#wycieczka

1
338

Już się bałem, że w tym roku nic poza Marózką nie wymyślę, ale udało się znaleźć tę jedną niedzielę :3


W tym roku znów wracamy na Piekiełko, ale tym razem zaczynamy tuż przed - we wsi Chełsty i przedłużamy etap za tym uroczym Rezerwatem Przyrody.


Dopływając do miejscowości Kuligi uda mi się zamknąć cały dolny szlak rzeki - od Kotów po samą Drwęcę czyli 68km (ze 118km całej długości)


Bonus: Mapa i opis szlaku z przewodnika, z roku 1936


#kajaki #turystyka #splywkajakowy #wycieczka #natura #przyroda #warminskomazurskie #tworczoscwlasna #wel #rzeki

98925460-7ced-4582-b3d1-39dc295755f0
e730cd03-76bd-4fe1-a0bf-45ef1a88e575
a1d6dd23-d226-4f91-bc17-4c135de08985

Opis samej rzeki z planowania oraz relację z ubiegłorocznego spływu (Lidzbark - Trzcin) możecie zobaczyć

Tu: https://www.hejto.pl/wpis/pieklo-na-wodzie-czyli-splyw-kajakowy-welem-etap-lidzbark-piekielko-trzcin

i Tu: https://www.hejto.pl/wpis/splyw-welem-lidzbark-piekielko-trzcin


Część trasy (Chełsty - Trzcin) nam się pokrywa, więc raczej podobnych opisów w tym roku nie będę tworzył

Ale kto wie.. Zostało jeszcze kilkanaście dni :3

Zaloguj się aby komentować

pyk 545 km

100 zakrętów - ale zaliczone w połowie bo nie chciało się xD

Zoo w Ołomuniec i Muzeum veteránů Slatinice (trzeba wejść do kawiarni -tam jest przejście do wystawy) po drodze

Surykatki zrobiłem w balona bo puściłem filmik z yt z głosami chyba ostrzegawczymi bo stanęła na tylne łapy i zaraz do budy uciekła xD

za 6 ojro jest przejażdżka wagonikiem - a zwierzaki sobie chodzą obok - głównie roślinożerne, potem zasunął metalowe zasłony bo niby drapieżniki będą ale musiały być ukryte miedzy drzewami

a i polecam https://pl.mapy.cz/ super mapy z muzeami itp

http://streamable.com/1r89nh


http://streamable.com/9vcv1f


http://streamable.com/uajf6z


http://streamable.com/yvyla3


http://streamable.com/sq1tox

#wycieczka

0728a25a-8379-40b8-9254-00a1804466fe
50c69423-20ee-402c-b736-95d86e595cbe
66c55a99-3560-4b50-91a3-a9aace9afa09

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jak to gdzie?

Edit

Cały tydzień bez kremówki wytrzymałem.

Chciałbym sobie kupić książkę "przed sklepem jubilera" JP2 i nie było. Jak to nie mogli mieć takiej ?

Śmiech na sali

#wpisbeztagow

#wycieczka

fd073841-e605-485f-b2ec-b4ee56e3275a

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jadę na wycieczkę do Łodzi pociagiem, tylko jeszcze nie wiem po co, bo nigdy nie byłem, pełen spontan, wstałem o 4 i złapała mnie myśl żeby jechać do Łodzi.


#wycieczka #lodz

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Spóźnione dobranoc sprzed kilku chwil Ciężko opisać jak bardzo tęskniłem za nocką w górach


#piechurnatrasie


#gory #wycieczka

56340273-106a-4d2b-a4bb-ca47cf6b38b7

Zaloguj się aby komentować

Ależ mi się przypomina dzieciństwo w Beskidach. Kurczę.

Nie wrzucaj zdjęć stamtąd, aż na emeryturę nie przejdę, wtedy sobie zjadę tam i dokończę żywota w spokoju...


Za⁎⁎⁎⁎ste widoki. Udanej wędrówki.

aż sobie sprawdziłem czy da się tam gdzieś blisko podjechać, tak żeby tam wyskoczyć na halę na Stare Wierchy i zejść w 3 godzinki, i da się w 20 minut, no i jest parking w obidowej

114e2bbb-6f2b-416f-a48e-67d8dc59621e

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@SuperSzturmowiec Co ciekawe droga stu zakrętów była w zeszłym roku zamknięta i remontowana, w tym roku jechałem i nie zauważyłem żadnej różnicy xD

Zaloguj się aby komentować

Kurła miejsc na dworze pod parasolami brak albo będę jadł w pelnym słońcu albo się w środku gotował.

Mogli by się rozbudować bardziej u tego Andrzeja.

No i jeden kibel a ludzi z 40

#rybka

#wycieczka

#gownowpis

#jedzenie

025dad12-bad8-4a78-9547-0080bbd6181b

Zaloguj się aby komentować

Powrzucam wam trochę zdjęć z wczorajszej wycieczki na "Skałki Piekło pod Niekłaniem". Bardzo fajne skałki, polecam.


#geologia #przyroda #natura #skaly #wycieczka #las #fotografia

3bc3bd69-0380-4132-9ad6-619a0a318b47
375f5861-5080-464c-ae25-1e55bbf0a108
0de2c789-4c54-4a55-bc57-1e8b93981ded
8125aa5c-8bc7-4372-8f6f-a19bd1885caa

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

pyk 809 km.


Miała być zwykła trasa Wisła - Słowacja - Wielka Fatra i powrót przez Wadowice.

Przejechałem Turčianske Teplice by lecieć dalej ale droga w lewo zamknęła - jakieś roboty. To pojechałem w prawo w ciemno po drodze w tym samym kierunku spotkałem skuter na Warszawskich tablicach.

Machniecie ręką i jade dalej. Za chwile zjeżdżam na CPN by ustawić nawigacje na kremówki.

Na stacji pojawił się też ten skuter

gdzie jedziesz?


  • na Wadowice

On


  • Budapeszt.

I na tym jako tako skończyła się rozmowa. Poszedł do sklepu a ja odpalam mapy by ustawić Wadowice - patrzę a wyświetla mi się na mapach Budapeszt. trochę się zdziwiłem - z ciekawości wbiłem ten adres wyszło 150 km - całkiem blisko(ale zapomniałem że trzeba jeszcze doliczyć drogę powrotną xD ).


No to gadam - dobra jade prowadź.

I tak przypadkowo pojawiłem się w Budapeszcie.

Chciałem zobaczyć ten Népstadion na którym w 1986 odbył się koncert Queen.

Wszystko fajnie ale na miejscu okazało się że nic już nie pozostało po tym obiekcie - powstał nowy.

A miałem taka nadzieje że wejdę tam i przeniosę się do tamtych czasów w wyobraźni. Trochę szkoda


Samo miasto robie niesamowite wrażenie ale czasu na zwiedzanie brak. Korki masakryczne

ponad 14h w siodle


no i nie wyrobiłem się z kremówkami

#motocykle

#wycieczka

172a378c-bc69-4802-b567-6522243bde74
a19e3f13-c690-4ad7-bb1c-008035a5f29f

@SuperSzturmowiec źle skręciłem i zamiast do Wadowic pojechałem do Budapesztu.

Dobrze się zaczęło. Jak to się może skończyć? Wiesz, daleko na Chorwację nie masz


Jakiś czas temu też miałem przejechać się w koło komina, a trafiłem do Szczytna. No, ale twoje zerwanie z łańcucha, to jest dopiero coś.

Zazdroszczę.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Dzisiaj w #piechurwedruje opowiem o krótkiej trasie w sam raz na rodzinną wycieczkę. Zapraszam

---------

Szczyt: Żar (Pogórze Wielickie)

Data: 13 kwietnia 2024 (sobota)

Staty: 5.5km, 2h50, 185m przewyżyszeń


Pisałem już kiedyś o tej krótkiej wycieczce w ramach posta o kreatywnym spędzaniu czasu z dzieckiem, dzisiaj tylko trochę rozwinę temat.


Do Kalwarii wybraliśmy się z żoną, dzieciaczkami i babcią, żeby wykorzystać piękną, słoneczną pogodę na coś innego, niż siedzenie pod blokiem. Trasa z założenia miała być niedługa i z małą liczbą przewyższeń, tak żeby nie zajechać młodszej córy, którą miałem nieść w nosidle na brzuchu. Mój wybór padł na Kalwarię Zebrzydowską, ponieważ była niedaleko (ważny czynnik), ale też dlatego, że na trasie było kilka charakterystycznych miejsc, które idealnie nadawały się do naniesienia na mapę skarbów, którą przygotowałem dla mojej czterolatki.


Po dojechaniu na miejsce podrzuciłem zwiniętą mapę koło samochodu, także szybko została znaleziona i rozpoczęła się wyprawa tropem lądowych piratów. Młoda od razu złapała bakcyla i z podnieceniem pokazywała budynki, znajdujące się po drodze. Fantastycznie było oglądać, jaką radochę jej to sprawia, ale najważniejszą rzeczą było to, że w ogóle nie narzekała na bolące nóżki, zmęczenie czy nudę - a o to właśnie chodziło.


Trasa była bardzo przyjemna. Piękny, gęsty i intensywnie zielony las, rozświetlany przez ciepłe słoneczne promienie, był jak balsam dla zmysłów. Na całym odcinku do góry Żar były tylko dwa miejsca, w których było nieco stromiej - na początku, przed Kościołem Ukrzyżowania, oraz pod sam koniec, przy podchodzeniu na "szczyt". W tych dwóch momentach wolałem asekurować babcię, bo podłoże było nierówne, z wystającymi z niego głazami i kamieniami.


Wrażenia z wycieczki w każdym razie były fantastyczne. Po drodze było dość miejsc, żeby się zatrzymać (np. na obowiązkowe karmienie Robalka), a nawet zobaczyć jakieś widoczki z zaznaczonego na mapie punktu widokowego, który znajdował się nad małą skarpą powstałą chyba w wyniku osuwiska.


Podsumowując: trasa była przyjemna, niewymagająca, w sam raz na rodzinny spacer. Jednak pomimo, że Mysz szła dzielnie, wycieczka i tak zajęła dwa razy dłużej, niż pokazywały to mapy. Robalek pod koniec też już mocno się niecierpliwił i po raz kolejny okazało się, że jej limit na bycie spokojną w nosidle wynosi jakieś 2 godziny. I tak mogę śmiało polecić to miejsce: mi się podobało i uważam, że warto się tam przejechać na przyjemny spacerek.


Trasa dla zainteresowanych.


#gory #wycieczka #podroze #wedrujzhejto #pogorzewielickie #fotografia

d923e356-8ba4-4ac7-ac92-491b9b63393d
ddb9666d-f854-45ae-97a2-00ee3f84b5c2
41951743-f5af-408c-9ba4-26887051f773
2ab8c262-aaff-4d15-a604-31e56129a880
863d8b24-29f6-4adf-bf1e-e9234937196d

@Piechur a to akurat moje rewiry😉 to osuwisko o którym wspomniałeś to dawny kamieniołom, przy przejrzystym powietrzu widać stamtąd Tatry. Fajne miejsce na ognisko. Kawałek wyżej od tego miejsca znajduje się grodzisko "Bugaj" oraz ruiny zamku Skrzyńskich. W praktyce po Grodzisku nie ma ani śladu poza pamiątkową tablicą, a po zamku zostały może gdzieniegdzie kawałki murków sięgających do kostek. Czyli nic godnego uwagi dla oczu, ale świadomość że to tam było to juz COŚ:) na miejscu Grodziska robiliśmy rok temu noc kupały z obowiązkowymi białymi strojami, dziewczyny z wiankami i miód do picia, w tym roku może też się uda. Poza tym warto przy wizycie zwiedzić troszkę więcej kalwaryjskich dróżek, jest tego sporo u podnóży klasztoru, bardzo spokojne, zielone i zadbane drogi spacerowe sprzyjające kontemplacji. Tylko szukając ciszy i spokoju lepiej unikać większych świąt kościelnych bo bywa wtedy tłoczno w okolicy😉

@Vintorez Dzięki za wiele ciekawych informacji Ta noc kupały brzmi świetnie - robicie to ze znajomymi, czy to jakaś większa miejscowa impreza?

@Piechur To taka nasza prywatna, spontaniczna inicjatywa. Bo oficjalnie to wiesz, tuż nad klasztorem, takie gusła... panie, kto to widzioł...

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Miały być Taterki - będą Taterki. To ostatni wpis dotyczący 2022 roku. Zapraszam i zachęcam do obserwowania #piechurwedruje 

---------

Szczyty: Ciemniak, Krzesanica, Małołączniak, Kopa Kondracka, Giewont (Tatry)

Data: 14 października 2022 (piątek)

Staty: 20.5km, 9h15, 1.560m przewyżyszeń


Kolejny rok z rzędu październik rozpieszczał świetną pogodą. W poprzednim miesiącu miałem zaplanowany dla taty urodzinowy wypad w góry, lecz z różnych przyczyn nie udało się go wtedy zrealizować, dlatego warunki tym bardziej mnie ucieszyły. Umówiliśmy się na wyjazd w piątek, zakładając, że na szlaku powinno być mniej ludzi, i z samego rana wyruszyliśmy do Kir.


Na miejsce dojechaliśmy sporo przed świtem i o godzinie 5 byliśmy już na szlaku. Szliśmy Doliną Kościeliska w stronę polany Zahradziska. Było dość mroźno, a z oddali rozlegało się zachrypnięte szczekanie. Doszliśmy do polany, na której za ogrodzeniem stało konkretne stado owiec, a na jej końcu ujadał potężnych rozmiarów owczarek podhalański. Przez głowę przeszła mi myśl, czy się na nas nie rzuci, ale gdy zbliżyliśmy się do niego trochę się uspokoił. Na poboczu leżał jego kolega, który obdarzył nas jedynie leniwym spojrzeniem i położył się dalej spać.


Doszliśmy do polany, z której rozpoczęliśmy wspinaczkę na Czerwone Wierchy. Podejście dawało w kość, było raczej stromo i momentami ślisko, bo kamienie pokryte były cienką warstwą lodu. Mrok grał jednak na naszą korzyść, bo nie widzieliśmy jaka jeszcze długa droga przed nami i zamiast się tym przejmować, stawialiśmy kolejne kroki. Niebo było praktycznie bezchmurne, więc co jakiś czas przystawaliśmy na znajdujących się na trasie polanach, żeby pozachwycać się małymi brylantami gwiazd rozsypanymi na czarnym firmamencie.


Tempo mieliśmy całkiem w porządku i już o 6:15 byliśmy pod Piecem. Zaczęło się przejaśniać i w oddali widać było Giewont wraz ze znajdującym się na nim krzyżem, który ciemnym konturem odcinał się od pomarańczowo-żółtego nieba. Ruszyliśmy dalej i po kolejnej godzinie marszu, który prowadził już odkrytym terenem, zatrzymaliśmy się na Chudej Przełączce, gdzie zrobiliśmy przerwę na posiłek i gorącą herbatę. Widoki były fenomenalne, z wierzchołkami szczytów liźniętymi ledwie pierwszymi promieniami dnia. Świetne warunki na drugie śniadanie.


Zaczęliśmy trochę marznąć, więc ruszyliśmy dalej. Do Ciemniaka został nam już tylko kawałek stromego podejścia. Dookoła leżały płaty śniegu, skały i trawa były pokryte białym szronem, ale poza tym warunki były fantastyczne, a widoczność idealna, także marsz sprawiał samą przyjemność.


Po Ciemniaku przyszła kolej na Krzesanicę, która jest najwyższym szczytem Czerwonych Wierchów. Ta część była zdecydowanie najbardziej zjawiskowa, a to dzięki stromej ścianie opadającej z północnej strony do Doliny Mułowej. Powtórzę to po raz kolejny, widoki były niesamowite i cały czas szliśmy uśmiechnięci i naładowani pozytywną energią. Szlak prowadził rzecz jasna rozsądny kawałek od przepaści, ale z daleka wyglądało to, jakby miało się iść samym jej skrajem.


Po dotarciu na szczyt naszym oczom ukazał się teren usiany małymi wieżyczkami z kamieni, które nadawały mu nieco pierwotny klimat, jakby trafiło się do miejsca, w którym odbywają się nieznane, pogańskie obrządki. Na jednej z kamiennych kupek pozostawiony był w kieliszkach jakiś eliksir dla strudzonych wędrowców, ale nie skorzystaliśmy z niego.


Udaliśmy się na Małołączniak, z którego według pierwotnego planu mieliśmy zejść niebieskim szlakiem do Przysłopa Miętusiego. Spojrzeliśmy jednak na zegarek, później na Giewont, który był już jak ja wyciągnięcie ręki, i stwierdziliśmy, że żal byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Los dawał zresztą wyraźne znaki, że podjęliśmy dobrą decyzję, bo schodząc z Małołączniaka przeszliśmy zaraz obok stadka kozic tatrzańskich (były ledwie kilka metrów od nas), których nie byłoby nam dane zobaczyć, gdybyśmy poszli oryginalnie zaplanowaną trasą.


Ostatnim szczytem z Czerwonych Wierchów, na który weszliśmy tego dnia, była Kondracka Kopa. Wyglądała świetnie, bo jedna jej część była pokryta warstwą śniegu, podczas gdy na drugiej praktycznie go nie było. Po kilometrze nieprzyjemnego dla kolan schodzenia doszliśmy do Kondrackiej Przełęczy, w której zrobiliśmy kolejną przerwę na posiłek. W międzyczasie słońce zaczęło już przyjemnie grzać i mogliśmy w końcu zdjąć czapki i kurtki.


Ruszyliśmy dalej niebieskim szlakiem i po kilku chwilach dotarliśmy pod Giewont. Trasa na szczyt była jednokierunkowa i znajdowały się na niej łańcuchy mające ułatwić wchodzenie po stromej skale. Nie był to jednak odcinek ani specjalnie trudny, ani długi. Przede wszystkim cieszyło nas jednak to, że udało nam się nim wchodzić po sezonie i w miarę wcześnie (była 10:40), więc oprócz nas na Giewoncie była jedynie garstka osób - latem tworzą się tu wielogodzinne kolejki.


Po chwili spędzonej na rozkoszowaniu się panoramą Tatr zeszliśmy z góry odcinkiem do tego przeznaczonym, na którym również znajdowały się łańcuchy, i wróciliśmy do Kondrackiej Przełęczy, z której zaczęliśmy schodzić żółtym szlakiem do Doliny Małej Łąki. Myślałem, że stromy początek tej trasy był męczący, ale prawdziwa masakra zaczęła się niżej. Szlak prowadził wyślizganymi skałami, które ze względu na położenie na nienasłonecznionym zboczu były wilgotne i śliskie. Ten kawałek sporo nas spowolnił i raczej wolałbym nim już więcej nie schodzić.


Całkiem ładnym lasem doszliśmy jednak w końcu do doliny i piękną, rozległą Polaną Małołącką udaliśmy się do skrzyżowania szlaków znajdującego się na jej początku. Stamtąd czarnym szlakiem poszliśmy na Przysłop Miętusi, z którego udaliśmy się znów na polanę Zahradziska, z której przed świtem zaczynaliśmy wspinaczkę na Czerwone Wierchy. Po drodze pomoczyliśmy stopy w potoku, żeby zadość uczynić naszej małej tradycji, co stanowiło wisienkę na torcie całej wyprawy.


Z Kir wyjechaliśmy zmęczeni, ale w pełni usatysfakcjonowani. Wycieczka zakończyła się pełnym sukcesem, poszła wręcz lepiej, niż to pierwotnie zaplanowaliśmy. Uwielbiam takie momenty spontaniczności, bo zwykle wyglądają tak, jak gdyby cały wszechświat im sprzyjał i dawał znaki, że należy dać im się ponieść. Polecam tę trasę wszystkim górskim entuzjastom, którzy Czerwonymi Wierchami jeszcze nie szli.


Trasa dla zainteresowanych.


#gory #wycieczka #podroze #wedrujzhejto #fotografia #tatry

2d8917e8-b34d-4e89-9515-25c7c61f2951
4cf42dd2-c953-408f-9a9c-1ad6723603e1
fe76e13c-d119-452c-8fa6-86268087989e
14c230b3-bc52-4a7d-ada9-8e7ebe0ed034
034f5e8b-73b8-45a8-9cc6-22d02a3fe36d

@ddavvvidka nie wiem, ale jak będziesz się znowu wybierać, to powiedz kiedy - chciałem jechać w tym roku, to będę wiedzieć, kiedy urlopu nie brać

@Piechur uważaj na yeti, nie wyciagaj oscypka na szlaku!!! Chyba że z wyboru, ale w tym przypadku nic mi do tego xD

Nie jestem żadnym erudytą, ale topornie się to czyta trochę, jak raport wojskowy, czy coś. Takie mam odczucie.


Tak czy siak zaliczenie tej trasy wymaga sporo od nóg. Graty

Zaloguj się aby komentować