Zdjęcie w tle

Społeczność

Podróże

386

Misool i Batanta to dwie z czterech głównych wysp archipelagu Raja Ampat w Indonezji. Misool jest wysunięty najbardziej na południe, a Batanta z kolei położona bardziej w centralnej części archipelagu. Każda z tych wysp jest inna, każda bardzo ciekawa. Na Misoolu zobaczyć można dwie laguny w kształcie serca i posnurkować z meduzami, które nie parzą. Przy Batancie natomiast często pojawiają się manty.


Przygotowałem film o tych ciekawych miejscach, gdzie zobaczyć można najciekawsze atrakcje.


#antekpodrozuje #podroze #podrozujzhejto #turystyka #wakacje #azja #indonezja #ciekawostki #zainteresowania


-------------------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi znaleziskami to zapraszam do śledzenia hashtagu #antekpodrozuje

Jeśli chcesz, żebym Cię wołał w przyszłości, to zostaw piorun pod odpowiednim komentarzem poniżej 

a7118da1-1a93-439b-9d48-4e8dd172b3a1
250419a1-3150-43bc-bc38-e189fd43a8e3
5090bb9f-e2df-44a7-97a8-82c06c6e185c
adc304b8-b80d-4d90-91c4-c892b601a231
3696a1cf-138b-4333-847f-101c7d303cac

Wywołuję obserwujących i zainteresowanych:

@IceXXX @mrololl @Kolej_na_drony @jordan @lluke @Ralfralf @Gruby @robaczek @Anabel2023 @SzaloneWalizki @mateoaka @Wobiektywie @Rudeiczarne @places2visit.pl @lukasz-piernikarczyk @Grubas @polaczkropki @Atarax @Dzikie_oregano @Boltzman @kbk @Lemmy @schweppess @4Sfor @dybtas @DOgi @dasistfubar @Nirvash @Geratius @Kruczek555 @Sofie @gaga262 @Patalizator @mikeku @gingerowl @Parowkowy_Skrytozerca @Venfi @Roci @krzysztof-k-d @Duvel @Misiasio @Lime @kejdzu @Sorokawojcie.ch @Atexor @Huxley @Warus @Damdzior @_wojti @bbwieli17 @shack_my_kak @cyberpunkowy_neuromantyk @tyci_koks @Wlacza @3cik @alaMAkota @Roche @Barabarabasz7312 @e5aar @zuchtomek @Lawyerish @razALgul @Lurker69 @konto_na_wykop_pl @anervis @Ewcias @koniecswiata @Dzban3Waza @Minotaur_Kebabowy @AndrzejZupa @wozny87 @cejaczek @Icon_of_sin @SzwarcenegerKibordu @Jarosuaf @ddhadq @Farmer111 @Villdeo @Pawelvk @Maciej_Amadeusz @mahoney @Odczuwam_Dysonans @Buendia @stimmhorn @ataxbras @m-q @Bukuria @Tino @meinigel @bagela @suseu @ovoc @rakokuc @Koloalu @Bjordhallen @bielak1212 @Cybulion @Kulfi_89 @lucabianco @Berdonzi @Taxidriver @szymek @nazwa_uzytkownika @Siejek @Tyglys @cyber_biker @epsilon_eridani @teetx @Rudolf @BND @oromek @Wojciechpy @HerrJacuch @Chunx @galencjusz @Arxr @ismenka @adamec @travel_learn_wine @bzyk260 @Pouek @Mr.Mars @voy.Wu @sireplama @Adam3photo

Zaloguj się aby komentować

Mój czas w Huaraz dobiegał końca. Był 10 czerwca 2022 roku i zostało mi około 10 dni w Ameryce Południowej. Teoretycznie mogłem jeszcze pokusić się o kolejną górską eskapadę, ale szczerze mówiąc byłem już znużony. Może nie tyle samymi górami, bo one zawsze budzą mój zachwyt, lecz całokształtem mojej solowej wyprawy po tym kontynencie (a raczej jego skrawkach). Być może też samo miasto Huaraz nie pomagało w nabieraniu sił witalnych - było nudne i brudne. Może nie jakoś ekstremalnie, może nawet też na swój sposób było zadbane, ale po prostu pamiętam je jako miejsce, które zamiast pomagać w odzyskaniu sił po górskich wędrówkach, wysysało je.


Potrzebowałem odrobiny odpoczynku i w tym celu chciałem udać się na kilka dni na wybrzeże, do Mancory, uznawanej za najlepszy kurort w Peru. Został mi jednak jeszcze jeden pełen dzień w Huaraz. Najpierw postanowiłem trochę o siebie zadbać. Stan mojego zarostu pozostawiał wiele do życzenia i nadszedł najwyższy czas, aby go nieco skrócić. Całkowite ogolenie się nie wchodziło w grę - mógłbym doznać szoku po ujrzeniu swojej gładkiej facjaty po ponad dziesięciu latach od ostatniego razu, gdy ogoliłem się na potrzeby amatorskiej sztuki teatralnej. Musiałem więc znaleźć jakiegoś barbera, licząc na to, że jego usługi będą tańsze niż w Rio de Janeiro, gdzie za zwykłe trymowanie bez żadnych udziwnień życzyli sobie ponad 60 reali (czyli mniej więcej tyleż samo polskich złotych). W Rio ostatecznie podjąłem próbę samodzielnego przystrzyżenia brody i wąsów za pomocą maleńkich nożyczek z zakrzywionymi, około centrymetrowej długości ostrzami, co zajęło mi prawie pół godziny i przyniosło efekt jedynie względnie akceptowalny. W Huaraz nie chciało mi się bawić w podobną babraninę i byłem gotów zainwestować 30 soli, czyli nieco ponad 30 zł., co jak na ogólne ceny w Peru i przewidywaną ilość pracy wydawało mi się kwotą i tak wygórowaną - gdybym sam miał swoją maszynkę, zajęłoby mi to nie więcej niż 2 minuty.


Znalezienie barbera nie było trudne - nawet gdybym nie skorzystał z pomocy Google Maps, charakterystyczna dla barberów witryna z podświetlanym biało-czerwono-niebieskim kasetonem reklamowym była z daleka widoczna na jednej z głównych ulic Huaraz. Skrzywiłem się nieco, bo wyszukany wystrój wnętrza i fikuśny fartuch barbera sugerował wysokie ceny.


- Dzień dobry, chciałem przystrzyc zarost. Równomiernie, na jedną długość, powiedzmy 3 mm. Jaki to będzie koszt?

- Bez modelowania i żadnych wzorów?

- Bez, najprościej jak się da.

- 5 soli.


Oczy wyszły mi z orbit. Już prawie rzuciłem, że w takim razie mogą mnie nawet 3 razy obstrzyć, ale po prostu kiwnąłem z zadowoleniem głową. Barber wskazał mi fotel, po czym wezwał z zaplecza pracownicę, by wykonała zlecenie. Sam za taką prostą robotę nie chciał się zabierać.


Dziewczyna szybko podpytała o niezbędne szczegóły i rozpoczęła strzyżenie. Była przy tym bardzo staranna, spędzając na koniec kilkadziesiąt sekund na oczyszczaniu mojej twarzy z obciętych włosów specjalnym pędzlem. Po wszystkim spytała szefa o kwotę, jaką powinna skasować, co było na swój sposób ciekawe - albo mało kto przychodził po taką prostą usługę, albo chciała się upewnić, czy jako gringo nie powinienem zapłacić więcej. Koniec końców byłem bardzo zadowolony z jakości usługi i do tej pory żałuję, że jednak nie zostawiłem napiwku (choć te w Peru nie są normą i od niektórych lokalsów słyszałem, że lepiej by było, gdyby ten amerykański zwyczaj się nie rozpowszechnił).


Gdy już wyglądałem nieco bardziej jak człowiek, postanowiłem udać się na pobliski punkt widokowy, Mirador de Rataquena. Mapa pokazywała, że jest to raczej krótki, godzinny spacer, więc z góry odrzuciłem opcję pojechania tam taksówką, tylko podążałem wyznaczoną trasą. Problem w tym, że trasa po kilkunastu minutach doprowadziła mnie na czyjeś podwórko, więc musiałem zawrócić - nie zamierzałem przechodzić przez czyjś teren tylko dlatego, że według mapy dało się tamtędy przejść. Na dodatek moja obecność nie pozostała niezauważona - podejrzliwe spojrzenia mieszkańców zachęciły mnie do odwrotu.


Chciałem jeszcze spróbować alternatywą drogą - według mapy wystarczyło pójść rownoległą uliczką, ale ta po jakimś czasie znowu wyprowadziła mnie w jakieś dziwne miejsce. Już przechodząc przez dziurę w płocie zastanawiałem się, czy to dobry pomysł. Obawy zdecydowanie nasiliły się, gdy nagle obok mnie pojawił się podobny do pitbulla pies. Jego szczeknięcia nie brzmiały przyjaźnie i mimo, że starałem się nie okazywać w żaden sposób strachu, zdecydowanie nie czułem się komfortowo - byłem na jakiejś pustej działce, w zasięgu wzroku nie było nikogo, więc czy ktoś przybiegł mi z pomocą, gdyby ten kundel z masywną szczęką postanowił mnie zaatakować? Nie przypuszczałem, że to możliwe, bo do tej pory psy w Ameryce Południowej raczej okazywały strach i pełne oddanie, ale wolałem nie ryzykować. Zawróciłem, cały czas obserwując kątem oka tego białego mieszańca. W końcu po parunastu metrach dał mi spokój.


Lekko już poirytowany błądzeniem postanowiłem podążać zgodnie ze wskazówkami nawigacji samochodowej. Była dłuższa, ale przynajmniej miałem pewność, że dojdę do celu. Po jakimś czasie zauważyłem cel mojej wędrówki, i mając pewność, że już nie zabłądzę, zszedłem z ulicy i udałem się najkrótszą drogą do celu - po zboczu porośniętym rzadką roślinnością, niestety nie dość rzadką, żeby przy tym nie podrapać łydek o kłujące krzaki. No cóż, podejmowałem tego dnia niezbyt szczęśliwe decyzje co do trasy.


Ze góry rozpościerał się widok na Huaraz i niezbyt imponujące pobliskie szczyty. Na tamten moment nie było w tym miejscu nic zachwycającego. Chyba nawet nieco żałowałem tego spaceru (zwłaszcza zważywszy na błądzenie i piekące z bólu zadrapania nóg). Zupełnie inny zestaw emocji wyczytałem z twarzy napotkanych na górze osób, które przybyły tu albo na randkę albo rodzinny posiłek - na szczycie znajdowała się restauracja.


Po 30 minutach poczułem, że chyba już zobaczyłem wszystko co chciałem - zdecydowałem się schodzić z powrotem do hostelu i szykować do wieczornego odjazdu autokarem. Pomny niezbyt przyjemnego przedzierania się przez chaszcze, postanowiłem iść inną drogą. Do wyboru miałem albo utwardzoną drogę dla samochodów, prowadzącą dość mocno naokoło, albo bardzo wyraźną ścieżkę w drugą stronę - może wciąż nie najkrótszą, ale wydającą się być pewną opcją.


Jak już wspomniałem, tego dnia nie miałem szczęścia do wybranych dróg - nie inaczej było tym razem. Po kilkunastu minutach dreptania wciąż doskonale widoczną ścieżką, zacząłem zbliżać się do jakichś pojedynczych chatek, postawionych tak jakby na dziko, a w każdym razie dość daleko od zwartej zabudowy rozpoczynającego się kilkaset metrów dalej miasta. Wtedy usłyszałem szczekanie. Najpierw jednego psa, potem drugiego, aż nagle zaczęła ujadać cała sfora, w pełnym tego słowa znaczeniu - spomiędzy tych chatek wybiegło 15-20 czworonogów, różnej maści i wielkości, ale z jedną cechą wspólną - mocno zakorzenionym terytorializmem. Zatrzymałem się natychmiast, bo choć rozum podpowiadał, by niewzruszenie iść dalej, nie okazując żadnego lęku, tak jak choćby podczas pamiętnego nocnego fragmentu trekkingu Santa Cruz, gdy ja i moi towarzysze po prostu zignorowaliśmy ujadanie, w tym wypadku liczba psów sprawiła, że moja pewność siebie wyparowała.


Sytuacja robiła się napięta - psy otoczyły mnie ze wszystkich stron wściekle ujadając, a jeden co chwilę podbiegał pod moje nogi, kłapiąc zębami o milimetry od moich butów, coraz zuchwalej, aż w końcu poczułem szarpnięcie za sznurowadła. Donośnym, niskim i, na ile się dało, spokojnym głosem nakazywałem psom w różnych językach, by mnie zostawiły w spokoju. Moje palce coraz mocniej zaciskały się na rękojeści kija do Gopro, aż pobielały mi kłykcie. Nie chciałem podnosić ręki, żeby nie sprowokować ataku, ale byłem coraz bardziej pogodzony z faktem, że mogę być zmuszony do samoobrony.


Wtem rozległ się krzyk, a połowa psów położyła uszy po sobie. Kątem oka spostrzegłem starszą kobiecinę, która wyszła z jednego z zabudowań i opieprzala psy idąc powoli w moim kierunku. Widząc, że niektóre z czworonogów nie odpuszczają, sięgnęła po kamień i cisnęła go w środek sfory. To zadziałało natychmiastowo - psy rozpierzchły się, coś tam jeszcze szczekając pod nosem, narzekając na swój pieski los. Moja wybawczyni pomstowała jeszcze gniewnie przez chwilę, po czym obróciła się na piecie i wróciła do wnętrza budynku, nie zwracając na mnie większej uwagi. Być może narzekała na głupiego gringo, którego niefrasobliwość zmusiła ją do odciągnięcia od obowiązków domowych i wybawienia go z opresji.


Tamten moment dobitnie uświadomił mi, że nie każdy pies w Ameryce Południowej jest potulny i przyjazny, i im dalej od centrum miast tym odważniej sobie poczynają. Postanowiłem więcej nie zapuszczać się w takie rejony, przede wszystkim jednak przyspieszyłem kroku, by jak najszybciej wejść w bardziej zurbanizowany teren. Gdy w końcu udało mi się dotrzeć do właściwego miasta, poczułem ulgę, choć dla pewności jeszcze wolałem zrównać krok z miejscową kobietą poganiającą przed sobą osły - tym bardziej, że przy krawężnikach widziałem kolejne bezpańskie psy. Przyznam szczerze, miałem dosyć tego dnia i tego miasta. Z przyjemnością pomyślałem o podróży busem czekającej mnie wieczorem - mimo, że miała trwać kilkanaście godzin i to niestety nie w super komfortowych warunkach (biletów na te bardziej luksusowe autokary już nie było), pozwalała mi uciec daleko od Huaraz. Na niczym innym mi już nie zależało.


#polacorojo #podroze #peru #gory #huaraz

acdfb1be-ea4a-423c-97c6-ca55f7d5fc3e
9912bd8e-60d5-4cf5-ab76-cb7f368ba8a9
1116cc7a-83b1-4739-ad4b-fd4cc9e3f792
1a82538b-2356-415a-a428-84a1b6d342a3

@Sniffer ja też miałem przygodę tego typu w Peru, przy schodzeniu z wulkanu El Misti. Ląduje się wtedy w takich samych dziko budowanych pierdolniczkach. Wataha psów, a ja mam tylko kij do ich odganiania. Jak mnie okrążyły, to kręciłem się z tym kijem dookoła, czasem trafiając im w pyski. Odpuściły, gdy podniosłem kij do góry.

Poza tym scenki pod tytułem ludzie czekają na marszrutę i rzucają kamieniami w psy, są na porządku dziennym. Nawet nie trzeba mieć kamieni, wystarczy markować rzucanie.

@globalbus dobrze, że skończyło się bez ataku. Teraz też sobie przypomniałem, że już wcześniej lub później widziałem dziecko rzucające w psy kamieniami, choć wtedy wyglądało to trochę jak dla rozrywki.

Zaloguj się aby komentować

Rany jak ja nienawidzę poszukiwania przewodników turystycznych. No kopałnym autorów jak kurczaki. 100 stron, na nich wymienione jak z karabinu wszystkie zabytki z tymi samymi, absurdalnie krótkimi opisami:

"ZAPIERAJĄCE DECH W PIERSIACH WNĘTRZE"

"PRZEPIĘKNA BAROKOWA FASADA"

"OBOWIĄZKOWO TRZEBA TO ZOBACZYĆ"

Reszta publikacji zazwyczaj zawalona jest zdjęciami jedzenia i reklamami biur podróży. No skoro te atrakcje są takie fantastyczne, to poświęcicie im więcej niż 2 akapity! Ja po to kupuję przewodnik. Teraz szukam czegoś do Palermo i znowu nie widzę niczego ciekawego.

Tęsknię za przewodnikami pisanymi w ten sposób:

https://naprzekordniom.wordpress.com/2024/12/31/poznan-willa-grudziencu/

Uwielbiam ten styl pisania, z masą architektonicznych szczegółów, których sam w życiu bym nie zauważył/docenił. Do tego ciekawy rys historyczny. Przy okazji osobom z #wielkopolska polecam bloga, prawdopodobnie macie w swej okolicy coś opisanego równie porządnie.


TL;DR Szukam dobrego przewodnika na Sycylię.

#podroze #wlochy #sycylia

d39c8f1b-77f3-479e-8431-dfc8cca8de6f

@Villdeo W sumie nie dodałem kontekstu, dlaczego mi się zebrało na ten wpis 😆 Otóż Lonely Planet (ktory wygląda w miarę sensownie) jest tylko po angielsku dla interesującego mnie obszaru - a chyba i tak go kupię. Ewentualnie skończy się używanym National Geographic, bo nówka trudna do dostania

Zaloguj się aby komentować

Miejscami czuję się w tym Bangkoku, jakbym biegał po Night City z #cyberpunk2077.


Edit. Daje sobie wyzwanie - wrzucić jutro zdjęcie miejscowego pączka. 🍩


#podroze #bangkok #tajlandia

eabc3e1c-9e06-4058-9ed9-4c5b75a40978
9a1a11c9-fc3f-4f36-9d88-8b361846ae0b
39cb6e0b-c9d4-4619-88a0-015f171e452b

@cyberpunkowy_neuromantyk jest tutaj coś takiego, ale nie potwierdzę czy da się tym przejść kilka kilometrów, bo osobiście po jakichś 300m zszedłem do 7 eleven. Jak będę miał okazję jutro (właściwie dziś, bo już dochodzi 4 nad ranem), to postaram się to jakoś lepiej zweryfikować. 👍🏻

@cyberpunkowy_neuromantyk wczoraj pobiegałem jeszcze trochę po Bangkoku i w centrum (Siam) ciągnie się takie nadziemne przejście wzdłuż kilku stacji, więc można spokojnie powiedzieć, że da się tak przejść kilka km.

Plusy:

- Chłodniej niż idąc normalnie ulicą.

- Niezłe widoki w niektórych miejscach.

- Jeśli chce się przejść z jednej stacji na inną, czy też znaleźć coś wzdłuż linii między stacjami, to jest wygodnie.


Minusy:

- Trzeba zejść na dół, jak chce się kupić coś do picia, czy zapalić gdzieś ukradkiem, ewentualnie jak już się dojdzie na stację.

- Tłoczniej niż na dole. (Nie dotyczy stacji Siam - tam młyn jest wszędzie)


Mój plan spalił na panewce, bo jedyną polska piekarnia jaką udało mi się znaleźć w Bangkoku akurat jest tymczasowo nieczynna. 😒

Zaloguj się aby komentować

Karlowe Wary to chyba najbardziej znane i największe uzdrowisko położone w Republice Czeskiej. Miasto wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a odwiedzających urzeka piękną i nietuzinkową architekturą.


Zapraszam na bloga


  • Karlovy Vary (Karlowe Wary) są największym czeskim uzdrowiskiem, gdzie znajduje się 79 gorących źródeł, których temperatura wynosi od 41 do 73 stopni.

  • W mieście wzdłuż rzeki Tepla można zobaczyć tzw. kolumnady, czyli odpowiednik naszych pijalni wód. W sumie jest ich 5.

  • Centrum miasta to ogromna ilość niesamowitej zabudowy, z czego zdecydowana większość to przepiękna secesja.

  • Miasto wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

  • Miejscowy Grandhotel Gupp był miejscem akcji w filmie James Bond "Casino Royale".

  • Historia miasta sięga połowy XIV wieku, gdy przy jednym z miejscowych gorących źródeł powstała osada.

  • W 1522 roku powstała pierwsza książka o właściwościach leczniczych miejscowych źródeł.


-------------------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi znaleziskami to zapraszam do śledzenia hashtagu #antekpodrozuje

Jeśli chcesz, żebym Cię wołał w przyszłości, to zostaw piorun pod odpowiednim komentarzem poniżej 


#antekpodrozuje #czechy #podroze #podrozujzhejto #turystyka #zainteresowania #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #architektura

eb3a987b-73d2-4c14-8a60-a2d45183c145
3dc59af0-6cda-48f5-97da-2638e702e9d6
ff323d74-2665-4062-ad33-6e6f712c514a
5c75bd08-cd5f-407c-969b-1e0394b247d2
3a7704c7-7ac7-4768-aad4-32b461daedb8

Wywołuję obserwujących i zainteresowanych:

@IceXXX @mrololl @Kolej_na_drony @jordan @lluke @Ralfralf @Gruby @robaczek @Anabel2023 @SzaloneWalizki @mateoaka @Wobiektywie @Rudeiczarne @places2visit.pl @lukasz-piernikarczyk @Grubas @polaczkropki @Atarax @Dzikie_oregano @Boltzman @kbk @Lemmy @schweppess @4Sfor @dybtas @DOgi @dasistfubar @Nirvash @Geratius @Kruczek555 @Sofie @gaga262 @Patalizator @mikeku @gingerowl @Parowkowy_Skrytozerca @Venfi @Roci @krzysztof-k-d @Duvel @Misiasio @Lime @kejdzu @Sorokawojcie.ch @Atexor @Huxley @Warus @Damdzior @_wojti @bbwieli17 @shack_my_kak @cyberpunkowy_neuromantyk @tyci_koks @Wlacza @3cik @alaMAkota @Roche @Barabarabasz7312 @e5aar @zuchtomek @Lawyerish @razALgul @Lurker69 @konto_na_wykop_pl @anervis @Ewcias @koniecswiata @Dzban3Waza @Minotaur_Kebabowy @AndrzejZupa @wozny87 @cejaczek @Icon_of_sin @SzwarcenegerKibordu @Jarosuaf @ddhadq @Farmer111 @Villdeo @Pawelvk @Maciej_Amadeusz @mahoney @Odczuwam_Dysonans @Buendia @stimmhorn @ataxbras @m-q @Bukuria @Tino @meinigel @bagela @suseu @ovoc @rakokuc @Koloalu @Bjordhallen @bielak1212 @Cybulion @Kulfi_89 @lucabianco @Berdonzi @Taxidriver @szymek @nazwa_uzytkownika @Siejek @Tyglys @cyber_biker @epsilon_eridani @teetx @Rudolf @BND @oromek @Wojciechpy @HerrJacuch @Chunx @galencjusz @Arxr @ismenka @adamec @travel_learn_wine @bzyk260 @Pouek @Mr.Mars @voy.Wu @sireplama @Adam3photo

Byłem w 2023 roku, w wakacje. Piękne miasto, niestety śmierdzi ruską onucą. Historycznie związane z rossją, ruskie uwielbiają tu przyjeżdżać. I to czuć na każdym kroku. Nigdzie w Europie nie widziałem znaków, cen itp. tak zorientowanych na russkich. Podobno orki mają w KV ogrom nieruchomości. Pozbawić ich nieruchomości to jedno, ale cenówki i znaki po rusku to Czesi mogliby do tego czasu zdjąć. Wiadomo jednak, Czesi jak zwykle pragmatyczni.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dziś geocaching i robienie zdjęć na pełnej.

Ten opuszczony dom, to tak naprawdę przedwojenna stacja kolejki wąskotorowej z Sochaczewa do Wyszogrodu. Ponoć była to kiedyś linia niezwykle popularna - w 1950 roku przejechało nią ponad półtora miliona pasażerów. Ostatni pociąg ze stacji odjechał w 1984 roku.

Kapliczka w Kamionie jest ciekawa, bo zawiera kamień, w którym wgłębienie zrobił stopą przechodzący nieopodal Święty Jacek Odrowąż. Nie wiem, które to wgłębienie, w każdym razie kształt stopy miał ciekawy.

Skrzynia na kolejnym zdjęciu to geocache w wyszogrodzkim Muzeum - uwielbiam takie malutkie muzea.

Następnie jest kościółek franciszkański w Wyszogrodzie. Wszedłszy tem usłyszałem jak ktoś gra na organach, nikogo poza mną i organistą nie było, czad.

Ostatnia jest szkutnia w Wyszogrodzie, obok za szybą można zobaczyć szczątki kacapskiego bombowca strąconego przez szkopów, a wyłowionego w XXI wieku.

Piękny dzień za mną, kilka fajnych i niespisznie zwiedzonych miejsc. Mnóstwo za to historii i ciekawostek. To się chyba nazywa krajoznawstwo 🤔 Chyba założę nową społeczność.

A jeszcze kilka zdjęć zrobiłem, jak wywołam, to się podzielę.

#geocaching #opencaching #turystyka #podroze #krajoznawstwo

745d5106-37f6-466c-bf77-f5b00887dfa2
545a24bc-f7c6-4c6a-9f7a-958c18e2698a
04854862-a837-473f-9ab5-6201509a12c7
2c452bc7-50de-4565-ac7d-626da263ec80
d4343c63-36f1-4c02-aa4a-4cedfc618b7e

@adamszuba Ładnych naście lat temu to byś się jeszcze załapał na najdłuższy drewniany most w Europie, niestety rozebrany. Resztki zostały w Wyszogrodzie.


A sama kolejka to odnoga kolejki leśnej do Piasków Królewskich, która istnieje do dnia dzisiejszego i wozi w sezonie turystów. Ładny zakątek Puszczy, daleko od Wawki, to stonki dużo mniej.

@kitty95 Byłem na ruinach podwalin/przyczółku dawnego mostu i z jednej i z drugiej strony Wisły. A kolejka jeździ, ale jako atrakcja turystyczna, no i nie tak daleko. Faktycznie dociera w fajne okolice - złazilem je dokładnie swego czasu 😀

Zaloguj się aby komentować