Hiszpanie z Altarage zapowiedzieli nowy album. Słychać dalszą ewolucję, nowe elementy, daleko odeszli już od bycia epigonami Portal. Przydałoby się wyrwać ich na jakimś koncercie, bo widziałem tylko raz na Netherlands Deathfest w 2018. W ogóle co to był za fest, dziś takich nie robią.
W niedzielę ruszyłem w góry i podobało mi się na tyle, że chciałbym pokazać Wam jedną z ciekawszych tras gravelowych w Norwegii – Mjølkevegen. Trasa, w zależności od wariantu, liczy ponad 240 km i niemal 5000 metrów przewyższeń. Jest więc co robić.
Samą nazwę można przetłumaczyć jako "drogę/ulicę mleczną" i nie jest to przypadkowe. Trasa prowadzi wzdłuż górskich farm, gdzie od pokoleń hoduje się bydło i produkuje mleko. Zdecydowana większość odcinków to szuter, a duża część wiedzie przez rejon Jotunheimen – jedno z najpiękniejszych pasm górskich w Norwegii.
Szlak zaczyna się w Vinstra, w dolinie Gudbrandsdalen a konczy w Gol. Część z Was może kojarzyć tą pierwszą nazwę z marki świetnego brązowego sera - Gudbrandsdalost.
Nie ukrywam, że przejechanie całej trasy naraz to za dużo jak na moje możliwości, ale udało się zrobić solidne 115 km. I powiem uczciwie, wymęczyłem się jak zwierzę ale co to był za dzień! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Jechało się naprawdę dobrze. Przez pierwsze 90km noga podawała, choć podjazdy momentami dawały w kość. Najtrudniejszy miał około 600 metrów przewyższenia i trochę mnie przeczołgał, ale ogólnie wszystko było do zrobienia. Do tego pogoda dopisała – było zimno i trochę wiało, ale słońce robiło swoje i dodawało energii.
Na trasie spotkałem mnóstwo rowerzystów, głównie bikepackerów, choć było też kilka osób na lekko jak ja. Zaskoczyła mnie świetna atmosfera, na każdym postoju "cześć, cześć", dużo machajem i pozdrowień przy mijaniu się na trasie.
Po drodze były też oczywiśnie obowiązkowe na tej drodze akcenty – owce, krowy i widoki, które naprawdę robią wrażenie.
Jeśli planujecie rowerową przygodę w Norwegii, zdecydowanie polecam Mjølkevegen. W wersji bikepackingowej spokojnie da się ją zrobić w 2-3 dni a hardkory to i na raz strzelą, szczególnie że w lecie widno jest przez 18-20h
#podrozujzhejto #norwegia #gravel
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Czym śmigałeś przed gravelem? Sam mam rower crossowy kupiony przed pandemią i się zastanawiam czy gravel to tylko moda czy serio dużo łatwiej robi się na nim kilometry. Ja jeżdżę głównie wokół komina wypady, 20-40 kilometrów jeżdżąc głównie ścieżkami rowerowymi i polnymi drogami. I się zastanawiam czy jest sens zmieniać rower.
@Unkown2047 śmigalem hardtailem. Czy gravele to moda i rżnięcie na kasę? Na pewno. Czy "tylko moda", no tu się nie zgodzę. Mi na pewno pasuje do moich tras i niech świadczy o tym fakt, że od kiedy kupiłem gravela to jeżdzę ze 2-3x więcej a na hardtaila wsiadłem może ze dwa razy.
Zrobiłem to dla was i z powodu nudów w robocie (95% załogi na urlopie) zgłębiłem temat. Z tymi ośmioma ślubami przy pięciu żonach chodzi o to, że dwa razy ślub kościelny (nie wiem jakim cudem, tego już nie będę szukał) brał w innym terminie niż cywilny, a w czasach covidowych brał kameralny cywilny a po pandemii odnowienie przysięgi wraz z hucznym weselem.
Wydawnictwo Zysk i S-ka zapowiada dodruk czwartego tomu Koła Czasu. "Wschodzący cień" Roberta Jordana wróci do sprzedaży 28 lipca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą liczy 1282 strony, w cenie detalicznej 114,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Kamień Łzy, legendarna forteca, zostaje zdobyty. Callandor trafia do rąk tego, który jest godny nim władać. To zaledwie początek dla Randa al'Thora, pasterza, który stał się Smokiem Odrodzonym. Przyjaciele i wrogowie mobilizują się, sporządzają plany działania, knują spiski, podczas gdy Smok studiuje teksty proroctw i z największym wysiłkiem stara się kontrolować przepełniającą go Moc. Wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że niebawem musi wybuchnąć wojna...
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Idzie nowy Uncle Acid and the Deadbeats. Pierwszy singiel mi nie podszedł, jakiś taki jak z generatora. Tu już się dużo więcej dzieje, naprawdę fajny kawałek. Choć słychać, że zrobili kilka kroków wstecz w rozwoju, ale po ostatniej "eksperymentalnej" płycie nie ma co się dziwić.
Też mam, rehabilitacja pomogła na chwile, w sumie wróćiło i się przyzwyczaiłam XD
Po skręceniu kolana jak ręką odjął, widocznie ciało stwierdzilo, że możemy mieć jeden problem naraz. To miło z jego strony.
Jak rozmowa albo lektura, albo intensywne rozmyślanie wprowadza w błąd podróżnych, bo wcześniej stwierdzają przybycie do celu niźli zbliżanie się do niego, tak samo jest z tą ciągłą i bardzo pospieszną podróżą życia, którą odbywamy jednakowym krokiem, czuwając i śpiąc: ci, którzy są nią zajęci, zdają sobie z niej sprawę dopiero na samym końcu.
Jeśli skupiamy się na drodze to cel sam przyjdzie. Jeśli zajęci jesteśmy tą drogą możemy zatracić cel do jakiego dążymy i odkryjemy go dopiero jak go znajdziemy.
Nie jestem pewny interpretacji tego tekstu.
Ale jest dobry, bo skłania do myślenia. Chociaż dzisiaj mi nie wychodzi myślenie xD
Dla mnie ten tekst ma znaczenie takie, że ludzie są zajęci ciągłym dążeniem do czegoś, przez co nie mają czasu, żeby żyć. Chwila obecna nam umyka, bo myślami wybiegamy a to w tył, a to w przód. Może zdarzyć się tak, że pod koniec życia człowiek sobie uświadomi, że ciągle za czymś gonił, bądź się przejmował, zamiast żyć w chwili obecnej i to życie zleciało nie wiadomo kiedy.