#zafirewallem

32
2969

Czy w połowie pusta, czy w połowie pełna szklanka?

Pewny nie jestem. Wiem natomiast, że jest w niej napar.

Lecz czy to herbata? Myślę o tym już od ranka,

siedząc na kiblu. A kloc w jelitach coś się zaparł.

Szkli się lśniącym złotem moja chłodna szklanka.

Szroni bąbelkami przepyszny w niej napar.

Czy istnieć może jakiś lepszy początek ranka?

Nic ponad IceTea! Choćbyś się tu zaparł!

Wolę kubek, gdzie tam szklanka!

tylko tak wchodzi we mnie napar

herbata już zaparzona tego ranka

kawy się nie napiję, choćbym się zaparł





784dd608-8d8f-4e1c-a0c1-80040c471592

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Kiedy przy okazji którejś tam wygranej przeze mnie edycji stwierdziłem, że nie bardzo mi to zwycięstwo na rękę bo nie mam na prowadzenie czasu, to nie wiedziałem o czym mówię. No ale poprzednią, CXXV edycję zabawy #nasonety wygrałem trochę jakby na własne życzenie (znaczy: podłożyłem się jak głupi) i cóż mi z tego przyszło? Ano, przyszło mi otworzyć edycję kolejną, czyli CXXVI. Oto i proszę!


Rymować będziemy do wiersza autorstwa niejakiego Jerzego Ostrowskiego, który to jest wierszem okazjonalnym, diarystycznym niemal, bo napisanym na podstawie wrażeń z dnia dzisiejszego i wielu dni poprzednich, tak krótkich i jakoś bardzo do siebie podobnych. Kolega z przykrością uświadomił sobie ostatnio, że w zeszłym roku stuknęły mu już drugie osiemnaste urodziny i że po pierwszych to się – niestety! – nie zeruje jak licznik w Fiacie 126p po stu tysiącach kilometrów, więc może czas przestać myśleć o tym, że „kiedy już będę duży”, tylko pogodzić się z tym, że – niestety – dużym jest się już.


***


Dorosłość


Gdy wszystkie naraz walą się sprawy

i głowa ci mówi, że nie da już rady

to można by się z głową wykłócać.

No, tylko po co? Skoro wciąż głupia.


Zamiast więc myśleć co trzeba zrobić

myśli należy wygonić z głowy

i lecieć! I sprawy załatwiać w locie!

Najlepiej chyba na autopilocie.


Wieczorem głowę przynosisz styraną,

a tu za nocą już czeka jutrzejsze rano

i wszystkie z nim razem sprawy zaległe

co dziś nie zdążyłeś… Choć przecież biegłeś.


To kiedy w końcu odpoczniesz sobie?

Ja myśleć zaczynam, że chyba w grobie.


***


Zasad nie podaję, bo jeszcze nie wiem jakie będą. Podaję za to termin, a nawet terminy. Żeby powrócić do cykli niedzielnych, bo one są spoko, podsumowanie napiszę albo 24 maja wieczorem albo 25 maja rano, bo wtedy będę miał czas odpocząć (choć planuję być tylko na urlopie, a nie w grobie). Jeśli natomiast wierszy będzie mało (albo ich nie będzie wcale, bo nawet nie wiem, czy coś o Gorzowie mi się w tym tygodniu uda), to przedłużymy ją sobie o tydzień, a ja we wymienionym wyżej terminie opublikuję przypomnienie albo jakiś apel.


To tyle na dziś. Proszę bawić się dobrze!


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Życie to iluzja ulotna

Wciąż na coś czekasz aż doczekasz końca

Więc nie czekaj, rozkoszuj się dotykiem słońca

Śmierć zawsze jest samotna.

Dorasta we mnie ta chwila ulotna.

Ponury zwiastun niepewnego końca.

Chmurzy, mroczni i odcina od słońca,

Szepcze - nadzieja umiera samotna.

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

W teatrze, a gdzie?!


Temat: Sztuka

Rymy: teatrze - scenie - patrzę - (d)rżenie


Zasady:

  • Masz podany temat i rymy

  • Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

  • Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

  • Szerzysz radość z tworzenia

  • Piorunujesz jak najęty

  • Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy

  • Pamiętasz o tagach i społeczności

#zafirewallem #naczteryrymy

4697b17f-30e3-4acc-9c7a-3c3a8e72a8cc

Siedzę i czekam na sztukę w pobliskim, małym teatrze,

Przyglądam się aktorom, strojom i dekoracjom na scenie,

Nagle dzwonek wyje, wyciągam telefon, na ekran patrzę!

Play z pakietem dzwoni... Cicho miało być! Miało być drżenie!

Ciężko mi wysiedzieć o głodzie w teatrze

zwłaszcza o pustej mego brzuszka scenie

czas odliczam i ku wyjściu tęsknie patrzę

myśl o kebabie powoduje serduszka drżenie

Zaloguj się aby komentować

Nie mam szczurów, ale może mogą być koty


Gdy LSD nakarmię swe koty domowe

i w saszecie wyląduje bomba-piksa

te dwa małe k⁎⁎⁎ie zmieniają się w koty bojowe

a na mieście zagości awantura i krwawa wiksa

Zaloguj się aby komentować

Drogie są wyjścia wieczorne z domu,

Pieprzyć to wszystko i całe wybrzeże,

Ucieknę w Bieszczady, już dziś po kryjomu.

Hanysów pi⁎⁎⁎⁎lić i tak im nie wierzę.

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Przysnąłem sobie przed chwilą, jak na starszego pana przystało, z książką na kanapie. Otwieram oczy, patrzę - a to już 20:00. Nie dość, że 20:00, to jeszcze okazuje się, że to mnie dzisiaj wylosowało. No więc jak się nie zerwałem...

Temat: Chrup!

Rymy: kanapy - łupie - japy - d⁎⁎ie

Zasady:

  • Masz podany temat i rymy

  • Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

  • Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

  • Szerzysz radość z tworzenia

  • Piorunujesz jak najęty

  • Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy

  • Pamiętasz o tagach i społeczności

#zafirewallem #naczteryrymy

Znowu kompletnie wpadłem w odmenty kanapy,

Dzień straciłem, nic nie zrobiłem, sumienie łupie.

Nie chce mi się nawet patrzeć w odbicie tej japy!

Wszystkie obietnice i plany znowu w d⁎⁎ie!

Zaloguj się aby komentować

Inspirację stojącą za poniższym opowiadaniem pozwolę sobie przemilczeć.


***


Defron


– A to weź zrób trochę grubsze – powiedział Księciunio wskazując ręką na nie do końca określony punkt monitora.

– W wytycznych było, że mam wszystkie ścianki pocienić – powiedziałem ja, przenosząc wzrok na stojącego obok Tołdiego.

– Ja się nie będę wtrącał – powiedział Tołdi.


To nie jest opowieść o Gumisiach. Nie będzie tutaj Zamiego i Grafiego, nie będzie Kabiego i Sami. Nie będzie nawet Buni. Musiałem jednak jakoś nazwać swoich bohaterów, musiałem jakoś ich zanonimizować i w taki właśnie sposób Księciunio został Księciuniem – to on ma tutaj władzę, a Tołdi został Tołdim dlatego, że – no cóż – zachowuje się dokładnie tak, jak w Gumisiach zachowywał się Toudi.


To właśnie wtedy coś we mnie pękło – dłoń zaczęła mi pulsować w tym miejscu, w którym poprzedniego dnia oparzyłem się przez przypadek dotykając mocno rozgrzanego pieca.



Cóż, tak to już bywa, że życie okazuje się prozaiczne. Mnie nie ugryzł żaden radioaktywny pająk (nie ugryzł mnie nawet żaden zwykły, choćby z takiego, dajmy na to, Grudziądza), nie zostałem napromieniowany w wyniku nieszczęśliwego wypadku (raz tylko miałem RTG klatki piersiowej), nie przybyłem z odległej planety Krypton (choć ci, którzy nie wątpią w moją męskość mogą przebąkiwać coś o jakimś Marsie, ale nawet jeśli, to Mars nie jest przecież wcale aż tak daleko), nie zostałem nawet, jak pewien inny Stark, zainfekowany X-wirusem (mnie to nawet SARS-CoV-2 chyba ominął) – ja po prosu dotknąłem gorącego pieca.



Stali więc nade mną Księciunio i Tołdi, a mnie pulsowała dłoń. Pulsowała coraz mocniej i mocniej. Pulsowanie rozchodziło się stopniowo przez przedramię do ramienia i dalej, rozchodziło się po całym ciele, a wraz z tym pulsowaniem rozlewała się po mnie frustracja. Ta poparzona dłoń była jak stygmat. Była jak znak. I może rzeczywiście była znakiem tego, co miało stać się za chwilę. Bo ja za chwilę umarłem.



Umarł król, niech żyje Król”, jak to mawiali Francuzi, tylko że w tej historii żaden król nie umarł. Jeśli ktoś miałby być w tej historii królem, to zapewne byłby nim Księciunio, ale Księciunio nie umarł. Umarłem ja, zwykły prostak, a o tym, jak świat traktuje umieranie prostaków pisał choćby, skoro już jesteśmy przy Francuzach, pan Emil Zola w swojej króciutkiej, choć bardzo treściwej książce „Jak ludzie umierają”.



Ja więc umarłem, a kiedy już umarłem, wtedy narodził się on – narodził się Defron.

Defron był wspaniały. Był wysokim, przystojnym, dobrze zbudowanym mężczyzną absolutnie bez żadnego zwisającego znad paska spodni brzuszka. Oczy miał jak sokół – pozbawiony był jakiejkolwiek wady wzroku, która zmuszałaby go do noszenia okularów, a grzywę miał jak lew – żadnych zakoli z przodu, żadnej łysiny z tyłu. Defron był potężny. Jego wspaniale wyrzeźbione ciało kryło w sobie (choć nie kryło do końca, kryło tak, żeby trochę jednak było widać) siłę i zwinność, a jago umysł cechował się wyjątkową bystrością. Defron był Übermenschem, żeby tym razem sięgnąć nie do Francji, a bliżej, bo tylko do Niemiec. To właśnie z powodu tego jego nadczłowieczeństwa Defron nie promieniował, jak zwykły człowiek, tylko w zakresie podczerwonym, ale promieniował również w zakresie nadczerwonym, co, tłumacząc z fizycznego na ludzki, oznacza tyle, że otaczały go płomienie.



Ze względu na ograniczoną w tej edycji liczbę znaków nie będziemy wymieniać wszystkich wspaniałych cech naszego superbohatera, tym bardziej że, ze względu na konstrukcję opowiadania, należałoby każdą z tych cech dodatkowo uwypuklić poprzez jakieś na przykład porównanie, a na to, niestety, nie ma tutaj miejsca. Ograniczymy się więc tylko do tych cech (choć i tak nie wszystkich) wymienienia, a będą to: inteligencja, ogłada, uprzejmość i charyzma. Żeby jednak nie pozostawać gołosłownym postąpimy zgodnie z biblijną maksymą „po owocach ich poznacie” i wszystkie wymienione (a także niewymienione) cnoty Defrona zobrazujemy opisując to, co wydarzyło się chwilę później.



– Ty, k⁎⁎wa, jesteś normalny!? – zrywając się z krzesła Defron wykrzyknął do Księciunia. – Czwarty raz mi zmieniasz, debilu j⁎⁎⁎ny, wytyczne projektowe! A ty, debilu i przydupasie debila w jednym – tutaj Defron zwrócił się do Tołdiego – przyjdziesz jutro i się będziesz, k⁎⁎wa, głupio pytał dlaczego ten projekt idzie tak powoli?!

Powiedziawszy, co miał do powiedzenia, Defron od słów przeszedł do czynów („i słowo ciałem się stało”) i wy⁎⁎⁎ał prawą ręką lutę Księciuniowi a lewą (którą miał tak samo silną i sprawną jak prawą, niczym Leonardo da Vinci) wy⁎⁎⁎ał lutę Tołdiemu.

Książę i Tołdi zostali zatrzymani przez dwie przeciwległe ściany biura, po których się zsunęli i zalegli pod nimi bez przytomności. Pozostali obecni tego dnia w biurze natomiast wstali i zaczęli klaskać.

– Dobrze zrobił! Od dawna im się należało! – rozległy się głosy.

Defron natomiast odwrócił się w kierunku drzwi i wyszedł podśpiewując po drodze, jak na człowieka w świecie obytego przystało, zwrotkę jednego z amerykańskich standardów:


"If you see me coming, better step aside,

a lot of men didn't, a lot of men died;

one fist of iron, the other of steel

if the right one don't get you, then the left one will"*



. . . . .



To wszystko powyżej oczywiście nigdy się nie wydarzyło i pewnie nigdy się nie wydarzy. To wszystko powyżej to bujda – literacka fantazja albo wylew frustracji, którą bezpieczniej jest wylać w taki właśnie a nie inny sposób, bo inny sposób mógłby nieść za sobą utrudniające życie konsekwencje. To wszystko powyżej zostało więc całkowicie zmyślone. No, może poza pierwszym akapitem.



– A to weź zrób trochę grubsze – powiedział Księciunio wskazując ręką na nie do końca określony punkt monitora.

– W wytycznych było, że mam wszystkie ścianki pocienić – powiedziałem ja, przenosząc wzrok na stojącego obok Tołdiego.

– Ja się nie będę wtrącał – powiedział Tołdi.

Przez chwilę milczeliśmy. Nie patrzyliśmy na siebie nawzajem, wszyscy patrzyliśmy w monitor. W końcu to ja przerwałem tę niezręczną ciszę:

– No dobra – powiedziałem. – Poprawię. Powinno być gotowe do końca tygodnia.

Księciunio uśmiechnął się i odszedł zadowolony. Tołdi od razu podreptał za nim.



* – Merle Travis, Sixteen tons


***


6018 znaków ze spacjami.

#naopowiesci

#zafirewallem


EDIT: Dalej mnie straaaasznie irytuje brak możliwości formatownia tekstu. Odpowiednie formatowanie bardzo pozwoliłoby w tym opowiadaniu odpowiednio zaakcentować akcenty w akapitach, ech.

@George_Stark Ja pierniczę, kartka żywcem wyrwana z mojego pamiętnika, którego nigdy nie pisałem i pewnie nie napiszę. Tylko u mnie bohaterem byłby pewnie Safetron albo jakiś inny Safeman... Piękne w treści i piękne w formie, nawet pomimo barku możliwości formatowania.

Zaloguj się aby komentować

Herbaciarz wygrał wierszem o kawie, świat się kończy XD

Jesteśmy w trakcie oglądania Stamtąd, więc może trochę temat powiązany?

Temat: atak zombie

Rymy: Ucieka- Krew - Rozwleka - Brew


GL&HF!


#naczteryrymy #zafirewallem #tworczoscwlasna

Nieubłaganie czas ciągle ucieka.

Życie minęło. Wszystko jak w piach krew.

Wnet horda zombie twe zwłoki rozwleka.

Twarz twa zjedzona, została zaś brew.

Zaloguj się aby komentować

Dobry wieczór przy wtorku!

Z racji że rzutem na taśmę wygrałam, rozpoczynamy wtorkowe #naczteryrymy


Jako że ostatnio napędza mnie kofeina i adrenalina, ułożymy więc coś o kawie!


Tytuł: oda do kawy

Rymy: kawa - sprawa- znakomicie - życie


Powodzenia!


#kawiarenkazafirewallem #zafirewallem

@Evivalarte niby już kolejna edycja, ale nie mogę przejść obojętnie, zbyt lubię kawę. xD

Co to życie? Ach, to kawa!
Rano, w nocy, piękna sprawa!
Toż to pachnie znakomicie,
Specialty kawa, specialty życie!

Zaloguj się aby komentować

#wolnewiersze #zafirewallem


przypomnienie o końcu czasu


odzyskamy wzrok i pamięć

o miejscach pierwszych

wrócimy do szans niewykorzystanych

spojrzymy sobie w oczy

zasadzimy drzewa

oddamy się wieczności

jak zwykle na ostatnią chwilę

Zaloguj się aby komentować

Wygląda na to, że wygrałem...


Temat: Byt introwertyka na Hejto.pl

Rymy: nocne - ekstaza - mocne - odraza


Zasady:

  • Masz podany temat i rymy

  • Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

  • Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

  • Szerzysz radość z tworzenia

  • Piorunujesz jak najęty

  • Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy

  • Pamiętasz o tagach i społeczności

#zafirewallem #naczteryrymy

I nadszedł czas na życie nocny,

czuje jak nadchodzi ekstaza,

walnę na hejnał Dębowe Mocne

i poczuję, jak rośnie we mnie do siebie odraza

Przędą się, wiją, mącą te wszechmary nocne,

Ułuda... fantazja... dawkowana ekstaza.

Hamulce puszczają, pragnienia są zbyt mocne,

Obudził cię gniew, kac, wstyd i wieczna odraza.

Mam za słabe nerwy na te wrzutki nocne

Te wszystkie horrory to ból nie ekstaza

To zbyt na mą wrażliwośc są widoki mocne

Do ich oglądania budzi się odraza.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Na naszej łące wielka radość. @Dziwen poświęcił temu wydarzeniu rysunek, a ja ośmieliłam się napisać prostą bajeczkę do niego.

Ponieważ wiadomo, że tworzymy tu alternatywny świat naszych awatarów, więc krótka bajka o wielkiej miłości. @bojowonastawionaowca nie złość się

#heheszki #zafirewallem #perypetiedziwena #owcacontent #tworczoscwlasna


Oto bajeczka o wielkim uczuciu

Nie jakimś takim tam ot.

Bo przestał żyć w totalnym zepsuciu

Owcuś i luby mu Kot


Po latach życia w konkubinacie

Poszli i wzięli ślub

Teraz zamknięci w miłosnej kracie

Razem ze sobą po grób


Choć kot i owieczka dziwna to para

Nie dziwił się temu nikt

Nikomu też nie opadła kopara

Gdy kwiatek już w brzuszku kwitł


Wszyscy wiedzieli na hejtołące,

że Owca nie strzela w płot

Błyszczały tylko łzy nam płynące

Gdy zjawił się Barankot


Miał futro błyszczące od lanoliny

I głowę jak kot on miau

Trudno wyczytać coś z jego miny

Na pupie zbiornik na kał.


Do ojca się podał - każdy przytaknie

Więc czeka go podobny ból

Mina wskazuje, że władzy on łaknie

I moderacji będzie to król!


https://www.hejto.pl/wpis/troche-takie-perypetiedziwena-z-partyzanta-sponsorem-nasza-bojowonastawionaowca-

Gdy dorośnie, przywilej go czeka niemały

Bo prezent od ojca piękny dostanie

Otwarte karty - tysiące zebranych

i większość o Tajwanie.


@Kaligula_Minus XD

83d4018f-2d76-46cb-8852-ecf60ae53b62
d63d62a8-de21-42a4-aec0-1a37c8bcedb3

Na łące podniósł się szum całkiem duży

Że takie ras mieszanie to abominacja

Ale Owca ma władzę, po jego stronie racja

Dla oponentów ban i szczęśliwej podróży.

Zaloguj się aby komentować

#wolnewiersze #zafirewallem


Pismo mówi, że czas się skończy

rozkręcą się wtedy

wszystkie taśmy w budzikach

rozsypią trybiki

zatańczą cyfry z cyferblatu

nareszcie wolne


staniemy ogłupiali, niepewni

rozetrzemy nadgarstki

nowo nabytym gestem


na wieżach kościelnych

urządzimy place zabaw

a w jasnych fabrykach

miejsca ostatnie


nie będziemy się już spieszyć

nie będziemy się już spóźniać

nie będziemy

Kiedy czytam takie rzeczy, to aż mi głupio przypominać sobie te wszystkie moje zamieszczone tutaj wypierdy o sraniu czy nawet o gotowaniu obiadu.


Bardzo ładne, znaczy.

Zaloguj się aby komentować

Opowiadanie krótkie, jak się okazuje, trudniej jest napisać niż opowiadanie dłuższe, a już na pewno trudniej niż opowiadanie, które może być tak długie, jak samo tego chce. Zrobiłem sobie wyzwanie i te kilka elementów, które wymyśliłem, chciałem zawrzeć w jak najmniejszej liczbie znaków. Chyba się nawet udało, ja w każdym razie jestem zadowolony. Pewnie dałoby się to jeszcze jakoś skrócić, no ale już mi się nie chce.




Nie każdy bohater nosi pelerynę


W ciągu dnia było gorąco i duszno. W nocy było zresztą dokładnie tak samo, tylko na dodatek było jeszcze ciemno.

– Nie waż się nawet myśleć o żadnym ognisku! Rozmawialiśmy już o tym – powiedziała Klara.

Michał rozejrzał się dookoła. Bliżej lub dalej, w każdym kierunku pomiędzy gęsto rosnącymi pniami bez trudu można było dostrzec migające światełka małych ognisk. Małych, bo rozpalanych tylko po to żeby coś na nich ugotować albo żeby móc widzieć siebie nawzajem. Czasami tylko dlatego, że ogień dawał poczucie bezpieczeństwa.

– Ale… – zaczął Michał.

– Żadnego ale! Jeśli tak chcesz, to droga wolna. Dalej możesz iść sam. Ja tylko nie chcę żeby ktoś się dowiedział, że tutaj jesteśmy.


***


– Zbieraj się! Zachciało ci się tyle siedzieć w krzakach, to wyjdziesz dzisiaj bez śniadania. Myśmy już zjedli – powiedziała Klara do Marty. Podobnie zwracała się do niej każdego ranka. Zawsze coś było nie tak. A to Marta, zdaniem Klary, nabrała zbyt dużo („znowu będzie ci za ciężko i będziesz opóźniać marsz!”) lub zbyt mało wody („znowu będziesz umierać z pragnienia!”), a to zachowywała się zbyt nierozważnie („nie wychodź na ścieżkę, zostawiasz ślady!”), czy zbyt głośno sapała w czasie marszu („ciszej, bo ktoś nas może usłyszeć!”). Michałowi również zdarzało się oberwać od Klary. Trochę tylko rzadziej niż Marcie.

Marta nie odezwała się ani słowem. Nie było sensu tłumaczyć Klarze, że od niegotowanego jedzenia tego, co udawało im się znaleźć w lesie i picia nieprzegotowanej wody dostawała biegunki. Marta bez słowa założyła plecak. Wyruszyli dalej.


***


Ostrożność Klary w końcu jednak zawiodła. Co prawda to nie Hubert ich znalazł, ale to oni trafili na Huberta.

Zbliżał się wieczór i Marta była już zmęczona. Chciała zatrzymać się na polanie, Klara jednak stwierdziła, że polana jest zbyt duża i nazbyt na widoku.

– Chodźmy dalej – powiedziała. – Do całkowitej ciemności mamy jeszcze godzinę. Znajdziemy lepsze miejsce. Poszli.


Żadne z mijanych miejsc nie wydawało się Klarze odpowiednie. Słońce już dawno schowało się za horyzontem i w lesie zapadła całkowita ciemność. Zewsząd dało się dostrzec ogniska rozpalane przez tych, którzy, tak jak Klara, Michał i Marta, szli do morza.

Klara starała się omijać jak najszerszym łukiem miejsca obozowania innych wędrowców. Była zła. Była tak zła, że ani Marta, ani Michał nawet nie próbowali się odzywać. Marta i Michał w milczeniu szli za Klarą.


– Macie może zapałki?

Klarę aż zamurowało. Zatrzymała się nagle w miejscu, ciało jej się napięło i odruchowo przyjęło postawę gotowości do walki.

– Miałem zapalniczkę, ale gaz mi się skończył – kontynuował nieznajomy, który później przedstawił się jako Hubert. – Mam też trochę żywności. Złapałem dwie wiewiórki, tylko nie mam jak ich ugotować. Niedużo to, ale na dziś powinno nam wystarczyć. Jutro możemy poszukać czegoś razem.


***


Do granicy lasu dotarli we czwórkę. Marta miała nadzieję, że kiedy wyjdą wreszcie spomiędzy drzew powietrze stanie się rzadsze i łatwiej będzie oddychać. Myliła się. Na otwartej przestrzeni było tak samo duszno jak w lesie.

– Zaczekaj! – powiedziała do Marty Klara, która ciągle jeszcze stała kilka metrów od miejsca, gdzie las się urywał.

Tak jak w czasie wędrówki przez las niebo przesłaniały im gęste korony drzew, tak teraz nad rozległą przestrzenią łąki wisiały ciężkie chmury. Na otwartej przestrzeni łąki widać było ogrom ludzi. Niektórzy maszerowali, samotnie lub w grupach, niektórzy siedzieli przy ogniskach spożywając posiłki, niektórzy rozbijali namioty. Część z wędrowców, wzorem dawnych karawan, prowadziła ze sobą objuczone zwierzęta, część wędrowała, tak jak Klara, Michał, Marta i Hubert, dźwigając cały swój dobytek na własnych plecach.

– O co ci chodzi? – zwrócił się do Klary Hubert, a Klara nie zdążyła odpowiedzieć, bo w tamtej właśnie chwili niebo jakby się rozdarło i lunął straszny deszcz.


– Nie mam płaszcza! – znad rozgrzebanego plecaka wykrzyknęła Marta. – Musiał zostać w którymś z obozów! Używałam go jako poduszki.

– Z tobą zawsze tak samo… – zaczęła Klara.

– Cisza! – przerwał jej Hubert, po czym zdjął z ramion plecak, a następnie ściągnął pelerynę, którą wcześniej na siebie założył i podał ją Marcie.

– Weź. Ubierz się szybko i chodźmy. Chodźmy tam, gdzie stoi ten biały namiot. Może pozwolą nam się schronić? A może mają coś przeciwdeszczowego na zbyciu?

– A jeśli nie? – zapytał Michał.

– W najgorszym razie nas przegonią. Pójdziemy wtedy do następnych, a jeśli i tam nas przegonią, to będziemy próbować dalej. Aż do skutku. W końcu nam się uda.

Hubert podszedł do Marty, zapiął jej ostatni guzik pod szyją i pomógł założyć plecak.

– Chodźmy – powiedział.

I poszli


Po kilku krokach Hubert odwrócił się.

– Idziesz z nami? – zapytał Klary. – Jeśli nie chcesz, to droga wolna. Dalej możesz iść sama.




4724 znaki ze spacjami (bez tytułu, ale i z tytułem, a nawet i z tym moim pobocznym przynudzaniem nadal się mieści w żądanych ośmiu tysiącach).


#naopowiesci

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

To życie toczy się do nikąd, jak kopnięta piłka.

Oddech to wysiłek, a każdy krok - z ciałem bicie.

Upadam, wstaję, choć pragnę by zarosła mnie trawa.

Uśmiecham się, żartuję, a marzę o ciszy skrycie.

Najważniejszą z nieważnych rzeczy jest piłka

Choć dla niektórych to tylko chlanie i bicie

Nic tak nie pachnie jak na boisku trawa

Pseudokibice lubią chłopców skrycie.

Zaloguj się aby komentować

Żart to stary jak klatka Schodowa czy d⁎⁎a Wołowa, no ale ja też jestem stary. Mnie śmieszy.

***


Gałka Muszkatołowa


Dziś będzie krótko i raczej marnie,

ale przynajmniej zamieszczę tu cosik –

za sprawę zabrałem się kulinarnie

i przygotowałem na obiad sosik:


zanim karkówkę jeszcze dodałem

to podsmażyłem najpierw cebulę,

a pomyślałem, gdy nad kuchnią stałem

(skąd takie myśli się biorą w ogóle?),

że wieńczy to danie wspaniałe zioło,

choć w głowę zachodzę – kim był Muszkatołow?


***


#wolnewiersze

#zafirewallem

9bab4233-f8f4-4fd1-b05e-ab7404422540

Zaloguj się aby komentować