Wydawnictwo MAG dodrukowało pierwszy tom Malazańskiej Księgi Poległych. "Ogrody księżyca" Stevena Eriksona wróciły do księgarń 17 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 620 stron, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Krwawa i wyczerpująca wojna trwa już dwanaście lat. Rządzone twardą ręką Imperium Malazańskie podbija jedno Wolne Miasto po drugim. Jego niezwyciężone legiony, prowadzone przez potężnych czarodziejów prą coraz dalej na południe - w kierunku legendarnego Darudżystanu...Tam rozegra się ostatni akt dramatu. W eksplozji czarów z Malazańczykami zetrze się sam Anomander Rake, najpotężniejszy z żyjących magów, władca latającej fortecy Odprysk Księżyca...Wcześniej jednak na ulicach metropolii dojdzie do zaciekłych zmagań. Imperialni Podpalacze Mostów - elitarna jednostka cesarzowej Laseen - rzucą wyzwanie zabójcom Rake'a i ich sprzymierzeńcom...
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Nawet w dziesięciu tomach nie zamkną wszystkich wątków. By zamotac akcje bardziej, z tomu na tom będą zmiany obsady, a sporo kluczowych elementów tła - jak na przykład system magii czy to, kim są Forkrull Assail, o co chodzi z tym Chained God - nie zostanie wyjaśnionych wprost, więc najlepiej poznać je z Wiki.
Ergo, by poznać treść należy:
przeczytać 10 tomów
przeczytać Wiki
pogodzić się z tym, jak bardzo niesympatyczne są potencjalnie pozytywne postacie,
pogodzić się z tym, że wg ocen 6 na 10 głównych postaci żeńskich zostanie zgwałconych
@bori dzisiaj naród się błąka, ale za tydzień! Też będzie, bo odkąd żyję zakupy robiło się w sobotę, teraz w sumie przerzuciliśmy się na piątek bo w sobotę na drogach jest sajgon i sobotni kierowcy.
Niedawno ktoś zupełnie bez konsultacji ze mną postanowił zrealizować moją fantazję o winylu z muzyką z demosceny #atari. Wybrał kawałki na składankę, zarejestrował na oryginalnym małym Atari (rozbudowanym oczywiście o stereo na drugim oryginalnym chipie dźwiękowym), profesjonalnie zmasterował i wytłoczył w nakładzie 200 sztuk. Prawdziwy chiptune na placku.
Dobór utworów jest... taki se, żaden z nich nie jest dla mnie hitem, trochę też, jak na debestof, za dużo nowości skomponowanych w ciągu ostatnich 20 lat. No ale kurde. Prawdziwy chiptune na placku!
@PrzylecialWiekszySamolot sandałów nie noszę w ogóle i ogólnie jako modowy ułom nigdy nie rozumiałem tej wojny o skarpety xD c⁎⁎j to kogo boli co sobie kto ubiera
Stare czasy. Pamiętam jak na pielgrzymce wszyscy wyśmiewali jednego co w ekspertach szedł i w sandałach. Kilka dni później wszyscy skarpety mieli ubrane do sandałów żeby otarcia chronić i żeby bąbli nie mięć ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Słowem wstępu, abyśmy formalności mieli za sobą: K⁎⁎WA, ALEEE LAMPAAAAAA
Skoro ostatnio wszyscy jeżdżą do Gdańska, stwierdziłem że też się tam udam. Pierwotny plan zakładał wyprawę w sierpniu, ale wskutek ubiegłoweekendowego, meteorologicznego fakapu, musiałem przełożyć jazdę, a na ten weekend biletów już nie było.
Poszczęściło się w relacji GDA-WRO, biletów z rowerem nie brakowało.
Podkurwiony konkretnie, nawet nie myślałem o kolejnym przekładaniu, tym bardziej że musiałbym to zrobić na sierpień. Prognozy od tygodnia były dobre, a nawet zbyt dobre, ale wydawało mi się, że się nie sprawdzą. Hehe. No nie sprawdziły się, bo temperatura 35 stopni, która miała być na Dolnym Śląsku, zostawionym daleko za plecami, bo wyjeżdżałem przed 8, doskwierała mi aż do granicy Wielkopolski z Kujawsko-Pomorskim. O dziwo całkiem sobie z tym radziłem, pieczołowicie pilnując spożywania jedzenia i picia napojów. Z tym pierwszym aż przesadziłem, bo zostało mi kilkanaście żeli/galaretek/musów/batonów, a z piciem poszedłem zupełnie po bandzie. Wypiłem jakieś 15 litrów napojów, będąc za potrzebą całe 3 razy, w tym raz w pociągu 😂 Pierwszy raz zabrałem ze sobą bukłak i już wiem, że nie wyobrażam sobie tras 300+ bez niego. Nie dość, że redukuje liczbę przerw na uzupełnianie braków, to jeszcze, za wyłączeniem rurki, woda w nim utrzymuje się w dobrej temperaturze o wiele dłużej.
Nieoczekiwane problemy (w takiej skali) przyniosły stopy. Zdarza mi się, że bolą i muszę ściągnąć na chwilę buty, ale dzisiaj to było przegięcie. Lekko licząc, zatrzymywałem się specjalnie ok. 8 razy i wskutek tego straciłem z dobre 1,5 godziny. Dobrze, że w tygodniu mam fizjo, trzeba będzie mocno podumać.
Gdy pogoda zaczęła wracać do normalnych w naszej strefie klimatycznej temperatur, wstąpił we mnie diabeł #pdk.
Nie chodzi nawet o wyraźnie podkręcone tempo, ale o feeling z jazdy. Średnia po prawie 300 km, z czego 240 z temperaturami 28+, wynosiła 28,3. Skończyło się to jednak w rejonie Bydgoszczy, gdzie pierw komoot wrzucił mnie na dobre kilka kilometrów na gruby szuterek, a potem przeczołgał po remontach w mieście nad Brdą. Pomimo 29 stopni, które utrzymywało się stosunkowo długo, jechało mi się elegancko i nie licząc lekkiego znużenia nocną jazdą, jeszcze przed Starogardem, do końca nie uległo to już zmianie. Na ostatnie 50 km zaczęły mi doskwierać otarcia, ale bez dramatów jak w poprzednich latach.
Wjeżdżając do Gdańska miałem spory zapas czasu, więc zajechałem na stare miasto (nie wiem czy nie jest dla mnie nr 1 w PL) a także na plażę w dzielnicy Stegna, na której ostatnio był też @Gilgamesh. Przypadek akurat to nie był, bowiem niedaleko niej znajduje się Paczkomat, do którego nadałem paczkę z ciuchami i niezbędnymi akcesoriami, by ogarnąć się na pobliskim campingu. Skończyłem to robić praktycznie punkt 6:00, a do dworca miałem 8,5 km, przy 26 minutach do odjazdu. Dałem z siebie dużo i całe szczęście, bo nie dość że pomyliłem drogi, to jeszcze zajechałem na dworzec dla SKM xD Miła Pani poinformowała mnie, że Główny jest 2 przystanki tramwajowe dalej, "rowerem to będzie z 7 minut". Fajnie, bo miałem 5 do odjazdu pociągu xDD
Dokręciłem ile mogłem i po bieganiu po schodach dworca, znalazłem się ze spokojnym, 40 sekundowym zapasem do odjazdu. Izi pizi. Wspaniały to był wyjazd, być może za rok powtórka.
PS. Bonus w komentarzu.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Furto zostawiłem sobie specjalnie otwartą zakładkę z lekturą na dzisiaj do kawci. Szoska do albo z Gdańska to moje marzenie od kilku lat, tylko ciągle coś się nie składa. No zazdroszczę jak nie wiem co! Jednak turlanie się szoską a przedzieranie przez krzaki i piachy to zupełnie inny komfort fizyczny i psychiczny. Ja na razie dalej gonię tego zajączka. Gratki, bo ta pogoda to był dramat. Na gravelu to jeszcze od czasu do czasu w lesie można się schować, to nawet jak nie ma głębokiego cienia to i tak chłodniej niż na rozgrzanym asfalcie.
To co ze pracuje w takiej firmie ze moge miec spf50 na litry za darmo. To co ze mam jeden w plecaku, drugi na dzialce a trzeci w przedpokoju. I tak i tak zawsze zapomne sie posmarować. Dobrze ze na hamakowisku se daszek powiesilem xD. Aleeee sie spalilem japidi.
Lecz o ile cnoty raz zdobyte opuścić nas nie mogą, przez co zachowanie ich jest łatwiejsze, o tyle początek drogi do nich jest trudny, gdyż właściwością słabej i niezdrowej duszy jest bojaźń przed rzeczami nie wypróbowanymi. Należy tedy ją przymuszać, by zaczęła: potem już lek przestaje być przykry. Sprawia bowiem przyjemność od razu, gdy uzdrawia.