ależ to był ciężki tydzień w #januszex #pracbaza #smuteczek #zalesie


ależ to był ciężki tydzień w #januszex #pracbaza #smuteczek #zalesie


w sumie jak już tu sobie piszę, to podzielę się pewnymi przemyśleniami...
no więc trochę nie chce tu robić drugiego tagu hashtag przegryw z wypoku, zwłaszcza że u mnie to wynika głównie z mocno pojebanej głowy i problemów psychicznych... ale z drugiej strony - nie mam nikogo komu mógłbym o tym opowiedzieć 😔 i domyślam się że nie każdy chce widzieć tutaj takie wysrywy - lepiej się "sprzedają" kotki, różne heheszki i niesamowite wyniki w bieganiu, robieniu pompek itp. no ale cóż - ja tak nie potrafię i o ile dość dobrze się maskuję w pracy, to jak potem jestem sam w domu to jest mi ciężko i czasami mi się trochę ulewa tu na hejto, a potem wy - Kasie i Tomki musicie to czytać...
#chorobaafektywnadwubiegunowa #chad #chorobypsychiczne #depresja #bipolar
Zaloguj się aby komentować
BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
Part 9 - sprzedawczyni w monopolowym
Rok 2017
To jest najdłuższy post z tej serii:)
#niemakolaczy
Po skończeniu praktyk zawodowych zostało mi jeszcze ponad dwa miesiące wolnego do rozpoczęcia kolejnego semestru. Postanowiłam, że spróbuję poszukać czegoś na ten czas w moim rodzinnym mieście, co było nielada wyzwaniem, więc padło na... Sklep monopolowy, tętniące etanolem serce mojej małej ojczyzny.
Już kiedyś pisalam post o tej pracy skupiając się na jednym wątku, tutaj opiszę wszystko co pamiętam. Zacznę od tego, że żeby dostać tą pracę musiałam nakłamać, że nie studiuje i że to moja praca marzeń, która chce mieć. Głupio mi, że musiałam kłamać i kierowniczka miała nadzieję, że zostanie ktoś na dłużej, ale cóż każdy orze jak może.
Czy kiedykolwiek sądziłam, że praca w sklepie monopolowym będzie najważniejszą dla mnie lekcja życiową, da mi najwięcej wiedzy o społeczeństwie i pozwoli mi zrozumieć czym jest życie i dokąd zmierzamy? A co najważniejsze wyciągnie mnie z depresji..- wysmialabym osobę która by mi to powiedziała, a właśnie tak było.
Zacznę od tego, że fajne miałam współpracownicę. Kierowniczka była specyficzna, ale miła i wyrozumiała. Oprócz niej były jeszcze dwie pracownice - jedna stała, druga dorywczo na weekendy. Też dobrze się z nimi pracowało, zero spin i złośliwości z ich strony.
Praca była zmianowa, od 6-14 i druga zmiana od 14-23. Druga zmiana zazwyczaj była obsadzona przez dwie osoby. Zarobki oczywiście najnizsza krajowa i umowa zlecenie - nie ważne jak długo pracujesz UoP miała tylko kierowniczka.
Czułam się w tym sklepie jak główny bohater filmu "Sprzedawcy" Kevina Smitha. Czarny humor pełna parą no i dużo refleksji. No i też byli odpwiednicy Jaya i cichego Boba. Zaczynając pracę z rana oczywiście już z niecierpliwością stała pod nim kolejka po polskie śniadanie - Monkey i Palmale. Nie sądziłam, że zjawisko jest tak duże, że niektórzy ludzie nie są w stanie zacząć pracy bez alkoholu. Jednak mając już swoją wiedzę jak wygląda życie zawodowe w Polsce, wcale mnie to nie dziwi. Po pierwszej fali stałych klientów, przychodził czas na dokładnie towaru, przyjmowanie towaru, rozkładanie go itp. takie 2-3h chillu, na spokojnie robiło się swoje, do południa nie było za bardzo klientów.
No ale aż do długiej przerwy w pobliskim liceum i kupowania fajek i energoli przez nastolatków. Energole były wtedy dostępne dla każdego, ale przy sprzedaży fajek pilnowałam pokazywanie dowodu. Nie chodzi o to, że mnie martwiło zdrowie tych dzieciaków, bo wiem że jak chcą to i tak kupią i panowie menele chętnie w tym pomagali. Bałam się mandatu 500 zł.
Była jednak przykra sytuacja dla mnie coś co dało mi trochę odpowiedź dlaczego ludzie tacy są dla siebie nawzajem, zwłaszcza na szczeblu zawodowym - każdy chce czuć się lepszy.
Chodziło o sytuację gdzie odmówiłam, jednemu nastolatkowi sprzedaży fajek, po tym jak pokazał mi żałośnie podrobioną legitymację (już pomijam fakt, że legitymacja to sobie może wiadomo co xd). Jak zobaczyłam wydrapaną ostatnia liczbę rocznika i napisaną innym długopisem tak żeby wyglądało że jest 18+ to mu powiedziałam "nieno chłopie na legitymację to ja ci nie sprzedam, po za tym nie pokazuj tego nikomu, bo gorzej podrobić to się jej nie dało" ten się na to obrazil i ni z gruchy ni pietruchy wywalil do mnie "jak byś się lepiej uczyła to byś tutaj nie wylądowała" - powiedziałam mu coś w stylu "mam nadzieję, że tobie fajki pomagają w nauce". Zrobiło mi się przykro, nie dlatego, że mnie obraził bo przecież byłam na studiach więc coś tam się dobrze uczylam, ale że właśnie przez to, że popatrzył na pracownika sklepu z góry jakby to był ktoś na kogo można napluć bo "zasłużył" na swoje miejsce, jakby byl podludziem...
Nie ukrywam czasem było mi wstyd że pracuje w monopolowym, zwłaszcza, że na weekendy przychodzili do sklepu znajomi ze szkoły i przełamanie wstydu to był dla mnie krok milowy w poczuciu pewności siebie, bo serio gdyby nie wyzysk pracowników przez właściciela sieciowki byłaby to spoko praca, ciągle się coś działo i gdybym pracowała tam rok to byłby to świetny materiał na książkę o alkoholizmie właśnie z punktu widzenia sprzedawcy.
Pamiętam jak stała przy mnie kierowniczka i przyszedł mój były dobry znajomy z gimnazjum i czasów liceum i powiedział "ooo Cori jak tam studia" ja do niego z wymownym wzrokiem "coo jakie studia?" Serio bałam się że mnie zwolnią za to, że studiuje i nie przepracuje tam nawet 2 miesięcy xd
W jakiś weekendzik, przyszedł Pan woźny że szkoły że swoją żoną, kiedy mnie rozpoznał powiedział "Cori jak to tak tutaj wylądowałas, uciekaj stąd bo szkoda ciebie na taką pracę.. " pamiętał mnie bo zawsze zostawiałam u niego rower jak jeździłam do szkoły. Mówiłam że jest dobrze żeby się nie martwił, a ten dalej, że się marnuje w tym sklepie xd
Dla umilenia sobie czasu uwielbiałam trollowac nastolatków. Najbardziej było to zabawne jak ze wstydem kupowali prezerwatywy ja jeszcze bardziej to podkrecalam mówiąc na przykład głośno "JAKIE PREZERWATYWY? " Tam żeby wszyscy w sklepie usłyszeli, albo kiedyś przyszła taka zestresowana parka ok 16-17 lat kupili sobie masę chipsów i napojów a na końcu wzięli gumki. Laska poprosiła o nie szeptem bo za nią stała kolejka ludzi. Wszystko od razu zapakowała do torby. Więc uznałam że też ja strolluje i powiedziałam że muszę wszystko jeszcze raz skasować bo mi się nie nabiło. "No i gumki też jeszcze muszę skasować" - biedna zrobiła się czerwona jak burak xd ogólnie kupowanie gumek to zawsze coś ludzie odwalali jak nie jeden typ ok 17 lat przyszedł bez koszulki (mieszkał obok) krzyknął do mnie "kurde lasce chce się r⁎⁎⁎ać, no i muszę kupić gumki, zachciało się jej..." Albo jakiś dziad ok 50 lat stał i pół godziny się zastanawiał czy wziąć gumki o smaku bananowym czy truskawkowym. Mówiłam mu żeby wziął oba pudełka a ten nie i dalej stał i się zastanawiał.
Ciekawymi klientami były też młode laski próbujące się skontaktować ze swoimi misiaczkami odsiadujacymi niesłuszny wyrok. Nawet nie wiedziałam, że do więzienia trzeba dzwonić ze specjalnej ścięci bo z innej się nie da, więc kupowały regularnie doładowania. Zawsze się zastanawiałam jak to jest, że tak młode i ładne dziewczyny są z kryminalistami.
Palenie i picie w ciąży? Też się przestawało mnie dziwić. Pamiętam laska w zaawansowanej ciąży chciała kupić sztangę fajek, powiedziałam jej że nawet jak to nie dla niej to sumienie nie pozwala mi jej tego sprzedać. Ale to był też wniosek do którego doszłam - nie moje sumienie i moralizowanie kogoś to coś z czego powinnam się wyleczyć.
Była taka kobieta która również dobrze mogła mieć 40 jak 80 lat, kurde ciężko było powiedzieć niby była w ciąży więc musiała być płodna z drugiej strony wyglądała serio na min 60 lat. Bez zębów, siwe włosy, wysuszona. Codziennie kupowała jedna puszkę Pepsi, ale o specyficznej pojemności, taka która była wielkości zwykłej puszki piwa. To się chwaliło, że na czas ciąży zrezygnowała z picia z drugiej ta Pepsi chyba też nie za specjalnie służyła dziecku...widziałam ją potem z tym dzieciaczkiem, nie wyglądał na zaniedbanego czy coś. To mnie nauczyło, że rozdzimy się mając nierówne szanse, co taki dzieciaczek miał do wyboru. Sam chciał się rozwijać w komorze gazowej czy być karmiony etanolem... A ćpaniu już nie wspominając:(
Ogólnie kobiety związane z alkoholem miały gorzej od mężczyzn alkoholików, bo to one dostawały od nich dodatkowo w pi⁎⁎⁎ol. Była taka pani ok 50 + regularnie z limem pod okiem. Raz przyszła całkowicie rozebrana do sklepu okryta jedynie sweterkiem, pobita - poprosiła o czteropak kuflowego. Nie wiedziałam jak zareagować, więc pozostałam bierna... Zapytałam tylko czy wszystko w porządku, ale nie dostałam odpowiedzi jedynie wymowny wzrok "c⁎⁎j cię to obchodzi" .
Była też kobieta, elegancka, po 30 która kupowała jakiś lepszy alkohol i chodziła z nieudolnie zamaskowanym limem pod okiem i ciemnymi okularami, widać jak się tego wstydziła.
Zabawnie podchodziła do alkoholizmu pracownica jednego z salonów sieci komórkowej - mówiła, że dla niej zawszę jest piateczek, kupując przy tym wódkę. Przyznam że ja nie wiem jak pijąc wódkę prawie codziennie można wstać do pracy i iść do niej, jak gdyby nigdy nic, mnie by pozamiatało, no ale wiem kwestia przyzwyczajenia do tego organizmu.
Była też taka babka co była bardzo zaniedbana, a mimo to zawsze miała na sobie ciągle nowe markowe ubrania. Myślę że nie tylko piła ale też i ćpała, nie wiem jak było ją stać na takie ciuszki, zwłaszcza że wyraźnie brakowało jej piątek klepki.
Najbardziej było mi szkoda kobiety po 50tce - miała zaawansowana łuszczyce. Jest to choroba autoimmunologiczna, więc Alkohol przy niej jest surowo przeciwwskazany. Nie będę ukrywać jej skóra dosłownie się sypala. Wiele osób nie rozumiało, że nie jest zaraźliwe i przez to czyli wstręt:((( z plotek wiem, że kobieta miała bardzo trudne życie, po⁎⁎⁎⁎ny mąż, który podobno zamykał ja w piwnicy... A pochodzili z bogatego "dobrego" domu.
Były jednak dwie specyficzne klientki, które się wyróżniały jeszcze bardziej w swoim specyficznym gronie innych Pań. Jedna z nich realnie mnie wkurwiala, miałam ochotę jej wy⁎⁎⁎ać, żeby przemówić jej do rozsądku. Miała syna którego woziła w spacerówce ok 3-4 lata i w dzień w dzień kupowała kilka czteropakow piwa i fajki, używając wózka jako transportera dla ciężkich puszek. Raz była sytuacja że dzieciak był bardzo wpatrzony w lizaka za 1zl poprosił go o to mamę, a ona do niego "nie, nie, nie mamusia nie ma pieniędzy", jak mnie wtedy roznosilo, oczywiście dałam temu biednemu dzieciakowi tego lizaka, ale najchętniej jej bym zabrała tego chłopca. Koleżanką - ta która pracowała dorywczo, powiedziała mi, że to laska która jest uzależniona od cpania i że raz już jej zabrali dziecko. Ogólnie ta koleżanka była totalnie street smart, wiedziała prawie wszystko o wszystkich, chodzące kompendium wiedzy o moim mieście.
Streetsmart, też miała swój ciekawy epizod, raz do sklepu przyszła moja znajoma z liceum. Lubiłam ja, ale no cóż była dość specyficzna i często chamska i bezposrednia. Jak ją zobaczyłam to, bardzo delikatnie mówiąc przytyło jej się. Kiedy wyszła ta koleżanka, to Streetsmart powiedziała: "widzisz, a ta cała szkole się ze mnie nabijała, że jestem gruba, a sama jak teraz wygląda" można by rzec, że karma w tym przypadku się nie obijała.
Wracając do Pań alkoholiczek, ciekawym kwiatkiem była hmm babka o dość męskiej aparycji. Bardzo też agresywna. Ba kiedyś mnie pobiła jak byłam w liceum bo myślała, że jak sobie żartowałam z jakimś ziomkiem wracając do domu to, że się nabijam z niej, a ja tylko podchwycilam piosenkę którą śpiewała i też zaczęłam ją z tym typem śpiewać - byliśmy lekko podchmieleni. Ona uznała, że to obraza jej majestatu i że mnie pobije. Zataatkowala mnie i przytrzymała przy ścianie budynku i uderzyła mnie w twarz pięścią, poprosiłam typa o pomoc, a on tylko stał i się patrzył, kopnęłam ja w piszczel i uciekłam, a ona przy tym wyrwała mi torebkę po jakimś czasie napisała do mnie znajoma, że znalazła moja torebkę bo była tam moja legitymacja i dostałam ją spowrtem. Oprócz owłosionej mojej szczotki i legitymacji nic więcej tam nie było więc nie bałam się, że nigdy jej nie odzyskam, a jednak odzyskałam xd.
Wracając do sklepu ona oczywiście mnie nie poznała, ja jak najbardziej i bałam się jej cholernie. Zwłaszcza, że mówiła w taki agresywny sposób. Od koleżanki z pracy dowiedziałam się, że jedna sprzedawczynie znielubila tak, że czekała na nia na zakończenie zmiany i rzucała w nią butelkami po piwie. Ogólnie ta praca była niebezpieczna i już za to powinien być dodatek do wypłaty, ale to swoją drogą ...
Oprócz powyżej opisanej kobiety nie było agresorów, jedynie smutnie przegrywający z uzależnieniem menele, którzy byli mili dla mnie i było mi ich po prostu szkoła. Najbardziej przegrywający był Pan o kulach, często u nas kradł, no ale nie było co z tym zrobić oprócz nie wpuszczania go do sklepu. Ale ten i tak błagał żeby go wpuścić i na raty oddawal za ukradzione piwa. Raz otwierając sklep zastałam go śpiącego w progu, musiałam go przeskoczyć bo nie dało się go dobudzić. Najbardziej po⁎⁎⁎⁎ne było to jak raz samochód go potrącił zaraz przy sklepie, było słychać pisk opon i za chwilę do sklepu wszedł Pan menel z połamaną kulą i cała zakrwawioną twarzą, chciał kupić Halnego. Ja otepiala podaje mu te piwo ale jak zobaczyłam, że podaje mi z kieszeni zakrwiaone monety. Nakrzyczałam na niego, że ma iść na pogotowie i ja tych brudnych pieniędzy nie wezmę. Później przyjechała karetka. Nie wiem jak długo jeszcze pożył ale na pewno przez rok to jeszcze widziałam jak bywałam w mieście. Nie przepadałam za nim. To był jedyny gość po którym trzeba było spryskać sklep muchozolem jak wychodził, no ale nie oceniam. Nigdy nie wiemy jaka była przyczyna jego upadku.
Drugi był panem Pomidorem i z twarzy, czerwonej bardziej od Vinetu i z tego powodu, że przynosił pracownicom sklepu, pomidory, ze swojego ogródka. Był bardzo miły, ale z tego co wiem umarł niedługo później na zawał. Szkoda chłopa choć to był ciężki stan... często w pełnym słońcu spał na ławce.
Cichy Bob i Jay - był taki typ o specyficznej ksywie, ale dla anonimowości nazwę go Jay. Cwaniaczek i śmieszek. Lubiłam jak przychodził do sklepu bo zawsze rozśmieszał mnie ciętym żartem. Do dziś pamiętam jak mnie zjechał i zaczęłam się z tego głośno śmiać. coś w rodzaju "oj Cori Cori gdzie twój Pan Cor" ja do niego, "że gdybym zostawiała 1zl za każdym razem kiedy to słyszę..." A on "to byś miała 1zl xd". Raz chciał się przejechać się na moim rowerze i się elegancko wy⁎⁎⁎⁎⁎olil bo nie powiedziałam mu, że ma on blokade na tylne koło xd pamiętam jak do babki kupujacej cały zapas alkoholu walnął "Cooo 500 plus przyszło" a ta babka "A no coś długo na nie czekałam". Miał też swojego cichego Boba, który chodził z nim czasami do sklepu, ale nie wiele mówił więc ledwo go pamiętam.
Rozbrajalo mnie to, że niektórzy bardzo wstydzili się pokazać że piją, więc na zmianę chodzili do kilku różnych monopolowych, żeby nie wyszło, że tyle piją.
Było też dwóch nierozłącznych kumpli, którzy najbardziej mnie rozczulali, pracowali gdzieś razem, razem też pili i razem też kilkukrotnie próbowali razem rzucić picie. Po tygodniu niepicia i tak wracali, i potem znów. Raz jeden z nich przyszedł i powiedział "Cori ja już dwa tygodnie nie pije" miał uśmiech na twarzy. Powiedziałam mu, że jak nie będzie pił przez X miesięcy to kupie mu czekoladę. Wiedziałam, że nie będę tam długo pracować ale jakbym go spotkała to zapytałabym jak sprawy idą. Zapytałam mojej street smart koleżanki co z tym menelem co wygląda jakby menelem był od nie dawna. Ona powiedziała że podobno żona zabrała dzieci i wyjechała nie wiadomo gdzie i nie ma z nimi kontaktu to się chłop rozpił - może jest w tym ziarno prawdy, ale wiadomo nie jest nic czarno-białe. Później się dowiedziałam, że jakieś 2 lata po skończeniu tam pracy. Zapaliła się melina w której spali. Pożar wybuchł od niedopałku papierosa, oboje zgineli... Po każdej próbie rzucania picia, najpierw kupowali lekki alkohol, jakiegoś żubra czy coś, a potem z dnia na dzień coraz bardziej śmieciowy. Kończąc na jakiś beczułkach o smaku leśnych owoców. Po prostu czuło się że raczej to już przegrana sprawa, choć dalej im kibicowałam:(
Dziwne zderzenie ze smutkiem tego świata miałam w przypadku mojego rówieśnika, którego znałam z gimnazjum. Fajny charyzmatyczny chłopak z talentem muzycznym. Całkiem bystry w gatce - tak go zapamiętałam. Jednak jak go zobaczyłam jako klienta sklepu doznałam szoku. Zachowywał się jak ktoś kto ma hmm nieobrazajac go, pewien rodzaj zacofania. Miał problem z komunikacją i jakby rozum 7 latka. Pytałam innych co się z nim stało. Plotki mówiły że odwaliło mu po narkotykach. Ja mam podejrzenia, że może to była jakaś choroba genetyczna, która ujawniła się z wiekiem. Eh jak go znałam to był całkowicie normalny nastolatek
Inny przypadek mojego znajomego, który był dość introwertyczny za czasów szkolnych, starszy ode mnie o rok. Zakompleksiony... Niestety z tego co zrozumiałam od jego ojca ujawniła się u niego schizofrenia. Widziałam już wcześniej, że coś z nim nie tak. Mówił sam do siebie i był jakby nieobecny. Kupował codziennie energola i fajki. Pewnego dnia przyszedł jego ojciec i się zapytał czy bywa tu chłopak o imieniu X. Powiedziałam, że tak. Ojciec wyjaśnił że chłopak nie chce się leczyć i ukradł jego matce kartę do bankomatu i wydał z niej prawie wszystkie pieniądze... Widać ojciec był zadbany i dobrze sytuowany. Niestety zrezygnowany co do syna. Bardzo mi było dziwnie z tym, że ktoś kogo znałam parę lat wcześniej, odpłynął przez chorobę:((
Najgorsze w tym wszystkim były weekendy nie kończące się kolejki po alkohol, głównie młodzi ludzie i to było właśnie przytłaczające, że jedyną atrakcją w mieście było właśnie picie... Widziałam też jak ten alkoholizm był zaawansowany u ludzi młodszych ode mnie. Opierdalam brata mojej koleżanki z podstawówki za chlanie. Był młodszy ode mnie o trzy lata, a już miał przepity głos i spuchniętą twarz. Jak jednak wspomniałam moralizowanie kogoś nie ma sensu...jeżeli ktoś sam nie chce pomocy, na siłę jej nikomu nie wciśniesz
Była też młoda nastolatka, która rzucała na blat grubym hajsem. Dziwiłam się skąd ma tyle hajsu, raz powiedziała coś do koleżanki z którą była, że mama jej dała pieniądze. Jak wyszła street smart koleżanka powiedziała, że ta laska jest z domu dziecka i dziwne żeby dostała hajs od mamy. Cóż miałam pewne podejrzenia skąd może je mieć :(...
Też raz jeden miejski mafiozo płacił za alkohol wyciągając z kieszeni masę kasy i rzucając stówkę na blat jak śmieciem potem ostentacyjnie schował plik banknotów do kieszeni jakby to byly papierki po cukierkach.
No to teraz przejdę do większej patologii od panow meneli, który zasługują na pewno na większy szacunek niz pan i władca, czyli właściciel sieci sklepów. K⁎⁎wa jak mnie to boli, że byznesmeni wykorzystują małe miasteczko i wiedza, że ludzie są w nich zdesperowani jeżeli chodzi o pracę i j⁎⁎ia ich na hajs ile wlezie. Nie dość że nie było tam UoP, żadnych premii, jedynie sztuczne motywowanie pracowników do sprzedaży promocyjnych produktów, że za wygraną była jakaś kasa. Tyle, że zawsze wygrwal sklep z miasta powiatowego xd dodatkowo jak jakiś produkt się przeterminował to trzeba było płacić za te produkty z własnej kieszeni xd czujecie to? - produkt się nie sprzedał bo nikt go nie chciał, a sprzedawca musiał za to zapłacić. Jak powiedziałam do kierowniczki, że to po⁎⁎⁎⁎ne to mi powiedziała "nie no, rzadko się to zdarza, no ale my i tak potem to pijemy" - przeterminowaly się głównie piwa kraftowe, które były "zbyt dobre" na tutejsze podniebienia... Cóż do tej pory czuję żenade, że dałam się w to wkręcić i kupić przeterminowane piwa xd ale coz mówiłam sobie "to tylko dwa miesiące".
Kompletnie też nie rozumiem braku dbania o komfort pracownika. Krzesło w pracy?? Pfff chyba snicie. Było wiele godzin, gdzie nic się nie działo w sklepie, wszystko było ogarnięte, a jak chciało się usiąść to nie było gdzie. Nawet jeść trzeba było na stojąco albo siedząc na karcie piwa. Eh j⁎⁎ać prądem takich doropkowiczow...
Prace zakończyłam też kłamstwem, powiedziałam, że wyjeżdżam do pracy za granicę, było mi głupio bo już się dogadywaliśmy kto będzie pracował na święta... Kierowniczka powiedziała, że szkoda i życzyła mi powodzenia.
Podsumowując: praca dała mi w cholerę dużo mądrości życiowej, czuję, że weszłam po niej na wyższy lvl świadomości xd a tak na serio to na prawdę bardzo się cieszę że miałam okazję poznać tych wszystkich ludzi, zobaczyć jak wygląda jakiś wycinek społeczeństwa, o którym wcześniej nie miałam zielonego pojęcia. Smutno mi tylko trochę, że i tak o niektórych historiach po prostu już zapomniałam, a było ich więcej, żałuję że nie spisałam tego wcześniej...
#praca #pracbaza

@Cori01 Ale z tymi gumkami to było niefajne, wiesz? W Polsce seks to generalnie temat tabu i dla wielu ludzi takie zakupy to jednak jest stres i wyzwanie, a przez to twoje traumatyzowanie będą potem mieli spinę i zamiast kupować w sklepie zaryzykują jechanie bez gumy. A potem różne choroby, ciąże i takie tam. Nieładnie.
Zaloguj się aby komentować
Nie wiem co trzeba zrobić by załapać się gdzieś indziej niż magazyn/produkcja choć tam też dostaniesz pytanie "jakim rodzajem pizzy jesteś?".
Na staż do HR gdzie w ogłoszeniu w wymaganiach było: chęć rozwoju w HR, znajomość Excel. Obowiązki: wsparcie przy przy rekrutacjach, obserwowanie ich. Babka zadawała pytania z zatrudniania cudzoziemców, odpowiedzi nie wiedziałem. Do tego "skąd pomysł na HR bo większość to kobiety?"
Kursy HR kadry i płace 4k kosztuje, zatrudnianie cudzoziemców 2k
Tutaj coś innego, ale przynajmniej informacja bo tak zawsze "na każdym etapie jest informacja zwrotna" a potem nic.Problemem też jest, że rekrutują kobiety a dla nich jestem tylko desperatem, incelem i nazistą.
#pracbaza #praca

@Dudleus
a dla nich jestem
Dla nich jesteś losowym typkiem co przyszedł, nie był pewny siebie i nie potrafił się dobrze sprzedać w rekrutacji kierunku gdzie w większości przychodzą babki liczące na łatwą robotę. Serio myślisz, że każdy na dzień dobry sobie od razu wymyśla jakieś 200 epitetów o twojej osobie? Jakby każdy tak sobie rozmyślał to oni by tej rekrutacji nie przeprowadzili przez rok do końca. Jest naprawdę mało ludzi w różnego rodzaju firmach czy generalnie, którzy są w stanie wynieść jakieś daleko wiążące wnioski nt. twojej osoby. To nie są psychiatrzy.
Jedyną osobą, która ci wymyśla "-celów" i "-zistów" jesteś tutaj ty. A skoro sobie dopowiedziałeś w głowie ich interpretację twojej osoby to przychodząc na rekrutację w takim nastawieniu nic lepszego nie osiągniesz.
I co znamienne w takich przypadkach - jest całkiem prawdopodobne, że nie znasz i nie rozumiesz samego siebie. Stąd pierdolisz nazywając się tytułami, które mają cię poniżyć i zredukować. Zastanawiałeś się kiedyś, czemu to robisz? Bo jest to za⁎⁎⁎⁎ście fajne pytanie. Można dojść do ciekawych wniosków.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Dzisiejszym tematem są programy outplacement, czyli część pakietu, które firmy oferują zwalnianym pracownikom. Porozmawiamy o tym, czy warto skorzystać i co może się przydać.
Głównym celem takich programów z punktu widzenia pracownika, jest pomoc w znalezieniu nowej pracy, ale wbrew nazwie - nie samo jej znalezienie. Z punktu widzenia pracodawcy - czyste sumienie - zwalniamy pracownika, ale dajemy mu pakiet pomocy, więc jesteśmy tylko trochę źli.
Czego możecie oczekiwać w ramach takiego pakietu?
W zależności od szczebelka na korpo drabinie: pakiet podstawowy albo pakiet executive - w obu znajdziecie:
Konsultanta 1 na 1
W...
Krótka ankieta #pracbaza
Dostajecie za zadanie przeczytać ustawę/rozporzadzenie/jakies gowno Unijne i wypisać obowiązki firmy wynikające z przepisu, czytacie całość sami i sami szukacie czy używacie AI żeby wam streściło/znalazlo co czego szukacie?
Taki mam głupi dylemat moralny, bo u mnie w pracy wszyscy z tych AI korzystają a ja byłem inaczej nauczony.
#ankieta #praca

Co jak co, ale AI jest wybitne jeśli chodzi o streszczanie tekstu. Narzędzie 9,9999/10. Takie rzeczy można było robić maszynowo ponad 10 lat temu.
Tylko nie że pytasz w prompcie o co chodzi w dyrektywie 69.420.2137 tylko wklejasz tekst/dajesz plik i każesz streścić/przekształcić jakoś
Ale sprawdź czy nie ma halucynów xd
Zaloguj się aby komentować
Ot jeden z naszych PM’ow przyszedł (tak jak na memie), że środowisko zakontraktowane na koniec kwartału, jutro ma mieć „go live” xD
Sprzęt wprawdzie już wkręcony w szafy, ale bez okablowania, a gdzie konfiguracja i cała reszta xD
#pracbaza #heheszki #przypau

Zaloguj się aby komentować
BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
part 8 - praktyki w stacji uzdatniania wody
Rok 2017
#niemakolaczy
Po pożegnaniu się z pracą w sieciowce w galerii, nie szukałam kolejnej pracy dorywczej, uznałam, że to bezsensu skoro i tak wszystko mnie męczyło na tamten moment. Na dodatek moje oceny na studiach zaczęły wyglądać słabo, prawie same 3. Drugi rok studiów to też był dla mnie kryzys co do tego czy na pewno warto było iść na Mikrobiologie.
Po drugim roku studiów musieliśmy obowiązkowo odbyć praktyki i szukanie ich to był koszmar - wszędzie odmowy. Dostałam jednak zgodę na praktyki w mojej wymarzonej firmie która zajmowała się produkcją biocelulozy. Niestety jak doszłam do wniosku że bez auta nie będę wstanie tam dojeżdżać plus to było po drugiej stronie Polski to się poddałam.
Dostałam zgodę na praktyki w oczyszczalni ścieków w mieście wojewódzkim najbliżej położonym mojego domu rodzinnego. Dojazd codziennie to było 1,5h więc nie tak źle.
Dostałam przydział do działu uzdatnia wody i moje obowiązki były super, dokładnie to czego się uczyłam na studiach. Robienie podłoży mikrobiologicznych, posiewy, liczenie bakterii, obsługiwanie wirówek i inne takie zabawy w małego naukowca. Praca była na max 4h dziennie no ale trzeba było siedziec 8h więc w między czasie czytałam sobie książki lub plotkowałam ze stałą pracownicą. Oprócz niej była jeszcze starsza Pani, która średnio się dogadywała z tą młodsza. Jedna chciała robić wszystko oldschoolowo, zeszyty notesy i inne takie a młoda chciała używać komputerów i nie mogły się przez to dogadać. Takie papierowe problemy, ale też pracowały na różnych zmianach więc się głównie mijały. Więcej niż jedną osobą nie była potrzebna na zmianie.
Generalnie praca idealna dla introwetyka, cisza, spokój i jedynie przyjemny szum maszyn w tle, a w między czasie bawisz się w probówki. W tej pracy był tylko jeden mankament zarobki to najniższa krajowa plus stażowe. Dla młodej pracownicy było to git bo miała męża chirurga więc na brak hajsu raczej nie narzekała. A tak miała swoje zajęcie, a za wypłatę mogła sobie kupić waciki. Jednak dla kogoś kto nie ma odziedziczonego majątku ta praca to skazanie się na wegetację.
Praktyki trwały 3 tygodnie i podobały się dla mnie, nie mam uwag ani żadnych dram. Smutne jedyne było to, że ta młoda pracownica mówiła że i tak bardzo trudno było dostać tam pracę i długo się naczekala na ten etat. No cóż dlatego też znam tylko jedną osobę z mojego kierunku która pracuje w zawodzie...
#pracbaza #praca

@Cori01 myślę, że jakbyś się dostała do Warszawy na praktyki, to byłoby ciekawiej, bo prócz tego jeszcze dochodzą... małże ;)
https://www.youtube.com/watch?v=i0RkEs3Xwf0
Niemniej jestem dość w szoku w ilu zawodach i ilu zajęć się parałaś w tak młodym wieku (jak na ten portal) patrząc na studia + 2017, czyli podobnie jak ja.
Zaloguj się aby komentować
Super plan xD
https://www.reddit.com/r/praca/comments/1toz22g/zwolnienie_si%C4%99_z_dnia_na_dzie%C5%84/
#pracbaza #praca #korposwiat #jdg

@Deykun Nie wiem gdzie tu problem. Jeśli gość ma już zapewnioną robotę w nowym miejscu i nic go nie trzyma w starej pracy to o czym tu myśleć? Zwłaszcza jeśli jest to korpo dla którego pracownik jest tylko numerkiem w excelu i w ciągu tygodnia znajdą nowego na jego miejsce.
EDIT: Dobra, doczytałem. Typa chce po prostu wyjść bez żadnego "do widzenia' czy "pocałujcie mnie w d⁎⁎ę" zamiast jak normalny człowiek złożyć wypowiedzenie.
Zaloguj się aby komentować
Jak wszyscy tak wspominają ostatnio o swoich byłych (pracach), to przypomniała mi się jedna historia z okazji tej wrzutki:
https://www.hejto.pl/wpis/zeby-ta-k⁎⁎we-co-mi-ryzena-9850x3d-z-amazona-z-opakowania-wyciagnela-pociag-na-t
Pracowałem kiedyś w magazynie jednej z firm branży rtv agd (każdy kojarzy) i na dziale reklamacji regularnie były jakieś cyrki. Jeden idiota zwrócił na zasadzie 14-dniowego zwrotu rozplombowanego, nowego iPhone, a w środku był przecięty ziemniak, ludzie podobnie zwracali lodówki, w których chyba przez te 13 dni trzymali same ryby itp. XD Smród okrutny.
Ale dobra historia była jednym razem, przy zwrocie pewnego telewizora. Jak dobrze wiecie, rozpakowanie takiego towaru to nie są 2 minuty. Więc czasem pracownicy tamtego działu, widząc że opakowanie jest ideolo, plomby, kształty etc. na miejscu, dbając również o swoją wydajność, nie rozpakowywali nawet takiego zwrotu i przekazywali dyspozycję, aby klient dostał zwrot pełnej kwoty. Tym razem jednak, kogoś coś tknęło i mimo ładnego wyglądu opakowania, obecności plomb i słusznej wagi brutto, zabrał się za sprawdzanie. Okazało się być to świetną decyzją, bo zamiast telewizora, w środku odnalazła się... płyta pilśniowa
Cwany nabywca zamiast zwrotu, doczekał się zatem wizyty bagiet w domu, bo oczywiście te od razu zostały wezwane. A sprzedaż odbywała się z zapisywaniem numerów seryjnych.
#oszukujo #zakupy i chyba #pracbaza
@Furto jak ja pracowałem na magazynie szpejów z chin (magazyn pośrednik między Chinami a np Carrefourem z lat 2000) i przychodziła reklamacja że sklepu to kiero się nie gimnastykował.
Brakowało jednej z dysz do pompy wody w oczku wodnym? Brał nową sztukę z palety, wydłubywał z niej brakującą część, wkładał do reklamowanej, reklamowaną odsyłał jako naprawioną, a rozdziewiczoną nówkę odkładał do nówek, która potem szła kolejną dostawą gdzieś... genialne rolowanie wady aż któremuś klientowi nie będzie potrzebna ta konkretną końcówka i oleje temat.
Zaloguj się aby komentować
Niby absurdalnie przesmiewczy film,ale ktokolwiek pracowal w duzej korporacji( niezaleznie od stanowiska) to wie,ze to niestety prawda- mnostwo pary leci w jakies durne spotkania i raportowanie dla raportowania... #pracbaza #takaprawda
Zaloguj się aby komentować
#niemakolaczy #praca #pracbaza
A to i ja się podzielę swoją historią mojej pierwszej pracy.
To była moja roczna przerwa w studiowaniu. Lokalna drukarnia poszukuje grafika komputerowego. Doświadczenia żadnego w tym kierunku nie miałem ale łebski chłopak byłem zwłaszcza w komputerach.
Szefowi się od razu spodobałem, zwłaszcza jak zadeklarowałem, że nim kupi mi firmowy komputer to mogę pracować na swoim (miałem wtedy 1 luźny). Szef zadeklarował, że za wypożyczenie komputera oczywiście mi zapłaci. Umowa od razu na etat na czas nieokreślony.
Od razu z rozmowy kwalifikacyjnej wsiadamy w samochód szefa i jedziemy do mnie po komputer.
To był gorący okres dla drukarni bo tuż (2 tygodnie) przed wyborami a to były takie czasy, że plakaty wyborcze drukowało się na papierze a i każdy kandydat chciał garściami rozdawać swoje wizytówki.
Szef: do rany przyłóż - przynosił ciasteczka, herbatę. Załatwiał od ręki wszystko co potrzeba.
Praca była bardzo intensywna, reszta ekipy to byli starzy wyjadacze drukarscy, mnóstwo się nauczyłem o składzie, czcionkach, projektach itp.
I tak minęły 2 tygodnie, minęły wybory, nadszedł poniedziałek po wyborach a w drukarni nastała CISZA. MARTWA CISZA. Nie ma kompletnie NIC do roboty. Szefa nie ma. Pracownicy siedzą w swoich kątach.
Ja zrobiłem sobie w kąciku kuchennym herbatę. Dzwoni szef do jednego z pracowników:
- Co robi Waldek?
- Noo, konserwuje maszynę.
- A Mietek?
- Eeee, sprząta
- A Logic?
- A akurat pije herbatę w kuchni
- Daj mi go
- To nie bar! Wypierdalaj! Nie chcę cię więcej widzieć! Zwalniam cię dyscyplinarnie!
I rozłączył się. I zadzwonił zaraz do księgowego, żeby mi przygotował rozwiązanie umowy. Oczywiście nie dyscyplinarne tylko za porozumieniem stron ale byłem wtedy w takim szoku, że podpisałem, spakowałem się i wróciłem do domu.
Tego samego dnia zwolnił jeszcze kilka osób.
Ale rozliczył się uczciwie i za nadgodziny i za wypożyczenie komputera. A chwilę później znów szukał grafika...
A ja już nigdy więcej nie piłem herbaty w pracy
PS: A gdy ktoś mnie oskarża o pracoholizm to opowiadam tę historię jako wytłumaczenie mojego stosunku do pracy
Zaloguj się aby komentować
Mialem dzisiaj medycyne prwcy,ktora zupelnie przypadkowo trwala 4h,mimo ze moglem ja zakonczyc w pol godziny #pracbaza #gownowpis
Zaloguj się aby komentować
BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
#niemakolaczy
Part 7 - pracownica w sieciowce z markowym outletem w galerii handlowej.
Prace dostałam po znajomości, kumpel mojego kumpla mnie polecił dzięki czemu dostałam tam posadę. Był to całkiem dobry larytas jeżeli chodzi o pracę dla studentów. Stawka była o kilka cebulionow wyższa niż najniższa krajowa. No i było coś niespotykanego na skalę studencką - Dostawało się umowę o pracę, a nie jakaś tam zleceniowke.
Praca zaczęła się całkiem spoko, było dużo roboty i zmiany 12h więc 3/4 etatu bardzo szybko się wypracowywalo. Mimo ilości godzin czas mijał bardzo szybko. Wg tego co było na początku nie robiło się cała zmianę tego samego, tylko co 3h zmieniało się stanowisko. Raz to była kasa, raz szatnia, a raz układanie ubrań na rejlach.
Jednak bardzo szybko mój entuzjazm do pracy został sprowadzony do parteru. Przez to że tam każdy pracował z polecenia, kolesiostwo miało tam lvl hard. Najgorszym zajęciem na zmianie była szatnia, stało się przy wejściu i odbierało ubrania od klientów, a potem układało te obrania na wieszaku. Nikt tam nie chciał stać, więc kto dostawał to zajęcie? Ktoś najmniej znany i lubiany - czyli ja i laska że mną zatrudniona. Szybko zasada zmienności stanowisk przestała istnieć. Może i celowo mnie dawali na szatnie bo już wiedzieli że nie ma sensu żebym się uczyła innych działów skoro i tak mi nie przedłużą umowy...
Bardzo prawdopodobne, że przez depresję jaka wtedy miałam, moje podejście do pracy i obowiązków była bardzo olewcze, ale też bez przesady, po prostu nie chciało mi się uczyć numerów działów było ich chyba z 50 i trzeba było wiedzieć co kryje się pod każdą liczba żeby szybko segregować produkty, ale w rzeczywistości po prostu było widać co gdzie idzie. Ale robiono co chwilę z tego testy jakby to był jakiś egzamin. A w rzeczywistości wiadomo było, że jak coś jest talerzem to raczej nie idzie do działu z bielizną tylko do działu kuchennego. Problem był bardziej z ubraniami, bo czasem ciężko było rozróżnić co jest damskie a co męskie, więc te numery akurat znałam.
Więc moja praca przez prawie 3 miesiące polegała na staniu przy szatni jak te widły w gnoju... mam teraz szacunek do osób które odbierają takie ubrania. Staram się je oddać w miarę normalnym stanie, a nie wymięte, rozpięte i bez wieszaka. Kiedyś dostałam od jakiegoś typa stos wymiętych jak szmaty ubrań, które właśnie przymierzył papatrzylam na niego z pretensja i powiedziałam "serio?" A ten do mnie "taka praca" i odszedł z poczuciem wyższości na twarzy. Dał mi masę dodatkowej pracy...
Punkt w którym moja wyjebka na tą pracę przekroczyła swój limit, był taki że jak zgłosiłam L4 na dwa dni. Po tych dwóch dniach miałam mieć wolne przez kolejne 5 dni. Po dwóch dniach L4 dostałam telefon od przełożonej czemu nie ma mnie w pracy, ja mówię że mam przecież zmianę dopiero za 5 dni, a ona że nie, że grafik się zmienił i dzisiaj mam zmiane. Ja do niej że powinna mnie o tym poinformować skoro byłam na L4, a ta że to w mojej gesti leży pilnowanie zmian w grafiku. Grafik był wywieszony na kartce w szatni, więc trzeba było być fizycznie w pracy żeby wiedzieć, że grafik się zmienił xd niby była jakaś grupa na fb z grafikiem ale nikt mnie tam nie dodał...
Czasami zdarzyło mi się stac na kasie i byłam w szoku ile ludzie mają kasy. Zostawiali w tym sklepie luzem kilka tysięcy jak gdyby nigdy nic.
Z cringowych rzeczy to mieliśmy słuchawki przez które się komunikowalismy i faceci na zmianie gadali sobie teksty typu "ale fajna d⁎⁎a przy kasie" "no ale bym ją..."
Raz była też wielka bitwa kierowniczki z Cyganakami, które regularnie kradły w tym sklepie. Kierowniczka chciała im zabrać ubrania z torby które zaczęły piszczeć przy wyjsciu, no to Cyganka rzuciła się na nią z łapami.
Ogólnie co do kolesiostwo to rozbroił mnie fakt, że był tam taki chlopaczek zatrudniony wtedy co ja. Kompletnie sobie nie radził, ciągle coś mi z rąk leciało i ciągle się mylił. Z innymi osobami zatrudnionymi w tym samym czasie byliśmy w szoku, że nie dostawał żadnych uwag, a my wszyscy ciągle byliśmy "j⁎⁎⁎ni", nie wiem jakie miał on znajomości że wszyscy się tak nad nim spuszczali i go ojojali. Moje podejrzenie było takie, że to był chłopak jednego z kierowników.
Po ponad 2 miesiącach miałam rozmowę o przedłużenie umowy po okresie próbnym. Od razu powiedziałam, że nie chce tej umowy przedłużać bo wizja pracy na szatni 12 h dziennie była dla mnie nie do udźwignięcia. Przełożona po moim tekście powiedziała "no to mamy problem z głowy". Czyli też nie chciała mi tej umowy przedłużyć. Ego pracujących tam kierowników posiadało własną grawitację. Jedyna kierowniczka zmiany była fajna - ta pobita przez cygankę. Reszta to jakieś nieporozumienie i brak umiejętności zarządzeniem ludźmi czyli standard jak kogoś bardziej lubię to go lepiej traktuje, kogoś nie znam to go gnoje.
Podsumowując: praca w sklepach z odzieżą totalnie mnie odrzuca, nie chciałabym znów pracować w tej branży. Trzeba to lubić i podobnie jak w urzędzie tak i w dużych sklepach - trzeba wiedzieć komu wejść w dupkę.
#praca #pracbaza

Zaloguj się aby komentować
BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
#niemakolaczy
part 6- sprzedawczyni w "ekskluzywnym" butiku
Po zakończonym stażu i paru miesiącach przerwy poszłam na studia, przez pierwszy rok nie pracowałam i dopiero w przerwie letniej czegoś sobie szukałam. Bardzo wtedy chciałam zostać we Wrocławiu ponieważ, poznałam tam chłopaka i powrót do mojego zadupia na 3 miesiące wydawał mi się niezwykle nudną perspektywą (ale ja byłam głupia xd)
Wysyłam CV gdzie się dało i nie ukrywam wzięłam pierwsza lepszą pracę w której mnie przyjęli - wybredna nie byłam. Na pierwszy rzut oka taka praca z ciuszkami i ludźmi nie wydawała się zła, więc też nawet się cieszyłam na myśl o rozpoczęciu tam pracy.
O jak ja się myliłam. Ta praca to był koszmar dla mojego mózgu który bardzo szybko się nudzi xd nie było tam co robić, ale tak totalnie. Klientów było tyle co kot napłakał. Nie było więc też kogo obsługiwać. A pani właścicielka była jebnieta delikatnie mówiąc i ciągle obserwowała na kamerach pracowników, którzy chodzili jak na szpilkach, ciągle zestresowani.
Ta posada to był festiwal udawania, że się coś robi. 10 razy na zmianie prasowalam te same koszule xd poprawiałam wieszaki, tak żeby wisiały idealnie równo, jak tylko jakiś klient je przesunął. Chodziłam w kółko po sklepie udając, że pilnuje czy coś czegoś nie kradnie xd najbardziej jednak wkurwiające było to, że musialam podchodzić do każdego klienta z pytaniem czy coś pomóc xd jak tego nie zrobiłam była zjebka od wielkiego brata. Każdy kto choć raz był w sklepie wie jak bardzo jest irytujące to pytanie. Dlatego jestem bardzo wyrozumiała do pracowników sklepu,którzy żądają to nikomu niepotrzebne pytania - wiem, że potem są z tego rozliczani, przez "geniuszy" biznesu.
Najlepsze jest to, że serio myślałam, że w tym sklepie sprzedają dobrej jakości ubrania. Nie znałam się kompletnie na modzie, w tamtych czasach nawet nie wiedziałam co to jest gucci (coś do jedzenia?) było dużo ubrań z metką Atmosphere i wtedy myślałam że to jakaś za⁎⁎⁎⁎sta marka (nie chciało mi się weryfikować w necie) ale skoro sprzedają ja za taki gruby hajs to pewnie jest dobra - takie było moje założenie. Eh głupota boli tylko czasem xd
Zobaczyłam kiedyś taką metkę na koszulce mojego ówczesnego chłopaka, powiedziałam mu że to dobra firma, a on, że kupił ją w HM xd zrobiło mi się mega głupio. Aktualnie bym się z tego zaśmiała, wtedy czułam żenade, że powiedziałam taka głupotę xd
Zostałam też jako sprzedawczyni ocyganiona. Na koniec dnia okazało się że jest manko na 300 zł. Ja już panika, że muszę oddawać, na szczęście okazało się na kamerach, że jak schylalam się po torbę, panie robiące zakupy zabraly gotówkę z lady. Cóż a mówią żeby się nie kierować stereotypem ...:sweat_smile:
Atmosfera w pracy była beznadziejna, totalnie napięta. Pamiętam, że poznałam tam fajna kobietę ok 50 lat, bardzo piękna i miłą. Opowiadała o swoim trudnym życiu i ucieczce z Włoch od przemocowca. Pamiętam jak mi się zrobiło przykro, że teraz musi pracowac w takim gówno miejscu w takim wieku. Odpowiedziałam o tym mojemu chłopakowi on to skwitował prostym zdaniem "sama sobie takie życie wybrała". Wtedy po raz pierwszy do mnie dotarło jak bardzo jesteśmy od siebie różni...
Straciłam tam pracę gdyz uwaga... Zostałam zwolniona. Jak to mówią pierwsze zwolnienie boli najbardziej... Płakałam jak po⁎⁎⁎⁎na bo bardzo mi to zaniżyło poczucie własnej wartości. Wykonywałam tam swoje obowiązki i sie starałam. Poszło o to że nie spodobałam się właścicielce bo za długo szukałam jakieś bluzki na zapleczu...
Pamiętam powiedziałam mi wtedy chłopak że po co płacze skoro to nie była moja praca marzeń i to była jedyna mądra rzecz jaką powiedział podczas naszej znajomości do dziś uważam to za dobrą radę. Niestety zwolnienie z pracy popchnęło mnie w otchłań depresji na której krawędzi stałam i trwała ona przez kolejny rok - wtedy niestety nie wiedziałam, że to jest depresja więc totalnie nie wiedziałam, że mój stan to choroba, a obwinialam siebie, że po prostu jestem już taka do d⁎⁎y.
Firma upadła dość szybko chyba ok rok po moim zwolnieniu. Sama nie wiem co to było. Klientów totalnie brak, pdobno zyski przynosił jedynie dział męski z garniturami. Jak dla mnie to był po prostu jakiś krzak xd
Podsumowując: nikomu nie polecam takich warunków pracy. Totalne bezmózgie wykonywanie czynności. Do teraz uważam, że udawanie, że się pracuje jest dużo dużo gorsze niż realna ciężka praca. W sumie mało co nawet stamtąd wyniosłam z doświadczenia, jedynie traumy xd
#pracbaza #praca

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Dziś porozmawiamy o jednym z moich ulubionych tematów, czyli jednym z najdziwniejszych portali społecznościowych. Herbatki, kawki, soczki i inne napoje w dłoń i zapraszam do lektury, a następnie do komentarzy.
Zwolennicy LinkedIna zachwalają, jak cudowny jest to portal, jakie daje możliwości budowania własnej marki, jak łatwo można pokazać to, czym się akurat zajmujecie, czy jakimi ekspertami jesteście w swojej dziedzinie. Wreszcie, jak łatwo zostać docenionym przez innych i jak szybko można zbudować ogromne zasięgi. Zapominają tylko wspomnieć o tym, że jak na każdym innym portalu, relatywnie trudno na nim odnieść sukces. Bo...
#praca #pracbaza #wspomnienia
Natchniona wpisem https://www.hejto.pl/wpis/bez-pracy-nie-ma-kolaczy-part-4-sprzataczka-w-podstawowce-przyznam-ze-ta-praca-o oraz za pisemnym pozwoleniem @Cori01 postanowiłam dorzucić coś od siebie do tagu #niemakolaczy konkretnie w temacie pracy na stanowisku Konserwatora Powierzchni Płaskich. Jako że wciąż siedzę udupiona i czasu mam w nadmiarze, to nie będę pisać skrótowo, tylko zamierzam opisać swoje przygody w full HD, premium extended edition xD
Tytułem wstępu
Zarówno moja edukacja jak i zatrudnienia, były początkowo mocno burzliwe. Próbowałam bardzo wielu rzeczy, ale z czasem zaczęłam obierać konkretne kierunki, w których czułam się najlepiej. Za czasów, w których jeszcze nie miałam odpowiednich kwalifikacji i zostawały mi prace fizyczne, dla mnie i mi podobnych, pracami 'premium' wydawały się te w znanych, ładnie się prezentujących firmach. Mam tu na myśli przykładowo Media Saturn czy Empik, gdzie pracownik był 'ładnie' ubrany, raz w roku szedł na imprezę firmową gdzie dostawał bon świąteczny na 100 zł (tylko do wykorzystania w naszym sklepie!), oraz miał 5% zniżki na niektóre towary. Jak się ktoś pytał, siema shiva, gdzie pracujesz, to mogłam z godnością odpowiedzieć, że jestem Doradcą Fachowym w Dziale AGD w Media Saturn. Prawda, że brzmi dumnie? Za to jak możecie się domyślić, pracownik taki był zwykłą ścierą do podłogi, którą kierownictwo i klienci na zmianę wycierali d⁎⁎ę, a on przy tym musiał się ładnie uśmiechać i dziękować za skorzystanie z jego usług. Może o pracy w sklepach też kiedyś opowiem. W porównaniu do takiego pachnącego doradcy fachowego, praca na miotle wydawała się obciachem i zajęciem dla starych bab z brakiem ambicji. Miałam podobne przekonanie, do momentu aż przypadkiem nie trafiłam do pierwszej takiej pracy. Ale po kolei, bo miało być o wszystkim ;)
Nieopodatkowane praktyki małolata
Zaczęło się jeszcze za czasów mojej niepełnoletniości. W wakacje czasu miałam nadmiar, o koloniach i innych wyjazdach mogłam zapomnieć, bo się nie przelewało. Tata zaproponował mi, abym dorobiła sobie u niego w robocie. Tata zajmował się wykończeniami i remontami wnętrz (po nim mam do tego słabość), a moim zadaniem miało być sprzątanie po tych remontach. Izi, tak mi się wydawało, bo wtedy jeszcze jedyne doświadczenie w sprzątaniu, miałam ogarniając pokój wspólnie z bratem. Ogółem zapierdziel był zacny, ale tata był ze mnie zadowolony i obskoczyłam z nim sporo mieszkań, nie tylko tych jednych wakacji. Z czasem dostałam j⁎⁎⁎ny awans i tata pozwolił mi malować grzejniki, a nawet dostałam jedną ścianę. Niestety nigdy nie dostałam pozwolenia na gładź, dlatego teraz robię średnio, ale kto robi dobrze, jak tata już nie żyje. Noooo, w każdym razie to była moja pierwsza pieniężna robota na sprzątaniu, jeszcze na spokojnie, potem było coraz lepiej. Słuchajcie tego...
Gołębie i złodziej
Właściwie była to również praca u taty przy remoncie, różniło się to tym, że mieszkanie należało do znajomej mojej mamy i skrywało paskudne tajemnice 🫣 Mieszkanie było ogromne i bardzo wysokie, ulokowane w starej, przedwojennej kamienicy na ostatnim piętrze. Zamieszkiwały je dwie starsze kobiety i jeden facet, nie pamiętam kto był synem kogo, w każdym razie facet był trochę młodszy i miał jakąś chorobę psychiczną. Poza mieszkańcami były zwierzaczki. Jedna z kobiet KOCHAŁA ZWIERZACZKI, dlatego miała pieska i połowę osiedlowej populacji GOŁĘBI. Nie wiem jak zimą, bo sprzątałam tam latem, w każdym razie okna były cały czas otwarte, a gołębie non stop wlatywały i wylatywały z tego mieszkania. Wszystko było zasrane, śmierdzące, odrzucało mnie okrutnie, bo latających szczurów nigdy nie darzyłam sympatią. I WEŹ TO K⁎⁎WA SPRZĄTAJ Co do wariatów nic nie mam, sama normalna nie jestem. Ale wtedy, mój nastoletni umysł nie miał jeszcze tyle empatii do drugiego człowieka, a obecność gołębi dodatkowo podnosiła mój poziom kortyzolu. Pan, oprócz innych dziwnych zachowań, miał niemiły zwyczaj przenoszenia różnych rzeczy w losowe miejsca. Pewnego razu, zaliczka którą dostałam od właścicielki, zmieniła miejsce na nieokreślone. Ulało mi się wtedy mocno, cała wściekłość, która kumulowała się we mnie z powodu tych gołębi i wiecznie ginących rzeczy, uszła ze mnie w obecności moich rodziców. Zrobiłam giga aferę, po czym zabrałam manatki I wyszłam trzaskając drzwiami. Zwykle dostałabym za to srogi opierdol od rodziców, ale tym razem zbyli to milczeniem, widocznie powiedziałam na głos, to co sami czuli.
Stary człowiek i morze alkoholu
Wtedy już byłam pełnoletnia. Moja mama miała starszą przyjaciółkę, mieszkającą z mężem piętro niżej. Kiedy zmarła, sąsiad został sam w tym sporym mieszkaniu, na pewno było to trudne przeżycie. Pewnego razu przyszedł do moich rodziców z pytaniem, czy nie chciałabym sobie dorobić sprzątając mu mieszkanie. No ba. W przeciwieństwie do mieszkania z gołębiami, a nawet do zwykłego zadbanego mieszkania, było tam czysto. Wiadomo, kurz osiadał, jakieś brudy z codziennego użytku, ale ogółem sprzątało się szybko i przyjemnie, oczywiście słuchawki na uszach, sąsiad nie przeszkadzał w pracy. A praca ta zapadła mi w pamięć, ponieważ z każdym razem (sprzątałam u niego parę razy), po skończonej robocie, zapraszał mnie do salonu abym z nim usiadła i otwierał barek pełen najróżniejszych alkoholi z przewagą rumów. Polewał i opowiadał. A miał o czym. Teraz już tych opowieści nie pamiętam, pamiętam za to, że nie chciałam wyjść na słabiaka, więc piłam ten rum na równi z nim, gadać nie musiałam, bo ten biedny, samotny człowiek czuł dużą potrzebę mowy, a ja potem wracałam na swoje pięterko nawalona w cztery d⁎⁎y xD rodzice zadowoleni nie byli xd
I to by było na tyle sprzątania w ramach dorobienia sobie. Jak wyprowadziłam się od rodziców, zaczęłam łapać się zupełnie innych prac, a do sprzątania, już na pełnoprawnej umowie wróciłam później, już przetyrana przez linie produkcyjne i sklepy.
Spanko opierdalanko w klimacie postapo
Tą pracę załatwiła mi koleżanka. Ja byłam wtedy na bezrobociu studenckim, a ona musiała rzucić tą pracę. Skusiła mnie opowieściami o zarobkach i obijaniu się. Była to hala produkcyjna, pracująca na jedną zmianę, od początku było wiadomo że lada chwila mają się zamykać, ale jeszcze trochę miesięcy roboty było. Wszystko tam było stare, większość budynków na terenie firmy była już nieużywana. Teren zmierzał do wyburzenia, obecnie stoi tam nowe osiedle mieszkaniowe. Kochałam klimat tego miejsca, piękne postapo, pomału przechodzące w gruz i zapomnienie. W pracy musiałam siedzieć 6-14, tak jak reszta pracowników. Samej roboty każdego dnia miałam 2-3 godzin, w zależności od dnia, czy szłam dodatkowo na drugi budynek. Co tam było do roboty? Łazienki, stołówka, gdzie trzeba było oblecieć szmatą stoły i wymopować podłogi. Sama hala produkcyjna była ogarniana przez garstkę pozostałych pracowników. Z rzeczy śmiesznych, był tam taki stary Janusz, który bardzo pilnował DODATKOWEGO obowiązku sprzątaczki, jakim było wstawienie ogromnego gara wody o odpowiednim czasie, aby zagotował się akurat na czas przerwy pracowników, aby mogli sobie zrobić herbatę. Facet był psychiczny na tym punkcie, sam codziennie doglądał czy wstawiam gar o właściwej godzinie i minucie, tak miał j⁎⁎⁎ny wszystko wyliczone. Najbardziej lubiłam sprzątać na drugim budynku, rzadko kiedy szło tam kogokolwiek spotkać, samo przebywanie tam to było czyste urban exploration. Miałam tam do ogarnięcia tylko podłogi w szatni i łazienkę, które prawie wcale nie były używane. Wlóczyłam się tam po przeróżnych pomieszczeniach z dziwną aparaturą, starymi maszynami, próbówkami, fantazjowałam o tym co tu kiedyś było robione, że może było to tajemne rządowe laboratorium, w którym pracowano nad rzeczami, które nie mieściły się w głowie. Tak wyglądała moja praca tam. Miotła, słuchawki, a pomiędzy spanko w swojej kanciapie, gdzie nikt mi nie przeszkadzał. Byłam tam jedyną kobietą, co dodatkowo sprawiało, że miałam tam prawdziwy spokój. Łezka się kręci w oku na wspomnienie tej roboty. Wtedy też zrozumiałam, jaka praca daje mi spokój i szczęście, bo wtedy jeszcze o kasie za bardzo nie myślałam, kasa miała przyjść wraz z kwalifikacjami. Pracowałam tam do samego końca, z wielkim żalem szukałam kolejnej roboty, ale skupiałam się już tylko na sprzątaniu.
Błyszczące krany i ludzkie tkanki
Tym razem nie trafiłam zbyt dobrze xD Myślałam, że gdziekolwiek pójdę sprzątać, będzie dobrze. Prywatna premium klinika medyczna na początku nie wzbudziła moich podejrzeń xD jedyne co od początku nie się nie podobało, to to że nie byłam tam jedyną sprzątaczką, był cały ZESPÓŁ sprzątaczek, ze sprzątaczką naczelną, a jak xD ale przyzwyczaiłam się już, że mogę opłacać studia za własny hajs, więc do roboty! Struktura ważności była oczywista, właścicielka kliniki, lekarze, pielęgniarki, recepcja, sprzątaczka naczelna i MY - karaluchy ze ścierami. Panował tam iście schizofreniczny klimat, na każdej przerwie karaluchy opowiadały za co dostały opierdol, na co trzeba zwracać uwagę i co jest dla mnie najważniejsze (bo świeżaka trzeba było straszyć aby nie miał lepiej niż one). Jednym z ważniejszych obowiązków, było pucowanie kranów I innych elementów błyszczących w łazienkach dla kliento-pacjentów. W miarę możliwości po każdym pacjencie, należało wbić do łazienki i wypucować wszystko czego dotknął. Jednocześnie ważne było aby pacjenci nas NIE WIDZIELI. Mieliśmy przemykać tak, aby nikt z nie musiał narażać się na nasz widok. W klinice była sala zabiegowa. Nie była używana często i zanim padła moja kolej na sprzątanie, nasłuchałam się jakież ludzkie kawałki przyjdzie mi sprzątać, że lepiej abym była odporna na widok krwi itp. Oczywiście było to karaluchowe bajkopisarstwo, bo nawet sale po zabiegu lśniły tam czystością. Odeszłam, bo czułam się tam jak sprzedawca w Empiku, czy innym elektro media. Ja marzyłam o pracy samodzielnej, z minimalnym kontaktem z ludźmi, a tam byłam pod wiecznym wzrokiem kamer i ciągłą krytyką tego co robię. Serio, non stop ktoś się tam na coś oburzał a jedyną osobą z którą dało się normalnie pogadać była... właścicielka. Parę razy jak sprzątałam jej gabinet, zagadnęła mnie i były to owocne rozmowy jak równy z równym. Widać byłam zbyt mało karaluchowata, dlatego postanowiłam pokierować swoją karierę sprzątaczki spowrotem na halę produkcyjną.
Oszuści, zdziwiony pikaczu i marihuaen
Tym razem robotę znalazłam na gumtree i był to powrót na halę produkcyjną. Tak jak poprzednio, zatrudniona nie byłam bezpośrednio przez fabrykę, tylko pośrednictwo pracy o nazwie Robot 1, czy jakoś tak (reklama im się należy). Od początku śmierdzieli januszexem, ale chciałam tą robotę więc zgodziłam się na lipne warunki. W ofercie na gumtree załóżmy, że rzucili stawkę 5 zł na godzinę brutto. Jak przyszło do podpisania umowy, okazało się że było tam 3 zł na godzinę, plus premia, że niby miało się zgadzać z ofertą z gumtree, bo premia miała być ZAWSZE i obiecali, że dostanę tyle na rękę jakby umowa była za piątaka. Wiadomo, oni sobie lepiej opodatkują, a karaluchy i tak nie potrafią liczyć i zgodzą się na wszystko. Dobra, do roboty. Pierwszego dnia dowiedziałam się że ja odpowiadam za wszystkie hale (łazienki, kuchnie itp) plus portiernię dla załadunków, a dodatkowo raz w tygodniu pomagam dwóm sprzątaczkom od sprzątania biur, które miały swoją siedzibę osobno ode mnie, więc ogółem byłam samodzielna. Na wstępie zostałam ostrzeżona, że na portierni są dwie wredne, wymagające baby. Ogółem nie jestem bardzo rozmowna i kontaktowa, ale odpalił mi się jakiś przekór i postanowiłam wbić na tą portiernię z piękną gadką, wysprzątać im wszystko na błysk i nie dać małpom się czepiać. I tymi swoimi działaniami, niechcący sprawiłam że miałam z 'wredotami' super sztamę, okazały się bardzo fajne w rzeczywistości i uśmiechały kiedy tylko mnie wypatrzyły. A starsze sprzątaczki nie wierzyły własnym oczom. Heh. Ale znajomości miałam tam więcej, było parę fajnych chłopaków, którzy zawsze niezobowiązująco zagadywali, a skończyło się na tym że w mojej kanciapie urządzaliśmy regularne sesje z jointami, bo było to jedyne bezpieczne miejsce na terenie firmy gdzie można było bez pszypau zajarać. Fajnie było, klimat inny niż na poprzednim prodzie, ale też fajnie wspominam. To teraz przejdźmy do tego co tam było nie tak xD W każdym miejscu znajdzie się ktoś, kto musi się dla zasady prz⁎⁎⁎⁎⁎⁎olić. A ja kiedy wiem, że jestem niewinna, to pokazuję kły xD O tym że w jednym z budynków jest ziomek, co wiecznie narzeka, że przykazane sprzątanie raz w tygodniu się nie odbywa, wiedziałam na samym wstępie. Tak więc pewność, że jego włości nie ominęłam, miałam całkowitą. No i tak jak mnie ostrzegano, dzień później zaczepił mnie kierownik, że tamten się skarży, że u niego nie posprzątałam xD zagotowałam się momentalnie, wygarnęłam kierownikowi co wiedziałam, że ziomek się dla zasady przypierdala, a ja z pełną świadomością dnia poprzedniego ładnie sprzatnelam, na co mam świadków i że nie życzę sobie takich uwag bo wszystko robię dobrze xD kierownika zamurowało, przyszedł przygnieść karalucha, a ten urósł ponad niego i nie pozostało nic jak przeprosić i więcej się nie odezwać xD Żeby nie było, pofatygowałam się osobiście do sprawcy zamieszania i powtórzyłam mu wszystko co mówiłam kierownikowi, i że w skrócie ma się odpierdolić ode mnie i zająć swoją robotą xD Boże, czułam się wtedy jak BOGINI, z jednymi miałam twardą sztamę, a reszta co najwyżej szeptała za plecami, ale nikt nie odważył się więcej do mnie przyjebać. Nie tylko na miejscu zdziwili się, że karaluch umie szczekać i pokazywać kły. Nadszedł dzień wypłaty. Jako studentka kierunku ścisłego coś tam potrafiłam liczyć. Na przykład policzyć ile powinnam dostać przelewu za przepracowane godziny. Jak się domyślacie było dużo mniej niż w ofercie, niby te 3zł/godz plus premia ale nie zbliżało się to do 5zl z oferty. Zaczęłam wydzwaniać do pośrednictwa z żądaniami wyrównania do kwoty z oferty. Oczywiście zaczęli się wykręcać, przekierowywać mnie od jednej osoby do drugiej. Ale ja się wkurwiłam i stwierdziłam, że nie odpuszczę. Oczywiście oferta zdążyła zniknąć z gumtree, miałam w historii link do tej oferty i skontaktowałam się z gumtree, a oni powiedzieli, że w razie czego na wniosek nie pamiętam, sądu? policji? Mogą udostępnić szczegóły tej oferty, a ja z żądzą mordu wybrałam się osobiście do januszexu i zaczęłam robić dym, grożąc że sprawa będzie eskalowana i mam do tego narzędzia xD Zakładam, że nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie trafili na tak problematycznego karalucha, z pewnością ludzi na takich stanowiskach bardzo łatwo oszukać i nie jeden to wykorzystuje. Wkrótce nadeszło na konto wyrównanie, może było to 100 zł, może 200, nie wiem. Ale walczyłam dla ZASADY i dla tych wszystkich, którzy nie potrafią się bronić. My job here is done
[reszta wpisu w komentarzu]





Zaloguj się aby komentować