Udało się znów, więc okrągła po świętach jak foczka zapodaję dzisiejszą czwóreczkę:
Temat: święta, święta i po świętach
Rymy: wytchnienia-kieratu- wspomnienia-szpagatu
#naczteryrymy #zafirewallem #tworczoscwlasna
Udało się znów, więc okrągła po świętach jak foczka zapodaję dzisiejszą czwóreczkę:
Temat: święta, święta i po świętach
Rymy: wytchnienia-kieratu- wspomnienia-szpagatu
#naczteryrymy #zafirewallem #tworczoscwlasna
Był czas wytchnienia,
Będzie czas kieratu.
Przez dawki serniczka
Nie będzie szpagatu.
Obżarstwo moje bez wytchnienia
Do wstania trzeba użyć kieratu
Serniczka zjedzonego wspomnienia
Radzą mi: Nie rób szpagatu!
Było trochę wytchnienia
Czas wracać do kieratu
Sałatki, ciasta wspomnienia
Oj, nie zrobię szpagatu
Zaloguj się aby komentować
„Dzień z życia wannabe pisarza”.
„Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i z ulgą stwierdziła, że to był tylko sen...”
– Nie no, historia nie może zakończyć się taką kliszą – mruknął pod nosem Autor, z niedowierzaniem wpatrując się w monitor. – To tak, jakby Rick Grimes po tych wszystkich trudnościach, które przeżył, obudził się ze śpiączki. Poza tym, to musi być na początku.
„Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i z ulgą stwierdziła, że to był tylko sen. Nie sen. Koszmar. Przez duże K.
Ale rzeczywistość wcale nie rysowała się lepiej.
Zamknęła oczy, ponieważ nie była w stanie patrzeć na jarzeniówki. Przyzwyczajenie wzroku do ostrego światła zajęło jej chwilę, ale w końcu mogła rozejrzeć się po pomieszczeniu.
Z niepokojem odkryła, że leży na kozetce na samym środku białego pokoju. Nigdzie nie widziała nawet zarysu drzwi. Na sobie miała tylko koszulę operacyjną, ale nie pamiętała, żeby zapisywała się na jakikolwiek zabieg.
Co się stało? Gdzie ja jestem i jak się tutaj znalazłam?”
Westchnął. To, co napisał, wydawało się niewłaściwe, a sam zalążek historii po prostu nudny. Stwierdził, że spróbuje innego podejścia.
„Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i zorientowała się, że wydarzyła się rzecz potencjalnie bardzo niebezpieczna dla członków załogi stacji kosmicznej, na której stacjonowała. Chwyciła za radio, by nadać ostrzegawczy komunikat, ale spotkała się z ciszą - komunikacja została zagłuszona albo, o zgrozo, padła całkowicie.
Odbiła się od stanowiska i korzystając z braku grawitacji, płynnie ruszyła ku łącznikowi segmentu obserwacyjnego i nawigacyjnego.
Stacją targnął nagły wstrząs. Monika uderzyła boleśnie barkiem w ścianę łącznika. Zaklęła.”
– Noż cholera jasna! – Autor skreślił wszystkie napisane słowa. Postanowił spróbować jeszcze raz.
„Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i odkryła, że zaklęcia ochronne ponownie powstrzymały atak nieprzyjaciela. Wroga armia tylko czekała, aż bariera zniknie. Wszystko wskazywało, że stanie się to niebawem.
Otarła pot z czoła i powoli podniosła się z kolan. Była u kresu sił. Nie pomagało widmo nieuchronnej klęski i rzezi mieszkańców bronionego jeszcze miasta.”
– A pi⁎⁎⁎⁎lę to wszystko, nic nie napiszę! – Ze złością zamknął laptopa. Przeraził się jednak i sprawdził, czy przypadkiem nie uszkodził ekranu. Odetchnął z ulgą, po czym wyszedł z pokoju.
Monika została sama, oślepiona i zawieszona w próżni.
#naopowiesci #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Nikt się nie poczuwa, to skorzystam
Temat: spalanie
Rymy: serniczek - pedały - chwały - jamniczek
Powodzenia
#naczteryrymy #tworczoscwlasna #zafirewallem #poezja
No dawaj, zjedz jeszcze kawalek- Wola mnie serniczek,
Jak jak święta się skończą, wskoczysz za pedały
I będę ćwiczyć, schudnę dla swej chwały,
Bo na chwilę obecną, jestem jak jamniczek.
Nie mam kasy, tylko serniczek!
krzyknąłem, "nie obrobicie mnie pedały!"
przetrwam, zwyciężę na polu chwały
orężem będzie mój wierny jamniczek*
*Do sklepu zoologicznego wchodzi Fąfara i mówi:
– Chciałbym kupić psa obronnego.
– Mam takiego.
– Przecież to jamnik! Jaki z niego pies obronny?
Sprzedawca chwyta jamnika za ogon, podnosi go do góry i mówi:
– To podejdź pan tutaj!
Moc ma jak odkurzacz, kolor jak serniczek
Zacina się skrzynia, rozrząd i pedały
Jazda tym pojazdem nie przynosi chwały
Za to mało pali mój jamniczek.
Zaloguj się aby komentować
#wolnewiersze #zafirewallem
Kiedy - jakoś w zeszłym tygodniu
wydarło się w końcu z chmur słońce
moja krew - bąbelek po bąbelku -
zrobiła się musująca
i chyba inna niż zwykle,
bo jakaś taka różowa -
nie czerwona jak wiśnie,
lecz jak kwiaty wiśniowe
Nie wiem jeszcze co robić,
zwyczajnie w słońcu stoję,
patrzę sobie w niebo
i kręci mi się w głowie.
Zaloguj się aby komentować
Nie będę ukrywał, że Złota gałąź pana Frazera zrobiła na mnie ogromne wrażenie i mocno zapadł mi w pamięć ten z niej cytat: Mit bowiem się zmienia, natomiast niezmienny pozostaje obyczaj; ludzie czynią nadal to, co czynili ich ojcowie, chociaż powody, którymi kierowali się ojcowie, dawno już uległy zapomnieniu. No i tak mi się to jakoś z dzisiejszym świętem połączyło:
***
Niedziela wielkanocna
Stół już zastawiony, a stół to obfity,
stoi na tym stole w bród rozmaitości;
dni czterdzieści człowiek tradycyjnie pościł,
ale koniec tego! – czas by się nasycić.
Kiełbasy na stole, flaszki okowity,
sałatka z Kieleckim i jakieś słodkości;
jest wszak co świętować – jest powód radości! –
bo ktoś tam zmartwychwstał. Czy został zabity?
Tak się biesiadnicy posprzeczali byli,
ojciec tam przemawiał, jak adwokat w todze,
dziadek przeciwnego obozu był wodzem
dojść próbując prawdy, w końcu się pobili:
czemu w tę niedzielę zastawia się stoły
i czemu tak wcześnie dzwonią dziś kościoły?
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
No taki cross-over mi wyszedł:
***
Bogowie też mają poczucie humoru
Chybam wodą z rzeki którejś był opity,
bo przecież nie wskutek mej nieudolności
kiedym został kiedyś zaproszony w gości
jedno z drugim na „gie” pomyliłem city.
Gdym wreszcie dojechał, stanąłem jak wryty,
nie doznałem bowiem oznak gościnności;
wejście miałem ciche – w stylu angielskości,
czułem się divided raczej niż unity.
To nie moja wina – pojąłem po chwili,
ani pociąg z trasy też nie zboczył w drodze,
ni gospodarz nie próbował uniknąć mnie zwodem,
to wodni bogowie żart sobie zrobili
i śmiali się ze mnie wykrzywiając mordy
bo w Gorzowie nagle Wisłę umieścili
do Grudziądza zaś koryto przesunęli Odry.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Pomówiony i niesprawiedliwie skazany przez oskarżyciela i kata w jednej osobie - @fonfi , wykonuję swoje wyrok, pretendując do roli męczennika Kawiarenki! Z wielkim jękiem i ojojojem otwieram CXXI (słownie: sto dwudziestą pierwszą) edycję #nasonety !
Natchnieniem niech będzie Wam wiersz Pana Jana Andrzeja Morsztyna:
Do trupa
Leżysz zabity i jam też zabity,
Ty — strzałą śmierci, ja — strzałą miłości,
Ty krwie, ja w sobie nie mam rumianości,
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty,
Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,
Ty masz związane ręce, ja wolności
Zbywszy, mam rozum łańcuchem powity.
Ty jednak milczysz, a mój język kwili,
Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód, a jam w piekielnej śreżodze.
Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem.
Zasady:
Układamy sonet albo coś co się rymuje, albo nawet nie (jak kto woli), w którym rymy (lub ich brak) w poszczególnych wersach zgadzają się (ale niekoniecznie) z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze #diproposta .
Ofiarę tfu! Zwycięzcę wskażę w niedzielę 12 kwietnia.
Bawcie się dobrze!
#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować
Nawzajem!
Na rozluźnienie poezja kradziona od innego interneuty.
#zyciejestnobelon #poezja #zafirewallem


Zaloguj się aby komentować
Korzystając z czasowej luki międzyedycyjnej w naszej zabawie #nasonety, co pozwoli mi (mam nadzieję) uniknąć ryzyka zwycięstwa, przedstawiam Państwu wiersz napisany w pośpiechu. Żeby zdążyć przed rozpoczęciem edycji kolejnej:
***
Mach
Tyle się dzieje, a musisz być wszędzie –
żyjesz więc szybko, żyjesz więc w pędzie.
By wszystkich (w tym siebie) móc zadowolić
czujesz, że chciałbyś się nieraz rozdwoić.
(Roztroić?)
Bo tyle się dzieje spraw równolegle!
Znów nie zdążyłeś! – choć przecież biegłeś,
więc, chociaż biegłeś, znów jesteś spóźniony
i mocno się czujesz tym rozdrażniony
(rozstrojony?)
lecz dalej pędzisz – nie myślisz o wnioskach,
w tym ciągłym pędzie śrubujesz swój rozkład,
aż w końcu pędzisz już szybciej od dźwięku.
Przed głosem uciekasz, że to bez sensu.
***
#wolnewiersze
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Mamy piąty dzień kwietnia, chwilę po północy, a więc najwyższa pora żeby zakończyć trwającą, CXX (słownie: 120), edycję konkursu #nasonety.
Dla formalności przypomnę tylko, że rymowaliśmy do wiersza pana Adama Asnyka pod tytułem Stokrotki.
Z utworem, a konkretnie z jego rymami, zmierzyło się pięć osób. Pięć osób, które opublikowały w sumie siedem utworów. Jak nietrudno policzyć, wszyscy opublikowali po jednym, a @George_Stark - który łamiąc wszelkie zasady usilnie próbował zostać zdyskwalifikowany - opublikował utworów trzy.
Niestety pomimo moich najszczerszych chęci, chwilowo nie bardzo mam możliwość na przeprowadzenie dogłębnej analizy konkursowych utworów, ograniczę się więc do ich wylistowania i wyłonienia zwycięzcy.
Utwory w kolejności chronologicznej:
Dziewczynka z zapałkami by @George_Stark
Życie by @splash545
Niedzielny poranek by @George_Stark
Pleśń by @Kaligula_Minus
Owoc chorego drzewa by @George_Stark
Dzień dobry, szanowny panie doktorze! Wsparcia potrzebuję, niech mi pan pomoże! by @sireplama
Tu należy się słowo komentarza, bo autor nie dość, że próbował się prześlizgnąć niezauważony unikając tagów takich jak #zafirewallem, #nasonety i #diriposta, to jeszcze próbował udowodnić, że rzeczony wytwór nie jest sonetem. Jednak przez to, że utworu nie zatytułował, nie zostawił mi innego wyboru, jak potraktować jako tytuł dwa pierwsze wersy, po odjęciu których okazało się, że pozostałych wersów jest 14. Czyli sonet jak w mordę strzelił - co kończy dowód.
Znów nam ubyło lat by @fonfi (dyskwalifikacja -> zgłoszone po czasie)
Jako że tydzień temu zupełnie jeszcze nie wiedziałem jak wyłonię zwycięzcę, a po tygodniu dalej tego nie wiem, ale zostawiłem sobie na szczęście furtkę pisząc, że jest taka możliwość, że odbędzie się to na podstawie liczby zdobytych piorunów, to pozwolę sobie z tej furtki teraz skorzystać.
Jest mi zatem niezmiernie miło ogłosić, że zwycięzcą CXX (słownie: 120) edycji #nasonety zostaje kolega @sireplama zdobywając najwięcej, bo 18 piorunów.
Gratulacje!
#zafirewallem #nasonety #podsumowanienasonety
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Jechałem dziś samochodem, za oknem piękne, wiosenne okoliczności przyrody, o których, w mojej ulubionej stacji radiowej, śpiewali właśnie Skaldowie. I zaśpiewali, że "znów nam ubyło lat". I tak sobie pomyślałem - "no ale jak to ubyło"? Przecież to całkiem bez sensu jest. Pomyślałem też, że nie dość, że to bez sensu jest, to jest też naiwne i życzeniowe. A później pomyślałem, że może o tym sonet napiszę. I jak pomyślałem, tak zrobiłem:
Znów nam ubyło lat
Nareszcie zimowej nadszedł koniec pory,
Sad białym kwieciem jak śniegiem pokryty,
W górach zaspany wyjrzał niedźwiedź z nory,
Kopcami kretowisk cały trawnik zryty.
Cieplejsze i dłuższe są znowu wieczory,
W powietrzu śpiew ptaków słychać rozmaitych,
Z dnia na dzień “tęcznieje” paleta kolorów,
Jak długo bym patrzył - nie mogę się nasycić.
Tę aurę wiosenną całym sobą chłonę,
Z radości me serce się z piersi wyrywa,
Budząc do życia nadzieje uśpione.
I choć zdawać się może, że lat nam ubywa,
To spokoju nie daje mi myśl natarczywa,
Że niestety czas biegnie tylko w jedną stronę...
#zafirewallem #nasonety #diriposta
Miałem wdać się w dyskusję na temat wstępu, przywołać liczne przykłady korzyści wynikających z oszukiwania samego siebie, ale postanowiłem tylko przywołać słowa pana Julina Tuwima:
Posiąść wiedzę i mądrość, człowiekowi na ziemi dostępne, władzę i potęgę na świat cały i miłość całej ludzkości, stać się wodzem narodu lub kochankiem upragnionej kobiety, budzić podziw i zachwyt u współczesnych, zaskarbić sobie wieczną pamięć u potomnych, mieć wszystko, czego dusza zapragnie, słowem: osiągnąć maksimum szczęścia w życiu doczesnym i mieć nawet pewność, przez łaskę niebios objawioną, że i po tamtej stronie czeka radość wieczysta – wszystko marność marności, jeżeli się z jednej zrezygnuje nadziei, z tej mianowicie, że dwa razy dwa jest pięć.
Interpretację proszę sobie do tego dorobić dowolną.
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Zróbcie sobie przerwę od świątecznych przygotowań, bo razem z kolegą @Endrevoir podrzucamy świeżutkie rymy:
Temat: Baba na Wielkanoc
Rymy: rodzynki - kłótnie - cytrynki - rozrzutnie
Zasady:
Masz podany temat i rymy
Ogarniasz wierszyk mniej lub bardziej w tej tematyce i z podanymi rymami.
Oczywiście rymy powinne być użyte z zachowaniem podanej kolejności
Szerzysz radość z tworzenia
Et voilà
#naczteryrymy #poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem
Znowu dokazują kochane rodzynki,
Znów nastały nasze przedświąteczne kłótnie,
Znowu budzą myśli kwaśne jak cytrynki,
Znów pragnę w wielki świat ruszyć rozrzutnie.
No dobra, @Kaligula_Minus świntuchu, idziemy twoim tropem
Jej stanik to marketing, pod spodem rodzynki
Kto prawdę poznał, ten wszczynał kłótnie
Liczył na melony, no, chociaż cytrynki
Darząc prezentami damę tę rozrzutnie.
Do sernika dać rodzynki?
To już nie jest czas na kłótnie!
Babę w plastry jak cytrynki
I nawozić nią rozrzutnie.
Zaloguj się aby komentować
Ponieważ guru odzyskało należną mu, hehe, rangę i kolor błękitu francuskiego, czyli królewską barwę, to dziś wyniosłe rymy xD
Temat: niebieskie guru
Rymy: nobilitacja -wybitne -arystokracja - błękitne
Proszę o szlachetną i wyrafinowaną twórczość ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#naczteryrymy #zafirewallem #tworczoscwlasna
Nie dla mnie jeszcze nobilitacja.
Musiałbym wrzucać treści wybitne.
Nie dla mnie to jest arystokracja,
Co ma tam z tyłu wtyki błękitne.
Żadna to nobilitacja
Ni osiągnięcie wybitne
Bo prawdziwa arystokracja
W d⁎⁎ie ma róż, nie żyły błękitne
W głowach wam sława, nobilitacja
Miejcie swe czyny z pyszna za wybitne
Patrzmy! Tak bawi się Arystokracja
Co oczy i żyły ma błękitne
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Kolega @George_Stark zakończył był poprzednią edycję naszej zabawy #naopowiesci, w której - jak sam zauważył - moje opowiadanie okazało się "bezkonkurencyjne". Głównie dlatego, że literalnie nie miało żadnej konkurencji. Z tego też powodu mam teraz przyjemność otworzyć edycję kolejną - oznaczoną numerem XXVI (słownie: 26). Edycja ta będzie miała tylko jedną zasadę. Zgłoszone opowiadanie musi zaczynać się od słów:
Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i…
Wydawałoby się, że narzucam Państwu w ten sposób postać głównego bohatera, czy może raczej głównej bohaterki, a nawet jej imię. No więc nic podobnego. Bardzo mnie ciekawi jak może rozwinąć się taki początek, czy faktycznie opowiadanie będzie o jakiejś Monice, czy może uda się Wam zgrabnie podmienić bohatera, albo nawet bohaterów.
Nie proponuję żadnej konkretnej formy, żadnego gatunku ani żadnej objętości. Gorąco za to zachęcam - piszcie! Naprawdę wystarczy raptem kilka akapitów, albo nawet kilka zdań. A wiem, że potraficie
Na koniec kilka formalności:
bawimy się do końca kwietnia
zwycięzcę wybierzemy na podstawie zdobytych piorunów
zwycięzca otrzyma nagrodę książkową, którą będzie mógł sam sobie wybrać (budżet ~100pln)
Have fun!
#zafirewallem #naopowiesci
Zaloguj się aby komentować
Mnie przypadło dzisiaj zapodać to zapodaję.
Temat oczywiście Prima Aprilis.
Rymy:
niespodziewany
żenujące
karzące
lany
#naczteryrymy #zafirewallem #tworczoscwlasna
I więc nastąpił zwrot akcji niespodziewany,
Gdy żart niewybredny dał skutki żenujące.
Przeciągnięty dowcip zrodził słowa karzące,
A ostatni trefniś został hejtem zalany.
Żart zrobił niespodziewany,
Lecz było to żenujące.
Spotkaly go oczy karzące,
Bo był poniedziałek lany.
I nadszedł ten dzień (nie)spodziewany
zwiastuje on czyny śmieszno - żenujące
dopiero dzień po aktywuje się ramię karzące
ale przed nami jeszcze poniedziałek lany
Zaloguj się aby komentować
Życząc Państwu (ale również - a może i przede wszystkim - sobie) więcej weny, ochoty, a nade wszystko więcej jednak czasu (nadzieją niech będą zbliżające się święta) ogłaszam co następuje:
zwycięzcą XXV edycji zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem zostaje kolega @fonfi! - gratuluę!
Kolega, który napisał wspaniałe (już się nim zachwycałem, ale zachwycę się jeszcze raz) opowiadanie o Rzesiu (pod tytułem Rzesio) okazał się w tej edycji bezkonkurencyjnym. Jakiego bym więc kryterium nie obrał, no to według niego i tak i tak wygrywa właśnie on. Nie obieram więc kryterium żadnego, albo obieram je wszystkie - proszę sobie wybrać. Efekt i tak będzie ten sam.
Dziękuję za uwagę, koledze dziękuję za udział i jeszcze raz gratuluję. Ze swojej strony ponownie zaś wyrażam już raz wyrażoną na początku tego wpisu nadzieję.
#podsumowanienaopowieści
@George_Stark niby człowiek widział, a jednak się łudził.
"okazał się w tej edycji bezkonkurencyjnym" - fakt, literalnie nie miałem żadnej konkurencji. Ale przynajmniej mogę sobie teraz bezkarnie zakupić książkę w ramach nagrody
Pozostaje mi podziękować za słowa uznania i przystąpić do dumania nad tematem kolejnej edycji, którą postaram się rychło otworzyć.
Zaloguj się aby komentować
Chcę podziękować koledze @fonfi ,
że słowa dotrzymał (w com i nie wątpił)
i za to, co mi się napisać zdarzyło
dostałem nagrodę. I jest mi miło.
A będzie mi jeszcze być może milej,
kiedy butelkę przechylę za chwilę,
choć zrobię to jednak dopiero za moment,
bo najpierw proszę pozdrowić żonę.
#zafirewallem
i #naopowiesci chyba, bo to w tym konkursie nagroda

@George_Stark łooo panie. Ta książka to i mnie mogłaby zainteresowac. Zacne gifty
@Kaligula_Minus
Ja ją niedawno skończyłem. I mocno polecam. A w zasadzie to raczej nie zbieram przedmiotów, w tym również i książek, ale tę akurat bardzo zapragnąłem mieć gdzieś w połowie czytania egzemplarza z biblioteki i traf chciał, że tego samego dnia kiedy miałem ją zamówić, dostałem wiadomość, że wygrałem książkę. No to potraktowałem to jako znak od boga. Tylko, po lekturze, nie jestem pewien od którego.
@George_Stark biorąc pod uwagę taki prezent, zapewne któryś specjalista od mądrości, może Odyn
@George_Stark bardzo ładny prezent, gratuluję.
@George_Stark Uff, czyli dotarło w całości. Cieszę się, przepraszam za zwłokę i życzę smacznego. No i pozdrawiamy, że się tak wyrażę "vice versa"
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Skoro prawie miesiąc temu, przy okazji otwarcia XXV edycji zabawy #naopowiesci, zostałem przez kolegę @George_Stark wywołany do tablicy, to niezręcznie byłoby po raz kolejny robić uniki. Jako że temat opowiadania miał nawiązywać do "porażki, nieporozumienia, albo innego pszypału", to zapraszam Państwa do lektury krótkiego opowiadania (~1170 słów) o Rzesiu, które dodatkowo nawiązuje do tematu edycji XXIII (Sekrety małych miejscowości/wsi - mroczne, pozytywne, jakie tylko chcecie), czym mam nadzieję zmniejszę sobie o 1 (słownie: jeden) liczbę zaległych prac.
Pozwolę sobie jeszcze dodać, że historia Rzesia (a dokładnie sama jej końcówka) oparta jest na "faktach autentycznych".
Rzesio
Cześć. Mam na imię Rzesiek i mam 19 lat. Mam też dziewczynę. To znaczy jeszcze wczoraj wieczorem miałem. Miałem też przestać być prawiczkiem. Niestety prawiczkiem jestem nadal, ale za to nie mam już dziewczyny. Mam natomiast chwilę, żeby opowiedzieć Wam jak to się stało, że jest czwarta nad ranem, a ja siedzę na przystanku pod jednym z warszawskich szpitali czekając na nocny autobus. Ale zacznijmy od początku.
A więc, tak jak mówiłem, mam na imię Rzesiek. Tak - właśnie Rzesiek. To zdrobnienie od Rzegosz. I tak - macie rację - takie imię nie istnieje. A przynajmniej w żadnym znanym mi spisie, co nie zmienia faktu, że tak właśnie zostałem ochrzczony. Ale do genezy mojego oryginalnego imienia zaraz dojdziemy, bo jest ono tylko jedną z serii wielu pomyłek i porażek, z których składa się całe moje życie.
Zaczęło się dość wcześnie, bo już w dniu moich narodzin. Matka moja, Halina, prowadziła dwa domy: swój własny i plebanię, gdzie była gospodynią u proboszcza. Przyzwyczajona do codziennych trudów, nieważne — gorączka, grypa czy ostatnie tygodnie ciąży — wszystko musiało być poprane, posprzątane, a obiad ugotowany.
Dlatego też, na tydzień przed wyznaczoną datą porodu, matka uznała, że umyje okna na plebanii, no bo “co by też ludzie powiedzieli jakby na Wielkanoc brudne zostały”. Okna były wysokie, więc żeby do nich dosięgnąć, wdrapała się na drabinę.
Czy to lekarz źle oszacował termin, czy matce nie wyszły obliczenia w kalendarzyku — faktem jest, że kiedy siedziała na tej drabinie, wody odeszły jej prosto na stojącego pod spodem, a często towarzyszącego jej w pracach domowych, wikarego.
Kiedy w szpitalu, po wielu godzinach, w końcu matka wydała mnie na świat, resztką sił zrobiła lekarzowi awanturę, że jej dziecko podmienił. Była święcie przekonana, że spodziewa się córki, bo przecież wszystko zaplanowała dokładnie tak, jak radziły jej własna matka i babka. Poczyniła odpowiednie pomiary, wyniki zanotowała w kalendarzyku, nie dała się ojcu do siebie dobrać inaczej niż “po misjonarsku”, założyła kalosze, zostawiła otwarte okno, a pod łóżkiem schowała siekierę.
Za to ojciec na wieść, że ma syna, przez trzy dni upajał się w domu szczęściem. I alkoholem. Po czym, trwając w tym stanie, pojechał zarejestrować mnie w Urzędzie Stanu Cywilnego, gdzie przy pomocy długopisu i szwagra wypełnił wniosek, wpisując w rubrykę “imię” - Rzegosz. Kiedy zaskoczona urzędniczka próbowała się upewnić, czy nie chodzi przypadkiem o Grzegorza, oburzony ojciec czknął i odpowiedział:
– No pszesiesz yba wyraśśnie napisałę, żże Rzegosz!
A że imię spełniało wszystkie wymogi polskiego prawa - nie było ośmieszające, nie było nieprzyzwoite, pozwalało jednoznacznie określić moją płeć i było, przynajmniej teoretycznie, zgodne z polską pisownią - urzędniczka z rezygnacją przybiła na wniosku pieczątkę. Czym, nomem omen, przypieczętowała mój los.
Zresztą historię tę znam jedynie z opowieści matki i jej brata, wujka Andrzeja, bo ojca w zasadzie nie pamiętam. Kilka miesięcy po moich narodzinach zostawił nas, wyjechał za granicę i słuch po nim zaginął. A to wszystko przez włosy. Moje włosy.
Kiedy się urodziłem, miałem na głowie czarną jak węgiel czuprynę. Jednak po kilku miesiącach te miękkie włoski, jak u wszystkich dzieci, całkowicie się wytarły, a w ich miejsce zaczęły wyrastać nowe - rude. Zupełnie jak u młodego wikarego. Ojciec doszedł do - prawdopodobnie słusznych - wniosków, że matka zbyt mocno zaangażowała się w “pracę” na plebanii. Co mogłoby też tłumaczyć, dlaczego wszystkie jej starania o córkę, podejmowane w domowej alkowie, zakończyły się fiaskiem.
No więc nie dość, że Rzesio - to na dodatek rudy.
Po odejściu ojca matka wzięła na siebie wszelkie obowiązki związane z utrzymaniem rodziny i dwóch domów, więc na wychowywanie mnie nie starczało jej już ani czasu, ani sił. Dlatego plątałem się między domem - gdzie doglądała mnie babka, a plebanią - gdzie potykali się o mnie proboszcz z wikarym.
Z tego okresu najbardziej utkwiły mi w pamięci tradycyjne metody lecznicze babki. Za każdym razem, kiedy się przeziębiłem i miałem dreszcze, zamiast zabrać mnie do lekarza, zamykała mnie na “trzy zdrowaśki” w piekarniku. Żeby mieć pewność, że jej modlitwy zostaną usłyszane i - co ważniejsze - zrozumiane, odmawiała je bardzo starannie. Czyli głośno i powoli. Z powodu tej babcinej pobożności do dzisiaj mam na plecach i pośladkach blizny po oparzeniach.
Dla odmiany, kiedy dostawałem gorączki smarowała mnie całego spirytusem i nacierała czosnkiem, a do czoła przykładała ziemniaki. Czy to skutecznie zwalczało gorączkę? Nie wiem. Wiem za to, że pachniałem wtedy zupełnie jak wujek Andrzej, kiedy wracał wieczorem od księdza proboszcza.
Pamiętam też, że kiedy miałem jakieś siedem czy osiem lat - w każdym razie gdzieś na początku szkoły - wikary nakrył mnie z córką sąsiada, Ludmiłą, w składziku na szczotki. Ze spuszczonymi do kolan majtkami sprawdzaliśmy, czym różnią się chłopcy od dziewczynek. Zaciągnął mnie za ucho do babki, krzycząc przez całą drogę, że mnie diabeł opętał. Babka bardzo się wtedy tym diabłem przejęła, przez co musiałem przez całe popołudnie stać nago w progu, z nogami w misce z zimną wodą, żeby “złe ze mnie wyszło”.
Chyba faktycznie ta niezdrowa ciekawość na długo ze mnie wyszła, bo do dzisiaj na samą myśl o dziewczynach pieką mnie uszy i pocą się stopy.
Ale zastanawiacie się pewnie, dlaczego opowiadam Wam to wszystko o czwartej nad ranem, na przystanku pod szpitalem. Dlatego że wszystkie te - i wiele innych, na które pewnie zabrakłoby mi czasu - epizody, z których składa się całe moje życie, doprowadziły mnie właśnie tutaj.
Jakieś dwa miesiące temu zostałem zaproszony na klasową imprezę. Imprezę, która okazała się przebieraną, o czym — oczywiście — dowiedziałem się dopiero na miejscu. Na szczęście wyjściowy, błyszczący garnitur po wujku Andrzeju, w którym według babci jestem najprzystojniejszym kawalerem w okolicy, wpasował się idealnie w konwencję. To tam poznałem Krystynę.
Od słowa do słowa zaczęliśmy się spotykać. Na kawie, na spacerach, aż w końcu wczoraj poszliśmy do kina. Po seansie, kiedy odprowadziłem ją do domu, zaprosiła mnie do środka. Powiedziała, że na herbatę. Ale kiedy weszliśmy do mieszkania, okazało się, że „herbata” to tylko taka figura retoryczna i… ujmę to tak: kiedy zaprowadziła mnie do swojego pokoju, nagle bardzo zaczęły mnie piec uszy.
– Masz gumki?
– Co mam? - nie zrozumiałem
– No prezerwatywy, zabezpieczenie. Jeśli nie masz, to zejdź na dół i kup w Żabce.
Zrobiłem, jak prosiła, i już po chwili byłem z powrotem na górze. Zaprowadziła mnie do łóżka, rozebraliśmy się, po czym powiedziała:
– Daj tę gumkę.
– Nie trzeba, już użyłem.
– Jak to użyłeś?
– No tak, jak kazała ta pani w Żabce.
Krystyna przyjrzała mi się zaintrygowana. Szczególnie długo przyglądała mi się tam, na dole.
– A możesz mi powiedzieć, co dokładnie ci ta pani powiedziała?
– Oczywiście. Kiedy płaciłem, zapytałem nieśmiało, czy może mi powiedzieć, jak się tego używa. Spojrzała na mnie zaskoczona i powiedziała, że niezły ze mnie żartowniś. Na koniec, ciągle się śmiejąc, dodała, że można połknąć. (*) Więc dokupiłem wodę i zażyłem przed drzwiami.
Dalej wypadki potoczyły się już bardzo szybko: taksówka, SOR, przedstawienie dyżurnemu lekarzowi mojej niezręcznej sytuacji, a potem ponowne jej przedstawienie szerszemu gronu, bo lekarz powiedział, że jemu nikt nie uwierzy…
I tak oto jest czwarta nad ranem, siedzę na przystanku, czekając na autobus, z informacją, że jeśli mój układ pokarmowy w ciągu dwóch dni sam sobie nie poradzi w naturalny sposób, to mam wrócić na konsultację.
(*) Tak się jakoś stało, że moja mama jest (a raczej była, bo teraz jest już na emeryturze) farmaceutką, więc w swoim dość długim życiu i aptekarskim otoczeniu nasłuchałem się przeróżnych, mniej lub bardziej, zabawnych "historii z apteki". Wśród nich te ze speszonymi panami próbującymi nabyć prezerwatywy były niemalże na porządku dziennym. Od niewinnych nieporozumień, kiedy zamiast "poproszę paczkę prezerwatyw" ktoś usłyszał "poproszę paczkę białej waty", po tę o "można połknąć" wspomnianą w opowiadaniu powyżej. I o ile ta historia dzisiaj wydaje się może mało prawdopodobna, to pamiętajcie, że pochodzi ona z czasów, kiedy nie było internetu, w telewizji były tylko dwa kanały, a edukację seksualną zdobywało się na podwórku. W każdym razie idealnie mi się to wpasowało w temat bieżącej edycji #naopowiesci.
#zafirewallem #naopowiesci
Chciałem powiedzieć, że zanim jeszcze na dobre zacząłem czytać no to już się skończyło.
Za to ogromnie mi się spodobało, już na samym początku, że wikary miał śmigus-dyngus kawałek przed Wielkanocą.
A tak serio, to przeczytałbym dłuższą formę o takim Rzesiu. Może sobie tę postać kiedyś ukradnę, jak to niektórzy z wielkich literatów mieli w zwyczaju?
@George_Stark Ehh, i kolejna pozycja na dłuuuuugą listę "do przeczytania"
@George_Stark A co do historii Rzesia, to powiem Ci, że aż żal było mi tak urywać i kończyć, bo samo się pisało. Ale za późno się za nią wziąłem (jak zwykle) i jakbym popłynął, to raczej bym się przed końcem bieżącej edycji #naopowiesci nie wyrobił
Zaloguj się aby komentować
Szanowni Państwo, drogie Koleżanki i Koledzy,
oto przedmiot dzisiejszych rymów częstochowskich:
Temat: wiosna
Rymy: miłosna - sosna - płodna - chłodna
Powodzenia!
#zafirewallem #naczteryrymy

Gdzie tam ja i poezja miłosna
to jak połączenie piła plus sosna
zatem moja odpowiedź nie będzie płodna
nie zdziwi reakcja kawiarenki... chłodna
Niczym w najlepszych filmach scena milosna, Las, a w glebi on, ona i rozgrzana od nich sosna, On liczył na raz ale ona była tego dnia płodna, Erupcja tak gorąca ale na test reakcja chłodna.
To nie będzie historia miłosna
Choć panna wysoka i prosta jak sosna
A pełne biodra sugerują że płodna
Ale wyniosła i jak marzec chłodna.
Zaloguj się aby komentować