#bookmeter

171
4760

427 + 1 = 428


Tytuł: Dom na granicy światów

Autor: William Hope Hodgson

Kategoria: fantasy, science fiction

Ocena: 5/10


#bookmeter


***


Po raz pierwszy uzmysłowiłem sobie, że chociaż wycie wiatru ustało, wciąż jeszcze mam w uszach monotonny daleki szum. Dopiero kiedy stał się wyraźny, zrozumiałem, że musiał mi towarzyszyć przez cały czas. Był to szum poruszającego się wszechświata.


Pan Anton Czechow był panu Williamowi Hodgsonowi współczesnym, w związku z czym potrafię wybaczyć temu drugiemu to, że nie zastosował w Domu na granicy światów tej literackiej strzelby. Choć bohater tej nowelki strzelbę stosuje, nie wiesza jej tylko później na ścianie, a o tę ścianę ją opiera i, jak się okazuje, niepotrzebnie – zupełnie tak jak autor. I to jest chyba mój główny zarzut do książki, którą przeczytałem – jej fabuła zupełnie nie jest zawiązana. Rzeczy się dzieją, kończą się i dzieją się następne. Ani nie wpływają one na bohatera, ani nie mają swoich wyraźnych konsekwencji (przynajmniej w większości przypadków).


Sama treść książki, która jest pewną wizją, wydaje mi się bardzo w porządku, zważywszy dodatkowo na to, że została opublikowana w roku 1908. Tylko właśnie – ta książka to pewna wizja. Nie zachwyca ona ani językiem, ani opowieścią, a sam rozmach tej przedstawionej wizji to dla mnie trochę za mało na to, żebym mógł uznać tę książkę za coś więcej niż – powiedzmy – poprawną. I tak się zastanawiam, bo w tamtym czasie – tak mi się wydaje – tak się właśnie pisało. Bardzo podobna była dla mnie ta książka do twórczości pana Lovecrafta (za którą nie przepadam ze względów opisanych wyżej), trochę do powieści pana H.G Wellsa (choć ten akurat miał jakieś puenty tych swoich powieści następujące po wielkim opisie nieznanego świata albo jakiejś wizji, co poczytuję mu za plus) czy może nawet trochę do W kleszczach lęku pana Henryego Jamesa, która – choć w niej też się nic nie dzieje – u mnie wywołała niepokój. Wszyscy ci trzej wspomnieni wyżej autorzy byli panu Hodgsonowi mniej więcej współcześni i wywodzili się z tego samego kręgu kulturowego (inaczej niż również mu współczesny pan Czechow). Wniosek jest więc taki, że może ja po prostu nie przepadam za tą epoką w brytyjskiej literaturze i nie ma co próbować kolejnych książek?


Z drugiej strony, już pomijając to, że brytyjskie powieści z początku XX wieku mało mi się podobają, ciekawe jest to, że autorzy z wcześniejszego pokolenia (choćby pan Dickens, a przede wszystkim pan Hugo, choć to jednak Francja) potrafili tworzyć rzeczy, które przemawiają do mnie dużo bardziej. Mniejsza jednak o moje osobiste preferencje, bo najbardziej fascynującym wnioskiem z tego wszystkiego wydaje mi się być to, jak mocno literatura oddawała (i być może nadal oddaje) stan świata, w którym jest tworzona – jego obawy i nadzieje, tematy, które w tym miejscu i okresie zajmują ludzi. I niby ten wniosek to nic odkrywczego, niby mówili o tym już w szkole, ale czym innym jest jednak o czymś usłyszeć, a czym innym doświadczyć tego i zaobserwować samodzielnie.

36dd0ae4-915d-43f5-aebc-76e2a54d6f99

Zaloguj się aby komentować

426 + 1 = 427


Tytuł: Absalomie, Absalomie!

Autor: William Faulkner

Kategoria: literatura piękna

Tłumaczenie: Zofia Kierszys

Ocena: 4/10


#bookmeter


***


A potem on już miał ten dom i mieszkał tam samotnie, sypiał na sienniku przez trzy lata, dopóki nie stać go było na meble godne tej wspaniałości – przy czym częścią umeblowania, i to wcale nie najpośledniejszą, był właśnie ten akt ślubu.


Ufff. Udało się wreszcie toto skończyć, a wcale nie było to łatwe. I może odłożyłbym tę książkę wcześniej i wcale bym jej nie skończył, gdy nie fakt, że będziemy ją omawiać w niedzielę na spotkaniu ludzi, którym chce się nie tylko czytać, ale i o tym co się przeczytało rozmawiać. I może nawet mimo tego, że będziemy ją omawiać w niedzielę, to i tak odłożyłbym ją wcześniej i wcale bym jej nie skończył, ale sam ją do czytania zaproponowałem.

– „Przecież dwa razy z rzędu nie wylosuje się moja propozycja” – pomyślałem. No i się wylosowała.


Tak więc sam zaproponowałem tę książkę, a zaproponowałem ją dlatego, że stopniowo zapoznaję się z utworami zaliczanymi do great American novels, no i Absalomie, Absalomie! jest jednym z tych utworów z tej „listy”, których jeszcze nie czytałem. Zaproponowałem więc ją, a już przy proponowaniu za tę propozycję przeprosiłem, wcale nie mam więc zamiaru w niedzielę przepraszać za to po raz kolejny. A może ta książka wcale nie jest taka zła, a tylko trafiła u mnie na zły czas na, bądź co bądź, wymagającą jednak lekturę? Bo przecież kiedyś pochłonąłem Ulissesa i nawet mi się podobało (choć, fakt, niewiele z niego zrozumiałem; ale pod wrażeniem lektury aż poleciałem na weekend do Dublina, co prawda tylko po to, żeby przekonać się, że niewiele już tam z tego Ulissesa zostało, no ale poleciałem), a pan Faulkner bywa z panem Joycem zestawiany. I może faktycznie to we mnie coś się zmieniło, bo całkiem niedawno nie dałem przecież rady zmęczyć Pani Dalloway, choć ten utwór pani Woolf bywa z Ulissesem porównywany.


Absalomie, Absalomie! opowiada, jak ponoć większość utworów pana Faulknera, o amerykańskim Południu. Absalomie, Absalomie!, jak ponoć większość utworów pana Faulknera napisana jest w charakterystycznym dla niego stylu, to jest za pomocą strumienia świadomości, częstej i niejasnej zmiany narratorów oraz skoków w czasie. Teoretycznie jest to coś, co bardzo lubię i bardzo mi się podoba i tak samo było w przypadku tej książki. Było tak przez pierwsze jej sto siedemdziesiąt stron (książka ma tych stron 372), do końca piątego jej rozdziału, bo później się w tym wszystkim pogubiłem. Język nadal był ciekawy, ale absolutnie nie wiedziałem już o czym czytam (kiedyś myślałem, że wcale mi to w lekturze nie przeszkadza, ale chyba się myliłem). To, że w ogóle wiem jak ta historia przebiegała zawdzięczam wyłącznie temu, że na końcu książki zamieszczone jest kalendarium i spis bohaterów z ich krótką charakterystyką.


Sama treść tej książki wydaje mi się być czymś w rodzaju wyrzutu sumienia za to, co działo się na Południu w okolicach wojny secesyjnej i choć podejmowanie tego tematu w czasach, kiedy pan Faulkner tworzył wydaje się być ze wszech miar słuszne i uzasadnione, tak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta książka, przede wszystkim ze względu na jej formę, jest jakimś przejawem snobizmu (choć moje wrażenie może oczywiście być błędne, problemy amerykańskiego Południa dla mnie przecież są ogromnie odległe). Dużo lepiej, moim zdaniem, z problemem (choć przedstawiając go od innej strony) poradziła sobie w Przeminęło z wiatrem pani Margaret Mitchell. I, jeśli dzisiejszy czytelnik nie ma jakichś naukowych, artystycznych bądź snobistycznych powodów ku temu, żeby sięgać konkretnie po pana Faulknera, a chciałby się przenieść na amerykańskie Południe XIX wieku, to ja jednak sugerowałbym zapoznać się z książką pani Mitchell. Jakaś taka wydaje mi się przyjemniejsza w odbiorze. Choć i u pana Faulknera w jego Absalomie znajdzie się wiele (być może nawet więcej) podniesionych istotnych problemó i bardzo dobrze zarysowanych postaci (choć, w porównaniu z Przeminęło z wiatrem, postaci jednak dużo bardziej płaskich), to dokopywanie się do nich naprawdę momentami bywa straszliwą męką. Nawet przy moim umiłowaniu i uznaniu dla języka.

81ab372d-e0c4-401d-9c57-e94bfb5e0fba

Zaloguj się aby komentować

425 + 1 = 426


Tytuł: Wojna Kalibana

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: książka papierowa

Liczba stron: 570

Ocena: 7/10


2 część cyklu Expanse


Tym razem fabuła jest opowiadana w podziale na 4 postacie. Do Holdena doszedł Praks, botanik z Ganimedesa, który walczy o odzyskanie swojej córeczki. Bobbie, marsjańska marine oraz Avasarala - charyzmatyczna polityk z Ziemi.


Czytało się dobrze, zaledwie 18 dni temu wstawiałem recenzję 1 części, to też o czymś świadczy. Prawie każdego wieczora znajdowałem czas aby przeczytać chociaż 1-2 rozdziały.


Znów trudno nie odnosić się do serialu. Casting ponownie dobrany perfekcyjnie. Trochę mnie zdziwił opis 3 książki, w serialu takie wydarzenia zostały przedstawione chyba później. No cóż, przekonam się niebawem


P.S. tak, też mam wrażenie, że tytułu kolejnych części wyglądają jakby powstały z generatora tytułów


#bookmeter r #ksiazki

74319bb7-5de4-4d6b-b176-e5e550821f74

Zaloguj się aby komentować

424 + 1 = 425


Tytuł: Wędrówki Tappiego po Mruczących Górach

Autor: Marcin Mortka

Kategoria: literatura dziecięca

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: książka papierowa

Liczba stron: 176

Ocena: 6/10


Ta mi się jakoś tak średniej w sumie widziała xd


W sensie nadal jest lekka i infantylna i można dziecku czytać, ale ta jest miejscami jakby straszniejsza i ma więcej momentów które trzeba lekko cenzurować przy trzyipółlatce.


No ale generalnie nadal jest klikat Tappiego mocno, uniwersum lekko poszerzone, nawet babcia Tappiego się pojawia xdd


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

1de6875c-f466-4a07-b2ab-93bc89f3aec2

Zaloguj się aby komentować

423 + 1 = 424


Tytuł: Lampiony

Autor: Katarzyna Bonda

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 640

Ocena: 6/10


Trochę mnie ta książka wymęczyła ilością wątków i skomplikowaniem całej historii. Mimo wszystko była ciekawa i przyjemnie napisana. Trochę gorsza od poprzedniej z tej serii.

Miejsce akcji Łódź, to genialny wybór dla tej książki.


#bookmeter

62f881ae-5681-43a0-a2fe-aea9202b9225

Zaloguj się aby komentować

422 + 1 = 423


Tytuł: Lepsze czasy. Ja zostać królem

Autor: Pawel Zych

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Dobre czasy

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-965286-1-2

Liczba stron: 144

Ocena: 10/10


Podobne odczucia jak do średniowiecznej części „Dobre czasy“


Polska 1605 roku oczami dziesięcioletniego Wladyslwa Wazy, który wyruszył w podróż po Rzeczpospolitej

W formie dialogu księcia z mieszkańcami poszczególnych miast z mapy

Tak powinny wyglądać książki historyczne- 2 stronicowe intro wyjaśniło sytuację międzynarodową i wewnątrz Polski lepiej niż cały system nauczania w szkołach

Rysunku 10/10

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytanie

53584eb3-4d46-465f-90bc-8c5e34eb5728
009689f6-2933-4534-9de2-3cefb02c6ca4

Zaloguj się aby komentować

421 + 1 = 422


Tytuł: Opowieść podręcznej

Autor: Margaret Atwood

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: e-book

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10


Powieść Margaret Atwood przedstawia świat niedalekiej przyszłości, w którym w miejscu dawnych Stanów Zjednoczonych powstała teokratyczna republika Gileadu. W nowym porządku społecznym kobiety zostały całkowicie podporządkowane systemowi, a te nieliczne zdolne do rodzenia dzieci trafiają do roli tytułowych podręcznych - narzędzi reprodukcji w domach uprzywilejowanych rodzin. Narratorką jest jedna z nich (Freda_, która opowiada o codzienności w świecie rygorystycznych zasad, kontroli i strachu, próbując jednocześnie zachować resztki własnej tożsamości.


Najbardziej uderza w tej książce koszmarna wizja świata, który z jednej strony wydaje się zupełnie obcy, a z drugiej niepokojąco możliwy. Atwood nie buduje futurystycznej dystopii pełnej technologii - przeciwnie, jej Gilead jest dziwnie znajomy. To świat, który mógłby powstać właściwie tu i teraz, gdyby kilka społecznych procesów potoczyło się w inną stronę. Właśnie ta bliskość sprawia, że książka działa tak mocno.


Świetnym zabiegiem są retrospekcje. Wspomnienia Fredy z czasów sprzed powstania Gileadu - pracy, przyjaźni, zwyczajnego życia - kontrastują z teraźniejszością i pokazują, jak bardzo zmienił się świat. Dzięki temu czytelnik nie tylko poznaje mechanizmy nowego systemu, ale też czuje, co zostało utracone. To właśnie ten kontrast sprawia, że dystopia Atwood jest tak przejmująca.


"Opowieść podręcznej" to jedna z tych książek, które straszą nie potworami, lecz wizją świata zbudowanego z całkiem realnych elementów. Książka ma pewne braki, a zakończenie nie do końca toczy się schematem, którego mogłem się spodziewać. Jest jeszcze drugi tom i może to on rozwinie historię bardziej i domknie to, co nie domknięte.


Po książkę sięgnąłem ze względu na wyzwanie Goodreads (Star Selections), bo ostatnio trochę je olałem i teraz zostało mi 4 tygodnie na ich ukończenie.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

c95144ee-285a-4147-a36a-7cf821e25fe8

Nie czytałem, ale mnie zawsze zastanawiało, czy na pewno taki świat byłby możliwy?

No wydaje mi się, że nie do końca. Bo kobiety to nasze matki, siostry, córki.

Połowa społeczeństwa. Czy takie uwstecznienie postępu byłoby możliwe? No moim zdaniem nie. Nie wiem na ile to realna wizja a na ile niepoprawna fantazja jakiejś wojującej feministki?

No bo musielibyśmy sobie to samo jakoś zrobić jako społeczeństwo.

Jak w jakimś Islamie "tak po prostu jest" od początku, o tyle takie świadome uwstecznienie w społeczeństwie zachodnim uwazam za bullshit, bo poziom moralności rośnie a nie maleje.

Oczywiscie z sinusoida, tak jak teraz w USA,.ale trend jest wznoszacy mimo wszystko.

@maly_ludek_lego cały świat może nie, ale jeśli popatrzymy na przedmiotowe traktowanie kobiet w Azji południowej, albo w krajach islamskich, to jest to całkiem możliwe w mniejszej skali.

Zaloguj się aby komentować

420 + 1 = 421


Tytuł: 22 długości

Autor: Caroline Wahl

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

Liczba stron: 288

Ocena: 6/10


"22 długości" to historia Tildy - nastolatki, która próbuje utrzymać w ryzach życie swoje i swojej młodszej siostry (Idy), dorastając w cieniu trudnego domu i uzależnionej matki. Pływanie w basenie, tytułowe dwadzieścia dwie długości, staje się dla niej codziennym rytuałem i sposobem na zachowanie równowagi. Choć czasami, ta liczba się zmienia. Kiedy w jej życiu pojawia się szansa na wyjazd i zmianę przyszłości, Tilda musi zdecydować, czy wreszcie pomyśli o sobie, czy dalej będzie brała odpowiedzialność za wszystko wokół.


To książka, która porusza bardzo ciężkie i ważne tematy: dorastanie w dysfunkcyjnej rodzinie, poczucie odpowiedzialności za młodszą siostrę, życie w permanentnym napięciu i wstydzie. W wielu momentach Wahl trafnie oddaje emocjonalne zmęczenie bohaterki i jej potrzebę choćby krótkiej chwili normalności. Dzięki temu powieść potrafi być naprawdę poruszająca, szczególnie gdy skupia się na relacji między siostrami i na codziennej walce o przetrwanie.


Jednocześnie mam wobec tej książki sporo mieszanych uczuć. Niektóre wątki rozwijają się w dość dziwny, nierówny sposób - jakby autorka nie do końca wiedziała, w którą stronę chce je poprowadzić. Najbardziej zgrzytał mi jednak wątek romantyczny, który przy całej surowości historii wypada niemal bajkowo i trochę burzy wiarygodność opowieści. Szczególnie scena na dachu. Dialogi też momentami są dziwne, gdy tuż przed nim bohaterka myśli o tym, co zaraz 1:1 wypowie w dialogu.


To ważna i momentami bardzo mocna książka, ale jej potencjał nie zawsze został wykorzystany tak dobrze, jak mógłby, a szkoda.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

173ac609-e4d5-487f-b8f7-b4f2b545a157

Zaloguj się aby komentować

419 + 1 = 420


Tytuł: Lewandowski. Prawdziwy

Autor: Sebastian Staszewski

Kategoria: biografia, nieautoryzowana biografia

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: audiobook

Długość: 20h

Liczba stron: 712

Ocena: 8/10


Nie jestem fanem biografii samych w sobie ani autora, który często w programach po prostu mnie irytował. Do sięgnięcia po tę książkę skłoniła mnie głównie ciekawość - nie tyle życia Lewandowskiego, co tego, jak zostało ono opisane i skąd biorą się tak polaryzujące opinie na temat tej pozycji. I muszę przyznać, że mnie wciągnęła, choć nie umiem powiedzieć dlaczego. No i w sumie mam za darmo w klubie audioteki.


Staszewski otwarcie nie przepada za Robertem, a sama książka nie ma autoryzacji. O ile więc pojawiają się w niej sporadycznie wypowiedzi napastnika Barcelony, to ostatecznie autor decydował, co i w jaki sposób zostanie przedstawione - co, jak można się domyślać, mogło skończyć się zwykłym paszkwilem. Tak się jednak nie stało. Książka sprawia wrażenie bardzo obiektywnej i prezentuje wydarzenia oraz oceny z wielu różnych punktów widzenia. Autor często też weryfikował pewne rzeczy na korzyść Roberta, a gdy ten kłamał, jest to wprost komunikowane.


Na wstępie zaznaczę, że polaryzujące opinie wynikają głównie z nastawienia czytelnika. Jeśli ktoś gardzi Robertem, znajdzie tu powody, by robić to jeszcze bardziej. Jeśli ktoś go lubi - być może polubi go jeszcze bardziej. Jeżeli ktoś uważa, że piłka nożna to jedno wielkie szambo, również znajdzie tu argumenty potwierdzające swoją opinię.


Jeśli wcześniej nie przepadaliście za reprezentacją Polski, to po tej książce możecie znienawidzić ją jeszcze bardziej. I niekoniecznie przez samego Roberta - choć tu wiele zależy od podejścia. Jeśli chlańsko i brak profesjonalizmu na zgrupowaniach uważacie za coś normalnego, Lewy może jawić się jako antagonista, bo nie pił, dbał o siebie i zwracał na to uwagę kolegom. Jeśli patrzycie na to odwrotnie, być może uznacie go za jedyny pozytywny element tej układanki. Z mojej perspektywy gniazdo żmij, w którym wszyscy brudni, choć niektórzy tylko trochę, a inni taplają się w błotku jak szczęśliwe prosiaczki.


Mam wrażenie, że równie dużo co o samym Lewandowskim książka mówi o tej brudniejszej stronie futbolu, realiach pilskiej piłki i o tym, jak nawet pozytywne intencje potrafią zostać odebrane negatywnie, gdy ktoś nie ma odpowiednio otwartego charakteru. W przynajmniej kilku opisanych sytuacjach widziałem coś z własnych doświadczeń - momenty, w których przez mój autyzm ktoś mnie źle zrozumiał i powstała drama oparta na zwykłym nieporozumieniu. Gdy pierdoła urasta do rangi przestępstwa na lata.


Nie jest tak, że po tej książce współczuję Robertowi, ale wyłania się z niej obraz, że jeśli jesteś introwertykiem, a dodatkowo nie najlepiej czytasz emocje innych, to masz pod górkę. Nawet jeśli wejdziesz na absolutny szczyt, ludzie i tak będą twoje osiągnięcia cenić mniej niż podobne sukcesy ekstrawertyków. Być może to moja projekcja, ale tak odczytałem część wypowiedzi rozmówców autora. Momentami miałem też wrażenie pewnego lawirowania wokół tezy, że ekstrawertyzm jest czymś "normalnym", a introwertyzm już nie. Nie pada to wprost, ale takie odniosłem wrażenie, co może być moją projekcją. Nie jest tego dużo - może kilka stron na ponad 700 - ale dało mi to trochę do myślenia. Nie tyle o tym, czy ekstra/intro są złe, a o tym, że żyjemy w społeczeństwie, które nadal którąś z tych opcji postrzega jako gorszą.


Osób udzielających się w książce jest bardzo wiele. Pojawiają się przedstawiciele Borussii, Bayernu, Barcelony, Lecha, piłkarze i w zasadzie wszyscy ludzie, których można by się tu spodziewać - poza Zbigniewem Bońkiem, który odmówił. Łącznie ponad 250 rozmówców.


Ocena wysoka, bo nie ma tu typowego dla biografii pudrowania rzeczywistości. Niektóre sprawy opisane są z zaskakującą szczegółowością - na przykład dokładne liczby i mechanizm oszustwa podatkowego w Niemczech czy kulisy rozmów kontraktowych wraz z konkretnymi sumami i bonusami. Lewy nie jest świętoszkiem i ma swoje za uszami, choć niekoniecznie w tych sprawach, za które najczęściej obrywa w mediach.


Moja opinia o nim się nie zmieniła i pozostaje neutralna. Nie ukrywam jednak, że ocena kilku innych postaci po lekturze tej książki poleciała z neutralnej prosto na dno.


Fajny kontrast do całej kariery Lewego dał rozdział o Barcelonie. Patrząc na to jak surowo opisywali go koledzy z Bayernu, Gavi opowiadający o tym, że traktuje go jak ojca, wydawało się w opór miłe. Nawet jak na boisku nie zawsze wszystko gra i pewnie Lewy długo już tam nie zabawi.


#bookmeter

> #dziwensieodchamia

#ksiazki #audiobook #pilkanozna #fcbarcelona #bayernmonachium #lechpoznan

f3adfa2f-5b7d-4eb6-ace3-7e451c4c93d3

@Dziwen Czytałem, dobra pozycja. Szczególnie wątki o kadrze mnie zmroziły. Pudrowane vlogi ŁączyNasPiłka w kontraście do wewnętrznych wojenek, trenerów kretynów, kłótni o pieniędze, nocnych imprezach, alkoholu. No i Lewy, który jest mówiąc wprost zimnym, chłodnym w kalkulacji człowiekiem prącym naprzód niezależnie od strat, ale może właśnie dlatego stał się tak wielki? Niemniej polecam!

Zaloguj się aby komentować

418 + 1 = 419


Tytuł: Wywyższenie Horusa

Autor: Dan Abnett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Pick A Voice

Format: audiobook

ISBN: 978-83-8675-893-7

Liczba stron: 416

Ocena: 7/10


Prywatny licznik: 3/24


Świat Warhammera jest mi znany, dzięki przygodom Gotreka i Felixa, którymi zaczytywałem się będąc nastolatkiem. Po latach wkroczyłem w świat Warhammera 40k i jest całkiem spoko. Na pewno udało się przenieść ten brudny, krwawy, ciężki klimat w uniwersum sci-fi. Wyszło to całkiem dobrze i oryginalnie.

Natomiast sama przedstawiona historia na początku mnie nie porwała, gdyż bohaterowie książki są mocno OP. Później wyszły jakieś słabostki i rozterki niektórych z nich, co nadało im głębi i dzięki czemu zrobiło się ciekawiej. Historia bardzo pompatyczna, trochę przegadana. No i tak średnio ogólnie, za to Filip Kosior robi robotę. Czyli przede wszystkim klimat świata przedstawionego i klimat zrobiony przez lektora sprawiają, że pozytywnie odebrałem tę pozycję.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #dwanascieksiazek

95702225-fc58-4faa-8ddd-85c8d9db5ff7

@splash545 W pierwszym wydaniu był fajny chochlik drukarski. Nazwę statku "Chwała Terry" wydrukowano jako "Chała Terry". Powinni to zostawić w audiobooku i dodać lekkie "he he" lektora.

Zaloguj się aby komentować

417 + 1 = 418


Tytuł: Powrót z Gwiazd

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Audioteka

Format: audiobook

Liczba stron: 400

Ocena: 8/10


Podejrzewam że spadną na mnie gromy, ale to pierwsza skończona przeze mnie książka Lema.... Nie bijcie! Tak jakoś wyszło... Nie żebym nie próbował, bo miałem 2 próby opowiadań o pilocie Pirxie, jedno w gimnazjum, drugie z 3/4 lata temu... W obu wypadkach chyba odpadłem na tym samym opowiadaniu. No i tak prokrastrynowałem Tego Lema aż stwiedziłem że raz kozie śmierć i spróbowałem Powrót z Gwiazd. No i wyszło fajnie. Koncept poznawania świata razem z głównym bohaterem bardzo fajny, również sam stworzony świat z pomysłem. Dobrze to się słuchało. Właśnie, słuchało bo Audioteka znowu dała radę, tylko te kobiece głosy takie... mało odznaczające się, zlewały mi się. Ogólnie zadowolony jestem, myślę że spróbuję jeszcze coś takiego polecanego, możecie mi coś podpowiedzieć


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #stanislawlem

d06029b2-042e-49f9-8ee5-e4fd1de524ad

Zaloguj się aby komentować

416 + 1 = 417


Tytuł: Groble

Autor: Michael McDowell

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 272

Ocena: 7/10


Drugi tom sagi Blackwater kontynuuje historię rodziny Caskeyów i tajemniczej Elinor, która po wydarzeniach z "Powodzi" na dobre zadomawia się w miasteczku Perdido. Rzeka wciąż wyznacza rytm życia mieszkańców, a budowa tytułowych grobli ma symbolicznie ujarzmić żywioł i zabezpieczyć miasteczku przyszłość. Równocześnie napięcia wewnątrz klanu narastają - szczególnie w relacji między Elinor a nestorką rodu. To wciąż przede wszystkim saga rodzinna, w której ambicje, duma i ukryte lęki są równie istotne, a może bardziej istotne, niż elementy nadnaturalne.


Po rewelacyjnym zakończeniu pierwszego tomu można było spodziewać się wyraźniejszego skrętu w stronę grozy już na starcie drugiego tomu - czegoś w duchu "Omena" czy "Dziecka Rosemary", z narastającym poczuciem, że w centrum rodziny dojrzewa coś złowieszczego. Tymczasem McDowell ponownie wybiera drogę powolnego budowania napięcia. Elementy niesamowite są subtelne, bardziej w domyśle niż pokazane wprost, a autor koncentruje się na psychologii postaci i układach sił. To świadoma decyzja, ale jednocześnie trochę zmarnowany potencjał - aż prosi się, by pójść o krok dalej w stronę pełnoprawnego horroru.


Z drugiej strony trudno odmówić książce wciągającej narracji. Relacje między bohaterami są coraz bardziej napięte, a atmosfera dusznego Południa działa na wyobraźnię. McDowell potrafi budować klimat niepokojącej codzienności, w której coś jest „nie tak”, choć nikt nie potrafi tego jasno nazwać. A elementy grozy przypominają bardziej jump scare, bo jednak na tą grozę czekamy, czekamy i czekamy, aż nagle dostajemy nią w twarz, gdy sie jej najmniej spodziewamy. A element kulminacyjny jest bardzo daleko od fazy budowania napięcia.


Jest to dobry, sprawnie napisany ciąg dalszy sagi, który rozwija świat i postacie, ale wciąż odkłada prawdziwą grozę na później. A szkoda, bo ten tom byłby lepszy, ale z pomysłów na niego, które sam sobie w głowie układałem, żaden nie został zrealizowany. Może to też mnie tak wciągnęło w tej historii, że nie umiem jej przewidzieć i cały czas trafiam na zaskoczenia. Tam gdzie oczekuję grozy jest sielanka, a tam gdzie się nie spodziewam wpada element grozy.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

4b8587c7-b961-4a73-8845-d8d4515eadff

Zaloguj się aby komentować

415 + 1 = 416


Tytuł: Doktor No

Autor: Ian Fleming

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: e-book

Liczba stron: 384

Ocena: 7/10


W szóstej powieści o Bondzie agent 007 zostaje wysłany na Jamajkę, by wyjaśnić zaginięcie brytyjskiego agenta. Oficjalnie to rutynowe zadanie, w praktyce - podróż na odizolowaną tajemniczą wyspę Crab Key, należącą do tajemniczego Doktora No. Co ciekawe, początek książki jest wyraźnym spowolnieniem tempa względem wcześniejszych tomów. Bond dochodzi do siebie po poprzedniej misji, a wyjazd ma w sobie coś z rekonwalescencji połączonej z rozpoznaniem terenu. Dopiero z czasem atmosfera gęstnieje, a egzotyczna sceneria zamienia się w zamkniętą pułapkę.


Najbardziej podobała mi się właśnie ta odskocznia od czystej akcji. Fleming daje Bondowi chwilę, by nie tylko działał, ale też obserwował, analizował i po swojemu, mierzył się z pytaniem, kim właściwie jest Doktor No. To nadal ten sam profesjonalista, ale w bardziej kameralnej, niemal introspektywnej odsłonie. Sam Doktora No jest z kolei ciekawym przeciwnikiem - chłodnym, wyrachowanym, niemal laboratoryjnie odciętym od emocji. Ich konfrontacja ma w sobie coś bardziej osobistego niż zwykłą walkę dobra ze złem.


Oczywiście nie brakuje elementów typowych dla Fleminga: egzotyki, wyraźnie zarysowanego antagonisty, romansu, napięcia budowanego przez izolację i fizyczne próby, którym poddany zostaje Bond. Finał wraca do bardziej dynamicznego tonu, ale przez większą część książki dominuje klimat niepokoju i powolnego odkrywania tajemnicy.


To solidny tom serii, dużo lepszy niż poprzedni, może mniej spektakularny, bardziej skupiony i dzięki temu ciekawie różniący się od poprzednich przygód Jamesa Bonda.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

35996183-7f95-4290-bf1b-60f13786c216

Zaloguj się aby komentować

414 + 1 = 415


Tytuł: Rozjemca

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: e-book

Liczba stron: 632

Ocena: 8/10


Miałem pewne wątpliwości ruszając z tym tytułem, bo Sanderson zawiódł mnie poprzednia książką. Niepotrzebnie się martwiłem. Bardzo przyjemnie zaprezentowana część Cosmere, pojawia się też jedna z postaci i jedna z "postaci" z innej pozycji, poznajemy więc kolejną część świata-układanki.


Fabuła bardzo przyjemnie utworzona, z nieprzewidywalnymi zwrotami akcji: nigdy nie można powiedzieć "o, to już wiem wszystko". Praktycznie do końca okazuje się, że jednak kolejnego czegoś nie wiedzieliśmy.


Admini, dajcie te spoilery, kuźwa, na co komu powiadomienia jak nie można nic o książce napisać poza ogólnikami!


#bookmeter #sciencefiction #brandonsanderson

02d6ee77-3c8f-43d2-92e2-4d3a280b019c
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

413 + 1 = 414


Tytuł: Powódź

Autor: Michael McDowell

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 272

Ocena: 7/10


Był "Dworzec Perdido", to teraz trafiamy do miasta Perdido.


Pierwszy tom sagi Blackwater zaczyna się od wielkiej powodzi, która nawiedza małe miasteczko Perdido w Alabamie na początku XX wieku. W jej następstwie mieszkańcy odnajdują w zalanym hotelu tajemniczą kobietę - Elinor Dammert, która wkrótce zaczyna wplątywać się w życie wpływowej rodziny Caskeyów. Na pierwszy rzut oka historia przypomina raczej obyczajową kronikę małomiasteczkowej społeczności niż horror: dużo tu rodzinnych napięć, walki o wpływy i stopniowego budowania pozycji w lokalnej hierarchii. Dopiero z czasem pojawiają się sygnały, że Elinor może nie być do końca tym, za kogo się podaje. A nadprzyrodzone zjawiska dziejące się w jej pobliżu nie dają się w żaden sposób wytłumaczyć.


Największym zaskoczeniem "Powodzi" dla mnie jest to, jak niewiele jest w niej faktycznej grozy. Książka formalnie uchodzi za horror, klasyczną powieść grozy, ale w pierwszym tomie elementy niesamowite pojawiają się zaledwie w kilku krótkich scenach (bodajże 3) i są dość dziwnie wkomponowane w opowieść. Przez większość czasu czyta się powieść obyczajową osadzoną w amerykańskim Południu. W dodatku jest to typowa historia faceta rozdartego między miłością do narzeczonej/żony i matki, w której każda z kobiet chce być tą jedyną i robi wszystko, żeby wygrać w uczuciowej bitwie. Z jednej strony może to rozczarowywać, jeśli ktoś spodziewa się mrocznej historii, z drugiej jednak autor bardzo sprawnie buduje tło świata i relacje między bohaterami. Czuć od samego początku, że to tom - intro, który ma nas tylko odpowiednio wprowadzić w świat i dać nam zrozumieć lepiej to, co będzie się działo w kolejnych tomach.


Mimo powolnego tempa książka wciąga bardziej, niż można by się spodziewać. McDowell dobrze oddaje atmosferę miejsca - powodzi, rzeki i życia podporządkowanego jej rytmowi. Autor pięknie buduje drobne napięcia między członkami rodziny Caskeyów. Czyta się to gładko i z ciekawością, nawet jeśli właściwie przez większość czasu niewiele się dzieje, a obiecywany horror pozostaje tylko sugestią. Ale opowieść jest zbudowana tak, że wypatrujemy tego horroru, jak dziecko prezentu na gwiazdkę.


Wciągający początek rodzinnej sagi, który jednak jako horror wypada dość blado i sprawia raczej wrażenie długiego wstępu do właściwej historii. Ale napisany tak, że nie odłożysz sagi po pierwszym tomie.


Książki z tej serii mają bardzo mały formaty, właściwie kieszonkowy, więc te 272 stron to bliżej 150-180 w standardowym wymiarze strony.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 47/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

32ca7862-5aae-4a46-9034-84f6148382b4

@WujekAlien tak z ciekawości: ile to ma wierszy na stronę? Byłem zainteresowany kupnem, ale wydali w miękkiej, więc mogą mnie pocałować w pompkę.

Zaloguj się aby komentować

412 + 1 = 413


Tytuł: Columbine. Masakra w amerykańskim liceum

Autor: Dave Cullen

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: e-book

ISBN: 9788367324472

Ocena: 9/10


To pierwsza książka, po którą sięgnąłem, nie czytając od dawna. Muszę powiedzieć, nie żałuję.


Jest to wielowymiarowy opis jednej z pierwszych strzelanin szkolnych w USA - tak wielowymiarowy, że poznajemy nawet opinię lokalnej społeczności, początkowo wspierającej, a później znużonej. Poznajemy jednak przede wszystkim Erica, Dylana i ich najbliższe otoczenie i to bardzo dogłębnie.


Autor stara się przedstawić swoją hipotezę na to, co się stało. Nie wiem, czy ma rację - tego niestety się nie dowie już nikt, natomiast wiem, że cała konkluzja jest logiczna i rzeczowa, zaś historia przedstawiona bardzo dobrze.


Czy to jest mistrzostwo literatury faktu? Nie wiem, dlatego wahałem się między 8 a 9. Ale czyta się z zaciekawieniem, mimo że przez konstrukcję książki każdy już wie, co się stanie na koniec. Ale ten koniec i tak porusza.


A i chciałem podziękować pięknie społeczności Hejto za zmotywowanie do powrotu do czytania. Jak to było na jednym plakacie "Czytanie jest jak Counter-Strike. Musicie tylko Państwo zacząć". Warto było i cieszę się, że się udało mi wrócić do tego wspaniałego hobby.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

de38289d-dc0c-401f-8cac-24b9d92bab69

Zaloguj się aby komentować

411 + 1 = 412


Tytuł: Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji

Autor: Marta Madejska

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: książka papierowa

Liczba stron: 312

Ocena: 6/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5209691/ostatni-gasi-swiatlo-przypowiesc-o-transformacji


Zmiana władzy, prywatyzacja, galopująca inflacja — to początek lat 90. w Polsce, czyli okres transformacji ustrojowej. Czas na tyle dziwny i przełomowy, że wciąż pisze się o nim kolejne książki. W tym i tę.

Podejść do książki o najntisach można na kilka sposobów: pisać depresyjnie o tym, co się nie udało; pisać radośnie o tym, co się udało; pisać z tęsknotą o tym, co się utraciło; pisać z rozrzewnieniem o tym, czego się doświadczyło.


Pomysł autorki na tę książkę był następujący: opowiedzieć niemal o wszystkim i zmieścić się w 300 stronach, 2/3 poświęcając na upadające zakłady przemysłowe.

I trochę czuć to, że w pewnym momencie koncepcja na tę książkę uległa zmianie: bo sama opowieść o zamykanych zakładach pracy i ludziach, którzy zostali na lodzie w miejscowościach skupionych wokół fabryk to trochę za mało. Ta część opowieści jest dość sucha. Zakłady padały jeden po drugim. Pracownicy tracili pracę. Dzieci chodziły niedożywione.

A jednak brak w pisaniu o tych tragediach jakiejś emocji. Być może wynika to z charakterystyki tonu autorki, nieco zbyt reporterskim, zbyt kancelaryjnym.


Dużo ciekawszy fragment dotyczy problemów związanych z archiwami po tych zakładach. Pewnie wynika to z dodatkowego zajęcia autorki, bowiem jak wynika z blurba, jest archiwistką społeczną i ratowanie dokumentów to jej pasja. Tu czujemy jakieś emocje, autorka wprowadza nas w świat ocalonych teczek osobowych.


Mamy obowiązkową dyskusję na temat prawa aborcyjnego, podziału miasto/wieś, architektury i urbanistyki, znikającego transportu PKS, postępującej suszy — wszystko to, co powinno się znaleźć w poważnym reportażu o transformacji. A jednak brakuje tu czegoś. Jakiejś duszy. Czegoś, co sprawi, że te lata 90. nam się w tej książce zmaterializują, że wrócą do nas na chwilę. Tylko na czas tej lektury. Tego tu nie odczułam.


Prywatny licznik: 13/52

W czytelniczym bingo jest to natomiast świeżaczek — książka wydana po 2025.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #czytelniczebingo

a0ae011b-bc2a-4f4e-934d-9f0d20b9bd74
9a163448-cde9-487b-a8a4-ca0561305637
Wrzoo userbar

@Wrzoo tak poza tematem, to takie krzesła, jak te z okładki, tylko palowane na nijako-brązowy były na początku lat 90. w sali geografii w mojej podstawówce.

@Wrzoo im więcej czytam reportaży wydawanych przez Czarne na jakieś polskie tematy ("Głośnik w głowie", Żeby umarło przede mną", "Wszyscy jesteśmy cyborgami", "Dziury w ziemi", "Urobieni", "Zapaść") mają ten sam schemat - wszystko jest złe, niedofinansowane, kiedyś było dobrze, jakoś pieniądze były, teraz każdy jest wrogi, znikąd pomocy, wojewoda się nie interesuje, biurokracja blokuje rozwiązania.

Czekam na wydanie nowej książki Szymaniaka, ale jak go śledzę w social mediach, to znów szykuje się straszenie, a nie coś obiektywnego.

@jedzczarnekoty No jeśli lubisz taki ciężki reportaż, to nie jest zła. Może trafiłam na nią w złym momencie...

Zaloguj się aby komentować

410 + 1 = 411

Tytuł: Carrie

Autor: Stephen King

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383913636

Liczba stron: 272

Ocena: 8/10


Muszę uczciwie przyznać, że King zaczął swoją karierę z wysokiego C. Choć niewielka objętością, książka ukazuje bogatą gamę zachowań ludzkich, wywołujących u czytelnika szeroki wachlarz emocji. Ogólnikowe to do bólu, ale o szczegółach później, a jakiś wstęp trzeba było machnąć.


Zacznę może od formy prowadzenia historii, której typ tutaj użyty niezmiernie i niezmiennie mi się podoba. Chodzi, w pewnym sensie, o osadzenie czytelnika w przyszłości względem ukazywanych wydarzeń: wszystko już się stało, a historię poznajemy poprzez punkty widzenia różnych osób oraz, co najważniejsze, wycinki z gazet, książek, przesłuchań itp. związanych z tragiczną kulminacją losów Carrie White, tym, co do niej doprowadziło, oraz możliwych jej konsekwencji. O orientacyjnej formie zakończenia dowiadujemy się dosyć wcześnie, ale, oczywiście, diabeł tkwi w szczegółach, które do niego wiodły - a wiodły drogą wyboistą.


To wydanie zaczyna się od wstępu z okazji 50-lecia premiery książki, które osoby decyzyjne mogły zamienić w posłowie z prostego powodu - zdradza istotne momenty z fabuły. Samą historię natomiast rozpoczynamy od sceny krępującej i niecodziennej - krępującej, bo mowa o doświadczeniu pierwszej miesiączki w szkolnym prysznicu, w otoczeniu nieprzychylnych rówieśniczek; niecodziennej, bo dotknęła szesnastolatki. Nie oznacza to tylko tego, że - jak to powiedziała matka bohaterki - stała się kobietą, ale ponownie obudziło uśpione w niej moce telekinezy. Dziewczyna była nagminnie gnębiona przez "koleżanki", lecz to wydarzenie wniosło dręczycielstwo na nowe wyżyny. Jednakże Carrie nie znajduje wytchnienia od upodlenia w domu, gdzie musi żyć ze swoją fanatycznie religijną matką, baczącą na wszystkie błahe i pozornie grzeszne aspekty bytowania wychowywanej na odludka, dojrzewającej dziewczyny, do tego żałośnie zrzucającej winę za swój "moment słabości" na dziecko, doprowadzając ją swoim zelotyzmem do załamania. Czasami jej postępowanie zakrawa o smutną parodię, choć łatwo uwierzyć mi w istnienie podobnych jej ludzi.


Choć większość książki skupiona jest stricte na Carrie, sporo tu fragmentów śledzących działania innych osób w mniej lub większym stopniu związanych z kryzysem bohaterki, ukazujących ich pogląd na jej sytuację, ale również po prostu podejście do różnych aspektów życia. Widzimy tu budzące odrazę zepsucie niektórych, rozterki moralne jednych oraz godne podziwu akcje drugich - do tej ostatniej grupy mogę zaliczyć dyrektora i jego słowną batalię z pewnym wymuskanym tatusiem, gdzie nie dał się on zastraszyć i stłamsić; wiedział, co ma wiedzieć, powiedział, co miał powiedzieć, nawet jeżeli było to podyktowane bardziej pragmatycznymi niż idealistycznymi pobudkami. Postacie są w tej książce dobrze napisane, nawet jeżeli niekiedy niektóre z nich mogą wydawać się deczko przerysowane.


Dziwiło mnie, że w kluczowym momencie wszyscy zaczęli się śmiać, choć zewnętrznemu obserwatorowi wydaje się to zupełnie absurdalne i nieczułe. Później jednakże zdałem sobie sprawę, że ludzie przecież często reagują śmiechem na stresujące sytuacje, by przeciwdziałać zastrzykowi kortyzolku.


Jest to książka przykra w odbiorze, wywołująca odczucie bezsilności, obrazująca destrukcyjny wpływ niedostatku empatii dla tych, którzy koniecznie jej potrzebują. Spójrzmy na to jednak z innej perspektywy: czy współczulibyśmy osobie nawet w najgorszy sposób gnębionej, gdyby zabiła kogoś nam bliskiego? No wątpię. Kończąc oklepanym frazesem: pozycja bardzo dobra i godna polecenia.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #stephenking #proszynski #ksiazkicerbera

21a24180-7e17-49ca-949f-1ca816908df4

@Cerber108

Czasami jej postępowanie zakrawa o smutną parodię, choć łatwo uwierzyć mi w istnienie podobnych jej ludzi.

Patrząc na internetowe odklejki amerykańskich protestantów nie zdziwiłabym się, gdyby sporo mieszkało w USA takich pań White.

Amerykańscy protestanci to zupełnie inny lvl spierdolenia umysłowego niż nasze kościelne moherowe berety.

@Vampiress mając na uwadze akcje świętoszkowatych lobbystów chcących zabraniać sprzedaży np. seks-gierek na Steamie, można bardzo łatwo w to uwierzyć. Nie jestem targetem takich tytułów, ale swoich napalonych odbiorców one mają, no i przynajmniej nie ma w nich, ekhen, pedofilii, która, ekhem, w pewnych miejscach ma się bardzo dobrze i o dziwo nikt nie chce jej odkryć.

Zaloguj się aby komentować

409 + 1 = 410


Tytuł: Fizjologiczne podstawy wysiłku fizycznego

Autor: Jan Górski

Kategoria: inne, sport, medycyna

Wydawnictwo: PZWL Wydawnictwo Lekarskie

Format: e-book

ISBN: 8320026962

Liczba stron: 554

Ocena: 7/10


Prywatny licznik: 8/10


Trochę usystematyzowałam wiedzę w zakresie fizjologii lecz czuć że wydanie ma już dobre ponad 20 lat. Nie mniej na załapanie podstaw ok.


#bookmeter #ksiazki

b94a0f2f-b195-456b-be06-7c117c67caaf

Zaloguj się aby komentować

408 + 1 = 409


Tytuł: Polowanie na czas

Autor: Jeffery Deaver

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: e-book

Liczba stron: 440

Ocena: 7/10


Tom 4 serii z Colterem Shawem.

W "Polowaniu na czas" Colter Shaw podejmuje się odnalezienia kobiety uciekającej wraz z nastoletnią córką przed brutalnym mężem. Początkowo sprawa wygląda na dość typowy przypadek przemocy domowej i desperackiej próby ukrycia się przed prześladowcą, ale szybko okazuje się, że sytuacja jest bardziej skomplikowana, niż wynika z pierwszych informacji. Shaw musi ustalić, kto naprawdę jest ofiarą, a kto manipuluje faktami, jednocześnie ścigając się z czasem i przeciwnikiem, który wydaje się być zawsze o krok przed nim.


Podobnie jak w poprzednim tomie, najmocniejszą stroną książki jest wątek rodzinny, choć tym razem pokazany z innej perspektywy. Relacja matki i córki oraz historia ich ucieczki nadają fabule emocjonalnego ciężaru i sprawiają, że zagrożenie przestaje być abstrakcyjne. Konflikt z mężem przestępcą buduje napięcie w bardziej osobisty sposób niż typowe zagadki kryminalne Deavera i dobrze współgra z charakterem Coltera Shawa, który z natury staje po stronie słabszych. Miałem tu pewny vibe Reachera, co oczywiście nie jest żadnym przytykiem do autora, a bardziej ciekawym smaczkiem, który zdecydowanie doceniam. Ciekawym zabiegiem jest też wrzucenie nam bohatera, który jest byłym policjantem i zna metody pracy policji, przez co jest dużo większym wyzwaniem niż poprzedni "przeciwnicy" Coltera.


Konstrukcyjnie to wciąż bardzo sprawny thriller - krótkie rozdziały, dynamiczna akcja i typowe dla Deavera zwroty fabularne utrzymują tempo i sprawiają, że książkę czyta się szybko. Jednocześnie niektóre rozwiązania są trochę przewidywalne dla czytelnika znającego styl autora, a sama historia nie zostawia aż tak mocnego wrażenia jak najlepsze tomy cyklu. To raczej solidna kontynuacja niż wyraźny krok naprzód serii.


Nie mogę się doczekać tego, co przyniesie zakończenie w postaci tomu 5. Bo może tom 4 trzeba traktować jak ciszę przed burzą.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

07b2f401-b440-4bef-8b15-bb79f9827eed

Zaloguj się aby komentować