Na grupie klasowej (1. klasa podstawówki) u młodego inba: w mijającym tygodniu była kartkówka z angielskiego, która niektórym dzieciakom nie poszła. Zakres materiału był ogromny: całe 24 słówka, do tego zadania na poziomie "uzupełnij brakującą literę"
No i madki wariatki się odpaliły i się nakręcają: że za dużo, że za trudne, że się dzieci zniechęciły.
Syn chodzi do podstawówki w UK. Klasa 3. Naturalnie musi być dwujęzyczny.
Widząc ilość błędów jakie robi pisząc po angielsku zastanawiam się czy aby na pewno "nadąża"... raz na pół roku dowiaduję się że jest idealnie w środku stawki jeżeli chodzi o pisownię...
Więc 2 wnioski:
- Szkoła może działać nie informując rodziców o postępach codziennie o ile nie odbiegają od normy.
- rodzice często mają oczekiwania za niskie lub za wysokie w stosunku do wieku dziecka
Zna ktoś albo używa jakiejś platformy szachowej dla dzieci?
Chodzi o mojego bratanka, 7 lat. Kupiłem mu konto na ChessKid, zarejestrowaliśmy się z bratem, ale od 11 dni walczymy z ichnią pomocą techniczną, żeby jakoś połączyć nasze konta i grać na żywo. Były problemy z zarejestrowaniem premium z podarunku, zmienili mi awatar z dorosłego na wizerunek dziecka (WTF), a typ który mi odpowiedział kompletnie nie skumał problemu i przypisał konto bratanka do mojego emaila – to w bonusie. I nie odpowiadają mi od trzech dni, a bratu – niby premium – od tygodnia
Wysmażyłem im właśnie soczystą reklamację, jak nie rozwiążą to zażądam zwrotu kasy albo zrobię chargeback na karcie i pozamykamy konta w cholerę, tylko pytanie – co zamiast? Ma być po polsku, odpowiednie do wieku, proste, zabawne, bezpieczne i edukujące, koniecznie z puzlami bo młody lubi i z możliwością gry na żywo, bo stryj wymaga.
@Fausto @Endrevoir @Fen Na chess.com i Lichess sam mam konto, ale chodziło mi o coś bardziej przyjaznego dziecku i gadającego po polsku, bo młody nie czyta jeszcze płynnie. Lichess jest uczciwy i za darmo, ale niestety lekcje są po angielsku. Na chess.com trzeba płacić żeby mieć puzzle (za darmo jest limit chyba 6 dziennie) i trenera AI, więc skoro już płacić to wolałbym za coś przeznaczonego konkretnie dla dzieci.
Mam pytanie.
Nie wychodząc z pozycji natalisty ani antynatalisty, pytam:
Czasem się mówi, że ludzie którzy nie chcą mieć dzieci, są egoistyczni. Wobec kogo są egoistyczni?
@RogerThat Wobec grupy którą reprezentują - społeczeństwa, rodziny, współobywateli.
Człowiek to istota stadna i niektórzy wychodzą z założenia że wszyscy mają bezinteresowny obowiązek pracować na to stado. Natomiast dzieci są naturalnym wydłużeniem bytu takiej grupy. Rodząc dzieci, tworzymy więcej "swoich", natomiast powstrzymując się od tego pozwalamy żeby inne grupy nas pokonały liczebnością. Dlatego narodowcy widzą zagrożenie że muzułmanie ze swoją dzietnością zaleją europę. Natomiast Twoja Babcia może mieć do Ciebie żal że nie zdecydowałeś się na stworzenie potomka, który w przyszłości będzie dbał o ojcowizne. Zależy od kontekstu i osoby w stosunku do której grupy jesteś "egoistyczny".
Jak z pytaniem tak popularnym zresztą na początku wojny - "czy obywatel ma obowiązek walczyć za swój kraj", odpowiedź będzie różniła się od tego jak bardzo dana osoba czuje się częścią grupy. U niektórych wiara w przynależność i tym samym walka o dobro grupy jest bardzo silna i nie wyobrażają sobie że miałbyś nie złapać za broń - tym samym mechanizmem nie mogą zrozumieć jak nie chcesz pracować na dobro grupy nie płodząc dziecka. Stąd u takich osób wniosek, że patrzenie na siebie zamiast walczenie o dobro grupy jest przejawem egoizmu.
Czy słusznie - to już w ogóle inna para kaloszy do dyskusji
Można to tłumaczyć w wielu kontekstach, czego część kolegów wyżej już się podjęła.
Wydaje mi się że w najpowszechniejszym rozumieniu chodzi jednak o to że ludzie nie decydujący się na potomstwo robią to z powodu własnego hedonizmu. Urodzenie i wychowanie dzieci to duża praca i wysiłek, lata licznych obowiązków i wyrzeczeń - co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości. Stąd w społecznym odbiorze, jeśli ktoś tego unika, to zapewne że względu na lenistwo, niechęć do zaangażowania i poświęcenia czasu i środków, wybierając zamiast tego swój egoistyczny komfort i brak zobowiązań, mimo że że szkodą dla rodziny i społeczeństwa - stąd egoizm.
Najpopularniejsza odpowiedź to wobec społeczeństwa.
I ja też myślę, że tak brzmi najbardziej logiczna odpowiedź. Ale
Czyli mam spłodzić potomka, małego kochanego potomka, w tym kontekście nie bycia egoistycznym wobec społeczeństwa, aby ten mój potomek mógł pracować całe życie na to społeczeństwo. Mam kochaną przeze mnie istotę skazać na 40 lat pracy na społeczeństwo. Dlatego że to społeczeństwo istnieje i ja też na nie pracuję, choć jest ono w połowie głupie i kiepskie. I to wszystko, bo mam wobec społeczeństwa dług. Jakiś mityczny dług, jakby społeczeństwo było jakieś super dla mnie.
Tutaj pomijam, że kod genetyczny chce się rozmnażać, więc mamy instynkt rozmnażania oraz pomijam, że ktoś chce mieć dzieci dla siebie i co za tym stoi.
Mówię tylko w kontekście tego argumentu dlugu wobec społeczeństwa i bycia egoistycznym wobec niego.
No w tym kontekście nie spina mi się to. Ten argument kłuje mnie w oczy.
Kłuję mnie tym bardziej, że moje życie nie jest jakieś super, jest w porządku na poziomie podstaw podstaw, ale na poziomie tych wyższych podstaw to ssie. Ale to już moja osobista dygresja, pomijam to w tym, że i tak mi się nie spina.
@RogerThat no dlatego ja pisalem ze to plapka, nie chodzi o splate dlugo tylko zeby ktos mial tak samo przejebane jak ty miales, ale ww zjebanie zycia jest wina systemu i zapierdalania cale zycie za klatke z betonu i miske paszy troche plastikowych pierdolek i okazyjny wyjazd do zjebanych wloch, dalej uwazam ze posiadanie dziecka daje jakis cel temu zswystkiemu
Jak dla mnie nie da sie tego oskarzenia sensownie uzasadnic. Wiele ludzi ma chyba na mysli to, ze jest tyle cudow i milosci w zyciu, ze nalezy sie nimi dzielic z kolejnymi pokoleniami, ale tego nie kupuje. Podczas gdy wielu rodzicow staje na rzesach, zeby ich dzieci doswiadczyly jak najmniej cierpienia w swoim zyciu, to ci rodzice ignoruja, ze najpewniejszym sposobem na unikniecie wszelkiego cierpienia dziecka jest niesprowadzanie go na swiat w ogole.
Słuchajcie, mam taką sprawę.
Potomstwo wciągnęła elektryka/elektronika, i bardzo mnie to cieszy.
Chodzi na zajęcia z elektroniki i bardzo mu się to podoba, co raz ładniej lutuje, wczoraj szukał silniczków które miałem ze starych PRLowskich zabawek, ale nie znalazł.
Teraz mnie męczy żeby mu zamówić z allegro, ze śmigiełkami itd, ale chcę jakiś sensowniejszy zestaw części mu zamówić, z którym będzie mógł coś robić, na co mu sam silniczek 3.7V, pomijam już po co zamawiać sam silniczek za 9zł.
Oglądałem zestawy dronów do samodzielnego montażu, ale to nie to o co mi chodzi.
Zestawów lego nie chce bo "za proste", chce podłubać.
Na zajęciach używa lutownicy do której podaję link, mogę mu taką zamówić albo może jakąś inną polecicie, pistoletową mam jakby co więc nie trzeba.
@Opornik ta ze zdjęcia na 30 watów, do SMD i drobnej elektroniki wystarczy, do lutowania styków, kabli itp będzie za słaba. Z drugiej strony na pistoletówkę więc jeśli to.ma być taka mała podręczna to chyba ok. Osobiście nie wzbudza we mnie zaufania (bezpieczeństwo przeciwporażeniowe itp). Wygląda na tandetny chiński plastik
@Opornik Ja laaata temu uczyłem się elektroniki z czegoś co nazywało się "Ośla łączka". Nie znalazłem dokładnie tego samego zestawu ale wydaje mi się, że to będzie to co na screenie. Od podstaw wytłumaczone działanie poszczególnych elementów elektronicznych, proste projekty z ich udziałem, wzrost skomplikowania w kolejnych modułach. Bardzo fajna sprawa na start, za dzieciaka dziesiątki godzin z tym spędziłem.