Kiedyś do mnie się przywaliło takich dwóch naćpanych czy na⁎⁎⁎⁎nych sebków, bo przede mną szła jakąś kobieta i płakała i ubzdurali sobie, że to ja coś jej zrobiłem, a szedłem po prostu do żabki.
Dużo już przeczytałem, ale najbardziej antyfeministyczna książka jaką do tej pory miałem w rękach to, książka napisana przez kobietę:
> "Tresowany mężczyzna", zawierającą tezę, że to kobiety kontrolują mężczyzn na swoją korzyść. Pozycja spotkała się z negatywnym odbiorem wśród ruchu feministycznego. Autorka została pobita przez cztery kobiety, zniszczono biuro jej wydawnictwa, a także dokonywano wandalizmów w jej domu. Po kolejnym napadzie na dom wyemigrowała do
Zanim nie zrobiłem tego wpisu nawet nie wiedziałem, że została pobita za książkę. To daje również do myślenia, czy afiszować się z okładką.
Niesamowite jest, że wiele rzeczy o których mówią mężczyźni, po własnych obserwacjach życia personalnego jak i publicznego [zawłaszcza żyjąc w PL], jest już w tej książce z roku 1971.
> Nie wyobrażałam sobie wystarczająco szeroko izolacji, w jakiej znalazłabym się po napisaniu tej książki. Nie wyobrażałam sobie również konsekwencji, jakie miałaby ona dla późniejszego pisania, a nawet dla mojego prywatnego życia – groźby użycia przemoc nie ustały do tej pory
Niby polecam. Książka nie nadaje się do czytania na raz. Czytanie jej to jak czytanie instrukcji do obsługi samolotu. Ciężkostrawna tylko dla tych, którzy nie potrafią przetwarzać dużej ilości nowych, niewygodnych, informacji.
Kiedy czytałem [audiobook] ją pierwszy raz, nic do mnie nie trafiło, mogę powiedzieć, ze nic z niej nie kojarzę. Dopiero gdy ktoś zwrócił moją uwagę na pewne spostrzeżenia. Przeczytałem, raz drugi. Mięśnie brwi wyrabiają się.
Jako trzydziestolatek, tak się złożyło (jak w przypadku wielu innych facetów) że mam przyjaciół (mężczyzn) z różnych grup wiekowych. Powiedziałbym - od 27 lat do 72.
Zdefiniujmy przyjaźń jako obupólną chęć do dzielenia się swoimi sprawami, dążenie do szczerości, wyrażanie chęci pomocy bez większej uwagi na koszty, jakie się ponosi, i coś, co można nazwać bezwarunkowym pozytywnym nastawieniem.
Coś, co ostatnio przykuwa moją uwagę to gdy siadam do buteleczki whiskey (w cudzysłowie), czy to z moim Ojcem (który jest również przyjacielem), czy z innym przyjacielem 70+, czy ostatnio z dwójką (nazwałbym ich wręcz braćmi) którzy mają 50+ to odczuwam coś w rodzaju wyłączenia czasu. Są to ludzie ze swoimi sprawami i ze swoimi metodami zarządzania czasem, jak każdy inny na świecie. Jednak kiedy się spotykamy posiedzieć i porozmawiać, czy wspólnie coś porobić to w większości spotykam się z odłożeniem wszystkich innch spraw na bok i z tym, że możemy siedzieć do 5 rano, ciesząc się swoim towarzystwem, bez tej niewidzialnej, niewymówionej presji która wisi w powietrzu "bo ktoś coś musi zaraz zrobić, więc nie może się w pełni wyluzować".
Z kolei w większości przypadków, gdy spotykam się z moimi znacznie młodszymi kolegami 30+ to odczuwam "presję jutra" lub pewnego rodzaju wycofanie i poczucie winy, że można cieszyć się sobą dłużej i intensywniej. Że to nie wypada, że tego nie można robić. Chodzi mi o tą właśnie presję wiszącą w powietrzu. O ciągłym "jutro coś". Nawet, jeśli wiem, że ta osoba nie ma nic do robienia przez kilka dni. Wykluczam też niechęć do mnie w tym przypadku bo często sami się kontaktują, żeby się spotkać.
W skrócie czuję, że relacje dzisiejszejszego pokolenia są znacznie bardziej powierzchowne niż pokoleń 50+. Albo to moje otoczenie. Sam już nie wiem.
Przeważnie stare osoby i tak zbyt wiele nie mają do robienia więc sobie mogą posiedzieć do 5 rano. Większość młodych ludzi ma, kredyt, dzieci, pracę i multum innych rzeczy na głowie.
@DeadRabbit u mnie tak sąsiad z mieszkania obok skończył ze sobą. Spokojny miły chłop. Najmował mieszkanko od jakieś babci. I pewnego dnia wynieśli go kopytami do przodu.
Polki, nie dawajcie Polakom, nie dawajcie Polakom. Co taki Polak może wam zaoferować oprócz swojego obwisłego kiebzdona i podartej bielizny? Murzyni i Arabowie przyjeźdżają do Polski zazwyczaj z zamożnych rodzin. Taki Murzyn, czy Arab, to nawet jak się spoci, to pachnie takim piżmem. Samo mięso na nich, skóra napięta, wyrzeźbieni jak dzieła Fidiasza, są Apollinami. A Polak? Polak to śmierdzi nawet zaraz po umyciu. Dawajcie tylko Murzynom i Arabom, to dla was awans cywilizacyjny.
@MauveVn ja ostatnio się umyłem przed pracą w poniedziałek rano. Chciałem zaskoczyć kolegów murzynów w pracy i jak tylko wszedłem to rzucili po angielsku "co tu tak j⁎⁎ie?" myślałem że po myciu będę pachniał ale p0lskosci się nie zmyje.