Państwowy Instytut Wydawniczy wznawia następny tom serii Rodowody Cywilizacji. "Prawdziwa historia czekolady" Michaela Douglasa Coe i Sophie Coe ponownie w sprzedaży od 17 maja 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 258 stron, w cenie detalicznej 75 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Nowe, poprawione i uzupełnione w oparciu o trzecie brytyjskie wydanie cieszącej się wielką popularnością książki z serii Rodowody Cywilizacji, pióra dwojga antropologów – wybitnego badacza kultury Majów oraz znawczyni kuchni prekolumbijskiej. Nie ograniczając się do historii pochodzenia cenionego przysmaku, autorzy odmalowują arcyciekawą drogę, jaką czekolada przebyła na stoły całego świata, oraz kulturowe i społeczne implikacje całego wyrosłego na jej bazie przemysłu.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
W nawiązaniu do wpisu @Semicolon na temat nowych czekoladek. Dziś oddałem płytki i otrzymałem całkiem nowe kalorie (w tym zestawie brakuje gorzkich, bo wymieniłem się z jednym panem na mleczne). Jeszcze nie próbowane #krew #krwiodawstwo #czekolada #slodycze
Znacie czekolady marki Zotter? Właśnie przetestowałem dwie z nich GrammelNussn (mleczna z bekonem i orzechami) oraz Sautanz Specktackle (mleczna nadziewana ganache z krwią malinową, orzechami i skwarkami). Poniżej moje wrażenia:
GrammelNussn
Słowo Grammel oznacza skwarki, nussn to orzechy. Czekolada ma jednolite nadzienie, łamie się z ładnym trzaskiem, pachnie słodko-orzechowo. W smaku czuć słodką kuwerturę oraz orzechowe nadzienie z nutą umami. Nadzienie jest słodkie, odrobinę mięsne (ale w ślepym teście bym tego nie poznał). To, co jednoznacznie wskazuje na bekon to takie nieprzyjemne, śliskie odczucie w ustach o smaku smalcu. Zdecydowanie nie jest to zabawa do powtórzenia.
Sautanz Specktackle
Sautanz to wieprzowina, drugi człon to gra słowna opierająca się o podobieństwo słowa speck (boczek) i słowo spektakel (scena). Tak jak w poprzednim przypadku, czekolada łamie się z ładnym trzaskiem, zapach jest słodki, czekoladowy z odrobiną malin. Smak jest tutaj bardziej złożony, krew malinowa jest kwaśna, słodka i trochę metaliczna (pierwsze skojarzenie to czernina z owocami suszonymi), orzechy to w zasadzie takie standardowe nadzienie z orzechów laskowych, skwarki są bardzo drobno zmielone i trzeszczą w zębach. Tak jak poprzednio, po przełknięciu zostaje takie nieprzyjemny smalcowy filtr. Zdecydowanie nie jest to coś do powtórzenia.
Cieszę się, że skosztowałem, ale do tych smaków nie wrócę nigdy więcej. Na szczęście inne czekolady Zotter są znacznie smaczniejsze, a oferta jest naprawdę bogata. Na szczęście inne smaki są znacznie lepsze.
(zdjęcia ukradzione od producenta, moje wyszły koszmarnie nieostre — nawet wstyd je wrzucić w komentarz).
Recenzja kulinarna chłopska - bo dawno nie robiłem.
Od zawsze lubiłem gorzką czekoladę. Nawet jako dziecko moją ulubioną była "Jedyna" od Wedla która w latach 90-tych była jedyną powszechnie dostępną czekoladą o zawartości masy kakaowej powyżej 50%. Aktualnie moja ulubiona to Lindt 85% i 90%
Dziś w sklepie dopatrzyłem się mitycznej czekolady Wawel 100%. Takiej czekolady większość producentów nie robi. Nawet Lind ma w ofercie jedynie czekoladę 99% (ale nigdy jej w sklepie nie widziałem).
Smak:
papier ścierny, trociny, piesek, jakieś orzechy (włoskie? laskowe?) po dłuższym czasie odrobina ciemnego kakao, finisz kakaowy utrzymuje się długo
ocena:
2/10 - nawet spożywając na czczo (nie miałem żadnych węglowodanów na kubkach smakowych od 12 godzin, rano tylko esspresso bez cukru) jest za gorzka aby jedzenie jej sprawiało przyjemność. Dodatkowo Wawel słynie z niskiej jakości produktów więc niczego dobrego się po niej nie spodziewałem.
W sumie jak kupuję gorzką 100% to zalecany jest jeden, dwa kawałki dziennie. Poprawia krążenie, serducho, wzrok i tam inne benefity. 100% daje też, że nie trzeba całej tabliczki wpieprzyć, bo jest to najwyższa koncentracja.
@VanQuish wole zjeść 85-90% ale ze smakiem zamiast dla właściwości zdrowotnych i takiej 90% też się nie zje całej tabliczki bo się człowiek nasyci szybko
@SiostraNieZdradziDziewczynaTak Lindt ma dostępną stówkę i jest spoko, 99 w każdym kerfie dostaniesz, uwielbiam ją jak i 90. A zjebany Wawel nawet 90 nie umie zrobić, 99 to był taki dramat że zrobiłem z tego jakaś polewę, 100 nawet nie mam zamiaru próbować.
edit: czy nawet 99 Wawel nie miał i to 90 już jest ch⁎⁎⁎wa aż boli. Nawet nie smak ale ta konsystencja, hatfu na to gówno całym serduchem i aż śliny braknie.
Opakowanie po czekoladzie deserowej nadziewanej, wyprodukowanej przez Zakłady Przemysłu Cukierniczego „22 lipca dawniej E. Wedel” w Warszawie w latach 50 XX wieku. Po II wojnie światowej firma czekolady Wedel została znacjonalizowana i przemianowana na widoczną na zdjęciu nazwę.
@raikage warto zaznaczyć, że potem w latach 90 firma nie zostala zwrocona prawowitym wlascicielom, ktorzy zyli i o to zabiegali, tylko ukradziona przez „wolną polskę” i sprzedana na lewo jakiejś korporacji. która nawet nie chciała fabryki, tylko samą markę. kupowanie produktów Wedla to popieranie jawnej kradzieży i bandytyzmu.
@Macer Dodajmy też pozywanie ludzi za pierdoły (sprawa ptasiego mleczka) i lecenie w chuja z pracownikami - sprawa publicznego płakania, że nie chcą pracować w Wedlu, podczas gdy zarząd zarabia krocie. Gardzę Lotte i Wedlem, bojkotuję to gówno od lat.
@Michal9787 polecam wersje z ciemna czekolada jak mam niskie zelazo to czasem musze cos chrupnac. Jak nie moge znalezc ciemnej dobrej czekolady to sie ratuje tym
@argonauta tak, można to sprawdzić na normalnej czekoladzie, wtedy jeden rząd kostek jest węższy.
Btw. Producenci stosują podobny myk. Zwracaliście ostatnio uwagę czy czekolada, którą kupujecie ma 100g? Ja ostatnio w sklepie sprawdzałem i większość już na 90
@gratis Jak będzie zainteresowanie to zrobię odcinek o temperowaniu z pokazaniem kilku najlepszych metod. W tym odcinku aby go nie przedłużać będę pokazywał metodę z już temperowaną.
Amerykańska czekolada smakuje dziwnie w porównaniu z resztą świata, ale większość z nas nawet tego nie zauważa.
Standardy produkcji czekolady w Stanach Zjednoczonych i Europie są znane z tego, że różnią się od siebie, ale prawdziwa różnica tkwi w naszych podniebieniach.
Łatwo jest znaleźć artykuły na temat zalet czekolady amerykańskiej i europejskiej, z których wynika, że Europa jest na pierwszym miejscu. Wiele z nich opiera się na fakcie, że standardy dotyczące tego, co można legalnie sprzedawać jako czekoladę, różnią się w poszczególnych krajach.
W Stanach Zjednoczonych czekolada mleczna musi zawierać co najmniej 10 procent miazgi czekoladowej (gęstej masy powstałej w wyniku zmielenia ziaren kakao) i 12 procent suchej masy mlecznej. W Wielkiej Brytanii czekolada mleczna musi zawierać co najmniej 25 procent suchej masy kakaowej i co najmniej 25 procent tłuszczu całkowitego w postaci masła kakaowego i mleka (oraz co najmniej 14 procent masy mlecznej ogółem). W UE obowiązują te same standardy. Zarówno Wielka Brytania, jak i Unia Europejska dopuszczają obecnie stosowanie tłuszczu roślinnego w produkcji czekolady - Stany Zjednoczone tego nie robią - choć trzeba było 27-letniej batalii prowadzonej przez przedstawicieli Wielkiej Brytanii, by zmusić kraje europejskie do sprzedawania wyrobów z jego udziałem jako "czekolady".
Na pierwszy rzut oka fakt, że brytyjskie i europejskie przepisy wymagają większej zawartości procentowej prawdziwej czekolady, mógłby uwiarygodnić tezę, że ich czekolada jest "lepsza" niż cokolwiek wyprodukowanego w Stanach Zjednoczonych. Jednak normy prawne nie mówią nam zbyt wiele o tym, jak faktycznie produkuje się czekoladę w danym kraju. Nie jest niczym niezwykłym, że produkty zawierają wyższy procent danego składnika. Dwie tabliczki czekolady o tej samej zawartości czekolady lub likieru kakaowego (czyli całkowitej kombinacji miazgi i masła) mogą mieć zupełnie inny smak i zapach, jeśli w jednej z nich użyto 10 procent masła kakaowego, a w drugiej 50 procent.
Ale co ważniejsze, nasze preferencje dotyczą nas samych, a nie samej czekolady.
(...)
W pracy opublikowanej w 2007 roku w czasopiśmie "Physiology & Behavior" stwierdzono, że ludzie odczuwają nie tylko fizyczne zapotrzebowanie na kalorie, ale także psychologiczne, które autorzy nazwali "głodem hedonicznym". (Inne zwierzęta też mogą tego doświadczać. W badaniu z 2005 roku pełne szczury biegały prawie tak szybko jak szczury na diecie, byle tylko móc zjeść płatki czekoladowe). Wydaje się, że nasza potrzeba czekolady, bez względu na koszty jej przygotowania (czy też nasze zęby), mieści się w tej ulotnej kategorii jedzenia.