#zafirewallem

32
2757

Gramy takimi kartami, jakie nam dano...

Gramy w grę zasadami koślawą,

Gramy, a błędy w grze parzą,

Gramy, rzadko nowe karty dobierając.


Gramy, a złe wybory się mszczą,

Bo gra nie jest żadną zabawą.

Gdy inni w żetonach się pławią,

Dla nas brakuje wciąż glorii.


Kolejne karty się na stół kładło,

A wciąż za mało, by zwycięzcą być,

Na wachlarzu możliwości coraz mniej pewny chwyt.

Ze złudzeń i snów znowu nas odarto.


Przyglądamy się przez palce kolejnym niewypałom,

Wciąż liczymy na kartę kiepskawą

W cichości ducha, z nadzieją, myśląc,

Że Losu koleje na lepsze tory nas wezwą

Choć na rozdanie - dobre - jedyne i jedno.


#zafirewallem #nasonety #diriposta

@moll Zawsze mi się podobało przedstawianie życia jako gry, Tobie wyszło to całkiem zgrabnie. O i w końcu jakiś sonet od Ciebie!

@moll o nie, kolejna gra zwana życiem... Trudne się wylosowało... A dziś mi @Dziwen właśnie pisał jak to wszyscy mamy role do odegrania w teatrze życia... scenarzysta cholerny, pewnie to on rozdaje te karty... ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

Pająkokalipsa trwa...


Zjadają łakomie całą biomasę łąki

nie ostaną się nawet na drzewie pąki

dmuchawcojąki rozsiewa wiaterek

by uciec przed nimi nie starczy rowerek

Dmuchawce


Gdzie dmuchawców dywanem przystrojone łąki,

Gdzie swe usta czerwone rozchylają pąki,

Gdzie dotykiem zmysłowym twarz pieści wiaterek,

Tam, i jeszcze dalej, zawiezie mnie rowerek.

Zaloguj się aby komentować

Jadowite węże, olbrzymie pająki...

W Australii na łące zbijając bąki,

Prędzej ci z lęku stanie pikawa,

Bo tuż przy nodze znów rusza się trawa!!!

Gorzowska Dominanta wydała na świat ohydne pająki,

Puszczając przy tym głośne bąki.

Cała ta wydzielina wyglądała jak rozlana kawa —

Ten stres i widok złagodzi tylko trawa.

Zaloguj się aby komentować

Czasami (często nawet) mam tak, że budzę się z jakimś pomysłem. Tak było też i dziś, więc – choć miałem zupełnie inne plany – musiałem usiąść i to, co poniżej zamieszczam, napisać, bo takie pomysły zwykle nie dają mi spokoju. Pomysł dzisiejszy nie różnił się pod tym względem od innych pomysłów tego typu i też nie dawał mi spokoju, więc zupełnie nie mogłem się skupić na tej niezwykle ważnej sprawie, jaką niewątpliwie jest podbijanie świata – na dzisiaj miałem bowiem zaplanowaną grę w Cywilizację.


Miłej lektury!


===


Wanda


Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, żyła sobie pewna Wanda co Niemca nie chciała. To jej niechcenie Niemca nie ma w tej historii żadnego znaczenia, ale wspomnieć o nim warto, choćby ze względów patriotycznych.


Ponieważ jedno „dawno” wynosi lat sześćdziesiąt i cztery (w odróżnieniu od „bardzo dawno”, które to wynosi lat osiemdziesiąt i dwa – musi więc, że jednostki te genezę swoją mają w imperialnym systemie miar i wag), rzecz ta miała miejsce w roku pańskim tysiąc osiemset dziewięćdziesiąt i trzy. Ponieważ wspomnianymi siedmioma górami są: Narodnaja w górach Ural, Biełucha w górach Ałtaj, Mount Elbert w Górach Skalistych, Black Elk Peak w górach Black Hills, Mount Mitchell w Apallachach, Grand Ballon w Wogezach i Brocken w górach Harz, a morzami Morze Czarne, Morze Kaspijskie (które w rzeczywistości jest jeziorem, ale częściej nazywane jest jednak morzem), jezioro Bajkał (które, jak sama nazwa wskazuje, tak jak Morze Kaspijskie, również jest jeziorem, choć też czasami, zdecydowanie jednak rzadziej niż Jezioro Kaspijskie, bywa nazywane właśnie morzem), Morze Japońskie, Morze Ochockie, Morze Beringa i Ocean Atlantycki, którzy też jest morzem, tylko że jest morzem ogromnym, a Ziemia – wbrew twierdzeniom niektórych – jest jednak kulista, to działo się to wszystko w okolicach Grudziądza.


Grudziądz, na który mówiono wówczas Graudenz, i jego okolice znajdowały się wtedy pod zaborem pruskim, stąd też obecność w życiu Wandy Niemca – i to w dodatku niejednego! – żadnego jednak z tych Niemców Wanda nie chciała. Każdego z nich przepędzała na cztery wiatry, co, jakżeśmy już powiedzieli, nie ma jednak dla tej historii żadnego znaczenia. Nie ma dla tej historii żadnego znaczenia, że Wanda nie chciała żadnego Niemca, a nie ma to znaczenia dlatego, że Wanda w ogóle żadnego chłopa nie chciała, przy czym mamy tutaj na myśli jedną z dwóch tylko istniejących ówcześnie płci, a nie istniejącą wówczas formalnie – a do dziś również i w praktyce – klasę społeczną. A zalecały się do niej chłopy, oj zalecały! Zalecali się do Wandy Niemcy, zalecali się Polacy, a wśród tych Polaków szczególnie zalecał się do Wandy pewien Bolesław, gorący polski patriota.


Bolesław nie znosił wszystkiego co było niepolskie. Nie znosił tego, co pochodziło z Prus, nie znosił tego, co pochodziło z Austrii i nie znosił tego, co pochodziło z Rosji. Tego ostatniego, tego co pochodziło z Rosji, Bolesław nie znosił szczególnie, a nie znosił tego szczególnie z tego względu, że wytwory tej kultury – z braku lepszego słowa, użyjmy tego, choć w cudzysłowie, i to jeszcze pogrubionym – dotykały go osobiście.

– To nie jest żadne otczestwo! – wściekał się Bolesław. – Nie nazywacie mnie przecież na moskalską modłę Bolesław Bolesławowicz! Nazwisko rzeczywiście mam po ojcu, ale nie jest to nazwisko patronimiczne! Jeśli już, to nazwałbym je raczej patromimicznym!

Bo faktycznie, Bolesław nosił nazwisko po ojcu. Ojciec Bolesława miał problemy ortodontyczne, miał mocno zdeformowaną żuchwę i – nie wiedzieć czemu – to nie tego ojca z krzywą szczęką i wynikającą z tego dziwną mimiką, ale jego całkiem symetrycznego syna nazywano od tej ojcowskiej przypadłości Krzywoustym.


Bolesława, który mocno się do Wandy zalecał, Wanda – jak też żeśmy już to wcześniej powiedzieli – również nie chciała. Wanda nie chciała Bolesława, tak jak i nie chciała żadnego innego chłopa, ponieważ Wanda była feministką.

– Jestem feministką, więc obowiązki mam feministyczne! – powtarzała Wanda i te swoje feministyczne obowiązki wypełniała z najwyższą gorliwością.

Miała więc Wanda kota, nie nosiła biustonosza, a wieczory spędzała z butelką wina oglądając przy tym piciu wina gwiazdy, ponieważ nie było wtedy jeszcze Netflixa.


Nawet jednak gdyby Netflix już wtedy był, Wanda miałaby pewne problemy z tym, żeby móc sobie wygodnie oglądać na nim seriale. Wanda nie miała bowiem swojego domu, a mieć swój kawałek ziemi było dla Wandy największym marzeniem. Ileż to razy przy pochmurnej pogodzie, kiedy nie było widać gwiazd, Wanda, lekko już pijana po opróżnieniu butelki wina, zakradała się w okolice chat i zaglądała do nich przez okna! Jak Wanda marzyła wtedy o swoim własnym łóżku na którym mogłaby spać i o własnym piecu, na którym mógłby spać jej kot, nie mówiąc już o własnej piwniczce do trzymania własnego wina!

Wanda, zaglądając do tych chat przez okna, widziała jednak mieszkających tam ojców rodzin – chłopów, którzy spędzali wieczory pijąc wódkę prosto z wiader, w których to wiadrach kupowali ją u miejscowego karczmarza w karczmie należącej do ich pana, co stanowiło podstawę obiegu waluty w miejscowej podgrudziądzkiej społeczności. Obieg waluty, cały ten genialny system finansowy, zaplanowany był z iście pruską precyzją, choć stosowany nie tylko w zaborze pruskim: chłopi należeli do pana, zarabiali u pana, wydawali u pana, a wiadra na wódkę były opakowaniami zwrotnymi i pobierano za nie kaucję – nie ze względów ekologicznych, ale ze względów ekonomicznych właśnie.

Widok chłopów pijących wódkę prosto z wiader napawał Wandę obrzydzeniem:

– „Co ze szkła, to jednak ze szkła” – myślała wtedy Wanda.


Wanda jednak nie robiła nic w kierunku tego, żeby to swoje marzenie o własnym miejscu na ziemi zrealizować. Wanda była realistką. Wiedziała, że samotna kobieta nie ma co liczyć na to, że będzie miała swój dom, a myśl o małżeństwie, choć nieraz powstawała jej w głowie, przyprawiała ją o odruch wymiotny. Wanda tę myśl od siebie odpędzała, bo Wanda nie chciała wymiotować, bo szkoda byłoby jej tego wina, które wcześniej wypiła, a wino przecież swoje kosztowało, więc Wanda o małżeństwie starała się nie myśleć wcale.

Wanda piła więc wino, zaglądała do chat przez okna i utwierdzała się w słuszności swoich poglądów. Rosła w niej coraz większa gorycz, tak jak i jej wątroba stawała się coraz bardziej pomarszczona.

Wanda chodziła coraz częściej coraz bardziej pijana po tych wszystkich wsiach w okolicach Grudziądza i – nie mogąc znieść widoku chłopów i ich rodzin, szczęśliwych szczęściem takim, jakim im dane było się cieszyć – pomstowała na każdego, kto tylko pojawił się w zasięgu jej wzroku.

– Oby ci deszcz do wiadra napadał i wódkę ci rozcieńczył! Oby dzieciom twoim d⁎⁎a na czole wyrosła! – krzyczała Wanda do przypadkowych często osób.

W tamtym czasie nikt, żaden nawet ze znanych przecież z niewybrednego gustu Niemców, już się do Wandy nie zalecał.


Nie do takich rzeczy człowiek potrafi się jednak przyzwyczaić. Lokalna społeczność szybko przeszła więc nad zachowaniem Wandy do porządku dziennego. Traktowano ją jak element miejscowego folkloru, tak jak trupi jad w Wiśle.

– Ot, niegroźna wariatka – mówiono tylko i szybko wracano do swoich własnych obowiązków.


Jak to zwykle w życiu bywa, wszystkiemu winien był przypadek, zwany przez niektórych zbiegiem okoliczności. Poprzedni karczmarz, stary Żyd, imieniem Moczu, umarł. Na jego miejsce pan sprowadził nowego, a nowy karczmarz był człowiekiem, który swoją chytrością wyróżniał się nawet wśród swoich pobratymców. Pan zdecydował, że Moczu na karczmie zarabiał zbyt wiele, a oddawał zbyt mało, dlatego rozliczenia z jego następcą postanowił prowadzić w sposób korzystniejszy dla siebie, bo przecież mu się w końcu za jego trud należało. Nowy karczmarz przystał na te niekorzystne warunki, ponieważ był chytry, a ponieważ był chytry, miał już swój sprytny plan.


Tamtego wieczoru, kiedy nastąpiła zmiana karczmarza, Wanda usilnie próbowała nie myśleć o małżeństwie. Od tego niemyślenia tak się jej jakoś przykro zrobiło, że gorąco zapragnęła zakraść się pod jakąś chatę, zajrzeć do jej wnętrza przez okno i utwierdzić się w przekonaniu co do słuszności swoich życiowych decyzji obserwując to miałkie i pozbawione sensu życie rodzinne.

Wanda zakradła się więc pod chatę Bartosza i obserwowała co robi Bartosz i co robi rodzina Bartosza. Rodzina Bartosza nie robiła nic, a Bartosz przystępował właśnie do picia wódki prosto z wiadra, czego zresztą Wanda się po Bartoszu spodziewała, choć nie miała nawet pojęcia, że Bartosz ma na imię Bartosz.


Cały dzień poprzedzający tamten wieczór, którego to wieczoru Wanda zakradła się pod chatę Bartosza był dla Wandy dobrym dniem. Wykorzystując zamieszania powstałe w wyniku przybycia nowego karczmarza, Wandzie udało się podprowadzić z karczmianej spiżarni nie jedną, jak to miała w zwyczaju, ale dwie butelki wina. Pierwszą zdążyła wypić już wcześniej, drugą rozsądnie zachowała na podokienny seans.

Bartosz tymczasem przystąpił do spożycia. Pociągnął z wiadra pierwszy łyk wódki, łyk tak ogromy, że można było wręcz nazwać ten łyk grzdulem. Po tym grzdulu Bartosz skrzywił się nieco, ale skrzywił się inaczej, niż zwykle krzywili się chłopi po wódce.

– „Czyżby nabrał jakiejś ogłady?” – zastanawiała się Wanda przystawiając usta do szyjki butelki i pociągając potężny grzdul wina, większy nawet niż grzdul Bartosza.


Później Bartosz wstał od stołu, złapał się za brzuch i wybiegł z chaty. Wanda wycofała się spod okna w cień, tak żeby Bartosz nie mógł widzieć jej, ale żeby ona mogła widzieć Bartosza, bo domyślała się po co zaciskający uda Bartosz wybiega z chaty, a nieczęsty widok tego, co chłop chowa w portkach, był dla Wandy o tyle obrzydliwy, co i fascynujący – tak już niestety działa ludzka natura.

Sama jednak czynność, którą Bartosz, przykucnąwszy, wykonywał, nie była dla Wadny w ogóle pociągająca. Była dla niej wręcz nieapetyczna, dlatego Wanda, nacieszywszy wzrok przez tę krótką chwilę pomiędzy ściągnięciem przez Bartosza portek a przykucnięciem, ponownie spojrzała w stronę okna. Do Wandy dobiegł co prawda zapach i bulgotanie towarzyszące czynności wykonywanej przez Bartosza, ale na to już nic nie potrafiła poradzić.


W chacie tymczasem Bartosz, najstarszy syn Bartosza, choć dość jeszcze młody, skorzystawszy z chwilowej nieobecności ojca, zaopiekował się pozostawionym przez ojca wiadrem. Młodemu chłopcu niewiele było potrzeba – pociągnął szybko dwa tylko solidne grzdule i jakoś udało mu się dotrzeć do łóżka, choć na miękkich jednak nogach.


Co działo się później – Wanda nie bardzo potrafiła powiedzieć. Pamiętała, że Bartosz wrócił do chaty, pamiętała, że to drugie wino jakoś tak za szybko się jej skończyło, a później nie pamiętała już zupełnie nic.


Rano obudziły Wandę nie tyle zimno i rosa, która ją pokryła, ale obudziły ją krzyki:

– Mówiłem, że to czarownica? – krzyczał ktoś. – Mówiłem, że uroki rzuca? Nie przeklinała nas przecież? Nie mówiła „bodaj by wam się wódka rozcieńczyła”? Nie mówiła? Mówiła? Mówiła – nie mówiłem? I jeszcze na dziecka klątwę mi rzuciła! Chory teraz, biedny, głowa go boli i co chwilę w krzaki musi latać! I kto teraz będzie ze mną w polu robił?!


Chłopi uznali więc Wandę za czarownicę i powiesili ją na ładnej, smukłej brzozie. Ciało Wandy wisiało na tej brzozie przez kilka dni, a jedną żywą istotą, która się marwą Wandą zainteresowała, był jej kot. Kot ten, gdyby był psem, być może warowałby pod ciałem swojej pani, ale ponieważ kot był kotem to, kiedy zrobił się głodny, wspiął się na brzozę, przeskoczył na ramię wiszącej na nim Wandy i rozpoczął swoją ucztę podgryzając ją, a zaczął od okolic szyi.


Po kilku dniach chłopi zauważyli tę kocią ucztę i zatłukli kota widłami, wydało im się bowiem złym omenem to, że kot pożywiał się ciałem swojej zmarłej pani, w dodatku jeszcze czarownicy. Uważali, że mogłoby to sprowadzić na nich jakieś nieszczęście, choć żaden z nich nie potrafił wyjaśnić właściwie dlaczego ta kocia uczta miałaby zwiastować coś niedobrego. Uznali jednak, że strzeżonego Pan Bóg i strzeże i na podstawie tego właśnie wniosku, tak na wszelki wypadek, tego osieroconego kota zatłukli. Z tego samego powodu zdjęli też z brzozy ciało Wandy i oddali je ziemi. Pochowali ją za płotem cmentarza, bo czarownicy nie godzi się przecież chować w poświęconym gruncie. Tam to właśnie, pod tym płotem cmentarza, w roku pańskim tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym i trzecim Wanda znalazła swoje miejsce.


***


Zapomnieliśmy domknąć powyżej niektóre wątki, wątki dotyczące zalotników, którzy się do Wandy zalecali wtedy, kiedy jeszcze nie do końca zwariowała. Jeśli chodzi o tych wszystkich Niemców, których Wanda nie chciała, to w roku tysiąc dziewięćset osiemnastym opuścili oni (dobrowolnie lub pod mniejszym bądź większym przymusem) granice nowo powstałej II RP. Bolesław zaś – nie wiadomo czy z rozpaczy po odrzuceniu go przez Wandę, czy też z powodu tego, że wyśmiewano się z jego gorącego patriotyzmu – jeszcze za życia Wandy utopił się w Wiśle.


Nowego karczmarza z kolei wkrótce potem również powieszono, tak jak i powieszono wcześniej Wandę, choć nowego karczmarza powieszono za to, że rozcieńczał wódkę wodą z Wisły, co powodowało u chłopów zatrucia pokarmowe. Co zrobiono z jego ciałem? – nic nam w tym temacie nie wiadomo.


***


KONIEC


===


#naopowiesci

#zafirewallem


1953 słowa.


Dziękuję za uwagę.

Zaloguj się aby komentować

Dobry wieczór


Dziś potrójne zwycięstwo. W sam raz na trzeciego maja.

A zatem! Wyobraźmy dziś sobie jakby wyglądało to święto, gdyby historia potoczyła się inaczej.

Ja, @pingWIN wraz z @voy.Wu przedstawiamy:


Temat to: Święto konstytucji 3 maja w województwie moskiewskim

Rymy: maju - kłaju - zaszła - trzasła


Powiedzmy że w razie czego można zamienić kolejność, powodzenia!


#naczteryrymy #zafirewallem #poezja

Nie pomyślałbym, że dając Kłaj (wieś niedaleko mnie pojawiająca się w znanej piosence) wszyscy będą go używać jako upośledzony "kraj", nie powiem, bawi xD

W tym 2029 roku, w pamiętnym miesiącu maju

biało czerwona załopotała w tym nędznym kłaju

wszędzie prąd i kanalizacja, taka zmiana zaszła

tradycjonalistom srającym po krzakach d⁎⁎a trzasła

Zaloguj się aby komentować

Nie spodziewałem się nigdy problemów w sonetach, aż tu wyskakuje niejaki Oskar. Czemu mam z tym problem? Jednego kiedyś znałem. Znam w sumie dalej. W sumie spoko gość, więc chyba nie mam problemu.


Nie mam problemu z Oskarem (czytać w rytmie pierwowzoru)


Gdy życie łapie za gardło

Nie wyrzucam mu pretensji na darmo

Jak w legendzie ze skorpionem i żabą

Skorpion kłuje, żaba się dziwi umierając


Niektórzy może załkają

Byłem wśród nich jeszcze przed piętnastą

Wiedziałem, że mnie zostawią

Pierwszy się wypisałem z tej historii


Niewystarczająco istot umarło

Ile tych na górze musi utyć?

Czy nadejdzie drugi Norbi?

Żeby asfalt z mych kolan zdarto


Daliśmy rady strzałom

Ich łyżkę dziegciu popiliśmy kawą

I poszliśmy dalej mimo ich krzyków nawet się za siebie nie patrząc

Ich wyzwiska nie będą mi drzazgą

Jedynie brak jezior może być mi w sercu zadrą


#nasonety #diriposta #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Moja kolej, na to wychodzi.


Rymy: maruda - wóda - obłuda - cuda;

temat: mistrzostwa świata dekarzy (dekowników też dopuszczam).


#naczteryrymy

#zafirewallem


Proszę dobrze się bawić, chyba że ktoś już dobrze się bawi gdzieś w plenerze, to dzisiejszą nieobecność łaskawie wybaczę.

To niszczyciel dobrej zabawy, pan maruda

robi się nieznośny gdy wjedzie w niego wóda

pogromca dziecięcych marzeń, chodząca obłuda

za to co roku wygrywa dekarskie zawody, no cuda!

Zaloguj się aby komentować

Uszanowanie Kawiarenkowicze


Taki tam sonecik w przerwach między kiełbaską a stekiem się wymyślił, tradycyjna tematyka wiadoma, los postaci także, można nie czytać a piorunować od razu.


Smoluch z Czarnych Krzewów


Kroczy Szeryf, młoda damo,

tabun dziewcząt za nim ławą

jakby były jego strażą

o marzeniach z nim tak gwarząc


zęby krzywe w krzakach błyszczą,

siedzi z nogą swą kulawą

czarne gały mu aż krwawią

smoluch czeka chwili glorii


moc ołowiu w niego wpadło,

czarnuch głośno zaczął wyć

a dziewczęta są w euforii

Szeryf gadką rzucił hardo,


Koniec z czarną tą zakałą!

coltem żywot mu kończąc

i wdeptując go podeszwą

bo do piekła mu śpieszno


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

No i tak to było, że faraonów chowano z kotami i skarbami, a Hindusi palili na stosach razem ze zmarłymi mężami ich całkiem jeszcze żywe żony. Tak to jest, że do grobu wkłada się zmarłemu czasami a to różaniec, a to co innego co tam za życia zmarły lubił albo czego po śmierci mógłby ewentualnie potrzebować. Na nagrobkach stawia się albo graweruje krzyże, gwiazdy Dawida albo półksiężyce – obyczajów związanych ze śmiercią jest mnóstwo. A jak to jest w Grudziądzu? Rozpatrzmy ten problem na przykładzie Bartosza:


***


O symbolach pogrzebowych


Chłodno, szarawo, rosa – bo rano,

topiki się nawet jeszcze nie pławią.

I właśnie wtedy grudziądzką plażą

utopce, krakeny i hydry łażą.


Na niebie tymczasem pojawił się jastrząb,

sokolim wzrokiem spoglądał za strawą,

znad Wisły jednak wycofał się żwawo

dostrzegłszy spacer tejże potworii.


A chłopca jednego mocno przyparło:

– „Chusteczek nie mam, lecz znajdę liść” –

pomyślał i w krzaki umyślił był iść.

Tak życie swoje zakończył Bartosz.


I wyłowili Bartosza ciało,

i było nad grobem Bartosza łzawo,

i ściany grobu betonem wsparto,

i kiedy czekali dla niego na dzwon,

to postawili na grobie mu wiadro.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

W wyniku chachmentów celowych czy też niekoniecznie, nie mi to oceniać, przypadł mi zaszczyt otwarcia LXXV edycji #nasonety . Utwór w tejże edycji będzie nietypowy bo 17 wersowy, no i rymy też są jakie są, wiem jednak, że jakoś dacie sobie z tym radę.


Byłem człowiekiem - Oskar Tuszyński


Przeżyć dwa razy to samo

Daj sznur, zwiążę go przed tą kawą

A gdy życie przeleci przed twarzą

Ma wstrząsnąć do cna mnie, niepokojem parząc


Jedni się nawet nie zmarszczą

Inni nie spojrzą z obawą

Przed wizją parodii tej, w której się pławią

Zbyt skuci łańcuchem teorii


By złapać to życie za gardło

Robiliśmy wiele by żyć

I tak mało wyjęci spod litości orbit

Lecz pewni, że warto


Wyrwaliśmy wodospad skałom

Ziemia wokół martwa oblana lawą

Widmami nie staliśmy się z nimi walcząc

Szaleńcy, a niech nas tak nazwą

Jezioro ma zapach twój, gdy idę na dno


#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Przybywam jak zwykle spóźniony z wytworem do zakończonej już LXXIV edycji zabawy #nasonety . Chociaż tym razem to całkiem nie z mojej winy. Ja, proszę Państwa, to sobie wszystko dokładnie wyliczyłem, zaplanowałem, rozplanowałem i zrealizowałem. A ten plan mój dokładny, przebieg jego realizacji oraz efekt końcowy - poniżej nawet opisałem. W każdym razie kiedyś się jeszcze uda. Na pewno.


Bez happy endu


Choć chciałby bardzo, nie może dać rady:

Bo rytm nie taki, bo nie brzmi mu fraza,

Do tego żeby nie stracić posady,

Musiał nie rymy, lecz raport pokazać.


Na szczęście w pracy pogasił pożary,

I do majówki szeroko się szczerzy,

Bo uciec z miasta ma zamiar z zamiarem

Skończenia rymów na kraju rubieży.


Na spacer poszedł, by natury być bliżej,

W błogi się wsłuchał trel ptaszków w oddali,

Oczęta zatopił w nieba szafirze,

A swoje wzruszenia w wierszu utrwalił.


Lecz gdy go wrzucał pod tag #nasonety ,

Wpadł w rozpacz czarną i załamał dłonie,

Bo Goerge z liczeniem ma kłopot niestety,

I dzień za wcześnie odtrąbił był koniec...


#nasonety #zafirewallem #diriposta

Zaloguj się aby komentować

To jeszcze jeden, tak dla kontrastu do tego poprzedniego


Cisza


Cisza - w iskrach dogasa ognisko,

Alkową jest dzisiaj nam plaża,

Cisza - już powiedzieliśmy wszystko,

Milczenie, w sercach spokój stwarza.

Piękna istoto, przy Tobie ognisko

Spokojna taka, choć dzika plaża

Dla Ciebie jednej rzuciłbym wszystko

Kto takie dzieła i dla kogo stwarza?


Miałem deja vu pisząc to, symulacja szwankuje...

Zaloguj się aby komentować

Dziś Święto Pracy, no to czas zabrać się do pracy!


Z jednej strony szkoda, że wytworów pojawia się mało. Z drugiej jednak, kiedy przychodzi do posumowania, a szczególnie kiedy to podsumowanie muszę zrobić ja, no to fajnie – bo łatwo, a i pisania nie ma za wiele.


W tej edycji udział wzięło uczestników dwóch, a wierszy napisali pięć. Oto i rzeczone wiersze:


Upiór autorstwa kolegi @George_Stark ;

Zwierzyniec autorstwa kolegi @splash545;

Festiwal Żenady autorstwa kolegi @George_Stark;

Lenistwo aniołów autorstwa kolegi @George_Stark;

Zasady albo Wychowanie autorstwa kolegi @George_Stark.


***


Zapobiegliwy Organizator uchylił tydzień temu zasadę lex retro non agit, czym otworzył sobie furtkę do tego, ażeby włączyć do konkursu również i wiersze opublikowane pomiędzy edycjami, jak to zrobił kolega @bojowonastawionaowca, autor sonetu bez tytułu, ale za to ładnego.


Organizator jednak z tej otwartej furtki postanowił nie korzystać, a kolegę-autora zawołał tylko po to, żeby go trochę nastraszyć.


Wobec powyższego organizator nie ma innego wyjścia, jak przyznać zwycięstwo koledze @splash545. Zwycięstwo w pełni zasłużone, za którego przyznanie jednak Organizator kolegę przeprasza.


Organizator nie wytłuszcza zdania ogłaszającego zwycięzcę, ażeby to zdanie ogłaszające (które jest szczególną odmianą zdania oznajmującego) nie za bardzo rzucało się w oczy, bo wtedy nastraszony mógłby je zbyt wcześnie zauważyć i nie zostać wystarczająco nastraszonym.


Organizator dostrzegł również opublikowany w czasie trwania tej LXXIV edycji wiersz kolegi @pingWIN pod tytułem Teraz, ale – ponieważ kolega jasno zaznaczył, że nie chce być wciągany, Organizator tym razem postanowić nie być złośliwym i kolegi nie wciągnął.


***


To tyle w LXXIV edycji konkursu #nasonety w kawiarni #zafirewallem. Do zobaczenia w kolejnej – ze mną na pewno!


#podsumowanienasonety

Zaloguj się aby komentować

Czas na wybór kolejnej książki!


Przyszedł pierwszy dzień kolejnego miesiąca, a to oznacza, że ruszamy z głosowaniem na książkę na nasze kolejne (siódme) spotkanie Kawiarenkowego Dyskusyjnego Klubu Czytelniczego, które odbędzie się 20 lipca!


Aktualnie zaplanowane spotkania

18 maja - omawiamy: Erich Maria Remarque - Na zachodzie bez zmian (propozycja @AndzelaBomba )

15 czerwca - omawiamy: Albert Camus - Obcy (kolejna propozycja @AndzelaBomba )


Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w naszym poprzednim spotkaniu – Wasze zaangażowanie i dyskusje były niesamowite! Mam nadzieję, że format wam odpowiada


Jak wybieramy kolejną książkę?

- Książka powinna być łatwo dostępna, także w formie ebooka. Najlepiej pozycje, które można znaleźć na platformach takich jak Legimi, Wolne Lektury, Wikiźródła itp.

- Wybieramy książki krótsze niż 200 stron, aby każdy miał czas na przeczytanie.

- Każdy klubowicz może zaproponować jedną książkę – wpisujcie swoje propozycje w komentarzach!

- Wygrywa propozycja, która zdobędzie najwięcej piorunów.

- Ogłoszenie zwycięskiej książki nastąpi w kolejnym wpisie organizacyjnym, czyli pierwszego lutego


Lista zaplanowanych/przedyskutowanych książek:

Styczeń: Franz Kafka – Przemiana

Luty: Arkadij i Borys Strugaccy – Piknik na skraju drogi

Marzec: Robert L. Stevenson – Doktor Jekyll i pan Hyde

Kwiecień: John Steinbeck – Myszy i Ludzie

Maj: Erich Maria Remarque - Na zachodzie bez zmian

Czerwiec: Albert Camus - Obcy


Nie mogę się doczekać Waszych propozycji i wspólnych dyskusji. Wybierzmy coś ciekawego!


Wołam @splash545 @Wrzoo @cyberpunkowy_neuromantyk @adamec @Yes_Man @kiri


P.S. jeżeli ktoś chce być wołany, proszę o informację!


#ksiazki #klubczytelniczy #czytajzhejto #zafirewallem

12e7c353-b26a-4bfc-9ece-fb5e662863c5

Zaloguj się aby komentować

Kochani!


Może między grillowaniem kiełbasek, a chowaniem się przed deszczem znajdziecie chwilę na opowiadanko?


Wczoraj była Noc Walpurgi, zwana też Nocą Czarownic, stąd też temat:


Temat: czarownica

Gatunek: opowiadanie historyczne

Limit: 100-8000 słów

Termin: 18 maja

Zasady wyboru zwycięzcy: głos ludu.

Chyba, że to ja będę miała najwięcej piorunów, to wtedy nie.


Powodzenia!


#zafirewallem #naopowiesci

5af1b46b-bdd1-4a85-983d-2c30784f99ae

Zaloguj się aby komentować

Nawet mi to na rękę, że kolega @splash545 dzisiaj nawalił, bo mam super zadanie:


temat: deszcz

rymy: ptaszek - pogoda - daszek - swoboda.


Proszę się bawić bardzo dobrze, a koleżankę @UmytaPacha proszę o ciszę. Przynajmniej chwilową.


#naczteryrymy

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wszystkim kawiarenkowiczom!


Czas na publikację opowiadań minął, nadszedł czas na ogłoszenie wyników XXIII edycji naszych zmagań literackich:


W aktualnej edycji konkursu wzięły udział 3 osoby:

@fonfi ze swoim opowiadaniem It's full of stars...

@KatieWee ze swoim opowiadaniem Czy cienie umierają?

@George_Stark ze swoim opowiadaniem Cień czający się na pograniczu jawy i snu (tutaj mam obiekcje, bo ciężko mi je powiązać z fantastyką lub horrorem)


Poziom był bardzo wysoki, komisja w składzie mojej osoby i moich urojonych przyjaciół po podliczeniu piorunów i komentarzy ma przyjemność ogłosić zwycięzcą. A jest nim (werble)... @KatieWee ! Serdecznie gratulujemy! Nagrodę w postaci palety majonezu Kieleckiego wyślemy pocztą.


Pozostałych uczestników zapraszam po odbiór nagrody pocieszenia.


#zafirewallem #naopowiesci #podsumowanienaopowieści

bori userbar

Zaloguj się aby komentować

TRZECIE W HISTORII, A PIERWSZE W TYM ROKU SPOTKANIE KAWIARENKI #zafirewallem (acz wstęp wolny dla wszystkich) #hejtopiwo #hejtosoczek #hejtowoda


DATA I GODZINA: 24 maja 2025, godzina 17:00


MIEJSCE: Warszawa (mam nadzieję, że na świeżym powietrzu, ale zobaczymy jak z pogodą)


Ogłoszenie już robiłem, ale dowiedziałem się, że zainteresowani powiadomień nie dostali ani z tagu, ani ze społeczności, to może tym razem wyjdzie Zapraszam!


#owcacontent



#hejtopiwowarszawa

Zaloguj się aby komentować

Cień czający się na pograniczu jawy i snu


Podłoga – bo Jerzy uświadomił sobie, że leży na podłodze – była twarda i zimna. Plecy bolały go jeszcze bardziej niż zwykle, na dodatek czuł jakieś dziwne kłucie w nerkach. Pewnie od tego zimna – cholera wie, jak długo już tam leżał. Bolała go też głowa, a w ustach miał tak sucho, jakby trociny zagryzał wapnem. Żadna jednak z tych rzeczy nie była powodem tego, że Jerzy był przerażony.


Jerzy był przerażony ponieważ po obudzeniu się nie mógł otworzyć oczu.


***


Już od jakiegoś czasu Jerzy miał kłopoty ze snem. Wszystko zaczęło się jakoś mniej więcej wtedy, kiedy Pacha zmieniła swoją różową hybrydową Toyotę Yaris na zielonego Nissana Leafa. Samo to nie było niepokojące – ot kolejna fanaberia Pachy, na którą Jerzy nie zwrócił większej uwagi, tak i nie zwracał większej uwagi na wszystkie inne jej fanaberie tak długo, dopóki miska była nieustająco pełna, a kuweta regularnie czyszczona. Miska jednak coraz częściej była pusta. Jerzy trącał ją pyszczkiem powodując donośne brzęczenie, a Pacha mówiła wtedy „Oj, przepraszam Jerzy – zapomniałam. Tyle mam na głowie”. Z kuwetą sprawa miała się podobnie, choć jednak odwrotnie – to znaczy, że kuweta również był zaniedbana, bo była pełna i to nie tylko żwirku. „Oj, przepraszam Jerzy – zapomniałam. Tyle mam na głowie” – mówiła Pacha, a Jerzy dopiero po chwili mógł sobie ulżyć, bo po awanturze, którą mu kiedyś Pacha urządziła, bał się drugi raz nasrać do łóżka.


Jerzy trenował więc swoje zwieracze i ścianki jelita grubego, ale Jerzy zaczął się też tym niekorzystnym dla ich związku obrotem spraw martwić. Chodził więc za Pachą po domu i podglądał ją zastanawiając się co też mogło być przyczyną tej jej nagłej zmiany w podejściu do swojego ukochanego. Próbował wytropić jakieś wskazówki, na których mógłby zbudować sobie jakąś teorię, którą następnie uznałby za prawdziwą. W taki właśnie sposób Jerzy zauważył, że Pacha podczas suszenia włosów wykonuje dziwne ruchy. Zupełnie jakby raził ją wtedy prąd.


– „Jakieś przebicie czy ki czort?” – pomyślał Jerzy i zdecydował, jak prawdziwy mężczyzna, sprawdzić czy z suszarką jest wszystko w porządku. – „Najwyżej poświęcę dla niej jedno ze swoich żyć. Mam ich w końcu dziewięć.”

– „Ale tylko jedno” – postanowił w końcu, kiedy już zdecydował się dotknąć tej suszarki, do której zabierał się jednak jak pies do jeża.


Z suszarką było wszystko w porządku. Skąd więc ta zmiana zachowania Pachy? Jerzy nie miał pojęcia.


To właśnie ten niepokój był przyczyną kłopotów ze snem Jerzego, choć Jerzy nie zdawał sobie z tego sprawy. Biedak przejmował się jednak swoim stanem, wertował więc internet w poszukiwaniu rozwiązania. Paraliż senny – to było to, co udało mu się znaleźć i nad czytaniem o paraliżu sennym, zwanym przez niektórych zmorą, spędził ostatni tydzień. Objawy co prawda nie pasowały, ale temat wydał mu się ciekawy.


***


I właśnie o tym paraliżu sennym Jerzy przypomniał sobie wtedy, kiedy obudził się na tej zimnej podłodze i nie mógł otworzyć oczu. Natychmiast poczuł ucisk w klatce piersiowej.

– „Może to Pacha?” – łudził się jeszcze przez chwilę, bo przecież od dawna już próbował namówić ją na to, żeby na nim usiadła. Co prawda miał na myśli twarz, a nie klatkę piersiową, ale jak się nie ma co się lubi, no to i klatka piersiowa też może przecież być. Jerzy wiedział jednak, że sam się oszukuje.


– Pacho! Pacho! – zaczął wykrzykiwać na tyle głośno, na ile było go wtedy stać, ale nie było go stać na wiele – brakowało mu przecież powietrza w płucach. (Zauważmy jednak, że nawet w takiej sytuacji Jerzy nie zapomniał użyć wołacza, który to wołacz jest pięknym przypadkiem, choć niestety już zanikającym za sprawą byle mianownika.)


– O! Już się cholero obudziłeś? – usłyszał głos Pachy. – Pięknie się wczoraj zaprezentowałeś! Po prostu pięknie! Ciebie tylko puścić do ludzi, albo ludzi do ciebie! Taki wstyd przed Erwinkiem!

– Co się stało? – zapytał Jerzy, zapominając na chwilę o swoich oczach, bo wobec gniewu Pachy nawet i ślepota była niczym. Zresztą, Homer też był przecież ślepy. Choć, z drugiej strony, nic nam nie wiadomo o tym, żeby spotykał się z jakąś kobietą. Może dlatego pamiętamy go do dzisiaj?

– Co się stało?! Jeszcze się głupio pytasz?! – wściekała się dalej Pacha. – Uchlałeś się wczoraj, zresztą Erwinek też był nie lepszy! No i jak powiedział, że strasznie ma ochotę jakieś stopy pooglądać, chciał mnie nawet namówić, ale się nie zgodziłam, to ty wtedy, ty cholero, zdjąłeś skarpety i podsunąłeś mu pod te swoje stopy pod nos! Erwinek stwierdził, że za mało kobiece, a ty wpadłeś w szał. „Za mało kobiece?! Za mało kobiece?! Czekaj, ja ci jeszcze pokażę!” – zacząłeś krzyczeć i pobiegłeś do łazienki. Chwilę tam posiedziałeś, a potem to już było słychać tylko huk, bo się przewróciłeś, ty ochlejusie jeden, i zasnąłeś na podłodze! Czekaj chwilę, sprawdzę czy znowu ci jakiś bocian siana nie podprowadził.

Jerzy poczuł rękę Pachy sięgającą do jego kieszeni i wyjmującą z niej portfel.

– No, są pieniądze. Całe szczęście – powiedziała Pacha.

– Pacho – zaczął Jerzy, wciąż nie zapominając o wołaczu – ja nic nie widzę!

– No i nie dziwota, ty moczymordo! Tak ci się zachciało być dla Erwinka kobiecym, że pomalowałeś się moim cieniem do powiek. No a potem usnąłeś i w nocy ci się te powieki posklejały.


***


#naopowiesci

#zafirewallem


***


EDIT: A, zapomniałem: 848 słów.

Jakby to miało jakieś znaczenie.

@George_Stark Ja mam tylko dwa pytania natury porządkowej:


  1. Tak dla rozwiania moich wątpliwości, ten incydent łóżkowy to miał miejsce pod postacią kota, prawda?

  2. A znowu fetysze z Erwinkiem to w ludzkiej postaci po skarpetach tuszę? Czy to miała być współczesna interpretacja "Kota w butach"? Znaczy się w skarpetach...

Zaloguj się aby komentować

Nawet nie opowiadanie, ale krótki obrazek, niecałe trzysta słów.


Czy cienie umierają?


Na początku wszystko wydawało się być z tym dzieckiem w porządku. Dziesięć paluszków u rąk, dziesięć paluszków u stóp, błędne spojrzenie w kolorze burzowego nieba i nieobecny uśmiech jakby przeznaczony dla kogoś innego niż ci którzy gruchali, przewijali i całowali pokrytą ciemnym puchem główkę.

Matka, która pierwsza to odkryła, o mało co nie wypuściła dziecka z rąk na zimną podłogę. Przerażenie złapało ją za gardło i zmiękczyło jej kolana, prąd strachu płynący wzdłuż kręgosłupa pozbawiło ją tchu.


Dziecko nie miało cienia.


To znaczy miało, ale nie swój. 


Gdy uniosła je w góry światło lampy ukazało jej nie cień niedużego tłumoczka zawiniętego w poduszkę, ale starca! Wysokiego, wyprostowanego, ale wyraźnie wykrzywionego już przeżytymi latami.

Drżąc podeszła do ściany i opuszkami palców dotknęła cienia, który jakby wzdrygnął się pod tym dotykiem.

Miałą wrażenie, że ściana w miejscu gdzie pada cień jest cieplejsza, jakby mężczyzna ogrzewał ją swoim ciałem i oddechem. 

Pokiwał do niej ręką, a ona podała mu dziecko, aby mógł je potrzymać. Kołysał malutką dziewczynkę, aż zmrużyła oczki i zasnęła. 


Towarzyszył małej w każdej chwili jej życia i był z nią wszędzie. 


Gdy w pokoju paliło się kilka świateł i wszyscy i wszystko inne miało cienie podwójne, potrójne, rozczworzone, zwielokrotnione, mała dziewczynka miała tylko jeden cień, czarniejszy niż inne.

Matka nauczyła się zostawiać niewielką lampkę przy łóżeczku dziecka. Gdy się budziło cień podnosił się i bujał ją delikatnie w ramionach, aż znowu usnęła.

Bawił się z nią lalkami i klockami, podtrzymywał pod pachami gdy stawiała pierwsze kroki.

Gdy podrosła ledwo nadążał za jej krokami, ale zawsze pozostawał gdzieś w pobliżu. 


A pewnego dnia zniknął, żeby już nie powrócić. Dziewczynka i jej matka szukały go wszędzie, widziały go w każdym innym cieniu, nawoływały, on jednak odszedł na zawsze.


#naopowiesci #zafirewallem

1ea10538-a214-4d8a-9e15-4c9f78e8bb3e

Zaloguj się aby komentować