Mieszkać w Hiszpanii i nie wyskoczyć na tydzień do Maroka, to jak tankować na Orlenie i nie wciągnąć parówy. Bilet na prom ogarnąłem miesiąc temu i dziś w końcu nadszedł ten czas. Trochę nie miałem czasu ogarniać reszty, oprócz spytania Claude'a, co tu jest ciekawego. Nawet nie mam żadnego noclegu
Zjechałem więc z promu, pokrążyłem chwilę po Tangerze, zdążyłem nabrać szacunku do kultury jazdy w Hiszpanii i teraz szukam jakiegoś celu.
Nawet nawigacji porządnej nie mam. Kupiłem w sobotę mapy Maroka do Garmina i okazało się, że bez Windowsa nie da się ich wrzucić. Kilka godzin kombinowania z Wine i Virtualboxem i nic. Trudno, nikt mi nie będzie mówił, gdzie mam jechać
Mam w kufrze kanapkę, wodę i wafle ryżowe. Przeżyję.
Jak ktoś się zastanawia, czy warto brać Pragmatę, to niech bierze i się nie zastanawia.
Jako nowa marka i gra dla jednego gracza bez otwartego świata, #pragmata od początku była na moim radarze. No i Capcom zdecydowanie dowiózł, gra jest świetna. Super walka, klimat, postacie, świat, oprawa. Projekty lokacji z najwyższej półki, zwłaszcza gdy chce się znaleźć wszystie znajdźki i wchodzi jakaś zagadka środowiskowa. Nawet elementy platformowe są świetnie zrealizowane, bo postać dość precyzyjnie klei się do podłogi i nie spadamy w przepaść, bo źle wycelowaliśmy o pół piksela.
Sama relacja między Hugh a Dianą to takie trochę nie wiem. Z jednej strony, Hugh wali takimi ojcowskimi banałami, że czasem uszy więdną, z drugiej, co ja tu będę recenzował jako bezdzietny lambadziarz. Może dla innych będzie to zupełnie normalne? Niemniej, na pewno nie jest to tak sprawnie i subtelnie napisane, jak pierwsze TLoU. Tam zaufanie było zdobywane przez 3/4 gry, a tu Hugh i Diana już po 5 minutach od poznania są najlepszymi ziomeczkami. Czepiam się.
Cudo w każdym razie. Screen celowo wrzucam taki mało spektakularny, bo nie chcę spoilerować.
Na Legion Go Z1 Extreme SteamOS chodzi na średnio wysokich w okolicach 30 klatek. Potrafi czasem zachrupać.
@TyGrySSek Demo było takie se. Miało pokazać mechanikę walki, a i tak za bardzo nie zrozumiałem wtedy, po co to tak w ogóle. A teraz w praktyce to hakowanie w trakcie strzelania okazuje się kapitalne.
Oknówka upatrzyła sobie mój balkon i uparcie próbuje na nim zrobić gniazdo z błota. Akurat jak wyjeżdżam na urlop. Jak wrócę, to ocupas będzie już na pełnej
mnie zastanawia jak to jest że powstają takie miejscówki jak na przykład poligon 4x4, a nikt nie próbuje budować toru, przecież terenówka na przelocie albo zmota robi dokładnie tyle samo hałasu co samochód wyścigowy
@Shagwest Jakoś funkcjonujące tory (nawet te amatorskie jak Toruń) raczej nie mają problemu z utrzymaniem. Powiem więcej, mają tak nabite terminarze, że nie ma gdzie palca wcisnąć, wystarczy spojrzeć np na kalendarz toru Słomczyn albo Silesia Ringu. Łatwiej znaleźć termin u renomowanego chirurga niż na torze w Polsce, a mimo tego nowe obiekty nie powstają. Popyt na takie usługi zwłaszcza na amatorskie, jest ogromny. Bardziej profesjonalnych (albo majętnych) kierowców to aż tak nie dotyczy, bo jak ktoś ma pieniądze żeby zajechać kilka kompletów slicków na trackdayu, to zapakowanie wozu na lawetę i wysłanie do Brna albo na Ring nie jest problemem.
I ja rozumiem, że tor blisko miasta może być uciążliwy, ale nie rozumiem czemu nie powstają nowe obiekty nawet takie na mniejszą skalę przeznaczone dla amatorów.
Zauważyłem, że Węgry cieszą się ostatnio sympatią i zainteresowaniem na tym portalu. Zatem przedstawiam trochę klasycznej węgierskiej muzyki, przed Państwem potężny Tormentor :]
Ech, w strasznie kiepską stronę ten serial skręcił. Pamiętam te pierwsze sezony, fascynacja alternatywną historią podboju kosmosu podlana sosem mniej czy bardziej rodzinnej dramy. Połączenie idealne dla wszystkich sierot po Battlestar Galactica. Nie mogło być inaczej, w końcu to flagowa produkcja tego samego showrunnera.
A dziś? Od kilku sezonów Ronald D. Moore nie ma już nic wspólnego z warstwą kreatywną. Jak na razie w piątym sezonie wszyscy się snują, płaczą, wspierają, robią smutne miny, kręcą intrygi na poziomie CSI. Kosmos? No gdzieś tam jest, w każdym odcinku znajdzie się mały dialog odhaczający ten wątek.
I w recenzjach zachwyt, że serial w końcu rozwinął skrzydła i pokazuje, że gdziekolwiek ludzkość się nie uda, tam będzie miała te same problemy. Super, mam serial o ludzkich problemach, który mógłby być osadzony wszędzie.
Ciekawe, jak wypadnie nadchodzący spinoff, Star City. Chyba ma cofnąć historię do lat '70, więc jest jakieś pole do pokazania wyścigu kosmicznego zamiast siedzenia na czerwonej planecie i zastanawiania się, czy kupić słoik śledzi.
Mam wyjątkowo wolny weekend, więc postanowiłem zwiedzić Alhambrę, czyli taką mniej więcej 600-800 letnią arabską pałaco-twierdze w Grenadzie (kto wymyślił, że po polsku jest to GrEnada, a po hiszpańsku GrAnada? Bez sensu, weź tu spamiętaj). Pogoda dopisała, tłumów jeszcze nie ma, bajka.
No robi wrażenie, zwłaszcza te wszystkie misternie dziergane zdobienia na ścianach i sufitach. Rozległe ogrody pięknie utrzymane (a wszędzie tabliczki, by nie pchać łap do roślin), widoki z balkonów na okolicę - petarda. Muszę udać się tam na zwiedzanie nocne, bo wtedy wszystko jest elegancko podświetlone i ponoć robi jeszcze większe wrażenie.
A w Sierra Nevada sezon zimowy trwa w najlepsze, jedziesz 35 km z Grenady i szusujesz na nartach
Harmony of The Seas płynie. Niby 22 km ode mnie. Duże bydle.
Ależ ja bym się nudził na czymś takim. Raz mnie znajomi zabrali na tygodniowe opływanie łódką greckich wysepek i nigdy więcej. Wiem, że to trochę co innego, ale i tak był to cały dzień oczekiwania, aż zejdziemy z łajby i ruszymy w miasto. I tak dzień w dzień
@RogerThat 25 klasycznych klasyków sprzed ery XL/XE, czyli standardowo Centipede, Adventure, Asteroids itd. Szkoda, że nie jest to po prostu emulator z kartą SD, petarda by to była.
Mam w bloku naprzeciwko panią, która co drugi dzień lata po balkonie z mopem, myje okna i przeszkloną balustradę. O każdej porze dnia jak jest na balkonie, to w koszuli nocnej czy tam szlafroku. Pewnie nawet z domu nie wychodzi.
Wczoraj umyłem swoje okna i balustradę. Dziś wychodzę z kawusią na balkon. Patrzę na swoje szyby. Jej szyby. Znów na moje. Na jej. Co za sucz zasrana
Jezu... ile ja w tej grze dzikich akcji porobiłem. Potrafiłem po cichu uciec z całym lootem z fortu, gdy dwie załogi walczyły między sobą o skarb. Lubiłem też ukrywać się na wrogich statkach i ich sabotażować w kluczowych momentach xd
Dopiero co pisałem, że z #neurosis już nic nie będzie, a ci się zreaktywowali (w zmienionym składzie oczywiście), wydali album i zapowiedzieli koncert.
@Shagwest o kurde na szybko przeczytałem, że dołączył do nich Aaron Turner, czyli założyciel Hydra Records i były członek ISIS. Kiedyś hobbystycznie nawet chciałem sobie artykuł o nim napisać. Ale to jest niespodzianka, zapowiada się mocarne albumisko. Dzięki za plany na wieczór
Dobra kończę drugi odsłuch. Pierwszy ze słuchawek monitorujących i karty dźwiękowej i drugi z głośników. JEST DOBRZE Panowie @Shagwest @zachlapany_szczypior , nawet bardzo. Szczególnie kawałek kończący płytę. Na stronce enigmatyczne info, no ale co innego może to znaczyć, jak nie jakąś trasę. Obstawiam, że wjadą w lecie na jakieś tournee.
@mnchk676 no posłuchałem i tak średnio bym powiedział. Brakuje mi tu ciężaru. Jakieś to wszystko takie "bezpieczne", leniwe trochę. Ale to Neurosis, więc z doświadczenia się wstrzymam jeszcze.
Z poprzednimi albumami mam tak, że raz je uwielbiam, a drugiego dnia nie mogę tego słuchać, bo mnie wkurwiają. Poleci jeszcze kilka razy, może zaskoczy, bo jednak mam ochotę do tego wracać.
Dawno temu usiadłem na spokojnie i przemyślałem, jakie są moje poglądy dotyczące oddzielania twórcy od jego twórczości. Doszedłem do tego, że w muzyce stawiam tu grubą krechę między jednym a drugim. I tak praktycznie nigdy nie zagłębiam się w przekaz. Nie czytam liryk, nie analizuję co autor miał na myśli, nie tłumaczę sobie ich z dzikich języków na swój - a jak drą ryja po polsku, to z reguły też mnie nie obchodzi o czym. Zawsze brakowało mi chyba tego metafizycznego pierwiastka, który pozwoliłby mi docenić poezję - absolutnie żadna mnie nie rusza.
Ale wracając do oddzielania. Temat wziął się stąd, że na poletku #metal mamy sporą reprezentację twórców z sianem we łbie. Varg Vikernes z Burzum ze swoim pałowaniem wiplera do całej idei białej supremacji, a przy okazji z morderstwem na koncie. Dave Holland z Judas Priest ze swoim zamiłowaniem do prawie (ale tylko prawie) pełnoletnich chłopców. Blake Judd z Nachtmystium z sympatią do heroiny i notorycznym oszukiwaniem swoich fanów na hajs przy sprzedawaniu merchu. Scott Kelly z Neurosis z bogatą historią znęcania się nad rodziną. I tak można jeszcze długo wymieniać bardziej i mniej znane sprawy.
Tylko właśnie, temat jest na tyle szeroki, że ciężko byłoby utrzymać konsekwencję, gdyby chcieć sprawdzać koszerność żywota każdego twórcy. O ilu sprawach nie wiemy? I gdzie w ogóle postawić granicę? Przeczytajcie nieautoryzowaną biografię dowolnego zespołu uznawanego za klasykę rocka/metalu, a prawie na pewno stracicie resztki szacunku do połowy z tych ludzi. Za to jak się zachowywali, nawzajem traktowali, jak ruchali się na hajs. No i gdy dajemy punkty ujemne dobrej muzyce za brak cnoty autora, to wypadałoby też w drugą stronę - lubić gównianą muzykę, bo z twórcy jest dobry ziomek. W ogóle to wypadałoby sprawdzać każdy zespół pod tym kątem, a nie siedzieć na wygodnej pozycji "a o tej sprawie to nie słyszałem". Trzeba było sprawdzić, nie ma takiego "a ja nie wiedziałem". Z moim wstrętem do hipokryzji nie odnalazłbym się w takim systemie wierzeń.
To podejście oczywiście nie sprawdza się we wszystkich rodzajach kultury. Prowadzenie się aktora można zignorować, ale ciężko już to zrobić z reżyserem filmu czy scenarzystą - oni jednak nakreślają wizję, którą film przekazuje. A już zupełnie niewykonalne jest to w literaturze - nie będę przecież oddzielał Piekary od Mordimera będącego emanacją poglądów Piekary. Ani też nie zrobię "no Pan Akwarelista to wiemy jaki był, ale ta książka zawiera ciekawe koncepcje, warto zachować otwarty umysł"
Znów wracając do sedna. Odcinając się od twórczości niegodnego autora pozbawiłbym się masy muzyki, którą uwielbiam. Wyżej wymieniłem część, ale cały mój wywód wziął się z tego, że znów sobie słucham Peste Noire. A Famine to dopiero jest ananas. Przugłup najwyższej klasy, patus do potęgi, francuski naziol, po skazaniu za pobicie uciekł na Ukrainę, gdzie prowadzał się z tamtejszymi nazi grupkami. Ale co ja poradzę, że gość ma WSPANIAŁY talent kompozytorski?
Zazwyczaj miewam serdecznie w d⁎⁎ie kim jest autor dzieła prywatnie jako osoba. Istotniejsze jest, czy potrafi swoją twórczością zainteresować, a jeśli w wolnym czasie molestuje czarne koty na cmentarzach, to niech się tym przejmują odpowiednie służby.
@Shagwest true true. Ja sam pamiętam jak za nastoletnich lat się zastanawiałem czy można lubić Nirvanę, biorąc pod uwagę, że jej frontman, narkoman strzelił sobie w łeb zostawiając małe dziecko samo na świecie. W okolicach 2012/2014 r. nawet coś wpłacałem na składkę dla Scotta Kellyego na chorą żonę. Troszkę byłem taki wtf, czytając oświadczenie Neurosis o jego znęcaniu się nad rodziną. Artyści to ludzie, mogą tworzyć świetne rzeczy, będąc okropnymi ludźmi. Także też oddzielam to i nie patrzę na sztukę przez pryzmat danego twórcy
Rozwala mnie perkusja w tym kawałku Neurosis. Jeden prosty, zapętlony rytm, który coraz bardziej eskaluje, aż do uderzającego finału. W ogóle cały album Honor Found in Decay jest bardzo niedoceniany, a mam wrażenie, że cały koncept tutaj to spuszczenie perkusisty ze smyczy, bo to co on tam wyrabia, to przechodzi pojęcie.
Z samego #neurosis już zapewne nic nie będzie, ale co nagrali, to mają. Pana Perkusisty na żywo też już pewnie nie zobaczymy, bo jest chyba obrażony na świat. Ale udało się załapać i na dwa koncerty Neurosis, i na Sleep z nim.
@Shagwest No to zazdro, że widziałeś ich na żywo. Ja miałem przyjemność słyszeć na żywo "tylko" Steve'a Von Tilla. Też uważam, że Honor Found in Decay jest niedoceniany. Często zestawia się go z Given to the Rising i orzeka na korzyść chronologicznie pierwszego. No ale oba są sztos
Przeszedłem #sekiro. Bez kitu, uznaję to za jedno z moich największych osiągnięć życiowych i jakbym miał kiedyś jeszcze gdzieś wysyłać CV, to byłaby tam informacja o tym. W soulsy jestem taki se, nie mam małpiej zręczności, nerwy mi puszczają przy dłuższej walce, a po serii udanych combosów na bank wcisnę nie ten przycisk i padnę trupem. Ale w końcu polubiłem się z tym parowanym systemem walki i po setkach prób dotarłem do końca. Nigdy więcej.
Graty:) U mnie póki co czeka... Powolutku kończę DS3 z przerwami na granie w BF6 i (ponownie) trzeciego Wiedźmina. A tu jeszcze nowy Resident Evil (od 4 części, tej z 2004 zawsze w nowe, duże odsłony gram na premierę:)) No i Amnesia Tej Bunker, która w końcu odpaliłem:)
Sekiro jest obiektywnie trudniejszy od Souls 1 albo 3?
@Mordi Zależy jak grasz w Soulsy. Jeśli unikasz parowania, robisz głównie uniki, czekasz z atakiem aż nadarzy się okazja i idziesz w buildy skupione na sile, to będzie dużo trudniej. Tu większość walk trzeba stoczyć jak najszybciej przede wszystkim dobrze parując i wyprowadzając kontry.
Uada to zespół, który zaczął bardzo źle, ale konsekwentnie tłukli ten swój mgłopodobny black metal, aż w końcu udało im się nabrać swojego charakteru. I ostatnia płyta jest autentycznie świetna. Klimat, riffowanie, harmonie na gitarach. Wszystko się tu spina i można z przyjemnością słuchać.
Ale chyba im się już znudziło i następna płyta to będzie jakieś akustyczne pierdololo