#zafirewallem

32
2757

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Tym razem, tak dla odmiany postanowiłem wyrobić się na czas. No bo termin mija chyba dopiero jutro o godzinie 19:00 czasu środkowoeuropejskiego, prawda? Prawda?!


Przyznam się szczerze, że na początku miałem zupełnie inną koncepcję na to opowiadanie. Ale jak to z koncepcjami bywa, one sobie, a życie sobie. Tak więc kiedy w końcu siadłem i zacząłem pisać, to moje myśli non stop wędrowały w kierunku @Dziwen a. Czy wysyp wszelkiego rodzaju postów związanych z #perypetiedziwena w ostatnich dniach mógł mieć na to wpływ? Nie wiem. Ale tego nie wykluczam. W każdym razie możliwości jakie otworzyła przede mną misja Grudziądzkiej Centralnej Agencji Kosmicznej wydają się tak nieograniczone i tak kuszące, że nie potrafiłem się im oprzeć. Po raz kolejny. No cóż, ten drugi pomysł będzie musiał poczekać na jakąś kolejną edycję. Albo może nie będzie musiał bo znajdę trochę czasu, żeby go skończyć pozakonkursowo...?


W każdym razie oddaję Państwu kolejny, świeży, jeszcze gorący odcinek space opery o międzygalaktycznej arce Santa Maria.


Miłej lektury.


************


It's full of stars...


Od dobrych kilku minut Dziwen siedział jak sparaliżowany, a w uszach ciągle dźwięczało mu echo płaczu. Płaczu małego dziecka. Bał się wykonać jakikolwiek, choćby najmniejszy ruch, chociaż kubek z gorącą kawą parzył go w dłonie. Ale to pieczenie - tak ku⁎⁎⁎⁎ko nieznośne - było jedyną rzeczą, która podtrzymywała jego poczucie rzeczywistości. Chwycił się go jak tonący brzytwy, żeby tylko nie oszaleć. 


Najpierw ostrożnie rozluźnił palce na kubku, czując że jeśli tego nie zrobi, naczynie za chwilę pęknie i pokaleczy mu ręce. Skupił się na dźwiękach otoczenia upewniając się, że płacz naprawdę już przebrzmiał, a to słabnące poczucie czyjejś obecności to wytwór jego wyobraźni. Rozejrzał się powoli po jasno oświetlonym kambuzie, pozwalając by oddech mu się całkiem uspokoił. Jedyne co teraz słyszał to szum wymienników powietrza systemu wentylacyjnego międzygalaktycznej arki Santa Maria oraz sporadyczne pikanie robotów kuchennych.


Jak tylko szok minął i całkiem odzyskał zdolność poruszania się, pobiegł do ambulatorium. Położył się pod automatycznym skanerem i wystukał na panelu polecenie uruchomienia pełnej diagnozy, wraz ze szczegółowym rezonansem mózgu. Kiedy aparatura ożyła i przystąpiła do badania, Dziwen zaczął się zastanawiać od kiedy ma te… No właśnie, co? Zwidy? Halucynacje? Doliczył się siedmiu “epizodów”, jak je do tej pory nazywał. Pierwszy pojawił się już pierwszego dnia, tuż po uruchomieniu prototypowego napędu i wykonaniu skoku w bliżej nieokreśloną przestrzeń kosmiczną. Jednak wtedy zrzucił to na ogromne ciśnienie i stres w jakim przyszło mu funkcjonować. Nagła ucieczka z Ziemi, pierwsze użycie napędu skokowego, które równie dobrze mogło odparować całą arkę wraz ze wszystkimi uciekinierami albo zmaterializować ich w centrum czarnej dziury lub we wnętrzu jakiejś gwiazdy. I to wszystko wyłącznie na jego głowie.


Wrócił myślami do tych wydarzeń. Przypomniał sobie jak w jednym momencie, poprzez wibracje, czuł przeciążenie generowane przez potężne silniki wyrywające Santa Marię ze studni grawitacyjnej Ziemi. Pamiętał końcówkę odliczania przed skokiem. A chwilę potem klęczał już na pokładzie mostka wymiotując. Nie potrafił dokładnie opisać jak przebiegał sam skok. Miał tylko wrażenie, że ktoś wywrócił go na lewą stronę i wyrzucił w upstrzoną gwiazdami czarną otchłań, po czym szarpnął jak za smycz i sprowadził z powrotem na pokład. Do pozycji klęczącej. W której wrażenie przenicowania znajdowało ujście za pomocą gwałtownych torsji. Wtedy właśnie to poczuł. Głęboki niepokój, jakby coś monstrualnego przyglądało mu się z zaciekawieniem zza ciężkiej, niewidzialnej zasłony. Po kilku sekundach uczucie zniknęło, ale on był już wtedy zbyt zajęty kontrolą systemów statku, żeby zawracać sobie tym głowę.


Z zamyślenia wyrwało go piknięcie i komunikat “skanowanie zakończone” wypowiedziany syntetycznym głosem komputera medycznego. Dziwen wywołał wyniki badania na ekran i gorączkowo przewijał długą listę w poszukiwaniu jakichkolwiek odstępstw od normy. 


Nic. Tak samo jak przy poprzednich skanach.


— Jak tak dalej pójdzie to od samych tych skanów zwariuję, albo będę świecił w ciemnościach - pomyślał, schodząc ze stołu medycznego i kierując się z powrotem w stronę kambuza. 


Dziwen, choć od samego początku uczestniczył w pracach Grudziądzkiej Centralnej Agencji Kosmicznej przy projektowaniu systemów symulacji dla krio-kapsuł, to na stanowisko Głównego Kreatora został przydzielony w ostatniej chwili, dosłownie na kilka godzin przed startem. Wszystko potoczyło się wtedy szybko i gwałtownie. Inwazja, strach, ucieczka, start i skok… A teraz już pół standardowego roku przemierzał samotnie kosmiczną przestrzeń, nadzorując pracę arki. 


Samotnie - jeśli nie liczyć kilku tysięcy zahibernowanych ocalałych.


Po pierwszym epizodzie, co do którego Dziwen cały czas miał jeszcze wątpliwości, czy jednak faktycznie nie był efektem intensywnego stresu, drugi wyrwał go z głębokiego snu na początku trzeciego miesiąca tułaczki. Obudził się gwałtownie z takim samym intensywnym uczuciem bycia obserwowanym. Ale wtedy też zignorował wrażenie, tłumacząc je sobie po prostu złym snem. 

Kolejne zdarzały się coraz częściej i przyjmowały coraz bardziej intensywne, niemalże realne formy. Od poprzedniego minęło raptem dwa dni.


Dziwen wszedł do kambuza, rozejrzał się na wszelki wypadek i zabrał ze stołu kubek z zimną już kawą. Nie lubił zimnej kawy. Wylał zawartość do zlewni, podstawił kubek pod ekspresem i nacisnął przycisk. Ekspres zaterkotał młynkiem i w pomieszczeniu rozszedł się przyjemny zapach świeżo mielonych ziaren. Oparł się rękami o szafkę i czekając aż ekspres skończy przygotowywanie napoju przycisnął czoło do miłej, zimnej powierzchni białych drzwiczek, dając myślom zupełnie odpłynąć. Ekspres skończył parzenie i znowu nastała cisza, urozmaicona jedynie szumem wentylacji. 


Zabrał gorący napój i spojrzał na stolik przy którym przed chwilą tak wyraźnie słyszał płacz dziecka. Zdecydował, że woli się jednak przespacerować i skierował kroki w stronę znajdującej się nieopodal hali widokowej. Usiadł ostrożnie na miękkiej kanapie. Naprzeciwko miał wielkie panoramiczne okno, o rozmiarach ekranu kinowego, osłonięte przez większość czasu przez grube pancerze chroniące przed radioaktywnym promieniowaniem. Systemy arki pozwalały na otwarcie osłon na nie dłużej niż 15 minut w jednym cyklu dobowym. Chociaż w przestrzeni kosmicznej nie było ani dnia ani nocy, to komputery pokładowe utrzymywały 24 godzinny cykl zegarowy, a kalendarz pracował w tzw. systemie standardowym, bazującym na Ziemskim kalendarzu gregoriańskim.


Dziwen wyjął z kieszeni terminal, z którym nigdy się nie rozstawał, rzucił okiem na ogólne podsumowanie systemów sterujących, a nie widząc tam nic niepokojącego uruchomił system hali widokowej i otworzył osłonę. Wraz z jej otwarciem, rozbłysły zewnętrzne reflektory oświetlając statek. Jego oczom ukazało się monstrualne “cielsko” Santa Marii w całej swojej okazałości.


Większość pomieszczeń “socjalnych” znajdowała się na ogromnym pierścieniu obracającym się wokół głównego kadłuba. Obrotowy ruch pierścienia zapewniał pokładom sztuczną grawitację, natomiast w centralnej części panował stan nieważkości. Tam też znajdowały się hangary, magazyny, wszelkiej maści pomieszczenia techniczne i komory z prototypowymi systemami napędowymi. Dziwen podszedł do okna i oparł się o szybę przyglądając się temu niesamowitemu wytworowi grudziądzkiej myśli technologicznej. 


W pewnym momencie kątem oka dostrzegł ruch. Skupił wzrok w tym miejscu i zauważył na zewnątrz jakąś skuloną postać. Poczuł jak znowu ogarnia go panika. Jego umysł nie mógł poradzić sobie z przetworzeniem informacji, że w pustej, zimnej przestrzeni kosmicznej unosi się… dziecko! Mała dziewczynka! A kiedy uświadomił sobie, że postać nie jest na zewnątrz, ale że wpatruje się w jej odbicie w szybie, odwrócił się jeszcze bardziej przerażony. 


Na kanapie, na której przed sekundą siedział on sam, kucała mała - mniej więcej 7 letnia - przestraszona dziewczynka. Zrobiło mu się ciemno przed oczami a kubek wypadł mu z ręki i z brzękiem roztrzaskał się na twardej podłodze. To przywołało go do rzeczywistości.


— Co tu się, k⁎⁎wa, dzieje?! - zdołał z siebie wydusić


Na dźwięk jego głosu, dziewczynka cofnęła się, wtuliła mocniej w miękkie oparcie kanapy i rozpłakała się. W tym samym momencie na statku zamrugały światła a terminal zasygnalizował zakłócenie w systemie zasilania. Zdezorientowany Dziwen nie bardzo wiedział jak ma zareagować. Zacisnął pięści, aż paznokcie wbiły mu się w dłoń, głównie po to żeby upewnić się, że nie śni.


Dziecko nie przestawało kwilić. I wpatrywało się w niego wielkimi, czarnymi, praktycznie pozbawionymi białek oczami.


Zrobił krok w stronę kanapy. 


Kolejny. 


Dziewczynka szlochała ale nie spuszczała z niego wzroku. Jej intensywne spojrzenie natychmiast przywołało to silne, znajome już uczucie bycia obserwowanym. Nie wiedzieć czemu, cały strach, który przed chwilą go tak paraliżował, teraz gdzieś zniknął. Usiadł na krawędzi, wyciągnął zachęcająco rękę w jej stronę i zapytał:


— Masz jakieś imię?


— Nazywam się Santa Maria — odpowiedziała. A w jej czarnych oczach zamigotały gwiazdy.


************

1138 słów


#zafirewallem

#naopowiesci

@fonfi Dobre! Podoba mi się jak konsekwentnie ciągniesz to swoje uniwersum 🙂


No i zdążyłeś. Już się bałem że nikt nie napisze xD

Zaloguj się aby komentować

Blednie i słabnie mój wielki wysiłek,

Me ciało więdnie... opada niczym placek,

Nie przywraca mi sił najlepszy nawet posiłek,

Na dno Stynksu ciągnie pełen oczekiwań wacek.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ w obecnej edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem nie dołożę nadmiarem swoich opublikowanych wytworów roboty nikomu innemu jak tylko sobie, więc mogę sobie na to moje swobodne spamowanie bez wyrzutów szczątków mojego sumienia pozwolić.


Kolejny wiersz jest wierszem z gatunku „nie znam się, to się wypowiem”, bo wszak jestem bezdzietny, choć na teorii wychowania znam się zapewne jak nikt!


To miała być lekka zabawa homonimami albo wieloznacznością słów, czego ślad – mam nadzieję – widać w jeszcze w pierwszej strofie. Ale później mi to wszystko uciekło.


No i trochę ekshibicjonizmu, czyli wszelkie skojarzenia (w tym również i te muzyczne), które ja, autor, we swoim wytworze odnalazłem już po jego napisaniu:


– piosenka To wychowanie zespołu T.Love,

– ale chyba bardziej Kochajcie dzieci swoje pana Kazika Staszewskiego;

– oraz, co chyba oczywiste, słowa hetmana Jana Zamoyskiego: Takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie

– i, choć trochę na odwrót – bo jako odpowiedź: wiersz Do młodych pana Adama Asnyka, bo – tak mi się wydaje – każda zdrowa relacja powinna być obustronna i, tak jak młodzi nie powinni deptać przeszłości ołtarzy, tak i starzy powinni pozwolić młodym wznosić ich własne ołtarze teraźniejszości, no bo nie przyszłości przecież.


Dziękuję za wypowiedź.


***


Zasady

albo Wychowanie


Opracowaliśmy różne zasady –

porządek się na tych zasadach zasadza.

Zasady wpaja się poprzez przykłady,

więc do przykładów się warto przykładać:


jeżeli męża nazywasz „stary”,

jeżeli miłość dajesz na kredyt,

to nie dziw się, że syn cię później nazywa „stara”,

choć może ciężko jest ci to przeżyć.


Czasem podtopisz się w życia wirze,

czasem się będzie walić i palić,

lecz z najbliższymi bądź co dzień bliżej:

tako mieć będziem, jak żeśmy chowali.

Zaloguj się aby komentować

Co to za wierutna bzdura

by expić bijąc szczura

taki heros to później kpina

ale i tak boi się go cała gmina


przy okazji niedawnej premiery remasteru Obliviona

Wielka rozkmina #2


Wszystko co robię to wierutna bzdura,

Biegnę w wyścigu jak szczur obok szczura,

To nie jest życie, to z życia jest kpina!

Pod maską czarna jak gęsty smog mina…


A bo mi ten poprzedni coś nie brzmiał...

Ostatnie wybory to była bzdura:

wybraliśmy sobie jakiegoś szczura,

a szczur ten to jedna jest wielka kpina,

bo nawet nie wie co powiat, co gmina.


Taka rozkmina.

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Tak jak obiecałem, co jakiś czas będę wrzucał tutaj wytwory, które przypadkowi ludzie zostawią pod ramką Punktu Wymiany Poezji przy Wrzeniu Świata w Warszawie i oznaczał je odpowiednim tagiem: #punktwymianypoezji - można obserwować, można czarnolistować. Jako, że to pierwszy wpis, to w kilku zdaniach opiszę na czym w ogóle polega idea PWP.


W różnych miejscach w Polsce (ale nie tylko - mapka tutaj ) znajdują się ramki pod którymi dyndają takie kolorowe zwisy zakończone najczęściej jakimś spinaczem albo innym klipsem. Każdy, kto ma na to ochotę może swój wiersz, myśl, sentencję czy cokolwiek innego czym chciałby się podzielić, przymocować do ramki przy użyciu wspomnianego mechanizmu mocującego. Może też poczęstować się wiszącymi tam karteczkami. Co jakiś czas, opiekun danej ramki - np. ja - sprawdza czy coś nowego (co nie zostało zabrane przez przypadkowego przechodnia) nie pojawiło się pod ramką. Taki nowy wiersz, jest fotografowany i przesyłany do "centrali". Centrala przygotowuje wiersze zebrane od opiekunów, i dystrybuuje w postaci pliku, ozdobione grafikami z AI. Wiersze te opiekunowie drukują i rozwieszają pod swoimi ramkami. W ten sposób wiersz powieszony przez kogoś w jednym miejscu trafia do pozostałych ramek. Proste jak 20m drutu w kieszeni.


A poniżej wiersze, które znalazłem dzisiaj po drodze do pracy:


——————————


Gdy patrzysz mi w oczy,

myślę, ile czasu upłynie,

gdy pozwolisz, bym okrył Cię

kocem mej miłości.


Robert Traczyński,

poeta młodego pokolenia,

z tomu “Oczy mrużę"


——————————


Flower Moon

self-discovery journey

by shibari rope


MxChX


——————————


Oraz te, z "centralnej dystrybucji", które powiesiłem (na zdjęciu, to te kolorowe karteczki z grafikami):


——————————


Wiersz z nagłówków


Są wytyczne

Zmieni się

Przyjeżdża

Rozjechał

Będzie nowe

Powiedział ten i ten

Powiedział, zrobił, zapisał,

Nagrał, przeprosił, zwyzywał...


Mikołaj Godyń


——————————


Jesienne nastroje


Rozkochała się w świecie barwami,

W sto kolorów całuje ustami,

Ciepłym wiatrem powiewa w zachwycie,

Mgłami tuli mokre łąki o świcie,

Już jesiennie jest, pięknie i barwnie,

Łąka strojna w kolory powabnie,

Lasy w brązach, czerwieni i złocie,

Czasem ciepłe, a raz w deszczu słocie,

Gdzieś nad głową klucz żurawi w odlocie,

Jesień kroczy w kolorowej kapocie,

Słońce krócej i słabiej ogrzewa,

Ciszej ptak obok mnie dzisiaj śpiewa,

Tęskno robi się czasem po lecie,

Na dwór trzeba wyjść w ciepłym żakiecie,

Pozamieniać garderobę na szale,

Trzeba lato pożegnać, choć z żalem.


Jolanta Gołowska


——————————


5-7-5


Jeżeli jesteś

Proszę nie mów nic więcej

To ja mam wierzyć


——————————


#zafirewallem #punktwymianypoezji - tag do czarnolistowania

3b369665-94b0-4c16-bfad-3f5e0e56a785
107b0a53-2b02-4d26-bcf4-928a0da2f016
9f022856-5875-4d8a-b142-1fa06dd5d760

Zaloguj się aby komentować

@George_Stark ale poproszę trochę hejta na @splash545, bo mnie to się dostało!


Pobladłem jak ściana, walnąłem ekran i z nóg zrobiło się masło,

Wrzeszczą alarmy, silniki umilkły, świat zamarł, zasilanie zgasło,

Dramatycznie kartkuję manualna, z mózgu zrobiła się margaryna,

Nurkuję d⁎⁎ą w planetę, chyba nie powtórzę wyczynu Gagarina.

Z drogi mlecznej zrobiło się masło

Potem czarna dziura i wnet słońce zgasło

w tym mroku i ciszy powstała margaryna

Przywieziona z kosmosu w statku Gagarina

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ jestem nosicielem bardzo nienachalnego optymizmu, to uważam, że na świecie dzieje się coraz gorzej (i jest to bardzo niepokojące). Szukałem rozwiązań, ale ich nie znalazłem, znalazłem za to przyczynę. Otóż, proszę Państwa przyczyna jest metafizyczna, a na świecie dzieje się źle przez:


***


Lenistwo aniołów


Diabeł się ponoć ubiera u Prady,

co gust całkiem niezły u niego zdradza;

to nie to co te anielskie dziady,

w jakichś tunikach zwyczajne chadzać.


Diabeł wykwintny – wybiera Paryż:

to Luwr odwiedzi, to siądzie przy wieży,

i jeszcze przejdzie Wielkie Bulwary.

Później Watykan wpadnie odwiedzić.


Aniołom chyba jest za to bliżej

do jakiejś biednej – ja wiem? – Portugalii?

I kiedy diabeł się pachni w mirze,

oni na plażach pozalegali.


***


#nasonety

#zafirewallem


I tak, ja wiem, że w Portugalii jest Fatima i to sanktuarium tam to, no co tu dużo ukrywać: złote, a skrome, ale mi się ładnie rymowało.

Zaloguj się aby komentować

Teraz


Kiedy minęła ubiegła godzina,

Kiedy niedziela, a zaczęła sobota?

Cały ten tydzień to jedna kpina

Jutro poniedziałek i znowu robota


Ponarzekać chyba każdy może,

Więc nie narzekaj, że narzekam

Przeczytanie tego Ci nie pomoże

Zabrałem Ci czas, a teraz uciekam


Skoro jeszcze me wywody czytasz,

Ze swym czasem nie masz co robić,

To mimo wszystko dałeś się wrobić


Taka ładna pogoda, a Ty tu przebywasz,

Człowieku, weźże wyjdź na pole!

Nie kiś się w domu, no ja pi⁎⁎⁎⁎le!


(╯ ͠° ͟ʖ ͡°)╯┻━┻


---------------------------------------

#zafirewallem #tworczoscwlasna #poezja

nie taguje nasonety, bo to pozakonkursowe i jeszcze mnie znowu wciągną ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Pan @sireplama chyba nie zauważył, że wygrał. A w kawiarni cisza - nikt się nie odzywa, nikt się o rymy nie upomina...

No to niech będzie, że znowu wystąpię w zastępstwie.


Temat: Leniwy wieczór

Rymy: cisza - umyka - klisza - muzyka


Miłego rymowania


#zafirewallem #naczteryrymy

Po wyjściu z kina nastała cisza

sens decyzji scenarzystów mi umyka

miało być epicko, a wyszła Netflixa klisza

Janko Muzykant to teraz John Muzyka

Wieczór z przyjaciółmi


Po bąku zwykle zapada cisza,

bo błyskotliwość z gazem umyka;

rozmowa rwie się jak urwana klisza,

a kiedy się skończy zapadła cisza,

symfonią rozbrzmiewa dęta muzyka.

Zaloguj się aby komentować

No ja prawie zawsze mam skojarzenia muzyczne, bo muzykę bardzo lubię i nic na to nie poradzę, a nawet nie będę nic poradzić próbował, bo próbować coś poradzić nie chcę. I nie mam pojęcia, czy – już po napisaniu wytworu poniższego – bardziej kojarzy mi się on opisem muzycznych talent shows w wykonaniu pana Kazika Staszewskiego , czy też może z diagnozą sytuacji ogólnej w wykonaniu pana Bruce’a Springsteena :


***


Festiwal Żenady


Rozpoczynamy Festiwal Żenady!

Komisja się długo nie będzie naradzać,

u nas – jak wszędzie – rządzą układy:

zwycięzców już znamy, lecz nie ma co zdradzać.


Najpierw pan Kamil, co łoi browary

na czas, choć nikt mu czasu nie mierzy,

po panu Kamilu nam będą śpiewali

Fałszerze. Konkretnie: Kwartet Fałszerzy.


Później Aneta – żongluje ryżem,

Adam – on pewnie biblię tu spali,

a żeby poprzeczkę ustawić niżej

nadzy magicy już się rozebrali.


I tak nam z reklam wzrosną obroty,

a nim ktokolwiek z państwa ochłonie

to ten, co zbierze najwyższe noty:

sam prowadzący – wystąpi na koniec.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Będzie krótko #nasonety


Zwierzyniec


Mam pająki, mam też gady

Może będę mieć też płaza

No i żywe mam owady

Bo to karma, choć odraża


Mam też psa co ma puchary

Na zawodach ząbki szczerzył

Chciałem mieć też kazuary

Lecz by nikt mi w to nie wierzył


Mam też zwierzę co sra w żwiże

Do kuwety kloce wali

Potem d⁎⁎ę sobie liże

Czystość trzyma, to się chwali


#zafirewallem

7d4f8f1a-0901-46f1-b8f6-9086ec39212b

@splash545

Do kuwety kloce wali

Potem d⁎⁎ę sobie liże

Taaak, znam to. A później przychodzi na "buziaczka"...

Zaloguj się aby komentować

Postanowiłem urządzić dzisiaj nadprogramowy Dzień Kobiet i w związku z tym zrobić Paniom prezent. Pod poprzednim wytworem z Cyklu Grudziądzkiego koleżanka @Wrzoo wyraziła nadzieję na to, że Jerzy zmartwychwstanie, no bo Wielkanoc w końcu, a koleżance @KatieWee spodobała się nieistniejąca strona bierna czasownika „utonąć”, no to zdecydowałem się te dwie sprawy we swoim nowym wierszu uwzględnić.


Wszystkiego najlepszego więc, drogie Panie! – dobrze że już żadna więcej nic tam nie napisała.


***


No a nad tytułem wytworu poniższego myślałem przez chwilę, a później mi się przypomniało, że na tej płycie pana Stasiuka i zespołu Haydamaky, którą to płytę zresztą bardzo lubię, piękna jest nie tylko Alpuhara, ale też i na przykład Upiór, więc niech będzie o tym grudziądzkim upiorze:


***


Upiór


No: Alleluja! I nie ma rady,

Wielkanoc w końcu cudami obradza,

bo chociaż trochę nadgryzły go kraby,

się utonięty Jerzy odraza.


Na brzeg wypełznął, bieży przez szuwary,

z paznokci resztki pozdrapywał śniedzi,

ostatnie krople strząsnął już z fujary:

był się utopił, a przeżył.


– "Podejdź tu dziewczę, chodź ku wodzie bliżej" –

to szept Jerzego czy fali?

– "Nie wstydź się wcale, przecież nikt nie idzie,

w Wiśle się będziem kąpali".


Dziewczę już w stroju: stanik i galoty,

Jerzy podniecony całym ciałem płonie,

płonie tak jak płoną utonięte chłopy

bo dziewczę też zaraz utonie.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Najlepszym testerem jest czarne prącie

można przepuścić przez nie elektrony

gdy się spali, kupisz nowe w dyskoncie

starego czarnucha odrzucisz na stos usmolony


z dedykacją dla @moderacja_sie_nie_myje3

Gasnę


Umysł mi więdnie jak u starca prącie,

W gąszczu neuronów giną elektrony,

Piętrzą się myśli jak palety w dyskoncie,

Gasnę - jak pieniek ogniem usmolony…

Zaloguj się aby komentować

Ignorantia iuris nocet.


Jak widać, nie tylko nieznajomość prawa szkodzi, ale jego niezrozumienie również. Gdybym wiedział, że te pioruny będą sumowane, to sam bym tę papaję zjadł, a nie się nią z Wami dzielił w tym ostatnim wytworze w edycji LXXIII.


No ale trudno: dura lex, sed lex w końcu.


***


Czyli to mnie przypadł ten zaszczyt i niewątpliwa przyjemność otwarcia (a, jeśli dożyję, to jeszcze niewątpliwsza przyjemność zamknięcia) kolejnej, LXXIV edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem. No to otwieram.


Ponieważ to zwycięstwo kompletnie mnie zaskoczyło, zupełnie nie jestem przygotowany i zadam pierwszy tekst, który przyszedł mi do głowy, więc sięgniemy sobie do ballady pana Adama Mickiewicza i zajmiemy się jednym z najbardziej marszowo-rytmicznych tekstów jakie znam, a będzie to fragment ballady Alpuhara stanowiącej fragment Konrada Wallenroda. Całość tekstów można zaleźć pod linkami w tytułach, piękne wykonanie w pięknej oprawie muzycznej można zaleźć tutaj lub w wersji na żywo tutaj, w tej wersji na żywo okraszone dodatkowo interpretacją kolegi pana Andrzeja Stasiuka, gdyby kogoś któraś z tych rzeczy interesowała. Rzeczony natomiast fragment, którym się w tej edycji zajmiemy zamieszczam poniżej:


Adam Mickiewicz

Alpuhara

(fragment)


Już w gruzach leżą Maurów posady,

Naród ich dźwiga żelaza;

Bronią się jeszcze twierdze Grenady,

Ale w Grenadzie zaraza.


Broni się jeszcze z wież Alpuhary

Almanzor z garstką rycerzy.

Hiszpan pod miastem zatknął sztandary,

Jutro do szturmu uderzy.


O wschodzie słońca ryknęły spiże,

Rwą się okopy, mur wali;

Już z minaretów błysnęły krzyże,

Hiszpanie zamku dostali.


Jeden Almanzor, widząc swe roty

Zbite w upornej obronie,

Przerznął się między szable i groty,

Uciekł i zmylił pogonie.


***


Tam wyżej jest szesnaście wersów, a jest ich tyle dlatego, że przy układzie rymów ABAB czternastowersowy utwór ciężko żeby się dobrze rymował, a ja, będąc łaskawym, do konkursu dopuszczam tak utwory di risposta dwunastowersowe jak i szesnastowersowe – jak kto woli albo jak się komu chce.


***


Ponieważ to zwycięstwo kompletnie mnie zaskoczyło, zupełnie nie jestem przygotowany i nie mam pojęcia jakie zasady oceniania będą obowiązywać za tydzień, kiedy to przyjdzie mi wyłonić zwycięzcę, wiem za to jedno, a wiem, że na czas tej LXXIV edycji decyzją organizatora stara rzymska zasada lex retro non agit zostaje uchylona.


***


Dziękuję.


Proszę się dobrze bawić.


***


Aha. I tag #diproposta , bo później na mnie krzyczą.

Zaloguj się aby komentować

Gdzieś przed dziewięcioma miesiącami

Spotkała się na schodkach zacna drużyna

Aby przy wypatrywaniu za owcami

Kręciła się dalej wierszy maszyna


Potem w Lublinie, nieopodal @moll

Ta sama drużyna, choć w innym składzie

Po zamkach i knajpach wysyłała patrol

By na Świętego Spokoju znaleźć się pokładzie


Przyszła więc pora ogłosić poniższe

Trzecie spotkanie Kawiarenki, w Warszawie

Szykujcie się więc na tygodnie najbliższe


Bowiem o 17:00, w sobotę 24 maja

Miejsce nieznane - zapewniam, będzie ciekawie

Zjawi się na spotkaniu kawiarenkowa zgraja!


#zafirewallem #kawiarenka #hejtopiwo #hejtosoczek #hejtowoda #hejtopiwowarszawa #warszawa

#owcacontent <- do blokowania moich wpisów

@bojowonastawionaowca Ja nie wiem jak Pan Moderator ten wpis wrzucił, że mi żaden z tagów nie zatrybił i gdyby nie czujność @George_Stark to nic bym o tym zgromadzeniu nie wiedział. Ale skoro już wiem, to tak łatwo się mnie nie pozbędziecie. Patrząc jednak na dość skąpe w swej liczbie komentarze pod wpisem, to obawiam się, że ta informacja mogła nie dotrzeć do sporej części potencjalnie zainteresowanych. Może trzeba zawołać? Jakąś wstępną listę obecności przygotować?

Zaloguj się aby komentować

Kolega @splash545 mnie podpuścił . Miało być co prawda o interpapamum, no ale w międzyczasie odbyłem rozmowę z kolegą @fonfi dotyczącą hamowania się w wytwórczości kawiarenkowej i postanowiłem przykładem zachęcić do spuszczenia płynu hamulcowego, w związku z czym wytwór jest o czymś zupełnie innym, choć z samym wydarzeniem pozostaje w związku.


Jeśli kolega @bojowonastawionaowca uzna, że powinienem dodać ten tag na „p”, to zrobię to, choć wolałbym tego nie robić. Nie mam cierpliwości pana Żulczyka żeby się gdzieś po jakichś sądach szlajać .


***


Sobota, 26.04.2025


Kupione już były melon, papaja

i zaproszeni zostali goście:

– „Po prostu przyjdźcie, nic nie przynoście,

będziemy mieli czym się upajać.”


No i sobota już się zbliżała

i z dnia na dzień mi było radośniej

lecz skończyć się miało to bezowocnie

bo się dokonał żywot papaja.


Pan Żulczyk był to kiedyś przećwiczył,

prezydent się wtedy poczuł dotknięty

ale znów działa, jakby se życzył

na złe języki ponownie być wziętym.


Mniejsza z żałobą, jest dla mnie niczym,

najwyżej przed sądy będę ciągnięty

lub przez jakiegoś hierarchę wyklęty.


***


#zafirewallem

#nasonety – choć trochę na wyrost, bo wytwór jest pozakonkursowy ze względu na niezgodność z zasadami.

Zaloguj się aby komentować

Refleksja okołopogrzebowa


Był papaj, nie ma papaja

Ledwo krzyknął: "O mój losie!"

Zwłoki jego już w kosmosie 

Je przyswaja stara Gaja


Jego duch czy gdzieś się szlaja?

Czy do nieba jest już w locie?

Czy też w piekle się szamocze?

Co ja sądzę? Nie mam zdania


Wiem, że póki krew w tętnicy

Póki w oku widzisz męty

Póki się nie staniesz niczym

Żyj jak lubisz, nie jak święty 


Nie jak ktoś Ci tego życzy 

Niech swe rady wsadzą w pięty


#nasonety #zafirewallem

Piękna puenta!


Sam miałem pomysł na wiersz w tym temacie, bo to "papaja" aż się prosi żeby wykorzystać. Super, że ktoś inny też wpadł na ten pomysł i ja już nie muszę. Choć, z drugiej strony, zmarnował mi się taki pomysł na tytuł, bo chciałem sobie, na wzór interrexa napisać o interpapamie, bo tak się zastanawiam kto tam teraz jest p.o., bo marszałka sejmu przecież nie mają.

Zaloguj się aby komentować

Drodzy moi Znajomi Internetowi!


Ogłoszenie mam, a w zasadzie to prośbę bardziej, ale ogłoszenie brzmi bardziej dyplomatycznie, więc uznajmy, że to jednak ogłoszenie.


Otóż sytuacja wygląda tak, że postanowiłem albo wypłynąć na szersze wody albo przestać Was tutaj w naszej wspaniałej kawiarence spamować wytworami swoimi (a tak naprawdę, to mi się nudzi) i znalazłem sobie trzy konkursy na opowiadania i nawet już napisałem te trzy opowiadania na te trzy konkursy. I teraz ta proś... to ogłoszenie jest takie, że może ktoś z Was miałby czas i ochotę mi pomóc, przeczytać te teksty (albo chociaż jeden z nich) i podzielić się wrażeniami? Zawsze to dobrze usłyszeć czyjąś opinię żeby mieć później co zignorować, prawda?


Oczywiście nie muszą to być wszystkie trzy, może być jeden z nich. Dla porządku zaznaczę, że jeden ma siedem stron, jeden stron trzy, a jeden stron dwie.


No i bardziej zależałoby mi jednak na krytyce niż na pochwałach (wiecie, jakieś nielogiczności, niezgrabne zdania i tego typu rzeczy), bo o ile na pochwały jestem oczywiście łasy, tak bardziej jednak łasy jestem na nagrody w tych konkursach, szczególnie zaś na nagrody w postaci gotówki.


Z góry dziękuję za ewentualny odzew i życzę miłego czwartkowego popołudnia!


#zafirewallem

@George_Stark Przesyłaj, tylo w jakimś Wordzie (tym programie, a nie Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego) czy coś, żeby można było odesłać z uwagami w trybie edycji. Albo najlepiej daj nam dostęp do google docs, to wszyscy razem naniesiemy uwagi

@UncleFester @moll @splash545 @fonfi

Dziękuję za odzew, jutro postaram się ogarnąć.


@moll Nie mogę wrzucić, bo naruszę warunek, że opowiadanie ma być wcześniej niepublikowane. Grypsem jakimś muszę prywatnie podesłać.


@fonfi O, dzięki. Z tym GoogleDocs to dobry pomysł, bo ja piszę w LibreOffice, a nie wiem czy Word pliki .odt otwiera.

Zaloguj się aby komentować

Dawno, dawno temu - Areszt Śledczy w Radomiu


Na dzielni wszyscy mówią na mnie Smok,

Bo mam Dareczku prosty i sierpowy,

Zrobisz mi czaja nim zapadnie zmrok,

Potem na kojo misiu kolorowy.


I tylko noc noc noc, dokoła mrok,

Dareczek w kiblu zapadł w sen zimowy?

Słychać pierdzenie jakby ryczał smok,

Kręci się ostro biznes kakaowy.


Nie wiem czy:

puszczą go?

czy nie puszczą


puszczą go?

czy nie puszczą


https://www.youtube.com/watch?v=z-2mO3KTVHg&t=62s

Pokonując pożerający moją duszę mrok,

Wyrwałem się rozpaczy rycząc niby smok!

W arogancji ślepy, pragnąłem być wyjątkowy,

Zuchwałym - sława, głupim - upadek groteskowy.

W ziemi kopałem, by prehistorii zgłębić mrok.

Omiatam pędzelkiem kości - to coś jakby smok?!

Tłoczą się profesorzy, tęgie łamią głowy.

Na odkrycie zupełnie nikt nie był gotowy.

Zaloguj się aby komentować