Piję herbatę z igieł sosny za zero złotych.
#medycyna #zdrowie #herbata #herbatacodzienna

Piję herbatę z igieł sosny za zero złotych.
#medycyna #zdrowie #herbata #herbatacodzienna

Zaloguj się aby komentować
Co dzisiaj pijecie? Jak wam mija ten wspanialy poranek? U mnie pyszna mrozona matcha latte wjechala.
#matcha #herbata #kawa #herbatacodzienna #glupiehejtozabawy

Zaloguj się aby komentować
Jakby ktoś jeszcze na ostatnią chwilę szukał pomysłu na Dzień Matki to zapraszam na moje aukcje
Sam tworzę zestawy, zdjęcia, paczki, pakuję i wysyłam przesyłki (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
https://allegro.pl/uzytkownik/SLODKIGEST?string=matki
#pomysl l #dzienmatki i #dzienmamy y #prezent #allegro #herbatacodzienna #hejto #biznes

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości herbata Darjeeling Snowview FF 2023 z pierwszej, tegorocznej partii Ex-01/23 od niezawodnego sklepu eherbata.pl. Herbata pochodzi z ogrodu herbacianego Kumai/Snowview z indyjskiej prowincji Darjeeling. Jeżeli chodzi o technologię produkcji, jest to herbata czarna, jednak sam napar, wedle zapewnień sprzedawcy ma przypominać herbaty białe/zielone.
Susz wygląda bardzo ładnie, z dużymi, zielonkawymi liściami, które są charakterystyczne dla herbat z Darjeeling. Zapach jest bardzo delikatny, słodki, łąkowy, z delikatnymi, maślanymi nutami. Napar jest bardzo jasny, słomkowy — przypomina zdecydowanie herbaty białe. Aromat naparu jest równie delikatny jak suszu. Jest tutaj kwietna łąka, trochę owoców i kontrująca to mineralność. Smak naparu jest bardzo delikatny, eteryczny. Jest tutaj sporo trawy, kwiatów polnych, trochę owoców — mimo tej zwiewności, dzieje się stosunkowo dużo. Parzyłem ją dwa razy — raz w 90 C i raz w 95 C, w obu wersjach brak goryczki, czy taninowości.
Jest to na pewno bardzo dobry, tegoroczny first flush z Darjeeling, który zapowiada, że sezon 2023 będzie udany. Z drugiej strony, dla moich, przeżartych puerhami kubków smakowych jest może odrobinę zbyt delikatnie. Cieszę się, że spróbowałem, ale do tego rocznika wracać nie będę.
Cena (uwaga, będę podawał ceny widocznego na zdjęciu opakowania, przed wszelkimi zniżkami, które mam): 22 PLN za 10 gramów.
35/∞
#herbatacodzienna #herbata

@TheLastOfPierogi
Możesz wytłumaczyć jak odbywa się drugie parzenie herbaty? Powinno się robić drugie parzenie bezpośrednio po pierwszym, czy mozna odczekać jakis czas pomiedzy parzeniami? Jak jest najlepiej?
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości czarna herbata Gruzińska Kvenobani 2022 od niezawodnego sklepu eherbata.pl. Herbata pochodzi ze zrekultywowanego ogrodu ze zdziczałymi i starymi krzewami we wsi Kvenobani, a sam sklep wynajmuje kawałek pola. Gruzińskie herbaty mają w Polsce raczej złą sławę, bo są kojarzone z plujkami z PRL. W moim przypadku będzie to chyba druga lub trzecia herbata z tegoż kraju, więc jestem dalej dosyć początkujący.
Wizualnie, herbata jest bardzo ładna, składa się z pojedynczych, skręconych w całości liści. Susz pachnie przepięknie, bardzo owocowo — wyczuwam nuty raczej słodkich owoców, niż cytrusów. Podobnież aromat ten został osiągnięty przez suszenie liści w niskiej temperaturze. Napar jest raczej jasny z delikatnymi, ciemniejszymi, bursztynowymi refleksami. W jego aromacie znowu dominują owoce, landrynki, ale wyczuwam też słodką, herbacianą podbudowę, taką uderzającą w maślane herbatniki. Mimo braku goryczkowej kontry nie jest zaklejająco. Body jest raczej lekkie. Herbata jest dosyć łatwa w parzeniu i chyba nie da się jej przeparzyć.
To bardzo fajna herbata, szczególnie dla tych lubiących słodsze napary. Z pewnością będzie to też dobry punkt startowy dla początkujących, bo jest to herbata dosyć prosta, a przy tym szlachetna. Można zaparzyć sceptycznym do "tych herbacianych wynalazków" wujkom i też będą zadowoleni.
P.S. zgodnie z sugestią @moll testuje nowy format zdjęć — może dać znać, czy pasuje Wam bardziej ;).
34/∞
#herbatacodzienna #herbata

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości mleczny oolong Milky Blue Absolu od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Mleczne oolongi mają specyficzny proces produkcji. Liście są często zwijane w kuleczki (chociaż nie jest to norma, w Europie taki kształt często nazywamy „gunpowder”), dzięki czemu proces ciemnienia enzymatycznego zachodzi szybciej na zewnątrz. Brzeg herbacianego liścia jest ciemny, natomiast środek pozostaje zielony. Mleczne oolongi na końcu są nasycane parą mleczną, stąd intensywny zapach i smak. Wersja Absolu przechodzi ten proces kilkukrotnie, dzięki czemu mleczny aromat jest naprawdę silny.
W aromacie suszu czuć tylko skondensowane, słodkie mleko. Sam napar, zielonkawo-złoty, pachnie wyłącznie słodkim, karmelizowanym mlekiem. W smaku jest równie monotonnie. Czuje się jakbym pił herbaciane latte. Jest bardzo słodko i bardzo mdło. Zupełnie szczerze, nie zmęczyłem kubka do końca.
Lubię herbatę, lubię mleko, uwielbiam bawarkę. Mleczne oolongi to jednak nie jest kompletnie mój gatunek herbaty. Bez żalu puściłem go dalej.
33/∞
#herbatacodzienna #herbata

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości czarna herbata Darjeeling Rohini Jethi Kupi 2022 od niezawodnego sklepu eherbata.pl. Liście pochodzą z herbacianego ogrodu Rohini indyjskiego dystryktu Dardżyling położonego u podnóży Himalajów. Herbaty z tego regionu są unikatowe - po części jest to charakter pogody z dużą ilością mgieł i stosunkowo wilgotnym klimatem, częściowo ze względu na metodę zbioru. W skład dobrego Darjeelinga wchodzą małe liście przytopowe oraz nierozwinięte pączki liści. Zazwyczaj zbiera się je w proporcji dwa liście na jeden pączek. Charakter herbaty Darjeeling zależy od pory zbioru. Pierwszy z nich (zwany first flush) odbywa się między marcem i majem. Pierwsze Darjeelingi mają charakter świeży, kwiatowy, trochę łąkowy i generalnie są najbardziej cenione. Drugi zbiór (second/summer flush) odbywa latem. Herbata z tego zbioru jest cięższa, bardziej słodowa, z nutami win muszkatelowych. Na jej charakter wpływają... szkodniki. Krzew herbaciany nie przepada za owadami, które podgryzają liście (chodzi tu głównie o insekty z gatunku Empoasca flavescens, Helopeltis theivora, Scirtothrips dorsalis) i zaczyna wytwarzać terpeny, które odpowiadają za cięższe, słodkie nuty smakowe. Trzeci zbiór (third flush/monsoon flush) odbywa się miedzy wrześniem, a listopadem i jest zazwyczaj wykorzystywany do przemysłowej produkcji herbaty/tworzenia torebkowanych blendów "Darjeeling". W międzyczasie odbywają się pomniejsze zbiory większych liści wykorzystywanych do produkcji torebkowanych herbat bez oznaczenia miejsca pochodzenia.
Wizualnie jest nietypowo jak na herbatę czarną z wieloma zachowanymi, zielonymi liśćmi (pamiętajmy jednak, że określenie herbata czarna/zielona/biała są mylące, gdyż nie odnoszą się per se do koloru suszu herbacianego, a raczej do technologii produkcji. Herbaty Darjeeling z pierwszego zbioru są produkowane jak herbaty czarne, jednak ich charakterystyczną cechą jest dobrze zachowany zielony kolor części liści, który wynika z przerwania w odpowiednim momencie procesu ciemnienia enzymatycznego. Wśród herbacianych rabinów do dzisiaj trwają dyskusje, czy przez to jest to herbata czarna, czy raczej oolong, ale większość stoi na stanowisku, że mamy tu do czynienia z trochę zmodyfikowaną technologią produkcji herbaty czarnej). Herbata składa się z pojedynczych, ręcznie skręconych małych liści, ładnie rozwijających się w trakcie parzenia. Aromat suszu przypomina mi świeże siano, zapach łąki latem, czy w końcu polne kwiaty.
Po zaparzeniu napar jest bardzo jasny, barwy słomkowej, ze złotymi refleksami. Aromat naparu jest trawiasty, łąkowy, trochę mineralny z odrobiną kwiatów w górnej nucie. W smaku jest bardzo klasycznie jak na Darjeeling - na początku jest delikatnie i kwiatowo, w drugiej nucie wchodzi mineralność, warzywność (kojarzy mi się to trochę z bulionem warzywnym, ale bez obaw - jest to smak bardzo przyjemny). Body jest lekkie, a herbata ładnie rozwija swój aromat w ustach. Jest też delikatna cierpka kontra, więc trzeba uważać z czasem parzenia.
Darjeeling z ogrodu Rohini to bardzo klasyczna herbata z tego regionu. Jednocześnie, to dobry wstęp do sprawdzenia, czy odpowiadają nam takie herbaty. Jako miłośnik Darjeelingów mogę z całym sercem ją polecić.
32/∞
#herbatacodzienna #herbatacodziennaekstra #herbata

@TheLastOfPierogi miałem w tym roku nie kupować Dardżelingów bo w sumie niby je lubię, ale nie aż tak, no ale zamówiłem wczoraj w eherbacie co tam mają w tym roku ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Nosz kurde polecilbys jakiegoś tańszego Dardżelinga bo się zabieram powoli do kolejnego zamówienia ale jeszcze nie oszalałem na punkcie herbaty żeby wydawać 90zl/50g herbaty:((
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend cejlońskiej herbaty Breakfast Earl Grey od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Czym są herbaty śniadaniowe pisałem tutaj , więc bez powielania informacji uderzamy od razu w kierunku mięska. Dzisiaj trochę o przetwórstwie przemysłowym herbaty, więc wpis z gatunku #herbatacodziennaekstra
Wizualnie herbata składa się z drobno kruszonych liści herbacianych z nielicznymi przebłyskami złotych, również kruszonych tipsów. I tutaj mamy do czynienia z tematem rzeką, czyli dlaczego się kruszy/mieli herbaciane liście. No cóż, głównie dlatego, żeby ukryć słabą jakość surowca wyjściowego - stąd gorszej jakości herbaty często przechodzą proces przemysłowy znany jako CTC, czyli cut/crush, tear, curl (albo po polsku cięcie, kruszenie, zawijanie). Dzięki temu powstaje herbata składająca się z bardzo drobnych, ciasno zwiniętych kuleczek, które błyskawicznie oddają kolor i smak. Takie przetwórstwo herbaty jest szybsze (nie wymaga ręcznej obróbki takiej jak np. zwijanie całych liści), a całość wykonują maszyny. Przykład linii do CTC możecie zobaczyć na tym filmie . Około 80% produkowanej herbaty jest wykonywany w taki sposób.
Proces kruszenia, bądź mielenia występuję również w herbatach dobrych jakościowo. Najlepszym przykładem jest tutaj japońska matcha. Jest ona zmielona drobno, gdyż podczas zaparzania nie oddzielamy fusów od naparu, spożywając całość razem. W przypadku herbat śniadaniowych ma to jeszcze jeden cel - mocno pokruszony susz oddaje lepiej teinę, więc herbata "ma kopa". Drobno zmielona herbata łatwo się przeparza, więc trzeba pilnować czasu parzenia.
Aromat suszu jest mocno bergamotowy, podbudowany herbacianymi aromatami tostowymi. Napar jest bardzo ciemny, prawie czarny, z nielicznymi czerwonymi przebłyskami. W aromacie naparu jest sporo cytrusów, białego chleba, trochę nut konfiturowych. Smak jest intensywny i mi kojarzy się z chałką suto posmarowanym cytrusowym dżemem. Całość kontrowana jest przez gorycz i taninową cierpkość. Kojarzy mi się z mocnymi herbatami popularnymi w latach '90.
Breakfast Earl Grey to herbata, prosta, jednowymiarowa i dająca dużo energii. Jednocześnie jednak jest w swojej prostocie szlachetna. Świetna do przepłukania pożywnego, dużego śniadania, bez większej kontemplacji nad smakiem i aromatem.
31/∞
#herbatacodzienna #herbata

Zaloguj się aby komentować
Nowa herbatka ale dopiero zauważyłem że w torebkach
Ja wolę fusy
No nic już minus na start. Ale może nie będzie zła #herbatka #herbatacodzienna #herbata

Zaloguj się aby komentować
Siemanko herbaciane świry, a szczególnie jeden największy świrus @TheLastOfPierogi . Chciałabym serdecznie podziękować za otrzymaną paczkę z herbatami, którą wygrałam w rozdajo. OP is a good guy and delivered Nie mogę się doczekać aż spróbuję każdej herbatki, tym bardziej, że do każdej dostałam osobną instrukcję do parzenia od @TheLastOfPierogi Polecam tego Tomka!
#herbatacodzienna #rozdajo

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości japońska czarna herbata Smoky Matsu od francuskiej herbaciarni Mariage Freres będącą najnowszym członkiem kolekcji Grand The Noir Fume Japon (dosyć ceniona przez herbaciarzy, rozchodzi się stosunkowo szybko). Herbata pochodzi z rodzinnego ogrodu herbacianego Makinohara (podobnież największy w tej części Azji), w prefekturze Shizuoka. Herbata jest uprawiana na zboczach góry Fuji. Gotowa herbata została uwędzona drewnem japońskiej sosny kuromatsu.
Opakowanie, które widzicie na zdjęciu wygrałoby w cuglach konkurs na absolutnie NAJGORSZE pakowanie herbaty w dziejach świata. Jest to tzw. koperta i wywodzi się z japońskiej tradycji prezentowej. W tzw. białe dni (miesiąc po walentynkach, 14.03) kobiety obdarowują mężczyzn różnymi drobiazgami - a kopertę herbacianą łatwo było wsunąć pod drzwi/do skrzynki na listy. W takiej kopercie znajduje się mocno sprasowany, próżniowo pakowany worek herbaty, więc po jednorazowym otworzeniu, trzeba herbatę gdzieś przesypać ze świadomością, że ledwo zmieści się z powrotem do koperty.
No dobra, ale przejdźmy do herbaty. Susz składa się z pojedynczych liści w całości, dość ładnie skręconych. Zapach przypomina nuty ogniskowe, no wędzonkę czuć od pierwszego niucha i przykrywa ona wszystko. Brązowy napar ma przyjemny kolor, z jasnymi refleksami. W aromacie zaparzonej herbaty dzieje się już więcej. Jest oscypkowa wędzoność, jednak podbudowana słodyczą. Body herbaty nie jest specjalnie wyklejające i całość jest dosyć lekka. Smak jest... szokujący. To nie jest uderzenie wędzonki jak w Lapsangu. To raczej przyjemna herbata czarna o fajnej, lekkiej podbudowie (bardziej w stronę biszkoptu niż ciężkiej słodowości) zakończona wędzonym posmakiem. Smaki się równoważą, dając przyjemne doświadczenie. Po aromacie suszu spodziewałem się doświadczenia z gatunku ekstremalnych, a otrzymałem przyjemną, wędzoną herbatę - zdecydowanie jest to dobry punkt startowy do świata dymionych herbat. Z radością śpieszę donieść, że nie wyczuwam opisywanego przez producenta smaku umami, za którym w herbatach nie przepadam.
Smoky Matsu to bardzo fajna herbata, ale dosyć grzeczna. Wypije ją z przyjemnością, ale do niej nie wrócę. Mam jeszcze jedną herbatę z tej serii - tym razem wędzoną japońskim drzewem cyprysowym, więc niebawem chętnie ją porównam. Na pewno będę też polował na nowości z tej serii.
30/∞
#herbatacodzienna #herbata
P.S. wczorajszy wpis na tagu był rodzajem żartu (no shit, Sherlock!), ale recenzja była oczywiście szczera (co ciekawe był to najlepiej piorunowany wpis, pomijając z oczywistych względów rozdajo. Nie jest to szokujące, no bo większość z nas zna żółtego Liptona. Natomiast do dzisiaj zastanawia mnie popularność numeru dwa, czyli Earl Grey'a Puerh - byłem przekonany, że to nisza w środku niszy, a zdobył prawie 50 piorunków). Nowych i stałych bywalców zapewniam, że formuła tagu nie zmieni się jakoś drastycznie dalej koncentrując się na herbatach względnie niszowych. Od czasu do czasu postaram się dodać jakąś recenzję herbaty marketowej - zwłaszcza takiej, którą mogę z czystym sercem polecić.

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty Yellow Label od producenta herbaty Lipton (część grupy Unilever). Jest to najpopularniejszy blend czarnej herbaty na świecie, produkowany od końca XIX wieku. Użyte liście herbaciane drzewiej pochodziły z Indii i Kenii, obecnie producent nie podaje miejsca pozyskania. Producent deklaruje, że wszystkie ogrody herbaciane są prowadzone w duchu zrównoważonego rozwoju (oraz należą do Rainforest Alliance, organizacji proekologicznej). No dobra, to pora wziąć się za bary z prawdziwą legendą!
Technologia produkcji Yellow Label jest dosyć unikatowa - połamane liście nasączane są herbacianą "esencją", dlatego też herbata oddaje kolor przy pierwszym kontakcie z wodą. Aromat suszu jest... no nie ma go wcale. Czuć dość intensywnie zapach torebki. Po zaparzeniu jest trochę lepiej - w zapach wyczuwam głównie bardzo delikatną, jednowymiarową słodowość. Kolor naparu jest ciemno-brązowy, nie ma tych obiecanych słonecznych refleksów (ale, co warto podkreślić, kolor jest największą zaletą tego blendu xD). W smaku mamy do czynienia z delikatną słodyczą oraz niezbyt przyjemną taninową cierpkością i olbrzymią wodnistością. Body praktycznie nie istnieje. Jest ekstremalnie nijako, trochę jak w przypadku herbaty zaparzonej o ten jeden (albo i dwa) razy za dużo.
Yellow Label to naprawdę słaba herbata, nawet biorąc pod uwagę niską cenę. Na rynku, wśród marketówek, znajdziecie znacznie lepsze propozycje w podobnym (lub nawet niższym budżecie). Ja Liptona zostawiam dla zarządu ;).
29/∞
#herbatacodzienna #herbata

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty Orient - Thé des Prophètes z serii LES CALLIGRAPHIES DU THÉ od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Kolekcja jest inspirowana kulturami herbacianymi świata, na puszcze widnieje napis "herbata" w języku hebrajskim. W tym przypadku mamy do czynienia z inspiracją szlakiem mirry i kadzidła (zwanego czasem szlakiem wolności), który łączył Arabię z Rzymem i światem śródziemnomorskim. Skład blendu jest nieznany, wiemy tylko, że użyto do niego owocu granatu.
Wizualnie susz składa się z długich skręconych liści (które prawdopodobnie odpowiadają za herbaciane body) wymieszanych w równych proporcjach z drobniejszymi, połamanymi herbacianymi liśćmi. Blend zawiera również czerwone, małe kawałki owocu granatu oraz płatki kwiatów ślazu. Zapach suszu jest zdecydowanie orientalny - ciężki, słodki, trochę korzenny i odrobinę owocowy w górnej nucie. Tak jak w przypadku innych herbat od Mariage Freres jest to raczej europejska fantazja na temat smaku i zapachu odległych krain, niż próba ich odtworzenia (początkowo takie podejście mnie drażniło, obecnie zacząłem je doceniać bo to kontynuacja XIX wiecznych trendów i spójna kontynuacja historii tej legendarnej herbaciarni).
Napar jest ciemno-brązowy, miejscami przechodząc w czerń. Zapach naparu jest znacznie delikatniejszy niż suszu. Jest dalej kadzidłowo, ale przebija się również wyraźnie owocowa nuta. Body jest ciężkie i wyklejające. Pierwszy łyk to mocne uderzenie kadzidła - perfumiarze przepadający za ciężkimi, arabskimi klimatami zdecydowanie będą zadowoleni. Wszystko kontrowane jest przez owocową słodycz. Bardzo lubię owoc granatu, ale nie jestem w stanie go wyczuć - nuta owocowa to bardziej takie tutti-frutti. Z nut herbacianych wyczuwam drobną cierpkość na finiszu.
To na pewno dobry blend, ale mnie nie zachwyca. Jest dla mnie zbyt perfumowany, a za mało herbaciany. Jednocześnie, nie mogę go ocenić źle bo dokładnie spełnia obietnice z opisu. Raczej pójdzie w świat, chociaż z pewnością zostawię sobie złotą, świecącą puszkę.
28/∞
#herbatacodzienna #herbata

@TheLastOfPierogi
Lubię te ładne puszki na herbaty. U mnie problem jest taki, że zawsze mi żal je wyrzucać, tylko co z nimi zrobić po czasie
@kosik ja mam problem w drugą stronę - mam sporo herbat w torebkach, a z puszek się jednak łatwiej korzysta. Mam też oczywiście nieśmiertelną puszkę herbaciarną ze wszystkimi śrubami i innymi "przydasiami" do której nigdy nie zaglądam :D.
Część herbaciarni sprzedaje też "wypełniacze" do puszek w cenie o te kilkanaście złotych taniej i to jest jakaś metoda :).
@TheLastOfPierogi u mnie dziś zielona putuo cha, odkopałem z szafy, kupiona chyba z 2 lata temu i zaskoczyło mnie, że jak na tak starą zieloną jest wciąż smaczna

@ranunculus nice! Z ciekawości, jak przechowywana? Mam wrażenie, że szczelne torebki strunowe dają najlepszy efekt :).
@TheLastOfPierogi w kartonowym pudełeczku i w środku woreczek (ale otwarty, najwyraźniej już kiedyś ją piłem)
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości czarna herbata afrykańska Kenia Imenti Tippy 2023 od niezawodnego sklepu eherbata.pl. To już druga herbata z rocznika 2023, którą opisuje na hejto. Pierwsze herbaty z danego rocznika są czasem nazywane "herbatami lotniczymi" (od sposobu transportu do Europy, chociaż głównie określenie to jest używane do herbat z indyjskiej prowincji Darjeeling). Z ciekawostek mogę dodać, że na cześć pierwszych lotniczych dostaw herbaty, francuska herbaciarnia Mariage Freres stworzyła blend "Aviateur".
Kenijskie herbaty przez lata były kojarzone głównie jako składnik żółtego Liptona, ew. mieszanki English Breakfast Tea. Jest to opinia bardzo krzywdząca, bo zdarzają się tutaj herbaty prawdziwie wielkie (tak jak recenzowana wcześniej Kenia Silver Needle 2022). Wizualnie herbata jest bardzo ładna i składa się z czarnych, ładnie zrolowanych dużych liści w praktycznie równej proporcji z nierozwiniętymi herbacianymi liśćmi (tzw. tipsy - łatwo je poznać po złotym kolorze). Zapach suszu jest intensywny i ciężki - ale w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Aromat jest bardzo słodki, trochę chlebowy, trochę karmelowy (no i oczywiście - słodowy). Od początku wręcz czuć, że jest to mocarz.
Napar jest ciemny, brązowy z delikatnymi rubinowymi refleksami. Aromat naparu oddaje to co zapowiadał susz. Jest intensywnie, bardzo słodko. Jest zdecydowanie ciężej niż w przypadku herbat śniadaniowych. W nozdrza uderza zapach biszkoptu, chałki, czy generalnie słodkich wypieków. W górnej nucie jest trochę kwiaciarni, ale na granicy autosugestii. Body nie jest aż tak wyklejające, jak sugerowałby aromat, ale dalej jest to kategoria ciężka. Smak jest... zaskakujący. Nie ma tu tego ciężaru z aromatu, a w ustach rozwijają się delikatniejsze nuty kwiatowe. Smak jest fajnie złożony, zaczyna się od słodkiej nuty dobrej chałki, przechodząc powoli w cięższą słodowość, żeby na końcu rozwinąć aromaty róży i lawendy.
Rzadko trafiam na czarną herbatę, która zachwyca mnie od pierwszego kubka - zazwyczaj potrzebuje kilku "na rozruch". Tutaj mamy do czynienia z miłością od pierwszego zaparzenia. To herbata wielka, złożona i bardzo satysfakcjonująca. Warto dać jej szansę.
#herbatacodzienna #herbata
27/∞

@TheLastOfPierogi będę niedługo u nich zamawiał to będzie trzeba sprawdzić, widziałem że jeszcze jakieś kenijskie nowości mają
@ranunculus z nowych zbiorów mam jeszcze Kenia Mountain Black 2023, ale akurat polosowało się z kartonu Imenti :D. Nie będę ukrywał, że Kenia wyrasta na mój herbaciany kraj numer 3 (osobiście moja lista wyglądałaby tak: Chiny, Indie i na miejscu 3 ex aequo Sri Lanka, Kenia i Japonia, z delikatnym wskazaniem na Afrykę ze względu na unikatowy charakter) i polecam bardzo wszystkim fanom czarnej herbaty.
@ranunculus btw. piłem wczoraj Kenia Silver Needle z 2022 i dalej jest wybitnie. To jedyne igiełki, które mi smakują (a nawet więcej - uwielbiam je!), głównie dzięki tym cytrusom w smaku. Na pewno nie jest to herbata do picia codziennie, ale jak masz ochotę na coś degustacyjnego to sprawi Ci ona dużo radości.
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend czarnej herbaty English Breakfast Tea od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Czym są herbaty typu śniadaniowego pisałem w tym poście, więc w telegraficznym skrócie - Angielska herbata śniadaniowa jest prawdopodobnie najbardziej znaną herbatą świata, chociaż większość populacji kojarzy ją po prostu jako "herbata czarna". Herbaciany savoir vivre mówi jasno - jeżeli ktoś poprosi nas o kubek herbaty czarnej to podaje mu herbatę typu Breakfast.
English Breakfast Tea to zaklęta w kubku historia imperium nad którym nie zachodziło słońce. Chociaż Mariage Freres nie podaje skąd pochodzą składowe, to tradycyjnie jest to mieszanka herbat z Cejlonu, indyjskiej stanu Assam (obie odpowiedzialne za mocne body) i Kenii (słodycz, głębia). Czasem również znajdują się w niej herbaty z Yunnan chociaż to raczej rzadkość. Herbata śniadaniowa ma dobrze smakować z mlekiem lub cytryną (czyli musi być dosyć intensywna, żeby dodatki jej nie przykryły) oraz dobrze spłukiwać obfite angielskie śniadanie.
No dobra, to czas zmierzyć się z legendą. Wizualnie nie jest to herbata specjalnie atrakcyjna - liście są połamane (co jest niejako cechą gatunkową herbat tego typu) z wyraźnie widocznymi dwoma innymi rodzajami liści. Aromat suszu jest naprawdę mocny, chlebowo-słodowo-herbaciany. Po zaparzeniu otrzymujemy bardzo ciemny napar o intensywnym smaku. Jest bardzo słodko, trochę ziołowo, ale jednak balans jest położony w stronę słodowości. Body jest naprawdę fajne i pozostawia przyjemne odczucie w ustach. Herbata będzie się dobrze komponowała z wytrawnym śniadaniem.
Nie będę ukrywał, że nie przepadam za opisywaniem tak "prostych" herbat. Z drugiej strony, dobry blend typu śniadaniowego to podstawa herbacianej kolekcji (chyba, że Wasi bliscy przepadają za różnymi herbacianymi "wynalazkami"). Mimo prostoty jest to herbata szlachetna, która dobrze posłuży jak codzienny koń roboczy.
A jak już jesteśmy przy #herbatacodzienna to łapcie idealny przepis na herbatę z cytryną. Po pierwsze - najwięcej cytrynowego aromatu jest w żółtej części skórki (z kolei białe albedo daje nam gorycz, której bardzo nie chcemy). Już w sklepie będąc możemy delikatnie poskrobać cytrusa i sprawdzić, czy spełnia nasze standardy aromatyczne. Niestety, skórka jest również mocno woskowana, więc jeżeli nie chcemy spożywać wosku i mieć brzydkich plam na powierzchni herbaty to musimy ją wyszorować za pomocą szczotki, pod bieżącą wodą. Następnie cytrynę kroję w ćwiartki (plasterki mają niekorzystne ratio aromatycznej skórki do kwaśnego wnętrza). Ćwiartka jest idealna na duży kubek herbaty 250 ml. Cytrynę dodajemy zawsze po wyjęciu fusów, żeby nie przyswajać za dużo glinu. Kiedy napar ma temperaturę 70-80 stopni wyciskam ćwiartkę do środka i wrzucam pozostałości do kubka. Herbatę należy spożyć raczej szybciej niż później, bo wspominana wcześniej gorycz albedo przechodzi stosunkowo szybko do naparu.
#herbata
26/∞

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości tajwańska czarna herbata Hong Yu 2022 „Rubinowa” z niezawodnego sklepu eherbata.pl. Herbata pochodzi z miejscowości Yuchi, a sama tradycja produkcji czarnych herbat w tamtym rejonie wzięła się z czasów drugowojennej japońskiej okupacji. Cechą wyróżniając herbatę Hong Yu jest naturalny aromat mentolowy, pochodzący od użytego kultywaru Hong Yu (jest to krzyżówka między szerokolistną odmianą assamską, a lokalnie występującymi szczepami herbaty).
Susz jest bardzo ładny, ciemny, herbata składa się ze sporych, ciasno zrolowanych liści. Zapach suszu jest słodki... i faktycznie ma nuty mentolu. Nie są one wybitnie intensywne, ale na tyle wyraźne, że stanowią przeciwwagę dla słodkich herbacianych aromatów (jest to jednak słodycz innego rodzaju niż nuty słodowo-tostowo-chlebowe. Herbata pachnie bardziej jak dżem z białych owoców, ew. owocowe cukierki).
Sam napar jest czerwony z rubinowymi refleksami - widywałem już głębsze kolory. Górna nuta aromatu jest wyraźnie świeża, pachnie mentolowo, ale wyczuwam też nuty eukaliptusa, czy trawy cytrynowej. Kontrę stanowi herbaciana słodycz, w naparze wydaje się ona być już bliżej klasycznych nut tostowo-słodowych. W smaku ta świeża, mentolowa nuta jest wyczuwalna naprawdę dobrze. W tle mamy do czynienia z bardzo słodkim smakiem, uderzającym w białe winogrona, figi, czy nawet landrynki.
Wow, to jedyna w swoim rodzaju herbata. W ślepym teście dałbym sobie rękę uciąć, że to blend z dodatkiem jakiegoś orzeźwiającego składnika. Hong Yu to świetny przykład na to jak zróżnicowany jest świat herbaty, nawet w obrębie jednego gatunku jakim jest herbata czarna. W przeciągu miesiąca, dwóch (zbiory są w kwietniu) powinien pokazać się rocznik 2023, nie mogę się doczekać!
25/∞
#herbatacodzienna #herbata

@TheLastOfPierogi dawno już jej nie piłem, ale faktycznie bardzo dobra, mam jakąś słabość do czarnych herbat z Tajwanu, wszystkie które piłem są w mojej czołówce
@ranunculus też mam słabość do Tajwanu - większość herbat fajnie oddaje wilgotny i gorący terroir wyspy, mając swój unikalny charakter. No i ciężej naciąć się na syf w przeciwieństwie do liści z ChRL :).
o człowieku, jak Ty to wszystko wyczuwasz w smaku?
osobiście co roku robię zamówienie z eherbata, zazwyczaj jakoś 2-3 tyg po zbiorach, bo już wtedy mają świeżo zebrane herbaty, ale w życiu nie byłbym w stanie podać takiego opisu herbaty, tylko czy mi smakuje czy nie i może jakiś smak przewodni podać
@Viapunk moją "tajną" bronią jest sędziowskie szkolenie sensoryczne, które lata temu przechodziłem, a było zorientowane na opis sensoryczny piwa (stąd też sporo takich typowo piwnych deskryptorów jak np. słodowość) połączone z autyzmem - jestem nadwrażliwy sensoryczny jeżeli chodzi o zapachy i dźwięki
Wydaje mi się, że większość osób po takim szybkim szkoleniu sensorycznym będzie w stanie w ten, czy inny sposób opisać herbatę. Kwestia wprawy ;).
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości fermentowana japońska herbata Goishicha od niezawodnego sklepu eherbata.pl. Ale zanim przejdziemy do opisu smaku i aromatu, zajmijmy się fermentacją herbaty (czyli wpis będzie bardziej z cyklu #herbatacodziennaekstra ).
Prawdopodobnie każdy z nas słyszał o tym, że np. herbaty czarne, czy puerh są fermentowane. Niestety nie jest to prawda. Oddając głos wikipedii:
"Fermentacja – enzymatyczny proces przemian związków organicznych w warunkach beztlenowych, prowadzony przez mikroorganizmy, np. bakterie lub drożdże"
Teraz odnieśmy to do herbaty. W przypadku herbat czarnych, w ich produkcji nie biorą udziału żadne mikroorganizmy. Zachodzi za to proces ciemnienia enzymatycznego, które jest doskonale znane wszystkim, którzy chociaż raz kroili jabłko. No dobra, ale co z puerhami? W przypadku surowych herbat typu sheng, w dojrzewaniu herbaty nie biorą mikroorganizmy, więc nie możemy nazwać tegoż procesu produkcyjnego fermentacją. W przypadku gotowanych shu jest trochę inaczej. Ich proces produkcyjny został wynaleziony w XX wieku - jego główną częścią jest usypywanie herbaty w stosy (przypominające trochę kompost) i zaszczepianie mikroorganizmami. Same stosy herbaciane dojrzewają w warunkach tlenowych, więc formalnie nie jest to herbata fermentowana.
I tu wchodzi cała na czarno Goishicha - jest ona najpierw podgrzewana parą wodną (która to posłuży do dalszego etapu produkcji), następnie dojrzewa w stosach z pomocą różnych drobnoustrojów, żeby na końcu fermentować w kadziach z wodą z etapu pierwszego w warunkach beztlenowych. W ten sposób herbata kisi się przez kilka następnych tygodni. Bardzo podobny proces produkcyjny przechodzi inna japońska herbata "kiszona" Awa Bancha - ale o niej kiedy indziej :).
No dobra, to przy długim wstępie możemy przejść do mięska - czyli opisu Goishichy. Sama nazwa ma oznaczać "herbata jak kamienie do gry w Go", ale to raczej eufemizm. Z wyglądu bliżej jej do starego pu erha (albo jak napisał jeden z komentujących poprzednie wpisy, a ja z dumą kradnę - herbata w formie krowiego placka). Wąchając susz spodziewałem się ekstremalnego zapachu, zbliżonego do polskich kiszonek, czy nawet octu... ale nic takiego nie ma. Aromat suszonej herbaty jest delikatny, trochę herbatnikowy, z delikatnym kwasem w tle.
Kilka pierwszych zaparzeń daje rubinowy, ładny napar. Zapach jest już trochę mocniejszy, ale dalej nie jest on wybitnie kontrowersyjny. W ślepym teście pewnie upierałbym się przy tym, że to słodowa czarna herbata (Cejlon na przykład) z wciśniętą cytryną. Znacznie więcej dzieje się w smaku - są słodkie nuty herbaciane, bardzo dużo kwaśnych owoców (pigwa, cytryna, zielone pomarańcze), a to wszystko podbudowane fajną, owocowo-landrynkową słodyczą. Herbata jest bardzo wydajna, chociaż przy kolejnych parzeniach jest mniej owoców, a więcej słodyczy.
Goishicha to bardzo ciekawa (i bardzo droga - widoczna na zdjęciu porcja na +/- 350 ml wody to 15 PLN. Oczywiście, parzymy kilka razy, więc wychodzi korzystniej). Bardzo cieszę się, że miałem okazję spróbować tej herbaty, ale raczej nie będę wracał.
24/∞
#herbatacodzienna #herbata

@TheLastOfPierogi kupilam raz jakas goishiche, ale totalnie mi smakowo nie spasowala. Plus latwo przeparzyc.
@GtotheG mam wrażenie, że to jest herbata dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Dla mnie smakowo była OK, ale od herbaty, która kosztuje prawie 100 euro za 100 gramów oczekuje znacznie więcej. Ale ja w ogóle za japońskimi herbatami nie przepadam i regularnie je przeparzam. Co ciekawe, herbaty chińskie robione w japońskiej technologii (jak Enshi Yulu) bardzo lubię xD
Zaloguj się aby komentować
Gejfrutowa herbata zielona ta tania jest bardzo średnia. Zawsze jak to pije to duszkiem żeby się nie męczyć za bardzo.
#herbata #herbatacodzienna #gownowpis #pijzhejto
Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Z okazji startu drugiego sezonu #herbatacodzienna wracam z herbacianym #rozdajo (miejsce na nowe herbaty samo się nie zrobi xD). No dobra, ale do konkretów, procedura jest prosta - każdy piorun to szansa na wygranie zestawu (można zostawić obserwację w tagu #herbatacodzienna i/lub mojego profilu, żeby wiedzieć o przyszłych zabawach wcześniej, ale nie jest to w żadnym razie obowiązkowe). W skład wchodzą próbki herbaciane - każda będzie wystarczająco duża, żeby zaparzyć sobie co najmniej dwie duże herbaty. Za każde 500 piorunów dorzucam jedną próbkę (czyli na przykład jak post dostanie 1572 pioruny to przygotuję 8 próbek). Oczywiście, zawartość ustalam z wygranym, więc nie dostaniecie niczego, czego byście nie lubili/nie mogli wypić, dorzucam również instrukcję zaparzania. Wysyłka na mój koszt paczkomatem (trzeba podać numer telefonu, numer paczkomatu i maila). Losowanie za pomocą hejtolos za tydzień, 24.03.2023 - jeżeli wygrany nie odpowie w 48h po wysłaniu przeze mnie wiadomości to losuję kolejną osobę. Wysyłka w tygodniu 27.03 - 2.04.
Żebyście mieli pewność, że Wasze pioruny są zainwestowane dobrze to poniżej zamieszczam potwierdzenie zwycięzców ostatnich rozdajo:
rozdajo herbaciane sezon 1 - https://www.hejto.pl/wpis/siemanko-kojarzycie-to-uczucie-kiedy-wygrywacie-rozdajo-a-autor-posta-od-razu-si
rozdajo książkowe https://www.hejto.pl/wpis/chwalesie-i-dziekuje-jednoczesnie-thelastofpierogi-za-paczuche-z-rozdajo-smiley-
Ostatni zwycięzca otrzymał takie próbki (większość jest opisana na tagu #herbatacodzienna)
Bai Mu Dan 2022 Organic
MF Marco Polo
MF Earl Grey Imperial
Earl Grey Intense Kusmi
Jiandou Tie Guan Yin 2022
Pu erh Big Snow Mountain Chen Xiang
Lapsang Suochong Imperial
XiaGuan 2013
Kusmi White Anastasia (torebki)
Kusmi White Berries (torebki)
Pu-erh 2016 (całe ciastko)
Powodzenia!

Zaloguj się aby komentować
Siema herbaciane świry! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj w kubku gości blend zielonej herbaty "Sakura, sakura! 2023" od francuskiej herbaciarni Mariage Freres. Jest to mieszanka z kilku powodów wyjątkowa - to pierwsza herbata z rocznika 2023, którą będę pił. Herbata ta jest też pierwszym, wiosennym blendem w danym roku oferowanym przez Mariage Freres. Mieszanka jest inspirowana spacerem pośród kwitnących drzew japońskiej wiśni. Bazą herbaty jest japońska herbata sencha, wymieszana z płatkami drzewa wiśniowego. Jeżeli chodzi o zapach suszu - na pierwsze miejsce wybija się kwiat wiśni. Wizualnie, herbata jest bardzo ładna, z pojedynczymi skręconymi liśćmi zielonej herbaty i ładnie zachowanymi płatkami kwiatów.
Napar jest jasny i pachnie bardzo wiśniowo. Gdyby ktoś powiedział mi, że w blendzie tym nie ma herbaty, uwierzyłbym bez problemu. Kwiaty wiśni są zdecydowanie na pierwszym, drugim i trzecim planie. Herbaciarnia nie kłamała zapewniając, że doświadczenie związane z jej piciem jest jak pierwszy, wiosenny spacer między tańczącymi w powietrzu biało-różowymi kwiatkami.
Smak jest bardziej złożony i ciekawszy niż sam aromat. Poza owocową kwiatowością, nutami owoców wiśni wyczuwam wyraźnie bazę herbacianą - jest delikatne umami (ale pasujące do całej kompozycji - jak tej nuty wybitnie w japońskich herbatach nie lubię, tak tutaj stanowi świetny kontrapunkt dla całej słodyczy), jest trochę łąki i takiej polnej kwiatowości. Oczywiście, pierwsze skrzypce gra dalej kwiat wiśni.
"Sakura, sakura! 2023" to świetny koncepcyjny blend. Podobnie jednak jak opisywana drzewiej mieszanka Marco Polo, jest to czysto europejska fantazja na temat japońskiej kultury herbacianej. Warto jednak dać jej szansę, bo w kategorii herbat koncepcyjnych jest to jedna z ciekawszych pozycji. Tak jak szekspirowskie filmy Akiry Kurosawy, czy Ghost of Tsushim ze studia Sucker Punch, tak ta herbata jest dowodem na to, że bardzo ciekawe rzeczy powstają z wymieszania kultur wschodu i zachodu. Z pewnością kupię edycję 2024!
23/∞
#herbata #herbatacodzienna

Zaloguj się aby komentować