Zdjęcie w tle

Społeczność

Książki

815

193 + 1 = 194


Tytuł: Norwegian Wood

Autor: Haruki Murakami

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Muza

Format: e-book

Liczba stron: 472

Ocena: 7/10


Nie wiem, jak to się stało, ale to moje pierwsze podejście do Murakamiego.


Sięgnąłem po tę powieść, bo podobnie jak Toru Watanabe (narrator i główny bohater) w pierwszej scenie, mam 37 lat i coraz częściej wracam do lat młodzieńczych, próbując zrozumieć, co z tych wspomnień zostanie ze mną na zawsze. Murakami proponuje właśnie taką podróż wstecz: do Tokio lat 60., do samobójstwa Kizukiego, cichej Naoko i żywiołowej Midori, do akademika, sanatorium w górach, bibliotek i rozmów, w których zwykle ważniejsze są chwile ciszy niż deklaracje. Narrator stoi jakby obok własnego życia, rzadko unosi głos i ta jego "nieobecna obecność" jest kluczem do odbioru całej książki.


To, co działa, to cierpliwa, realistyczna obserwacja dorastania do żałoby i bliskości. Murakami rezygnuje z metafizycznych fajerwerków i zostawia nas z obrazami: spacer, zapach deszczu, piosenka, która otwiera szuflady pamięci. Dzięki temu książka łatwo uruchamia własne wspomnienia - narrator nie pcha się na pierwszy plan, raczej słucha, a my razem z nim słyszymy pęknięcia w cudzych zdaniach. Atmosfera Tokio pulsuje w tle protestami i zmianą obyczajów, ale w pierwszym planie zostaje intymność: kruchość Naoko, dojrzałość Reiko, nieporadność Toru, który próbuje być uczciwy wobec innych i siebie. Wątki związane ze zdrowiem psychicznym podane są bez patosu, z czułością i bez literackiego heroizmu, co buduje rzadką wiarygodność.


Nie działa za to to samo, co bywa atutem: chłód i dystans Toru potrafią odsunąć czytelnika o krok za daleko. Bywają fragmenty, w których emocjonalna rezerwa narratora przestaje być narzędziem opowieści, a staje się barierą. Chciałoby się poczuć odrobinę głębi, a dostaje się kolejną warstwę ciszy. Kobiece postaci, choć zapadają w pamięć, momentami są ustawione zbyt kontrastowo (kruchość kontra żywioł), przez co tracą półcienie. Rytm rozbijają też powracające sceny erotyczne: zamiast podbijać napięcie, spłaszczają je i na chwilę wytrącają z subtelnego tonu całości. Szczególnie, że większość z nich jest jednak niezręczna i pokazująca, że ten aspekt życia Toru nie był całkiem udany.


Norwegian Wood to spokojna, uczciwa powieść o stracie, pamięci i dorastaniu do milczenia. Nie porwała mnie na poziomie emocjonalnego burzy mózgów, ale trafiła w mój moment życia i za tę cichą zgodność czasu i tematu daję 7/10.


Jeśli szukasz historii, która nie narzuca się z tezą, tylko stwarza przestrzeń i jest kluczem do powrotu do własnych wspomnień, to w tym jest to świetna książka.


Osobisty licznik: 23/128

#czytelniczebingo (23/25) - pole 8 - Książka autora z Dalekiego Wschodu

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

66124a43-a8df-4695-9501-56d1cbf9b824
ffbae402-6a9f-44f4-8443-a1f2ac470bc3

Zaloguj się aby komentować

Ciekawi mnie kim jest właściciel? Co się z nim stało? Co się stanie z książkami i czy właściciel, albo spadkobiercy coś za nie dostaną.

Jak oddali zbiór do samodzielnej wyceny temu antykwariatowi, to na bank się okaże, że jednak nic cennego nie było...

Zaloguj się aby komentować

192 + 1 = 193

Tytuł: Limes inferior

Autor: Janusz A. Zajdel

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

Format: książka papierowa

ISBN: 9788375780260

Liczba stron: 276

Ocena: 8/10


Przerwa od Zajdla okazała się dłuższa niż powinna, ale wreszcie przyszła pora na kolejną jego książkę. Co ciekawe, okazała się ona zupełnie inna od obrazu, który sobie na jej temat wydumałem, ale to nieistotne.


Poznajemy świat - a raczej jego wycinek, który na dobrą sprawę może stanowić godną reprezentację reszty planety - Argoland oraz głównego bohatera - wybitnego liftera, człowieka diablo inteligentnego, lubiącego dostatnie życie - Adiego Cherrysona, znanego szerzej jako Sneer. Obok niego odrobinę "czasu antenowego" otrzymuje dwóch osobników: niejaki Filip - dosłownie na scenę-dwie - oraz Karl Pron, którego tyczą się już bardziej złożone i istotne dla fabuły kwestie.


Generalnie przez większość książki obserwujemy funkcjonowanie tej niekoniecznie legalnej strony aglomeracji, choć przebłyski normalności i zwykłości również się pojawiają; poznajemy podstawy świata przedstawionego, czyli m.in. system klasowy wraz z jego konsekwencjami, przyswajamy informacje o ówczesnej technologii oraz masę slangowych pojęć na zjawiska i zawody, które znalazły swoją dosyć istotną niszę w społeczeństwie. Kreacja świata może się wydawać na pierwszy rzut oka prosta w założeniach, jednakże zadaje temu kłam stworzenie żywej sieci zależności, gdzie wiele włókien wzajemnie ze sobą oddziałuje, a społeczeństwo pozornie ewoluuje. Czasami można odnieść wrażenie, że to nie ludzie swoją inteligencją definiują przyznawaną im klasę, a raczej klasa poniekąd określa ich potencjał.


Przez jakiś czas można trwać w założeniu, jakoby przekazem książki było coś w stylu "nieważne, jak idealny i dopracowany może w założeniach i przewidywaniach wydawać się projekt niebagatelnego kalibru (w tym wypadku dążenie do właściwie samowystarczalnej aglomeracji i wolnego społeczeństwa), koniec końców zawsze uda się w nim znaleźć nieprzewidywalne luki (tutaj prawnie i moralnie wątpliwe procedery, które są jednak tolerowane właściwie przez wszystkich, łącznie z władzą)". Jednakże wydarzenia w końcowej fazie historii wywracają to wszystko do góry nogami lub przynajmniej każą spojrzeć na sytuację z odmiennej perspektywy, która nie wykluczy, a jedynie wzbogaci pierwotne założenie.


Nawet jeżeli książka nie rozniosła mnie, tak jak się tego poniekąd spodziewałem, tak jednak dalej stanowi doprawdy solidny kawałek socjologicznej fantastyki, zajmujący i skłaniający do zastanowienia. Bez wątpienia pominąłem jakieś istotne kwestie warte wspomnienia, jednakże nawet bez nich mogę bezsprzecznie do sięgnięcia po tę pozycję zachęcić.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #zajdel #supernowa #ksiazkicerbera

42fd4e15-b9d0-494b-9554-94bb422be661

@Cerber108 bardzo mi się podobało, choć zakończenie mocno zaskakujące i zdecydowanie różne od tego, jak wyobrażałam sobie finał.

Co mnie dodatków urzekło to niesamowicie lekkie pióro. Przeczytałem 2 strony i wciągnęło mniejsze razu niemiłosiernie.

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Wydawnictwo MAG uaktualnia zarys planu wydawniczego na okres maj - czerwiec 2026 roku


Christopher Buehlman - "Wojna córek"

Ian Cameron Esslemont - "Krew i kość"

Michael J. Sullivan - "Nolyn"

Yoon Ha Lee - "Fortel kruka" (Uczta Wyobraźni)

Octavia E. Butler - "Umysł mojego umysłu" (Artefakty)

Ray Bradbury - "451 stopni Fahrenheita" (nowe wydanie)

Ray Bradbury - "Kroniki marsjańskie" (nowe wydanie)

David Mitchell - "Atlas chmur" (nowe wydanie)


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #mag #fantastyka

61cee411-42d8-4e00-a5c7-c90c38436ffc

@Whoresbane

Michael J. Sullivan - "Nolyn"


This series will bridge the gap between The Legends of the First Empire and Riyria Chronicles.

no i git

Zaloguj się aby komentować

191 + 1 = 192


Tytuł: Uciekłam z arabskiego burdelu

Autor: Laila Shukri

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10


Ciąg dalszy "przygód" dziewczyny, która została sprzedana jako prostytutka.

Na początku książki autorka streszcza co się działo w pierwszej części, więc jeśli czytelnik weźmie się od razu za tą część nie będzie zbytnio pogubiony.

W tym tomie nie ma w ogóle wzmianki o autorce tych książek, co ją różni od pierwszej części. Niektóre opisy w książce są dość "mocne", sceny, których nawet nie idzie sobie wyobrazić. Prawda przeplatana z fikcją. A może jednak czysta prawda? My możemy tylko się zastanawiać.


#bookmeter #czytanie #czytajzhejto #ksiazki

31194a82-23e4-42db-b6e6-ab78d35466b6

Zaloguj się aby komentować

Zadanie, które dostałem od @bojowonastawionaowca w ramach #zimowewyzwania niosło za sobą echo porażki. A treść brzmiała: "Przeorganizuj domową biblioteczkę według koloru lub gatunku".


Problem jest taki, że ja... nie mam papieru w domu, proszę państwa. Pół życia stresowałem bibliotekarzy zapełniając karty biblioteczne szybciej niż @pingWIN zdobył pioruny do #gejuru, potem, owszem, miałem krótki epizod czytania książek w zbiorkomie, co poskutkowało kupieniem z 10 tomów Pratchetta, ale dość szybko przesiadłem się na dojazdy rowerem i książki w formacie audio. A wiele lat później (i wiele lat temu) doszliśmy do miejsca, gdzie jestem teraz - czyli zero papieru, tylko elektronika.


Moja biblioteczka elektroniczna jest solidna, wypchana i... pod żadnym pozorem nie będę jej sprzątał, bo nie widzę w tym żadnego celu, niewiele rzeczy czytam obecnie po dwa razy.


WTEM!


Sprzątając sobie zajrzałem wczoraj do szafki, w której trzymam nieliczne książki, które kupiłem dlatego, że potrzebuję ich w papierze (albo nie było wersji "e-") i stwierdziłem "no doooobra, spróbujemy coś zrobić".


Po pierwsze: wyleciało do pojemnika sporo makulatury (załączam kilka fotek), które były albo schematami dróg z czasów kursu taternickiego, albo wydrukami topo z czasów, gdy internety nie było tak wygodnie dostępne jak obecnie (i nie było Cragsów, Vertical Life ani innych takich).


Po drugie: część map, których dawno nie używałem, pojechało do pudełka na mapy.

Po trzecie: zrobiłem przemeblowanie i do tyłu poleciały m.in. książki szachowe, na które nie mam obecnie czasu, książki o rowerach (które w sumie znam na pamięć) i kilka książek zawodowych (w tym kilka, które gdzieś dostałem i ani ich nie przeczytam, ani nie chcę wyrzucać) a za to wysunęło się to, z czego faktycznie może skorzystam.


Zatem tak, od lewej: mapy (głównie Włoch), przewodnik turystyczny po Cortinie, wspinanko we Włoszech, Tatry, dwa poradniki treningowo-sprzętowe, Zen, Słowacja, Jura i na końcu - niewidoczne - Sokoliki.


Nie wiem czy pan Owcen mię to zaliczy, zrobiłem co mogłem, poświęciłem czas, starałem się, bardzo proszę zaliczyć.

a7ad5cc3-b7e1-4696-a786-6f30c73dd504
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

190 + 1 = 191


Tytuł: Rytm Wojny część 2

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: e-book

ISBN: 9788366712454

Liczba stron: 624

Ocena: 10/10


Męczy mnie brak możliwości oznaczania fragmentów jako spojlery na Hejto. Bo w zasadzie do omówienia tej części (jak i większości poprzednich) trzeba użyć konkretów, a nie ogólności. W ogólności mogę powiedzieć, że pochłonąłem tę część jeszcze szybciej niż tom 1, trochę ciesząc się książką, trochę czekając na straszenie kolejną częścią (której 1 tom już w tym momencie mam skończony od kilku dni).


Może też powinienem robić relacje w momencie ukończenia książki, wówczas moje ogólniki byłyby na pewno lepsze, ale tę akurat kończyłem w trakcie urlopu, a to nie była pora na robienie notatek.


Jeśli dotarłeś(aś) do Rytmu Wojny, to trzeba już dokończyć. Pojawią się nowe zagadki, ale powoli dostajemy też coraz więcej odpowiedzi. Przyznam, że o ile Słowa Światłości i Dawca Przysięgi troszeńkę przymuliły akcję, zostawiając za dużo pytań, o tyle RW jest dużo przyjemniejszy w odbiorze.


#bookmeter #ksiazki #sciencefiction #archiwumburzowegoswiatla

49a36ed5-1fc3-4da7-9870-6397c7899b73
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

Wydawnictwo FILIA planuje premierę książki Philipa Gourevitcha - "Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami". Jest to kolejna książka wydawnictwa oparta na faktach, z gatunku tych poruszających tematy ludobójstwa, zbrodni wojennych i opisująca świadectwa ocalałych.


Data premiery to 25 lutego, jest to jednocześnie pierwsze polskie wydanie książki autora.

Cena okładkowa nie jest jeszcze znana.
Z języka angielskiego książkę przełożył Adrian Stachowski.


Krótko o książce:

Ta niezwykła debiutancka książka opisuje wydarzenia, które miały miejsce w Rwandzie i sąsiednich państwach od 1994 roku, kiedy to rząd Rwandy wezwał wszystkich członków większościowej grupy etnicznej Hutu do wymordowania wszystkich członków mniejszości Tutsi.

Chociaż zabójstwa były dokonywane przy użyciu prymitywnych narzędzi - głównie maczet - przebiegały one w szokującym tempie: w ciągu stu dni wymordowano około 800 000 osób. Pasterz z plemienia Tutsi w liście do przewodniczącego swojego kościoła, należącego do plemienia Hutu, użył mrożącego krew w żyłach wyrażenia, które Philip Gourevitch wybrał na tytuł swojej książki. Z dramatyczną intensywnością Gourevitch przedstawia genezę i horror "logiki ludobójstwa" w Rwandzie w kontekście cierpień, jakie spowodowały jej następstwa: masowe wysiedlenia, pokusy zemsty i dążenie do sprawiedliwości, przepełnione więzienia i obozy dla uchodźców. Poprzez intymne portrety Rwandyjczyków z różnych środowisk skupia się na psychologicznych i politycznych wyzwaniach związanych z przetrwaniem oraz na tym, jak nowi przywódcy postkolonialnej Afryki wyruszyli na wojnę w Kongo, gdy odradzające się siły ludobójcze zagroziły opanowaniem środkowej Afryki.

Czy kraj złożony głównie ze sprawców i ofiar może stworzyć spójne społeczeństwo narodowe?

Philip Gourevitch jest laureatem wielu nagród literackich (Guardian First Book Award, PEN Award, National Book Critics Circle Award).


#ksiazki #czytajzwujkiem #wydawnictwofilia #zapowiedziksiazkowe

246a8b75-914e-45f2-8960-22245d546947

Zaloguj się aby komentować

188 + 1 = 189


Tytuł: Wzlot Persepolis

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 576

Ocena: 7/10


Siódmy tom cyklu Expanse znienacka przenosi akcję o 30 lat do przodu. Jak łatwo się domyślić nasi bohaterowie są już starzy i część z nich marzy już o emeryturze. Tymczasem role się odwracają i Lakonia, kolonia stworzona przez zbuntowane frakcje marsjańskiej armii na jednym z 1300 nowych światów, wykorzystując nowe technologie bazujące na artefaktach pozostawionych przez twórców protomolekuły, rozpoczyna inwazję na Układ Słoneczny.


Jakby tak tę książkę sprowadzić na ziemię i odrzeć z technologii, to w znacznej mierze przypominałaby jakąś opowieść z czasów II wojny światowej dotyczącą okupacji i działań dywersyjnych podziemia. Natomiast mniej więcej w ⅔ książki akcja zaczyna nabierać tempa jak lokomotywa i pod koniec staje się tak emocjonująca, że chce się już dokończyć za jednym posiedzeniem. Ponadto autorom udało się bardzo fajnie zagrać niektórymi bohaterami, ich słabościami i mocnymi stronami, przez co zyskali na autentyczności. Zakończenie oczywiście pozostaje otwarte, więc bez wahania chwytam za tom 8.


#czytelniczebingo - space opera z prawdziwego zdarzenia - jeszcze jak!


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

e5d21c9b-9ce3-45f0-8628-ba0820e7a2c0
f2a3e140-8886-4130-9a61-88f376e5b038

Niestety od zamknięcia rozdziału z wolną flotą seria zaczęła zmierzać w złym kierunku. Akcja nie wciąga już tak, postacie nie są tak ciekawe i największy grzech - stała się bardziej fiction niż science, co tak bardzo lubiłem w pierwszych arcach

Zaloguj się aby komentować

186 + 1 = 187


Tytuł: Głowa Kasandry

Autor: Marek Baraniecki

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

Format: e-book

Liczba stron: 411

Ocena: 6/10


Tym razem klasyczek, którego nigdy nie czytałem.


"Głowa Kasandry" to dla mnie książka, która ma w sobie świetny rdzeń pomysłów, ale forma raz po raz podcina jej skrzydła. Najmocniej działa tu wizja technologii jako systemu-trybunału: czegoś, co nie tylko pomaga ludziom przetrwać, ale wręcz przejmuje prawo do decyzji o przyszłości świata. Kiedy autor wchodzi w ton moralnego dylematu (kto ma nacisnąć przycisk, kto ma decydować za gatunek), robi się gęsto i naprawdę nieprzyjemnie - w dobrym sensie.


Problem w tym, że całość jest dla mnie nierówna. Widać, że książka składa się z opowiadań, które mają różną energię: "Głowa Kasandry" ciągnie całość w górę, bo ma najbardziej nośną stawkę i klimat postkatastroficzny, ale pozostałe części potrafią brzmieć jak szkice/warianty tej samej tezy: technologia wymyka się z rąk, człowiek zostaje wepchnięty w role, a reguły gry są ustawione przeciwko niemu. Czasem wchodzi też trochę technicznej ekspozycji (wyjaśnianie mechanizmów, procedur, parametrów), która spowalnia i osłabia emocjonalny ciężar scen.


Najbardziej zapamiętałem z tej książki nie bohaterów, tylko uczucie osaczenia przez logikę systemu i to jest jej siła. Tyle że jako czytelnik chciałbym, żeby ta siła przekładała się na bardziej satysfakcjonującą narrację: głębsze postacie, mocniejsze domknięcia i mniej wrażenia, że autor czasem bardziej opowiada o idei niż pozwala jej wybrzmieć w fabule.


Mocny koncept "Kasandry" i etyczny ciężar decyzji z gęstym klimatem SF z nutą paranoi i systemowej grozy. Do tego obraz świata po katastrofie, który ma konsekwencje (a nie jest tylko dekoracją). Ale całość obniża nierówność segmentów i wrażenie patchworku, a bohaterowie częściej są nośnikami idei niż pełnoprawnymi postaciami. A na dokładkę miejscami autor zbyt „techniczne” tłumaczy świat kosztem spowalniania i obniżania napięcia.


Osobisty licznik: 22/128

#czytelniczebingo (22/25) - pole 9 - Klasyk fantasy, którego nie przeczytałeś

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

296da806-b25d-4bde-bd84-4bbeb969b964
5359e895-3059-4734-990e-2ed153fefb38

Zaloguj się aby komentować

185 + 1 = 186


Tytuł: Historia kobiet w 101 przedmiotach

Autor: Annabelle Hirsch

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Słowo/obraz terytoria

Format: książka papierowa

Liczba stron: 432

Ocena: 6/10


Link do LubimyCzytać: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5210377/historia-kobiet-w-101-przedmiotach


Zobaczyłam tę książkę w katalogu nowości w bibliotece i zainteresował mnie format. Dałam się trochę zbaitować.


Przedmioty, które dobrała autorka, służą jako ilustracja do opisu historii kobiet i ich miejsca w społeczeństwie na przestrzeni lat. Zaczynamy od prehistorii, kończymy zaś na współczesności. Każdy przedmiot przedstawiony jest na czarno-białym zdjęciu (minus, bo autorka czasem mówi o detalach i barwach, których nie widzimy) i poświęcone są mu około 2,5-3 strony tekstu.


I o ile do doboru opisywanych przedmiotów (których w większości nie znałam) i opisania ich historii — a wraz z nią historii kobiet — nie mogę się przyczepić, to, niestety, ta książka ma tę samą wadę, co wiele innych książek z historią kobiet w tle. Autorka rzuca w niej bardzo "zaczepnymi" i tendencyjnymi zdaniami. Bo hurr durr mężczyźni źli, a kobiety uciskane hurr durr. Zawsze sięgając po tego typu książkę mam nadzieję, że tym razem tak nie będzie, i zawsze się zawodzę. Mimo dobrych zamiarów autorki, ma to zupełnie odwrotne działanie, odbiera to przyjemność z czytania i nie mogę z czystym sercem polecić tej pozycji.


Ciekawostka z książki na osłodę: "Przygody Tomka Sawyera" Marka Twaina były pierwszą książką napisaną w całości na maszynie.


Prywatny licznik (od początku roku): 6/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #czytelniczebingo

5ee1e3ef-5abe-46de-b481-ffb8f7fbeacf
8b857f96-061b-4770-89a9-b7591dbda387
Wrzoo userbar

@Wrzoo "hurr durr mężczyźni źli, a kobiety uciskane hurr durr" to jest faktycznie bolączka większości książek na ten temat. Zresztą podobnie jest z tematyką rasizmu. Zawsze uciskani czarni i biali jako potwory żądne krwi, gwałtu i gotowi wieszać na szubienicach. Obiektywizm takich pozycji bardzo na tym traci.

@WatluszPierwszy bo te książki nie są pisane jako obiektywne źródło wiedzy nieznanej na jakiś tam temat, tylko pod polityczną agendę

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Wydawnictwo IX przedstawia okładkę do zbioru Clarka Ashtona Smitha. "Zothique" zaplanowano na I kwartał 2026 roku.


„Zothique” to cykl opowiadań Clarka Ashtona Smitha osadzonych, w przeciwieństwie do "Kronik Averoigne" w odległej przyszłości, na ostatnim kontynencie umierającej Ziemi, pod gasnącym Słońcem (kojarzycie to już, prawda?). Świat ten w odróżnieniu do średniowiecznego surowego klimatu poprzedniej książki, wyróżnia się barokowym przepychem ale i (również kojarzonym z barokiem) rozkładem: dawne imperia popadają w ruinę, a złowrodzy magowie i nekromanci opanowują zapomniane krainy, po których bohaterowie błądzą wśród ruin, szaleństwa starożytnych kultów i egzotycznej grozy.

Podobnie jak Averoigne, nie jest to cykl fabularnie ciągły - to raczej luźno powiązana mozaika historii, które łączy atmosfera dekadencji, fatalizmu i mrocznej poetyckiej wyobraźni. „Zothique” często uznaje się za jedną z najwcześniejszych i najważniejszych wizji nurtu "Dying Earth" obok "Krainy Nocy" Hodgsona. Obie historie powstały jednak wobec siebie niezależnie, co opisał Scott Conner w artykule „Dust and Atoms: The Influence of William Hope Hodgson on Clark Ashton Smith” („ Sargasso” nr 2, 2016).


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #wydawnictwoix #horror #clarkashtonsmith

d2c0c431-93b8-4e2d-a981-1b03ec308c91

Zaloguj się aby komentować

Wojciech Gunia poinformował, że zawiesza projekt o nazwie „Sny Umarłych”, czyli corocznych antologii z polskimi opowiadaniami weird fiction. Pierwszym powodem jest brak czasu, drugim znikomy odzew i nieopłacalność inicjatywy, której wydawania podjęło się Wydawnictwo IX.

I nie dziwię się. Zajrzałem na LubimyCzytać - antologia z 2024 roku ma 21 ocen i 4 opinie, z czego jedna została napisana przez jedną z autorek. Bądź co bądź bardzo kiepski wynik. Tym bardziej, że autorów było 19.

Oczywiście jest to bardzo niszowy tytuł. Nie dość, że zbiór opowiadań (a te niestety są w Polsce mniej popularne od grubaśnych powieści), to jeszcze weird fiction - ilu z was w ogóle słyszało o tym gatunku?

Wielka szkoda, że taki projekt upadł. Zawsze czuję się odrobinę winny, że nie czytałem i nie kupowałem. Nie jest to mój konik, a i nie mam wystarczająco dużo funduszy, żeby wspierać wszystkie warte uwagi inicjatywy (a chciałbym!), ale i tak jest mi przykro, gdy ktoś lub coś kończy dzialalność.

Dlatego tak bardzo staram się promować „Nową Fantastykę”, która w Polsce jest ostatnim tego rodzaju czasopismem z fantastycznymi opowiadaniami. Jasne, mam w tym swój osobisty interes - raz, że uwielbiam opowiadania, dwa, chciałbym opublikować swój tekst na ich łamach - jednocześnie po prostu nie lubię, kiedy kończą się fajne rzeczy.

Stąd mój mały apel do tych, którzy trafią na mój post: gdy przeczytacie coś, w szczególności coś niszowego, napiszcie o tym na tagu bookmeter i chociażby na LubimyCzytać czy innych agregatorach opinii. Poczta pantoflowa potrafi dużo pomóc.

#ksiazki #czytajzhejto #fantasy #fantastyka #sciencefiction

@cyberpunkowy_neuromantyk Zwłaszcza po tym, co się dzieje obecnie z ejaj. Taki Amazon poinformował, że na jego platformie obecnie 80% dodawanych nowych ebooków i książek, są najprawdopodobniej w całości generowane. Jakakolwiek pisarska twórczość może wkrótce zginąć w tym szambie, bo pierwsi wypadają właśnie ci najmniejsi. Ci, którzy nie mają siły przebicia, czy wypracowanego zaufanego nazwiska. Zostaną przykryci generowanym śmieciem.


Trudne czasy nastają zarówno dla piszących jak i czytających. Myślę poważnie nad tym, żeby stworzyć serwis skupiony na promocji twórczości pisanej, wolny od ai. Ze zbieraniem funduszy na realne wydawnictwa, czy na promowanie twórców. Zresztą myślę o tym samym w kontekście malarstwa/grafiki i w mniejszym stopniu muzyki. Zwłaszcza, że nie jestem przeciwnikiem samej sztucznej inteligencji, a zwolennikiem, tak nie do takiego użytku, a jeśli już - to oznaczonego i niekomercyjnego. A czuję, że może być wkrótce fala niezadowolenia i buntu, stąd taki serwis/ruch mógłby urosnąć na niej i zdobyć podstawową liczbę zainteresowanych i odbiorców. Choć mam nadzieję, że ktoś inny zrobi to przede mną, ale obawiam się, że może nie mieć równie charytatywnych pobudek, albo być ogólnie przeciwnikiem ai - a to niedobrze, bo łatwo o tarcia i wytykanie komuś, że mema zrobił, więc go zbanują na platformie.

@onpanopticon


Dla czytających niekoniecznie - jest ogrom literatury już napisanej, więcej, niż ktokolwiek jest w stanie przeczytać. Warto zadać sobie pytanie, jak wiele nowości się przeczytało w 2025 - nie wznowień, nie przekładów książek wydanych x lat temu, a rzeczy faktycznie opublikowanych w 2025.


Ja ani jednej, a przeczytałem dwadzieścia cztery powieści. ; )


Piszący mają gorzej, bo z roku na rok potencjalny czytelnik ma coraz więcej tekstów, z którymi może się zapoznać, więc jest coraz mniejsza szansa, że trafi akurat na nasz.


A co do AI, to wszystko zależy od tego, jak ludzie będą podchodzili do takiej twórczości. Mnie razi, gdy ktoś używa Chata nawet do napisania komentarza w necie, a co dopiero tekstu. Za to koledze z pracy nie przeszkadzałoby, gdyby obejrzał czy przeczytał coś wygenerowanego przez AI, jeśli będzie to dobre.


Ciekawi mnie, jak do twórczości AI będą podchodzić dzieci, które wychowują się w dobie sztucznej inteligencji. Szczególnie, jeśli nie będzie można odróżnić jej od twórczości człowieka.


Masz mniej więcej pomysł, jakby działał taki serwis? Na wymyślonym przykładzie.

@cyberpunkowy_neuromantyk Zależy o jakich działach literatury mówimy. Powieści, albo fikcja powinna sobie radzić. Choć taka sci-fi z wiekiem coraz słabiej. Wszak książki Lema są nadal wspaniałe, ale już wiele rzeczy trąci myszką. Natomiast jest cała sfera literatury faktu, popularnonaukowej, reportażów, biografii, samorozwojowe, i tym podobne. One muszą powstawać na bieżąco, bo nauka idzie do przodu, bo obecne rzeczy dzieją się teraz, a nie w przyszłości, bo świat się zmienia.


Więc to nie tak do końca. Gdyby tak było, to dawno moglibyśmy przestać tworzyć. A świat się zmienia, gusta się zmieniają, język również i sam mam tak, że im starsze dzieła - tym lepsze muszą być, abym je wchłonął z równą przyjemnością.


Kwestia "jak ludzie będą podchodzić" jest o tyle problematyczna obecnie - że oni nie będą wiedzieć, że to jest ejaj. Przecież to się dzieje już teraz, że masz tony książek w żaden sposób nie oznaczanych, że są generowane, mają autora, prawdziwego bądź fikcyjnego - i się sprzedają jako ludzkie. Ciężko je nawet weryfikować, bo nieraz aby wpaść, ai musi zrobić horrendalny błąd, a nikt tego nie przyuważyć. Jak chociażby ostatnia afera ze zmyślonymi przypisami - tak się łapie ludzi za rękę. A kobieta do teraz idzie w zaparte, że ona to napisała, choć już wstępne analizy pokazują, iż przynajmniej jeden rozdział był generowany, bo zawiera przeklejki ze zmienionymi słowami z ledwie dwóch innych książek i przemielone. Bo ai może zarówno tworzyć, jak i sama siebie demaskować, pomagając szukać źródeł, nawiązań i co konkretnie mieliła jak generowała. SI nie ma tego z kosmosu, tylko z karmienia rzeczywistymi książkami.


Pomysłów mam wiele, ale póki co zastanawiam się czy ograniczać się na segmenty sztuki, czy zrobić ogólną stronę. Obie wersje mi się zarówno podobają, jak i nie podobają. Jedna to potencjalne rozmydlenie, a druga może się nie wstrzelić w główną potrzebę.


Działanie trudno opisać bez rozrysowania, ale mniej więcej nakreślę. Baza tylko nowych wydawnictw - od momentu powstania serwisu, resztę zostawiamy za plecami. Społecznościowa, mniej więcej jak lubimyczytać, z autorami zweryfikowanymi i potwierdzonymi, podejrzanymi o ai, oraz czarnymi listami przyłapanych (jeden fakap, leci całość autora). To połączone z crowdfundingowym wydawnictwem wespół ze społecznością i sponsorami. Marzyłby mi się też zupełnie niezależnie od tego kwartalnik z opowiadaniami i ewentualnie jakimiś dodatkami. Początkowo może być w formie ebooka, ale chciałbym wydawać, nawet jeśli za pierwsze bym musiał coś dopłacić. Ot, żeby już zacząć współpracę z drukarniami. Tak mniej więcej w pizdu na oko

Zaloguj się aby komentować

@Camelinthejungle dawno nie używałem BookBeata, ale z tego, co widzę w katalogu mogę polecić te audiobooki:


Literatura Piękna:


Kryminały:


Sci-Fi/Postapo:


Klasyczne Fantastyka:


Pamiętaj tylko, że w BookBeat masz limit godzinowy miesięczny, w zależności od wybranego abonamentu - 20, 40 lub 100 godzin. Ten limit to czas audiobooka, więc jeśli słuchasz szybciej, to i tak ściągnie CI z konta tyle samo czasu.

@Camelinthejungle prosze bardzo z tych linków możesz sobie je pododawać na półkę przez przeglądarkę i w apce powinny się już same pojawić. A jeśli dobrze pamiętam, to BookBeat można też słuchać z przeglądarki, jeśli wolisz w takiej formie.

Zaloguj się aby komentować

181 + 1 = 182


Tytuł: Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium

Autor: Michał Lubina

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Szczeliny

Format: e-book

Liczba stron: 427

Ocena: 7/10


Świetny przewodnik po peryferiach i to dosłownie. Autor buduje opowieść na trafnej metaforze obwarzanka: ośrodek władzy w kontynentalnych Chinach i pierścień regionów, które Pekin musi stale doglądać, dyscyplinować albo uwodzić - od Tajwanu, przez Hongkong i Makau, po Tybet czy Mongolię Wewnętrzną. Dla mnie to porządny zestaw ciekawych informacji o historii, narzędziach wpływu i zmianach ostatnich dekad, podany w formie krótkich, esejowych rozdziałów.


Co w środku? Zamiast jednej tezy, rozbicie każdego z regionów na przypadki. Tajwan jako "najtrudniejszy orzech do zgryzienia", gdzie mieszają się presja militarna, ekonomiczna i informacyjna. Hongkong i Makau jako laboratoria formuły "jedno państwo, dwa systemy" i lekcja, jak szybko marchewka potrafi ustąpić kijowi. Tybet i Xinjiang - kolonizacja osadnicza, infrastruktura, kontrola religii i języka, techno-nadzór. Do tego peryferia zewnętrzne: Morze Południowochińskie, pas BRI - miejsca, gdzie obwarzanek rozciąga się poza granice. Autor sprawnie łączy historię z polityką tu i teraz, podrzuca smaczki, anegdoty, rysuje tło, a nie tylko aktualności.


Klarowny pomysł na całość (pierścień peryferii) i czytelna mapa pojęć, w której łatwo się odnaleźć. Dużo kontekstu historycznego, który wyjaśnia dzisiejsze decyzje Pekinu. Esejowy, ludzki styl - nie trzeba być sinologiem, żeby skumać mechanikę imperium. Brakuje jednak więcej głosów z peryferii (świadectw, cytatów, mikrohistorii, wywiadów) - momentami dominuje perspektywa politologiczna. Na zdecydowany plus jest to, że autor pofatygował się w każdy z rejonów osobiście i spędził tam trochę czasu, więc jest to po części wiedza od środka.


Osobisty licznik: 21/128

#czytelniczebingo (21/25) - pole 15 - Reportaż o kraju, o którym wiedziałeś niewiele

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

0079ebf0-a9a4-4567-9fe3-527f6b695ed9
f3fe2551-7d42-4eba-9aa1-d95d0dbaf17f

Zaloguj się aby komentować

180 + 1 = 181


Tytuł: Lekarka więzienna

Autor: Amanda Brown

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Feeria

Format: książka papierowa

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10


Książka opisuje wspomnienia zawodowe lekarki psychiatry, która po latach pracy w zwykłej przychodni, trafiła do pracy w więzieniu.

Najpierw zakład poprawczy dla nastolatków, potem słynne więzienie Scrubs dla mężczyzn i na końcu największe europejskie więzienie dla kobiet Bronzefield, w którym znalazła swoje przeznaczenie.

Brown opisuje wiele ciężkich, nietypowych i inspirujących historii więźniów. Wydaje się być odpowiednią osobą na swoim stanowisku, nie oceniającą, przejmującą się losem swoich podopiecznych i niosącą im najlepszą możliwą pomoc. Nie jest niespodzianką, że większość skazanych samych jest ofiarami przestępstw, zaniedbań w dzieciństwie, chorych.

Dla wielu z nich więzienie w przeciwieństwie do wolności jest azylem, miejscem bezpiecznym, gdzie dostają potrzebną im opiekę oraz ochroną przed przemocowymi partnerami i narkotykami.

Mimo tragedii opisanych w tej książce, zakończyłam ją z poczuciem, że dla niektórych system zdaje się działać i więzienie okazuje się być tym przełomowym, dobrym początkiem.


#bookmeter

786190ee-ede7-44ec-b502-f69bfac0bfcb

Zaloguj się aby komentować

Spoko ziomuś z tego Stalina. Fajny kumpel.
Dostał od kolegi zesłańca książkę Makiaweliego, a potem kazał go rozstrzelać i przynieść sobie kulę która rozwaliła mu głowę.
No normalnie do rany przyłóż. :)

Nie tylko Iwan Groźny był dla Stalina przewodnikiem, ale także, przyznać trzeba, Niccolò Machiavelli i jego Książę. Książkę tę dostał rzeczywiście na syberyjskim zesłaniu z rąk współzesłańca, Lwa Kamieniewa, późniejszego następcy Lenina na stanowisku premiera rządu sowieckiej Rosji. Zostawił wiele ciekawych uwag na marginesie tego egzemplarza, udoskonalił też myśl Machiavellego o sposobach sprawowania władzy terrorem i oszustwem, pomijając republikańską część spuścizny Florentczyka.

Wcale nie był człowiekiem ciemnym czy niewykształconym, jak go niektórzy przedstawiają. Stalin znał podstawy łaciny i greki (tę lepiej), których znajomość wyniósł z seminarium duchownego w Tbilisi; ponoć czytał w oryginale Platona. Nieźle znał także język niemiecki. W ogóle bardzo dużo czytał, zwłaszcza książek historycznych. Do końca życia był namiętnym pożeraczem książek, nie tylko ludzi. Charakterystyczne, łączące te dwie pasje, postscriptum do swojej lektury wspomnianego egzemplarza Księcia dopisał 25 sierpnia 1936 roku. Na rozkaz kremlowskiego „księcia” został wtedy rozstrzelany Kamieniew. Stalin kazał sobie przynieść kulę, która przeszła przez czaszkę Kamieniewa. Przechowywał ją szef NKWD Jeżow, który przeprowadzał operację „wielkiej czystki” i w końcu też został stracony z polecenia Wodza.

Wraz z jego śmiercią Stalin mógł zachować sobie tę pamiątkę po Kamieniewie. Dreszcz przechodzi po plecach na myśl o nieludzkim, lodowatym okrucieństwie, jakie wieje od postaci Józefa Stalina.

Czy rzeczywiście jednak tylko zimna kalkulacja polityczna decydowała o stosunku Stalina do Polski?

Myślę, że jakiś element osobistego rozrachunku mógł wystąpić w związku z wojną 1920 roku. Klęska prowadzonego przez Stalina ataku na Lwów, a dalej – jak marzył – na Budapeszt, Wiedeń, nawet Rzym – zabolała go mocno.

Został w dodatku obciążony polityczną odpowiedzialnością za niepowodzenie całego podboju Polski, ponieważ długo zwlekał z wykonaniem zatwierdzonego przez Lenina i Trockiego rozkazu przekazania Armii Konnej Budionnego na odcinek Tuchaczewskiego, czyli wprost na Warszawę. Stalin musiał wysłuchać licznych gorzkich uwag we wrześniu 1920 roku na IX Konferencji Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików), która rozliczała niepowodzenie tej wojny.

Andrzej Nowak
Polska i Rosja

Kraków 2022


#opornecytaty #ksiazki #stalin #komunizm #ciekawostkihistoryczne #historia #zsrr #makiaweli #machiavelli

691ec3d4-7782-441e-8c22-6779e1ac1a8a
Opornik userbar

Nie ma wątpliwości, że to był psychopata. Niestety, coraz bardziej skłonny jestem przyznać, że był dokładnie takim psychopatą, jakiego ZSSR na czas wojny potrzebowało. Wszystko przed i po, to już premia, bo był dokładnie taki, na jakiego kacapstwo zasługiwało i jakiego oczekiwało.

@Fly_agaric tylko przez jego "sceptycyzm" wobec donosów o gromadzeniu się armii niemieckiej na granicy z ZSRR ruskie obskoczyli w '41 giga wpierdol, który o mało nie zakończył się zdobyciem przez Niemców Moskwy. Bardziej ich uratowały spory między Hitlerem a jego sztabem - generałowie niemieccy chcieli od razu uderzyć na Kaukaz, by zabezpieczyć sobie źródło ropy, a Hitler chciał blitzkriegu jak we Francji zakończonego zdobyciem stolicy napadniętego państwa. Zanim Hitler i sztab doszli do porozumienia, nadeszła zima i natarcie wyhamowało.

Nie wspominając o tym, jak bardzo ruskim "pomogło", jak w ramach czystek w '37 wymordowano doświadczonych dowódców wojskowych, zastępując ich naprędce awansowanymi świeżakami, którzy, w najlepszym wypadku, mieli doświadczenie w walkach z Japończykami na Syberii.

Trzeba też pamiętać, że - odwrotnie do Hitlera - w miarę trwania wojny Stalin coraz więcej decyzji taktycznych pozostawiał Żukowowi. Tutaj raz ogarnął swoją paranoję i z punktu widzenia racji stanu ZSRR postąpił rozsądnie, pozostawiając opracowanie taktyki komuś, kto się na tym znał.

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Dom Wydawniczy REBIS ogłasza dodruk książki Philipa K. Dicka. "Transmigracja Timothy'ego Archera" wróci do księgarń 17 lutego 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą zawiera 312 stron, w cenie detalicznej 75 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.


Transmigracja Timothy’ego Archera jest przepełniona śmiercią – wielce stosownie jak na ostatnią powieść. Problem w tym, że pięćdziesięciotrzyletni Dick nie chorował i nie miał podstaw, żeby się spodziewać rychłej śmierci. Stało się tak, że jego organizm – a to obejmuje również jego nadczułą psychikę – podyktował mu na zakończenie życia powieść o śmierci uwieńczoną znalezieniem świętego Graala. Bo biskup Archer wyrusza na ostatnią wyprawę w poszukiwaniu mądrości, a znajduje śmierć oraz współczucie bodhisattwy, czyli miłość.

- Lech Jęczmyk, „Od tłumacza“


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #rebis #sciencefiction #scifi #philipkdick

ee742099-4d52-4163-935d-ffe463b9e35e

Zaloguj się aby komentować

178 + 1 = 179


Tytuł: Wczoraj byłaś zła na zielono

Autor: Eliza Kącka

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Karakter

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368059151

Liczba stron: 288

Ocena: 5/10


Prywatny licznik: 1 + 1 = 2


Książka bynajmniej nie przeciętna, ale mimo wszystko w mojej ocenie ląduje właśnie w przeciętniactwie, co jest wypadkową kilku skrajności w mojej ocenie. Ale po kolei.


Książka jest autobiograficznym opisem przeżyć matki wychowującej neuroatypowe dziecko. Pewnie, że większość z nas tutaj jest nieco neutoatypowa, jednakże opisywane dziecko zdecydowanie wykracza poza to nasze standardowe "nieco". Autorka naprawdę dobrze oddaje swoje niemalże nieustanne zagubienie w próbie nadążenia za procesami myślowymi dziecka. Niby takie życie naznaczone było schematami, a nawet najmniejsze od nich odstępstwo kończyło się problemami (i to w najbardziej prozaicznych kwestiach, jak podróż do domu czy zakupy), ale również nie obywało się bez wyłamania się z tego schematu, i to w najmniej spodziewanym (i bez żadnej komunikacji ze strony dziecka) momencie. Niewiele jest w Polsce takich książek.


ALE. Choroba zdobywców polskich nagród literackich niestety ma się tutaj bardzo dobrze - książka jest absolutnie przepełniona niepotrzebnymi (moim zdaniem) wypełniaczami i bardziej skupia się na samej sobie niż na tym, co faktycznie ma do przekazania. O ile części skupione na wymianie zdań i próbę "nadążania" za tokiem myślenia dziecka czytało się naprawdę dobrze, tak fragmenty pokazujące przemyślenia autorki były po prostu okropne. Niestety pierwsza połowa książka stała w dużej mierze nimi i wielokrotnie miałem myśli o porzuceniu książki, bo zdania ewidentne były wielokrotnie przepisywane, aż w końcu osiągnęły formę, z której autorka była zadowolona. Nic nie odejmując autorce, widać, że swoje wykształcenie wyższe w polonistyce nie poszło na marne - szkoda tylko, że dzieje się to z cierpieniem dla czytelnika. Nie skończyłbym tej książki, gdyby nie to, że w pewnym momencie poddałem się i ilekroć wchodziły przemyślenia autorki, to szukałem wzrokiem końca akapitu i zaczynałem czytanie od kolejnego. I nie uważam, żebym dużo "treści" książki w ten sposób utracił, co najwyżej mogę żałować tego, że nie przeczytałem kolejnej błyskotliwej metafory (spoiler alert: nie żałuję). Szczerze mówiąc, takiej faktycznej wartościowej treści to ja tam widziałem ze 100 stron, nie więcej.


Poza tym mam wrażenie bardzo dużego niedokończenia tej książki. Gdzieś 5/6 książki zajmuje okres od narodzin dziecka po początek nauki w szkole podstawowej, w dodatku bardzo mocno przemieszany ze sobą - nie dałbym rady uporządkować poszczególnych wydarzeń na osi czasu. No i oczywiście przemyślenia i próby domysłów autorki na temat dziecka - one w sumie zajmowały większość miejsca. Reszcie życia, mniej więcej do czasów nastoletnich, poświęcono zaledwie ostatnie 40-50 stron. Trochę to wyglądało, jakby problematyczne były tylko te parę początkowych lat, a później już przyzwyczajenie i luzik - trochę nie sądzę. Poza tym w zasadzie całość skupia się wyłącznie na życiu wewnątrzrodzinnym. No i ten fragment z porodówki wrzucony od czapy na koniec, jakby autorka nie miała na niego lepszego pomysłu. Zmagania z systemem, które również z pewnością były, są w książce w zasadzie nieistniejące. Trochę jakby autorka wybrała z całości okresu życia dziecka wyłącznie te okresy, które wydawały jej się odpowiednio nadające się na Prozę Najwyższej Jakości. Ale w sumie mamy do czynienia z literaturą piękną, a nie reportażem, więc nie powinienem narzekać, trochę inne zasady tu panują.


Mały plusik jeszcze ode mnie za 3 "wtręty" z listą "dobrych rad" jakie usłyszała od wszelakiej maści nieznajomych, którzy bez znajomości sytuacji musieli wtrącić swoje chłoporozumskie 3 grosze. Urocze przełamywanie dominującego stylu książki.


Tak więc tematyka i próba oddania problemu - bardzo dobre, ale forma opisu dla mnie absolutnie okropna (co nie oznacza, że nikomu się nie spodoba! @George_Stark w swojej opinii był zachwycony i absolutnie to szanuję!). Jak nic gdzieś pomiędzy wychodzi przeciętność, która przeciętnością zdecydowanie nie jest Ale takie są uroki oceny punktowej.


A do laureatów polskich nagród literackich już wystarczająco się w ostatnich latach zraziłem (nie pozdrawiam Zyty Rudzkiej i Doroty Masłowskiej). Nie kupiłem tej książki i absolutnie się z tego cieszę, po prostu nie mój typ.


#bookmeter #ksiazki #autyzm

#owcacontent

ce879d3a-9ad8-4e07-acd4-0f7a01de1736

@bojowonastawionaowca o, a mnie te "dobre rady" zirytowały najbardziej! Było dla mnie dziwne jak można coś takiego rozpamiętywać, a potem umieścić w książce.

W pewnym momencie doszłam do wniosku, że nie polubiłybyśmy się z autorką, która tak bardzo skupia się na tym co powiedzą o niej inni, że z powodu swojej córki zaczyna użalać się nad sobą.

U mnie te 7/10 było właściwie za język

@WujekAlien no właśnie to zależy xD dla mnie była mecząca, ale jak widać po zalinkowanym wpisie, są osoby, którym taki sposób zbudowania książki się podoba Zależy czy wolisz kwiecistość języka czy skupiasz się na treści

Dzięki za recenzję tej książki, mam ją na liście, ciekawa jestem teraz, jakie będą moje spostrzeżenia. Wielokrotnie myślałam o wpisaniu swoich doświadczeń, ale uważam, że nie mam ku temu warsztatu. Ciekawa jestem, czy odnajdę siebie w tej książce.

Zaloguj się aby komentować

Hej, polećcie jakieś #ksiazki do nauki czytania dla chłopaka 6 lat? Coś, żeby zaciekawiło, w miarę krótkie historie. Może #komiksy, gigant ? Wolałbym książkę, tylko te "Ala ma kota" średnio wciągające są.

@Whoresbane strrraszna historia to tak średnio dla 5latka. Zabójstwa, tortury i ofiary z ludzi to w moim odczuciu za duży hardkor dla przedszkobazy. U mnie na 10 lvlu dopiero te książki weszły, a kupiłam je jak młody miał 4 lata jakoś

@zakar My zaczynaliśmy od historyjek na bazie ulubionych animacji młodego, typu Auta, Listonosz Pat, Kubuś Puchatek oraz klasyczne polskie wiersze dla dzieci. Z komiksów mogę polecić serię Mali bogowie. Zabawne historyjki luźno bazujące na mitologii greckiej. Nawet my z mężem czytamy i się podsmiechujemy.

c4ed9cad-d6b2-4ea2-a64b-2c675be4fb89

Zaloguj się aby komentować