Zdjęcie w tle

Społeczność

Książki

815

Hej, polećcie jakieś #ksiazki do nauki czytania dla chłopaka 6 lat? Coś, żeby zaciekawiło, w miarę krótkie historie. Może #komiksy, gigant ? Wolałbym książkę, tylko te "Ala ma kota" średnio wciągające są.

@Whoresbane strrraszna historia to tak średnio dla 5latka. Zabójstwa, tortury i ofiary z ludzi to w moim odczuciu za duży hardkor dla przedszkobazy. U mnie na 10 lvlu dopiero te książki weszły, a kupiłam je jak młody miał 4 lata jakoś

@zakar My zaczynaliśmy od historyjek na bazie ulubionych animacji młodego, typu Auta, Listonosz Pat, Kubuś Puchatek oraz klasyczne polskie wiersze dla dzieci. Z komiksów mogę polecić serię Mali bogowie. Zabawne historyjki luźno bazujące na mitologii greckiej. Nawet my z mężem czytamy i się podsmiechujemy.

c4ed9cad-d6b2-4ea2-a64b-2c675be4fb89

Zaloguj się aby komentować

175 + 1 = 176


Tytuł: Ginekolodzy. Tajemnice gabinetów

Autor: Iza Komendołowicz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: W. A. B.

Format: książka papierowa

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10


Trafił mi się kolejny mega ciekawy reportaż 😀

Książka jest w formie wywiadu zarówno z lekarzami jak i pacjentkami. Przechodzi chyba przez wszystkie możliwe tematy związane z ginekologią oraz z różnymi powiązaniami jak na przykład choroby, ciąże, aborcje, gwałty, in vitro, antykoncepcja, wady płodu oraz role mężczyzny.

Na prawdę wyczerpuje wszystkie możliwe zagadnienia i robi to w bardzo ciekawy sposób.

Polecam zainteresowanym tematami medycznymi.


#bookmeter

d41dc26a-712f-4064-9c8d-f80106226cf5

Zaloguj się aby komentować

171 + 1 = 172

Tytuł: Rzym. Wędrówki z historią w tle

Autor: Bożena Fabiani

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN

Format: e-book

Liczba stron: 527

Ocena: 9/10

---

Wspaniała książka. Pani Bożena Fabiani wciela się w rolę przewodnika po Rzymie i wielką pasją snuje bardzo ciekawe opowieści wokół mniejszych i większych zabytków lub ich detali. Zdecydowanie większość książki to opowieści o pozostałościach z czasów wczesnochrześcijańskich, no ale nie tylko, bo i jest miejsce na refleksje nad współczesnymi resztkami antyku czy rozmachem baroku. Książka na pewno pozwala się nakręcić przed wizytą w mieście, a przy okazji sporo się dowiedzieć o historii, sztuce i architekturze Rzymu.

#bookmeter #ksiazki #historia #rzym

1c42b2d9-8725-4443-85c6-0beddf3f9521

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo Olesiejuk prezentuje następną powieść z Kolekcji Legend. "Ja, Jedi" Michaela A. Stackpole'a nadejdzie 25 lutego 2026 roku. Wydanie w dwóch wersjach - miękkiej oprawie i twardej z barwionymi brzegami - zawiera 656 stron, w cenie detalicznej 64,99 za miękką i 129,90 zł za twardą. Poniżej okładki (miękka z lewej, wizualizacja twardej z prawej) i krótko o treści.


TRAGICZNA OPOWIEŚĆ O PILOCIE X-WINGA, ROZDARTYM MIĘDZY SWOJĄ BOHATERSKĄ PRZESZŁOŚCIĄ A POTĘGĄ, JAKĄ MÓGŁBY POSIĄŚĆ – JEŚLI TYLKO ODWAŻY SIĘ PRZEJŚĆ NA CIEMNĄ STRONĘ MOCY.

Corran Horn był oficerem Służby Ochrony Korelii, zanim postanowił związać swój los z Nową Republiką. Jako wnuk legendarnego bohatera Jedi nosi w sobie uśpioną Moc, która wciąż czeka na przebudzenie. Mimo to zdążył już zdobyć sławę w Eskadrze Łotrów – elitarnej formacji pilotów X-wingów, będącej postrachem Imperium i piratów grasujących na szlakach handlowych.

Kiedy jego żona, Mirax, znika podczas tajnej misji dla Nowej Republiki, Corran przysięga ją odnaleźć. Rozpoczyna szkolenie w Akademii Jedi Luke’a Skywalkera, wierząc, że rozwój jego ukrytych zdolności pomoże mu w poszukiwaniach. Rozczarowany metodami mistrza, postanawia jednak odejść.

Teraz działa samotnie. Wykorzystując swoje doświadczenie w działalności wywiadowczej, musi przeniknąć do bezlitosnej organizacji, sabotować jej działania i doprowadzić do jej upadku — wszystko po to, by odzyskać ukochaną. Aby jednak odnieść sukces, Corran zmierzy się z własnym dziedzictwem Jedi i stanie przed najtrudniejszym wyborem w życiu: ulec ciemnej stronie Mocy… albo zginąć.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #olesiejuk #starwars #gwiezdnewojny #kolekcjalegend #michaelastackpole

178abce0-366b-444d-b625-481e21abd806

Zaloguj się aby komentować

170 + 1 = 171


Tytuł: Gnój

Autor: Wojciech Kuczok

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


#bookmeter




Kiedy tylko dowiedział się od matki, że zaszła z jego powodu dalej niż kiedykolwiek i ciążą jej konsekwencje, które będzie musiała donosić, zaordynował jej, jakby chciał w jednym zdaniu zmieścić jednocześnie radosne zdumienie i tryb rozkazujący:

– A więc urodzisz mi syna!

I pojmał ją za żonę.



No i jakoś to tak wyszło, że ja, czytelnik, jak sam twierdzę, jednak uprzedzony do książek nagrodzonych, na trzecią lekturę w tym roku, po Na południe od Brazos (Pulitzer 1985) i Szczygle (Pulitzer 2014) wybrałem sobie Gnój (Gnoja?) autorstwa pana Wojciecha Kuczoka (Paszport Polityki 2003, Nike 2004). Niczego jednak nie żałuję.


Na podstawie tej książki został nakręcony film Pręgi, który (o dziwo!) kiedyś widziałem. Mało z niego pamiętam, oprócz tego, że zawiera on samą esencję polskiego kina (a może nawet polskiej twórczości w ogóle?), czyli przemoc i alkohol (kolejność przypadkowa). I w książce wiele więcej nie ma (choć przemocy jest dużo więcej niż alkoholu, nie pamiętam jak było w filmie), a przynajmniej nie ma wiele więcej jeśli idzie o warstwę fabularną. Bo w książce, jak to w książce, jest jeszcze warstwa językowa, a w tej warstwie pan Kuczok zrobił coś absolutnie fantastycznego (przynajmniej dla mnie – nie zapoznałem się ani z recenzjami, ani z laudacją, ani nawet z opiniami na temat tej książki) i dlatego bardzo się cieszę, że zdecydowałem się ją, mimo ostrzeżenia w postaci nagrody, przeczytać – ta wspaniała zabawa słowem, jak w tym cytacie na początku, to wspaniałe oddanie trudnych jednak emocji (a czasami obojętności), to wspaniałe stworzenie mało wspaniałego zamkniętego świata przedstawionego z perspektywy nastolatka, wreszcie wspaniale wykreowane postaci – jak jeden ze stryjków, który tak przypominał mi José Arcadio Buendíę ze Stu lat samotności, albo jak stary K., tak wspaniale nieskomplikowany i prostacki, a przez to tak żywy, a wszystko to zamknięte w tak małej objętości, że można łyknąć w jeden wieczór, jeśli tylko jest się na ten cały polski gnój odpowiednio odpornym psychicznie, bo bywa w czasie lektury trudno.



I choć w przypadku tak mistrzowskiego operowania językiem w moim przypadku na dalszy plan schodzi to o czym mi autor nim opowiada, i choć można by zadać pytanie „ileż można czytać o przemocy i alkoholu?”, to również w warstwie przedstawienia problemu w Gnoju pan Kuczok wykonał dobrą robotę. Bo tak, oto po raz kolejny dowiadujemy się jak destrukcyjne jest to, co niepokojąco często ciągle jeszcze jest uważane za wzorzec dobrego, twardego wychowania. Bo tak, autor nie moralizuje, nie poszukuje przyczyn a nawet nie analizuje, a tylko przedstawia zachowania i ich konsekwencje, wnioski czytelnik musi wyciągnąć sobie sam. A może moralizowanie do zwolenników takiego wychowania przemówiłoby bardziej? – wtedy nie trzeba wyciągać wniosków, co, wnioskując jednak z obserwacji i docierających do mnie co jakiś czas informacji, wydaje mi się, wielu jednak przerasta.


Teraz, już w czasie poprawiania literówek przyszło mi do głowy, że można z tej książki wyciągnąć też wnioski zupełnie przeciwne do moich (i, zakładam, do tego co autor chciał powiedzieć), bo można przecież uznać (i wciąż spotykam taki sposób myślenia), że narrator to niewdzięczny gówniarz, gnój po prostu. Nad tym zresztą też zastanawiałem się w czasie lektury, bo i tytuł tej książki też dobrany jest kapitalnie – czy ten tytułowy Gnój to ten gnój, syn starego K., czy może ten Gnój to jednak gnój, w którym synowi starego K. przyszło żyć (pomijając już finałową scenę ze snem syna starego K. i ten trzeci rodzaj gnoju w niej występujący)?


I tak zostanę sobie chyba z pytaniem do kogo ta książka miała być skierowana? Ale może autor wcale sobie takiego pytania nie zadał, może po prostu ją napisał i tyle? Ponoć książki same chcą być napisane, tak gdzieś słyszałem i może zastanawiam się zupełnie bez sensu?

b00ec49f-ed96-4bb0-9fd8-456706a3d5e9

@George_Stark

czy ten tytułowy Gnój to ten gnój, syn starego K., czy może ten Gnój to jednak gnój, w którym synowi starego K. przyszło żyć (pomijając już finałową scenę ze snem syna starego K. i ten trzeci rodzaj gnoju w niej występujący)?


Czy może jednak Gnój to ojciec, który napierdziela syna za wszystko i robi gnój z jego życia?

@George_Stark tym bym się nie martwił, ja podchodze do każdej książki pod wpływem tego jaki mam nastrój czy swoje doświadczenia i niemal zawsze umyka mi ciekawy punkt widzenia, który akurat mi do głowy nie przyszedł, ale innym już tak

Zaloguj się aby komentować

169 + 1 = 170


Tytuł: Sen o bohaterach

Autor: Adolfo Bioy Casares

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 183

Ocena: 8/10


Miało być coś z Ameryki Południowej, a "Sen o bohaterach" miałem na liście już jakiś czas, więc się dobrze złożyło. Autor nie jest tak znany w Polsce, jak jego bardziej znany przyjaciel - Jorge Luis Borges, z którym wspólnie wydał kilka książek.


"Sen o bohaterach" ma w sobie coś z książek, które udają historię o zwykłych ludziach, a potem - bez powiadomienia - wprowadzają w nią mechanizm magiczny, jakby w tle od początku pracowała maszyna przeznaczenia, której główny bohater nie może uniknąć. Już pierwsze strony ustawiają wszystko tak, żeby czytelnik czuł, że coś się wydarzy w karnawale 1927, że nie jest on po prostu epizodem, ale pęknięciem rzeczywistości, przez które życie bohatera i jego tożsamość się rozdzielą bezpowrotnie. Punktem kulminacyjnym życia Emilio, są trzy dni i trzy noce karnawału, które przeżywa razem z przyjaciółmi po wygranym zakładzie bukmacherskim, a to, co zobaczył pod koniec trzeciej nocy, choć nie pamięta, stanie się "przedmiotem porządania" - czymś, co zyskał i utracił jednocześnie.


I to jest dla mnie najlepszy skrót tej powieści: Gauna traci coś, czego nie potrafi nawet nazwać, a potem spędza lata, próbując odzyskać nie rzecz, tylko stan duszy, który osiągnął w tym zapomnianym momencie. Zwykłe życie: praca, znajomi, miłość, przegrywają z jego wewnętrznym przymusem "odtworzenia" utraconej nocy.


To nie jest realizm magiczny w stylu fajerwerków i jawnych cudów. To realizm magiczny na chłodno: magia rodzi się z ambiwalencji i z tego, że świat zewnętrzny pozostaje realistyczny, a to co niepojęte i niedoścignione zaczyna przeczyć prawom fizyki. Ten moment nie przyjdzie też znienacka, bo zostaje zaanonsowany przez narratora, który zatrzymuje akcję i mówi do czytelnika: teraz trzeba iść powoli, bo zaczyna się część magiczna opowieści - po czym od razu podsuwa racjonalne wyjaśnienia magii (zmęczenie, alkohol, warunki karnawału), jakby chciał odebrać nam grunt pod nogami… i natychmiast dodaje, że nawet jeśli wszystko da się opisać psychologicznie, to "pozostają okoliczności niewytłumaczalne albo przynajmniej magiczne".


Jakby tego było mało, to dostaniemu tu jeszcze jeden filar realizmu magicznego (dobra, będą jeszcze dwa, ale drugiego nie zdradzę, żeby nie psuć frajdy z czytania) - przymus powtórzenia. Karnawał zaczynający się w 1930 roku ma odbić karnawał z 1927 jak negatyw i znowu narrator gra dwoma rejestrami: z jednej strony widzimy, że Gauna "przygotowywał się psychicznie" do odzyskania stanu z 1927 (czyli sam sobie to wytwarza), a z drugiej strony pewne elementy wracają zbyt "precyzyjnie" (ten sam blondyn, to samo Armenonville, te same kluby czy kawiarnie, ta sama mechanika drogi i te same zwierzęta spotkane przy drodze).


Podsumowując:

Świetnie gra tu pętla przeznaczenia i próba jej dopełnienia, ucieczka od codzienności na rzecz utraconej cząstki siebie. Pokazanie, że życie bohatera nie jest pełne, dopóki nie odzyska tej cząstki, że zacznie się zapadać w głąb, straci sens, przyjaciół, a nawet najpękniejsza kobieta u boku przestanie mu się podobać. Książka jest hipnotyzująca, trudno się od niej oderwać bez poznania, co było "tym", co Emilio utracił i jak się potoczy jego życie, gdy "to" odzyska. Hipnotyzująca jest też opisywana rzeczywistość bohaterów, to co robią, jak rozmawiają, jakie ich życie jest realne i tuż obok czytelnika, że niemal czujemy zapach klubu, czy dźwięk muzyki.


Osobisty licznik: 20/128

#czytelniczebingo (20/25) - pole 12 - Książka autora z Ameryki Południowej


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

6b6ed6fc-d527-4337-be72-59d81b1f771b
45c214cd-1f70-417c-899c-c86c045fdc9a

Zaloguj się aby komentować

168 + 1 = 169


Tytuł: Rozdroże kruków

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

Format: e-book

Liczba stron: 304

Ocena: 5/10


Chyba jestem trzecią osobą z rzędu, która wrzuca Wiedźmina i to właśnie Rozdroże Kruków


W każdym razie nigdy Wieśka nie czytałem i zaczynam przygodę zgodnie z chronologią wydarzeń (mniej więcej), a nie wydań. Choć wszystko i tak od d⁎⁎y strony, bo najpierw ograłem Wiedźmina 3. Na tyle spodobał mi się świat, iż jednak po wielu latach odkładania na "kiedyś", skusiłem się.


Co powiedzieć? Cóż... liczę, że później będzie lepiej. Do bólu przeciętnie. Mam wrażenie, że taką książkę to sam bym napisał. Niemniej znając opinie fanów wiem, że ma być tylko lepiej. Nic więcej do dodania nie mam, gdyż niewiele się tutaj działo. Mam już za sobą kilkadziesiąt stron Ostatniego Życzenia i tam faktycznie jestem wkręcony od samego początku.. Wygląda jakby pisała to inna osoba. Wielokrotnie miałem wrażenie, że autorowi bardzo się spieszy, żeby to już skończyć. Po leniwym początku, gdzie nic się nie dzieje, całe mięso przygody to - "no poszedł, zabił, nara, koniec".


#bookmeter #czytajzhejto

bce29f77-60e8-4a7d-a516-1569d872e844

@onpanopticon

Wielokrotnie miałem wrażenie, że autorowi bardzo się spieszy, żeby to już skończyć.

No galop fabularny przez ostatnie kilkanaście stron to mnie nawet rozbawił. Najsłabsza książka z serii imo chociaż i tak mi w miarę dobrze wszedł. Ale to trochę pewnie przez sentyment niż żeby to jakieś dobre było.

Zaloguj się aby komentować

167 + 1 = 168


Tytuł: Wayne Gretzky. Opowieści z tafli NHL (99: Stories of The Game)

Autor: McLelland Day Kirstie, Gretzky Wayne

Kategoria: sport

Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN

Format: e-book

ISBN: 978-83-7924-794-3

Liczba stron: 408

Ocena: 7/10


Najlepszy hokeista w historii zabiera nas w podróż po niuansach najlepszej hokejowej ligi świata i reprezentacji Kanady. Czy może być lepiej? Ano mogłoby Mimo mnóstwa soczystych ciekawostek podanych na tacy przez Pana Gretzkyego całość napisana jest, w moim odczuciu, dość chaotycznie. Kiepskie tłumaczenie jeszcze potęguje to wrażenie. Niemniej polecam każdemu fanowi #hokej czy to jako wprowadzenie w świat #nhl czy też uzupełnienie wiedzy. Pomaga naprawdę zrozumieć tą ligę. Dla pozostałych (zwłaszcza Europejczyków) bardzo ciekawym może być odkrywanie jak działa PRYWATNA, profesjonalna liga sportowa. Na szczęście Wayne czuje się w tym temacie jak ryba w wodze i nie szczędzi szczegółów


Prywatny licznik: 1


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki

ce535531-cf03-426c-9968-dd93e2497c90

Zaloguj się aby komentować

166 + 1 = 167


Tytuł: Odprysk świtu


Autor: Brandon Sanderson


Kategoria: fantasy, science fiction


Format: audiobook


Liczba stron: 176


Ocena: 7/10


Krótka odskocznia od przygód głównych bohaterów.


Autor prezentuje nam lepiej kilka postaci, które już wcześniej pojawiły się w cyklu.


Lubię te przerywniki, bo fajnie uzupełniają główna oś fabularną.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki

2931471d-32a6-404d-910c-98e2bff67f2a

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a! 


Wydawnictwo MAG wznowi drugi tom Sagi o Zielonych Kościach. "Wojna o jadeit" Fondy Lee w sprzedaży od 13 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 644 strony, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.


Na wyspie Kekon rodzina Kaulów jest uwikłana w gwałtowny konflikt o panowanie nad stolicą oraz o dostęp do magicznego jadeitu, zapewniającego wyszkolonym wojownikom zielonej kości nadludzkie moce, na które mieli monopol od stuleci.

Poza granicami Kekonu zanosi się na wojnę. Na wyspę pożądliwe spojrzenia kierują potężne mocarstwa oraz żądni zysku przestępcy. Jadeit, najcenniejszy kekoński surowiec, może zapewnić im majątek i umożliwić zdobycie przewagi nad rywalami.

Otoczona ze wszystkich stron rodzina Kaulów jest zmuszona zawrzeć nowe, niebezpieczne sojusze, stawić wrogom czoło w ciemnych ulicach oraz zapomnieć o honorze, by zapewnić przetrwanie sobie i wszystkim kekońskim zielonym kościom.

Wojna o jadeit to drugi tom Sagi o zielonych kościach, trylogii o rodzinie, honorze, a także o tych, którzy żyją i umierają w zgodzie ze starożytnymi prawami krwi oraz jadeitu.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #mag #fantasy #fondalee

93ee428e-1112-451b-ab84-94b9575c8cb8

Zaloguj się aby komentować

Prawie się załapałem na nowego Wegnera, bo płatność służbową kartą kultura nie przeszła na ŚK i nie zauważyłem powiadomienia, że czekają na płatność, ale w końcu jest
#ksiazki #chwalesie

0f9d1468-380a-44ac-941d-595a90b6f771

Zaloguj się aby komentować

163 + 1 = 164


Tytuł: Shitshow!

Autor: Charlie LeDuff

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: książka papierowa

Liczba stron: 272

Ocena: 7/10


Zdecydowanie wartościowa pozycja.

Autor robi reporterski trip po USA, rozmawia z ludźmi których nikt nie chce słuchać, opisuje rozmaite patologie systemowe i społeczne jak ubóstwo, nielegalna imigracja, rasizm czy katastrofy ekologiczne.

W tle Donek T. startuje w walce o stołek prezydencki i wygrywa (2017).

Książka pisana w mocno prześmiewczym tonie, bo z dwojga złego lepiej się śmiać niż płakać nad losem Ameryki.

Bawiłam się świetnie.


#bookmeter

65743603-7198-4832-b78a-cf3e12b897af

Zaloguj się aby komentować

162 + 1 = 163


Tytuł: Luna to surowa pani

Autor: Robert A. Heinlein

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: audiobook

Liczba stron: 400

Ocena: 6/10


Kolonia karna na Księżycu, technik Manny, samoświadomy superkomputer "HOLMES (Mike)", charyzmatyczny Profesor i rewolucja przeciw Ziemskiej hegemonii. Polityczny traktat miesza się tu z planem powstania, podręcznikiem konspiracji i rozwojem AI, a tłem są księżycowe realia: gospodarka niedoboru, "plantacja" pożywienia dla Ziemii, woda i powietrze jako waluta, złożone małżeństwa jako dostosowanie do surowych warunków osadniczych.


Pomysły - jak na rok wydania (1966) - wciąż potrafią szokować, a relacja Manny’ego z Mike’em jest jednym z najmocniejszych punktów książki. Problem w tym, że powieść mocno się zestarzała. Technologia potwornie odstaje: mamy księżycową kolonię, a superkomputer, rządzący jej życiem, działa i komunikuje się jak urządzenie o mocy obliczeniowej dzisiejszej… mikrofalówki, z klimatem kart perforowanych, rozdzielni telefonicznych i analogowych obejść. Komunikacja i możliwości Mike’a są sinusoidą: raz wszechwiedzący i błyskawiczny, raz bezradny wobec podstawowych rzeczy. Do tego Heinlein często zwalnia akcję, żeby wyłożyć ideologię i modele ustrojowe czytelnikowi - co wypada ciekawie jako esej, gorzej jakomotor napędowy fabuły.


Największy zgrzyt to finał: przewidywalny, zbyt gładki dla mieszkańców Księżyca i mało satysfakcjonujący jak na stawkę "wojny o niepodległość" i o prawa do współistnienia i samostanowienia. Postacie kobiece są pomijane jak @bori na tym portalu choć według założeń odgrywają ogromną rolę i rządzą planetą i jej rozwojem. Plus za liczne nawiązania do Sherlocka Holmesa i jego uniwersum.


Podsumowując:

Niezły rozmach i kilka świetnych idei. Zanurzenie w wiarygodnym postapo i nowoczesnej SF - nie do końca udane. Szanuję, bo to klasyka, ale emocjonalnie i technologicznie ta wizja już nie niesie takiej frajdy z lektury, jak w momencie premiery.


Osobisty licznik: 19/128

#czytelniczebingo (19/25) - pole 2 - SF, w którym technologia jest moralnym problemem

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajhejto

72a59b46-28c5-476b-9d03-882e910a97fc
d505200e-65e0-4976-a987-ac28ca94f7a4

@Hjuman za pomysł dałbym i 9, tylko on się w obecnych czasach nie broni, za duzy “skok technologiczny” zrobiliśmy od lat 60. i za dużo jest niekonsekwencji technologicznych w samej książce

@WujekAlien napisane stylem podobnym do "Kawalerii kosmosu"? Jeśli tak, to muszę wrzucić na listę do przeczytania.

Juan Rico I jego historia to jedna z moich ulubionych historii.

@jarezz niestety nie czytałem, więc nie podpowiem. Tu historia i relacje bohaterów są super, sam pomysł też, może po za zakończeniem. Technologicznie jest niestety gorzej. Jest wiele rzeczy, które aż by się prosiły o odświeżenie książki o najnowsze rozwiązania technologiczne.

@WujekAlien Kawaleria też najświeższe Nie była, a już na pewno film nie pokazywał jej tak jak została opisana.

Sam pomysł na system społeczny, armię, relację bohaterów i sama fabuła mnie wciągnęła Na tyle, że czytałem książkę kilkanaście razy.

Zaloguj się aby komentować

161 + 1 = 162


Tytuł: Przedwiośnie

Autor: Stefan Żeromski

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wolne Lektury

Format: e-book

Liczba stron: 270

Ocena: 6/10


Klasyk. Jedni znaja to z liceum, drudzy z ekranizacji naszego Wieszcza.


Opowiesc jest przekrojem roznych warstw spolecznych z okresu miedzywojennego. Mamy tu bolszewikow, szlachte, bogaczy i biedote. Autor ladnie krytykuje wszystkie te grupy. Mamy tez oczywiscie szklane domy (w nocy pizga, w dzien parowa...).


Jest tez glowny bohater, idealista kroczacy przez zycie bez celu, szukajacy swojej sprawiedliwosci. Szczerze mowiac, spodobaly mi sie postacie w tej powiesci. Sa dosc autentyczne i ciekawie poprowadzone. Dobra robota Panie Zeromski.


Ogolnie to dobra ksiazka, jak prawie kazda lektura szkolna. Jesli ktos nadrabia zaleglosci z naszego poletka (jak ja), lub zachcialo sie czegos z okrasu miedzywojnia (jak mi), to mozna brac.


#bookmeter #ksiazki

f051ba7d-c3cc-42aa-ba38-d3428f66da5e

Nazywam się Cezary Baryka, od 20 minut jestem właścicielem tego oto szklanego domu. Powoli zaczynam żałować zakupu, w nocy pizga w dzień parówa, 0 wentylacji i brak kanalizacji robią swoje. Zgadza się capi.

Zaloguj się aby komentować

159 + 1 = 160


Tytuł: Spowiedź. Rozważania o sensie życia

Autor: Lew Tołstoj

Kategoria: memoir, esej

Wydawnictwo: Łukasz Tomys Publishing

Format: audiobook

Ocena: 3/10


Czas trwania: 2h 35m

Czytał: Marcin Popczyński


Memoir / esej filozoficzny składający się z przemyśleń i wspomnień autora dotyczących jego życia, myśli samobójczych i przemiany światopoglądowej. Rozpaczliwy rozrachunek sumienia. Proces sądowy, w którym Tołstoj jest oskarżycielem, oskarżonym i sędzią. Z perspektywy czasu i osobistych rozczarowań autor kwestionuje swoje młodzieńcze poglądy dotyczące wiary, wartości moralnych i opowiada o poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie o sens egzystencji. W efekcie wyszedł z tego trochę intelektualny wysryw, który zaczyna się logcznie, ale na końcu się zapętla jak Paolo Coelho i w związku z tym nie polecam.


#czytelniczebingo - biografia / autobiografia / memoir


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

1c8361f3-4361-4a0b-ac03-82d63e46c450
91426819-5ed1-42db-9c85-0ab99f84de51

Zaloguj się aby komentować

158 + 1 = 159


Tytuł: Cyberiada

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

Liczba stron: 508

Ocena: 6/10


Oceniam podobnie jak "Dzienniki gwiazdowe". Opowiadania są nierówne sobie, jedne lepsze, inne przegięte abstrakcyjnie, ciężkie do przeczytania.


Sama rywalizacja Trutla z Klapaucjuszem na plus, generowała najśmieszniejsze przygody


Natomiast, nie podobało mi się, że część opowiadań miała podopowiadania, które nie były w żaden sposób wydzielone. Z kolei jedno z końcowych opowiadań miało już taką formę. Dlaczego Panie Lem ?


#bookmeter #ksiazki

338472fe-a749-4511-84c8-04a176f204bc

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Prószyński i S-ka ogłasza dwa następne wznowienia Stephena Kinga. "Historia Lisey" i "Wielki marsz" w sprzedaży od 17 lutego 2026 roku. Wydania w twardej oprawie mają kolejno 536 i 264 strony, w cenie detalicznej 65 i 55 zł. Poniżej okładki i krótko o treści.

"Historia Lisey"


Minęły dwa lata od śmierci Scotta, męża Lisey Debusher Landon. Spędzili razem ćwierć wieku we wspaniałym związku, który spajało głębokie, chwilami wręcz przerażająco intymne uczucie.

Scott był sławnym, nagradzanym pisarzem, autorem bestsellerów, ale i bardzo skomplikowanym człowiekiem. Teraz nadszedł czas, by Lisey stawiła czoło jego demonom.

To, co wydaje się początkowo tylko porządkowaniem dokumentów po zmarłym mężu przez wdowę, staje się podróżą w głąb mroku, w którym Scott Landon tkwił za życia.


"Wielki marsz"


Mroczna, alegoryczna wizja przyszłości Stanów Zjednoczonych. Stu wybranych chłopców wyrusza w doroczny morderczy marsz – meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni z nich. Tu nie ma miejsca na sportową rywalizację, ludzkie uczucia ani zasady fair play, ponieważ gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Najwyższą z możliwych.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #proszynski #stephenking

80683d03-fe5e-4d8f-b29d-c69cf64d59ee

Zaloguj się aby komentować

157 + 1 = 158

Tytuł: Rybak znad Morza Wewnętrznego

Autor: Ursula K. Le Guin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788380970199

Liczba stron: 1025

Ocena: 3/10


Rok postanowiłem zacząć z grubej rury książką autorki, za której twórczością nie przepadam. Na początku wydawało się, że zła passa zostanie wreszcie przerwana - do trzech razy sztuka - ale niestety im dalej w las, tym aspekty, które mi u Le Guin przeszkadzają wychodziły coraz to bardziej na pierwszy plan. Standardowo o każdym tekście powiem mniej lub więcej, choć w pewnym momencie miałem już tego zaniechać, bo przy niektórych pozycjach pisałem właściwie to samo; jakoś jednak dotrwałem do końca i postaram się te opisy trochę zdywersyfikować. Zabawnym jest też, że owy zbiór równie dobrze mógłby się nazywać "Opowieści z Ekumeny", bo niewiele idzie tu znaleźć rzeczy niezwiązanych z tym światem.


Wszystkie strony świata:


Naszyjnik Semley - Semley zachowuje się tak, jak gdyby wszystko jej się należało, co zresztą kwitują Gliniacy, wymieniając cechy znanych im ras i porównując ją do nich. Niby miła i dostojna, a jednak rozpuszczona jak śnieg w maju. Zakończenie z dzisiejszej perspektywy proste, ale tak czy siak skuteczne. Tekścik ten stanowił prolog do jednego z utworów w omnibusie Światów Hain.


Kwiecień w Paryżu - niezmiernie sympatyczne opowiadanko traktujące o samotności i braku życiowej satysfakcji. Obecny jest tu całkiem fajny humor oraz rosnące z każdą stroną ciepło. Więcej nie zdradzam, gdyż zdecydowanie warto zapoznać się z tym samodzielnie. Jest też bodaj najbardziej wyjątkowe z tego zbioru, bo ze świecą szukać objawiającego się we lwiej części utworów swiatotwórstwa Hain i zupełnej obojętności na losy postaci. No i nie jest smętne i suche jak diabli.


Mistrzowie - dziwny świat, w którym nastąpiło nieokreślone zjawisko sprawiające, że pojawienie się Słońca to wydarzenie dosyć wyjątkowe; do tego panuje dziwna cenzura nauki, a wielu uczonych wisi na krawędzi herezji próbując choćby zmierzyć odległość do najbliższej gwiazdy. Czyta się dobrze, ale brak w tym celu.


Skrzynka ciemności - coś o wiedźmie, szkatułce wypełnionej mrokiem, dwóch braciach - jednym posłusznym królowi, drugim wręcz przeciwnie. W ogólnym rozrachunku o niczym.


Magiczne słowo - umiarkowanie przyjemny, krótki tekst osadzony w świecie Ziemiomorza. Pewien czarodziej wiedzie sobie żywot samotnika, aż zostaje uwięziony, a wszelkie próby ucieczki kończą się niepowodzeniem - do czasu.


Prawo imion - ponownie z Ziemiomorza i ponownie sensowne. Historia jest prosta, ale czyta się przyjemnie.


Królowa Zimy - utwór osadzony w świecie Ekumeny "Lewa ręka ciemności". Znowu jest lepiej niż w obszerniejszym pierwowzorze, być może dlatego, że autorka nie miała czasu rozpędzić się ze swoim przynudzaniem. Widzimy tutaj beznadziejną sytuację władczyni, dla której 3 dostępne rozwiązania sytuacji nie są żadną opcją, dlatego - jak to często bywa w tego typu kabałach - obiera swoją drogę. Ponownie: zamysł jest dosyć prosty i na szczęście nie daje rady człowieka znużyć.


Udana wycieczka - na pierwszy rzut oka wydawał się to bełkotliwy, chaotyczny, narkotykowy strumień świadomości, ale ostatnie linijki wywracają wszystko do góry nogami. Już za samo to oceniam go trochę lepiej.


Dziewięć śmierci - ciekawy kawałek traktujący o współpracy dwóch specjalistów z grupą 10 klonów (po 5 dla każdej płci) pochodzących od pewnego młodego człowieka renesansu. Poruszane są tematy ich wychowania - specyficznego, by zanadto od siebie nie odbiegali, co odbija się na ich relacjach i interakcjach ze zwykłymi ludźmi, a jednocześnie pozwala na osiągnięcie niezwykłego stopnia zrozumienia i współpracy we własnym gronie. Chętnie przeczytałbym coś podobnego spod pióra Lema.


Rzeczy - o powszechnym zniszczeniu i wynikającym z niego marazmie, przez co nikt nie tworzy już żadnych dóbr. Jeden tylko ceglarz powziął sobie za cel dotarcie do Wysp - miejsca ratunku od "końca".


Wycieczka do głowy - zupełnie bez sensu.

Szerzej niż imperia i wolniej - świetne i również osadzone w świecie Ekumeny. 10-osobowa załoga statku kosmicznego ląduje na świecie 4470 i z biegiem czasu wszyscy wyczuwają rosnący, niewytłumaczalny niepokój, przeradzający się potem w strach. W tle nieporozumienia i konflikty - głównie z jednym z załogantów, strasznie nieprzyjemnym typem - eksplorujące ludzką psychikę, jego zdolność adaptacji i granice wytrzymałości.


Gwiazdy pod ziemią - o nietraceniu ducha i zaufaniu. Ponownie - czytało się przyjemnie, do tego obecna jest miła atmosfera ciepła.


Pole widzenia - intrygujące zawiązanie akcji, zmierzające jednakże donikąd, choć zakończenie i wyjaśnienie zagadki można zaliczyć do niecodziennych.


Kierunek drogi - wstyd się przyznać, ale zajęło mi więcej czasu niż powinno zrozumienie kto i o czym w tekście opowiada. Ciekawe spojrzenie na "punkt widzenia i perspektywę" oraz gorzkie na rosnący postęp i pośpiech.


Ci, którzy odchodzą z Omelas - podejście autorki do klasycznego problemu "czy szczęście i dobrobyt wielu można okupić cierpieniem i niedolą jednostki".


Dzień przed rewolucją - najzwyczajniej w świecie zmęczenie poniekąd życiem, wspomnieniami i byciem ikoną ważnego wydarzenia, choć lekko na przekór sobie.


Rybak znad Morza Wewnętrznego:


Pierwszy kontakt z Gorgonidami - nie ma o czym pisać.


Sen Newtona - również brak mi słów. Ot, obserwacja stacji i jej członków, którzy uciekli z Ziemi przed mnogością zjadliwych chorób. Część z nich z czasem zaczyna zauważać różne rzeczy, których nie da się ani w żaden sposób jednoznacznie wyjaśnić, ani choćby zaproponować ich mentalnego źródła.


Wejście północną ścianą - urywek z dziennika wyprawy skurczonych ludzi po domu, gdy na zewnątrz panuje zima?


Kamień, który wszystko zmienił - dziwna zależność między dwoma podrasami: jedna dumająca i trzymająca władzę, druga układająca wzory wymyślone przez tych pierwszych i ogólnie we wszystkim podwładna. Odkrywają oni we wzorach drugie dno, na które ich przełożeni nie zwracają najmniejszej uwagi. Nie wiem, co to ma wyrażać lub przekazywać.


Kerastion - nieangażujące paplanie o cechach, rodzeństwie, robieniu instrumentu ze skóry matki i samobójstwie przez zniszczenie trwałych replik rzeźb pierwotnie będących nietrwałymi piaskowymi dziełami. Dziwne.


Opowieść szobów - w późniejszej części dzieją się rzeczy dziwne, niewyjaśnione i intrygujące, ale cały tekst został napisany topornie: powiedział, poszedł, zrobił, imię, imię.


Zatańczyć do Ganamu - swoista kontynuacja utworu poprzedniego. Spojrzenie na naturę rzeczywistości i sposobu, w jaki każdy z nas ją odbiera oraz kształtuje. Do tego odrobiny analizy roli płci w funkcjonowaniu społeczeństwa.


Jeszcze jedna opowieść albo Rybak znad Morza Zewnętrznego - opowieść o nadziejach, celach marzeniach, miłości, przywiązaniu, niepewność i jeszcze długo by tak wymieniać. Tak jak wstępu nie można zaliczyć do najbardziej angażujących, tak rozwinięcie tj. edukację, osiągnięcia i rozterki bohatera śledzi się już z niejaką ciekawością. Segment kończący natomiast pojawia się znikąd, umieszcza Hideo w dziwnym położeniu, które wywołuje w nim sprzeczne emocje, jednakże nad ostateczną decyzją niewiele się namyśla. Czytaniu tego towarzyszą doprawdy pozytywne uczucia spełnienia i kontemplacji.


Cztery drogi ku przebaczeniu:


Zdrady - raczej nudne i wydumane, o lekko zdziczałym byłym wodzu, którego starsza pani doprowadziła do porządku, a ten w chwili próby się odwdzięczył.


Dzień przebaczenia - międzyukładowe spiski i układy, niepojęte dla zewnętrznych obserwatorów zależności między właścicielami i niewolnikami, zgrzytająca współpraca skaczącej po światach ambasador i lokalnego oficera, wiodąca po wyboistej drodze, lecz kończąca się w sposób do bólu przewidywalny.


Człowiek ludu - kolejne podejście Le Guin do wywrócenia społecznych podstaw funkcjonowania do góry nogami. Niby służy ukazaniu niedopasowania bohatera do kolejnych grup, ale wprowadza niepotrzebny zamęt, no i jak to u tej autorki bywa - przymula jak jasny gwint.


Wyzwolenie kobiet - autorka lubi poruszać ważne tematy - w tym wypadku na czoło wysuwają się niewolnictwo i nierówność płci - ale absolutnie nie potrafi utworzyć wokół nich otoczki, która pozwoli czytać je nawet nie tyle z przyjemnością, co po prostu bez uczucia totalnej obojętności.


Wiadomości o Werel i Yeowe - czarni są właścicielami, a biali niewolnikami; no cóż za kreatywność, cóż za bogate i wyjątkowe światotwórstwo. Akademickie spojrzenie na świat przedstawiony - biosfera planet, przebieg wojen domowych itp.


Urodziny świata:


Dojrzewanie w Karhidzie - powrót do mojego ulubionego świata, w którym rok obecny jest zawsze rokiem pierwszym, a wartości lat przeszłych nie stoją w miejscu, tylko cały czas się oddalają. Aż mnie skręca od idiotyzmu mechanizmu. A tak to mamy tutaj kwestię dojrzewania w społeczności, u której przez większość czasu płeć jest obojętna, a dopiero w czasie tzw. kemmeru wykształcają się odpowiednie cechy. Osobniki takie muszą oddać się rozpuście, bo inaczej oszaleją - dosłownie.


Kwestia Seggri - ja rozumiem, że poprzez seks można przedstawić mrowie różnych relacji społecznych i gatunkowych - co Le Guin lubiła robić - ale tutaj było już tego za dużo, do tego przedstawionego w sposób żenujący i miałki, jak w jakimś podłym romantasy. Rozumiem oprzeć w pełni albo po części na tym aspekcie fabuły utworów, no ale nie ciągle, jeden po drugim, no Jezus Maria... Tutaj jeszcze raz powtarza się niechlubna proporcja: 90% obojętności, 10% wartościowych fragmentów. Babki odpowiadają za "chleb", chłopy za "igrzyska". Z niewyjaśnionych dokładnie powodów jest ich ok. 15 razy mniej niż kobiet, no i tak się role w społeczeństwie podzieliły.


Niechciana miłość - ciekawe spojrzenie na niemożność pojęcia zachowań i zwyczajów obcych gatunków, które dla nich są tak oczywiste, że paradoksalnie ciężko jest im je objaśnić. W tym przypadku na szczęście autorka skupiła się w głównej mierze na konkretach: prawdziwej miłości, choć niepewnej i niekompletnej - dosłownie i w przenośni.


Górskie ścieżki - seks, małżeństwo, mojety, sedoretu, chłop, baba, miłość, oszustwo. Nie mam nic więcej do dodania.


Samotność - stopień uproszczenia aż boli: jako że matka nie mogła wtopić się w nowo odkrytą społeczność ludzką na innej planecie, postanowiła wysłać tam swoje dzieci. I co? Żadnych problemów ani pytań, normalnie jak z jakimiś kukułkami. Bohaterka uprawia jakieś samobiczujące metafizyczne eskapady, hołubi samotność, a potem leci na pustkowie, próbuje uwieść chłopaka i ostatecznie mówi mu "zrób mi dziecko". K⁎⁎wa...


Dawna Muzyka i niewolnica - przynajmniej bez notorycznego paplania o seksie. Ponownie, większość tekstu nudna jak flaki z olejem i dopiero pod koniec na jaw wyszły szczegóły zawirowań w świecie, jakże podobne do tego, co w naszym ma miejsce cały czas.


Urodziny świata - kolejny słowotok, w którym w co drugim zdaniu pojawia się słowo bóg. Powtarza się schemat społeczeństwa prostaków parzących się miedzy sobą i urządzających dynastyczne ekscesy, odbijające się na dobrobycie całego społeczeństwa.


Raje utracone - zdecydowanie jeden z ciekawszych utworów tego zbioru, choć bezgraniczne znużenie odbiło się trochę na jego odbiorze. Tak jak zwykle w sci-fi międzygwiezdne odległości pokonuje się albo za pomocą napędu nad- lub przynajmniej okołoświetlnego, albo podróżników się hibernuje, tak tutaj wszystko opiera się na założeniu, że ludzie będą w statku-matce żyć przez pokolenia, a każdemu z nich przypadnie odrobinę inne zadanie. Jestem zbyt wypalony, by obszerniej opisywać moje odczucia, ale coś spróbuję z siebie wykrzesać. Całkiem interesującym jest obserwowanie narastających z każdym pokoleniem zachowań i zjawisk, które wynikają z życia w środowisku odmiennym od ziemskiego - niektóre głupiutkie, wymyślone na siłę i absurdalne, inne z kolei wnikliwe, których skonstruowanie musiało trochę czasu zająć. Było co nieco o kwestiach genetycznych - koniec końców w grę wchodzi ograniczona pula osobników, edukacji - program nauczania każdego kolejnego pokolenia poddawany był odpowiednim korektom wynikającym z nowych odkryć oraz zadań, którymi będzie się zajmować.


Opowiadanie świata - czyli najdłuższy tekst, niezawarty w żadnym z podzbiorów. Obserwujemy w nim losy ambasadorki Hain z Terry wysłanej na Akę - planetę, gdzie gwałtowny postęp technologiczny doprowadził do odwrócenia się od tradycji, literatury i wszelkiego świadectwa kulturowego i systematycznego ich wyniszczania. Ambasadorka kroczy po cienkiej linie - powinna skatalogować i w ten sposób zachować od zapomnienia jak najwięcej tekstów, jednocześnie nie narażając na nieprzyjemności lokalsów, którzy z nią współpracują. Początek i część rozwinięcia przebiegają w standardowy dla tej autorki nieangażujący sposób, później jednak na scenę wchodzą osobiste przeżycia z Terry, skorelowane w zaskakująco dużym stopniu z obecną sytuacją Aki oraz pochodzenie wspomnianej technologii, od której to wszystko się zaczęło. Nie tylko główna bohaterka przechodzi długą drogę - dosłownie i w przenośni - choć na tym poprzestanę. Pozycja wyróżnia się na tle reszty, choć tu winę w głównej mierze ponosi objętość, która pozwoliła różne aspekty uwypuklić i obszerniej wyjaśnić.


Gdybym miał dwoma słowami podsumować tę książkę, to byłyby to "obojętność" i "znużenie". "Obojętność", bo na ponad tysiącu stron rzadko kiedy byłem w stanie w choć najmniejszym stopniu przejąć się lub utożsamić z losami bohaterów, ich najbliższych lub towarzyszy. "Znużenie", bo autorka nie była w stanie przekonać mnie do faktycznego zainteresowania się przedstawianymi historiami, a często powtarzające się motywy, elementy i zagrania skutkowały zlewaniem się wszystkiego w jedną bezładną masę.


Nie przeczę, spora liczba pomysłów jest tu całkiem niezła - niekiedy nawet bardzo - ale co z tego? Nie mogę powiedzieć, żeby proza autorki mnie zachwycała: język - suchy; świat przedstawiony - chcący być jednocześnie w niektórych aspektach odniesieniem do naszego, a w niektórych udziwniony do przesady, w wyniku czego pierwsza rzecz wypada nieprzekonująco, a druga tylko człowieka odpycha; fabuła, historia, jak zwał, tak zwał - nie wie, czym chce być. Czasem to coś na wzór pamiętnika czy wspominek, czasem podpadający pod historyczny przegląd wydarzeń z jakiegoś istotnego okresu. Teoretycznie wydaje się to ciekawe, ale autorka notorycznie przedstawia to w sposób nudniejszy niż w poślednich podręcznikach od historii. Brak tu jakiegokolwiek punktu zaczepienia: postacie są kukłami służącymi jedynie przekazowi; nawet pomimo głębszego ucharakteryzowania niektórych z nich w żaden sposób nie da się do nich przywiązać.


Mogę się założyć o grubą kasę, że gdyby niektóre teksty traktujące o seksie napisał facet, to to ciągłe gadanie o dymaniu, penisach, pochwach i robieniu dzieci byłoby krytykowane w każdej pojedynczej recenzji i wskazywane jako jakieś dewiacje. Ale jako że jest to wielka i szanowna Le Guin, to każdy ustęp o tym traktujący to prawda objawiona i złota mądrość. Już mnie na Reddicie obrońcy światłości zjechali jak napisałem, że nie uważam jej książek za zbyt dobre.


Zbioru nie polecam. Miałem nadzieję na jakąś zmianę, a skończyło się jak zwykle. Po jej następnych książkach spodziewam się wszystkiego najgorszego i kolejną wezmę na tapet pewnie dopiero po wakacjach przyszłego roku. Wymęczyłem się okrutnie. Oprócz standardowych bolączek autorki, w tym zbiorze dołączył do nich szeroko pojęty seks. Często stanowił ważny element opowiadanej historii i tu nie mam zastrzeżeń; problem pojawiał się, gdy traktowano go w sposób ostentacyjny i przedmiotowy, bez większego powodu.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #ursulaleguin #leguin #hain #ziemiomorze #proszynski #ksiazkicerbera

04d5eb2d-84a1-4d30-92ab-edf961332206

@Cerber108

Zbioru nie polecam. Miałem nadzieję na jakąś zmianę, a skończyło się jak zwykle.

Mam w planach w tym roku, coś czuję że skoro jest jak zwykle to znowu mi się spodoba. xd

Zaloguj się aby komentować

154 + 1 = 155


Tytuł: Szczygieł

Autor: Donna Tartt

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


#bookmeter




Gdy otworzył drzwi, rolety były opuszczone i moje oczy potrzebowały trochę czasu, żeby się przyzwyczaić do ciemności, aromatycznej, perfumowanej, z nutą choroby i medykamentów.


Będzie kilka słów o Szczygle pani Tartt, ale to za chwilę. Zacznę od czegoś innego. A zacznę od tego, że jest (a raczej był, bo w roku 2023 mu się niestety zmarło) taki autor jak pan Cormac McCarthy. Pan McCarthy zachwycał mnie swoją prozą nieraz, a szczególnie zachwycał mnie językiem swojej prozy (ukłony również dla pana Roberta Sudóła, dzięki któremu możemy chłonąć wrażenia z książek pana McCarthego również po naszemu), językiem oszczędnym, skąpym wręcz i tym minimum ekspozycji, jakie za pomocą tego języka osiągał. Nie bez kozery wzmiankuję tutaj tego a nie innego autora, bo na początku mojej przygody ze Szczygłem pojawiła mi się w głowie taka myśl, że „Ta książka to Cormac McCarthy. Tyle, że do minus pierwszej.”


Bo faktycznie, Szczygieł właśnie tak się językowo zaczyna. Wszystko na początku tej książki jest takie krwiste (soczyste – wersja dla wegetarian), takie pełne i takie obrazowe. Każde wydarzenie, każda emocja jest na początku Szczygła wyeksponowana tak silnie, że czuje się ją własnymi oczyma, które śledzą składające się na niego literki. A później (choć początek w kwestiach estetyczno-emocjonalnych podobał mi się bardziej) następuje coś jeszcze bardziej fantastycznego, coś co absolutnie w książkach uwielbiam – kiedy bowiem w życiu Theo Deckerta to i owo (a w zasadzie to wszystko, i to po raz drugi) się zmienia, zmienia się również i język książki. Te dwie pierwsze części, dziejące się odpowiednio w Nowym Jorku i Los Angeles (Amsterdam na razie przemilczmy) są tak od siebie narracyjnie zupełnie różne, a każda z nich każdym elementem narracji wspaniale przystaje do opisywanych wydarzeń. Coś absolutnie kapitalnego! (I tutaj również ukłony dla pana Jerzego Kozłowskiego, który przełożył tę książkę na nasze*.)


O fabule Szczygła nie będę pisał (Amsterdam przemilczymy więc całkowicie), to można sobie samemu przeczytać (w książce nawet, niekoniecznie na Wikipedii), skupię się tylko na tym, co mi po tej lekturze pewnie pozostanie. A oprócz wrażeń estetyczno-emocjonalnych zostaną mi po niej dwa pytania: ile wart jest skarb, o którym nie tylko nie można nikomu powiedzieć, ale nawet nie można się nim w pełni cieszyć, bo trzeba go przed innymi ukrywać oraz czy można winić siebie za swoje zachowania, które doprowadziły do tragedii, choć tragedii nie można był w żaden sposób przewidzieć ani jej zapobiec. To są dwie rzeczy, które (trochę wbrew opiniom i recenzjom tej książki, z którymi kilkoma miałem okazję się zapoznać) z tej książki przemówiły do mnie najsilniej, a ponieważ całkowicie zgadzam się ze stwierdzeniem, że zadaniem literatury jest stawianie pytań, jestem po lekturze w pełni usatysfakcjonowany i może kiedyś, jeśli czas pozwoli, zabiorę się za którąś z pozostałych książek autorstwa pani Tartt, która to wydaje mi się pisarką ze wszech miar interesującą.




* - w sprawie tłumaczenia jeszcze. W niczym to panu Kozłowskiemu nie ujmuje, bo ten się nie myli, który nic nie robi, ale bardzo ubawiło mnie zdanie […] a czasem po prostu obserwowałem go, jak przekręca nogi krzeseł na tokarce. Po tym jednak, jak już się pośmiałem, uświadomiłem sobie, jak trudna musi być praca tłumacza i jak wiele wysiłku trzeba w nią włożyć zapoznając się z terminologią z wielu rozmaitych dziedzin. Na przykładzie powyższego cytatu – w Polsce powiedzielibyśmy, że na tokarce (po angielsku: turning machine) raczej się toczy (to turn) a nie przekręca (to turn).

60bf30d6-0b30-4309-961d-e4054b9e2481

Zaloguj się aby komentować

153 + 1 = 154


Tytuł: Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz

Autor: Annie Jacobsen

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Insignis

Format: e-book

ISBN: 9788368053692

Liczba stron: 500

Ocena: 8/10

Prywatny licznik: 3/30


Autorka przedstawia hipotetyczny scenariusz, co by się działo na świecie od momentu gdy dane państwo zdecyduje się wystrzelić bombę nuklearną. Niemalże sekunda po sekundzie przedstawia jakie organy i w jaki sposób byłyby informowane, gdzie i jakie decyzje by padały już od drugiej sekundy po wypatrzeniu przez satelitę wystrzelonej rakiety. Cała akcja rozgrywa się w około 2 godziny.

Widać, że został ogrom pracy włożony na pozyskanie i sklejenie treści. Same przypisy wraz z bibliografią to 25% książki.

Jedyne co mi nie pasowało, ale nie mogę powiedzieć że przez to książka jest gorsza, było to ile instytucji czy działów politycznych byłoby po drodze informowane, sekunda za sekundą. Po prostu gubiłam się w tym wszystkim ale wiedziałam chociaż jaka ogromna skala wszystkich decyzji musi być po drodze.

Nie będę ukrywała, wzbudziła we mnie ten promil niepewności/strachu.

Chyba książka typu nie wiem czy polecać, osoby z tendencjami do zmartwiania się mogą mieć mniej spokojne noce po niej. xD


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki

3e59e9a9-cc27-4e65-927f-5d7e8a559ac9

Zaloguj się aby komentować