#morze #baltyk #zwiedzajzhejto
Projekt Uznam został oficjalnie zakończony.
Cel: odwiedzić weekendowo wszystkie plaże po niemieckiej stronie wyspy. Z racji ekshibicjonistycznych zapędów Rudej i jej psiapsi były to głównie plaże FKK.
Jako iż magnesy na lodówkę sa meh, zbieranie muszelek takie se, wymyśliliśmy (taki c⁎⁎j, zgapiliśmy w sklepie z pamiątkami) mikroplaże w słoiczkach. Horda w postaci Rudej na każdej z plaż dokonywala grabiezy przyrodniczych dóbr materialnych w postaci piachu, kamieni muszelek, drewienek które pieczołowicie były pakowane w woreczki, opisywane a następnie składowane celem późniejszego wykorzystania.
Prototyp na załączonym zdjęciu. W serii Uznam powstanie 9 takich słoiczków.
#morze #baltyk #uznam
Dzisiaj Ruda w ramach standardwej grabiezy dóbr przyrodniczych (czytaj zbierania setek muszelek.)znalazła kilka takich o cudaków.
Okazuje się że to przegrzebka, w ogóle nie występujące w Bałtyku. Najbliższe miejscówki to Altlantyk.
Grok zapytany o pochodzenie rzekł:
Po sztormie / przy silnym prądzie puste muszle potrafią dopłynąć z Kattegatu i zachodniego Bałtyku (wyższe zasolenie, bliżej Morza Północnego). Czasem wyrzuca dużo na tym samym odcinku.
Zrzut z kutrów — flota z zachodu (Dania, Niemcy) łowi przegrzebki; puste muszle bywają wyrzucane za burtę i dryfują.
Nie ma wątpliwości z poziomu prawa, że to jawne oszustwo i za to po łapach powinny się obrywać.
Natomiast z kulinarnego punktu to jest jakaś duża różnica? Nie znam się na rybach i pewnie przy ślepej próbie poległ pewnie.
Doczytując wiki jedno i drugie dorszowate. Ten plamiak to nawet UK jest jedzony, także tego.
Bo jeśli nie ma, to nawet i bym plamiaka zamówił, bo co to kurna za problem, skoro ja prostak cieszę się na widok kiełby + piwo?
Ponadto, chyba nie ma opcji poza znajomościami trafić na autentycznie świeżą rybę? Czyli taką którą nie przeszła procesu mrożenia w ramach konserwacji.
Czy tylko nasza część Bałtyku to miejsce januszerki?
BTW, coś mi rodzina wydzwania i chcą ten Bałtyk, a ja na ten "fajans" jestem uczulony.
Piasek, pizgawa i zimna woda to nawet znośnie. To troche kąpieli, opalić, pobudować, frisbee i latawace. Zawsze fajnie.
Ale na widok kurortów. Noż kurna, równie dobrze mogłoby ich nie być, ale jestem przegłosowany w tym i przeboleję to.
@wielkaberta Mieszkam w Szkocji i pracowałem 6 lat w fabryce która robiła gotowe dania z ryb, w tym filety panierowane do odgrzania w piekarniku. Plamiak czyli haddock bije na głowę zwykłego dorsza, jego mięso ma charakterystyczny smak podczas gdy dorsz jest bardziej nijaki. W lokalach typu 'fish & chips' miejscowi zdecydowanie częściej wybierają plamiaka.
Zdecydowanie ma. Ja mieszkam w Irlandii i tutaj od zawsze jest podział na Cod i Haddock. Kolega wyżej @bandziorek woli Haddocka, a ja zdecydowanie wolę Coda. Różnica w smaku jest wyraźna, choć są to blisko spokrewnione ryby.
Wszelkie handlowe chwyty w stylu Dorsza Czarnego i Dorsza Plamistego, to zwykły kant. Tak samo zresztą, jest z Pstrągiem Łososiowym - nie ma takiej ryby. Jest Pstrąg Potokowy, albo Troć.
#baltyk #niemcy #2wojnaswiatowa #historia #2ws #leba . źródło
W swój ostatni rejs jednostka wyruszyła z Gdyni 30 stycznia 1945 roku pod eskortą torpedowca „Löwe”. Na pokładzie „Gustloffa” znalazło się 173 członków załogi, 918 oficerów i marynarzy z II dywizji szkolnej okrętów podwodnych (2. U-Boot Lehr Division)[4], którzy mieli obsadzić bądź uzupełnić załogi U-Bootów[5], 373 kobiety z pomocniczego korpusu Kriegsmarine, które były wojskowymi telefonistkami, telegrafistkami, maszynistkami, kreślarkami czy pielęgniarkami, 162 rannych żołnierzy Wehrmachtu oraz 4424 cywilów uciekających z zajmowanych przez wojska radzieckie terenów. Na okręcie wśród cywilów znajdowali się także funkcjonariusze organizacji Todta, junkrzy, policjanci, gestapowcy[4], działacze NSDAP i rodziny urzędników hitlerowskich[6]. Łącznie, według najnowszych ocen, na okręcie znalazło się co najmniej 10 tys. osób, co potwierdza depesza nadana z jednostki. MS „Wilhelm Gustloff” miał w swoim ostatnim rejsie wieloosobowe dowództwo.
...
W 1994 roku Polska uznała wrak MS Wilhelm Gustloff za mogiłę wojenną, w związku z czym zakazane jest nurkowanie na wrak i w promieniu 500 m od niego[14].
Morskie śnieżki Morszkulce to rzadkie i ciekawe formacje, które wyglądają, jak gdyby ktoś utoczył spore kulki z lodu, a następnie poukładał je równo w skupisku wzdłuż wybrzeża. Mogą osiągać różne rozmiary: mniejsze mogą być wielkości piłeczek tenisowych, największe natomiast przypominają lodowe głazy i mogą osiągać nawet prawie metr średnicy.
Morszkulce tworzą się, gdy na niewielkiej, unoszącej się w lodowato zimnej wodzie grudce lodu lub śniegu zaczynają koncentrycznie narastać kolejne warstwy lodu. Z czasem, pod wpływem odpowiednio silnego wiatru i odpowiednio delikatnego falowania wody, tworzy się z tego lodowa kula. Im dłużej taka kula jest formowana przez wodę, wiatr i mróz, tym większe rozmiary może osiągnąć i ostatecznie może zostać wyrzucona na brzeg.
Choć morszkulce wyglądają dość solidnie, niewiele trzeba, by uległy zniszczeniu. Jeśli na jakimś etapie ich powstawania warunki pogodowe się zmienią i na przykład wiatr i falowanie wody staną się w pewnym momencie zbyt silne, lodowa kula rozkrusza się na drobne kawałki zanim dotrze do brzegu.
Na morszkulce można natknąć się głównie w osłoniętych rejonach zimnych mórz oraz na Wielkich Jeziorach Północnoamerykańskich. Pojawiają się też na wybrzeżach Bałtyku, niekiedy także w Polsce .
Idąc dwa dni plażą zbierałem różne bursztynowe świecidełka. Zaliczyłem też jeden nocny wypad na plażę z latarką UV. Prawie połowa znalezionych za dnia nie była bursztynem. Zdjęcie niestety nie oddaje w pełni jak ładnie to się mieni w kolorach żółci i zielonego.
Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy – Część 2 Ustka - Ostrowo
Dwa dni, ponad 105 kilometrów po bałtyckiej plaży, plecak 7 kg i głowa pełna nadziei na łagodny wiatr. Start w Ustce – przywitała mnie pochmurna pogoda, 21°C i mewy, które najwyraźniej planowały koncert. Początkowo piasek był tak idealny, że można by zorganizować uliczny maraton. Potem plaża pustoszała, kamyki chrupały pod stopami, a słońce opalało tylko prawą rękę, tworząc efekt „przed i po urlopie” na jednym człowieku.
W Rowach złapałem cień, zjadłem pikantną zupę rybną i placek po węgiersku, a w Czołpinie wpadłem do „Czerwonej Szopy” na pomidorową i stripsy z menu dziecięcego. Po drodze spotkałem Artura – debiutanta, który idzie ze Świnoujścia na Hel w szczytnym celu. Dzień zakończyłem w hamaku pod Łebą, licząc, że brak sprayu na komary nie skończy się nocnym atakiem krwiożerczych potworów .
Drugiego dnia pobudka o 4:45, śniadanie w wiacie i wschód słońca w złoto-pomarańczowych barwach. W Łebie musiałem trzy razy wchodzić na plażę, bo zapominałem to zakupów, to kijków trekkingowych. Po drodze mijam wrak statku „West Star” i pierwsze parawany przy latarni Stilo. W Lubiatowie nagroda w postaci zupy rybnej i pierogów, w Dębkach – schabowy u Hani tak duży, że mógłby nakarmić całą wioskę.
Końcówka trasy przez Karwieńskie Błota to zasłużony chłód lasu, a w Ostrowie – pierwsze dni odpoczynku. Bałtycka plaża raz twarda i prosta, raz pełna przeszkód, ale zawsze warta przejścia.
@Opornik Nie spałem na plaży bo nie ma tam drzew do rozwieszenia hamaka. Przed samą Łebą spało kilka osób w tym rowerzystów na kocach bo to dozwolone .
Spanie na plaży w Polsce w namiocie bez zezwolenia jest generalnie zabronione i może skutkować mandatem. Samo spędzenie nocy na plaży, np. na kocu czy w śpiworze, jest legalne, jeśli nie jest to traktowane jako biwakowanie. Rozbicie namiotu bez odpowiedniego zezwolenia jest jednak wykroczeniem, za które grozi mandat w wysokości do 500 złotych, informuje Dzień Dobry TVN.