Siema,
Znacie zasady:
Rymy: abstrakcja - interakcja - produkcja - obstrukcja
Temat: korporacja
Zapraszamy wszystkich do wspólnej zabawy
#naczteryrymy czyli #poezja i #tworczoscwlasna w kawiarence #zafirewallem

Lubię chodzić po górach i oglądać filmy.
Siema,
Znacie zasady:
Rymy: abstrakcja - interakcja - produkcja - obstrukcja
Temat: korporacja
Zapraszamy wszystkich do wspólnej zabawy
#naczteryrymy czyli #poezja i #tworczoscwlasna w kawiarence #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Tag do blokowania/obserwowania: #piechurslucha
Ten kawałek aż capi benzyną
#muzyka
Zaloguj się aby komentować
Siema,
#diriposta na utwór di proposta w bitwie #nasonety .
----------
Co moje
Matki Natury łono
Dziś dla mnie jest sedesem
Zniszczone będzie ono
Choć broni się rwetesem
Takie człowieka ego
Co życia się już napił
Wyrządzić tyle złego
Ile sam się natrapił
Przywalę tedy zdrowo
Co chcę zabiorę szmacie
Tłuc będę ją miarowo
Wszystko mi odda, patrzcie
Ziemia zgwałcona rodzi
Poddała się nareszcie
Tej, która życie płodzi
Z betonu kurhan wznieście
----------
Różna #tworczoscwlasna , choć głównie #poezja , w kawiarence #zafirewallem

@Piechur mnie najbardziej rozwala ogólna publiczna świadomość.
Jak nawet z niby super ekologicznymi Szwedami pisałem dlaczego eksportują śmieci za granicę żeby były spalone na śmietniskach albo wyrzucone do oceanów to tylko "ale na papierze jest idealnie".
Ogólnie to jest kuriuzom, wszyscy w Europie eksportują śmieci statkami przez pół globu żeby gdzieś indziej je inni wyrzucali. Wiadomo, i tak z tym jest problem to jeszcze swoje się dorzuca.
Mi to się kojarzy z sytuacją gdzie ktoś zamiast wywieźć śmieci do lasu to się trochę wstydzi ale zna kolesia który ma wywalone i on to robi za niego za drobną dopłatą. Jeszcze za każdym razem przy odbiorze śmieci z uśmiechem mówi, że będzie "ekologicznie" puszczając oczko także jakaś minimalna podkładka jest jakby ktoś się pytał.
...
Zaś wiersz chyba dobry jak mnie tak uruchomił xd
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Zapraszam na #piechurwedruje
---------
Szczyt: Ćwilin (Beskid Wyspowy)
Data: 15 sierpnia 2021 (niedziela)
Staty: 4km, 2h50, 400m przewyżyszeń
2021 rok otworzył przede mną nowe możliwości jeśli chodzi o wycieczki górskie - po czerwcowych przymiarkach do chodzenia z Myszą w nosidle, które zakończyły się sukcesem, wiedziałem już, że otwiera się przede mną nowy rozdział. Od tamtej pory mieliśmy już za sobą kolejne dwie wyprawy, a ja właśnie przymierzałem się do czwartej.
W połowie sierpnia warunki pogodowe sprzyjały wycieczkom. Po krótkich pertraktacjach udało mi się namówić moją babcię, żeby do nas dołączyła - początkowo próbowała się wykręcić, bo myślała, że chodzi o zwykły spacer, ale gdy wspomniałem o górach, to poszło już szybko. Zacząłem szukać odpowiedniego szczytu, który byłby dopasowany i do młodej, i do babci, i w ten sposób stanęło na Ćwilinie.
Naszą wyprawę rozpoczęliśmy z przełęczy Gruszowiec, gdzie zostawiliśmy auto na małym parkingu. Niebieski szlak, którym mieliśmy iść, przez chwilę prowadził przy ulicy, jednak szybko skręcał w stronę pobliskiego gospodarstwa, prowadząc chwilę przy polu, a następnie dając nura w las.
Do pokonania mieliśmy 400 metrów przewyższeń i 2 kilometry, także nachylenie nie było wcale małe, ale dreptaliśmy bez pośpiechu. Babcia, która podczas tej wyprawy miała 87 lat, co chwila zapewniała, że wszystko jest ok, i z lubością oddawała się eksploracji rosnących przy ścieżce krzaczków w poszukiwaniu malin, którymi częstowała Myszora.
Im wyżej byliśmy, tym bardziej musieliśmy uważać pod nogi, ponieważ trasę pokrywały gęsto wystające korzenie drzew oraz luźne kamienie. Wyglądało to bardzo fajnie, ale stwarzało jednak dodatkowy element potencjalnego ryzyka.
Powoli zbliżaliśmy się do szczytu. Przez chwilę oznaczenia szlaku stały się nieco nieczytelne i jakiś czas szliśmy nieoznakowaną ścieżką między powalonymi drzewami, dzięki czemu szybciej dołączyliśmy do żółtego szlaku prowadzącego na Ćwilin. Mysz miała dobry nastrój i całą drogę nawijała makaron na uszy.
Po kilku krokach naszym oczom ukazała się rozległa polana Michurowa i piękny widok na Gorce oraz leżące za nimi Tatry. Było tam też dostępne miejsce na ognisko, niedaleko którego znajdowała się mała kapliczka, czy może tablica pamiątkowa (albo jedno i drugie). Poszliśmy dalej w kierunku szczytu, który leżał już rzut beretem od nas, a z którego widać było także sąsiadującą Mogielicę.
Zrobiliśmy sobie zdjęcie przy tabliczce, a następnie weszliśmy do leżącego za nią lasu. Jest on dość znany ze względu na kształt rosnących w nim drzew, powyginanych w fantastyczne kształty przez smagający je wiatr. Zrobiliśmy w nim dłuższą przerwę, a właściwie to mały piknik, z najróżniejszymi smakołykami. Wszyscy byliśmy w świetnych humorach, pobudzeni słońcem i przebytą drogą.
Nadeszła jednak pora na powrót. Tym samym niebieskim szlakiem udaliśmy się znów w stronę przełęczy. Nie sprawił trudności, ale schodziliśmy ostrożnie, a ja dodatkowo asekurowałem się kijkami. W mgnieniu oka byliśmy już przy samochodzie i w świetnych nastrojach udaliśmy się w drogę powrotną do domu.
#gory #podroze #wedrujzhejto #fotografia





Zaloguj się aby komentować
Tag do blokowania/obserwowania: #piechurslucha
The Bug - Jah War (Loefah Remix)
Tłusty kawałek do nocnej jazdy
#muzyka
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Czas na chwilę odetchnąć od nocnych wędrówek, a jako, że znów zbliżają się mrozy, to w tym #piechurwedruje
---------
Szczyty: Czernic, Polica (Beskid Żywiecki)
Data: 27 lutego 2021 (sobota)
Staty: 19km, 7h15, 1.020m przewyżyszeń
Rok 2021 zapowiadał się obiecująco pod względem górskich wypadów i tym wyjściem chciałem kontynuować dobrą passę. Udało mi się wynegocjować dzień dla siebie i razem z tatą pojechaliśmy wczesnym rankiem poodkrywać Beskid Żywiecki.
Mimo, że był luty, śnieg w niższych partiach górskich zupełnie stopniał. Ja byłem jednak pewien, że znajdziemy go wyżej, czym przekonałem tatę do wyjazdu. I oto zbliżaliśmy się coraz bardziej do przełęczy Zubrzyckiej, skąd mieliśmy wyruszyć, a tu nie dość, że śniegu nie było, to jeszcze zaczynało padać. Na całe szczęście jakieś 10 minut przed celem białe zaspy zaczęły się pojawiać przy drodze, a w samym punkcie startowym śniegu było już na prawdę sporo.
Po opuszczeniu auta, które zaparkowaliśmy najwyżej, jak się dało, ruszyliśmy niebieskim szlakiem zdobyć szczyt. Już po kilkudziesięciu metrach wiedzieliśmy, że opłacało się przyjeżdżać - wysokie zwały białego puchu okalały trasę, którą wchodziliśmy, a gałęzie drzew iglastych oblepione ciężkim, zamarzniętym śniegiem, uginały się pod jego ciężarem. Sceneria była iście bajkowa.
Zmieniała się ona z resztą w miarę zdobywania wysokości, co szło nam raczej powolnie. Zaczęły otaczać nas gęsto zmarznięte świerki, następnie ścieżka zrobiła się nieco szersza i wkroczyliśmy w las sosnowy, dzięki czemu zrobiło się bardziej przestrzennie. Śniegu było dużo i zbaczając z głównej dróżki nogi zapadały się przebijając wierzchnią warstwę lodu. Utrudniało to marsz, więc w miarę możliwości szliśmy po dobrze ubitej, wydeptanej ścieżce.
Dotarliśmy w końcu do Czyrńca, co zwiastowało rychłe zdobycie Policy. Zaczęło się robić mgliście i gdy już na nią wyszliśmy stało się jasnym, że żadnych widoków nie zobaczymy. Mimo to klimacik był świetny i mgła niespecjalnie nam przeszkadzała, a nawet dodawała uroku. Na szczycie, oprócz połamanych drzew, znajdował się również krzyż oraz pomnik upamiętniający katastrofę lotniczą z 1969 roku. Niedaleko tego właśnie pomnika zrobiliśmy krótką przerwę na bułkę i gorącą herbatę.
Z Policy mogliśmy się udać do schroniska na Hali Krupowej szlakiem czerwonym, ale byłoby to zbyt proste, więc postanowiliśmy okrążyć szczyt. Udaliśmy się w przeciwną stronę na Cyl na Hali Śmietanowej. Trasa prowadziła przez piękny, gęsty i zamarznięty las. Byliśmy w dobrych humorach, całkiem zadowoleni z siebie, że oto w taki mroźny dzień poszliśmy w góry, zamiast siedzieć w domach jak niektórzy.
I wtedy z lasu wyszli oni - morsy. Odziani tylko w krótkie spodenki, buty, czapki i rękawiczki, nic nie robiący sobie z zimna. Nasze wcześniejsze przechwałki o tym, jacy to nie jesteśmy super, że chodzimy zimą na szlaku, właśnie zostały zgaszone jak pet. Grupa morsów akurat robiła sobie zdjęcie, a tata swoim zwyczajem zaczął ich zagadywać, i tak dowiedzieliśmy się od nich o spotkanym przez nich wcześniej goprowcu, który to wyklinał ich poczynania i krzyczał do nich, że później będzie ich musiał ratować. Byli bardzo tym rozsierdzeni, ale musieli ruszać dalej, żeby nie wytracić ciepła, także szybko zakończyliśmy tę wymianę zdań.
Z Cylu zaczęliśmy schodzić żółtym szlakiem i bardzo przydały się kijki, bo było dość stromo i ślisko. Doszliśmy na Halę Śmietanową, gdzie spotkaliśmy goprowca, na którego skarżyły się morsy, a który zajęty był przygotowywaniem trasy pod biegi narciarskie. On również był jeszcze zagotowany spotkaniem z nimi i trudno mu się dziwić - na pewno widział w swoim życiu już niejedno.
Odbiliśmy na niebieski szlak, a następnie dołączyliśmy do zielonego. Przez chwilę zaczęło robić się trochę mokro i z nieba padał kapuśniaczek, ale na szczęście szybko przestał. Trasa prowadzącą zielonym szlakiem w tej zimowej scenerii to było istne mistrzostwo - początkowo szliśmy w dość głębokim śniegu ciasno otoczeni ośnieżonymi gałęziami, by później dziarsko kroczyć szeroką ścieżką przecinającą wysoki las. Było wręcz idealnie i mój zmysł estetyczny został mile połechtany.
Gdzieś na wysokości Policy znowu minęliśmy tę samą grupę morsów, tym razem już trochę bardziej odzianych - najwidoczniej również postanowili zrobić kółko wokół szczytu. Kontynuowaliśmy marsz i wkrótce dotarliśmy na Halę Kucałową. W tamtym miejscu mgła była już jak mleko i musiałem częściej posiłkować się GPSem, żeby nie zgubić słabo widocznego szlaku.
Ostatecznie udało nam się dojść do schroniska, w którym wypiliśmy po kubku mocnej kawy i zjedliśmy małe co nieco. Po tej chwili odpoczynku rozpoczęliśmy powrót do samochodu czarnym szlakiem. W miarę jak schodziliśmy coraz niżej śniegu ubywało, aż w końcu znikł zupełnie i mimo lutego zrobiło się trochę jesiennie - drzewa i ścieżkę ozdabiały brązowe liście, a błoto towarzyszyło nam już do samej Wielkiej Polany w Sidzinie.
Tutaj niestety był najmniej przyjemny odcinek trasy, bo żeby wrócić do auta musieliśmy przez jakieś 30 minut wspinać się po asfaltowej drodze, ale w końcu zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Wypad udał się perfekcyjnie, zarówno pod względem przebytych kilometrów i zdobytych przewyższeń, jak i biorąc pod uwagę aspekty wizualne. Mogę śmiało polecić tę trasę na zimową wyprawę, i to nie tylko morsom.
#gory #podroze #wedrujzhejto #fotografia





Zaloguj się aby komentować
Siema,
Kłopotów z weną ciąg dalszy - oto #diriposta na utwór di proposta w bitwie #nasonety.
----------
Syn koleżanki
W mig wszystkiego się nauczy
(Do potęgi trzeba kluczy)
W szkole belfrzy go kochają
A koledzy podziwiają
Z każdym bawi się z radością
I kontakt łapie z łatwością
Gdy potrzeba - da kuksańce
Ponoć lubi także tańce
Pewny krok i mądra minka
Buzia jak u cherubinka
Dumni są rodzice z synka
Kocha cała go rodzinka
Ach, on jest chłopczykiem czynu...
A Ty...? Co Ty robisz, synu?
Ciągle w gry grasz! Ty próżniaku!
Won do nauki! Już, ciemniaku!
----------
Różna #tworczoscwlasna, choć głównie #poezja, w kawiarence #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Dzisiejsze rymy i temat od Myszy:
Rymy: skrzynka - rynka - choinka - muffinka
Temat: cukierki i pierniczki
Zapraszamy wszystkich do wspólnej zabawy
#naczteryrymy czyli #poezja i #tworczoscwlasna w kawiarence #zafirewallem
Wygrana u Sznuka, łakoci pełna skrzynka!
Smakowitości! Lypsze niż tech kołu rynka
Stajenka z piernika i obcukierkowana choinka
Brzuch boli od jedzenia, ostała się muffinka
--+++--
Was krakusy już do reszty z tymi regionalizmami porąbało, rynka? Się pokiełbasiło we łbach od germańskich zaborów, Ruscy to nie ogarniali w ogóle rusyfikacji po pijaku, jedna przewaga caratu xD
Zaloguj się aby komentować
Siema,
W dzisiejszym #piechurwedruje
---------
Szczyty (prawie): Kamionna, Łopusze Zachodnie (Beskid Wyspowy)
Data: 11/12 sierpnia 2021 (środa/czwartek)
Staty: 12km, 2h30, 590m przewyżyszeń
Wypad ten był podyktowany potrzebą chwili - w robocie był cięższy okres i miałem dużo ciśnienia, które musiałem w jakiś sposób rozładować. Nadchodziła 20, ledwo skończyłem pracę i zadzwoniłem do brata z pytaniem, czy nie chce się gdzieś przejść za pół godziny. O dziwo, zgodził się, mimo, że nie jest fanem nocnych eskapad.
Pojechaliśmy do Żegociny, z której mieliśmy startować. Po drodze prawie wjechałem w sarnę, która postanowiła urządzić sobie postój na jednym z zakrętów. Na szczęście nie jechałem szybko i wyhamowałem bez problemu. Zostałem zmierzony przez nią wzrokiem, po czym niespiesznie zeszła z drogi.
Dojechaliśmy w końcu na miejsce, zostawiliśmy samochód na parkingu kościelnym i ruszyliśmy w trasę. Na Kudłoń prowadził żółty szlak - praktycznie połowę tego odcinka szliśmy asfaltową drogą, będąc obszczekiwanymi przez okoliczne Burki, ku radości ich właścicieli. W końcu trafiliśmy do lasu. Mieliśmy szybkie tempo, które nadawał brat, ale jakoś za nim nadążałem.
Szybko dotarliśmy do skrzyżowania z niebieskim szlakiem. Do Kamionnej było dosłownie kilkaset metrów, ale tak się zagadaliśmy, że poszliśmy od razu w stronę przełęczy Widomej i na szczyt ostatecznie nie weszliśmy. Leśna droga bardzo szybko zmieniła się w asfaltową; było raczej średnio ciekawie.
Na przełęczy był dostępny punkt widokowy, do którego się udaliśmy, ale w ciemności niczego interesującego nie zobaczyliśmy. W dalszym ciągu schodząc niebieskim szlakiem udaliśmy się w stronę Łopusznego. Trasa była dziwna, bo częściowo prowadziła przez jakieś pole, później wyglądało jakbyśmy przechodzili przez czyjeś podwórko, duża część stanowiła asfaltowa droga - niezbyt mi się podobało.
Wkrótce zaczęliśmy ponownie zdobywać wysokość. Podejście było bardziej strome, można się było zasapać. Doszliśmy do miejsca, w którym zaczynał się zielony szlak i ponownie, mimo, że od Łopusznego dzieliło nas tylko kilkanaście minut, to nie weszliśmy na niego. Zamiast tego leśną drogą zeszliśmy do Żegociny, zapakowaliśmy się do auta i wróciliśmy do domu.
Trasę oceniam jako nieciekawą i drugi raz bym nią nie poszedł. Zamieszczone zdjęcia są jedynymi, jakie zrobiłem i były mocno na siłę, żeby po wyprawie został jakikolwiek ślad - bez nich pewnie bym o całej wycieczce zapomniał.
#gory #podroze #wedrujzhejto


Zaloguj się aby komentować
Siema,
W dzisiejszym wpisie o filmie, który uwielbiałem oglądać w samotne wieczory. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Master and Commander: The Far Side of the World
Reżyseria: Peter Weir
Moja ocena: 5/5
Kapitan Jack Aubrey jest osobą o żelaznym kodeksie moralnym i etosie zawodowym, który swoje życie podporządkował obowiązkowi służby dla imperium brytyjskiego. W czasach wojen napoleońskich otrzymuje rozkaz przechwycenia francuskiej fregaty nowego typu. Na rozległych i niebezpiecznych wodach oceanu atlantyckiego rozpoczyna się gra w kotka i myszkę, w której kapitanowi towarzyszyć będzie wierny przyjaciel, okrętowy chirurg, oraz reszta załogi.
Kocham ten film i jestem w stanie oglądać go nieskończoną ilość razy. Sceny batalii morskich, ale przede wszystkim odwzorowanie stojącego za nimi życia i pracy na okręcie, rozsadzają mi mózg. Niezwykle mało jest filmów, których głównymi bohaterami są osoby do reszty poświęcone sprawie, praktycznie rezygnujące z własnych wygód dla większego dobra, jednocześnie traktujące to jako coś oczywistego, bez wewnętrznych rozterek - uważam to za duży plus tego obrazu. Film ma kapitalne zdjęcia, wiele z kadrów wygląda wręcz malarsko. Poza trzymającymi w napięciu scenami daje też widzowi odetchnąć, jest bardzo dobrze zbalansowany i ma świetny rytm. Polecam absolutnie wszystkim zanurzyć się w tę opowieść i dać się ponieść okrętowi kapitana Aubreya.
#filmy #kino #ogladajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Siema,
Mocno zainspirowany TYM WPISEM kolegi @Moose , też postanowiłem zrobić własnoręcznie prostą planszówkę ze swoją Myszą.
Jestem całkiem zadowolony z efektu końcowego, stąd to bezczelne #chwalesie z takiej głupotki. Niestety, w klasycznym dla siebie stylu przekombinowałem i zamiast zrobić coś szybko i wspólnie z młodą, to robiłem to sam przez 3 godziny, a dziecko się nudziło
Piszę o tym, bo gdy zaczęliśmy już grać, to mieliśmy na prawdę dużo frajdy, zwłaszcza, że zadania na kartach układaliśmy razem. Młodej mega się spodobało, ja też nie pamiętam kiedy ostatnim razem miałem tyle radochy z tak małej rzeczy. Gorąco polecam takie wspólne kreatywne spędzanie czasu z dziećmi i dziękuję po stokroć @Moose za natchnienie
#dyi #grybezpradu #gryplanszowe #dzieci


Zaloguj się aby komentować
Siema,
Dziś o szybkim wypadzie, który miał miejsce równo rok temu. Zdjęcia znowu kijowe, ale mimo to zapraszam na #piechurwedruje
---------
Szczyty: Chełm, Uklejna (Beskid Makowski)
Data: 30 grudnia 2022 (piątek)
Staty: 14km, 3h, 550m przewyższeń
To był jeden z moich wyżebranych wyjazdów, gdzie żona przyłapała mnie kilka razy na szukaniu różnych tras i już dla świętego spokoju powiedziała "Ech, no jedź". Więc pojechałem.
Wycieczka z założenia miała być szybka, niedaleko Krakowa i najlepiej w miejsce, w którym jeszcze nie byłem. Stanęło na Chełmie - górce położonej przy Myślenicach, na której dostępny jest stok narciarski. Na parking przy Zdrojowej zajechałem o 18 i rozpocząłem wędrówkę zielonym szlakiem.
Po kilkunastominutowym spacerze przy ulicy, a następnie parkiem na Zarabiu, dotarłem do miejsca, w którym szlak skręcał w las. Chwilę mi zajęło, zanim znalazłem to odbicie, ale potem poszło już gładko. Podejście było raczej ostrzejsze, ale bez tragedii. Wkrótce wyszedłem spomiędzy drzew i lekko błotnistą drogą kierowałem się w górę. Co chwila przecinały ją jakieś trasy rowerowe, zakładam, że dla downhillowców.
Szybciej niż myślałem dotarłem na szczyt, gdzie znajdowała się górna stacja kolejki krzesełkowej. Stok był dośnieżony i kilkoro ludzi jeździło jeszcze na nartach. Poza stokiem śniegu nigdzie nie było. Wszedłem do karczmy, przybiłem do książeczki podaną przez pana na kasie pieczątkę i ruszyłem dalej. Nie zrobiłem zdjęcia pod żadną tabliczką, bo zwyczajnie nie mogłem jej znaleźć, a nie chciało mi się krążyć po błocie w jej poszukiwaniach.
Minąłem wieżę widokową (wejście płatne) i udałem się w stronę Śliwnika. Ta część trasy była zwyczajnie nieciekawa - jakieś 1.5km szedłem asfaltem, przez jakiś czas prowadzącym przez osiedle domków. W końcu opuściłem go wchodząc na rozjeżdżoną i błotnistą drogę prowadzącą w las.
Dotarłem do skrzyżowania pod Śliwnikiem i udałem się już czerwonym szlakiem w drogę powrotną do Myślenic. Minąłem Śliwnik i odzyskałem humor - droga była fajna, twarda, prowadziła lasem. Spokojnie doszedłem do miejsca, w którym trzeba było kawałek odbić ze szlaku, aby dostać się na najwyższy punkt podczas tej wycieczki, czyli na Uklejną.
Powróciłem na szlak i zacząłem nim schodzić. Było stromo i ślisko, parę razy prawie wywinąłem orła, ale jakoś udało się nie potłuc. Im bardziej zbliżałem się do Rezerwatu Zamczysko, tym ciekawsza stawała się trasa - pojawiły się jakieś skałki, pagórki, ścieżka trochę się wiła. Niestety, był to już koniec wycieczki, bo między drzewami widziałem już światła znajdujących się w pobliżu domów.
Wyszedłem z lasu i asfaltową drogą wróciłem na parking. Byłem całkiem zadowolony, bo udało mi się w aktywny sposób domknąć 2022 rok - trasa mogłaby być ciekawsza, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
#gory #podroze #wedrujzhejto




Zaloguj się aby komentować
Siema,
Wraz z @plemnik_w_piwie proponujemy co poniżej:
Rymy: klapek - ciapek - bok - kok
Temat: astronomia
Zachęcamy wszystkich do wspólnej zabawy
#naczteryrymy czyli #poezja i #tworczoscwlasna w kawiarence #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Tag do blokowania/obserwowania: #piechurslucha
Del The Funky Homosapien - If You Must
Klasyczek
#muzyka
Zaloguj się aby komentować
Właśnie wracam z Gorca - trochę piździło i wschód przysłonięty chmurami, ale i tak spoko. Więcej zdjęć i opis kiedyś tam
#piechurnatrasie
#gory #wedrujzhejto #fotografia #podroze

Zaloguj się aby komentować
Siema,
W dzisiejszym #piechurwedruje
---------
Szczyt: Turbacz (Gorce)
Data: 16/17 listopada 2019 (sobota/niedziela)
Staty: 16.5km, 5h30, 820m przewyższeń
Był listopad i wielkimi krokami zbliżał się termin narodzin Myszorka. Zaczynało się robić trochę nerwowo, dodatkowo miałem dziwną sytuację w pracy i szukałem jakiegoś ujścia dla gromadzącej się negatywnej energii. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby pójść gdzieś w góry, ale dla odmiany - nocą. Inspiracją byli moi koledzy, którzy na takiej wyprawie byli kilka lat wcześniej.
Zadzwoniłem do kuzynostwa i po krótkich ustawieniach była gotowa zarówno ekipa, jak i termin. Wraz z kuzynką i kuzynem zdecydowaliśmy, że naszym celem zostanie Turbacz - był w miarę blisko, a poza tym należał do zbioru szczytów z #koronagorpolski, do którego to klubu w tamtym momencie należeliśmy już wszyscy.
Na parking w Koninkach zajechaliśmy około 19 i wyposażeni w czołówki rozpoczęliśmy poszukiwania drogi. Na początku źle skręciliśmy z parkingu i doszliśmy pod wyciąg, także musieliśmy się cofnąć, aby wejść na właściwy już niebieski szlak.
Rozpoczęliśmy wspinaczkę, z której nie pamiętam zbyt wiele poza tym, że moja kupiona dzień wcześniej najtańsza latarka z Decathlona nie nadawala się do świecenia nawet przy sikaniu. W porównaniu do mocnej latarki kuzyna przy mojej miałem wrażenie, że tam, gdzie nią oświetlam, jest ciemniej. Postanowiłem wtedy zamówić sobie mocniejszą czołówkę jak tylko wrócę do domu.
Tak czy inaczej, w swoim tempie sukcesywnie zdobywaliśmy wysokość, a przy rozmowie czas mijał szybko. Dotarliśmy tak do Diabelskiego Kamienia znajdującego się przy Czole Turbacza. Księżyc świecił jasno oświetlając pięknie znajdującą się tam Halę. Wpadliśmy na pomysł, żeby włączyć muzykę z Władcy Pierścieni (temat z Uruk Hai), zgasiliśmy latarki i przez kilka minut biegliśmy polaną w zupełnej ciemności - klimat był niesamowity.
Minęliśmy ołtarz polowy i bardzo, bardzo błotnistą drogą poszliśmy do schroniska. Zrobiliśmy tam dłuższą przerwę na gorącą herbatę i posiłek, przybiliśmy także pieczątki do książeczek. W telewizji leciał chyba jakiś mecz, bo pamiętam, że na stołówce było pełno rozemocjonowanych ludzi. W końcu stwierdziliśmy, że czas uderzyć na szczyt i spakowaliśmy rozłożone bambetle.
Na Turbaczu znaleźliśmy się dokładnie o 23. Zrobiliśmy sobie kilka pamiątkowych zdjęć pod obeliskiem i czerwonym szlakiem rozpoczęliśmy drogę powrotną. Po drodze minęliśmy turystę, który szedł tej nocy w pojedynkę - zrobiło to na nas spore wrażenie, a mi w głowie zakorzeniła się idea samotnych nocnych wędrówek.
Dalszej części trasy niestety nie pamiętam, ale przy Obidowcu musieliśmy skręcić na zielony szlak, bo mam w głowie jakieś zamglone obrazy mijanego wyciągu narciarskiego. Całą wycieczkę wspominam bardzo dobrze - z kuzynostwem spędziliśmy na prawdę fajne chwile, warunki były super, a dodatkowo ten wypad otworzył przed nami nowe możliwości jeśli chodzi o nocne górskie eskapady.
#gory #podroze #wedrujzhejto #gorce



@Piechur Proszę mi tu nie szkalować najtańszej czołówki z Decathlonu! Moja oświetlała mi drogę na Mont Blanc, Kilimandżaro, w Patagonii, na pustyni Atacama, na Jawie, Islandii, w Dolomitach czy też naszych polskich górach i... robiła to faktycznie bardzo przeciętnie
@Sniffer Jak nie ma nic innego pod ręką to te najtańsze oczywiście dadzą radę na zasadzie "lepszy rydz jak nic"
Teraz chodzę z Black Diamond Spot 400 (octane) - jest w porządku, ale mogłaby trochę dłużej trzymać.
Zaloguj się aby komentować
Tag do blokowania/obserwowania: #piechurslucha
Ktoś jeszcze kolęduje? To łapcie uber album z kolędami do słuchania.
#muzyka
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Będzie niestety pretensjonalnie, ale cierpię na brak weny i humoru. #diriposta na sonet di proposta w bitwie #nasonety
----------
Do Ż
Twarz zatopiona w dłoniach i puste szkło na blacie
Jak dużo jeden człowiek znieść może różnych mąk?
W tej chwili dołującej do Ciebie piszę, kacie
Ty, któryś przygotował tych beznadziei ciąg
Wiem dobrze już od dawna, jak bawi Cię znęcanie
Każdy kolejny atak, który planujesz skrycie
Za czułym gestem chowasz, by potem niespodzianie
Urozmaicić trochę nim nasze to współ-bycie
Kiedy objęcia łaknę, otrzymuję szarpanie
Lecz mimo upokorzeń wciąż cnotę Twoją krzewię
W tej chorej toksyczności trwać chyba nam zostanie
Póki mnie nie opuścisz - kiedy to będzie, nie wiem
I choć czasami marzę, by oddać się nicości
To nadal kocham Ciebie, w Twej niedoskonałości
----------
Różna #tworczoscwlasna , choć głównie #poezja , w kawiarence #zafirewallem
@Piechur : Przychodząc tutaj z tym swoim pomysłem miałem na myśli trochę żartów, jakieś delikatne zabawy językowe, a w zasadzie to miałem przede wszystkim wątpliwości, czy w ogóle komukolwiek będzie chciało się cokolwiek pisać. Okazało się, że tak. Może nie dokładnie w tym kierunku, który zakładałem, choć też przecież.
Za nic nie spodziewałem się natomiast, że będę tutaj czytał prawdziwą poezję – bo ten, ale nie tylko ten, wiersz tak odbieram. Zaskoczenie? Tak. Ale życzyłbym sobie więcej takich zaskoczeń.
Życzenie szybko się spełniło, bo kolejne tego typu zaskoczenie zaraz w komentarzu przynosi mi @splash545
Jeśli byś potrzebowała pogadać, czy coś, to pisz śmiało.
Piękna postawa i ogromnie budująca. Cieszę się, że coś takiego mogę tutaj przeczytać.
I cieszę się też, że mogę sobie tutaj z Wami pisać. Piszecie rzeczy różne, ale w wielu przypadkach z tego co piszecie wychodzi mi, że jesteście fajnymi, wielowymiarowo utalentowanymi i wrażliwymi ludźmi. To fantastycznie.
I tak, lubię za to Was wszystkich. Jeśli pojawi się taka potrzeba – oby nie, ale jeśli się pojawi, do mnie też zawsze śmiało można napisać. Mam dużo czasu. Nie obiecuję, że rozwiążę problemy, zresztą rozwiązywanie za kogoś jego problemów (a przynajmniej w nadmiarze) uważam że może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Nawet nie wiem czy będę umiał doradzić. Ale mogę poczytać, bo czasami przecież wystarczy coś z siebie wyrzucić. Albo mogę pomóc na chwilę odwrócić uwagę. Przez śmiech na przykład. Możemy wspólnie ułożyć wiersz, linijka po linijce, na zmianę. Choć i na poważnie też ze dwa zdania też potrafię napisać.
To chyba tyle. Pozwolę sobie zawołać wszystkich zaangażowanych w dyskusję: @Piechur , @splash545 , @UmytaPacha , @DiscoKhan , @moll .
Bądźmy dla siebie, jeśli nie dobrzy, to chociaż ludzcy.
Dobrego dnia,
Duch Przyszłych Świąt Bożego Narodzenia.
Choć to opowieść wczorajsza.
I macie jeszcze ładną piosenkę w temacie, choć żadna to kolęda.
@George_Stark Ja już jakiś czas temu, to zauważyłem w jakim fajnym kierunku poszła ta kawiarenka. Też Was tu ludziska polubiłem i lubię tu spędzać czas z Wami, do czego poezja jest w sumie pretekstem.
Ja jestem taki, że ze wszystkim chcę sobie sam poradzić. No, ale jak wrzuciłem ostatnio post na zupełnie innym tagu, w którym napomknąłem, że miałem trochę gorszy okres przez który mi się gorzej medytowało. To @moll i @DiscoKhan też mnie wsparli dobrym słowem. Nie spodziewałem się ich tam i nie oczekiwałem tego, ale jakoś się tak milej i lżej mi na sercu zrobiło jak zobaczyłem, że mam tu faktycznie jakichś kolegów i koleżanki, którzy mnie wesprą choćby dobrym słowem i nie jestem im obojętny.
Jak już wspomniałem wyżej sam jestem po przejściach i od niedawna tak naprawdę zacząłem ogarniać życie, w sumie to od lipca tego roku. Więc wiem jak, to jest mieć ciężko i staram się pomóc jak tylko mogę, choćby dobrym słowem, bo to też bywa pomocne czego sam doświadczyłem.
Dzięki ludzie, że jesteście. Niby taka tylko internetowa znajomość, ale jednak cieszę się, że Was znam i to miejsce jest, ta nasza kawiarenka. I jakoś czuje, że moje życie jest pełniejsze
Zaloguj się aby komentować
Siema,
W tym wpisie wracam do nieco cieplejszych i zieleńszych dni. Zachęcam do czytania i obserwowania #piechurwedruje
---------
Szczyt: Czupel (Beskid Mały)
Data: 7 września 2019 (sobota)
Staty: 16.5km, 5h30, 850m przewyższeń
Na tę wycieczkę umówiliśmy się z kuzynem, aby zaliczyć kolejny, leżący niedaleko szczyt wliczający się do #koronagorpolski. Dołączyli do nas również kuzynka oraz brat z partnerką. Do Międzybrodzia Bialskiego wyruszyliśmy skoro świt tak, aby jak najwcześniej uderzyć w trasę.
Prognozy na ten dzień były niejednoznaczne, ale założyłem, że nie będzie źle; w razie czego wszyscy mieliśmy jakieś okrycie wodoodporne. Początkowo, gdy zaczęliśmy naszą wędrówkę, z nieba siąpił jakiś kapuśniaczek, ale trwało to może kilkanaście minut i później było już tylko pogodniej. Utwierdziło mnie to nie po raz pierwszy w przekonaniu, że szczęście sprzyja zdecydowanym.
Zaczęliśmy powoli zdobywać wysokość. Podejście było raczej z tych ostrzejszych i można się było zasapać, jednak w takiej grupie nie forsowaliśmy tempa stawiając przede wszystkim na miłe spędzony czas. Czerwony szlak, którym szliśmy, prowadził lasem i nie było nam dane podziwiać na tamten moment żadnych widoków.
Tak dotarliśmy do przełęczy pod Czuplem i odbiliśmy na niebieski szlak. Zaczęliśmy się rozglądać za szczytem i zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie było kilka ław i miejsce na ognisko. Nie było tam jednak tabliczki, więc po krótkiej przerwie na batona ruszyliśmy dalej. Po kilku krokach trafiliśmy już na Czupel i poprosiliśmy będącego tam turystę (jak się okazało również będącego członkiem klubu KGP) o zrobienie nam pamiątkowego zdjęcia.
Od tego momentu trasa była już raczej spacerowa, z niewielkimi przewyższeniami. Udaliśmy się do schroniska PTTK na Magurce po pieczątki i na chwilę przerwy. W miarę jak do niego dochodziliśmy las zaczął się przerzedzać i dłuższe odcinki pokonywaliśmy idąc przez polany. Naszym oczom nareszcie ukazały się jakieś widoczki, także korzystaliśmy z tych warunków zerkając na nie co chwila.
Po kilkunastominutowej (a może i dłuższej) przerwie w schronisku skierowaliśmy się w stronę przełęczy Przegibek. Trasa zaczęła opadać, więc liczyliśmy się z tym, że zaraz będzie trzeba to schodzenie odrobić. Z przełęczy krótki kawałek trasy prowadził przy ulicy, ale niebieski szlak szybko odbijał ponownie w las.
Czekała nas krótka wspinaczka, po której dotarliśmy na Gaiki. Zmieniliśmy szlak na zielony i skierowaliśmy się na Nowy Świat. Droga praktycznie cały czas prowadziła już w dół i nie sprawiała żadnych problemów. Było też nam w końcu dane pooglądać jezioro Międzybrodzkie i leżącą po przeciwnej stronie górę Żar. Nie wiem czemu, ale planując tę trasę liczyłem na to, że takich właśnie widoków będzie nieco więcej, a doświadczyliśmy ich dopiero na tym etapie.
Z Nowego Świata skręciliśmy na zielony szlak i mieszanką asfaltowo-leśną wróciliśmy na parking, na którym zostawiliśmy nasze samochody. Wycieczka była bardzo udana: dystans, przewyższenia i czas przejścia tak akurat, żeby jednocześnie nie czuć niedosytu i się za bardzo nie przemęczyć. Gdyby ktoś szukał fajnego miejsca na jednodniowy wypad, to mogę ją polecić.
#gory #podroze #wedrujzhejto #fotografia





Zaloguj się aby komentować
Siema,
Zapraszam na kolejną relację na gorąco z cyklu #piechuroglada - kids edition
----------
Tytuł: Kicia Kocia: Pod Choinkę
Reżyseria: Marta Stróżycka
Ocena Myszy: 5/5
Kicia Kocia przeżywa kolejne małe przygody ze swoją rodziną i przyjaciółmi. Zbiór kilku krótkich opowiastek z codziennego życia ulubieńca dzieciaków.
[OP]: Na czym byliśmy teraz w kinie?
[Mysz]: Na Kici Koci.
[OP]: Czy podobał Ci się ten film?
[M]: Tak!
[OP]: A co Ci się w nim podobało?
[SPOILER ALERT][M]: Że Kicia Kocia spotkała małą Adelkę, Packa i Julianka.
[OP]: A piosenka na końcu Ci się podobała?
[M]: Tak.
[OP]: Czy jest coś co Ci się w tym filmie nie podobało?
[M]: Nie.
[OP]: Ile dajesz mu gwiazdek?
[M]: Pięć gwiazdek.
[OP]: Bardziej Ci się podobał niż Psi Patrol?
[M]: Dużo. A Psi Patrol mi się jedna... Jedna gwiazdka podobała.
[OP]: A komu byś poleciła ten film?
[M]: Mmm... Gai (kuzynce).
Od siebie dodam, że dla mojej już prawie czterolatki ten film był zdecydowanie bardziej odpowiedni, niż Psi Patrol. Widząc znajome postacie i wykonywane przez nich czynności, które sama dobrze zna, bardzo się cieszyła i aż przebierała nogami z ekscytacji. Dodatkowo uważam, że animacja była ładna i dubbing fajny. Jedyny minus to zbyt duża głośność, no ale tak już jest w kinie (my byliśmy w CC).
#filmy #kino #ogladajzhejto #dzieci

Zaloguj się aby komentować