Zdjęcie w tle

Społeczność

Historia

685

Marcel André Henri Félix Petiot (ur. 17 stycznia 1897 w Auxerre, zm. 25 maja 1946 w Paryżu) – francuski seryjny morderca zwany kapitanem Valéry. Zamordował co najmniej 26 osób.

...
Zabójstwa

...
Po zajęciu Francji przez wojska niemieckie w 1940 Petiot zajmował się wystawianiem fałszywych zaświadczeń medycznych dla osób wyznaczonych do pracy przymusowej w Niemczech. W lipcu 1942 został skazany na grzywnę w wysokości 2400 franków za rozprowadzanie substancji odurzających. Sam Petiot przyznawał później, że był zaangażowany w działalność ruchu oporu. Jedynym, który potwierdzał, że Petiot prowadził działalność wywiadowczą przeciwko Niemcom, był amerykański szpieg John F. Grombach. Petiot utrzymywał także, że pomagał ludziom poszukiwanym przez reżim Vichy uciec z Francji, by osiedlić się w Argentynie. Jako Dr. Eugène miał kierować całą operacją przerzutu. W praktyce za sumę 25 tys. franków od głowy Petit obiecywał wyjazd do Argentyny. Po zainkasowaniu odpowiedniej sumy mordował kolejne osoby przy użyciu cyjanku, a następnie topił je w Sekwanie. Od 1941 mieszkał przy 21 Rue le Sueur. W tym domu dokonywał morderstw, tam też z czasem zaczął ukrywać zwłoki swoich ofiar.

~

Proces i wyrok

W marcu 1944 sąsiedzi Petiota zawiadomili policję zaniepokojeni gęstym dymem, wydobywającym się z komina jego domu. Policja i straż pożarna wkroczyli do mieszkania, gdzie w palenisku znaleźli ludzkie szczątki, a w kuchni stół na którym zabójca kroił swoje ofiary. W domu i wokół niego znaleziono 26 ciał ofiar. Kiedy Petiot wreszcie przyjechał do domu na rowerze, tłumaczył policjantom, że ciała należą do Niemców zlikwidowanych przez ruch oporu. Policjanci początkowo uwierzyli w wersję wydarzeń przedstawioną przez Petiota. Dalsze dochodzenie podawało w wątpliwość zeznania Petiota. Został aresztowany 31 października 1944 na stacji metra. W czasie procesu oskarżony bronił się, twierdząc że ciała znalezione w jego domu to kolaboranci zlikwidowani przez ruch oporu. Sąd w Paryżu skazał zabójcę na karę śmierci. Został zgilotynowany w 1946 roku.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Marcel_Petiot

#historia #ciekawostkihistoryczne #francja #2wojnaswiatowa

Zaloguj się aby komentować

"Pocztylioni miłości"- tekst na podstawie artykułu Marii Kwaśnik opublikowanego pod tym samym tytułem


W średniowieczu na terenie Krakowa roznoszeniem korespondencji, głównie handlowej, trudnili się tzw. posłańcy cechowi. Po tych czasach pozostały dostępne do obejrzenia w muzeach obesłania cechowe: sygnety czy też skrzyneczki, w których umieszczano wiadomość dla odbiorcy. Urzędowe wieści rozgłaszano z kościelnej ambony, ewentualnie czynił to woźny magistratu-ratusza w specjalnie do tego wyznaczonym miejscu. Przesyłki krajowe i zagraniczne najpierw przewozili kupcy, a od XVI wieku czyniła to poczta uruchomiona w tym czasie na polecenie króla.


Od roku 1863 na terenie Krakowa działalność rozpoczął Instytut Posługaczy(ostatecznie w 1886 roku zmieniono nazwę na Stowarzyszenie Posługaczy Publicznych). Instytut ten funkcjonował przez około 80 lat, mniej więcej do końca II wojny światowej.

Zakres oferowanych usług był bardzo szeroki:

-Tansport mebli

-Transport towarów z fabryk do sklepów i mieszkań

-Dostarczanie pism, pakunków i przesyłek pieniężnych

-Prace porządkowe w ogrodach

-Organizacja zabaw dla osób prywatnych jak i instytucji publicznych

-Opieka nad chorymi

-Nocna straż przy sklepach, fabrykach oraz magazynach.

Wynagrodzenie za daną pracę było znane z góry dzięki istniejącemu cennikowi usług.


Posługacze potwierdzali wykonanie usługi uzupełniając tzw. "Markę Posługacza", na której zapisywali rodzaj usługi i swój indywidualny numer. Podczas pracy korzystali z różnorodnych pomocy: wozów, wózków ręcznych, taczek, koszy do noszenia kwiatów, sanek do spuszczania i wyciągania kas ogniotrwałych, poduszek pod fortepiany, młotów czy też haków.


Posługacz musiał spełniać kilka warunków, "umieć język krajowy, rozumieć mowę niemiecką, mieć poświadczenie miejscowej policji, że jest moralny, trzeźwy i charakteru nieposzlakowanego, przy tym powierzchowność zgrabną i nieodrażającą, zachowanie się skromne i uprzejme. Musi być zdrów i do pracy zdolny. Wiek ogranicza się do 50 roku życia".


Strój posługacza składał się z niebieskiej bluzy z czerwonym kołnierzem, czerwonej czapki rogatywki z indywidualnym numerem oraz napisem "Stowarzyszenie Posługaczy", skórzanego pasa oraz kaletki na dokumenty.


W dobrych okresach zarobki posługaczy były podobno bardzo dobre. Ich liczba wynosiła maksymalnie 108 osób, co miało miejsce w latach 1892-1894. W końcowych latach istnienia czyli po roku 1930 w Stowarzyszeniu było przeciętnie około 20 osób. Członków Stowarzyszenia nazywano "posłańcami", byli też określani jako "ekspresi" lub "pocztylioni miłości", często bowiem za ich pośrednictwem zakochani przekazywali sobie dowody miłości.


O posłańcach pisał w swojej książce Stanisław Broniewski:

"Do nabycia zająca lub dzika należało zwrócić się do sklepu Hawełki, nie tylko dlatego, aby liczni znajomi przechodnie mogli skomentować zamożność nabywcy, ale i dlatego, że odniesienie do domu można było powierzyć posłańcom czyli ekspresom, którzy na Rynku i ulicy Szczepańskiej zawsze podpierali skarpy Krzysztoforów(członkowie Stowarzyszenia przebywali w dziesięciu punktach Krakowa, gdzie czekali na ewentualnych klientów). Łatwo ich było rozpoznać po czerwonych, płaskich rogatywkach z daszkiem i mosiężnym otokiem. Czerwony nos i takiejże barwy twarz zahartowane na wiatrach przeciągających tu od ulicy Sławkowskiej, sumiasty wąs i francjozefowskie bokobrody i poczciwe spojrzenie siwych oczu. Taksa(opłata) ekspresów nie była zbyt wygórowana, za świadczenia nie objęte taksą płaciło się według dyskretnej umowy. Bardziej krzepcy posłańcy nie tylko transportowali do domów dzika czy sarnę, zdarzało im się też targać fortepiany. Znali praktycznie całe miasto, a przy okazji także bardzo wiele sekretów swych licznych klientów."


#necrobook #historia #poczta #pocztylion

847efe24-42c9-42fd-8183-2dbb48d11410

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#historia #ciekawostkihistoryczne #rasizm #gwalt #francja #usa


https://en.wikipedia.org/wiki/Rape_during_the_liberation_of_France

Gwałty podczas wyzwolenia Francji

Tło

...
Life donosił o rozpowszechnionym wśród amerykańskich żołnierzy postrzeganiu Francji jako „ogromnego domu publicznego zamieszkanego przez 40 milionów hedonistów, którzy cały swój czas spędzali na jedzeniu, piciu, uprawianiu miłości i ogólnie — na świetnej zabawie.

~

Skargi Francuzów

Pod koniec lata 1944 roku, wkrótce po inwazji w Normandii, kobiety w Normandii zaczęły zgłaszać liczne przypadki przemocy seksualnej ze strony amerykańskich żołnierzy. Zgłoszono setki takich przypadków.

~

W 1945 roku, po zakończeniu wojny w Europie, Le Havre było pełne amerykańskich żołnierzy oczekujących na powrót do Stanów Zjednoczonych. Jeden z mieszkańców Le Havre napisał do burmistrza, że mieszkańcy są „atakowani, okradani, potrącani zarówno na ulicy, jak i w naszych domach” oraz że „jest to reżim terroru narzucony przez bandytów w mundurach”. Właściciel kawiarni z Le Havre zeznał: „Spodziewaliśmy się przyjaciół, którzy nie przyniosą nam wstydu z powodu naszej klęski. Zamiast tego przyszło jedynie niezrozumienie, arogancja, niewiarygodnie złe maniery i zuchwałość zwycięzców”. Takie zachowania były również powszechne w Cherbourg. Istniało tam lokalne powiedzenie: „Przy Niemcach mężczyźni musieli się ukrywać — ale przed Amerykanami musieliśmy chować kobiety”.

~

Wojska amerykańskie dopuściły się 208 gwałtów oraz około 30 zabójstw w departamencie Manche.

~

Odpowiedź armii Amerykańskiej

Dom publiczny „Blue and Gray Corral” został utworzony we wrześniu 1944 roku w pobliżu wioski Saint-Renan przez generała majora Charles H. Gerhardt, dowódcę 29th Infantry Division, częściowo w celu przeciwdziałania fali oskarżeń o gwałty wobec amerykańskich żołnierzy. Został zamknięty już po pięciu godzinach, aby zapobiec temu, by cywile w Stanach Zjednoczonych dowiedzieli się o prowadzonym przez wojsko domu publicznym.

...
Biali amerykańscy żołnierze rzadko byli skazywani na karę śmierci za gwałt. Spośród 152 żołnierzy oskarżonych przez armię o gwałt we Francji, 139 było Afroamerykanami. Siły Stanów Zjednoczonych wykonały karę śmierci na 29 żołnierzach za gwałt, z czego 25 było Afroamerykanami. Uprzedzenia rasowe nie były jedynym czynnikiem tych dysproporcji. Większość białych żołnierzy służyła w jednostkach mobilnych, co utrudniało ich zlokalizowanie, podczas gdy większość czarnych żołnierzy znajdowała się w jednostkach stacjonarnych. Wyroki za gwałt wydawane przez amerykańskie sądy wojskowe w okupowanych Niemczech były znacznie mniej obciążone nierównościami rasowymi niż we Francji — 26% skazanych w Niemczech stanowili czarni żołnierze.
~
Niektóre wyroki wobec Afroamerykanów opierały się na dowodach poszlakowych. Na przykład Marie Lepoittevin zidentyfikowała Williama Downesa jedynie dlatego, że był „znacznie większy” od pozostałych żołnierzy. Downes oraz dwóch innych czarnoskórych żołnierzy — James R. Parrott i Grant U. Smith — zostali oskarżeni o zbiorowy gwałt na Lepoittevin i jej 15-letniej córce Louise Lagouche podczas napadu na dom w nocy 12 lipca 1944 roku, a następnie o kolejny zbiorowy gwałt na Louisie Leveziel podczas innego napadu na dom 26 lipca.

...

Analiza historyczna

Według Alice Kaplan, amerykańskiej historyczki Francji i kierowniczki Katedry Filologii Francuskiej na Yale University, wojsko Stanów Zjednoczonych w mniejszym stopniu tolerowało gwałty na Francuzkach niż na Niemkach. Twierdziła ona, że liczba przypadków gwałtów jest dobrze udokumentowana i niższa niż w innych armiach alianckich tego okresu, pisząc, że „dziewięciuset czterech amerykańskich żołnierzy stanęło przed sądem za gwałt w Europie, i nawet jeśli rzeczywiste liczby były znacznie wyższe, nie mogą się one równać z przerażającym dziedzictwem gwałtów z czasów II wojny światowej”, popełnianych na przykład przez Japończyków w Nankinie, przez Niemców na terenach okupowanych przez Niemcy, przez francusko-marokańskie oddziały we Włoszech oraz przez żołnierzy radzieckich w Europie Wschodniej i w Niemczech.

~

J. Robert Lilly, profesor socjologii i kryminologii na Northern Kentucky University, w książce Taken by Force: Rape and American GIs in Europe in World War II oszacował, że w latach 1942–1945 żołnierze amerykańscy dopuścili się 14 000 gwałtów we Francji, Niemczech i w Zjednoczonym Królestwie. Bardziej szczegółowo Lilly szacował, że między czerwcem 1944 roku a końcem wojny amerykańscy żołnierze popełnili we Francji około 3 500 gwałtów.

@Deykun odrazu przywiodło mi to na myśl scenę z serialu Paragraf 22, gdzie taki amerykański bohater zgwałcił dziewczynę, a potem wyrzucił ją przez okno i jakby nigdy nic przeszedł nad tym do porządku dziennego.... Niby rzecz działa się we Włoszech, ale scena ta dość mocno wryła mi się w mózg...

Zaloguj się aby komentować

@Opornik słabo, w zeszłym roku nie dałem rady, w tym zapowiada się jedna genialna impreza fabularyzowana (tylko dla rekonstruktorów), Grunwald. Jeszcze inne tematy są w głowie ale wszystko zależy od mojej rotacji.

Oddałem napierśnik do dopasowania, mam nową kolczugę full nitowana piękna małe oczka 6mm średnicy, muszę przyjechać do zamówić nowe rękawice ech

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować