#bookmeter

171
4758

445 + 1 = 446


Tytuł: Serce na temblaku

Autor: Katarzyna Grochola

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: e-book

Liczba stron: 304

Ocena: 6/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/40277/serce-na-temblaku


Kolejny tom przygód Judyty. Tym razem powieść skupia się na w zasadzie dwóch motywach: inwestycji Judyty, którą ta próbuje ukryć przed Adamem, oraz nieustannego dążenia do schudnięcia wszelkimi możliwymi sposobami.


Ten tom jest wyraźnie gorszy. Czuć tu mniej świeżości; główne motywy przytłaczają historię, przez co nie odczuwamy tej różnorodności świata i życia głównej bohaterki, co dawał nam tom pierwszy. Judyta jest też wyraźnie mniej zabawna, nie ma aż tylu celnych odzywek.


Dalej czyta się to dobrze i szybko, choć ewidentnie książka była pisana, by zdążyć popłynąć na fali popularności "Nigdy w życiu!".


Pokończyły mi się pasujące pola w bingo, więc wrócę do nich po tej serii.


Prywatny licznik: 15/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

0e66d5fa-f9cd-49f2-b2d0-01dbdf97493e
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

444 + 1 = 445


Tytuł: Adept

Autor: Adam Przechrzta

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Snów

Format: audiobook

Liczba stron: 460

Ocena: 6/10


Pierwszy tom serii polecanej tu na Hejto. Jakiejś tragedii nie ma, ale niewiarygodnych wodotrysków również. Ot historia magiczna z bohaterem od 0 do mistrza magii. Trochę dziwny sposób opowiadania historii, powiedzmy że rwany, bo między rozdziałami sporo rzeczy się działo, które były dosłownie w 2 zdaniach skracane. Zobaczymy co przyniosą następne tomy.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

25ed7184-a18d-4740-ac27-c348e2d49929

Zaloguj się aby komentować

443 + 1 = 444

Tytuł: Justynian. Cesarz, żołnierz, święty

Autor: Peter Sarris

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Liczba stron: 592

Ocena: 8/10

Obszerna, trochę rozwleczona biografia Justyniana Wielkiego. Jeśli ktoś, tak jak ja, nie wie o Bizancjum praktycznie nic, to ta książka jest dobrym wyborem, bo daje ogólny obraz tego, czym było to imperium. Samo panowanie Justyniana jest zresztą bardzo ciekawe, z jednej strony sukcesy militarne i podboje odzyskujące duże obszary dawnego Imperium Rzymskiego, z drugiej poważne trudności, jak mini epoka lodowcowa czy potężna epidemia dżumy. Łatwo więc cesarz nie miał.

#ksiazki #historia #bookmeter

5948568a-076d-4d87-98dd-8111a7a77633

Zaloguj się aby komentować

442 + 1 = 443

Tytuł: Pudełko w kształcie serca

Autor: Joe Hill

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Albatros

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382154382

Liczba stron: 384

Ocena: 4/10


Kontynuując trend sięgania po pierwsze książki poszczególnych autorów (choć tutaj trochę naginam rzeczywistość, bo mamy do czynienia nie ze stricte pierwszą książką - bo tą był zbiór opowiadań - a pierwszą powieścią), spotkała mnie dziwna sytuacja. Przeczytałem już w życiu kilka książek; zdarzały się pozycje obiektywnie słabe, gorzej napisane, chaotyczne i poszatkowane lub po prostu obrzydliwe. A jednak dopiero w przypadku tej konkretnej bodaj pierwszy raz - i to od samego początku - towarzyszyło mi tak intensywne uczucie obcowania z czymś zupełnie bezcelowym, czego istnienia nie potrafiłem ani pojąć, ani uzasadnić.


Głównym bohaterem tej historii jest niejaki Judas Coyne - rokendrolowiec z trzydziestoletnim stażem, miłośnik psów, kolekcjoner przedziwnych przedmiotów i amator grzmocenia dwudziestolatek, które określa nazwą stanu ich pochodzenia. Bardzo amerykańskie. Fabułę wprawia w ruch niepozorne zdarzenie związane z gromadzeniem dziwactw, w wyniku którego dziadek wchodzi w posiadanie starego garnituru z "przywiązanym" doń duchem. W tym wypadku nie był to tylko chwyt marketingowy i widmo nieboszczyka zaczyna coraz bardziej uprzykrzać się zarówno protagoniście, jak i jego lasce. Z czasem na jaw wychodzą pewne kwestie, a sytuacja zaczyna się rozjaśniać, zarówno nam - czytelnikom, jak i postaciom. Akcja się zagęszcza, zagrożenie z każdą chwilą staje się bardziej namacalne, więc i działania wchodzą na dosyć desperackie tory.


Przechodząc do bardzo krótkiego i niepełnego omówienia obsady (gdyż kwestia postaci i ich relacji oraz zależności stanowi klucz tej historii). Spośród osób, które pojawiają się na więcej niż dwóch stronach, może dwie lub trzy nie są nienormalnymi przypadkami tj. nie potrzebują pomocy psychologa ani wiecznej odsiadki. W zwyczajnych książkach pojawia się jedna osoba tego typu, od święta dwie - tutaj niemal wszystkie. Bohatera krótko podsumowałem już na początku, choć z biegiem wydarzeń zachodzi u niego widoczna przemiana - myślę, że zasłużona. Natomiast jeżeli chodzi o jego partnerki: te, które poznajemy, są zniszczone już od wieku nastoletniego i nikomu nie życzyłbym ich losu. Więcej szczegółów ich dotyczących to już wchodzenie na obszary spojlerowe; podobnie ma się sprawa z innymi postaciami.


Wracając do tej "dziwnej sytuacji" wspomnianej na początku. Nie jestem w stanie dokładnie jej wyjaśnić. Na samym starcie książki nie wiadomo ani do czego ta historia dąży, ani po co, a nawet, gdy mniej więcej orientowałem się już w kwestii "do czego", to "po co" cały czas stanowiło dla mnie zagadkę. Że cała historia to jakaś analogia do pokonania/pogodzenia się z duchami przeszłości - dosłownie i w przenośni? Zapewne, choć nie rajcuje mnie ta perspektywa zupełnie, bo miałkie to było.


A teraz słów kilka o stylu. Hill od razu przechodzi do rzeczy, nie opisuje obszernie życia, zawodu i rodziny bohatera, jego chałupy i ostatnich osiągnięć. Choć mógł. Nie, najzwyczajniej w świecie zaczyna od zawiązania fabuły, bez większych ozdobników. Podobnie rzecz wygląda dalej, grafoman wyższej próby samymi opisami i przymiotnikami dopisałby z 50 stron. Czuć tu też ten "amerykański" sznyt, w którego pretensjonalnym operowaniu Gaiman osiągnął mistrzostwo, a za którym ja z kolei nie przepadam; chodzi o nawiązywanie po imieniu do nazw samochodów, papierosów, zespołów i ich utworów, serwisów wszelkiej maści itd. z lekko nadętym znawstwem.


Wychwyciłem też pewną dosyć grubą nieścisłość: wiek Anny nie ma sensu. Trochę ponad rok przed rozpoczęciem książki była laską Judasa, a ten lubi dwudziestoparolatki. Później dowiadujemy się, że jest młodsza od swojej siostry o 3 lata, a ta ma obecnie 40 lat. Tylko że Anka nie skończyła nawet 30. Albo ja zgłupiałem i czegoś nie zrozumiałem, albo autor nie pochylił się wystarczająco nad tym dosyć istotnym aspektem. Tak jak nie lubię czegoś stwierdzać bez zupełnej pewności, tak skłaniam się ku opcji drugiej.


Podsumowując: książki nie polecam. Ani głównego bohatera, ani w sumie innych postaci nie da się lubić, sam zamysł historii jest dosyć dziwaczny, narracja i wydarzenia chaotyczne, twisty bez polotu, a zakończenie - zwyczajne (choć to niekoniecznie wada; przynajmniej każdy dostał to, na co zasłużył). No i pozostaje jeszcze kwestia bezcelowości, ale to już mocna prywata. Wg mnie strata czasu i mam nadzieję, że inne książki autora okażą się lepsze.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #joehill #wydawnictwoalbatros #albatros #ksiazkicerbera

bb8f17be-4ce2-4925-9e88-1859686da1e0

Zaloguj się aby komentować

441 + 1 = 442


Tytuł: Instytut

Autor: Stephen King

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 672

Ocena: 6/10


"Instytut" opowiada historię Luke’a Ellisa, niezwykle inteligentnego chłopca, który zostaje porwany i trafia do tajemniczej placówki, w której przetrzymywane są dzieci obdarzone zdolnościami paranormalnymi. Tytułowy Instytut działa według własnych, brutalnych zasad - dzieci są tam wykorzystywane do eksperymentów i zmuszane do rozwijania swoich telekinetycznych lub telepatycznych zdolności, oczywiście wbrew sobie. Luke szybko zaczyna rozumieć, że jedyną szansą na przetrwanie jest ucieczka, ale z Instytutu jeszcze nikomu się nie udało uciec.


Punkt wyjścia jest bardzo kingowski: tajemnicza organizacja, grupa dzieci o nadnaturalnych zdolnościach i zamknięta przestrzeń, w której napięcie powinno rosnąć z rozdziału na rozdział. Problem w tym, że w moim odczuciu ta historia nigdy naprawdę się nie rozpędza. King dużo miejsca poświęca na budowanie tła i relacji między bohaterami, ale przez sporą część książki fabuła stoi w miejscu. A Ty (czytelnik) stoisz jak Duduś z Harrego Pottera, obok akwarium z wężem i próbujesz go zmuśić, żeby się choć trochę ruszył, gdy jego zajęciem jest wylegiwanie się. Przez to trudno mi było poczuć prawdziwą stawkę wydarzeń.


To zresztą mój częsty problem z twórczością Kinga - bywa bardzo nierówny. Potrafi stworzyć świetne pomysły i zapadające w pamięć sceny, ale równie często rozciąga historię bardziej, niż to konieczne. Buduje tło i bohaterów, którym później da tylko kilka minut, żeby pokazać te cechy, o którym nam pierdzielił przez pół książki. W Instytucie jest kilka ciekawych momentów i pomysłów, jednak całość nie wciągnęła mnie na tyle, bym czytał ją z prawdziwym zaangażowaniem.


To poprawna, momentami interesująca powieść, ale dla mnie raczej potwierdzenie, że z Kingiem nadal nie do końca mi po drodze - mimo że wciąż mam jeszcze kilka jego książek do nadrobienia.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

b9256999-c0da-4ee1-a687-96105628a41d

@WujekAlien a weź powiedz mi czy to prawda, że to wydanie Instytutu jest zauważalnie niższe od innych książek Kinga (o ile masz w twardej).

@Cerber108 czytałem w ebooku tą wersję okładkową, ale na półce mam wydanie z kolorowymi grzbietmi i jest tej samej wysokości, co Bastion i inne ksiązki Kinga z Albatrosa z białymi grzbietami.

Sprawdziłem na ZNAKu, który ma oba wydania i różni je około 5mm. Co by potwierdzało, że wersja serialowa, jest niższa.

dc896964-0b30-4d06-aebc-1b9b2d572c29

Zaloguj się aby komentować

440 + 1 = 441


Tytuł: Markiz

Autor: Przemysław Piotrowski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: e-book

Liczba stron: 344

Ocena: 7/10


W "Markizie" Przemysław Piotrowski wraca do świata Igora Brudnego, ale robi to w sposób trochę inny niż wcześniej. Brudny nie jest już tylko bezkompromisowym, brutalnym gliną znanym z pierwszych tomów - w tej książce widzimy raczej jego dawną wersję, bardziej dziką i nieokiełznaną. Sama historia koncentruje się wokół tytułowego Markiza, przeciwnika o dość specyficznej filozofii działania, który wciąga bohaterów w brutalną grę opartą na własnych zasadach. To typowa dla Piotrowskiego mieszanka mocnego thrillera, brutalnych zbrodni i moralnych szarości.


Największą zaletą książki jest właśnie powrót do "starego" Brudnego. Ten bohater w swojej pierwotnej formie był zawsze najbardziej magnetyczny - niejednoznaczny, brutalny, momentami wręcz balansujący na granicy prawa. W Markizie znów czuć tę energię i surowość, które sprawiały, że seria była tak wciągająca na początku. Tu, choć w teorii jest już starszy i ustatkowany, to dalej wyrywa się z utartych schematów działania.


Niestety gorzej wypadają postacie drugoplanowe. Za każdym razem, gdy historia odchodzi od Brudnego i oddaje "czas antenowy" innym bohaterom, miałem wrażenie, że można było napisać ich ciekawiej. Najbardziej irytująca jest pod tym względem Julia Zawadzka - jej wątki nie tylko spowalniają tempo historii, ale też wydają się mniej przekonujące niż główna oś fabularna. Szczególnie boli to, biorąc pod uwagę, że to za jej sprawą (i jej operacji), znaleźliśmy się na Helu.


Na plus zaskakuje natomiast sam antagonista. Markiz nie jest jedynie kolejnym psychopatycznym złoczyńcą - jego motywacja do zapisania się na katach historii, tak jak jego pierwowzór/idol, daje się całkiem sensownie wytłumaczyć i w pewien sposób dobrze kontrastuje z Brudnym. Ten konflikt działa właśnie dlatego, że obaj bohaterowie funkcjonują w podobnie mrocznym moralnym świecie.


Solidny tom serii, który broni się powrotem do surowej wersji Brudnego, choć mógłby być jeszcze lepszy, gdyby postacie poboczne zostały napisane z większą starannością. Czy jednak byl to potrzebny tom? Tego jeszcze nie wiem.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

81c35978-1904-4d74-bddd-be32c3c914e0

Zaloguj się aby komentować

439 + 1 = 440


Tytuł: Dawca Przysięgi część II

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 752


Ocena: 9/10


Epicka bitwa.


Malowanie obrazów w mojej głowie: 5/5


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #adelbertczyta

c9fd787f-ebf7-42b5-9c29-ac50d3ae01b0

Zaloguj się aby komentować

438 + 1 = 439


Tytuł: Dawca Przysięgi część I

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 560


Ocena: 8/10


Nie chce mi się pisać recenzji. Warto chociaż po przeczytaniu tom I i II warto traktować jednak jako całość.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


Malowanie obrazów w mojej głowie: 4/5


#bookmeter #adelbertczyta

0a65948b-734a-4087-81c7-953618228419

Zaloguj się aby komentować

437 + 1 = 438


Tytuł: Druga planeta słońca Ogg

Autor: Péter Lengyel

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 164

Ocena: 6/10


Planeta Eela, gdzieś w kosmosie, bliźniaczka naszej Ziemii. Z wyprawy badawczej ku gwiazdom wraca statek kosmiczny, w drodze od siedmiuset lat, choć dla załogi minęło tylko lat sześćdziesiąt, z czego większość przespali w hibernatorach. Po powrocie spodziewają się zastać niesamowicie rozwiniętą cywylizację, w końcu tyle lat... Zgodnie z procedurą wywołują bazę dalekiego zasięgu na księżycu planety, ta jednak milczy jak zaklęta. Udaje się dopiero nawiązać kontakt z samą planetą. Otrzymują materiały które mają przygotować ich do zmian na planecie, większość z nich zawiera zaszytą podprogową informację że loty w kosmos są bez sensu, najlepiej siedzieć na Eeli, tylko tam jest bezpiecznie, a już na pewno nie ma czego szukać na księżycu. Po wylądowaniu okazuje się że cywilizacja nie posunęła się tak bardzo do przodu jak sądzili. Całą planetę zamieszkuje tylko pół miliarda ludzi, choć planeta mogłaby wyżywić wielokrotnie więcej. Wszystko jest zautomatyzowane, ludzie praktycznie nie muszą pracować, a tych nielicznych którzy chcą kwateruje się w specjalnych bazach badawczych z dala od miast. Krok po kroku nasi przybysze poznają jednak jaka tajemnica za tym stoi...


Książka bardzo nierówna. Pierwsza połowa jest koszmarnie nudna, nie mogłem wprost zmusić się do czytania. Neie pomagały pretensjonalne imiona jak Igo-Vandar, Uri-An, Nordeng-O' i takie tam. Potem kiedy dowiadujemy się co właściwie się wydarzyło i jakie są pomysły na dalsze losy tego społeczeństwa - no to robi się dość ciekawie. Zakończenie dźwiga sporo do góry, ale jako całość niczym nie zachwyca szczególnie. Trzeba jednak pamiętać że to książka wydana po raz pierwszy w 1969 roku i nie można odmówić autorowi bardzo dobrej futurologii. W roku pierwszego lądowania na Księżycu on trafnie przewidział wiele elementów życia które dziś są powszechne. Może oprócz kryształów do zapisu informacji


ps. Astrologowie ogłaszają tygodnie serii "Fantastyka - Przygoda" Iskier. Populacja recenzji tej serii zwiększa się

pps. Książka z "dedykacją" z epoki, więc dołączam #znalezionewksiazkach


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

5fb7654d-9628-46ab-a8c9-19955445b733
2e2d6486-39e9-4ae9-93ce-1b402f288dc7
414147fd-777a-477a-9371-b2fbe2743ce0
4f4d86a6-0def-4492-9be3-0786cae665c4
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

436 + 1 = 437


Tytuł: Co słychać za tymi drzwiami

Autor: Ewa Ostrowska

Kategoria: literatura młodzieżowa

Format: książka papierowa

Liczba stron: 216

Ocena: 7/10


Ulica Sprawiedliwa, miasto - w zasadzie dowolne. W starym, drewnianym baraku mieszka rodzina Cegłowskich. Kuchnia z jednym pokojem, bez kanalizacji, wodę trzeba nosić z ulicy. Ojciec - robotnik budowlany, kradnie i wynosi z budowy co się da, potem sprzedając to na lewo lub kręcąc różne fuchy po godzinach. Matka - kierowniczka działu wędlin w Delikatesach - tu nie doważy deko czy dwa, tam sprzeda znajomemu szyneczkę spod lady, albo przyjmie czekoladę czy koniaczek w dowód wdzięczności za zamówienie ekstra. Głównymi bohaterkami są jednak dwie siostry, Bronka - niezbyt dobrze radzi sobie w szkole, i nie jest zbyt urodziwa, ma za to ma sporą nadwagę. Rok młodsza jest Marynka - to ta lepsza. Wzór cnót, prymuska w szkole, piękna, wiotka i uczynna. Okazuje się jednak że i ona ma swoje problemy. Aha, jest jeszcze babka, ale ta została zdegradowana do roli służki, używana do najcięższych prac i powszechnie poniżana. Ambicją matki jest wyrwanie się z tego środowiska; ma na oku piękne mieszkanie na ulicy Słowackiego, w przedwojennej kamienicy. Niestety mieszka tam jakaś starucha, żona przedwojennego pisarza, ale za pomocą różnych machlojek i donosików chyba uda się jej pozbyć i zagarnąć mieszkanie dla siebie...


Każdemu kto twierdzi jak to w PRLu było cudownie i wspaniale kazałbym czytać tą książkę. Brudna, szara i do d⁎⁎y jak cały ten ustrój. Pokazuje jak każdy musiał kombinować żaby przeżyć na jakim-takim poziomie. Ogromną nierówność społeczną - nawet w tej rodzinie. Ładniejsza siostra dostaje super ciuchy, kożuszek z pewexu, pomarańcze, a brzydsza - futro po ciotce i niech żre jabłka, i tak jest gruba. Czasy w których nauczyciel miał zawsze rację, nawet jeżeli był kompletnym głąbem z nadania partyjnego, a jego jedyną ambicją było gnębienie uczniów.


Mocna książka, dobrze napisana i bez happy endu. Taka mroczniejsza wersja Jeżycjady, nie przelukrowana jak tam, gdzie wszyscy się kochają i ach i och. Tu w razie problemów córka może liczyć co najwyżej na liścia w twarz od matki.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

6a6b0c05-7c25-4be1-9c10-77285001a5e7
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

435 + 1 = 436


Tytuł: Nie widzę przeszkód

Autor: Marcin Ryszka, Jakub Białek

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: audiobook

Długość: 6h 24min

Liczba stron: 320

Ocena: 10/10



Z mojej perspektywy "Nie widzę przeszkód" to nie do końca biografia. Owszem, życie Marcina Ryszki jest mocną bazą dla tej książki, ale w praktyce bliżej jej do poradnika. Pozwala nie tylko lepiej zrozumieć część osób niewidomych lub z innymi niepełnosprawnościami, lecz także uczy, jak się wobec nich zachowywać i czego unikać. Odpowiada na pytania, których ludzie często boją się zadać, żeby kogoś nie urazić. Dlatego to nie tyle książka znakomita literacko, co niesamowicie potrzebna - daje wiedzę, której próżno szukać gdzie indziej, a wszystko podane jest przez śmieszka, jakim jest Marcin i spisane przez Kubę Białka, który ma całkiem fajny styl.


Autor jest osobą niewidomą, byłym mistrzem w pływaniu, a obecnie dziennikarzem i - o ile się nie mylę - nadal zawodnikiem Wisły Kraków w blind footballu, czyli piłce nożnej osób niewidzących. W tej książce odpowiada na różne pytania na podstawie własnego życia oraz doświadczeń swoich kolegów o różnym stopniu niepełnosprawności, nie tylko związanej ze wzrokiem.


Sam wzrok stracił jeszcze jako małe dziecko i wielu rzeczy nigdy nie było mu dane zobaczyć. Mimo to w snach potrafią gonić go niedźwiedzie - choć nigdy żadnego nie widział.


Jak to jest, gdy gaśnie światło? Czy niewidomi coś widzą? Czy mają sny? Jak zachwycają się czymś, co wizualnie jest piękne? Czy igrzyska paraolimpijskie to „szachy dla debili”? Jak korzystają z telefonu i odpisują na wiadomości w mediach społecznościowych? Jak mogą grać w piłkę nożną? Jak odpowiadać na ich pytania? Jak to jest zgubić się w nowej lokacji i musieć krzyczeć, żeby ktoś pomógł, bo miejsce wydaje się puste? Czy osobie niewidomej można powiedzieć "do widzenia"?


To tylko część pytań, na które dostajemy odpowiedzi. Przy okazji poznajemy też anegdoty związane z pytaniami zadawanymi przez innych ludzi, na przykład podczas rozmów o pracę - i niektóre z nich sprawią, że z pewnością pomyślicie o kimś bardzo niepochlebnie.


Przykład pouczającej historii? Marcin często musi pytać osoby stojące obok, jaki tramwaj lub pociąg właśnie nadjechał. W wielu opisanych sytuacjach dostawał błędne odpowiedzi. Ludzie słysząc pytanie "Czy to tramwaj nr 4?" albo "Czy ten pociąg jedzie do Radomia?", odpowiadali szybko "tak", bez większego zastanowienia. Ryszka korzysta z nawigacji w telefonie i po wejściu do pojazdu orientował się, że jedzie w zupełnie złą stronę. I co wtedy? Marcin jest osobą zaradną, więc zwykle potrafił z takich sytuacji wybrnąć, a na kolei często trafiał też na życzliwych ludzi, którzy mu pomagali. Nie każda osoba niewidoma ma jednak tyle szczęścia.


I co ważne - Ryszka nie opowiada tej historii po to, żeby pokazać, że ludzie są źli albo że odpowiadają byle jak, żeby ktoś się odczepił. Raczej pokazuje zarówno nam, jak i innym osobom niewidzącym, jak można to zmienić. Zamiast pytać, czy coś gdzieś jedzie, dziś pyta dokąd coś jedzie. Na takie pytanie nie da się odpowiedzieć odruchowym "tak".


Takich pouczających historii jest w tej książce mnóstwo. Jest w niej jednak również krytyka części środowiska osób z niepełnosprawnościami. Marcin jest w tej pozycji, że może sobie na to pozwolić bez obawy o lincz. Są bowiem grupy, które wykorzystują swoją niepełnosprawność i bywają zbyt roszczeniowe wobec świata. Żyją w przekonaniu, że skoro los coś im odebrał, to w ramach rekompensaty wszystko im się należy. Sam autor przyznaje, że w młodości też miał podobne podejście, ale z czasem zrozumiał, że to ślepa uliczka. Że w gruncie rzeczy szkodzi to tym wszystkim, którzy mają realne potrzeby.


Ogólnie polecam tę książkę z całego serca. Mam wrażenie, że dzięki niej - mimo własnych doświadczeń z osobami z niepełnosprawnościami - po prostu stanę się trochę lepszy. Czasem bardziej pomocny, a czasem mniej, kiedy sytuacja tego wymaga. Bo ta książka jest też o tym, że nie wszystkimi trzeba się opiekować. Bardzo często poradzą sobie sami, a nadmierna nadgorliwość może być czymś negatywnym.


Nie potrafię ocenić jej na mniej niż 10/10. To jedna z tych książek, które po prostu są potrzebne - a innych podobnych pozycji ze świecą szukać.



#bookmeter

> #dziwensieodchamia

#ksiazki #audiobook #niepelnosprawnosc

48a45278-972e-4390-9634-b72f71141141

@Dziwen


Ciekawym, którzy chcieliby sprawdzić, jak to jest być niewidomym chociaż przez chwilę, polecam „wystawę” „W stronę ciemności” w krakowskim Centrum Nauki i Zmysłów WOMAI.


Spędza się prawie godzinę w zupełnych ciemnościach i wykonuje różne czynności, jak na przykład rozpoznawanie przedmiotów czy przejście przez ulicę - na szczęście nieprawdziwą. :')

@cyberpunkowy_neuromantyk byłem w czymś identycznym zdaje się w Toruniu i również bardzo polecam. Zaskakujące jest również to, że w czasie takie godzinki czy półtorej człowiek jest w stanie bardzo szybko się przystosować i zacząć ogarniać proste rzeczy w absolutnej ciemności

Czasami posłucham jego podcastów, mimo że nie interesuje mnie Wisła Kraków https://youtube.com/@studioreymonta Ciekawe są jego wstawki jak opowiada jak ludzie żartują sobie z nim że dobrze że nie widział jakiegoś meczu, albo którąś akcje muszą mu opowiedzieć dokładniej koledzy z radia Kraków, bądź dziewczyna, bo po komentarzach czy nie jest w stanie tego dokładnie wyłapać. Chyba już powszechnym żartem na kanale jest że Marcin nie widzi przeszkód

Zaloguj się aby komentować

434 + 1 = 435


Tytuł: Opowieści z meekhanskiego pogranicza. Północ–Południe

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: e-book

Liczba stron: 576

Ocena: 10/10


Wydaje mi się, że już czwarty raz przeczytałem tę książkę. Jest to jedna z tych, które warto przeczytać wielokrotnie, znam opowieści na pamięć, a i tak za każdym razem odczuwam to samo podczas czytania.


Książka to zbiór opowiadań wprowadzających nas w świat stworzony przez Wegnera: z jednej strony obserwujemy poczynania porucznika Kennetha-lyw-Darawyta, z drugiej, w drugiej części opowiadań, młodego Issara, członka owianego tajemnicą ludu mieszkającego pośród pustyni.


Opowiadania są krótkie, syte, poza światem miecza i topora sięgamy również do magii i bogów (którzy, przynajmniej według legend, w czasach pradawnych wojen pojawiali się na ziemi osobiście). Nie wszystko jest tak oczywiste, jakim się zdaje, dobro i zło okazują się być tą samą stroną jednej monety, a wyborów dokonywać trzeba.


#bookmeter #ksiazki #fantasy #meekhan #robertmwegner

10c83ab1-3290-4aba-98bb-ee58540de590
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

433 + 1 = 434


Tytuł: Punkty krytyczne: Amerykańskie strategie w czasie wojen handlowych

Autor: Edward Fishman

Kategoria: biznes, finanse

Format: e-book

Ocena: 6/10


Książka składa się z kilku części. Pierwsza to opis to czym są tytułowe punkty krytyczne i dlaczego USA nimi "włada". Dalej są rozdziały kolejno o Iranie, Rosji i Chinach. Całość kończy coś na zasadzie sankcje w praktyce, czyli inwazja Ukrainy na Rosję. Każdy tych rozdziałów opisuje w jaki sposób dane sankcje zostały nałożone i dlaczego. Więc dowiadujemy się jak to za Busha sankcje nie działały, za Obamy to urzędnicy USA latali nawet to Turkmenistanu tylko, żeby Iran nie miał dostępu do zachodniego systemu płatności. Putin nie spodziewał, że na Centralny Bank Rosji zostaną nałożone sankcje. Dobrze, że jest wytłumaczenie jak to Moskwa "widzi" rozszerzenie NATO w 1999, Ukrainę od 2014 roku i Niemcy, którego do czasu jak miały gaz i ropę z Rosji to zachowywały się jak primadonna w Europie. Więc jakiś obiektywizm został zachowany. "Jakiś", bo książka trochę ma taki proamerykański charakter, gdzie autor dostrzega wyjście poszczególnych krajów z punktów krytycznych to jest to skazane na porażkę. W rozdziale o Chinach jest cała lista naiwności USA jak i całego Zachodu. Razem z nowymi technologiami przyjdą demokratyczne zmiany w Państwie Środka. Chiny zostały dodane do WTO, żeby amerykańskie korporacje miały kolejny rynek zbytu. Chińczycy postąpili inaczej i tak do 2008 roku przestali "uczyć się" od Amerykanów. Koniec to opis sankcji na Rosję nakładanych przez UE i USA, bardziej taka historia i popłynięcie w hollywodzki sposób patrzenia na świat.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

d3ea09a1-3d89-41a8-a6cd-53cab64688d0

Zaloguj się aby komentować

432 + 1 = 433


Tytuł: Odetnij napięcie. Jak pokonać stres dzięki praktykom psychosomatycznym

Autor: Rebekkah LaDyne

Kategoria: poradniki

Format: e-book

Ocena: 7/10


Książka o tym, że jak zaczniesz głęboko oddychać i się wyprostujesz to stres i jego skutki się zmienią. Dalej autorka na swoim przykładzie i pacjentów wskazuje jak to ćwiczyć i jakie pozytywne aspekty ze sobą niesie. Jak ktoś takie już coś takiego czytał to nic nowego nie znajdzie


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

b2536f9a-2900-4501-a599-b75f75d90eef

Zaloguj się aby komentować

431 + 1 = 432



Tytuł: A Tale of Two Cities

Autor: Charles Dickens

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Anne's Archive

Format: e-book

Liczba stron: 489

Czas czytania: 14h31m

Ocena: 5/10


Z jakiegoś powodu to jest jedna z najlepiej sprzedających się książek na świecie. Internet twierdzi, że to dlatego, że jest lekturą szkolną w wielu krajach anglosaskich. Faktycznie, wynudziło jak lektura.


#ksiazki #bookmeter #czytelniczebingo

1229f561-4c1c-415b-b265-a876ec94a9c2
028a2b68-0712-4a52-b4e7-a6b560cc3603

Zaloguj się aby komentować

430 + 1 = 431


Tytuł: Nigdy w życiu!

Autor: Katarzyna Grochola

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/40680/nigdy-w-zyciu


Pamiętam, gdy byłam jeszcze dzieckiem, a moja mama i ciocia zaczytywały się książkami z cyklu "Żaby i Anioły" Katarzyny Grocholi. W głowie utkwił mi obraz tej okładki z gruszką, która towarzyszyła nam podczas którychś wakacji. Wtedy ze strzępków opowieści mamy i ciotki uplotłam sobie teorię, że jest to książka o dorosłych i ich sprawach, a ja przecież dorosła nigdy nie będę, więc nawet nie ma co się interesować.


Parę lat później widziałam zresztą ekranizację "Nigdy w życiu!" z kapitalną rolą Danutą Stenką w roli Judyty ("Ja wam pokażę!" bez niej to absolutny skandal), i dalej jako nastolatka nie przemawiał do mnie w najmniejszym stopniu. No bo kobita na wsi, kogo by to interesowało.


Fast forward do 2026, i... włącza mi się judytowanie. Wajbuję z tym trochę. Podoba mi się chaotyczność myśli Judyty. Podoba mi się ten dom na wsi, świerszcze w polu, ptasi trel, wiejskie mleko, ptasie mleko.


Książka jest lekka, zabawna, trochę naiwna, miejscami krindżowa. Ale nie jest zła. Jest taka w sam raz na początek wiosny. Naprawdę dobrze się bawiłam, czytając ją, mimo że ma już 25 lat.


Niedawno odświeżyłam sobie ekranizację i jej kontynuację, i zaskoczyło mnie to, jak filmowe "Nigdy w życiu" zostało okrojone. Wielu wątków brak, zakończenie się różni, większość przyjaciółek zlewa się w jedną Ulę (a jednak w książce stanowią one armię wsparcia). Ale połączenie książki i ekranizacji przynosi jakieś takie poczucie komfortu.


Wisienką na torcie jest to, że już wkrótce wyjdzie kontynuacja losów Judyty, po 20 latach od ostatniego tomu. Tak że robimy judytowy speedrun.


A chcąc podciągnąć "Nigdy w życiu!" pod czytelnicze bingo wyczytałam, że została uhonorowana prestiżowym ASem Empiku 2001. No to książka nagrodzona.


Prywatny licznik: 14/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #czytelniczebingo

b9e4fec6-cb41-4a38-b7af-3097837a17c6
e1995348-1d1a-4d82-bea3-a8287e386a17
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

429 + 1 = 430


Tytuł: Quo Vadis

Autor: Henryk Sienkiewicz

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wolne Lektury

Format: audiobook

Liczba stron: 459

Ocena: 6/10


Kolejny kasyk naszej literatury, a zarazem moj pierwszy ever audiobook.

Na poczatku zaznacze, ze jestem z tych, ktorym Sienkiewicz zawsze podchodzil. Wszystkie lektury szkolne spod jego piora wciagniete nosem, a Potop to juz wgl byla esencja zajebistosci dla owczesnego mnie.


Tutaj dostalem jeszcze jedna powiesc historyczna. Rzym zaraz po Chrystusie, pierwsi chrzescijanie, walniety na glowe imperator i splatajacy to watek milosny. Szczerze mowiac, bolala mnie jednowymiarowosc bohaterow (poza Petroniuszem, ten byl spoko ziomkiem). Szkoda tez, ze nie rozbudowano watku Nerona. Gdzies w polowie ksiazki zaczal dawac znaki inteligencji, niestety skonczyl jako prymitywna, brutalna malpa.


Opowiesc raczej prosta, ale jak w przypadku innych dziel Sienkiewicza, on mial pewien cel piszac wlasnie takie ksiazki dla odradzajacej sie Polski. Musze jednak powiedziec, ze dobrze mi sie tego sluchalo i sledzilo losy bohaterow. Ogolnie przyjemna czytanka.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

70c35abf-f70b-43dd-b7ec-37498815515c

Zaloguj się aby komentować

428 + 1 = 429


Tytuł: Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak

Autor: Anna Kamińska

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308085110

Liczba stron: 336

Ocena: 8/10


Po obejrzanym filmie o Simonie poczułem niedosyt informacji o tej jakże ciekawej osobistości. W ogóle po przeczytaniu biografii autorstwa Anny Kamińskiej stwierdzam, że film był wręcz beznadziejny i pozmieniał z pozoru niezbyt ważne szczegóły, które jednak zmieniły odbiór postaci. Na przykład wybicie przejścia pomiędzy mieszkaniami w Dziedzince - zrobił to Wilczek, a nie Simona, jak to zasugerowano w filmie.


Lekturze towarzyszył mi pewien zgrzyt. Na pewno ciekawe było to, że na rozwój człowieka ogromny wpływ ma otoczenie, w którym się wychowywał. Simona miała urodzić się chłopcem, kolejnym Kossakiem-malarzem. A ona nie tylko okazała się córką, to i jeszcze nie miała talentu artystycznego. Od narodzin była zawodem dla swoich rodziców, co przez całe swoje życie starała się zmienić. Odnalazła swoją drogę i stała się wielką osobą w wybranej przez siebie dziedzinie. Jednocześnie przez podejście rodziców, stała się osobą bardzo zamkniętą w sobie. Stąd ten wspomniany zgrzyt - Simona pewne rzeczy zachowywała dla siebie, a przez autorkę biografii dziesiątki tysięcy osób, jeśli nie więcej, mogło ją poznać.


To trochę jak z czytaniem prywatnej korespondencji pomiędzy różnymi osobistościami. Mimo że okropecznie ciekawi mnie wymiana listów na linii Lem-Le Guin, to z szacunku do nich nie chciałbym ich czytać. Ani korespondencji żadnej innej osoby.


Jednocześnie Simona, przynajmniej z opowieści, była niesamowitą osobą i nie będę ukrywał, że uporczywe dążenie do osiągnięcia tego, na co się zdecydowała, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Z drugiej strony kto normalny chciałby zamieszkać w środku lasu bez dostępu do bieżącej wody i elektryczności? Jest to bardzo kusząca wizja, jednakże miło byłoby zachować pewne udogodnienia cywilizacyjne. ; )


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #biografia #simonakossak

0c3c5c77-f93d-4784-9841-0ab1b433aaf1

Zaloguj się aby komentować

427 + 1 = 428


Tytuł: Dom na granicy światów

Autor: William Hope Hodgson

Kategoria: fantasy, science fiction

Ocena: 5/10


#bookmeter


***


Po raz pierwszy uzmysłowiłem sobie, że chociaż wycie wiatru ustało, wciąż jeszcze mam w uszach monotonny daleki szum. Dopiero kiedy stał się wyraźny, zrozumiałem, że musiał mi towarzyszyć przez cały czas. Był to szum poruszającego się wszechświata.


Pan Anton Czechow był panu Williamowi Hodgsonowi współczesnym, w związku z czym potrafię wybaczyć temu drugiemu to, że nie zastosował w Domu na granicy światów tej literackiej strzelby. Choć bohater tej nowelki strzelbę stosuje, nie wiesza jej tylko później na ścianie, a o tę ścianę ją opiera i, jak się okazuje, niepotrzebnie – zupełnie tak jak autor. I to jest chyba mój główny zarzut do książki, którą przeczytałem – jej fabuła zupełnie nie jest zawiązana. Rzeczy się dzieją, kończą się i dzieją się następne. Ani nie wpływają one na bohatera, ani nie mają swoich wyraźnych konsekwencji (przynajmniej w większości przypadków).


Sama treść książki, która jest pewną wizją, wydaje mi się bardzo w porządku, zważywszy dodatkowo na to, że została opublikowana w roku 1908. Tylko właśnie – ta książka to pewna wizja. Nie zachwyca ona ani językiem, ani opowieścią, a sam rozmach tej przedstawionej wizji to dla mnie trochę za mało na to, żebym mógł uznać tę książkę za coś więcej niż – powiedzmy – poprawną. I tak się zastanawiam, bo w tamtym czasie – tak mi się wydaje – tak się właśnie pisało. Bardzo podobna była dla mnie ta książka do twórczości pana Lovecrafta (za którą nie przepadam ze względów opisanych wyżej), trochę do powieści pana H.G Wellsa (choć ten akurat miał jakieś puenty tych swoich powieści następujące po wielkim opisie nieznanego świata albo jakiejś wizji, co poczytuję mu za plus) czy może nawet trochę do W kleszczach lęku pana Henryego Jamesa, która – choć w niej też się nic nie dzieje – u mnie wywołała niepokój. Wszyscy ci trzej wspomnieni wyżej autorzy byli panu Hodgsonowi mniej więcej współcześni i wywodzili się z tego samego kręgu kulturowego (inaczej niż również mu współczesny pan Czechow). Wniosek jest więc taki, że może ja po prostu nie przepadam za tą epoką w brytyjskiej literaturze i nie ma co próbować kolejnych książek?


Z drugiej strony, już pomijając to, że brytyjskie powieści z początku XX wieku mało mi się podobają, ciekawe jest to, że autorzy z wcześniejszego pokolenia (choćby pan Dickens, a przede wszystkim pan Hugo, choć to jednak Francja) potrafili tworzyć rzeczy, które przemawiają do mnie dużo bardziej. Mniejsza jednak o moje osobiste preferencje, bo najbardziej fascynującym wnioskiem z tego wszystkiego wydaje mi się być to, jak mocno literatura oddawała (i być może nadal oddaje) stan świata, w którym jest tworzona – jego obawy i nadzieje, tematy, które w tym miejscu i okresie zajmują ludzi. I niby ten wniosek to nic odkrywczego, niby mówili o tym już w szkole, ale czym innym jest jednak o czymś usłyszeć, a czym innym doświadczyć tego i zaobserwować samodzielnie.

36dd0ae4-915d-43f5-aebc-76e2a54d6f99

Zaloguj się aby komentować

426 + 1 = 427


Tytuł: Absalomie, Absalomie!

Autor: William Faulkner

Kategoria: literatura piękna

Tłumaczenie: Zofia Kierszys

Ocena: 4/10


#bookmeter


***


A potem on już miał ten dom i mieszkał tam samotnie, sypiał na sienniku przez trzy lata, dopóki nie stać go było na meble godne tej wspaniałości – przy czym częścią umeblowania, i to wcale nie najpośledniejszą, był właśnie ten akt ślubu.


Ufff. Udało się wreszcie toto skończyć, a wcale nie było to łatwe. I może odłożyłbym tę książkę wcześniej i wcale bym jej nie skończył, gdy nie fakt, że będziemy ją omawiać w niedzielę na spotkaniu ludzi, którym chce się nie tylko czytać, ale i o tym co się przeczytało rozmawiać. I może nawet mimo tego, że będziemy ją omawiać w niedzielę, to i tak odłożyłbym ją wcześniej i wcale bym jej nie skończył, ale sam ją do czytania zaproponowałem.

– „Przecież dwa razy z rzędu nie wylosuje się moja propozycja” – pomyślałem. No i się wylosowała.


Tak więc sam zaproponowałem tę książkę, a zaproponowałem ją dlatego, że stopniowo zapoznaję się z utworami zaliczanymi do great American novels, no i Absalomie, Absalomie! jest jednym z tych utworów z tej „listy”, których jeszcze nie czytałem. Zaproponowałem więc ją, a już przy proponowaniu za tę propozycję przeprosiłem, wcale nie mam więc zamiaru w niedzielę przepraszać za to po raz kolejny. A może ta książka wcale nie jest taka zła, a tylko trafiła u mnie na zły czas na, bądź co bądź, wymagającą jednak lekturę? Bo przecież kiedyś pochłonąłem Ulissesa i nawet mi się podobało (choć, fakt, niewiele z niego zrozumiałem; ale pod wrażeniem lektury aż poleciałem na weekend do Dublina, co prawda tylko po to, żeby przekonać się, że niewiele już tam z tego Ulissesa zostało, no ale poleciałem), a pan Faulkner bywa z panem Joycem zestawiany. I może faktycznie to we mnie coś się zmieniło, bo całkiem niedawno nie dałem przecież rady zmęczyć Pani Dalloway, choć ten utwór pani Woolf bywa z Ulissesem porównywany.


Absalomie, Absalomie! opowiada, jak ponoć większość utworów pana Faulknera, o amerykańskim Południu. Absalomie, Absalomie!, jak ponoć większość utworów pana Faulknera napisana jest w charakterystycznym dla niego stylu, to jest za pomocą strumienia świadomości, częstej i niejasnej zmiany narratorów oraz skoków w czasie. Teoretycznie jest to coś, co bardzo lubię i bardzo mi się podoba i tak samo było w przypadku tej książki. Było tak przez pierwsze jej sto siedemdziesiąt stron (książka ma tych stron 372), do końca piątego jej rozdziału, bo później się w tym wszystkim pogubiłem. Język nadal był ciekawy, ale absolutnie nie wiedziałem już o czym czytam (kiedyś myślałem, że wcale mi to w lekturze nie przeszkadza, ale chyba się myliłem). To, że w ogóle wiem jak ta historia przebiegała zawdzięczam wyłącznie temu, że na końcu książki zamieszczone jest kalendarium i spis bohaterów z ich krótką charakterystyką.


Sama treść tej książki wydaje mi się być czymś w rodzaju wyrzutu sumienia za to, co działo się na Południu w okolicach wojny secesyjnej i choć podejmowanie tego tematu w czasach, kiedy pan Faulkner tworzył wydaje się być ze wszech miar słuszne i uzasadnione, tak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta książka, przede wszystkim ze względu na jej formę, jest jakimś przejawem snobizmu (choć moje wrażenie może oczywiście być błędne, problemy amerykańskiego Południa dla mnie przecież są ogromnie odległe). Dużo lepiej, moim zdaniem, z problemem (choć przedstawiając go od innej strony) poradziła sobie w Przeminęło z wiatrem pani Margaret Mitchell. I, jeśli dzisiejszy czytelnik nie ma jakichś naukowych, artystycznych bądź snobistycznych powodów ku temu, żeby sięgać konkretnie po pana Faulknera, a chciałby się przenieść na amerykańskie Południe XIX wieku, to ja jednak sugerowałbym zapoznać się z książką pani Mitchell. Jakaś taka wydaje mi się przyjemniejsza w odbiorze. Choć i u pana Faulknera w jego Absalomie znajdzie się wiele (być może nawet więcej) podniesionych istotnych problemó i bardzo dobrze zarysowanych postaci (choć, w porównaniu z Przeminęło z wiatrem, postaci jednak dużo bardziej płaskich), to dokopywanie się do nich naprawdę momentami bywa straszliwą męką. Nawet przy moim umiłowaniu i uznaniu dla języka.

81ab372d-e0c4-401d-9c57-e94bfb5e0fba

Zaloguj się aby komentować