuje pewien dyskomfort. "Czlowiek" przed narodzinami nie ma tego problemu
@Al-3_x też u niego zaświeciła mi się pierwszy raz lampka przy debacie z Zizkiem. Rozumiem, że dal się wciągnąć w tematy filozoficzne, ale też sam Peterson tak często krytykuje słynny postmodernizm i lewicę, że myślałem, że faktycznie ma jakieś silne podstawy, a potem zobaczyłem rozbiegane oczka Petersona gdy Żiżek wymieniał Derride i inne nazwiska i pytał go o konkrety. O Rosji nawet nie wspominam, bo to już grzech ciężki całej chyba prawicy na zachodzie
@Al-3_x najlepsze, że jest określany jako psycholog kliniczny a żadna z jego książek nie ma nic wspólnego z psychologia kliniczną. Nawet nie da się go określić jak popularyzatora nauki. To jest zwykły ideolog, który próbuje za pomocą haseł z psychologii, których nierozumie wykazać wyższość swoich poglądów czy ideii. Szkoda życia na to.
#antynatalizm #zwiazki #rodzicielstwo #dyskusje Mam pytanko, głównie do antynatalistów ale pozostali też się moga wypowiedzieć
Jeżeli zakładamy że zycie ludzkie jest ródłem takiego cierpienia, ze nie warto sprowadzać na ten świat nowych istnień, to dlaczego antynatalisci już żyjący nie popełnią samobojstwa?
@Rdzawo-brody98 kiedyś na wypoku próbowałem z takimi dyskutować. Według nich życie to cierpienie, ale samobójstwo dostarczy innym cierpienia. Tęgie mózgi.
Strach. Jestem antynatalem i gdyby mozna bylo wejsc do kapsuly co bezbolesnie zrobilaby mi papa to bym juz tam lezala. Nie jestem robotem, a świadomością żywego zwierzęcia, więc jezeli żyjąc w tej chwili czuję fizycznie mniejszy bol, nizli w chwili gdybym miala zrobic kuku, to wybiore komfort unikniecia bolu.
@Rdzawo-brody98 @Quake bardzo się ciesze z życia na własny rachunek, szczególnie jak widzę gdy boli to dzieciatych, niby tacy szlachetni ale muszą szpilkę wetknąć. Wszyscy tacy rodzinni a potem okazuje się, że to tylko na pokaz. - i kto tu jest hipokrytą.
Mam anegdotyczny dowód na to że wszystko we wszechświecie wynika z rozchwiania stanu równowagi. Nie istnieje szczęście bez cierpienia. Każde zjawisko posiada swoje przeciwnienstwo a kiedy się spotkają to anichilują. Oto dowód:
Przy okazji ostatniej tragedii zakatowanego chłopca z Częstochowy pojawiły się głosy, że w Polsce brakuje procedur i systemowego działania. Czy to aby jednak na pewno wystarczy?
Zapewne każdy z nas spotkał bezradnych w praktyce teoretyków lub praktyków, którzy nie potrafią wytłumaczyć co właściwie robią.
Czy to będzie lekarz, który mimo wyróżnienia na studiach kompletnie nie radzi sobie z pacjentami, czy też świetny mechanik samochodowy, który całe czas miał w szkole poprawki z fizyki. Nie ulega wątpliwości więc, że znajomość teorii nie oznacza autentycznie biegłości w praktyce i vice versa. Jednak równie pewne jest, że obie te dziedziny muszą się jakoś ze sobą łączyć. Są w końcu generałowie, którzy wygrywają bitwy naprawdę, a nie tylko w symulatorze.
Immanuel Kant uważał, że tym mostem który łączy teorię z praktyką jest władza sądzenia
Władza sądzenia to zdolność dopasowania tego co ogólne (procedur, wiedzy naukowej, norm prawnych) pod to co szczególne – czyli pod konkretne przypadki z jakimi się w życiu spotykamy. Najlepszym przykładem gdzie objawia się ludzka władza sądzenia jest zresztą… sąd. Taki organ władzy państwowej. Na przykład sędzia wie, że zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem jest karane surowiej niż „zwykłe” zabójstwo. Jednak na stole leżą przed nim, konkretnym sędzią, akta zawierające opis konkretnego przypadku. Czy przypadek ten można podporządkować pod zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, czy też nie?
Odpowiedzi na to pytanie nie można znaleźć w kolejnych regułach i procedurach, ludzka władza sądzenia pod takie bowiem nie podlega.
Sądzenie rozstrzyga o tym, czy dana reguła ma w tym momencie zastosowanie. Co więc rozstrzygałoby o tym czy zastosowanie mają reguły o regułach? Według Kanta sądzenie jest zdolnością której się nie można nauczyć, a jedynie wypraktykować.
To byłby jednak dosyć pesymistyczny wniosek, więc myślę że należałoby przyjrzeć się władzy sądzenia bliżej.
Prawie 200 lat po Kancie, podczas swojego procesu na królewieckiego filozofa powoływał się Adolf Eichmann – hitlerowski zbrodniarz wojenny odpowiedzialny za śmierć setek tysięcy ludzi. Twierdził on bowiem, że kierował się etyką którą opracował Kant a która nakazywała wypełnianie swoich obowiązków, czyli w przypadku esesmana wykonywanie zbrodniczych rozkazów przełożonych.
Eichmann oczywiście kompletnie Kanta nie rozumiał, ale nie to jest najważniejsze, bo niemiecki zbrodniarz w historii filozofii się z innego powodu zapisał.
Filozofka Hanna Arendt obserwująca proces na zlecenie pisma „New Yorker” uznała, że tłumaczenia Eichmanna jest szczere. Nie był on ani zawziętym antysemitą, ani nie stracił zmysłów w orgii przemocy i zabijania ani też nie był zdemoralizowanym dzikusem który po prostu nie znał podstawowych zasad moralnych. On po prostu bezmyślnie robił co mu kazano.
Czym jednak miałoby być myślenie w przypadku Eichmanna? Co mogłoby sprawić, że w pewnym momencie uznałby iż wysyłanie zagłodzonych ludzi setkami do gazu nie do końca jest dobrym pomysłem?
Na pewno nie byłoby wiedzą książkową, bo tutaj akurat żadnej wielkiej wiedzy nie potrzeba. Nie byłoby też umiejętnością poprawnego wnioskowania z posiadanej już wiedzy. To czego Eichmann potrzebował była umiejętność osądu, że oto ma do czynienia z patologiczną sytuacją. Do tego zaś niezbędna jest wyobraźnia.
Wyobraźnia pozwala nam 1) przytoczyć przed oczy coś, czego nie ma 2) pozwala nam wczuć się w buty innej osoby lub 3) stworzyć rzeczywistość inną niż ta, która jest. Teoretyk aby być dobrym praktykiem musi umieć przytoczyć sobie w wyobraźni jak konkretnie wyglądałaby przykładowa sytuacja. Wtedy też bez problemu dostrzeże dziwne podobieństwo pomiędzy swoim przykładem a sytuacją jaką ma przed oczyma.
Wrócę więc do sprawy, która zainspirowała mnie do tego wpisu.
Czy aby na pewno brak jest odpowiednich procedur? Czy nowe regulaminy zmuszą nauczycielkę do dostrzeżenia, że dziecko ma obitą buzię i połamane ręce? Czy nowe procedury wzbudzą u policjanta zgarniającego z ulicy zbiegłego ośmiolatka, myśl żeby zamiast odwozić do domu uruchomić jakieś postepowanie wyjaśniające co się właściwie stało?
Brak władzy sądzenia utożsamiał Kant z głupotą. Na nią nie ma procedur i nie ma takich odkryć i takiej nauki, która jest w stanie jej zapobiec. Owszem, one się przydają, ale są raczej jak karta wzorów na maturze – pomocą, a nie gotowym rozwiązaniem. Aby z niej korzystać potrzeba wyobraźni, empatii i chęci do myślenia.
PS: można mnie znaleźć na FB, Instagramie i Hejto:
Jak mówi stara opowieść, polował długo w lesie król Midas na mądrego Sylena, towarzysza Dionizosa, i nie mógł go pochwycić. Gdy wpadł mu on wreszcie w ręce, zapytał król, co jest dla człowieka najlepsze i najdoskonalsze,
Demon milczał zastygły w bezruchu, by wreszcie, zmuszony przez króla, pośród skrzekliwego śmiechu w te
słowa się odezwać: "Nędzna jednodniowa istoto, dziecię przypadku i mozołu, czemuż mnie zmuszasz, bym ci
powiedział coś, czego najlepiej byłoby ci nie słyszeć? Najlepsze jest dla ciebie zupełnie nieosiągalne: nie
narodzić się, nie istnieć być niczym . Najlepsze zaś po tym jest dla ciebie — prędko umrzeć".
@witterboo Normictwo jak wiadomo jest normalne,normą zaś jest średniość lub głupota - norma bowiem to większość. Ponieważ zaś łatwiej jest mądremu powiedzieć lub poprzeć głupotę (choćby przez głupi konformizm - dla "świętego spokoju") jak głupiemu coś mądrego to koniec końców na świecie dominuje prostactwo i głupota.
Niedawno, bo wczoraj, świętowaliśmy 205. urodziny Karola Marksa. Im dłużej myślę, to nie wiem czy w historii nowożytnej istniał jakikolwiek bardziej wpływowy filozof niż on: przecież mamy Kubę, Wietnam, mieliśmy ZSRR, a teraz Chiny, których rząd nawiązuje i ideologicznie bazuje na filozofii marksistowskiej mają populację 1,4 mld (w 2023). Możecie napisać co sądzicie o tym filozofie, czy był bystry, czy może był do d⁎⁎y.
@Afrobiker nie chce mi się tego weryfikować ale śmierdzi fejkiem bo obecnie grób Marksa znajduje się w innym miejscu niż pierwotnie, przenieśli go brytyjscy komuniści
@loginnahejto.pl nie chce ci się tego weryfikować bo by wyszło że ściemniasz. Karol Marks spoczywa wraz ze swoją małżonką na cmentarzu Highgate. Tu możesz sobie kupić bilet
@Ziemniakomat Nie pierwszy ani ostatni pasożyt i leniwy śmierdziel-grafoman, którego musiał utrzymywać ktoś inny (tę akurat mendoweszkę utrzymywał Engels za odziedziczony majątek), żeby mógł wypisywać swoje zbrodnicze dyrdymały.
@Ziemniakomat Nie czytałem więc nie wiem, ale oczywiste że pośrednio wpłynął na mnie.
To nie jest tak że kraje takie jak Kuba czy Chiny przeczytały sobie Marksa i powiedziały: "to jest to, tak zrobimy". Sądzę że bieg historii byłby podobny i bez Marksa.
Mimo wszystko, odniósł duży wpływ. Generalnie jakoś tak się utarło że to największy klasyczny myśliciel lewicy. Prawica jednego takiego sztandarowego nie ma.
Ciekawe czy w tvPiS znowu wspominają o tym jak ostatnim razem: "Zbrodnicze idei Karola Marksa..."
@Matkojebca_Jones Chyba tak. Po prostu doszło do syntezy idei niepodległościowo-narodowowyzwoleńczych z marksizmem, który naturalnie połączył się ze względu na to, że Chiny, Kuba, Korea, Wietnam to były peryferie imperializmu.
Ludzka powierzchowność - fizyczność jest jak męskie przyrodzenie - siurek. Rodzimy się jako małe, brzydkie, pomarszczone obiekty jak siurek wymoczony w zimnej wodzie. Potem rośniemy, prężymy się, pokazujemy to co najlepsze, przekazujemy geny (nie wszyscy) i idziemy przez życie, aby po skończonej robocie znów się skurczyć i pomarszczyć. Dokładnie tak jak siurek - męskie przyrodzenie.
Natura jest mądra. Wszystko ma jakieś analogie związane z naturą i na każdym etapie widać podobieństwa. Swoiste fraktale.
Podoba mi się koncept ciała bez organów wprowadzony przez Deleuzego. Lubie go nazywać preindywidualną formą człowieczeństwa. Choć pewnie ja sam trochę inaczej rozumiem to pojęcie niż sam Deleuze i używam go pod swoje własne teoretyczne założenia. Jestem jednak pewien, że sam myśliciel nie miałby mi tego za złe. W końcu sam robił to samo ze stoicyzmem, albo teorią monad.
Tak odnosząc się do artykułu, o nazizmie, który dziś opublikowałem to powiedziałbym, że współcześnie nikt nie rozumie czym nazizm był, a najmniej rozumieją go zresztą sami jego współcześni propagatorzy spod znaku alt rightu, neonazizmu itp.
@dsol17 nie wiem na ile nazizm realnie był gnostyczny. Na pewno inspiracje okultyzmem i ezoteryką tam były, ale było też bazowanie na materialistycznych i naukowych koncepcjach jak rasa.