#berlin

1
61

#nowosciksiazkowe


Rozwiązał się wór z premierami o świecie małym i wielkim:


Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy


Co wiemy o Bydgoszczy? Michał Tabaczyński przekonuje, że na tożsamość tego miejsca składają się „gorączka niedookreślenia” i wyparta przeszłość.


Berlin. Mały atlas hedonistyczny


Przejrzyste mapy dzielnic z zaznaczonymi kluczowymi atrakcjami. Strony tematyczne, które pozwolą poznać charakter miasta. Zestawienie miejsc, których nie możesz pominąć podczas swojej wizyty. Autorskie trasy spacerowe prowadzące przez najciekawsze zakątki każdej dzielnicy.


Tamte czasy. Raport z teraźniejszości


Osiadły w Europie argentyński pisarz i dziennikarz, autor monumentalnych reportaży Głód i Ñameryka, proponuje niezwykły eksperyment myślowy: historię trzeciej dekady XXI wieku pisze tu historyk – a właściwie historyczka – z przyszłości.


Reformacja 2.0. Czy Kościół w Polsce przetrwa?


W swojej nowej książce Tomasz Terlikowski wnikliwie diagnozuje kondycję Kościoła katolickiego w Polsce.


Kościół, pokój i wojna w XX wieku


Począwszy od I wojny światowej, którą papież Benedykt XV nazwał "bezużyteczną rzezią", Menozzi pokazuje kolejne etapy krętej drogi zmierzającej do uznania, że odwoływanie się do religii w celu usprawiedliwienia użycia siły zbrojnej jest niedopuszczalne.


Naturalne więzi. Sposoby natury na wychowanie potomstwa i tworzenie wspólnot


Psycholożki Darcia Narvaez i Gay Bradshaw opisują różne formy współpracy, empatii i wzajemnego wsparcia w wychowaniu młodych różnych gatunków.


Tajwan. Krótka historia małej wyspy i jej wpływ na losy świata


Kim są Tajwańczycy, jak wygląda ich życie i jak definiują swoją tożsamość? Jak wygląda ich relacja z Chińczykami? Jaki wpływ na nią miała skomplikowana historia tej małej wyspy?


Teatr. Rodzina patologiczna


Przemoc w polskim teatrze to nie pojedyncze incydenty, ale system budowany przez dekady. Od szkół teatralnych, gdzie młodzi adepci poddawani są upokarzającym praktykom, przez sceny, na których reżyserzy przekraczają granice w imię sztuki, aż po najwybitniejszych twórców, którzy swój autorytet budują na strachu i manipulacji. Młode pokolenie mówi jednak: dość.


#ksiazki #czytajzhejto #bydgoszcz #berlin #podroze #tajwan #kosciol

663c4d45-cb08-4bfc-a73c-5d163b18d65d

Zaloguj się aby komentować

#kierowcazawodowy #bekaztransa #berlin

A tak się kończy "szybcy i wściekli" w wersji z betoniarką. Gościu za szybko skręcił na skrzyżowaniu

3979db16-fcb9-4230-bff0-d287ea19c817
f50fa7c4-4dc8-457e-bbc5-a08cfe66ba32
ac7d3282-749d-4ddd-8a86-a35777001c27

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@Marshalist odkąd pamiętam, to sylwester w Niemczech był po⁎⁎⁎⁎ny, zawsze tam się napierdalali petardami. Ludzie kupują to na skrzynki, ale ostatnio to już wyższy level

Zaloguj się aby komentować

Niektórzy nie ogarniają, że fakt, że ziemie te zamieszkiwali Słowianie, nie oznacza, że należały do Polski. Podobnie jak do Polski nie należała Chorwacja, Słowenia czy Czechy, również zamieszkane przez Słowian. Po drugie to ot, ciekawostka historyczna, na której nie należy opierać żadnej współczesnej polityki. W czasach upadku Cesarstwa Rzymskiego następowały intensywne wędrówki ludów po całej Europie, a wcześniej zresztą też, nie ma coś takiego jak teren "rdzennie czyjś".

Sama nazwa "Berlin" prawdopodobnie ma słowiańskie korzenie, wywodząc się od prasłowiańskiego słowa „berl” oznaczającego bagno lub mokradło. Natomiast w herbie Berlina jest niedźwiedź, czyli "Bär". Ciekawe czy w ten sposób chcieli uzasadnić niemieckie pochodzenie nazwy miasta.

Zaloguj się aby komentować

#wojnanaukrainie #berlin


Niemieckie ciężarówki wożą rosyjską broń i paliwa. Skandal w Berlinie         


Skandal w Niemczech. Lokalne media alarmują, że - mimo sankcji - na rosyjskie drogi trafia w ostatnim czasie coraz więcej nowych ciężarówek niemieckich producentów. Chodzi głównie o pojazdy marek Mercedes i - należących do koncernu Volkswagen - MAN i Scania. Samochody nie tylko napędzają rosyjską gospodarkę ale też wykorzystywane są do zaopatrywania rosyjskich wojsk okupacyjnych na Ukrainie.


Niemcy sprzedają ciężarówki do Rosji. Pomagają pośrednicy z Chin


Obecne przepisy nie zabraniają np. by firmy eksportujące ciężarówki do Rosji kupowały sprzęt niemieckich marek w Chinach. Ciężarówki trafiać mają do Federacji Rosyjskiej drogą lądową przez przejście chińsko-rosyjskie Manzhouli oraz przez czarnomorski port Noworosyjsk. 


W FAZ czytamy m.in. o konflikcie między kierowanym przez Zielonych ministerstwie spraw zagranicznych, a sprzeciwiającemu się rozszerzeniu sankcji kanclerzem. Sprzeciw wobec rozszerzenia sankcji na filie europejskich firm i spółki joint venture miał być sposobem na "ochronę niemieckich firm". Rzecznik Daimler Truck zapewnia, że "ani chiński joint venture, ani inne firmy Daimler Truck nie eksportują pojazdów do Rosji". 


Przeciwnego zdania są m.in. przedstawiciele Komitetu Helsińskiego, którzy apelują, by niemieckie władze szybko rozwiązały narastający problem. Cytowana przez niemiecką gazetę Aage Borchgrevink, która z ramienia norweskiej firmy doradczej Corsik kontrolowała skuteczność europejskich sankcji, wprost nazwała niemiecką politykę "wstrząsającą". Stwierdziła też m.in., że: "niemieckie władze i przedsiębiorstwa" muszą szybko rozwiązać problem.

W przeciwnym razie Daimler Truck, MAN i Scania narażają się na niebezpieczeństwo stania się "wspólnikami" rosyjskich zbrodni na Ukrainie

czytamy w FAZ.


Czytaj więcej na https://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/news-niemieckie-ciezarowki-woza-rosyjska-bron-i-paliwa-skandal-w-,nId,7867357#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

@tomasz95 Rozumiem że skandal itp. ale czy jest metoda na skuteczne blokowanie handlu? Jak sprawdzać wszystkie rzeczy sprzedawane za granicę? Zamontować GPS i ładunek wybuchowy który odpali się na terenie rosji?

@Dr_Melfi Podejrzewam, że blokowanie tylko by zwiększyły dochody na tak zwanym czarnym rynku, niestety, ale prostego sposobu na rozwiązanie problemu raczej nie ma.

Ale skoro rzecznik Daimler Truck zapewnia, że nie eksportują, to pewnie nie eksportują. Ludzie się przypierdalają, jak oni tylko biznes as usual chcą z kacapami robić, no kto to widział?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dla lTomkow i Tomkiń urodzonych w latach 70 i 80 ubiegłego wieku i akurat będących w #berlin polecam z calego serca wizytę w muzeum DDR. Nieduże, ale ma Za⁎⁎⁎⁎sty klimat.

#nostalgia

19053c55-d6f3-49c3-ab73-2600354168bb
354be48c-3cf8-4de9-ba11-c79606071cbc
88203452-ecd1-44e4-9944-39bbf5aac785
44d771bb-8bd5-46a1-b91a-8c3e02e6f84f

Zaloguj się aby komentować

@Seele @szczelamseczasem @dolchus podsumowując: upewniłem się że zagramanicę nie wożą konduktorskich na samym dworcu u kierownika składu, jakieś fejsbukowe grupki mniej mnie przekonują niż dowolny anon z portalu ze śmiesznymi obrazkami więc spomiędzy wszelkich Dim i Jurijów udało mi się wyłowić na blabla bardzo fajnego gościa i przynajmniej sam nie muszę po nocy do Berlina lecieć.

Zaloguj się aby komentować

@Seele brakuje opcji "jestem biednym uchodźcą z ogarniętego wojną kraju muzułmańskiego w którym nie było wojny od 100 lat który magicznie przedarł się przez granicę polsko białoruską, wcale nie mam rodziny w Berlinie".

Zaloguj się aby komentować

Po śniadaniu, które jak wiadomo w #berlin kończy się około 17, można od razu iść na melo. Pola Dwurnik, berlinka z wyboru, w innym felietonie opisała jak bawią się w najlepszych berlińskich klubach. Drugi felieton jest jeszcze bardziej memiczny od tekstu o śniadaniach xD


Noc w Monarch - [POLA DWURNIK Z BERLINA]


Jestem niedopieszczona, niedoedukowana, niewypromowana i niespokojna i nie ma sensu udawać, że jest inaczej, wracać do domu, zamykać czerwonych butów w szafce i walić głową w komputer. Należy wreszcie ucieszyć się berlińską nocą i z pokorą przyjąć jej gorącą cielesność.


Jest początek lata 2010 roku, czerwiec, wczesny, radosny upał. Siedzę w pracowni i nie mam ochoty wychodzić, ale trójka znajomych od godziny uparcie dobija się do mojego telefonu. No, chodź. Chodź z nami w czarną, dziką noc. Tak ich lubię, ich bezwstydne spojrzenia, surrealistyczne poczucie humoru, błyszczące czubki nosów. Dzwonią i dzwonią, gdzie będziesz tam siedziała w swojej złotej pracowni, zejdź z tronu w mrok, do tłumu, bliżej ciała.


Mają rację, zaczynam myśleć i po chwili wsiadam w U1, które furkocząc i sapiąc niechętnie przewozi mnie z pachnącego Rolexem Charlottenburga do ociekającej moczem stacji Kottbusser Tor. W samo knajpiane centrum Kreuzbergu. Joasia, Roman i Tomek stoją pod sklepem Kaiser's i kręcą się niecierpliwie, gotowi odpalić bombę. Żadnych złudzeń, emaliowych obrazków, miętowej gumy do żucia i cukrzonego soczku. Ma być ostro; papierosy, wódka, pot, krew i szałowy taniec do rana w jednym z obskurnych klubików na ostatnim piętrze przy wiadukcie metra.


Wiecie, trochę jestem nieprzygotowana, nie zjadłam kebabu, nie zrobiłam sobie makijażu, buty mam niewygodne i przesadnie strojne, zapomniałam kurtki. No co ty? Moim kompanom w to graj - poliamoryczna cholerna ich wspólnota - podają mi otwartą butelkę wina (w Berlinie można spożywać alkohol w przestrzeni publicznej) i cmokają na moje czerwone szpilki, które służą do siedzenia na krześle, i nie można w nich po prostu sobie odejść. Nie ma co, nie ucieknę, grzecznie podaję dziubek butelce, a potem Joasi, która kładzie na nim lepki błyszczyk, dobranockowo migoczący na ustach. Chłopaki kończą wino i wspinamy się po szkaradnej, szaro-burej klatce schodowej prosto w paszczę klubu Monarch. Spryciarze! Jest dopiero po dziesiątej, jeszcze nie płaci się za wjazd.


Za godzinę tę najohydniejszą klatkę schodową Berlina po brzegi wypełni kolejka złaknionych imprezy za dwa euro. Część z nich zrezygnuje i spróbuje sił w kolejce do bliźniaczej Palomy, w drugim skrzydle budynku. Wszyscy się nie dostaną, bo miejsca w obu klubach jest tylko na sto osób. Na razie w Monarch kilka grupek sączy drinki i wciąga papierosy. Palą wszyscy, od drzwi dym uderza nas w oczy jak piasek. Porozstawiane po kątach stalowe popielniczki świecą jak kły groźnych zwierząt. Głęboko wciągam powietrze. Spod nikotyny przebija zapach wczorajszej imprezy, która skończyła się kilka godzin temu. Wnętrze przewietrzono bryzą znad zakorkowanego ronda, które widać za oknem. Tak, jest już po mnie.


Jestem niedopieszczona, niedoedukowana, niewypromowana i niespokojna i nie ma sensu udawać, że jest inaczej, wracać do domu, zamykać czerwonych butów w szafce i walić głową w komputer. Należy wreszcie ucieszyć się berlińską nocą i z pokorą przyjąć jej gorącą cielesność. Zblazowany didżej z pokerową miną puszcza Dawida Bowie'ego, Roman stawia tequilę, Tomek zdejmuje bluzę. Ma na sobie podkoszulkę w granatowe paski, na której widok razem z Joasią lekko omdlewamy (już jestem trochę wstawiona). Roman na wszelki wypadek też zdejmuje, co ma na sobie, a pod spodem nie ma nic. Jestem więc w najseksowniejszym towarzystwie w stolicy. Ruszamy w taniec (w Monarch nie ma parkietu, tańczy się, gdzie się stoi), didżej udaje, że nie widzi, ale zaraz nastawia stary rock and roll i obraca winylową płytę jak ciasto na pizzę. Ma dobrą intuicję, to czwórka Polaków rozkręca mu imprezę, za chwilę nastawi Izabelę Trojanowską. Skąd on to wziął?


Ale nie dopchamy się już do niego, wokół urósł tłum, szyby zaszły parą, dym stanął w powietrzu jak weselna dekoracja z szarej waty. Odrzucam w kąt szpilki, porywa mnie czarnoskóry wysoki chłopak w białych spodniach, coś mówi, że jest z Tanzanii, ale nic nie słyszę, prawie uderza głową w dyskotekową kulę. Teraz rumiana dziewczyna z równą jak od linijki grzywką obraca się dookoła mnie jak bączek.


I znów Joasia, Tomek, Roman, niczym trójgłowy smok-ladaco, wiją się wokół lubieżnie. I jak to jest, że w berlińskich barach nigdy nie czeka się na swoją kolejkę, nie trzeba kusić zwitkiem banknotów i roztrącać innych łokciami, barman od razu do ciebie podchodzi? Mniejsza o to, jeśli kochasz Kraftwerk i Bowie'ego, szalej w mroku na Kreuzbergu, bo nie zapamiętasz samotnych godzin przed komputerem ani pancernej witryny na Charlottenburgu, za to żar rozkołysanej nocy zostanie ci w sercu jak oblana miodem gruszka; lepka i niesamowita, soczysta i krucha. O, już jej nie ma.


#pasta #heheszki #logikarozowychpaskow #gazetawyborcza

Zaloguj się aby komentować

Wpisy na tagu #pasta zainspirowały mnie do odświeżenia sobie i wrzucenia dla potomności kilku tekstów #gazetawyborcza którym, wbrew intencjom autorów, najbliżej do past, a nie felietonów publikowanych w poważnym dzienniku.


Jako, że jest jeszcze rano, to pewnie niektórzy jedzą teraz #sniadanie . A jak prawdziwe śniadanie, to tylko w #berlin


Pola Dwurnik - Śniadanie na Oranienstrasse, czyli czemu Pola wybiera Berlin.


Z Warszawy do Berlina przeprowadziłam się z kilkudziesięciu różnych powodów i każdemu z nich poświęcę jeden felieton. Od którego zacznę? Wiadomo. Ab ovo - od śniadania.


Bez niego nie umiem funkcjonować i nie mogłabym żyć w miejscu, w którym po przetańczonej lub przepracowanej nocy i przebudzeniu się w południe nigdzie nie można już zjeść śniadania. W stolicy Niemiec serwowanie tego posiłku w drugiej połowie dnia jest standardem, a w Bateau Ivre śniadanie podawane jest do godziny siedemnastej. Stricte berlińska, niedbale chybocząca się pod papierowymi lampionami knajpa o obdrapanych, jasnozielonych ścianach znajduje się w klubowo-barowym zagłębiu północnego Kreuzbergu - na rogu Heinrichplatz i kultowej Oranienstrasse, po której w 1987 roku chodziły anioły w "Niebie nad Berlinem" Wima Wendersa. Do Bateau nie wolno przynosić laptopów i nie działa wi-fi, ale pomimo tego prawie nigdy nie można znaleźć wolnego stolika.


Tak też było w duszne, majowe południe 2010 roku, gdy trafiłam tu zataczając się niczym rower bez koła, prosto z łóżka kolegi, który tej nocy okazał się moim kochankiem. Albo pseudokochankiem, bo miłość po dwóch butelkach wina jest raczej przedłużeniem alkoholowej euforii; mechanicznym, bezmyślnym i beznadziejnym. Oboje o tym wiedzieliśmy i czuliśmy się fatalnie, szarzy na twarzach i utykający na słabszą nogę.


Dochodziła pierwsza po południu. Zaczerwienionymi oczami próbowaliśmy wyświetlić sobie wolne miejsce, aż wreszcie padliśmy obok pary młodych Duńczyków, którzy uprzejmie oddali nam połowę solidnego, drewnianego stołu. Chwyciłam się jego krawędzi, żeby poczuć masywność drewna i urealnić własną obecność - stary trik zalecany przy napadach paniki. Przed Duńczykami dumnie prężyła się ogromna deska serów i pomyślałam, że dobre śniadanie odwróci nurt złych wydarzeń. Od śniadania zacznie się nowy, lepszy dzień. Będzie to musli z owocami i jogurtem, a towarzyszyć mu będzie prawdziwe, włoskie latte machiatto z gęstą, zwartą pianą. Mój pseudokochanek zamówił piwo (mnie na klin zabrakło śmiałości) oraz talerz wędlin (później powie, że przecież jest wegetarianinem i nie rozumie, dlaczego wcina mięso, gdy jest pijany lub ma kaca).


Wiedzieliśmy, co robimy. Wkrótce w czeluść naszego poimprezowego rozstroju wjechał lunapark - ogromny talerz kolorowych owoców, śmiejących się do nas szeroko znad białego jak śnieg jogurtu i chrupkiego musli oraz wesoło kręcąca się na nóżce okrągła taca zachwalająca błyszczące, różowe wędliny pachnące ziołami. Od razu zabłysły nam oczy i zapomnieliśmy o przeszłości, jak przystało na wprawnych członków konsumpcyjno-klubowej wspólnoty. Ananas, kiwi, winogrona, jabłka, granat, orzechy, szynka parmeńska, salami i płatki kukurydziane szczelnie wypełniały wszystkie opustoszałe w nas miejsca, niczym słodkie cukierki buzie zapłakanych dzieci. Łapczywie połykaliśmy dary śniadania i nie zauważyliśmy momentu, kiedy nieprzyzwoicie trzeźwa duńska para opuściła nasz stolik. Pozostawiła siedem lekko tylko nadkrojonych francuskich serów, jak siedem nie całkiem popełnionych grzechów. Spojrzeliśmy po sobie i bez cienia wątpliwości sięgnęliśmy po nie swoje dobra, podobnie jak noc wcześniej zgodnie wpadliśmy sobie w ramiona.


More is more, do złupionych serów zamówiliśmy wino i sałatę oraz kolejną kawę. W milczeniu i bezczasie pozwalaliśmy smakom panować po horyzont i dopiero kiedy poczuliśmy nagłą, obezwładniającą senność, zorientowaliśmy się, że minęło sześć godzin. Czym prędzej zapłaciliśmy i uciekliśmy do domu. Przez cały ten czas nikt nas nie pośpieszał, nie przynosił rachunku, nie proponował lanczu ani kolacji i nie pytał, czy mamy rezerwację na wieczór. W Berlinie długo się tańczy i długo się śpi, a po długiej nocy je się długie śniadanie.


#heheszki #logikarozowychpaskow

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować