@LaMo.zord Poświęciłem się i mam dwie wiadomości: złą i tragiczną. Zła jest taka, że te gry faktycznie istnieją. Tragiczna jest taka, że to nie wszystko. To nawet nie jest szron na czubku góry lodowej - tych gier jest cała masa i to są jeszcze w miarę "miękkie" produkcje.
Kupiłem sobie tę nową Forzę i wstępnie jest całkiem przyjemnie. I śmiga na średnich na #legiongo. Ale ciągle bawi mnie to, że chyba gdzieś od czasów pierwszego albo drugiego Dirta twórcy samochodówek doskonale zdają sobie sprawę, że NIKT nie jest zainteresowany ich fabułą. No ale tak bardzo się nad nią napracowali, że uniemożliwiają pomijanie przerywników filmowych, bo inaczej każdy by je olał. To chyba jedyny gatunek gier, w których niepomijalne cutscenki przetrwały do naszych czasów i są tak znormalizowane, że nawet nie są wypominane jako wady w recenzjach. A ja już niejedną "darmówkę" z abonamentu wywaliłem po kilku minutach od instalacji, bo chciałem po prostu pojeździć, a byłem zmuszony już piątą minutę wysłuchiwać jakiegoś ziomalskiego pindolenia o tym, jaki jestem za⁎⁎⁎⁎sty.
Tytuł: The Settlers III Developer: Blue Byte Software Wydawca: Blue Byte Software Rok wydania: 1998 Gatunek: RTS Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 62H Ocena: 5/10
Czuję, że wzbudzę wiele kontrowersji, ale lecimy z tematem.
Settlersi to bardzo ważna gra dla mnie - to pierwsza gra jaką kupiłem za swoje (no dostałem od babci, ale zainwestowałem je w siebie) pieniędzę (najpierw 1, potem 2, pudełka dalej mam w szafie), później wiele lat i czasu spędziłem na The Settlers Online. Za dzieciaka grałem też w część 3, ale nie miałem możliwości jej przejść - po pierwsze ze względu na wysoki poziom trudności jak na 10 latka, a po drugie to czasy były jakie były, a Settlers 3 miał jeden z fajniejszych systemów antypirackich. W nielegalnej kopii huta stali odlewała świnie zamiast sztabek, przez co nie można było rozbudować armii. Także jak była promocja na gogu to się skusiłem i kupiłem całego bundla i zacząłem właśnie od 3 części go ogrywać. No i żałuje, bo zniszczyłem sobie piękne wspomnienie.
Słowem wstępu przed falą hejtu to Settlersi to RTS z mocnym aspektem ekonomicznym - budowa zdrowych łańcuchów produkcyjnych to jedna z głównych rzeczy niezbędnych do wygrania gry. A mamy tutaj ciekawie zapowiadająca się kampanie, którą rozpoczyna intro opowiadające nam o tym, jak Najwyższy Bóg wybrał Jowisza (Rzymianie), Horusa (Egipcjanie) i Ch'ih-Yu (Azjaci - i wyjątkowo to trafne określenie, bo bóg chiński, a wojownicy to samuraje), aby za pośrednictwem podwładnych zapanowali nad światem. Zwycięzca uniknie kary, jaką będzie przemalowanie całego kosmosu na biało. No i tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt, bo mamy 3 kampanie, ale każda to alternatywna historia - nie łączą się w żaden sposób, a na końcu zawsze 2 przegranych idzie ze sprzętem malarskim i rzucają ten sam tekst. No ale powiedzmy sobie, że to jest malutki minusik tylko, coś do przełknięcia.
Najgorsza tutaj jest sama rozgrywka, a tak konkretniej to jej niewidzialne utrudnienia. Nie wybudujesz się na każdym terenie, bo fałdowanie wpływa na zdolności budowy. Widać to dopiero po wybraniu budynku, przy czym dochodzi do absurdów, że jesteśmy w stanie postawić większy budynek, a mniejszy już nie. Problemem jest też zarządzanie rynkami i statkami handlowymi - jak taki znajdzie sobie zlecenie w porcie to od razu je realizuje, mimo iż na tej linii już coś funkcjonuje i nie potrzebuje 2 statków by przewoziły po 1 sztuce dobra. A odwołanie tego graniczy z cudem - jak już złapał trasę to trudne, będzie kursował dopóki nie przewiezie wszystkiego, mimo iż w teorii mamy możliwość skierowania go ręcznie gdzie indziej.
Większy problem stanowi jednak rozgrywka militarna. To mimo wszystko jest RTS, nie City Builder, także dowodzenie wojskiem jest dość istotne. Problem polega na tym, że niby możemy wydawać rozkazy wojakom, ale to raczej sugestie. Nie raz potrzebowałem by 3 wojowników szybko poszło zdobywać wieżę, bo to by zniszczyło cześć gospodarki rywala (o tym za chwile), ale Ci zamiast tego woleli się rozdzielić i każdy atakować inną wieżę i zginąć bo pojedynczo byli za słabi. Dziesiątki bitew mógłbym skończyć szybciej gdyby sterowanie wojskiem działało. I ktoś może teraz powiedzieć, że hej, to gra z 1998 roku. To ja tylko powiem, że takie Age of Empires, w które też sobie gram, wyszło rok wcześniej.
No i przejdźmy do najbardziej absurdalnej rzeczy - system kontrolii granic. Wieże strażnicze generują tutaj pole, które wchodzi w skład danego gracza. Po odbiciu/zniszczeniu wieży granice się zmieniają i budynki w obrębie danego terenu są z automatu bezpowrotnie niszczone. Doprowadzało to do sytuacji, ze wysyłałem samobójcze misje, które miały zdobyć tylko wieże w obrębie sektora żywnościowego najczęściej, żeby zniszczyć farmy. Bo to wystarczyło by załamać całą gospodarkę wroga i stopniowe dobijanie go. O ile oczywiście żołnierze byli w stanie precyzyjnie wykonać rozkaz, bo to nie jest takie oczywiste. Problemem jest też to, że nie można ich grupować pod konkretnych klawiszem, a zaznaczając zaznaczasz wszystkich i nie możesz sobie odfiltrować np. tylko łuczników.
Przejdźmy jeszcze do ostatniej kwestie, moim zdaniem negatywnej, ale to już kwestia gustu. Jak już wspomniałem w intro poznajemy bogów, którzy nie są tylko częścią historii, ale poprzez kapłanów zapewniają też wsparcie naszym wojskom. Problem polega na tym, że czary dla każdej nacji są inne i Rzymianie mają przepotężne, podczas gdy Egipt praktycznie bezsensowne. Dodatkowo część z czarów jest moim zdaniem źle przypisana do nacji. Azjatom tworzenie nowych pól kamieni jest niepotrzebne, podczas gdy Egipt by za to zabił.
No to jeszcze słówko o samych nacjach - w podstawce są 3 i poza czarami, to mają 90% takich samych budynków. Różnią się kosztem - Azjaci mają budownictwo oparte na drewnie, Egipcjanie na kamieniach, Rzymianie na miksie. Różnie się nimi gra, co jest na plus akurat.
Ostatnim minusem będzie oprawa audio (wizualia odpuszczam od komentowania - gra ma 28 lat). Mamy tutaj ledwie kilka dźwięków i chyba tylko 1 motyw muzyczny, nie pokuszono się o zrobienie innej oprawy dla nacji, bo po co?
Podsumowując zepsułem sobie piękne wspomnienia. Ale żeby nie było to jeszcze chce przejść dodatek z Amazonkami, może tam będzie lepiej? Jak kiedyś go skończe to na pewno opiszę.
@kopytakonia da się, ale każda z kampanii ma w sobie 1 przejebaną misję, gdzie naprawdę trzeba się napocić by to przejść, co przy tragicznym sterowaniu wojskiem jest cholernie irytujące
Zrobiłem dzisiaj drugie podejście do Stalker 2 (po pół roku) i uważam, że to gównogra. Poziom wykonania tego "dzieła" jest... no w sumie nie jest - jakby człowiek grał w jakąś wersję alfa, bo to nawet nie beta.
Porównując do takiego Dying Light The Beast to jest jak pierwszoklasista do inżyniera broniącego magistra.
Heh, kolejny kryzys pijarowy w idiokracji. Game Informer zapowiedział, że warto czekać na prezentację okładki nowego numeru. Media i influencerzy dorobili do tego teorię, że będzie prezentacja GTA 6 i nowy zwiastun. A okazało się, że chodziło o polskie #thebloodofdawnwalker. Wyobraźcie sobie, co teraz dzieje się na socjalach. Zarówno gazetki, jak i twórców gry.
Tytuł: Grand Theft Auto IV: The Ballad of Gay Tony Developer: Rockstar North Wydawca: Rockstar Games Rok wydania: 2009 Gatunek: Akcja, Przygodowa Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 15h 48m (98%) Ocena: 8/10
Ostatnio pisałem o Lost & Damned - DLC do GTA 4, które było dobre, ale nic ponadto. Także do Ballady podchodziłem z dystansem i powiem wam, że bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Może dlatego, że część bolączek obu DLC już rozchodziłem podczas Lost & Damned, ale to na pewno nie jest wszystko, bo Ballada jest po prostu lepszym dodatkiem.
Bohaterem tej części jest Luis Lopez. Ktoś by powiedział ochroniarz, ja bym rzekł prawa ręka Geja Tonego - właściciela 2 klubu nocnych, który dorobił się problemów finansowych i chce je rozwiązać w nietypowe sposoby. Fabuła przeplata się z wątkami Niko oraz Johna (swoją drogą sam wstęp był już wyciągnięty w najlepszym możliwym momencie podstawki) i domyka się tutaj wątek diamentów, w całkiem fajny, zgrabny sposób. Ale to nie wszystko co mi się podobało. Bardzo przekonał mnie do siebie sam Luis, który nie kryje się z tym, że jest brutalny i bezlitosny i przy tym cyniczny, ale któremu mimo wszystko zależy na bliskich, nawet jeżeli Ci tego nie doceniają. Czułem, że to jest bohater z krwi i kości i kibicuje mu się z tego powodu. Sama historia to około 8h, podczas których poznajemy różne barwne (Yusuf) postaci.
Ale sama historia to nie wszystko i podobnie jak w przypadku L&D wprowadzone zostały tutaj nowe aktywności. I o ile te małe "popracowe" są tak samo złe, jak były i tam, tak te duże, jak triathlon czy skoki na spadochronie to zupełnie coś nowego w serii i widać, że został temat pociagnięty w GTA 5. Natomiast muszę również wspomnieć o Drug Wars, które są równie beznadziejne jak Gang Wars z L&D i to, że do 100% potrzeba zrobić ich 25 to jest kompletna mordęga i nie życzę tego nikomu. Zwłaszcza jak robisz je ciurkiem, bo postaci w aucie mają 3-4 dialogi nagrane, więc co 15' słyszysz te same kwestie. Próbowano dodać tutaj trochę urozmaicenia i czasem operujemy helikopterem lub motorówką, ale nadal core jest tak samo beznadziejny jak był na lądzie.
Ogólnie to serdecznie polecam Ballade - jeżeli ktoś chcę wrócić do Liberty City to jest to krótsza historia od tej Nika i lepsza od tej Johna.
I może ktoś zapyta czemu tylko 98%? Zostały mi mistrzostwa walki w klatkach i zawsze gine na koncu A że mam jeszcze 3 achievmenty do wbicia i będę wracał do gry pewnie przez długi czas, ale na pojedyncze misje to nie chcę trzymać tej "recenzji" do czasu aż zatrą mi się wspomnienia w pamięci.
kochalem fizyke tej gry, ten ciezki klimat - no ale dla guwniakow to wiadomo, wazniejszy jest latajacy motur i mozliwosc spowalniania czasu przy prowadzeniu pojazdu.
W gta IV jak chciales uciec samochodem, to musialem pomyslec kiedy hamowac i odac gazu...
Ja to oglądałem na twitchu i powiem wam, że wg. mnie, to jest jedno z najlepszych DLC ever.
Jeśli nie przechodziłeś tego i głównej gry z polskim lektorem, to polecam obczaić projekt Game Reader! Lektor, jak z VHS z lat 90tych. Zmienia odbiór gry (imho) tak bardzo na plus, że można chcieć drugi raz przechodzić.
Tytuł: Birth Developer: Madison Karrh Wydawca: Madison Karrh Rok wydania: 2023 Gatunek: Point & Click, Indie Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 3.6h Ocena: 7/10
Fajna artystyczna gierka z zagadkami. Poziom trudności raczej relaksujący. Nie jest to nic wybitnego, ale bardzo ładne obrazki.
Opis ze steam:
Birth to gra łamigłówka, w której tworzysz istotę z kości i narządów porozrzucanych po mieście, aby poczuć się mniej samotnie. Rozwiązuj zagadki oparte na fizyce i odkrywaj sekrety w uroczych, ręcznie rysowanych muzeach, piekarniach, księgarniach i wielu innych miejscach.