Zdjęcie w tle

moll

Lider
  • 2029wpisów
  • 39662komentarzy

Jeśli zastanawiacie się, czemu Wasze ulubione pióro przestało w końcu pisać, należy zacząć od sprawdzenia poziomu atramentu w naboju/adapterze xD


Tak, znowu upiertoliłam sobie paluchy przy okazji otwierania flaszeczki fioletowego, bo ten cholerny gumiaczek pod korkiem trzyma aż za dobrze


#piorawieczne

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


To znany fakt, że chociaż Śmierć Świata Dysku jest, według własnych słów, ANTROPOMORFICZNĄ PERSONIFIKACJĄ, już dawno zrezygnował z używania tradycyjnych, szkieletowych wierzchowców. Zbyt często musiał się zatrzymywać i mocować drutem różne elementy. Teraz jego konie to rumaki z krwi i kości, najczystszej krwi.


Terry Pratchett, Mort


#uuk

Zaloguj się aby komentować

"Niemożność nadrabiania klasyki"


Chociaż już tona klasyki mi w backlogu zalega

I chociaż skończyła sie każda wymówka

To gdy nowość niszową poleci kolega

[Nie skończę wiersza bo nie wiem co to jest ramówka]

Kolejna kupiona, choć setka zalega

Chcę czytać nowości, to moja wymówka

A gdy nową serię podsunie kolega

To wszelki urok traci stara ramówka

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


NO CÓŻ, MÓJ CHŁOPCZE, CZY SZCZERZE PRAGNIESZ POZNAĆ NAJGŁĘBSZE TAJEMNICE CZASU I PRZESTRZENI?


– Owszem, proszę pana. Tak sądzę.


DOBRZE. STAJNIA JEST NA TYŁACH. ŁOPATA WISI ZARAZ PRZY WEJŚCIU.


Terry Pratchett, Mort


#uuk

@moll wiesz co to jest czasoprzestrzeń w wojsku?

Gdy jesteś szeregowcem i kapral każe Ci kopać okop z miejsca w którym stoisz przez następne 8 godzin

@moll czyli archetyp praktykanta wiecznie żywy. Przekracza granice czasu i przestrzeni. Chcesz się czegoś nauczyć, a każą szuflować g...nój.

Zaloguj się aby komentować

Tak o wygląda rozkrojone @owczareknietrzymryjski


Niska zeberka, dobrze się kroi na "batony" do łapki


#mollgotuje #gotujzhejto #bojowkapiekarska #jedzenie

221207c7-211e-4d96-873f-d0bae6810107
b0a0f351-eb0b-4bf5-bffd-5144b6300c59

@moll ale wywołałaś wspomnienia, bardzo dawno tego ciasta nie jadłem. Ciocia Sabina jak dobrze kojarzę była w nim specjalistką. Moja mama raczej go nie robiła.

Ładna zeberka, też czasem robię, zwłaszcza na jakieś wyjazdy, by coś wygodnie i szybko chapnąć. Ale i tak królują u mnie klasyczne serniki, które jakimś cudem nie opadają w krater jak to serniki mają w zwyczaju

db4a66b3-65c2-4aaa-aecc-99d281e07164

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@bojowonastawionaowca jak już skończysz klikać to zgłoś fachowcom, że w panelu powiadomień nie wyświetla o wymoderowanych treściach powiadomień, za to licznik na dzwoneczku bije


@hejto bug jest


#hejto #hejtobugi

fa259a73-a3a1-45e6-931c-752f18929206

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Mort popatrzył na sadzone jajka. Spoglądały na niego z kałuży tłuszczu. Albert słyszał o zasadach zdrowego żywienia, ale postanowił się nimi nie przejmować.


Terry Pratchett, Mort


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu, albo opuści mnie słuszność tej koncepcji!

Ekspresowy strzał w #naopowiesci o zabarwieniu wakacyjnym!


Niefortunny zakład


Choć od tamtego spływu minęło dobrych 20 lat, do dzisiaj, widząc w parkach ławkę wykonaną z rozciętej na pół kłody, uśmiecham się pod nosem i wracam myślami do sierpnia 2003 roku. Ostatnich wakacji w rodzinnym domu i ostatnich dni, które spędzaliśmy w pełnym składzie - Łysy, Kuba, Wiosło i ja.

Był to kolejny wieczór, kiedy rozwaleni z ciepłymi browarkami nad Notecią obserwowaliśmy ruch na rzece. Tępo wpatrywaliśmy się w mijające nas łódki i stateczki. Akurat na naszej wysokości przepływała grupa kajakarzy, gdy Kuba wypalił:

-Ale bym sobie też tak popływał… Może wynajmiemy jutro kajaki?

-Na kajaku to każdy debil popłynie - wypaliłem w jego stronę.

-Taaaa, a ty, Tomuś, to na czym chciałbyś popłynąć?

-A chociażby na ławce? Do samej Bydgoszczy! - ułańska fantazja, zaprawiona głośnym beknięciem uderzyła mi do głowy.

-Ale jakiej ławce? Takiej z parku? - Łysy próbował nadążać, nie był najostrzejszą kredką w naszym piórniku.

-Ta, z oparciem i poręczami, żeby się wygodnie rozsiąść… Myśl, debilu! - zapalałem się coraz bardziej do własnego planu. - Na placu zabaw przy przystani poustawiali poprzecinane kłody. Na takim czymś dałoby radę. Wiosło, plecak i można płynąć!

-I kapok - rzucił ponuro Wiosło, po kilku browarkach robił się burkliwy i milczący, ale i jemu plan się na tyle spodobał, by dorzucić swoje trzy grosze.

-Ty, a jak długo będziesz płynąć? - Łysy w końcu zadał sensowne pytanie.

-Kajakiem schodzi jakieś 4,5 godziny, ławką pewnie 5-6. - odpowiedziałem.

-Aha… - Łysy zaczynał coś liczyć na palcach. - To jakbyś jutro ruszył dajmy na to o szóstej, to koło południa byłbyś w Bydgoszczy? A co z nami?

-Na ławce ze mną nie popłyniecie. Wsiądziecie do pekaesu i będziecie na mnie czekać gdzieś przy ujściu Starego Kanału. Pomożecie wytargać ławkę na brzeg.

-A co z nią potem zrobimy? - Łysy nie dawał za wygraną.

-A co ma być? Zostawimy. Na pamiątkę naszych dokonań - zarechotałem, a reszta razem ze mną. - To co panowie? Jutra 5:30 zbiórka na placu zabaw?

Pokiwali głowami na zgodę. Dopiliśmy ostatnie browce i ruszyliśmy do domu. Nazajutrz szykował się ciekawy dzień.


Gdy wstawałem po czwartej, genialny plan spływu nie wydawał mi się już tak genialny. Ale teraz głupio byłoby się wycofywać… Co by sobie o mnie pomyślała reszta? Z nieszczególnie wesołą miną zacząłem się ubierać i pakować plecak - woda, coś do przegryzienia,ciuchy na zmianę i kawałek liny do zabezpieczenia plecaka.

Na miejsce wszyscy dotarli punktualnie, nawet Łysy.

-Tomuś, naprawdę to zrobisz? - stęknął Wiosło, który wraz z Łysym przenieśli ławkę nad brzeg Kanału Bydgoskiego. - To ponad 20 kilasów, a ty będziesz sam jak ten cieć siedział na tej kłodzie.

-Luz, gdybym do drugiej nie dotarł, możecie wszczynać alarm - rzuciłem głosem wykluczającym taką ewentualność.

Szybko do kłody przymocowałem plecak. Wiosło uparł się na kapok, więc dla świętego spokoju narzuciłem rozpięty, z zamiarem pozbycia się go za pierwszym zakrętem. Zwinęliśmy go razem z dwoma wiosłami do kajaków z przystani. Drugie zamocowałem wraz z plecakiem, gdybym jakimś cudem zgubił pierwsze.

-Jak ci się to uda, to stawiam 0,7 czystej - zaoferował się Kuba.

-Trzymaj, to na drogę - Łysy z kieszeni bojówek wyjął zawiniątko w szarym papierze. - Jakbyś po drodze zgłodniał.

Było to pęto śląskiej. Spakowałem do plecaka.

-Cóż panowie… Na mnie już czas! - rzuciłem dziarskim głosem, w duszy przeklinając debilny pomysł, na który się porywałem.

Wszyscy pomogli mi zwodować ławkę. Postali chwilę na brzegu, patrząc jak powoli odpływam w stronę Bydgoszczy. Sami ruszyli sprawdzić kiedy odchodzi najbliższy autobus do wojewódzkiego.


Droga była monotonna. Z góry grzało coraz mocniej, bliżej brzegu komary próbowały ciąć, a ja machałem wiosłem raz z jednej, raz z drugiej strony kłody. Nie było źle. Trochę więcej roboty i mniejsza sterowność niż przy kajaku, w ciągu pierwszej godziny zalałem sobie plecak wodą, ale poza tym było ok.


Było jakoś po ósmej, gdy pogoda robiła się coraz bardziej duszna, a z mijającej mniej grupy kajakarzy, którzy zaczęli rżeć na widok mojej łajby, ktoś rzucił:

-Kolo, nie wiem gdzie chcesz tym dopłynąć, ale do dwóch godzin ma się rozpętać burza. Szukaj portu, marynarzu!

Pokiwałem głową, ignorując ostrzeżenie. Odpłynęli dalej. Ponownie spotkałem ich jakieś 40 minut później (dobrze, że zabrałem ze sobą chociaż zegarek), gdy wyciągali swoje kajaki na brzeg, szukając schronienia.

-Gościuuuuu, schodź do nas? Niedługo lunie! - ostrzegli mnie po raz kolejny, ale kto by się przejmował? Trochę duszno, słonko grzało, niebo czyste, zaczynał się lekki wiaterek. Przyznajcie sami, warunki idealne!


I tak sobie płynąłem, dobre pół godziny od spotkania z kajakarzami, gdy przestało być fajnie. Zaczęło robić się ciemno, zerwał się dość silny wiatr. Ławka zaczęła się ostrzegawczo kołysać. Jak na złość brzegi kanału w tym miejscu były dość wysokie, zacząłem gorączkowo zastanawiać się co robić.

Na początek zapiąłem porządnie kapok. Zaraz potem odszukałem w plecaku resztę linki - przywiązałem się nią luźnym węzłem do ławki i tak zabezpieczony wiosłowałem jakby mnie sam diabeł gonił.


Nie pomogło!


Jakiś kwadrans potem rozpętało się piekło! O ile wcześniej siedziałem wygodnie wyciągnięty na kłodzie, tak teraz starałem się ją ciasno obejmować kolanami, by jakoś się na jej chybotliwej powierzchni utrzymać. Wiatr wiał strasznie, spychając mnie w kierunku skarpy lewego brzegu. Siekący z boku deszcze uniemożliwiał mi widzenie. Walcząc z aurą cały czas parłem na przód. Byłem już praktycznie na środku kanału, gdy usłyszałem warkot silnika. 

Tramwaj wodny!

Kłoda niebezpiecznie zakołysała się po raz kolejny, gdy podjąłem paniczną próbę ucieczki z toru kolizyjnego z prącym na moją rufę statkiem. Beznadziejna sterowność wdawała się mocno we znaki. Czułem już zmarszczki rozcinanej przez tramwaj wody na swoich nogach.

Było, blisko, było tak cholernie blisko! Krypa otarła mi się niemal o nogę, zakołysało tak, że spod mocowania wypadło mi zapasowe wiosło.

I kiedy myślałem, że najgorsze za mną, strugi deszczu zasilił grad. Lodowe odpryski wielkości orzechów laskowych siekały niemiłosiernie przez dobre 5 minut. W tym czasie kłoda urządziła sobie rodeo, a ja kuląc się i ściskając kurczowo wiosło, próbowałem już tylko nie spaść z tego cholerstwa. Szlak wzburzonej po tramwaju wody również nie pomagał, ale jego wpływ na ławkę z minuty na minutę malał.


Burza nagle się urwała. Przemoczony i posiniaczony kontynuowałem spływ. Była już niemal 11:00, byłem coraz bliżej celu. Wznowiłem miarowe machanie wiosłem.


Niestety, ławka postanowiła zacząć przeciekać. wypadł jeden z sęków. Nie wiem jakim cudem, ale całe to cholerstwo zaczęło się niebezpiecznie przechylać, nie pomogły próby balansowania własnym ciałem. I wtedy przypomniałem sobie o śląskiej od Łysego. Z pętka oderwałem pojedynczą laskę i załatałem nią dziurę. Lekko podciekała, ale udało mi się ustabilizować kłodę.


Wrócił upał, do końca trasy, a było tego dobre półtorej godziny, śmierdziało mi przed twarzą starą śląską. Zleciało się nawet kilka much, brzęcząc paskudnie.


Ostatecznie tuż przed 14:00 zawitałem w Bydgoszczy. Chłopaki tracili powoli nadzieję, że dotrę.

Szybko wskoczyli do wody i pomogli mi wciągnąć krypę na brzeg. Kuba wyciągnął z plecaka obiecane 0,7. Było obrzydliwie ciepłe.


Moją ławkę widziałem w tamtym miejscu jeszcze z 8 lat temu. Nadal tkwi tam, gdzie ją wyrzuciliśmy na brzeg, brakuje tam tylko kapoka i wiosła, z którymi głupio nawet na rauszu było wracać do Nakła…


----


liczba słów: 1144 (według DG)


#zafirewallem

No i tak właśnie powstają legendy: ktoś po pijaku coś obiecał, ktoś po pijaku coś zrobił, ktoś jeszcze inny później po pijaku o tym opowiedział.


Piękne!

Zaloguj się aby komentować

Niedziela, co prawda nie wieczór, ale raczej nie mam się co spodziewać, że wpadnie kolejne opowiadanie, więc póki chwilka czasu - #podsumowanienaopowieści !


Choć napisanie antyutopii z fabryka parówek w tle jako temat początkowo zyskał duże zainteresowanie, ostatecznie powstały 4 sztuki tekstów, popełnione przez 3 autorów:


konkurecję otworzył @George_Stark utworem Jak dziwnie płynie ta Wisła (wydanie III i ostatnie – zaadaptowane na potrzeby XX edycji zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem) - w którym po raz kolejny niefortunne wyznania powodują, że Pacha i Jerzy lądują na przeciwległych brzegach Wisły, by spotkać się na środku mostu i z wciąż niewypowiedzianym brzemieniem oraz z niepuszczonym pawiem wrócić do domu


jednak to @UmytaPacha swoim tekstem "Trzej pancerni i cygański dar" zatrzęsła posadami powieściowej kawiarenki oraz załogą hejtowego czołgu. Fabryki majonezu na tyłach fabryki parówek spodziewać się mogli tylko pracownicy Wytrwórczej Spółdzielni Pracy Społem w Kielcach oraz posiadacze zasmarkanej chusteczki w cenie jednego euraska. W każdym razie, uważajcie na co siadacie i czego sobie życzycie, bo nie daj słoiku może się Wam spełnić.


temat majonezowo-parówczany znalazł również odbicie w utworze ANTYUTOPIA W CIENIU PARÓWEK autorstwa @bori , którego twórczości nie da się odzobaczyć i odcsinęła ona równie mocne piętno na uniwersum hejto, jak wcześniejszy utwór Paszki. Tytuł uważam za mylący, bliżej tu do horroru niż antyutopii mimo tak przyjaznej nazwy zakładu przetwórstwa mięsnego jak PARÓWECZKOPOLEX. W pogoni za sukcesem czasem brak pogoni za rozumem...


na szczęście z parówkowo-majonezowej makabry wybawia nas w swym drugim dziele Obóz stoicki @George_Stark, który roztacza przed nami obraz sprawnie stworzonej i działającej stoickiej komuny na terenie Grudziądza. W tekście autor antyutopię sprowadził do granic absurdu i klamerek kapoka, przez co utwór zyskuje dodatkowe walory artystyczne.


Ponieważ zasady ocenianiania nie zostały początkowo ustalone, chciałabym wyróżnić laurem zwycięstwa @George_Stark za Obóz stoicki, który faktycznie przedstawił antyutopię.


Lecz, by oddać wszystkim sprawiedliwość, jury w postaci mnie oraz młodszego bombelka przyznało dodatkowe nagrody:

talon na terapię dla par @George_Stark za ostatnie wydanie sagi paszkowo-jerzowo-grudziądzkiej

żółte 5l wiaderko majonezu kieleckiego dla @UmytaPacha - może i nie spełni życzeń, ale wystarczy do wielu kanapek z jajkiem oraz maseczek na włosy

roczny abonament na obserwowanie tagu #stoicyzm dla odzyskania równowagi duchowej dla @bori , pamiętaj Robaczku, pogoń za pieniądzem to nie wszystko!


Dziękuję wszystkim za uczestnictwo, czytanie, komentowanie aktualnie zakończonej edycji!


#zafirewallem #naopowiesci

@moll no i nie zdążyłem… Trudno - cyk do szuflady 🙄A podsumowanko śliczne 😍


@George_Stark gratuluję, bo Twoja antyutopia urzekła mnie znów na tyle, że w niedkończonym opowiadaniu które właśnie spoczęło w szufladzie pozwoliłem sobie nawiązać do kapokôw i imć Pluska. U mnie już w randze admirała 😜

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Nawet kiedy już się przyzwyczaił, Mort zawsze wstrzymywał oddech, widząc idącego Alberta. Sługa Śmierci należał do tych chudych mężczyzn ze szpiczastymi nosami, którzy zawsze wyglądają, jakby nosili zamszowe rękawiczki – nawet kiedy nie noszą. Jego chód składał się z serii skomplikowanych poruszeń. Albert pochylał się do przodu, a jego lewe ramię zaczynało się przesuwać, z początku wolno, ale natychmiast nabierając prędkości; i nagle, kiedy obserwator spodziewał się już, że odpadnie na wysokości łokcia, przesuwało się w dół, wzdłuż ciała do nóg, popychając właściciela naprzód niby sprintera o kulach.


Terry Pratchett, Mort


#uuk

Zaloguj się aby komentować

Jakby mnie kiedyś znowu naszło, to przypomnijcie mi, że w RPGach i innych takich, jeśli nie ma typowego dystansowca w zadawaniu obrażeń, to walczę swoim bohaterem jak paralityk... Kiedyś było przeciętnie, ale teraz to przechodzę samą siebie xD


(Gierka the first templar, gdyby kogoś to interesowało)


#gry #gownowpis

Zaloguj się aby komentować

Rytm zapodaje Łydka Grubasa,

Z ust wokalisty tłum spija słowo,

Uszy hałasem obrywają zdrowo.

Grunt, że z biletów zgadza się kasa.

Zaloguj się aby komentować

Gdyby ktoś się zastanawiał, jak ekstremalne może być gotowanie według starych przepisów


Ugotować pół garnca kartofli obranych


Garniec to 4 kwarty. Kwarta to w przybliżeniu 1 litr. To daje jakieś niepełne 2 litry ziemniaków.


2 litry ziemniaków to jakieś 1,5kg pyrek do obrania.


A Wy narzekacie na mąkę odmierzaną na szklanki xD


#mollgotuje #kuchniastaropolska #ciekawostki

@moll nie bardzo rozumiem, co w tym ekstremalnego? I garniec "objętościowo" to ok. 4 litry. No to garnek czterolitrowy kartofli nastrugać, to chyba normalne jest? Czy ja czegoś nie rozumiem?

@moll


2 litry ziemniaków to jakieś 1,5kg pyrek do obrania.

Liczysz te litry ziemniaków w kształcie naturalnym z przestrzeniami międzykartoflanymi, czy objętość netto?

@moll

2 litry ziemniaków to jakieś 1,5kg pyrek do obrania.

xD ekstremalne?

To brzmi jak jeden z podpunktów karteczki z zadaniami od rodziców, żebym przypadkiem się nie nudził w wakacje.

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Za nim stała dziewczyna, mniej więcej jego wzrostu i może o kilka lat starsza. Miała srebrzyste włosy, oczy lśniące perłowo i ciekawą, choć raczej niepraktyczną suknię, jaką zwykle noszą tragiczne heroiny, które przypinają do łona pojedynczą różę i spoglądają w zadumie na księżyc. Szkoda, że Mort nigdy nie słyszał określenia „prerafaelicka”, ponieważ pasowałoby ono niemal doskonale. Co prawda takie dziewczęta są zwykle wiotkie, niemal półprzezroczyste, ta natomiast sugerowała raczej czekoladki spożywane w zbyt dużych ilościach.


Terry Pratchett, Mort


#uuk

Zaloguj się aby komentować

A pochwalę się Wam... prawie by mnie dzisiaj skasowali na skrzyżowaniu. I to dwa głąby z dwóch pasów jednocześnie (tak, to byli panowie kierowcy, a nie panie kierowczynie!)


Jadę sobie elegancko po zakupki i żeby dojechać, muszę wykonać skręt w lewo na takim ruchliwym o tamtej porze skrzyżowaniu, gdzie nie ma sygnalizacji, jest tylko oznakowanie pionowe i poziome - mam nawet ładny zjazd bezkolizyjny w tym celu. Doga, w którą chcę wjechać to droga podporządkowana, więc ci co chcą na wprost lub w lewo muszą mi ustąpić pierwszeństwa, więc... jakby to powiedzieć - najpierw pan co marzył o jeździe na wprost prawie siedział w moich drzwiach od kierowcy, a z minimalnym opóźnieniem, może pół długości samochodu, za nim wystartował z pasa obok dzban od skrętu w lewo... I obaj kurna zdziwieni, że przed maską im siedzę swoim profilem!


Żeby nie było - światła miałam włączone, kierunkowskaz też działał , wiec to nie to, że nie było mnie widać i nie sygnalizowałam manewru.


#polskiedrogi #takasytuacja #polscykierowcy i #lublin

@moll gratulacje, że zachowałaś spokój i nie było kung-fu na skrzyżowaniu... mieszkałem długo na Os Kazimierzowskim w Krakowie i po kilku latach przywykłem do faktu, iż nasi kierowcy tak nie bardzo potrafią w kierunkowskazy, a żeby się patrzyli na sąsiednie pasy to już wgl. była by jakaś rewolucja... dramat, bardzo trzeba uważać, co x lat po śmiertelnym wypadku rondo zyskuje dodatkowe oznakowania ... i tak to żyło się powoli na tych Bieńczycach.

45b2b26c-e795-419c-b717-2c812e4f328c

Zaloguj się aby komentować

Piątek wieczór to sonetów czas!


Zapraszam na bodaj LXVIII edycję bitwy #nasonety

Ponieważ mam przed sobą tomik wierszy Anny Piwkowskiej, w którym jak na złość nie ma żadnego sonetu, pozwoliłam sobie wygrzebać sonet jej autorstwa rodem z zasobów internetu. Tak więc utwór #diproposta dla bieżącej edycji to:


Sonet‎ ‎o‎ ‎infantce‎ ‎i‎ ‎karle


Za‎ ‎spojrzenie‎ ‎infantki‎ ‎za‎ ‎jej‎ ‎krynolinę

za‎ ‎wszystkie‎ ‎jej‎ ‎zabawki‎ ‎za‎ ‎piłkę‎ ‎za‎ ‎uśmiech

i‎ ‎za‎ ‎usta‎ ‎infantki‎ ‎różowe‎ ‎jak‎ ‎wino

modli‎ ‎się‎ ‎smutny‎ ‎karzeł‎ ‎co‎ ‎dzień‎ ‎zanim‎ ‎uśnie.


Za‎ ‎piękno‎ ‎które‎ ‎nie‎ ‎wie‎ ‎czym‎ ‎jest‎ ‎takie‎ ‎ciało

które‎ ‎się‎ ‎pod‎ ‎spojrzeniem‎ ‎obcych‎ ‎jak‎ ‎lód‎ ‎kruszy

za‎ ‎wielkość‎ ‎jak‎ ‎świat‎ ‎wielką‎ ‎a‎ ‎potem‎ ‎za‎ ‎małość

która‎ ‎przecież‎ ‎pomieści‎ ‎wielki‎ ‎smutek‎ ‎duszy.


I‎ ‎jeszcze‎ ‎za‎ ‎tę‎ ‎rozpacz‎ ‎za‎ ‎swoją‎ ‎modlitwę

za‎ ‎dzień‎ ‎który‎ ‎już‎ ‎przeżył‎ ‎przetrzymał‎ ‎jak‎ ‎bitwę

dzień‎ ‎który‎ ‎go‎ ‎poranił‎ ‎pokruszył‎ ‎wykrwawił


za‎ ‎infantkę‎ ‎że‎ ‎stała‎ ‎smutna‎ ‎choć‎ ‎przez‎ ‎chwilę

kiedy‎ ‎mu‎ ‎uderzyła‎ ‎do‎ ‎mózgu‎ ‎jak‎ ‎wylew

ta‎ ‎myśl‎ ‎że‎ ‎swą‎ ‎miłością‎ ‎tylko‎ ‎ją‎ ‎rozbawił.


Zgłoszenia przyjmowane do przyszłego piątku, do godzin wieczornych.

Zasady wyłaniania zwycięzcy - jeszcze się ustali


Miłej zabawy!


#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

@moll Czy układając sonet muszę wykorzystać słowa podane w "dawcy", czy wystarczy, że moje słowa będą się z tymi zadanymi?Jeszcze nie pisałem, a chyba mi się to podoba :-)

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować